- Pamiętasz mniej więcej
taktykę?- zapytał na koniec swojego wykładu Spencer patrząc
na mnie przenikliwie. Jego surowe spojrzenie mnie przeraziło i
natychmiast odpowiedziałam:
- Grać jak zwykle z dużą
rotacją,ale też atakować,starać się serwować do bachhandu,
najlepiej slajsowanym drugim podaniem. Ach,no tak,kiedy to możliwe
chodzić do siatki,co wiąże się z atakiem i trzymać się blisko
linii końcowej.
- I?- uniósł jedną
brew
- Ach,no tak. Uważać na
mączkę-przewróciłam oczami. Mimo,że najbardziej pasował mi styl
gry na tej właśnie nawierzchni,jeszcze nie do końca dobrze się
ślizgałam i w efekcie parę razy się potknęłam
- Dokładnie. Zuch
dziewczynka-uśmiechnął się mój trener. W sumie był całkiem
przystojnym facetem,gdyby nie ten jego zarost. Urgh. Okropność.
Żeby nie było,ja na niego nie
lecę. Jest dla mnie za stary,ja mam ledwie dwadzieścia dwa lata,a
on trzydzieści trzy. Ale dziwię się Marinie,że spędzają ze sobą
tyle czasu i nic. Ona jest bardziej dla niego,też ma trzydziestkę
na karku,chociaż zawsze odejmuje sobie dwie wiosny. Powinna się nad
tym zastanowić.
- Kinga,właśnie Cię
szukałam!- jak na zawołanie do pokoju Spencera wbiegła
Marina- Och,przepraszam,nie wiedziałam,ze już omawiacie
taktykę- wymamrotała speszona widząc że dyskutujemy.
- Nic się nie stało-
odparłam swobodnie- Już kończyliśmy
- To świetnie. Może
wybierzemy się na drinka do jakiegoś baru?- spytała
puszczając do mnie oko
- Wykluczone!-
zaprotestował Spencer nim zdążyłam się odezwać- Ona ma
jutro mecz!
- Oj,wyluzuj Heat-
jęknęła- Daj jej żyć,poza tym ja też piję jednego. Po
ostatnim twoim wymyślę mam dość- uśmiechnęła się do
niego promiennie
Fakt,kiedyś postawił nam po
takim drinku,że przez trzy dni chodziłam do tyłu. Na szczęście
to był listopad,ale od tego czasu alkoholu nie pijam. Ale z drugiej
strony opuścić taką okazję to grzech.
- No cóż...- zaczął.
- Może pójdziesz z
nami?- kusiła Marina.
- O nie!Chcę być jednym
trzeźwo myślącym w tej ekipie. Poza tym siedzieć i słuchać
babskich plotek to dla mnie za dużo. Idźcie już,wynocha!
Gdy wyszłyśmy z pokoju,
zachichotałam gdy Marina podniosła ręce w geście tryumfu.
- Jak ty to robisz?-
spytałam
- Mam swoje sposoby- zaśmiała się demonicznie
Wyszłyśmy przed hotel i
zapytałam:
- Yyy...no to gdzie
idziemy?
-
Co powiesz na „La Casa del Abuelo”?
-
Cudownie-pokiwałam głową,chodź nie wiedziałam gdzie i co to jest
To
był jednak kawałek drogi i pojechałyśmy taksówką. A co
tam,warto uczcić taką okazję pysznym jedzeniem!
Gdy
weszłyśmy do środka poczułam się jak w raju. Wszędzie było
pełno owoców morza na tacach!Wszystko co kiedykolwiek widziałam a
nawet więcej było tutaj .Kochałam ten śródziemnomorski smak i
zawsze cieszyłam się jak dziecko gdy miałam okazję go doznać.
Usiadłyśmy
przy stoliku w kącie baru. Wystrój nie był elegancki,ale swobodny.
Taki typowy bar,mam tylko nadzieję,że kulturalny.
Wzięłam
do ręki kartę i zaczęłam ją przeglądać. W końcu powiedziałam
do Mariny:
-
Biorę gambas a la
plancha
-
A co to jest?
-
Krewetki z patelni. Mniam-oblizałam się
-
Ok,dla mnie też może być-stwierdziła beznamiętnie-A co pijesz?
-
Hmm...nie wiem jeszcze.
