Tekst

poniedziałek, 11 maja 2015

1. 2 Hej,ella habla español !

-­ Pamiętasz mniej więcej taktykę?-­ zapytał na koniec swojego wykładu Spencer patrząc na mnie przenikliwie. Jego surowe spojrzenie mnie przeraziło i natychmiast odpowiedziałam:
-­ Grać jak zwykle z dużą rotacją,ale też atakować,starać się serwować do bachhandu, najlepiej slajsowanym drugim podaniem. Ach,no tak,kiedy to możliwe chodzić do siatki,co wiąże się z atakiem i trzymać się blisko linii końcowej.
-­ I?-­ uniósł jedną brew
-­ Ach,no tak. Uważać na mączkę-przewróciłam oczami. Mimo,że najbardziej pasował mi styl gry na tej właśnie nawierzchni,jeszcze nie do końca dobrze się ślizgałam i w efekcie parę razy się potknęłam
-­ Dokładnie. Zuch dziewczynka-uśmiechnął się mój trener. W sumie był całkiem przystojnym facetem,gdyby nie ten jego zarost. Urgh. Okropność.
Żeby nie było,ja na niego nie lecę. Jest dla mnie za stary,ja mam ledwie dwadzieścia dwa lata,a on trzydzieści trzy. Ale dziwię się Marinie,że spędzają ze sobą tyle czasu i nic. Ona jest bardziej dla niego,też ma trzydziestkę na karku,chociaż zawsze odejmuje sobie dwie wiosny. Powinna się nad tym zastanowić.
-­ Kinga,właśnie Cię szukałam!-­ jak na zawołanie do pokoju Spencera wbiegła Marina-­ Och,przepraszam,nie wiedziałam,ze już omawiacie taktykę-­ wymamrotała speszona widząc że dyskutujemy.
-­ Nic się nie stało-­ odparłam swobodnie-­ Już kończyliśmy
-­ To świetnie. Może wybierzemy się na drinka do jakiegoś baru?-­ spytała puszczając do mnie oko
-­ Wykluczone!-­ zaprotestował Spencer nim zdążyłam się odezwać-­ Ona ma jutro mecz!
-­ Oj,wyluzuj Heat-­ jęknęła-­ Daj jej żyć,poza tym ja też piję jednego. Po ostatnim twoim wymyślę mam dość-­ uśmiechnęła się do niego promiennie
Fakt,kiedyś postawił nam po takim drinku,że przez trzy dni chodziłam do tyłu. Na szczęście to był listopad,ale od tego czasu alkoholu nie pijam. Ale z drugiej strony opuścić taką okazję to grzech.
-­ No cóż...-­ zaczął.
-­ Może pójdziesz z nami?-­ kusiła Marina.
-­ O nie!Chcę być jednym trzeźwo myślącym w tej ekipie. Poza tym siedzieć i słuchać babskich plotek to dla mnie za dużo. Idźcie już,wynocha!
Gdy wyszłyśmy z pokoju, zachichotałam gdy Marina podniosła ręce w geście tryumfu.
-­ Jak ty to robisz?-­ spytałam
-­ Mam swoje sposoby-­ zaśmiała się demonicznie
Wyszłyśmy przed hotel i zapytałam:
-­ Yyy...no to gdzie idziemy?
-­ Co powiesz na „La Casa del Abuelo”?
-­ Cudownie-pokiwałam głową,chodź nie wiedziałam gdzie i co to jest
To był jednak kawałek drogi i pojechałyśmy taksówką. A co tam,warto uczcić taką okazję pysznym jedzeniem!
Gdy weszłyśmy do środka poczułam się jak w raju. Wszędzie było pełno owoców morza na tacach!Wszystko co kiedykolwiek widziałam a nawet więcej było tutaj .Kochałam ten śródziemnomorski smak i zawsze cieszyłam się jak dziecko gdy miałam okazję go doznać.
Usiadłyśmy przy stoliku w kącie baru. Wystrój nie był elegancki,ale swobodny. Taki typowy bar,mam tylko nadzieję,że kulturalny.
Wzięłam do ręki kartę i zaczęłam ją przeglądać. W końcu powiedziałam do Mariny:
-­ Biorę gambas a la plancha
-­ A co to jest?
-­ Krewetki z patelni. Mniam-oblizałam się
