Po
przegranym finale czułam się źle,ale to,że Rafa wygrał swój
finał zgarniając trzynasty tytuł wielkoszlemowy po w miarę łatwym
meczu z Djokovicem,jeszcze tę frustrację pognębiło. Skoro on mógł
pokonać swojego największego rywala to czemu i ja nie mogłam?
Owszem,cieszyłam się z jego szczęścia. Fakt,że wygrał
najtrudniejszy dla nas obojga turniej z możliwych sprawiał,że aż
do powrotu na Majorkę tryskał radością. Mogłam się sztucznie
uśmiechać,ale on i tak wiedział-zwyczajnie mu zazdrościłam.
– Co u ciebie kochanie? – spytał obejmując mnie ramieniem po wylądowaniu w Palmie. – Cieszysz się z powrotu do domu?
–Mhm -odparłam bez większego entuzjazmu.
-Ja też. Chociaż myślę,że ten wyjazd bardzo dużo w nas zmienił.
-Tylko różnica między nami jest taka kochanie...-odparłam zdejmując jego rękę z mojego ramienia i uśmiechając się ironicznie. Nie mogłam sobie tego darować.-Że ty wracasz z pucharem a ja z talerzem.
Przyspieszyłam kroku ciągnąc za sobą walizki.
-Ej,daj już spokój-Dwoma susami znalazł się przy mnie i obrócił twarzą do siebie po czym wyszeptał:-Dla mnie i tak jesteś najlepsza.
Wiem o tym-przytaknęłam uśmiechając się blado-Ale chciałabym być też najlepsza dla innych.
-Jesteś. Dla swoich rodziców. Dla moich rodziców. Dla Maribel. Dla swoich fanów. Czy to ci nie wystarczy?
-Niby tak,ale...-westchnęłam przeczesując palcami włosy. Jak zwykle na Majorce było goręcej niż w innych częściach świata. No może poza Afryką.-Mam przeczucie,że zawiodłam kraj.
-Wy Polacy dziwnie potraficie docenić czyjś sukces. Przegra to źle. A jak wygra,mógł zrobić coś lepiej. Myślałem,że tylko Toni ma takie podejście do życia. No ale jeśli to cały wasz naród...
Musiałam się roześmiać. Faktycznie,sądząc po tym jakie oczekiwania wobec kraju spoczywają na moich barkach,Toni powinien być dla mnie ledwie ziarnkiem piasku.
Jak widać życie zaskakuje.
-Właśnie-podsumowałam ruszając dalej,do wyjścia numer sześć.-Cały naród.
-Nie czujesz się inaczej?
-Znaczy jak?-zdziwiłam się grzebiąc w torebce w poszukiwaniu okularów. Raziło jak diabli.
-Spójrz,przed wylotem do Stanów byliśmy jednym wielkim kłębkiem nerwów. Te wszystkie badania...naprawdę nie czujesz się teraz wyluzowana?
-Hm,może.-przyznałam.
A na pewno by tak było,gdyby nie fakt,że pewna osoba wciąż zajmuje mieszkanie nad moją teściową.
Cóż za niespodzianka! Kto pojawił się od razu po powrocie do Manacor?Emeline. Kto dosłownie tryskał radością,gdy zobaczył Rafaela?Pozwolę sobie nie odpowiadać.
Zgrzytałam zębami ze złości,kiedy ściskała mojego męża błyskając przy tym idealnie białymi ząbkami jak gdyby była jego siostrą albo inną kuzynką. Słowem:gdyby należała do naszej rodziny.
-Jak tam poszukiwania lokum?-spytałam chłodno bez ogródek puszczając mimo uszu jej gratulacje i standardowe „na pewno w przyszłym roku wygrasz”.
Spuściła wzrok i wsunęła palce w kieszenie dżinsów.
-No tak,właśnie o tym chciałam porozmawiać.
Ooo,to już postęp. Czyżby wreszcie się domyśliła,jak bardzo jest tu zbędna?
-Ale to może zaczekać do jutra-uśmiechnęła się swoim słynnym uśmiechem za milion dolarów i klasnęła w dłonie-Uciekam. Rozpakujcie się.
Minęła mnie w drzwiach z ponurą miną. Zauważyłam,że zamiast zwykłych obcisłych topów podkreślających jej biust miała na sobie szorty i białą tunikę,w której jej kształty były całkowicie schowane. Zgrywała cnotkę czy to po prostu dlatego,że było niesamowicie gorąco nawet jak na koniec dnia i wszystko lepiło się od potu?
Rafael od razu po przyjeździe włączył klimatyzację,a ja najchętniej wskoczyłabym od razu do morza. Jako,że nie można mieć wszystkiego udałam się na górę pod zimny prysznic. Kiedy wyszłam z łazienki,Rafa ustawiał nowe-stare trofeum w salonie.
