Tekst

poniedziałek, 18 maja 2015

1.4 Home,sweet home.

W korytarzu prowadzącym z szatni na kort ogarnęła mnie panika na widok Sereny Williams.Wiedziałam,że ona jest potężnie zbudowana,ale nie aż tak.Była tylko ciut wyższa ode mnie,ale jak umięśniona.I pomimo tego potrafiła zachować swoją kobiecość.To musi być trudne.
Zawsze czułam do niej respekt.Była przecież wielką mistrzynią,wygrywając tegoroczne Australian Open zdobyła swój dwunasty tytuł wielkoszlemowy.Ponadto jest liderką rankingu więc jest faworytką,będzie się czuła pewnie.
Tylko spokojnie-pomyślałam sobie-Nie masz nic do stracenia
Kiedy spiker wywołał moje nazwisko drgnęłam i wyszłam na kort nieco roztrzęsiona.Po chwili jednak oklaski na trybunach dodały mi pewności siebie i mogłam z lekką ręką przystąpić do rozgrzewki.Spojrzałam na Marinę i Spencera.Nie odzywali się do siebie,bo oboje utkwili pytające spojrzenia we mnie.Wiedziałam jednak,że nie ma to nic wspólnego z ich relacjami,po prostu się denerwowali i nie winiłam ich za to.Sama byłam potwornie roztrzęsiona.Nie pomogło mi to,że Serena wygrała losowanie i wybrała odbiór.Oznaczało to,że będę musiała serwować jako pierwsza.
Po rozgrzewce wzięłam do ręki piłki,włożyłam jedną na drugi serwis pod spódniczkę i przygotowałam się do serwisu.Wzięłam głęboki oddech.Serena stała poza linią.
Piłka poszybowała w górę i uderzyłam w nią rakietą kierując nią do zewnętrznej linii,jednak ręka musiała mi się zatrząść i trafiłam w siatkę.Ok,spokojnie,slajsuj drugie podanie i kieruj do środka.
Błąd.Return był bardzo kąśliwy i kierowany na linię przez co źle się ustawiłam i trafiłam w siatkę.
0-15
Trzeba trafić pierwszym.Udało się,to był wyrzucający serwis i z trudem go odebrała.Natychmiast uderzyłam w drugi narożnik,ale i tym razem dobiegła.Przegoniłam ją kilka razy w prawo i lewo,ale kiedy dostałam krótką piłkę chciałam zaatakować,ale mój kros forhendowy wylądował kilka centymetrów w korytarzu deblowym.
0-30
Przygryzłam wargę.Co robić?
Postawiłam poszukać asa na środkowej linii.Nie znalazłam.Drugie podanie,a return tak agresywny,że ledwo trafiłam w piłkę,która wylądowała na aucie.
Cholera
0-40
Ratuj się”-krzyczał głos w mojej głowie.
Znów wypróbowałam wyrzucający,ale znów nie trafiłam.Zauważyłam natomiast,że weszła w kort do drugiego podania,więc chciałam zaserwować dłużej,ale znów przestrzeliłam.Podwójny błąd serwisowy!
I tym samym przełamanie na 0-1.
Spokojnie,przecież to nie koniec meczu-usiłowałam przemówić sobie do rozsądku.
Serena zaczęła serwować w swoim gemie wyśmienicie.Pierwszy punkt-as.Drugi-wygrywający serwis.Od trzeciego trochę słabiej.
Ucieszyłam się,że mogę zacząć grać po swojemu.Trochę rotacji,trochę agresji i efekty są.Jest 30-30.
Teraz zaatakujemy drugie podanie.Udało się i przycisnęłam ją w jej forhendowym narożniku a potem zagrałam drive-woleja przeciw nogom.
30-40!Szansa na odrobienie strat.
No dobrze,teraz serwis lepszy i mocny,ale poradziłam sobie i zaczęłam grać z forhendu w jej beckhend. Kilka razy i potem nagle na forhend.Udało się!!!
1-1!!
Wszystko chyba zaczyna wracać do normy.Nie jestem już tak zdenerwowana i czuję,że jestem w stanie dobrze rozegrać ten mecz.

