W
korytarzu prowadzącym z szatni na kort ogarnęła mnie panika na
widok Sereny Williams.Wiedziałam,że ona jest potężnie
zbudowana,ale nie aż tak.Była tylko ciut wyższa ode mnie,ale jak
umięśniona.I pomimo tego potrafiła zachować swoją kobiecość.To
musi być trudne.
Zawsze
czułam do niej respekt.Była przecież wielką mistrzynią,wygrywając
tegoroczne Australian Open zdobyła swój dwunasty tytuł
wielkoszlemowy.Ponadto jest liderką rankingu więc jest
faworytką,będzie się czuła pewnie.
Tylko
spokojnie-pomyślałam sobie-Nie
masz nic do stracenia
Kiedy
spiker wywołał moje nazwisko drgnęłam i wyszłam na kort nieco
roztrzęsiona.Po chwili jednak oklaski na trybunach dodały mi
pewności siebie i mogłam z lekką ręką przystąpić do
rozgrzewki.Spojrzałam na Marinę i Spencera.Nie odzywali się do
siebie,bo oboje utkwili pytające spojrzenia we mnie.Wiedziałam
jednak,że nie ma to nic wspólnego z ich relacjami,po prostu się
denerwowali i nie winiłam ich za to.Sama byłam potwornie
roztrzęsiona.Nie pomogło mi to,że Serena wygrała losowanie i
wybrała odbiór.Oznaczało to,że będę musiała serwować jako
pierwsza.
Po
rozgrzewce wzięłam do ręki piłki,włożyłam jedną na drugi
serwis pod spódniczkę i przygotowałam się do serwisu.Wzięłam
głęboki oddech.Serena stała poza linią.
Piłka
poszybowała w górę i uderzyłam w nią rakietą kierując nią do
zewnętrznej linii,jednak ręka musiała mi się zatrząść i
trafiłam w siatkę.Ok,spokojnie,slajsuj drugie podanie i kieruj do
środka.
Błąd.Return
był bardzo kąśliwy i kierowany na linię przez co źle się
ustawiłam i trafiłam w siatkę.
0-15
Trzeba
trafić pierwszym.Udało się,to był wyrzucający serwis i z trudem
go odebrała.Natychmiast uderzyłam w drugi narożnik,ale i tym razem
dobiegła.Przegoniłam ją kilka razy w prawo i lewo,ale kiedy
dostałam krótką piłkę chciałam zaatakować,ale mój kros
forhendowy wylądował kilka centymetrów w korytarzu deblowym.
0-30
Przygryzłam
wargę.Co robić?
Postawiłam
poszukać asa na środkowej linii.Nie znalazłam.Drugie podanie,a
return tak agresywny,że ledwo trafiłam w piłkę,która wylądowała
na aucie.
Cholera
0-40
“Ratuj
się”-krzyczał głos w mojej głowie.
Znów
wypróbowałam wyrzucający,ale znów nie trafiłam.Zauważyłam
natomiast,że weszła w kort do drugiego podania,więc chciałam
zaserwować dłużej,ale znów przestrzeliłam.Podwójny błąd
serwisowy!
I
tym samym przełamanie na 0-1.
Spokojnie,przecież
to nie koniec meczu-usiłowałam przemówić sobie do rozsądku.
Serena
zaczęła serwować w swoim gemie wyśmienicie.Pierwszy
punkt-as.Drugi-wygrywający serwis.Od trzeciego trochę słabiej.
Ucieszyłam
się,że mogę zacząć grać po swojemu.Trochę rotacji,trochę
agresji i efekty są.Jest 30-30.
Teraz
zaatakujemy drugie podanie.Udało się i przycisnęłam ją w jej
forhendowym narożniku a potem zagrałam drive-woleja przeciw nogom.
30-40!Szansa
na odrobienie strat.
No
dobrze,teraz serwis lepszy i mocny,ale poradziłam sobie i zaczęłam
grać z forhendu w jej beckhend. Kilka razy i potem nagle na
forhend.Udało się!!!