-Bardziej na lewo-powiedziałam a on wzdrygnął się na dźwięk mojego głosu-Tam obok poprzedniego z US Open.
-Nie słyszałem jak wyszłaś. Przestraszyłaś mnie.
Zachichotałam i weszłam zamaszystym krokiem biorąc od niego puchar i stawiając go na wyznaczonym miejscu.
-A nie lepiej ustawiać wszystkie rocznikami?-skrzywił się lekko patrząc na kolekcję.
-Tak sądzisz?Mnie bardziej podoba się,kiedy z danych turniejów są razem. Widać wtedy ile razy co wygrałeś.
-Może-przytaknął niechętnie-Ale na razie niech stoi tutaj.
-Jeśli tak wolisz-wzruszyłam ramionami i objęłam go w pasie. Mruknął coś zaskoczony i przyciągnął do siebie.
-Może mały relaksik po ciężkiej podróży?-rzucił kusząco w moje włosy.
-Och nie,nie dzisiaj-jęknęłam.-Jest tak gorąco,że najchętniej usnęłabym w wodzie!Nie jest ci gorąco?
-Przeżyłem wiele wyższą temperaturę.-odparł z lekceważeniem-To jak będzie?
-Na mnie nie licz-odparłam i odsunęłam się.-Nie dzisiaj. Ale jutro?Kto wie?
Mrugnęłam i zostawiłam go z nieszczęśliwą miną na środku salonu.
– Co u ciebie kochanie? – spytał obejmując mnie ramieniem po wylądowaniu w Palmie. – Cieszysz się z powrotu do domu?
–Mhm -odparłam bez większego entuzjazmu.
-Ja też. Chociaż myślę,że ten wyjazd bardzo dużo w nas zmienił.
-Tylko różnica między nami jest taka kochanie...-odparłam zdejmując jego rękę z mojego ramienia i uśmiechając się ironicznie. Nie mogłam sobie tego darować.-Że ty wracasz z pucharem a ja z talerzem.
Przyspieszyłam kroku ciągnąc za sobą walizki.
-Ej,daj już spokój-Dwoma susami znalazł się przy mnie i obrócił twarzą do siebie po czym wyszeptał:-Dla mnie i tak jesteś najlepsza.
Wiem o tym-przytaknęłam uśmiechając się blado-Ale chciałabym być też najlepsza dla innych.
-Jesteś. Dla swoich rodziców. Dla moich rodziców. Dla Maribel. Dla swoich fanów. Czy to ci nie wystarczy?
-Niby tak,ale...-westchnęłam przeczesując palcami włosy. Jak zwykle na Majorce było goręcej niż w innych częściach świata. No może poza Afryką.-Mam przeczucie,że zawiodłam kraj.
-Wy Polacy dziwnie potraficie docenić czyjś sukces. Przegra to źle. A jak wygra,mógł zrobić coś lepiej. Myślałem,że tylko Toni ma takie podejście do życia. No ale jeśli to cały wasz naród...
Musiałam się roześmiać. Faktycznie,sądząc po tym jakie oczekiwania wobec kraju spoczywają na moich barkach,Toni powinien być dla mnie ledwie ziarnkiem piasku.
Jak widać życie zaskakuje.
-Właśnie-podsumowałam ruszając dalej,do wyjścia numer sześć.-Cały naród.
-Nie czujesz się inaczej?
-Znaczy jak?-zdziwiłam się grzebiąc w torebce w poszukiwaniu okularów. Raziło jak diabli.
-Spójrz,przed wylotem do Stanów byliśmy jednym wielkim kłębkiem nerwów. Te wszystkie badania...naprawdę nie czujesz się teraz wyluzowana?
-Hm,może.-przyznałam.
A na pewno by tak było,gdyby nie fakt,że pewna osoba wciąż zajmuje mieszkanie nad moją teściową.
Cóż za niespodzianka! Kto pojawił się od razu po powrocie do Manacor?Emeline. Kto dosłownie tryskał radością,gdy zobaczył Rafaela?Pozwolę sobie nie odpowiadać.
Zgrzytałam zębami ze złości,kiedy ściskała mojego męża błyskając przy tym idealnie białymi ząbkami jak gdyby była jego siostrą albo inną kuzynką. Słowem:gdyby należała do naszej rodziny.
-Jak tam poszukiwania lokum?-spytałam chłodno bez ogródek puszczając mimo uszu jej gratulacje i standardowe „na pewno w przyszłym roku wygrasz”.
Spuściła wzrok i wsunęła palce w kieszenie dżinsów.
-No tak,właśnie o tym chciałam porozmawiać.
Ooo,to już postęp. Czyżby wreszcie się domyśliła,jak bardzo jest tu zbędna?