*
Nie wiem co się dzieje.Byłam za pewna siebie gdy myślałam,że wszystko będzie dobrze.I właśnie przez to przegrałam pierwszego seta 1:6.Zupełnie straciłam kontrolę nad tym co się dzieje.
Trzeba przyznać,że Serena grała dobrze.Nawet bardzo.Na każdą piłkę miała odpowiedź,ale co najważniejsze trafiała,a ja nie.I w tym tkwił cały problem.Podczas przerwy przyszedł do mnie Spencer.
-­ Co się dzieje?-­ spytał z niedowierzaniem-­ Przecież ona robi z ciebie miazgę!
-­ Nie mam pojęcia. Ona na każdą piłkę ma odpowiedź.Nie wiem co grać-­ przyznałam.
-­ Ok,po kolei-przykucnął obok mojego krzesła i przedstawił mi taktykę.
-­ Time!-­ rozległ się ze stołka głos sędziego.
-­ Wychodź i graj.Pamiętaj co ci powiedziałem.
Rady Spencera okazały się dosyć pomocne.Do tej pory nie dałam się przełamać i poziom mojej gry się poprawił.Jest 4:4 i serwuję.Dużo teraz ode mnie zależy.
Znowu popełniam jednak głupie błędy z ustawienia!Cholera jasna,czemu akurat teraz?!Przegrałam tym samym swojego gema.Wściekłość tak we mnie buzowała,że trzasnęłam rakietą o kort,wskutek czego się połamała.Ruszyłam więc do ławki po drugą.
-­ Warning senorita Kolat-­ głos sędziego.
A proszę bardzo,mam to gdzieś!
Z ciężkim sercem weszłam z powrotem na kort ściskając w dłoni drugą rakietę.Przygotowałam się do returnu,ale padł as serwisowy.
15-0
Ok,teraz serwis na stronę forhendową.Zaatakuj!
Drugi serwis-atakujemy drugie podanie.Jednak piłka nadleciała na ciało, nie zdążyłam się odsunąć w efekcie czego łokieć został przyciśnięty do tułowia a piłka poleciała w siatkę.
30-0,a raczej 40-0.Tym razem serwis 205 km/h i ledwo go złapałam,ale i tak skończył za linią.
Zamrugałam.Trzeba obronić trzy piłki meczowe.Arcytrudne zadanie.
Pierwszy serwis nie wszedł,szykowałam się na drugi,ale był niewiele lżejszy,Z trudem go odebrałam,ale jakoś kontrolowałam te wymianę aż tu nagle Williams postanowiła skończyć beckhendem po linii.Udało jej się.
Oczy zaszły mi mgłą.A więc to już koniec mojej przygody z Madrytem...
Serena krótko uścisnęła mi rękę przy siatce i z uśmiechem powiedziała”Dziękuję”
Byłam jej wdzięczna za ten gest,bo miałam ochotę ja rozszarpać.Pokazując swą ludzką naturę skutecznie ocaliła sobie życie.Szybko zebrałam swoje bagaże i zeszłam z kortu połykając łzy rozczarowania.Nie czekając na Marinę i Spencera poszłam do szatni by wziąć prysznic.Gdy chłodna woda zaczęła spływać na moje włosy poczułam,że powoli się rozluźniam.
Co się ze mną stało?-raz po raz zadawałam sobie to retoryczne pytanie wiedząc,że i tak będę musiała odpowiedzieć na nie na konferencji.”Nerwy?Stres?Ten nieudany trening?”Sama już nie wiedziałam,ale chyba miał w tym udział respekt do Sereny.Takiej zawodniczce jak ja rzadko kiedy nadarza się okazja,żeby zagrać z taką jak ona.To po prostu mnie przerosło.
Po wyjściu spod prysznica przebrałam się w świeży komplet Babolatu i wyszłam.W drzwiach natknęłam się na Williams.
-­ O,hej-­ powiedziała z uśmiechem.Nie był on jednak drwiący.Ot,po prostu zwyczajny uśmiech zadowolenia.
-­ Cześć-­ odparłam niepewnie.
-­ Naprawdę świetnie grałaś-­ powiedziała niespodziewanie-­ Grasz trudny tenis
-­ Hm,dzięki-­ powiedziałam lekko się rumieniąc-­ Ty też grałaś super.Jesteś...jej,naprawdę świetna-­ wydusiłam-­ Cieszę się,że mogłam z tobą zagrać.
-­ Dzięki.Ja też się cieszę.Dałaś mi trochę do myślenia. Nieźle się zapowiadasz.
-­ Hm...mam nadzieję-­ roześmiałam się nerwowo-­ Powodzenia w turnieju.
Powiedziałam mijając ja w drzwiach i wychodząc.