-­ Ok,dla mnie też może być-stwierdziła beznamiętnie-A co pijesz?
-­ Hmm...nie wiem jeszcze.
W barze oprócz nas była tylko jakaś para w średnim wieku siedząca przy stołkach barowych i trzech Hiszpanów siedzących dwa stoliki od nas. Od kiedy tylko usiadłam poczułam na sobie ich wzrok.
Twierdzą,że jestem ładna. Mam lekko kręcone brązowe włosy,które teraz swobodnie opadały na moje ramiona i oczy w tym samym kolorze. Jak przystało na tenisistkę jestem szczupła i wysoka(mam metr osiemdziesiąt!).Dzisiaj ubrałam akurat moje ulubione dżinsy i niebieską tunikę, a do tego niebieskie okulary-pilotki,których akurat użyłam jako opaski.
W końcu jeden z nich się odezwał:
-­ Hej linda señorita,do owoców morza najlepsze jest czerwone wino!-­ rzucił.
Spojrzałam w ich stronę i mnie zatkało. Przy stoliku siedzieli Fernando Verdasco, Feliciano Lopez i Juan Carlos Ferrero. Jednym słowem „koledzy z pracy”.Jak ja mogłam wcześniej ich nie zauważyć?!
Do mnie odezwał się rzecz jasna słynny Mistrz Podrywu i Uwodzenia Fernando Verdasco. No doprawdy dziwne.
Skąd wiedział,że nie jestem Hiszpanką i odezwał się po angielsku?Czyżby o mnie słyszał?
Odchrząknęłam i z promiennym uśmiechem spytałam:
-­ Naprawdę?
Ten natychmiast odwzajemnił uśmiech i potwierdził.
-­ Idę złożyć zmówienie-mrugnęłam do oniemiałej Mariny i ruszyłam w stronę baru.
Gdy tylko podeszłam zaczęli podnieceni szeptać po hiszpańsku co mam pięknego. Jak to faceci. Ale wkurzyło mnie to i przemówiłam czysto w ich języku:
Hej chłopcy,to bardzo miłe,ale moglibyście nie zachwycać się moim tyłkiem kiedy stoję tuż obok?
Byli trochę zszokowani tym że wszystko rozumiem,ale po chwili:
-­ Hey, ella habla español!*-­ krzyknął Feliciano,ja zaś roześmiałam się i obróciłam się do barmana,który akurat w tym momenice się pojawił,a ja złożyłam zamówienie i wróciłam do stolika.
-­ Co ty powiedziałaś?-­ syknęła Marina-­ I co oni mówili?
W jej głosie oprócz złosci dominowała nutka ciekwaości
-­ Dałam mi do zrozumienia,że nieładnie jest obgadywać ludzi za ich plecami-­ powiedziałam obojętnie.
Marina nie była jednak do końca przekonana,ale mimo to nie naciskała. Machnęła tylko ręką i powiedziała:
-­ Słuchaj,dzwoniłam dzisiaj...
-­ Poczekaj-­ przerwałam jej cicho-­ Mów po rosyjsku.
-­ Co?!
-­ Tak,wiem,że nie znam dobrze,ale może zrozuiem.Tak będzie lepiej-wyjaśniłam przez zaciśnięte żęby
-­ Chodzi o nich?-spytała w swoim ojczystym języku.
-­ Tak
-­ Ok. Więc dzwoniłam dzisiaj chyba do wszystkich chyba marek odzieżowych jakie istnieją w sporcie i nic!
Westchnęłam cicho. Od kilku ładnych miesięcy starała się załatwić mi kontrakt na sportowa odzież z jedną ze znanych marek typu Adidas,Nike,Reebok czy chociażby Lacoste.Nagle ogarnęła mnie złość.
-­ Czemu wszystkie które są niżej w rankingu mogą mieć ciuchy z Adidasa a ja nie?Czy ja też będę musiała sypiać ze sponsorami?-­ spytałam ironicznie po rosyjsku. Chyba jednak nie do końca dobrze to zabrzmiało, bo Marina niezbyt zrozumiała. Po chwili jednak musiał dotrzeć do niej sens moich słów, bo odpowiedziała.
-­ Dobrze wiesz,że tak nie jest-­ po czym dodała smutno-­ One mają po prostu lepszych menedżerów. Jestem beznadziejna,przepraszam.