-Ale to może zaczekać do jutra-uśmiechnęła się swoim słynnym uśmiechem za milion dolarów i klasnęła w dłonie-Uciekam. Rozpakujcie się.
Minęła mnie w drzwiach z ponurą miną. Zauważyłam,że zamiast zwykłych obcisłych topów podkreślających jej biust miała na sobie szorty i białą tunikę,w której jej kształty były całkowicie schowane. Zgrywała cnotkę czy to po prostu dlatego,że było niesamowicie gorąco nawet jak na koniec dnia i wszystko lepiło się od potu?
Rafael od razu po przyjeździe włączył klimatyzację,a ja najchętniej wskoczyłabym od razu do morza. Jako,że nie można mieć wszystkiego udałam się na górę pod zimny prysznic. Kiedy wyszłam z łazienki,Rafa ustawiał nowe-stare trofeum w salonie.
-Bardziej na lewo-powiedziałam a on wzdrygnął się na dźwięk mojego głosu-Tam obok poprzedniego z US Open.
-Nie słyszałem jak wyszłaś. Przestraszyłaś mnie.
Zachichotałam i weszłam zamaszystym krokiem biorąc od niego puchar i stawiając go na wyznaczonym miejscu.
-A nie lepiej ustawiać wszystkie rocznikami?-skrzywił się lekko patrząc na kolekcję.
-Tak sądzisz?Mnie bardziej podoba się,kiedy z danych turniejów są razem. Widać wtedy ile razy co wygrałeś.
-Może-przytaknął niechętnie-Ale na razie niech stoi tutaj.
-Jeśli tak wolisz-wzruszyłam ramionami i objęłam go w pasie. Mruknął coś zaskoczony i przyciągnął do siebie.
-Może mały relaksik po ciężkiej podróży?-rzucił kusząco w moje włosy.
-Och nie,nie dzisiaj-jęknęłam.-Jest tak gorąco,że najchętniej usnęłabym w wodzie!Nie jest ci gorąco?
-Przeżyłem wiele wyższą temperaturę.-odparł z lekceważeniem-To jak będzie?
-Na mnie nie licz-odparłam i odsunęłam się.-Nie dzisiaj. Ale jutro?Kto wie?
Mrugnęłam i zostawiłam go z nieszczęśliwą miną na środku salonu.
*
Przewróciłam się z jękiem na drugi bok,z początku bojąc się otworzyć oczy. Kiedy jednak to zrobiłam,odetchnęłam z ulgą. Byłam w domu.
Te nieustanne podróże,zmiany klimatu i stref czasowych męczyły mnie niemiłosiernie,dlatego też po pewnym czasie czułam się wykończona przez hałasy Nowego Jorku i dobrze było obudzić się w domowym zaciszu.
-Nie śpisz już?-usłyszałam za plecami głos mojego męża. Wyciągnął rękę i dotknął delikatnie mojego karku.
-Nie-odparłam odwracając się do niego twarzą-Nie chcę stracić ani minuty z pobytu w domu.
Zaśmiał się cicho i przyciągnął do siebie. Spędziliśmy poranek pijąc zimne napoje i jedząc oliwki(absolutnie NIGDZIE nie ma równie pysznych co w Hiszpanii). Temperatura jak się okazuje towarzyszyła wyspie od tygodnia i postanowiliśmy spędzić dzień na plaży. Pierwszy raz od miesiąca czułam się szczęśliwa i całkowicie wolna od problemów. Opalałam się,piłam drinki i kąpałam się w czystej morskiej wodzie. Było po prostu doskonale.
Gdy wróciliśmy do domu,zaniosłam torby do kuchni i zabrałam się za ich rozpakowywanie. Spojrzałam kątem oka na półkę z trofeami w salonie i uśmiechnęłam się. Żadnego stresu,zero napięcia. Zwykły talerz między pucharami zdarza się nawet najlepszym.
-Więc jak?Zadowolona z pobytu w domu?-spytał Rafael rozpinając guziki koszuli z wilgotnym od włosów mankietem.
-Oczywiście-odparłam z ekscytacją i rzuciłam koc na sofę-Czy kiedykolwiek byłam rozczarowana?
-Nie wiem,dlatego pytam-podszedł do mnie od tyłu,co zresztą bardzo lubiłam i pocałował w kark. Wzdrygnęłam się lekko,kiedy jego wilgotne kosmyki opadły na moją nagą szyję.
-Zatem wiedz,że w domu zawsze najlepiej. Nie ważne gdzie by był.
Zaczęliśmy się całować,aż zapomniałam o tym,co robiłam wcześniej. Jego usta były słone i smakowały morską wodą,ale mimo to w tej chwili wydawały mi się najsłodsze na świecie. Jak zwykle niecierpliwy,wsunął mi rękę pod bluzkę.