1-1!!
Wszystko
chyba zaczyna wracać do normy.Nie jestem już tak zdenerwowana i
czuję,że jestem w stanie dobrze rozegrać ten mecz.
*
Nie
wiem co się dzieje.Byłam za pewna siebie gdy myślałam,że wszystko
będzie dobrze.I właśnie przez to przegrałam pierwszego seta
1:6.Zupełnie straciłam kontrolę nad tym co się dzieje.
Trzeba
przyznać,że Serena grała dobrze.Nawet bardzo.Na każdą piłkę
miała odpowiedź,ale co najważniejsze trafiała,a ja nie.I w tym
tkwił cały problem.Podczas przerwy przyszedł do mnie Spencer.
-
Co się dzieje?- spytał z niedowierzaniem- Przecież ona
robi z ciebie miazgę!
-
Nie mam pojęcia. Ona na każdą piłkę ma odpowiedź.Nie wiem co
grać- przyznałam.
-
Ok,po kolei-przykucnął obok mojego krzesła i przedstawił mi
taktykę.
-
Time!- rozległ się ze stołka głos sędziego.
-
Wychodź i graj.Pamiętaj co ci powiedziałem.
Rady
Spencera okazały się dosyć pomocne.Do tej pory nie dałam się
przełamać i poziom mojej gry się poprawił.Jest 4:4 i serwuję.Dużo
teraz ode mnie zależy.
Znowu
popełniam jednak głupie błędy z ustawienia!Cholera jasna,czemu
akurat teraz?!Przegrałam tym samym swojego gema.Wściekłość tak
we mnie buzowała,że trzasnęłam rakietą o kort,wskutek czego się
połamała.Ruszyłam więc do ławki po drugą.
-
Warning senorita Kolat- głos sędziego.
A
proszę bardzo,mam to gdzieś!
Z
ciężkim sercem weszłam z powrotem na kort ściskając w dłoni
drugą rakietę.Przygotowałam się do returnu,ale padł as
serwisowy.
15-0
Ok,teraz
serwis na stronę forhendową.Zaatakuj!
Drugi
serwis-atakujemy drugie podanie.Jednak piłka nadleciała na ciało,
nie zdążyłam się odsunąć w efekcie czego łokieć został
przyciśnięty do tułowia a piłka poleciała w siatkę.
30-0,a
raczej 40-0.Tym razem serwis 205 km/h i ledwo go złapałam,ale i tak
skończył za linią.
Zamrugałam.Trzeba
obronić trzy piłki meczowe.Arcytrudne zadanie.
Pierwszy
serwis nie wszedł,szykowałam się na drugi,ale był niewiele
lżejszy,Z trudem go odebrałam,ale jakoś kontrolowałam te wymianę
aż tu nagle Williams postanowiła skończyć beckhendem po
linii.Udało jej się.
Oczy
zaszły mi mgłą.A więc to już koniec mojej przygody z Madrytem...
Serena
krótko uścisnęła mi rękę przy siatce i z uśmiechem
powiedziała”Dziękuję”
Byłam
jej wdzięczna za ten gest,bo miałam ochotę ja rozszarpać.Pokazując
swą ludzką naturę skutecznie ocaliła sobie życie.Szybko zebrałam
swoje bagaże i zeszłam z kortu połykając łzy rozczarowania.Nie
czekając na Marinę i Spencera poszłam do szatni by wziąć
prysznic.Gdy chłodna woda zaczęła spływać na moje włosy
poczułam,że powoli się rozluźniam.
Co
się ze mną stało?-raz
po raz zadawałam sobie to retoryczne pytanie wiedząc,że i tak będę
musiała odpowiedzieć na nie na konferencji.”Nerwy?Stres?Ten
nieudany trening?”Sama już nie wiedziałam,ale chyba miał w tym
udział respekt do Sereny.Takiej zawodniczce jak ja rzadko kiedy
nadarza się okazja,żeby zagrać z taką jak ona.To po prostu mnie
przerosło.