-­ Nie mów tak-­ zaprotestowałam,ale bez podnoszenia głosu.Wzięłam jej rękę-­ Jesteś najlepsza na świecie i kocham cię-­ uśmiechnęłam się do niej w razie gdyby nie zrozumiała.
Odwzajemniła uśmiech i wzięła swoją porcję krewetek,bo akurat w tej chwili kelner nam je podał.
-­ Dzięki,ale...
-­ Żadne ale!
-­ No dobrze-­ poddała się-­ Wiesz,dobrze już mówisz po rosyjsku.-­ to było już po angielsku
-­ Och,naprawdę?-­ zdziwiłam się,bo jakoś mimo,że lubiłam ten język nie umiałam dobrze się nim posługiwać
-­ Serio.Jeszcze trochę i będziemy mogły obgadywać Spencera po rosyjsku stojąc obok niego-­ zachichotała.
-­ Pod warunkiem,że go nie zna.Tamtym też wydawało się,że nie znam hiszpańskiego.
-­ On na pewno nie zna-­ powiedziała z przekonaniem. Zaciekawiło mnie to.
Uniosłam zalotnie brew i spytałam z przekąsem:
-­ Tak?A skąd ty to tak dobrze wiesz co?
Zauważyłam lekki rumieniec na jej twarzy.Żeby uniknąć skrępowania, napiła się wina.
-­ No cóż,o czymś musimy rozmawiać kiedy ty grasz
-­ Skoro tak mówisz-mruknęłam i zaczęłam swoje krewetki. Były pyszne. Zjadłyśmy w milczeniu. Tylko podczas sączenia wina oddzywałyśmy się półsłowkami.
Gdy ekipa ze stolika zauważyła, że skończyłyśmy, Fernando ruszył w moją stronę.
-­ Och nie-­ mruknęła Marina po rosyjsku-­ Idzie twój adorator
Po chwili usiadł na krześle obok mnie.
-­ Dzień dobry paniom-­ Powiedział seksownie uśmiechając się przy tym.
-­ Witam panie Verdasco-­ odparłam z lekką ironią.
-­ Och,wiesz kim jestem señorita?-­ udał zdziwienie
-­ Oczywiście. Ja i tysiące innych kobiet-kontynuowałam swoją pobłażliwą grę ciekawa czy to go zniechęci
Uniósł jedną brew do góry.Puścił ostatnie zdanie mimo uszu.
-­ A tak się składa,że ja też cię poznaję. Kinga Kolat bohaterka dnia,zgadza się?-­ mrugnął do mnie.
Przewróciłam oczami a Marina zachichotała. Zdaje się,że dopiero teraz zwrócił na nią uwagę. Wyciągnął jednak rękę do mnie. Chwyciłam ją,a on obrócił lekko gotów pocałować, lecz byłam szybsza i potrząsnęłam nią, w porę uniemożliwiając mu to.
-­ Nie pozwalaj sobie-­ mruknęłam po polsku. Rzadko kiedy miałam okazję go używać, a teraz była do tego dobra okazja.
Zauważyłam,że w naszą stronę zmierza kelner z rachunkiem.Fernando natychmiast chwycił za portfel mówiąc:
-­ Ja płacę
-­ Nie ma takiej potrzeby-­ odparłam stanowczo po hiszpańsku.
-­ Proszę señorita ,nie musisz być taka niemiła-­ odparł urażony
Pomyślałam,że rzeczywiście może przesadzam. Ale nie zamierzałam ulec jego urokowi i chciałam mu to pokazać. Nie lubię facetów,którzy zmieniają dziewczyny jak rękawiczki.
-­ No dobrze,płać-­ machnęłam ręką i posłałam w stronę Mariny bezradne spojrzenie, jej było jednak rozbawione.
Szybko uregulował rachunek i spytał:
-­ A pani to..?
-­ Marina,menedżerka Kingi...
-­ Idę do łazienki-­ oznajmiłam wstając.Miałam go dosyć
Gdy wróciłam rozmawiał z Mariną. Och,nie niech ona nie ulega-błagałam w duchu
Odchrząknęłam:
-­ Marina,miałam telefon od Spencera. Dostaje szajby,że tak długo nas nie ma.-­ skłamałam na poczekaniu i nie czekając na odpowiedź chwyciłam ją za rękę i rzuciłam przez ramię:
-­ Adiós, było bardzo miło. 