W
barze oprócz nas była tylko jakaś para w średnim wieku siedząca
przy stołkach barowych i trzech Hiszpanów siedzących dwa stoliki
od nas. Od kiedy tylko usiadłam poczułam na sobie ich wzrok.
Twierdzą,że
jestem ładna. Mam lekko kręcone brązowe włosy,które teraz
swobodnie opadały na moje ramiona i oczy w tym samym kolorze. Jak
przystało na tenisistkę jestem szczupła i wysoka(mam metr
osiemdziesiąt!).Dzisiaj ubrałam akurat moje ulubione dżinsy i
niebieską tunikę, a do
tego niebieskie okulary-pilotki,których akurat użyłam
jako opaski.
W
końcu jeden z nich się odezwał:
-
Hej linda
señorita,do
owoców morza najlepsze jest czerwone wino!- rzucił.
Spojrzałam
w ich stronę i mnie zatkało. Przy stoliku siedzieli Fernando
Verdasco, Feliciano Lopez i Juan Carlos Ferrero. Jednym słowem
„koledzy z pracy”.Jak ja mogłam wcześniej ich nie zauważyć?!
Do
mnie odezwał się rzecz jasna słynny Mistrz Podrywu i Uwodzenia
Fernando Verdasco. No doprawdy dziwne.
Skąd
wiedział,że nie jestem Hiszpanką i odezwał się po
angielsku?Czyżby o mnie słyszał?
Odchrząknęłam
i z promiennym uśmiechem spytałam:
-
Naprawdę?
Ten
natychmiast odwzajemnił uśmiech i potwierdził.
-
Idę złożyć zmówienie-mrugnęłam do oniemiałej Mariny i
ruszyłam w stronę baru.
Gdy
tylko podeszłam zaczęli podnieceni szeptać po hiszpańsku co mam
pięknego. Jak to faceci. Ale wkurzyło mnie to i przemówiłam
czysto w ich języku:
-
Hej
chłopcy,to bardzo miłe,ale moglibyście nie zachwycać się moim
tyłkiem kiedy stoję tuż obok?
Byli
trochę zszokowani tym że wszystko rozumiem,ale po chwili:
-
Hey, ella habla español!*- krzyknął Feliciano,ja zaś
roześmiałam się i obróciłam się do barmana,który akurat w tym
momenice się pojawił,a ja złożyłam zamówienie i wróciłam do
stolika.
-
Co ty powiedziałaś?- syknęła Marina- I co oni mówili?
W
jej głosie oprócz złosci dominowała nutka ciekwaości
-
Dałam mi do zrozumienia,że nieładnie jest obgadywać ludzi za ich
plecami- powiedziałam obojętnie.
Marina
nie była jednak do końca przekonana,ale mimo to nie naciskała.
Machnęła tylko ręką i powiedziała:
-
Słuchaj,dzwoniłam dzisiaj...
-
Poczekaj- przerwałam jej cicho- Mów po rosyjsku.
-
Co?!
-
Tak,wiem,że nie znam dobrze,ale może zrozuiem.Tak będzie
lepiej-wyjaśniłam przez zaciśnięte żęby
-
Chodzi o nich?-spytała w swoim ojczystym języku.
-
Tak
-
Ok. Więc dzwoniłam dzisiaj chyba do wszystkich chyba marek
odzieżowych jakie istnieją w sporcie i nic!
Westchnęłam
cicho. Od kilku ładnych miesięcy starała się załatwić mi
kontrakt na sportowa odzież z jedną ze znanych marek typu
Adidas,Nike,Reebok czy chociażby Lacoste.Nagle ogarnęła mnie
złość.
-
Czemu wszystkie które są niżej w rankingu mogą mieć ciuchy z
Adidasa a ja nie?Czy ja też będę musiała sypiać ze sponsorami?-
spytałam ironicznie po rosyjsku. Chyba jednak nie do końca dobrze
to zabrzmiało, bo Marina niezbyt zrozumiała. Po chwili jednak
musiał dotrzeć do niej sens moich słów, bo odpowiedziała.
-
Dobrze wiesz,że tak nie jest- po czym dodała smutno- One
mają po prostu lepszych menedżerów. Jestem
beznadziejna,przepraszam.
-
Nie mów tak- zaprotestowałam,ale bez podnoszenia głosu.Wzięłam
jej rękę- Jesteś najlepsza na świecie i kocham cię-
uśmiechnęłam się do niej w razie gdyby nie zrozumiała.
