Tekst

piątek, 26 czerwca 2015

1.11 Burza magnetyczna

Rano obudziłam się ze zdumieniem,bo nie wiedziałam z początku gdzie jestem. Dopiero gdy sobie przypomniałam na moją twarz wypłynął leniwy uśmiech. Stanęłam przed ściennym lusterkiem i zatkałam usta dłonią. Musiałam spać lepiej niż przypuszczałam,bo włosy miałam niesamowicie rozczochrane, a oczy tęskniące jeszcze za snem. Szybko wzięłam do ręki szczotkę i przygładziłam niesforne kosmyki do stanu używalności ciesząc się,że Rafael nie zobaczył mnie w tym stanie.
Wyszłam z pokoju i udałam się w stronę kuchni po szklankę wody. Chyba nic się nie stanie jak sama się obsłużę?Na blacie leżała kartka.
Wybacz ,ale Toni nie dał mi urlopu. Jestem na treningu,wracam po dziesiątej. Czuj się jak u siebie
R.”
P.S Mam nadzieję,że znalazłaś tą wiadomość,spałaś tak słodko,że nie chciałem cię rano budzić.
Musiał się spieszyć,bo pismo było bardzo niechlujne a i układ zdań pozostawiał wiele do życzenia,ale pisał ją po angielsku więc pomińmy to. Bardziej mnie zaniepokoiło,że widział mnie w tym stanie. A jeśli mamrotałam coś przez sen,albo chrapałam?Chyba spalę się ze wstydu!
Zerknęłam na zegarek.9:30.No pięknie. Szybko pomknęłam do łazienki żeby się umyć. Śniadanie może poczekać. Trzeba się zrobić na bóstwo. Ubrałam zwykłą,szarą bawełnianą sukienkę plażową,pomalowałam rzęsy,a włosy spięłam niedbale spinką. Żeby tylko nie pomyślał,że od rana chodzę w galowych sukniach,bo niewątpliwie uznałby mnie za wariatkę!
Postanowiłam poczekać ze śniadaniem,bo nie czułam się swobodnie w tej stosunkowo dużej kuchni. Wstydziłam się zejść na dół,więc wolałam trochę zgłodnieć i poczekać na właściciela. W końcu usłyszałam,że drzwi się otwierają.
-­ Kinga?-­ zawołał niepewnie od progu Rafael.
-­ Jestem w kuchni!-­ odpowiedziałam wstając z krzesła.
Włosy miał lekko zwilżone od potu,ale mimo to wciąż wyglądał seksownie. Miał na sobie białą koszulkę i spodenki. Podszedł i tak jak wczoraj pocałował w oba policzki.
-­ Zrobiłaś sobie śniadanie?-­ spytał
-­ Nie zrozum mnie źle,ale głupio mi urzędować w cudzej kuchni.
-­ Och,daj spokój. Czuj się jak u siebie-powiedział po prostu-­ Na co masz ochotę?
Na ciebie-­ pomyślałam natychmiast i na wszelki wypadek ugryzłam się w język.