Spencer i Marina czekali na mnie zasępieni.Moja menedżerka pierwsza wyciągnęła do mnie ręce
-­ Och,nie przejmuj się kochanie-­ powiedziała pocieszająco-­ Byłaś świetna.
-­ Tak,na pewno-­ mruknęłam.
-­ Nie,naprawdę nie było źle.Po prostu zjadły cię nerwy-­ dodał Spencer-­ Chociaż nad pewnymi elementami musisz jeszcze potrenować.I tak uważam ten turniej za udany.
-­ Ja też-powiedziałyśmy z Mariną równocześnie.Musiałam się roześmiać
Udałam się do pokoju konferencyjnego i zamknęłam drzwi.Pora na krzyżowy ogień.
Po konferencji udaliśmy się do hotelu,żeby zacząć się pakować.Nie miałam za wiele bagaży,toteż szybko mi to zleciało.Moja Nokia co i raz pokazywała wiadomości w stylu: ”Bardzo mi przykro”,”Szkoda”,”I tak dobrze Ci poszło”Co dziwne,Fernando milczał.Ale to lepiej,nie chciałam mieć z nim nic wspólnego.
-­ Puk,puk mogę?-­ Do pokoju zajrzała Marina.Promieniowała radością.
-­ Tak,jasne,prawie skończyłam
Wśliznęła się do pokoju i wyjęła swój telefon zza pleców.
-­ Co tam znalazłaś?
-­ Zobacz-obróciła telefon w moją stronę
Na ekranie widać było tabelę i cyfry.
-­ Eee...nie łapię,co to jest?
Przewróciła oczami.
-­ Kinga!Należałoby podsumować jakoś twój udany występ co?
-­ Ach,tak,racja!Przecież czeka mnie awans!-­ rozentuzjazmowałam się.
Kiwnęła głową i przybliżyła telefon do mnie.
-­ No więc,zgodnie z zasada punktowania,za trzecią rundę dostajesz 140 punktów do rankingu co,po dodaniu do tych które już masz, daje ci awans na 131 miejsce w rankingu.
Wydałam z siebie okrzyk radości.
-­ Aż tyle?!To dobre trzydzieści miejsc!-­ pisnęłam podniecona.
-­ Wiem o tym.Należało ci się-oznajmiła i uścisnęła mnie-­ Mam nadzieję,że będzie jeszcze lepiej.
Mocno ją wyściskałam,ale po tej chwili euforii coś sobie uświadomiłam. Co będzie teraz?Tym razem mogę nie mieć tyle szczęścia w eliminacjach.(No,dobra,wygrałam uczciwie,ale to naprawdę była kwestia szczęścia). A punkty trzeba jakoś zdobywać.
-­ A co robimy teraz?-­ spytałam na głos
-­ No...lecimy do domu-odpowiedziała niepewnie-­ Ty do Wrocławia,ja do Kazania a Spencer do Londynu
-­ Nie,mnie chodzi o następny turniej.
-­ Myślałam,że lecimy do Rzymu-­ powiedziała tak,jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie.-Że chcesz grać w kwalifikacjach
-­ No niby tak,ale...-­ zawahałam się-­ Nie wiem czy jestem jeszcze dośc dobra na takie turnieje.
Wybuchnęła śmiechem.
-­ Nie rozśmieszaj mnie.Przecież widziałam co potrafisz.Sama widziałaś.Nie wmawiaj mi,że nie jesteś gotowa iść dalej.
Westchnęłam ciężko.
-­ Tylko widzisz,ja się boję,że znów spadnę na sam dół.Że ten awans...że za rok znowu będę się tułać po ITF'ach.
-­ To niemożliwe-­ zaprotestowała-­ Każdy widzi jakie postępy zrobiłaś,Spencer cały czas cię wychwala.I co najważniejsze,twój temperament został utemperowany.Ty naprawdę zajdziesz wysoko.
Uśmiechnęłam się blado.
-­ Zobaczysz.Teraz wszystko będzie szło coraz lepiej.
Podziękowałam jej za miłe słowa i gdy wychodziła zapytałam:
-­ Masz już bilety?
Skinęła głową
-­ Tak.Wylatujemy jutro o dziesiątej
-­ Wszyscy?
-­ Nie,tylko my dwie.Spencer leci do Londynu bezpośrednio.Ja przesiadam się we Wrocławiu na samolot do Kazania.
-­ A kiedy on ma samolot?
-­ Też o dziesiątej.
Uniosłam brwi.
-­ Czy to przypadek?
-­ Nie.Specjalnie zamówiłam bilety o tej porze,bo w jednym czasie wymeldujemy się z hotelu.Menedżerowie potrafią takie rzeczy-­ odparła i mrugnęła do mnie,po czym wyszła z pokoju.
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.Cóż za piękna okazja,żeby spędzić trochę czasu z Mariną i dowiedzieć się czegoś ciekawego...