Odwzajemniła
uśmiech i wzięła swoją porcję krewetek,bo akurat w tej chwili
kelner nam je podał.
-
Dzięki,ale...
-
Żadne ale!
-
No dobrze- poddała się- Wiesz,dobrze już mówisz po
rosyjsku.- to było już po angielsku
-
Och,naprawdę?- zdziwiłam się,bo jakoś mimo,że lubiłam ten
język nie umiałam dobrze się nim posługiwać
-
Serio.Jeszcze trochę i będziemy mogły obgadywać Spencera po
rosyjsku stojąc obok niego-
zachichotała.
-
Pod warunkiem,że go nie zna.Tamtym też wydawało się,że nie znam
hiszpańskiego.
-
On na pewno nie zna- powiedziała z przekonaniem. Zaciekawiło
mnie to.
Uniosłam
zalotnie brew i spytałam z przekąsem:
-
Tak?A skąd ty to tak dobrze wiesz co?
Zauważyłam
lekki rumieniec na jej twarzy.Żeby uniknąć skrępowania, napiła
się wina.
-
No cóż,o czymś musimy rozmawiać kiedy ty grasz
-
Skoro tak mówisz-mruknęłam i zaczęłam swoje krewetki. Były
pyszne. Zjadłyśmy w milczeniu. Tylko podczas sączenia wina
oddzywałyśmy się półsłowkami.
Gdy
ekipa ze stolika zauważyła, że skończyłyśmy, Fernando ruszył w
moją stronę.
-
Och nie- mruknęła Marina po rosyjsku- Idzie twój
adorator
Po
chwili usiadł na krześle obok mnie.
-
Dzień dobry paniom- Powiedział seksownie uśmiechając się
przy tym.
-
Witam panie Verdasco- odparłam z lekką ironią.
-
Och,wiesz kim jestem señorita?-
udał zdziwienie
-
Oczywiście. Ja i tysiące innych kobiet-kontynuowałam swoją
pobłażliwą grę ciekawa czy to go zniechęci
Uniósł
jedną brew do góry.Puścił ostatnie zdanie mimo uszu.
-
A tak się składa,że ja też cię poznaję. Kinga Kolat bohaterka
dnia,zgadza się?- mrugnął do mnie.
Przewróciłam
oczami a Marina zachichotała. Zdaje się,że dopiero teraz zwrócił
na nią uwagę. Wyciągnął jednak rękę do mnie. Chwyciłam ją,a
on obrócił lekko gotów pocałować, lecz byłam szybsza i
potrząsnęłam nią, w porę uniemożliwiając mu to.
-
Nie pozwalaj sobie- mruknęłam po polsku. Rzadko kiedy miałam
okazję go używać, a teraz była do tego dobra okazja.
Zauważyłam,że
w naszą stronę zmierza kelner z rachunkiem.Fernando natychmiast
chwycił za portfel mówiąc:
-
Ja płacę
-
Nie ma takiej potrzeby- odparłam stanowczo po hiszpańsku.
-
Proszę señorita
,nie
musisz być taka niemiła- odparł urażony
Pomyślałam,że
rzeczywiście może przesadzam. Ale nie zamierzałam ulec jego
urokowi i chciałam mu to pokazać. Nie lubię facetów,którzy
zmieniają dziewczyny jak rękawiczki.
-
No dobrze,płać- machnęłam ręką i posłałam w stronę
Mariny bezradne spojrzenie, jej było jednak rozbawione.
Szybko
uregulował rachunek i spytał:
-
A pani to..?
-
Marina,menedżerka Kingi...
-
Idę do łazienki- oznajmiłam wstając.Miałam go dosyć
Gdy
wróciłam rozmawiał z Mariną. Och,nie
niech ona nie ulega-błagałam
w duchu
Odchrząknęłam:
-
Marina,miałam telefon od Spencera. Dostaje szajby,że tak długo nas
nie ma.- skłamałam na poczekaniu i nie czekając na odpowiedź
chwyciłam ją za rękę i rzuciłam przez ramię:
-
Adiós, było bardzo miło.
*
Nazajutrz
punktualnie o godzinie 14 weszłam na kort,aby rozegrać mecz drugiej
rundy z Moną Barthel. W głowie wciąż miałam taktykę na
mecz,ponieważ gdy tylko wróciłyśmy z „wyprawy” Spencer
ponownie zabrał się za jej wałkowanie. On jest niemożliwy,ale
może to i dobrze, bo pomoże mi odnieść sukces.