*
Po śniadaniu Rafael oznajmił,że jedziemy do Porto Cristo. Pytał czy nie będę miała nic przeciwko obecności jego siostry. Zgodziłam się z ulgą,bo gdybyśmy byli tam sami... Ubrałam więc zielone bikini,spakowałam parę rzeczy do torebki i zeszliśmy na dół,gdzie Rafael przedstawił mi swoją siostrę.
-­ Jestem Maribel-­ długowłosa blondynka wyciągnęła do mnie rękę na powitanie. Byli do siebie z Rafą bardzo podobni.
-­ Miło mi cię poznać-­ oznajmiłam ściskając jej dłoń.
Do Porto Cristo dzieliło nas zaledwie kilkanaście minut jazdy. Był to piękny nadmorski kurort,do którego przybywało mnóstwo ludzi,głównie z Manacor by czerpać garściami piękną,wyspiarską pogodę, a także by zwiedzić kompleks jaskiń nieopodal kurortu. Rozmawiałyśmy żwawo z Maribel podczas jazdy. Okazało się,że obie uwielbiamy piosenki J.Lo i wkurza nas Shakira(„Hej,słyszałeś braciszku?Przez ciebie Shaka nie ma fanek!”).Czuję,że możemy być przyjaciółkami.
Dzień na plaży również minął wspaniale. Słońce pięknie świeciło,woda była cieplutka a rodzeństwo Nadalów w bardzo dobrych humorach. Kiedy leżałyśmy z Maribel na ręcznikach brzuchem do dołu i cicho rozmawiałyśmy,Rafael bezszelestnie podszedł do mnie i położył mi mokre ręce na plecach. Pisnęłam zaskoczona nagłą wilgocią.
-­ Zwariowałeś?-­ wykrzyknęłam,ale jednak żartobliwie-­ Mogłam dostać szoku termicznego!
-­ Chodź do wody,albo cię wrzucę-­ uprzedził.
-­ No już dobrze,idę-­ zgodziłam się.
Do Manacor wróciliśmy około osiemnastej,żeby się przebrać i wysuszyć zanim wyruszymy zwiedzać miasto,które nawiasem mówiąc urzekło mnie swoją architekturą i klimatem. Było tak dalekie od tętniącego przepychem Wrocławia jak tylko można sobie wyobrazić. Na rondzie przy wjeździe kręcił się mały wiatraczek kierując przyjezdnych w stronę brukowanych uliczek i Plaza Mayor z drobnymi straganami i budkami z tanim jedzeniem. Manacor chlubiło się nawet fabryką sztucznych pereł.
-­ Teraz rozumiem dlaczego kochasz to miasto-­ przyznałam gdy szliśmy jedną z uliczek w drodze powrotnej
-­ No?Dlaczego?-­ podpuszczał
-­ Bo jest po prostu cudowne. Ta architektura,ta cisza i spokój. Po prostu nie do opisania-­ zachwycałam się machając rękoma
Pokiwał tylko z wolna głową na znak,że się zgadza. W końcu spytał:
-­ Ale wiesz dlaczego jeszcze?-­ a gdy pokręciłam głową dodał-­ Zauważyłaś,że nikt do nas nie podchodził i nie robił nam zdjęć?
-­ Faktycznie-­ zgodziłam się ze zdziwieniem,bo nawet nie zauważyłam braku fanów i fotografów
-­ No właśnie. Tylko tutaj mogę zapomnieć kim jestem na co dzień i być tym kim chcę być na całe życie
-­ A kim chcesz być?-­ zagrodziłam mu drogę,tak by musiał przystanąć i spojrzeć mi w oczy.
-­ Dobrym człowiekiem. Takim,na jakiego chciała mnie wychować moja mama-­ odparł poważnie i minął mnie. Lekko oszołomiła mnie ta nagła powaga.
-­ Jesteś nim cały czas-­ powiedziałam doganiając go.
-­ To dobrze.-­ pokiwał w zamyśleniu głową.-­ To...dobrze.

*

Następne trzy dni spędziliśmy w zasadzie tak samo,jak pierwszy. Rano Rafael musiał wstać na trening(trochę mi było głupio,że tak się obijam podczas gdy on trenuje w pocie czoła),potem jeździliśmy na plażę z jego przyjaciółmi,a wieczorami na zakupy. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie,że zdążyliśmy się zaprzyjaźnić i wcale nie chodzi mi tu tylko o Rafę,ale także o wszystkich jego przyjaciół,którzy okazali się naprawdę fajnymi ludźmi. A może to po prostu otwartość Majorkańczyków nakazująca im sympatię wobec gości?Tego nie wiem,ale jestem pewna,że pobyt tutaj na długo zapadnie mi w pamięć.
Poniedziałek był pierwszym dniem,w którym nie dopisała pogoda i głowiliśmy się nad jakimś zajęciem.
-­ Mam pomysł-oznajmiłam pewnego ranka zanim zdążył wyjść na trening-­ Nie pada,nie jest za gorąco,więc co byś powiedział,gdybyśmy potrenowali dziś razem?
-­ Razem?-­ powtórzył ze zdumieniem odkładając łyżeczkę.
-­ Czemu nie?-­ wzruszyłam ramionami-­ Mnie też się trening przyda,nie sądzisz?
-­ Hm...w sumie...-­ zawahał się
-­ Proszę-powiedziałam słodko mrugając oczami
-­ No dobrze-­ zgodził się-­ Zaraz zadzwonię do Toniego i go uprzedzę.
-­ Super-­ uśmiechnęłam się.