*
Nazajutrz w samolocie postanowiłam wypytać moją menadżerkę. 
-­ Marina?-­ zaczęłam przymilnie.
-­ Tak?
-­ Pamiętasz,że dzisiaj miałaś być zupełnie szczera?-­ kontynuowałam w tym samym tonie.
-­ No i co z tego?-­ spytała podejrzliwie bacznie mi się przyglądając
-­ No bo...-­ zawahałam się przez moment bo zupełnie nie wiedziałam jak mam o to zapytać-­ Chcę ci zadać jedno pytanie
-­ Pytaj-­ powiedziała swobodnie,ale była lekko zaskoczona.Zupełnie jakby była moją matką a ja zamierzałabym się własnie zapytać skąd się biorą dzieci.
-­ Czy ty...czujesz coś do Spencera?-­ wydobyłam z siebie nieśmiało to pytanie.
Na twarz Rosjanki wstąpił rumieniec.
-­ Skąd ci to przyszło do głowy?-­ spytała wymijająco.
-­ Oj,daj spokój,to na pierwszy rzut oka widać,że na niego lecisz-­ poruszyłam porozumiewawczo brwiami.
Przez chwilę na przemian zamykała i otwierała usta chcąc coś powiedzieć,ale widać nie mogła znaleźć odpowiednich słów.
-­ Tak to prawda-­ westchnęła w końcu.
-­ Od kiedy?
-­ Od jakiegoś roku-­ odparła i spuściła wzrok.
-­ Hej,kobieto czego się wstydzisz?Masz trzydzieści lat!-­ zawołałam trochę za głośno,bo usłyszeli to inni pasażerowie. Skuliłam się lekko,bo nie lubiłam gdy ktoś czyha na każde uronione przeze mnie słowo. Marinę też to speszyło.
-­ No bo to jest bez szans-­ odparła bez ogródek przyciszonym głosem
-­ Dlaczego?-­ zdziwiłam się.
-­ No bo takie życie w ciągłym rozjeździe to nie jest sprzyjający warunek do rozwoju związku-­ odparła i zapięła pasy.
Fakt,trochę racji miała,pomimo tego że na turniejach byliśmy razem każde z nas mieszkało gdzieś indziej,w różnych częściach świata,tysiące kilometrów od siebie. Ale to nie oznaczało tym samym rezygnacji,nikt nie przesądził,że może się nie udać.
-­ A dlaczego boisz się spróbować?-­ spytałam i lekko odchyliłam się do tyłu,bo samolot oderwał się od podłoża i wystartował,a ja skupiona na rozmowie zapomniałam zapiąć pasów .Pospiesznie więc się przypięłam i spojrzałam na moją menadżerkę w oczekiwaniu na odpowiedź.
-­ Bo nie wiem,czy on czuje to samo.
-­ Cóż,w pewnym stopniu na pewno-­ odparłam krzyżując ramiona na piersi.
-­ Co masz na myśli?-­ mruknęła bez przekonania
-­ No,może nie widać tego po nim za bardzo,ale kiedy jesteśmy razem jakoś poświęca ci więcej uwagi. A poza tym tyle razy mówiłam mu żeby się ogolił,a on nie chce,bo wie,że ty lubisz go za to. Uwierz mi,z tego naprawdę może coś wyniknąć
Złapałam ją pocieszająco za rękę i uśmiechnęłam się ciepło.Natychmiast odwzajemniła uśmiech.W końcu westchnęła i stwierdziła:
-­ No dobrze,skoro tak mówisz spróbuję z nim porozmawiać.
-­ Świetnie.
I zanim zdążyłam coś jeszcze dodać usłyszałam,że dostałam wiadomość. Wygrzebałam z torebki Nokię i zerknęłam wraz z Mariną na wyświetlacz.
-­ Och nie-­ jęknęłam na widok wiadomości od Fernando:
Szkoda,że przegrałaś. Mimo wszystko byłaś świetna,moje gratulacje:)
Mam szansę na kolejny trening z tobą?”
-­ Ale się nakręcił co?-­ spytała Marina chichocząc-­ Zależy mu na tobie.
-­ Na mnie?Wątpię.On chce mnie po prostu przelecieć i zostawić. Nie jestem taka głupia żeby mu na to pozwolić-­ odparłam ze złością i schowałam telefon z powrotem do torebki.