Po
wyjściu spod prysznica przebrałam się w świeży komplet Babolatu
i wyszłam.W drzwiach natknęłam się na Williams.
-
O,hej- powiedziała z uśmiechem.Nie był on jednak
drwiący.Ot,po prostu zwyczajny uśmiech zadowolenia.
-
Cześć- odparłam niepewnie.
-
Naprawdę świetnie grałaś- powiedziała niespodziewanie-
Grasz trudny tenis
-
Hm,dzięki- powiedziałam lekko się rumieniąc- Ty też
grałaś super.Jesteś...jej,naprawdę świetna- wydusiłam-
Cieszę się,że mogłam z tobą zagrać.
-
Dzięki.Ja też się cieszę.Dałaś mi trochę do myślenia. Nieźle
się zapowiadasz.
-
Hm...mam nadzieję- roześmiałam się nerwowo- Powodzenia
w turnieju.
Powiedziałam
mijając ja w drzwiach i wychodząc.
Spencer
i Marina czekali na mnie zasępieni.Moja menedżerka pierwsza
wyciągnęła do mnie ręce
-
Och,nie przejmuj się kochanie- powiedziała pocieszająco-
Byłaś świetna.
-
Tak,na pewno- mruknęłam.
-
Nie,naprawdę nie było źle.Po prostu zjadły cię nerwy- dodał
Spencer- Chociaż nad pewnymi elementami musisz jeszcze
potrenować.I tak uważam ten turniej za udany.
-
Ja też-powiedziałyśmy z Mariną równocześnie.Musiałam się
roześmiać
Udałam
się do pokoju konferencyjnego i zamknęłam drzwi.Pora na krzyżowy
ogień.
Po
konferencji udaliśmy się do hotelu,żeby zacząć się pakować.Nie
miałam za wiele bagaży,toteż szybko mi to zleciało.Moja Nokia co
i raz pokazywała wiadomości w stylu: ”Bardzo mi
przykro”,”Szkoda”,”I tak dobrze Ci poszło”Co
dziwne,Fernando milczał.Ale to lepiej,nie chciałam mieć z nim nic
wspólnego.
-
Puk,puk mogę?- Do pokoju zajrzała Marina.Promieniowała
radością.
-
Tak,jasne,prawie skończyłam
Wśliznęła
się do pokoju i wyjęła swój telefon zza pleców.
-
Co tam znalazłaś?
-
Zobacz-obróciła telefon w moją stronę
Na
ekranie widać było tabelę i cyfry.
-
Eee...nie łapię,co to jest?
Przewróciła
oczami.
-
Kinga!Należałoby podsumować jakoś twój udany występ co?
-
Ach,tak,racja!Przecież czeka mnie awans!- rozentuzjazmowałam się.
Kiwnęła
głową i przybliżyła telefon do mnie.
-
No więc,zgodnie z zasada punktowania,za trzecią rundę dostajesz
140 punktów do rankingu co,po dodaniu do tych które już masz, daje
ci awans na 131 miejsce w rankingu.
Wydałam
z siebie okrzyk radości.
-
Aż tyle?!To dobre trzydzieści miejsc!- pisnęłam podniecona.
-
Wiem o tym.Należało ci się-oznajmiła i uścisnęła mnie-
Mam nadzieję,że będzie jeszcze lepiej.
Mocno
ją wyściskałam,ale po tej chwili euforii coś sobie uświadomiłam.
Co będzie teraz?Tym razem mogę nie mieć tyle szczęścia w
eliminacjach.(No,dobra,wygrałam uczciwie,ale to naprawdę była
kwestia szczęścia). A punkty trzeba jakoś zdobywać.
-
A co robimy teraz?- spytałam na głos
-
No...lecimy do domu-odpowiedziała niepewnie- Ty do Wrocławia,ja
do Kazania a Spencer do Londynu
-
Nie,mnie chodzi o następny turniej.