*

-­ Kobieto,ile ty masz w sobie energii!-­ oznajmił z podziwem Rafael gdy popijaliśmy po treningu napoje energetyczne
Zaśmiałam się krótko i upiłam łyk ze swojej butelki.
-­ Ty też nie jesteś gorszy-­ stwierdziłam-­ Możesz biegać i biegać w nieskończoność!
-­ To nic takiego-­ powiedział skromnie-­ Właściwy trening,to wszystko.
-­ No jak się ma takiego trenera to chyba tak musi być,co?-­ spytałam ciszej na wypadek,gdyby Toni postanowił wrócić
-­ Hm,no tak,Toni jest wymagający-­ przyznał równie cicho-­ Ale gdyby nie on,nie byłby tym kim dzisiaj jestem.
-­ Dobrym człowiekiem?-uniosłam brew w nawiązaniu do wczorajszej rozmowy
-­ Chodziło mi o tenis,ale masz rację,to też. Pilnuje,żeby woda sodowa nie uderzyła mi do głowy
-­ I przyznam,że mu się udaje. Chyba nigdy nie spotkałam bardziej skromnego człowieka od ciebie-­ wyznałam
Nie odpowiedział.

*
Wieczorem,przed kąpielą obserwowałam niebo,które stawało się coraz ciemniejsze i bardziej zachmurzone. Przez wielkie okna w apartamencie Rafaela było widać je doskonale.
-­ Będzie burza-­ nie wiadomo jakim cudem Rafa znalazł się tuż za mną. Drgnęłam lekko,bo przestraszyłam się jego głosu,ale też dlatego,że poczułam się jakby kopnął mnie prąd .Milimetry dzieliły moje włosy od jego ramienia-­ Trzeba wyłączyć wszystko z kontaktu
-­ Przecież jeszcze nie grzmi-­ mój głos był słaby,paraliżowała mnie jego tak bliska obecność.
-­ Wolę być ostrożny-­ powiedział i odszedł.
Westchnęłam cicho,bo moje serce przestało dziko łomotać,zamiast tego poczułam...ulgę?Nie,chyba nie .Było mi dobrze z tamtym uczuciem. Teraz z kolei odczuwałam pustkę,jakby moje serce działało tylko wtedy,gdy on znajduje się w pobliżu. Tak jak dwa magnesy o przeciwnych biegunach-gdy znajdują się blisko siebie,zaczynają się przyciągać. Pytanie tylko czy to działa w obie strony...
Nadal miał rację. Nadciągała burza. Przynajmniej magnetyczna.

