Tekst

sobota, 26 grudnia 2015

2.22 Prezentów ciąg dalszy.

Zbliżał się dzień wyczekiwany z niecierpliwością i wbrew pozorom nie był to ślub,lecz turniej mistrzyń w Stambule,a ściślej mówiąc:bal poprzedzający rozpoczęcie. Wszystkie tenisistki biorące w nim udział(w tym ja) wbijały się w wizytowe kiecki,robiły efektowny makijaż i układały wymyślne fryzury,a to wszystko dzięki armii fryzjerów i makijażystów,którzy w ten jeden dzień traktowali nas jak prawdziwe księżniczki. Dbali,byśmy dobrze prezentowały się w oczach sponsorów,fanów i organizatorów,którzy na takie okazje lgną do nas jak muchy do lepu. A tym razem z pewnością będzie ich wiele,biorąc pod uwagę fakt,że wybiera się ze mną Rafa.
Jesteś pewien? – zapytałam po raz kolejny – Wcale nie musisz tam ze mną iść.
Jestem absolutnie pewien,że chcę ci towarzyszyć na tak ważnej uroczystości kochanie – odparł łagodnie nachylając się nade mną i całując w odsłonięty kark. Siedziałam na toaletce w hotelowym pokoju i przygotowywałam włosy na przybycie fryzjera.
I chociaż bardzo nie lubię,jak flesz błyska mi po oczach... – skrzywił się – To jako twój mąż będę musiał chodzić na takie imprezy z tobą,żeby dobrze to wyglądało w oczach sponsorów Ty jako moja żona również.
Jakby przejmował się sponsorami...
Pewnie – skinęłam głową – Dziękuję.
Cała przyjemność po mojej stronie – mruknął dotykając moich warg w szybkim, ale żarliwym pocałunku
Godzinę później,gdy byłam już w pełni ucharakteryzowana do odegrania roli tenisowej divy,do pokoju wrócił Rafael w idealnie skrojonym garniturze barwy granatowej czerni z ciasno zawiązaną muszką.
Zmarszczyłam brwi widząc jak się męczy.
Czemu masz tą muszkę tak ciasno?
Chciał zaprotestować,ale moje ręce były szybsze.
Tak lepiej – stwierdziłam widząc jak oddycha z ulgą. – Do ślubnego garnituru też będziesz miał muszkę?
Chyba nie – zmarszczył brwi.
Co to znaczy chyba? – zaniepokoiłam się. Tylko nie kolejne zmartwienie przed ślubem!
Zamierzam wybrać się z tatą po garnitur,gdy będziemy w Londynie na turnieju mistrzów.
Przygryzłam wargę.
Masz coś konkretnego na oku?
Myślę,że postawię na Armaniego.
Pokiwałam głową z aprobatą.
W porządku. Tylko nie zostawiaj tego na ostatnią chwilę. Nie chcę się jeszcze i tym denerwować.
Wciąż myślisz o rodzicach? – spytał dotykając mojego nagiego ramienia. Zadrżałam lekko czując zimno jego dłoni.
Tak – szepnęłam.
Moja śliczna...
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czubek głowy.
Wszystko się ułoży,zobaczysz...twoje życie się zmieni...ich życie się zmieni...wszyscy będziecie teraz szczęśliwi – mówił,a ja czułam jak łzy cisnące się do oczu.
Przestań! – odepchnęłam go i pociągnęłam nosem. Spojrzał na mnie zaskoczony,ale gdy zobaczył moje szklące się oczy,zrozumiał.
Nie chciałem – wymamrotał spuszczając głowę.
Złapałam leżącą najbliżej paczkę chusteczek i delikatnie wytarłam oczy i nos.
Już dobrze. Tylko...nie mówmy o tym teraz.
Kiwnął głową.
Mówiłem ci już,że pięknie wyglądasz? – rzucił ni stąd ni zowąd.
Zaśmiałam się krótko. Makijaż pewnie zdążył się nieco rozpuścić,a dla niego wciąż jestem piękna. Wspaniale.
Dobra wiadomość odnośnie tego turnieju brzmiała tak,że będzie na nim Aga. Pierwszy raz jako pełnoprawna uczestniczka,a nie tylko rezerwowa. No i był to mój drugi występ,więc mam powody do dumy. Zła zaś brzmiała tak,że wystąpi na nim Karolinka Woźniacka. I to jako numer jeden. Czy może być coś bardziej paradoksalnego?
Jakby tego było mało,o ile Aga ma rację,przyjechała tu bez Rory'ego. Zapowiada się ciekawa rywalizacja i to nie tylko na korcie.
Jeśli ktoś chciałby zrobić karierę wśród paparazzich całego świata,niech pojawi się na wystawnym balu w towarzystwie mistrza światowych kortów,z którym jest się zaręczonym. Sukces gwarantowany.
Gdy tylko wyszliśmy z limuzyny,przykleiłam do twarzy sztuczny uśmiech i ruszyłam na oślep przez morze fleszy z Rafą za plecami. Mnożące się okrzyki paparazzich z całego świata dudniły mi w uszach,kiedy w końcu stanęliśmy na „ściance”