-
Myślałam,że lecimy do Rzymu- powiedziała tak,jakby to była
najnaturalniejsza rzecz na świecie.-Że chcesz grać w
kwalifikacjach
-
No niby tak,ale...- zawahałam się- Nie wiem czy jestem
jeszcze dośc dobra na takie turnieje.
Wybuchnęła
śmiechem.
-
Nie rozśmieszaj mnie.Przecież widziałam co potrafisz.Sama
widziałaś.Nie wmawiaj mi,że nie jesteś gotowa iść dalej.
Westchnęłam
ciężko.
-
Tylko widzisz,ja się boję,że znów spadnę na sam dół.Że ten
awans...że za rok znowu będę się tułać po ITF'ach.
-
To niemożliwe- zaprotestowała- Każdy widzi jakie postępy
zrobiłaś,Spencer cały czas cię wychwala.I co najważniejsze,twój
temperament został utemperowany.Ty naprawdę zajdziesz wysoko.
Uśmiechnęłam
się blado.
-
Zobaczysz.Teraz wszystko będzie szło coraz lepiej.
Podziękowałam
jej za miłe słowa i gdy wychodziła zapytałam:
-
Masz już bilety?
Skinęła
głową
-
Tak.Wylatujemy jutro o dziesiątej
-
Wszyscy?
-
Nie,tylko my dwie.Spencer leci do Londynu bezpośrednio.Ja przesiadam
się we Wrocławiu na samolot do Kazania.
-
A kiedy on ma samolot?
-
Też o dziesiątej.
Uniosłam
brwi.
-
Czy to przypadek?
-
Nie.Specjalnie zamówiłam bilety o tej porze,bo w jednym czasie
wymeldujemy się z hotelu.Menedżerowie potrafią takie rzeczy-
odparła i mrugnęła do mnie,po czym wyszła z pokoju.
Uśmiechnęłam
się od ucha do ucha.Cóż za piękna okazja,żeby spędzić trochę
czasu z Mariną i dowiedzieć się czegoś ciekawego...
*
Nazajutrz w samolocie postanowiłam wypytać moją menadżerkę.
-
Marina?- zaczęłam przymilnie.
-
Tak?
-
Pamiętasz,że dzisiaj miałaś być zupełnie szczera?-
kontynuowałam w tym samym tonie.
-
No i co z tego?- spytała podejrzliwie bacznie mi się
przyglądając
-
No bo...- zawahałam się przez moment bo zupełnie nie
wiedziałam jak mam o to zapytać- Chcę ci zadać jedno pytanie
-
Pytaj- powiedziała swobodnie,ale była lekko
zaskoczona.Zupełnie jakby była moją matką a ja zamierzałabym się
własnie zapytać skąd się biorą dzieci.
-
Czy ty...czujesz coś do Spencera?- wydobyłam z siebie
nieśmiało to pytanie.
Na
twarz Rosjanki wstąpił rumieniec.
-
Skąd ci to przyszło do głowy?- spytała wymijająco.
-
Oj,daj spokój,to na pierwszy rzut oka widać,że na niego lecisz-
poruszyłam porozumiewawczo brwiami.
Przez
chwilę na przemian zamykała i otwierała usta chcąc coś powiedzieć,ale widać nie mogła znaleźć odpowiednich słów.
-
Tak to prawda- westchnęła w końcu.
-
Od kiedy?
-
Od jakiegoś roku- odparła i spuściła wzrok.
-
Hej,kobieto czego się wstydzisz?Masz trzydzieści lat!-
zawołałam trochę za głośno,bo usłyszeli to inni pasażerowie.
Skuliłam się lekko,bo nie lubiłam gdy ktoś czyha na każde
uronione przeze mnie słowo. Marinę też to speszyło.
-
No bo to jest bez szans- odparła bez ogródek przyciszonym
głosem
-
Dlaczego?- zdziwiłam się.
-
No bo takie życie w ciągłym rozjeździe to nie jest sprzyjający
warunek do rozwoju związku- odparła i zapięła pasy.