Od pierwszej do ostatniej piłki
grałam spokojnie i na luzie. W pewnej chwili aż tak swobodnie,że
pozwoliłam sobie na zagranie kilku skrótów i widowiskowych akcji
przy siatce. Zauważyłam również,że publiczność zaczęła mnie
lubić,bo entuzjastycznie klaskali po każdym zdobytym przeze mnie
punkcie.
W końcu po jakiejś półtorej
godziny usłyszałam:”Game,set and match” .Zaliczyłam kolejny
„spacerek” i wygrałam.6:2,6:2.Nie zaskoczyło mnie to jednak
tak jak za poprzednim razem. Może ze względu na mniej znane
nazwisko?W każdym razie jestem już w trzeciej rundzie i to się
liczy.
Zaczynałam być też z siebie
dumna. Po raz pierwszy zaszłam tak daleko w turnieju WTA,a nie ITF.W
dodatku Premier Mandatory. Pierwsza klasa. Poza szlemem naturalnie,
ale to przecież oczywiste.
W czasie meczu zauważyłam,że
Spencer i Marina żywiołowo o czymś dyskutowali uśmiechając się
przy tym bez końca. Ładnie mnie wspierają nie ma co. Ale
mimowolnie sama się uśmiechnęłam .Całkiem fajnie razem
wyglądali. Postanowiłam,że zapytam ją o ich prywatne relacje
podczas następnego wypadu na miasto. Poczułam,że mam misję i
muszę ją spełnić.
- No kochana,dobra robota-
stwierdziła Marina gdy ściskała mnie po meczu- Pokazałaś co
potrafisz
- No w końcu masz powód
do dumy- uśmiechnął się Spencer również lekko mnie
ściskając
Roześmiałam się
- Tak lekko?To przez ten
zarost,co?- mrugnęłam do niego
- Nie,zupełnie przez
przypadek- mruknął- Serwis funkcjonował dzisiaj
dobrze,musimy jednak zwiększyć trochę efektywność beckhendu.
Dzisiaj w przeciwieństwie do meczu z Caroline było nie za dobrze.
Jej,ten to nie umie chociaż
przez chwilę być na luzie-pomyślałam-Od razu przechodzi do
konkretów,nawet się nie potrafi na sekundę oderwać od tenisa.
- Dobra,popracujemy nad tym
jutro- westchnęłam ruszając korytarzem ku wyjściu- Daj
odpocząć
- Oj nie wiem,czy ci
dam-powiedział surowo równając ze mną krok- Wiesz z kim
jutro grasz? Z samą Sereną Williams
- Fuck...- zatrzymałam
się na chwilę i popatrzyłam na nich oboje- Żartujecie
prawda?
Pokręcili głowami.
- Nie,sprawdzałam wyniki.
Wygrała z Pavlyuchenkovą. I to w dobrym stylu- odparła
Marina.
Westchnęłam ciężko
-No nic,trzeba to jakoś dobrze
rozegrać. Ale na razie chwila odpoczynku.
*
Gdy tylko weszłam do pokoju
odpisałam na kilka SMS-ów po czym zamknęłam oczy. Otworzyłam je
jednak ponownie, gdy usłyszałam kliknięcie mojej Nokii. Kolejny
SMS. Pewnie od Łukasza.
Zdziwiłam się jednak,bo nie
znałam tego numeru. Odczytałam jednak. I...natychmiast
pożałowałam,ale wiedziałam kogo za to winić.
- MARINA!!!!!!!
Wydarłam się i wpadłam prosto
do jej pokoju z telefonem w dłoni. Podskoczyła gwałtownie przy
swoim stoliku,gdzie miała porozkładane różne papiery.
- Co to ma znaczyć?!-
krzyknęłam raz jeszcze.
- Ale co?- wciąż nie
pojmowała,albo udawała.
- „Gratuluję Ci
zwycięstwa. Może potrenujemy jutro razem?Albo wpadniesz pokibicować
mistrzowi? Fernando- odczytałam ironicznie.
Ku mojemu zdziwieniu zaczęła
chichotać. No tego się nie spodziewałam.
- Z czego się śmiejesz?-
spytałam ostro
- Wiedziałam że to
zrobi- klasnęła w dłonie- Wpadłaś mu w oko.