Wreszcie – odetchnęłam z ulgą wchodząc do przestronnego holu hotelu w,którym odbywał się bal. Zamrugałam oczami i natychmiast pojawiły się jasne plamy.
Nie narzekaj – powiedział Rafa rozglądając się – Bywało gorzej.
Kiedy wycierałam ci z twarzy plamę w Starbucks'ie i zrobili nam zdjęcia,przez które praktycznie zerwaliśmy? – nie mogłam się powstrzymać od drobnej złośliwości.
Chociażby – mruknął ściskając moją dłoń. – Którędy teraz?
Na początek zrobili nam wszystkim sesję zdjęciową na zewnątrz hotelu,zaś dopiero potem mogłyśmy udać się na bal. Rafa musiał się porządnie wynudzić w międzyczasie popijając szampana i wymieniać uśmiechy z przypadkowymi ludźmi. Kiedy wróciłyśmy,zapowiedziane odpowiednio wcześniej,nie krył zniecierpliwienia.
Jak poszło? – spytał przeciskając się pomiędzy kręcącymi się w sali ludźmi.
Myślę,że dobrze – skłamałam biorąc z tacy kieliszek z szampanem i upijając od razu kilka łyków,aż poczułam bąbelki w nosie.
Karolina patrzyła na mnie ukradkiem pomiędzy każdym ujęciem,a jak wyczułam,że jest zdenerwowana. Jej obcisła fioletowa kiecka nie wyróżniała się niczym szczególnym,natomiast moja biało-czarna w połączeniu z miękkimi lokami podpiętymi z tyłu i szykownym makijażem przyciągała wzrok zarówno ludzi,jak i szkiełka obiektywów.
A jak wszyscy wiedzą,Woźniacka jest bardzo spragniona uwagi mediów. Obojętnie czy z dobrej czy złej strony.
Szła teraz do Agi stojącej w przyciemnionym kącie sali z promiennym uśmiechem. Patrzyłam jak entuzjastycznie i sztucznie wybucha śmiechem i zastanawiałam się,jak zachowa się Aga. Wszak ostatnio,w Krakowie dość jasno pokazała,że ma jej po dziurki w nosie. Jak wszyscy mądrzy ludzie zresztą.
Co robimy? – spytałam Rafaela rozglądając się nerwowo.
Nie wiem – wzruszył ramionami – To twój bal. Nie powinnaś z kimś porozmawiać,zatańczyć,albo coś?
Tańczyć? – prychnęłam – W życiu.
Uniósł brwi.
A na balu zwycięzców twoje ciało mówiło co innego...
Na balu zwycięzców miałam perspektywę tańca z tobą kochanie,a nie z jakimś szejkiem-odparłam dotykając jego policzka.
Dotrwaliśmy niemalże do końca balu;wróciliśmy do hotelu niemalże o trzeciej nad ranem tamtejszego czasu. Rozmawiałam między innymi z Marią Szarapową,która okazała się normalną kobietą,też niekiedy czującą się jak piąte koło u wozu w takich sytuacjach,z Li Na,moją wielokrotną przeciwniczką,oraz pośmiałam się trochę z Agnieszką. Obie doszłyśmy do wniosku,że Caroline zachowuje się po prostu śmiesznie. Kiedy dotarliśmy do hotelu,Rafa natomiast narzekał,że nie ma Sereny Williams.
Czemu tak bardzo zależy ci na jej obecności –spytałam podejrzliwie,zapalając wszechobecną czerwoną lampkę.
Nie wiesz co to znaczy chodzić na imprezy z Sereną – odparł tonem znawcy.
Więc może mi wyjaśnisz?
Z nią ten bal wyglądałby zupełnie inaczej. Nie byłoby tak sztywno. Potrafi rozbawić człowieka do łez. Jeśli zna się na tyle dobrze angielski. – zmarszczył brwi.
No właśnie – powiedziałam po angielsku – Może w końcu byś nad nim popracował?
Machnął ręką.
Nie teraz. – odparł z akcentem – Mamy za dużo rzeczy na głowie.
-Na przykład takich?-uniosłam brew i jednym płynnym ruchem pociągnęłam suwak sukienki w dół.
Odetchnął głęboko i z trudem pokręcił głową.
Nie dzisiaj Kinga. Jestem zmęczony.
Nie wierzę. – przygryzłam wargę i podeszłam bliżej skubiąc płatek jego ucha.
Nie. – powtórzył z naciskiem i wzdrygając się lekko,wziął mnie za ręce.
Dlaczego? – spytałam wracając na hiszpański.
Bo chcę ci coś powiedzieć. Tylko...ubierz się,dobrze?
Już – mruknęłam gdy chłodna,satynowa koszulka nocna owiała moje ciało.
Zrzucił koszulę na podłogę i podniósł mnie,po czym położył na łóżku. Westchnęłam chcąc więcej,ale jedyne co zrobił to pocałował moją dłoń i podparł głowę ręką.
Dobrze. Co jest tak ważne,że nie może poczekać do jutra?