Fakt,trochę
racji miała,pomimo tego że na turniejach byliśmy razem każde z nas
mieszkało gdzieś indziej,w różnych częściach świata,tysiące
kilometrów od siebie. Ale to nie oznaczało tym samym
rezygnacji,nikt nie przesądził,że może się nie udać.
-
A dlaczego boisz się spróbować?- spytałam i lekko odchyliłam
się do tyłu,bo samolot oderwał się od podłoża i wystartował,a
ja skupiona na rozmowie zapomniałam zapiąć pasów .Pospiesznie
więc się przypięłam i spojrzałam na moją menadżerkę w
oczekiwaniu na odpowiedź.
-
Bo nie wiem,czy on czuje to samo.
-
Cóż,w pewnym stopniu na pewno- odparłam krzyżując ramiona na
piersi.
-
Co masz na myśli?- mruknęła bez przekonania
-
No,może nie widać tego po nim za bardzo,ale kiedy jesteśmy razem
jakoś poświęca ci więcej uwagi. A poza tym tyle razy mówiłam mu
żeby się ogolił,a on nie chce,bo wie,że ty lubisz go za to.
Uwierz mi,z tego naprawdę może coś wyniknąć
Złapałam
ją pocieszająco za rękę i uśmiechnęłam się ciepło.Natychmiast
odwzajemniła uśmiech.W końcu westchnęła i stwierdziła:
-
No dobrze,skoro tak mówisz spróbuję z nim porozmawiać.
-
Świetnie.
I
zanim zdążyłam coś jeszcze dodać usłyszałam,że dostałam
wiadomość. Wygrzebałam z torebki Nokię i zerknęłam wraz z Mariną
na wyświetlacz.
-
Och nie- jęknęłam na widok wiadomości od Fernando:
“Szkoda,że
przegrałaś. Mimo wszystko byłaś świetna,moje gratulacje:)
Mam
szansę na kolejny trening z tobą?”
-
Ale się nakręcił co?- spytała Marina chichocząc-
Zależy mu na tobie.
-
Na mnie?Wątpię.On chce mnie po prostu przelecieć i zostawić. Nie
jestem taka głupia żeby mu na to pozwolić- odparłam ze
złością i schowałam telefon z powrotem do torebki.
*
Te
dwa dni spędzone w domu podziałały na mnie jak lekarstwo.Czułam
się odprężona i zrelaksowana jak nigdy dotąd.Nie wiedziałam
jednak ile jeszcze potrwa to błogie lenistwo,bo trzeciego dnia rano
zadzwoniła do mnie Marina.
-
Hej,nie uwierzysz co się stało!- zaczęła podekscytowana.
-
Hm...zaraz po tym jak powiedziałam Spencerowi co do niego czujesz
zadzwonił do ciebie i wyznał ci miłość?- zażartowałam.
-
Nie,co?Jak to?!Co zrobiłaś?!- krzyknęła do słuchawki.
-
Żartuję przecież- zaśmiałam się- Mów o co chodzi.
-
Dostałaś dziką kartę do Rzymu!- wykrzyknęła jednym tchem.
-
Co?!- teraz to ja nie mogłam uwierzyć w to co słyszę-
Co ty powiedziałaś?!Moi rodzice zajrzeli przestraszeni do
pokoju. Dałam mi jednak ręką znak żeby zaczekali.
-
Dostałaś dzika kartę do Rzymu- powtórzyła nieco spokojniej-
Naprawdę,gratuluję ci
-
Jej,dziękuję i...jej,to cudownie kolejny raz dostać drugą szansę-
odparłam uśmiechając się od ucha do ucha.Rodzice spoglądali po
sobie coraz bardziej zdziwieni.
-
Mam nadzieję,że w pełni ja wykorzystasz.