*

Nazajutrz punktualnie o godzinie 14 weszłam na kort,aby rozegrać mecz drugiej rundy z Moną Barthel. W głowie wciąż miałam taktykę na mecz,ponieważ gdy tylko wróciłyśmy z „wyprawy” Spencer ponownie zabrał się za jej wałkowanie. On jest niemożliwy,ale może to i dobrze, bo pomoże mi odnieść sukces.
Od pierwszej do ostatniej piłki grałam spokojnie i na luzie. W pewnej chwili aż tak swobodnie,że pozwoliłam sobie na zagranie kilku skrótów i widowiskowych akcji przy siatce. Zauważyłam również,że publiczność zaczęła mnie lubić,bo entuzjastycznie klaskali po każdym zdobytym przeze mnie punkcie.
W końcu po jakiejś półtorej godziny usłyszałam:”Game,set and match” .Zaliczyłam kolejny „spacerek” i wygrałam.6:2,6:2.Nie zaskoczyło mnie to jednak tak jak za poprzednim razem. Może ze względu na mniej znane nazwisko?W każdym razie jestem już w trzeciej rundzie i to się liczy.
Zaczynałam być też z siebie dumna. Po raz pierwszy zaszłam tak daleko w turnieju WTA,a nie ITF.W dodatku Premier Mandatory. Pierwsza klasa. Poza szlemem naturalnie, ale to przecież oczywiste.
W czasie meczu zauważyłam,że Spencer i Marina żywiołowo o czymś dyskutowali uśmiechając się przy tym bez końca. Ładnie mnie wspierają nie ma co. Ale mimowolnie sama się uśmiechnęłam .Całkiem fajnie razem wyglądali. Postanowiłam,że zapytam ją o ich prywatne relacje podczas następnego wypadu na miasto. Poczułam,że mam misję i muszę ją spełnić.
-­ No kochana,dobra robota-­ stwierdziła Marina gdy ściskała mnie po meczu-­ Pokazałaś co potrafisz
-­ No w końcu masz powód do dumy-­ uśmiechnął się Spencer również lekko mnie ściskając
Roześmiałam się
-­ Tak lekko?To przez ten zarost,co?-­ mrugnęłam do niego
-­ Nie,zupełnie przez przypadek-­ mruknął-­ Serwis funkcjonował dzisiaj dobrze,musimy jednak zwiększyć trochę efektywność beckhendu. Dzisiaj w przeciwieństwie do meczu z Caroline było nie za dobrze.
Jej,ten to nie umie chociaż przez chwilę być na luzie-pomyślałam-Od razu przechodzi do konkretów,nawet się nie potrafi na sekundę oderwać od tenisa.
-­ Dobra,popracujemy nad tym jutro-­ westchnęłam ruszając korytarzem ku wyjściu-­ Daj odpocząć
-­ Oj nie wiem,czy ci dam-powiedział surowo równając ze mną krok-­ Wiesz z kim jutro grasz? Z samą Sereną Williams
-­ Fuck...-­ zatrzymałam się na chwilę i popatrzyłam na nich oboje-­ Żartujecie prawda?
Pokręcili głowami.
-­ Nie,sprawdzałam wyniki. Wygrała z Pavlyuchenkovą. I to w dobrym stylu-­ odparła Marina.
Westchnęłam ciężko
-No nic,trzeba to jakoś dobrze rozegrać. Ale na razie chwila odpoczynku.