Hmm...
Wodził palcem po koronkowym wzorze na koszuli nocnej przyprawiając mnie o lekki dreszczyk.
Przemyślałem to co mi powiedziałaś w Nowym Jorku...
Zamrugałam starając się przypomnieć o co takiego mogło chodzić,a nie chciałam spotkać się z ewentualną odmową.
Ach tak. Dom.
Przełknęłam ślinę
No i?
Westchnął ciężko wciąż kreśląc palcem wzory. Syknęłam ze zniecierpliwienia i zmusiłam,by spojrzał mi w oczy.
Masz rację. Powinienem przestać myśleć wyłącznie o sobie i zastanowić się poważnie nad naszą przyszłością. Nie mogę wiecznie mieszkać z matką,choćbym nie wiem jak bardzo ją kochał.
Przełknął ślinę i zdałam sobie sprawę z jakim trudem przychodzi mu wypowiedzenie tych słów.
A skoro zamierzamy stworzyć rodzinę... – Kontynuował cierpliwie znosząc moje pełne niedowierzania spojrzenie – Będziemy musieli zacząć wszystko od nowa.
Och Rafael... – jęknęłam i oplotłam ramiona wokół jego szyi. Poddał się mojemu dotykowi z rozluźnieniem,które przebiegło falą przez jego naprężone ciało. – Dziękuję. Wiem,że to dla ciebie trudne,ale mam nadzieję,że nie pożałujesz. Postaram się ci to wynagrodzić. – Uśmiechnęłam się ciepło gładząc go po policzku. – Chociaż myślałam,że zapomniałeś...
Nigdy nie zapominam o takich sprawach – oznajmił poważnie poddając się dotykowi moich palców.
Doskonale – zaśmiałam się – Rozmawiałeś już z kimś o tym?
Z mamą. Powiedziała,że w głębi duszy była na to gotowa. Nie wyobrażała sobie,żeby miało być inaczej,rozumiesz?
Pełne żalu westchnienie dało mi do zrozumienia,że bynajmniej nie była to łatwa rozmowa. No cóż,on miał na głowie rozmowę z matką odnośnie przeprowadzki,ja zaś musiałam się zmierzyć z rozstaniem rodziców. Na samą myśl wstrząsnął mną dreszcz i szybko skupiłam się na odpowiedzi.
Każda matka musi pogodzić się z tym,że jej dziecko odejdzie z domu,prawda?
Tylko nie moja – dodałam ze smutkiem w myślach
Prawda – skinął głową – Prędzej czy później.
Cóż,po tym co wyczyniamy niekiedy w nocy zapewne będzie wdzięczna za odrobinę spokoju? – mrugnęłam porozumiewawczo przeciągając się.
Uśmiechnął się półgębkiem ukazując dołeczek w policzku.
Chociaż tyle na jej korzyść.
Rafael,twoja mama jest dorosła. Poradzi sobie. Będzie nas miała w pobliżu. Zawsze będzie mogła liczyć na naszą pomoc. – powiedziałam ściskając jego dłoń.
Tak – westchnął – Ale to już nie będzie to samo. Chcę żeby była bezpieczna. Nie mógłbym znieść myśli,że mogłoby się jej coś stać.
Czułam że to nie będzie tak łatwe jak się wydawało.
Nic jej się nie stanie. Nie pozwolimy na to – Uśmiechnęłam się ciepło z całego serca pragnąc zakończyć tę niezręczną dyskusję.
W końcu opuścił ramiona odprężony i uśmiechnął się szeroko przywołując wszystkie swoje urocze dołeczki.
Masz rację. Nie powinienem aż tak się martwić.
Mruknęłam coś w odpowiedzi i podniosłam się.
Może chcesz żebym zrobiła ci masaż?
Nie,dziękuję – pokręcił głową – W tej kwestii ufam wyłącznie Titinowi.
Na pewno? – szepnęłam siadając za nim okrakiem i delikatnie ugniatając palcami jego masywny kark. – W tym również jestem dobra.
Przeciągły jęk potwierdził moje słowa.
Nie przestawaj – mruknął.

Nie zamierzam – odparłam dotykając ustami jego ramienia.


Hej hej,jak Wam mijają święta? Dobrze,że to tylko 3 dni,tyle jeść... xD
Tyle wolności <3 Na uczelnię i o ile się nie mylę,do szkół dopiero po nowym roku,jak cudownie. W tym wypadku życzę wszystkim miłego odpoczynku :*
Gatique

1 komentarz:

  1. Ale słodziutko... Sielanka u państwa Nadalów (za chwilę ;) To będzie okrutne, gdy w końcu zaczniesz im wszystko psuć.
    O świątecznym żarciu to mi nawet nie mów, bo nie mogę już na nie patrzeć po Wigilii u jednej babci, 25. u drugiej i wczoraj wszyscy u mnie... Ale wolne mamy aż do 4 stycznia, potem jeszcze w środę Trzech Króli, a w moim przypadku jeszcze tylko kolejny tydzień i feeeerie! (idealnie na Australian :)
    Miłego leniuchowania ;*

    OdpowiedzUsuń