-
Ja też.Posłuchaj,muszę kończyć,zadzwonię jeszcze,to pa-
powiedziałam szybko i rozłączyłam się
-
Ale,Kinga...- urwała Marina wpół zdania
-
Jadę do Rzymu,mam dziką kartę,mogę zagrać w turnieju!-
wykrzyknęłam do rodziców jednym tchem.Uśmiechnęli się. Znowu
zadzwonił telefon.
-
Nie pozwoliłaś mi dokończyć!- rozległ się w słuchawce głos
rozgniewanej Rosjanki.
-
Ojej,przepraszam byłam...
-
Nieważne- przerwała mi- Wiesz kiedy zaczyna się
turniej?
-
No,w poniedziałek- odparłam jak gdyby nigdy nic.
-
A dzisiaj jest..?- podpowiadała.
Zatkałam
sobie usta ręką.
-
Sobota- wyszeptałam.
-
Dokładnie. Masz szczęście,że były bilety na nocny samolot do
Rzymu,bo inaczej byłoby kiepsko. I że zrobiłam rezerwację w
hotelu.- oznajmiła nieco obrażona.
-
Lecimy dzisiaj w nocy?
-
O 23 z Wrocławia bezpośrednio. Ja będę tu o dwudziestej.
-
Wspaniale.Jesteś kochana.To do zobaczenia.
-
Wiem wiem,na razie.
*
Po
dobrej godzinie pakowania się moje rzeczy były upchnięte w torbie
podróżnej,którą zabrałam ze sobą również do Madrytu. Torba z
rakietami stała obok niej.Zastanawiałam się tylko nad moim
kortowym strojem. Nie wiedziałam czy Babolat przyśle mi nowy czy po
prostu będę musiała grać w tym samym,ale nie to było
najważniejsze.Dostałam kolejną wielką szansę i to się liczyło.
Po
obiedzie krótko się zdrzemnęłam,bo nie chciałam zaspać na
samolot.Jako,że nie jestem nocnym markiem mogłoby mi się to
przydarzyć i tym samym uciekłby mi samolot więc wolałam nie
ryzykować.Gdy już się obudziłam była szesnasta.Za cztery godziny
przylatuje tu Marina.Co ja będę robić do tego czasu?
Usłyszałam
pukanie do drzwi.
-
Mogę?-spytała mama.
-
Tak- mruknęłam nie odrywając głowy od poduszki.
-
Widzę że jeszcze śpisz.
-
Nie,coś ty. Coś się stało?
-
Nie,chciałam tylko zapytać czy nie napijesz się z nami kawy?
-Jasne-wzruszyłam
ramionami i wstałam z łóżka udając się do salonu.
Po
chwili mama dołączyła do nas z trzema parującymi kubkami kawy
-
Tak właściwie nie opowiedziałaś nam nic o turnieju- zaczęła
mama- opowiedz jak tam było
Zaczęłam
opowiadać o atmosferze na kortach w Madrycie i o samym korcie,o meczu
z Wozniacki i o porażce z Sereną.Kiedy skończyłam, tato
odchrząknął i wyjął zza pleców małe pudełeczko.
-
Chcieliśmy ci to dać później,ale skoro już dzisiaj wyjeżdżasz...
-
Pomyśleliśmy,że damy ci coś co będziesz mogła mieć na
korcie,żeby ci przynosiło szczęście i wiedziała,że zawsze
jesteśmy z tobą- dopowiedziała mama.
Wzięłam
pudełeczko i otworzyłam je.W środku był srebrny łańcuszek z
białą kulką z brylancików. Zapięłam go sobie na szyi.
-
Jest prześliczny.Będę go nosić przez cały turniej-
zapewniłam.