*

W nocy z piskiem obudziłam się,gdy błyskawica przecięła niebo tuż obok mojego okna,rozświetlając cały pokój. Serce biło mi ze strachu trzy razy szybciej niż zwykle. Huknęła kolejna. Schowałam głowę pod kołdrę i policzyłam do dziesięciu. Odetchnęłam i wyszłam do kuchni,w której o dziwo paliło się światło .Rafa popijał wodę obok wysepki kuchennej. W samych bokserkach,pragnę wyjaśnić. Poczułam się zawstydzona,chociaż ja sama miałam na sobie tylko cieniutką koszulę nocną ozdobioną różową koronką. Gdy mnie zobaczył wyjął z szafki szklankę,nalał wody i podał mi. Wzięłam ją bez słowa.
-­ Boisz się?-­ spytał gdy skończyłam pić.
-­ Trochę-­ skłamałam. Byłam przerażona.
Obrócił się do mnie twarzą i popatrzył głęboko w oczy. Z pewnością szukał w nich kłamstwa. Delikatnie dotknął ręką mojego lewego ramienia. Tego,na którym opieram całą pewność serwisu i uderzeń. Potem z wahaniem pochylił się i lekko mnie pocałował. Kompletnie zaskoczyła mnie jego reakcja,ale odwzajemniłam pocałunek. Przestałam zwracać uwagę na serce,które lada moment mogło wyskoczyć mi z piersi,bo oto Rafael Nadal,gwiazda światowych kortów całował mnie. I to dobrze całował.
Gdy wreszcie przestał odsunął się gwałtownie:
-­ Przepraszam-­ powiedział spuszczając głowę-­ Poniosło mnie.
Spojrzałam na niego pytająco,ale wciąż wlepiał wzrok w swoje bose stopy.
-­ Nie masz za co przepraszać-oznajmiłam cicho,a w tej samej chwili kolejna błyskawica z hukiem rozświetliła pokój. Pisnęłam z przerażenia,a Rafael otoczył mnie ramionami. Wtuliłam głowę w jego nagi tors i pociągnęłam nosem. Nigdy w życiu nie czułam się tak przestraszona i szczęśliwa jednocześnie.
-­ Już dobrze-­ powiedział uspokajająco głaszcząc mnie po włosach,chociaż widziałam że bał się tak samo jak ja.
Spojrzałam mu w oczy.
-­ Śpijmy dzisiaj razem-­ wypaliłam zanim zdążyłam się zastanowić,ale on jedynie skinął głową i powiedział „Dobrze”.
Opanowując mieszaninę emocji tkwiąca w głębi siebie poszłam do łazienki a następnie do sypialni Rafaela.
Czekał na mnie w łóżku,ale nie chodzi tu o erotyczny podtekst. Wsunęłam się pod kołdrę posyłając mu nieśmiały uśmiech.
-­ Dobranoc
-­ Dobranoc.-­ odparł.

Muszę powiedzieć, że bardzo lubię ten rozdział. Jako jeden z nielicznych z pierwszej części,moi rozdziałowi faworyci znajdują się niemal w całości w części trzeciej, no i może w drugiej też coś się znajdzie. No ale nie mnie oceniać ;)
Jakby ktoś nie wiedział o co chodzi ze stwierdzeniem Maribel odnośnie braku fanek Shakiry: https://www.youtube.com/watch?v=_3-GiVIE8gc Oj. Byłam wtedy zła....
Wimbledonie przybywaj, a tymczasem życzę pozostałym miłych wakacji :)
Do wtorku.
Gatique.

2 komentarze:

  1. Rafa i te jego lęki, z burzą i ciemnościami na czele :D Aż się dziwię, że nie wymyśliłaś tu najgorszej burzy stulecia, przez którą nie byłoby prądu... ;D No ale wspólne spanko, żeby było raźniej mnie już kompletnie rozwaliło! Czekam z niecierpliwością na next :)
    PS. (Dla jednego zdania nie warto dodawać kolejnego komentarza w stosownej zakładce ;). Radwańska w finale w Eastbourne! Nareszcie jest sobą z tych dobrych czasów. Co prawda niepotrzebnie dała sobie urwać seta, ale cieszmy się, że wygrała. To dobry znak przed Wimbledonem, na który też już czekam! Oj, przez następne dwa tygodnie nie pooglądają sobie moi rodzice telewizji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, te jego lęki są masakryczne :D Też się cieszę z sukcesu Agi, tylko mam nadzieję, że przez tyle meczy nie padnie nam za szybko na Wimbledonie.

      Usuń