*

Te dwa dni spędzone w domu podziałały na mnie jak lekarstwo.Czułam się odprężona i zrelaksowana jak nigdy dotąd.Nie wiedziałam jednak ile jeszcze potrwa to błogie lenistwo,bo trzeciego dnia rano zadzwoniła do mnie Marina.
-­ Hej,nie uwierzysz co się stało!-­ zaczęła podekscytowana.
-­ Hm...zaraz po tym jak powiedziałam Spencerowi co do niego czujesz zadzwonił do ciebie i wyznał ci miłość?-­ zażartowałam.
­- Nie,co?Jak to?!Co zrobiłaś?!-­ krzyknęła do słuchawki.
-­ Żartuję przecież-­ zaśmiałam się-­ Mów o co chodzi.
-­ Dostałaś dziką kartę do Rzymu!-­ wykrzyknęła jednym tchem.
-­ Co?!-­ teraz to ja nie mogłam uwierzyć w to co słyszę-­ Co ty powiedziałaś?!Moi rodzice zajrzeli przestraszeni do pokoju. Dałam mi jednak ręką znak żeby zaczekali.
-­ Dostałaś dzika kartę do Rzymu-­ powtórzyła nieco spokojniej-­ Naprawdę,gratuluję ci
-­ Jej,dziękuję i...jej,to cudownie kolejny raz dostać drugą szansę-­ odparłam uśmiechając się od ucha do ucha.Rodzice spoglądali po sobie coraz bardziej zdziwieni.
-­ Mam nadzieję,że w pełni ja wykorzystasz.
-­ Ja też.Posłuchaj,muszę kończyć,zadzwonię jeszcze,to pa-­ powiedziałam szybko i rozłączyłam się
-­ Ale,Kinga...-­ urwała Marina wpół zdania
-­ Jadę do Rzymu,mam dziką kartę,mogę zagrać w turnieju!-­ wykrzyknęłam do rodziców jednym tchem.Uśmiechnęli się. Znowu zadzwonił telefon.
-­ Nie pozwoliłaś mi dokończyć!-­ rozległ się w słuchawce głos rozgniewanej Rosjanki.
-­ Ojej,przepraszam byłam...
-­ Nieważne-­ przerwała mi-­ Wiesz kiedy zaczyna się turniej?
-­ No,w poniedziałek-­ odparłam jak gdyby nigdy nic.
-­ A dzisiaj jest..?-­ podpowiadała.
Zatkałam sobie usta ręką.
-­ Sobota-­ wyszeptałam.
-­ Dokładnie. Masz szczęście,że były bilety na nocny samolot do Rzymu,bo inaczej byłoby kiepsko. I że zrobiłam rezerwację w hotelu.-­ oznajmiła nieco obrażona.
-­ Lecimy dzisiaj w nocy?
-­ O 23 z Wrocławia bezpośrednio. Ja będę tu o dwudziestej.
-­ Wspaniale.Jesteś kochana.To do zobaczenia.
-­ Wiem wiem,na razie.
*