-
Oby jak najdłużej
*
Po
wylądowaniu w Rzymie złapałyśmy taksówkę i ruszyłyśmy prosto
do hotelu. Znajdował się dość daleko od Foro Italico,ale w
pobliżu nie było innych hoteli.Było już bardzo późno,więc ze
złapaniem jakiejś taksówki było ciężko.Czułam tez coraz
wyraźniej zmęczenie podróżą i nie mogłam się doczekać aż
znajdę się w ciepłym łóżku i zasnę.Marina najwyraźniej tez to
czuła,ponieważ co jakiś czas ziewała.W końcu gdy zmęczone
stanęłyśmy przy recepcji by odebrać klucze przypomniałam
sobie,że mam wysłać SMSa do rodziców.Nie zważając na to,że
jest trzecia w nocy kliknęłam parę razy telefonem i wiadomość powędrowała w świat.
Gdy
otwierałam drzwi do swojego pokoju z sąsiednich drzwi wyjrzał
Spencer.O dziwo,był kompletnie ubrany,jakby szykował się do
wyjścia.
-
A,już jesteś- powiedział gdy szamotałam się z zamkiem-
Jutro o dziewiątej trening.
-
Tak wcześnie?- jęknęłam.
-
Nie mamy czasu do stracenia,czas na odpoczynek był w domu,teraz
bierzemy się ostro do pracy- oznajmił surowo i wszedł z
powrotem do pokoju.Wystawiłam język w kierunku drzwi. Na szczęście
w porę zdążyłam go schować,bo otworzyły się ponownie.
-
Przyjdę tu rano i osobiście cię obudzę- pogroził mi
palcem- Lepiej jednak żebym nie musiał tego robić i sama
grzecznie wstaniesz. A teraz dobranoc.
Wymruczałam
pod nosem parę niecenzuralnych słów pod jego adresem i zamknęłam
drzwi.Nawet nie zapaliłam światła,nie mówiąc już o umyciu
się,od razu rzuciłam się na łóżko i usnęłam.No i koniec amerykańskiego snu w wersji Madryt. Bywa. Cały czas do przodu!
French Open nadchodź. Albo nie. Jak Rafa ma przegrywać to nie, idź sobie. Serio, to się robi nudne jak ten Djokovic wszystko wygrywa -_- Lubię cię facet, ale tylko prywatnie, więc przystopuj trochę, bo Stefanek ( <3) zostanie sierotą,okej? Taak. Sorry, musiałam się wyżalić.
Do piątku!
Gatique.
No proszę, dzika karta do Rzymu, jak miło ;) Jestem ciekawa, co się tam dobrego wydarzy, co z Fernando, no i czy Marina nareszcie powie Spencerowi, co do niego czuje! Kurczę, tak się przestraszyła, jak Kinga zażartowała, że mu powiedziała :D Niech spróbują, a nie się Marina wymiguje, że w tourze ten związek nie jest możliwy.
OdpowiedzUsuńJeszcze mała uwaga (a w sumie dwie, no sorry, muszę, bo to ja, perfekcjonistka): "nieważne" piszemy razem, no i "zaglądnęli" - bardzo potoczne, lepiej brzmi "zajrzeli".
Poza tym odezwę się znowu w kwestii, w której obie lubimy się wyżalać, korzystając z okazji, że mamy komu :) U mnie Novak i Rafa są na równi ulubieńcami, życzę Djoko tego Rolanda, chociaż raz, ale niech Rafciu tak nie wylatuje szybko z turniejów, bo normalnieee... Co on, Radwańska?!
Do piątku, także u mnie! :*
W końcu znalazłam jakiś blog o tenisie! Piszesz bardzo ciekawie, jest tu i mój ulubieniec, więc nie mogę doczekać się następnych części. :D
OdpowiedzUsuńCoś mi się wydaje, że i Paryż będzie dla Djokera. La decima wydaje się nierealna w tym momencie. Z drugiej strony wszystko jest możliwe...
Pozdrawiam!
Bomba opowiadanie 1 klasa :D czekam na next oby był szybko :* buziaki
OdpowiedzUsuńNo twój komentarz na koniec rozdziału to jakbym o sobie czytała.;] Ja też lubię Novaka, ale jak wygrywa wszystko i wszędzie, to mnie szlag jasny trafia!
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział ;)
Mówiłam, że myślimy podobnie :)
Usuń