- Zwariowałaś?!Po co
dawałaś mu mój numer?!
- To po co wychodziłaś?-
burknęła
- Bo miałam go dość!
Przewróciłam oczami.
- Błagam Cię,jak mogłaś
mu go dać?
- No bo mnie poprosił i
tyle- wzruszyła ramionami
- Ale mnie nie zapytałaś-
jęknęłam
- Przepraszam-
zmartwiła się- Nie myślałam, że aż tak na ciebie działa.
- Wiesz ile panienek on
zaliczył?Chcesz żebym była kolejną?- zbulwersowałam się
ponownie
- Oj,wybacz- usiadła
obok mnie- Nie chciałam źle,serio.
- Wiem. Ale mimo wszystko
Ci nie wybaczę- rzekłam z uśmiechem
Zaśmiała się tylko.
- Więc?Zgadzasz się na
ten trening?
- Nie wiem co na to
trener- mruknęłam.
- Mogę go zapytać.
Powinien się zgodzić.
Od razu przypomniałam sobie o
„misji” i się uśmiechnęłam.
- Czemu się uśmiechasz?-
spytała zdziwiona- Chcesz iść?
- Co?Tak...nie....oj sama
nie wiem- podparłam się rękami
- Zawołajmy Spencera-
postanowiła a ja po raz kolejny dostałam sygnał.
- Co,to on ma mi wydać
pozwolenie?- spytałam zaczepnie.
- Oj,wiesz jaki on jest.
Niech zadecyduje- poprosiła
Po chwili pojawił się w
pokoju.
- To świetny pomysł-
oznajmił na wejściu- Przed Sereną to będzie świetny
trening.
A niech
cię,Williams-pomyślałam z nienawiścią.
Oczywiście Marina musiała o
wszystkim opowiedzieć od razu .I ja mam uwierzyć,że ona nic do
niego nie czuje?
- Poćwiczysz z
facetem,faceci grają mocno jak ona. A jego uderzenie kończące może
ci pomóc się przyzwyczaić.
- Och,no ok- zgodziłam
się niechętnie.
- Ani słowa. Chcesz wygrać
ten mecz czy nie?- spytał stanowczo.
- Chcę- odparłam
zdecydowanie.
- Więc widzimy się
wieczorem- kiwnął w stronę Mariny- I dzisiaj żadnych
drinków.
Kiwnęła głową potulnie.
- A my widzimy się
wieczorem w moim pokoju. Teraz idę zastanowić się co masz jutro
zrobić- dodał i wyszedł.
Gwizdnęłam.
- Uuuu...ostro-
stwierdziłam. Marina wróciła do swoich papierów. Niezrażona
dodałam:
- To chyba przez ten
zarost. Mówiłam żeby się ogolił.
- Lubię ten jego zarost-
odparła automatycznie Marina, ale natychmiast zdała sobie sprawę,
że nie powinna.
Gwizdnęłam raz jeszcze.
- No no no,Marino,nie
spodziewałam się tego- powiedziałam zaczepnie.
- Ale czego?-
podniosła głowę znad papierów.
- Tego,że lubisz tą jego
szczecinę.
- Ach,no cóż...po
prostu...no...nie wyobrażam go sobie bez niego- wydukała.
- Jasne-mruknęłam-
Idę,do zobaczenia później.
I powodzenia-dodałam w
myślach z uśmiechem.
Taaak, nie ma to jak umawianie się z Verdasco. Wiem, że nuda, ale będzie lepiej. Na początku chciałabym się skupić na samej bohaterce i jej karierze, potem zaś przejść do życia prywatnego. Nie moja wina, taki jest kalendarz tenisowych imprez. ;) Czekacie na Rafę, wiem. Lidera, nie siódmego na świecie :(. Spokojnie, będzie w tej części i przez dwie kolejne. Tak więc, zachęcam do dalszego czytania :)
Gatique.
Hej, dlaczego nuda? Od czegoś trzeba zacząć, a nie od razu wrzucać rewelacje, przecież napięcie musi rosnąć! A i Ferdzia lubię, więc spoko ;D
OdpowiedzUsuńObawiam się tylko, że jeśli rozdziały będą tak często, to się nie wyrobię z czytaniem... :( Ale gdybym nie nadążała, będę nadrabiać wszystko w weekendy, obiecuję!