Po dobrej godzinie pakowania się moje rzeczy były upchnięte w torbie podróżnej,którą zabrałam ze sobą również do Madrytu. Torba z rakietami stała obok niej.Zastanawiałam się tylko nad moim kortowym strojem. Nie wiedziałam czy Babolat przyśle mi nowy czy po prostu będę musiała grać w tym samym,ale nie to było najważniejsze.Dostałam kolejną wielką szansę i to się liczyło.
Po obiedzie krótko się zdrzemnęłam,bo nie chciałam zaspać na samolot.Jako,że nie jestem nocnym markiem mogłoby mi się to przydarzyć i tym samym uciekłby mi samolot więc wolałam nie ryzykować.Gdy już się obudziłam była szesnasta.Za cztery godziny przylatuje tu Marina.Co ja będę robić do tego czasu?
Usłyszałam pukanie do drzwi.
-­ Mogę?-spytała mama.
-­ Tak-­ mruknęłam nie odrywając głowy od poduszki.
-­ Widzę że jeszcze śpisz.
-­ Nie,coś ty. Coś się stało?
-­ Nie,chciałam tylko zapytać czy nie napijesz się z nami kawy?
-Jasne-wzruszyłam ramionami i wstałam z łóżka udając się do salonu.
Po chwili mama dołączyła do nas z trzema parującymi kubkami kawy
-­ Tak właściwie nie opowiedziałaś nam nic o turnieju-­ zaczęła mama-­ opowiedz jak tam było
Zaczęłam opowiadać o atmosferze na kortach w Madrycie i o samym korcie,o meczu z Wozniacki i o porażce z Sereną.Kiedy skończyłam, tato odchrząknął i wyjął zza pleców małe pudełeczko.
-­ Chcieliśmy ci to dać później,ale skoro już dzisiaj wyjeżdżasz...
-­ Pomyśleliśmy,że damy ci coś co będziesz mogła mieć na korcie,żeby ci przynosiło szczęście i wiedziała,że zawsze jesteśmy z tobą-­ dopowiedziała mama.
Wzięłam pudełeczko i otworzyłam je.W środku był srebrny łańcuszek z białą kulką z brylancików. Zapięłam go sobie na szyi.
-­ Jest prześliczny.Będę go nosić przez cały turniej-­ zapewniłam.
-­ Oby jak najdłużej