*

Gdy tylko weszłam do pokoju odpisałam na kilka SMS-ów po czym zamknęłam oczy. Otworzyłam je jednak ponownie, gdy usłyszałam kliknięcie mojej Nokii. Kolejny SMS. Pewnie od Łukasza.
Zdziwiłam się jednak,bo nie znałam tego numeru. Odczytałam jednak. I...natychmiast pożałowałam,ale wiedziałam kogo za to winić.
-­ MARINA!!!!!!!
Wydarłam się i wpadłam prosto do jej pokoju z telefonem w dłoni. Podskoczyła gwałtownie przy swoim stoliku,gdzie miała porozkładane różne papiery.
-­ Co to ma znaczyć?!-­ krzyknęłam raz jeszcze.
-­ Ale co?-­ wciąż nie pojmowała,albo udawała.
-­ „Gratuluję Ci zwycięstwa. Może potrenujemy jutro razem?Albo wpadniesz pokibicować mistrzowi? Fernando-­ odczytałam ironicznie.
Ku mojemu zdziwieniu zaczęła chichotać. No tego się nie spodziewałam.
-­ Z czego się śmiejesz?-­ spytałam ostro
-­ Wiedziałam że to zrobi-­ klasnęła w dłonie-­ Wpadłaś mu w oko.
-­ Zwariowałaś?!Po co dawałaś mu mój numer?!
-­ To po co wychodziłaś?-­ burknęła
-­ Bo miałam go dość!
Przewróciłam oczami.
-­ Błagam Cię,jak mogłaś mu go dać?
-­ No bo mnie poprosił i tyle-­ wzruszyła ramionami
-­ Ale mnie nie zapytałaś-­ jęknęłam
-­ Przepraszam-­ zmartwiła się-­ Nie myślałam, że aż tak na ciebie działa.
-­ Wiesz ile panienek on zaliczył?Chcesz żebym była kolejną?-­ zbulwersowałam się ponownie
-­ Oj,wybacz-­ usiadła obok mnie-­ Nie chciałam źle,serio.
-­ Wiem. Ale mimo wszystko Ci nie wybaczę-­ rzekłam z uśmiechem
Zaśmiała się tylko.
-­ Więc?Zgadzasz się na ten trening?
-­ Nie wiem co na to trener-­ mruknęłam.
-­ Mogę go zapytać. Powinien się zgodzić.
Od razu przypomniałam sobie o „misji” i się uśmiechnęłam.
-­ Czemu się uśmiechasz?-­ spytała zdziwiona-­ Chcesz iść?
-­ Co?Tak...nie....oj sama nie wiem-­ podparłam się rękami
-­ Zawołajmy Spencera-­ postanowiła a ja po raz kolejny dostałam sygnał.
-­ Co,to on ma mi wydać pozwolenie?-­ spytałam zaczepnie.
-­ Oj,wiesz jaki on jest. Niech zadecyduje-­ poprosiła
Po chwili pojawił się w pokoju.
-­ To świetny pomysł-­ oznajmił na wejściu-­ Przed Sereną to będzie świetny trening.
A niech cię,Williams-pomyślałam z nienawiścią.
Oczywiście Marina musiała o wszystkim opowiedzieć od razu .I ja mam uwierzyć,że ona nic do niego nie czuje?
-­ Poćwiczysz z facetem,faceci grają mocno jak ona. A jego uderzenie kończące może ci pomóc się przyzwyczaić.
-­ Och,no ok-­ zgodziłam się niechętnie.
-­ Ani słowa. Chcesz wygrać ten mecz czy nie?-­ spytał stanowczo.
-­ Chcę-­ odparłam zdecydowanie.
-­ Więc widzimy się wieczorem-­ kiwnął w stronę Mariny-­ I dzisiaj żadnych drinków.
Kiwnęła głową potulnie.
-­ A my widzimy się wieczorem w moim pokoju. Teraz idę zastanowić się co masz jutro zrobić-­ dodał i wyszedł.
Gwizdnęłam.
-­ Uuuu...ostro-­ stwierdziłam. Marina wróciła do swoich papierów. Niezrażona dodałam:
-­ To chyba przez ten zarost. Mówiłam żeby się ogolił.
-­ Lubię ten jego zarost-­ odparła automatycznie Marina, ale natychmiast zdała sobie sprawę, że nie powinna.
Gwizdnęłam raz jeszcze.
-­ No no no,Marino,nie spodziewałam się tego-­ powiedziałam zaczepnie.
-­ Ale czego?-­ podniosła głowę znad papierów.
-­ Tego,że lubisz tą jego szczecinę.
-­ Ach,no cóż...po prostu...no...nie wyobrażam go sobie bez niego-­ wydukała.
-­ Jasne-mruknęłam-­ Idę,do zobaczenia później.
I powodzenia-dodałam w myślach z uśmiechem.

Taaak, nie ma to jak umawianie się z Verdasco. Wiem, że nuda, ale będzie lepiej. Na początku chciałabym się skupić na samej bohaterce i jej karierze, potem zaś przejść do życia prywatnego. Nie moja wina, taki jest kalendarz tenisowych imprez. ;) Czekacie na Rafę, wiem. Lidera, nie siódmego na świecie :(. Spokojnie, będzie w tej części i przez dwie kolejne. Tak więc, zachęcam do dalszego czytania :)
Gatique.

1 komentarz:

  1. Hej, dlaczego nuda? Od czegoś trzeba zacząć, a nie od razu wrzucać rewelacje, przecież napięcie musi rosnąć! A i Ferdzia lubię, więc spoko ;D
    Obawiam się tylko, że jeśli rozdziały będą tak często, to się nie wyrobię z czytaniem... :( Ale gdybym nie nadążała, będę nadrabiać wszystko w weekendy, obiecuję!

    OdpowiedzUsuń