-Ej!-odsunęłam się i pacnęłam go-Nie przesadzaj.
-Mieliśmy się relaksować,zapomniałaś?Ale wczoraj komuś było bardzo gorąco...
-A z kolei ktoś inny jest ostatnio bardzo napalony-zauważyłam bawiąc się guzikami koszuli Rafaela.
-Miałaś okres przez cały tydzień-powiedział tonem naburmuszonego dziecka i zmarszczył brwi doprowadzając mnie do wybuchu śmiechu.
-Może i masz rację-przyznałam w końcu łagodnym tonem i odpięłam jeden guzik.-Powinniśmy się zająć staraniem się o dziecko.
-Właśnie-skinął głową i z powrotem przyciągnął mnie do siebie.-Robiliśmy to kiedyś w kuchni?
Kolejną serię coraz bardziej śmiałych i namiętnych pocałunków przerwał telefon Rafaela.
-To tylko sms-mruknęłam obejmując jego twarz dłońmi.-Odczytasz później.
-Maribel miała dzisiaj egzamin-przypomniał i zrobił krok w kierunku telefonu. W międzyczasie nalałam sobie szklankę wody i upiłam łyk. Obserwowałam jak mój mąż marszczy brwi czytając wiadomość. Wystukał coś szybko i podniósł na mnie spojrzenie.
-Nie poszło jej?-spytałam odstawiając szklankę.
-Co?Nie,to mama-odparł szybko chowając telefon do kieszeni, po czym zwrócił się do mnie przepraszającym tonem-Nie gniewaj się. Muszę jechać.
-Och,okej-zamrugałam oczami zaskoczona.
-Wrócę wieczorem. Kocham cię-złożył na moich ustach szybki pocałunek,po czym złapał kluczyki od auta i wyszedł. Super. Po raz kolejny teściowa niszczy moje pożycie małżeńskie.
Westchnęłam i dokończyłam rozpakowywanie. Nie mając nic lepszego do roboty,włączyłam konsolę i odpaliłam grę zajadając się oliwkami. Dawno nie grałam,więc siedziałam na kanapie ze skupieniem wciskając guziki na kontrolerze aż zrobiło się ciemno. Weszłam pod szybki prysznic i przebrałam się w koszulę nocną. Była dwudziesta pierwsza trzydzieści dwie.
Nie zamierzałam kłaść się spać sama. Chcąc nie chcąc,otworzyłam książkę i starałam się skupić na czytaniu. Z miernym skutkiem. Odłożyłam książkę z westchnieniem. Leżałam przez chwilę licząc,czy wzięłam wszystkie witaminy,aż w końcu usłyszałam zgrzyt zamka w drzwiach i odetchnęłam z ulgą.
-Jeszcze nie śpisz?-zdziwił się Rafael wchodząc do sypialni.
-Czekałam na ciebie. Czy u twojej mamy wszystko w porządku?
-Jak najbardziej.-odparł automatycznie.
-A u Maribel?
-Też. Zdała-kolejna szybka odpowiedź.
-Cieszę się.
Pokiwał głową i udał się do łazienki. Słysząc,jak odkręca prysznic,położyłam się na boku i zamknęłam oczy z niejasnym wrażeniem,że coś jednak jest nie tak.
Wybaczcie,że tak krótko ale musiałam zastosować jakiś podział. Poza tym to cała ja,uwielbiam przerywać zostawiając czytelników z nutką niedosytu :D
Roland Garros się zaczyna,tak perfidnie kiedy sesja tuż tuż. Nie będę pewnie miała pojęcia o tym co się dzieje w Paryżu,może poza Snapchatem Sereny Williams ,ale to co innego :P Tak czy siak - #believeladecima. No. Amen.
xoxo
Mogę Cię informować o najważniejszych rzeczach na RG, bo u mnie już jako takie luzy, więc postaram się śledzić ;)
OdpowiedzUsuńA oliwki polecam także w Grecji :D Jak ich nie lubię, tak tam jadłam.
Koniec offtopu, teraz rozdział. A więc jestem niemal pewna, że do Rafy wcale nie dzwoniła mamusia, tylko Emeline. Nie daj Bóg, żeby powiedziała mu o wysłanym esemesie w Nowym Jorku, który Kinga chyba usunęła (wybacz sklerozę, ale trochę blogów czytam + książki w wolnym czasie i już czasem nie pamiętam, co było gdzie ;), w każdym razie czytała. Poza tym czego to babsko jeszcze chce, to diabli wiedzą. I to właśnie diabli ją tu chyba nadali, do Nadalów swoją drogą...
Buźka ;*
Okej,poproszę o relacje z RG ;) Co ta Emeline tam kombinuje to się dowiesz wkrótce :P
Usuń