*

Po wylądowaniu w Rzymie złapałyśmy taksówkę i ruszyłyśmy prosto do hotelu. Znajdował się dość daleko od Foro Italico,ale w pobliżu nie było innych hoteli.Było już bardzo późno,więc ze złapaniem jakiejś taksówki było ciężko.Czułam tez coraz wyraźniej zmęczenie podróżą i nie mogłam się doczekać aż znajdę się w ciepłym łóżku i zasnę.Marina najwyraźniej tez to czuła,ponieważ co jakiś czas ziewała.W końcu gdy zmęczone stanęłyśmy przy recepcji by odebrać klucze przypomniałam sobie,że mam wysłać SMSa do rodziców.Nie zważając na to,że jest trzecia w nocy kliknęłam parę razy telefonem i wiadomość powędrowała w świat.
Gdy otwierałam drzwi do swojego pokoju z sąsiednich drzwi wyjrzał Spencer.O dziwo,był kompletnie ubrany,jakby szykował się do wyjścia.
-­ A,już jesteś-­ powiedział gdy szamotałam się z zamkiem-­ Jutro o dziewiątej trening.
-­ Tak wcześnie?-­ jęknęłam.
-­ Nie mamy czasu do stracenia,czas na odpoczynek był w domu,teraz bierzemy się ostro do pracy-­ oznajmił surowo i wszedł z powrotem do pokoju.Wystawiłam język w kierunku drzwi. Na szczęście w porę zdążyłam go schować,bo otworzyły się ponownie.
-­ Przyjdę tu rano i osobiście cię obudzę-­ pogroził mi palcem-­ Lepiej jednak żebym nie musiał tego robić i sama grzecznie wstaniesz. A teraz dobranoc.
Wymruczałam pod nosem parę niecenzuralnych słów pod jego adresem i zamknęłam drzwi.Nawet nie zapaliłam światła,nie mówiąc już o umyciu się,od razu rzuciłam się na łóżko i usnęłam.


No i koniec amerykańskiego snu w wersji Madryt. Bywa. Cały czas do przodu! 
French Open nadchodź. Albo nie. Jak Rafa ma przegrywać to nie, idź sobie. Serio, to się robi nudne jak ten Djokovic wszystko wygrywa -_- Lubię cię facet, ale tylko prywatnie, więc przystopuj trochę, bo Stefanek ( <3) zostanie sierotą,okej? Taak. Sorry, musiałam się wyżalić.
Do piątku!
Gatique.


5 komentarzy:

  1. No proszę, dzika karta do Rzymu, jak miło ;) Jestem ciekawa, co się tam dobrego wydarzy, co z Fernando, no i czy Marina nareszcie powie Spencerowi, co do niego czuje! Kurczę, tak się przestraszyła, jak Kinga zażartowała, że mu powiedziała :D Niech spróbują, a nie się Marina wymiguje, że w tourze ten związek nie jest możliwy.
    Jeszcze mała uwaga (a w sumie dwie, no sorry, muszę, bo to ja, perfekcjonistka): "nieważne" piszemy razem, no i "zaglądnęli" - bardzo potoczne, lepiej brzmi "zajrzeli".
    Poza tym odezwę się znowu w kwestii, w której obie lubimy się wyżalać, korzystając z okazji, że mamy komu :) U mnie Novak i Rafa są na równi ulubieńcami, życzę Djoko tego Rolanda, chociaż raz, ale niech Rafciu tak nie wylatuje szybko z turniejów, bo normalnieee... Co on, Radwańska?!
    Do piątku, także u mnie! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu znalazłam jakiś blog o tenisie! Piszesz bardzo ciekawie, jest tu i mój ulubieniec, więc nie mogę doczekać się następnych części. :D
    Coś mi się wydaje, że i Paryż będzie dla Djokera. La decima wydaje się nierealna w tym momencie. Z drugiej strony wszystko jest możliwe...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bomba opowiadanie 1 klasa :D czekam na next oby był szybko :* buziaki

    OdpowiedzUsuń
  4. No twój komentarz na koniec rozdziału to jakbym o sobie czytała.;] Ja też lubię Novaka, ale jak wygrywa wszystko i wszędzie, to mnie szlag jasny trafia!
    Czekam na kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń