Rano
obudziłam się ze zdumieniem,bo nie wiedziałam z początku gdzie
jestem. Dopiero gdy sobie przypomniałam na moją twarz wypłynął
leniwy uśmiech. Stanęłam przed ściennym lusterkiem i zatkałam
usta dłonią. Musiałam spać lepiej niż przypuszczałam,bo włosy
miałam niesamowicie rozczochrane, a oczy tęskniące jeszcze za
snem. Szybko wzięłam do ręki szczotkę i przygładziłam niesforne
kosmyki do stanu używalności ciesząc się,że Rafael nie zobaczył
mnie w tym stanie.
Wyszłam
z pokoju i udałam się w stronę kuchni po szklankę wody. Chyba nic
się nie stanie jak sama się obsłużę?Na blacie leżała kartka.
„Wybacz
,ale Toni nie dał mi urlopu. Jestem na treningu,wracam po
dziesiątej. Czuj się jak u siebie
R.”
P.S
Mam nadzieję,że znalazłaś tą wiadomość,spałaś tak słodko,że
nie chciałem cię rano budzić.
Musiał
się spieszyć,bo pismo było bardzo niechlujne a i układ zdań
pozostawiał wiele do życzenia,ale pisał ją po angielsku więc
pomińmy to. Bardziej mnie zaniepokoiło,że widział mnie w tym
stanie. A jeśli mamrotałam coś przez sen,albo chrapałam?Chyba
spalę się ze wstydu!
Zerknęłam
na zegarek.9:30.No pięknie. Szybko pomknęłam do łazienki żeby
się umyć. Śniadanie może poczekać. Trzeba się zrobić na
bóstwo. Ubrałam zwykłą,szarą bawełnianą sukienkę
plażową,pomalowałam rzęsy,a włosy spięłam niedbale spinką.
Żeby tylko nie pomyślał,że od rana chodzę w galowych sukniach,bo
niewątpliwie uznałby mnie za wariatkę!
Postanowiłam
poczekać ze śniadaniem,bo nie czułam się swobodnie w tej
stosunkowo dużej kuchni. Wstydziłam się zejść na dół,więc
wolałam trochę zgłodnieć i poczekać na właściciela. W końcu
usłyszałam,że drzwi się otwierają.
-
Kinga?- zawołał niepewnie od progu Rafael.
-
Jestem w kuchni!- odpowiedziałam wstając z krzesła.
Włosy
miał lekko zwilżone od potu,ale mimo to wciąż wyglądał
seksownie. Miał na sobie białą koszulkę i spodenki. Podszedł i
tak jak wczoraj pocałował w oba policzki.
-
Zrobiłaś sobie śniadanie?- spytał
-
Nie zrozum mnie źle,ale głupio mi urzędować w cudzej kuchni.
-
Och,daj spokój. Czuj się jak u siebie-powiedział po prostu-
Na co masz ochotę?
-
Na ciebie- pomyślałam natychmiast i na wszelki wypadek
ugryzłam się w język.
*
Po
śniadaniu Rafael oznajmił,że jedziemy do Porto Cristo. Pytał czy
nie będę miała nic przeciwko obecności jego siostry. Zgodziłam
się z ulgą,bo gdybyśmy byli tam sami... Ubrałam więc zielone
bikini,spakowałam parę rzeczy do torebki i zeszliśmy na dół,gdzie
Rafael przedstawił mi swoją siostrę.
-
Jestem Maribel- długowłosa blondynka wyciągnęła do mnie
rękę na powitanie. Byli do siebie z Rafą bardzo podobni.
-
Miło mi cię poznać- oznajmiłam ściskając jej dłoń.
Do
Porto Cristo dzieliło nas zaledwie kilkanaście minut jazdy. Był to
piękny nadmorski kurort,do którego przybywało mnóstwo
ludzi,głównie z Manacor by czerpać garściami piękną,wyspiarską
pogodę, a także by zwiedzić kompleks jaskiń nieopodal kurortu.
Rozmawiałyśmy żwawo z Maribel podczas jazdy. Okazało się,że
obie uwielbiamy piosenki J.Lo i wkurza nas Shakira(„Hej,słyszałeś
braciszku?Przez ciebie Shaka nie ma fanek!”).Czuję,że możemy być
przyjaciółkami.
Dzień
na plaży również minął wspaniale. Słońce pięknie
świeciło,woda była cieplutka a rodzeństwo Nadalów w bardzo
dobrych humorach. Kiedy leżałyśmy z Maribel na ręcznikach
brzuchem do dołu i cicho rozmawiałyśmy,Rafael bezszelestnie
podszedł do mnie i położył mi mokre ręce na plecach. Pisnęłam
zaskoczona nagłą wilgocią.
-
Zwariowałeś?- wykrzyknęłam,ale jednak żartobliwie-
Mogłam dostać szoku termicznego!
-
Chodź do wody,albo cię wrzucę- uprzedził.
-
No już dobrze,idę- zgodziłam się.
Do
Manacor wróciliśmy około osiemnastej,żeby się przebrać i
wysuszyć zanim wyruszymy zwiedzać miasto,które nawiasem mówiąc
urzekło mnie swoją architekturą i klimatem. Było tak dalekie od
tętniącego przepychem Wrocławia jak tylko można sobie wyobrazić.
Na rondzie przy wjeździe kręcił się mały wiatraczek kierując
przyjezdnych w stronę brukowanych uliczek i Plaza Mayor z drobnymi
straganami i budkami z tanim jedzeniem. Manacor chlubiło się nawet
fabryką sztucznych pereł.
-
Teraz rozumiem dlaczego kochasz to miasto- przyznałam gdy
szliśmy jedną z uliczek w drodze powrotnej
-
No?Dlaczego?- podpuszczał
-
Bo jest po prostu cudowne. Ta architektura,ta cisza i spokój. Po
prostu nie do opisania- zachwycałam się machając rękoma
Pokiwał
tylko z wolna głową na znak,że się zgadza. W końcu spytał:
-
Ale wiesz dlaczego jeszcze?- a gdy pokręciłam głową dodał-
Zauważyłaś,że nikt do nas nie podchodził i nie robił nam zdjęć?
-
Faktycznie- zgodziłam się ze zdziwieniem,bo nawet nie
zauważyłam braku fanów i fotografów
-
No właśnie. Tylko tutaj mogę zapomnieć kim jestem na co dzień i
być tym kim chcę być na całe życie
-
A kim chcesz być?- zagrodziłam mu drogę,tak by musiał
przystanąć i spojrzeć mi w oczy.
-
Dobrym człowiekiem. Takim,na jakiego chciała mnie wychować moja
mama- odparł poważnie i minął mnie. Lekko oszołomiła mnie
ta nagła powaga.
-
Jesteś nim cały czas- powiedziałam doganiając go.
-
To dobrze.- pokiwał w zamyśleniu głową.- To...dobrze.
*
Następne
trzy dni spędziliśmy w zasadzie tak samo,jak pierwszy. Rano Rafael
musiał wstać na trening(trochę mi było głupio,że tak się
obijam podczas gdy on trenuje w pocie czoła),potem jeździliśmy na
plażę z jego przyjaciółmi,a wieczorami na zakupy. Pokusiłabym
się nawet o stwierdzenie,że zdążyliśmy się zaprzyjaźnić i
wcale nie chodzi mi tu tylko o Rafę,ale także o wszystkich jego
przyjaciół,którzy okazali się naprawdę fajnymi ludźmi. A może
to po prostu otwartość Majorkańczyków nakazująca im sympatię
wobec gości?Tego nie wiem,ale jestem pewna,że pobyt tutaj na długo
zapadnie mi w pamięć.
Poniedziałek
był pierwszym dniem,w którym nie dopisała pogoda i głowiliśmy
się nad jakimś zajęciem.
-
Mam pomysł-oznajmiłam pewnego ranka zanim zdążył wyjść na
trening- Nie pada,nie jest za gorąco,więc co byś
powiedział,gdybyśmy potrenowali dziś razem?
-
Razem?- powtórzył ze zdumieniem odkładając łyżeczkę.
-
Czemu nie?- wzruszyłam ramionami- Mnie też się trening
przyda,nie sądzisz?
-
Hm...w sumie...- zawahał się
-
Proszę-powiedziałam słodko mrugając oczami
-
No dobrze- zgodził się- Zaraz zadzwonię do Toniego i go
uprzedzę.
-
Super- uśmiechnęłam się.
*
-
Kobieto,ile ty masz w sobie energii!- oznajmił z podziwem
Rafael gdy popijaliśmy po treningu napoje energetyczne
Zaśmiałam
się krótko i upiłam łyk ze swojej butelki.
-
Ty też nie jesteś gorszy- stwierdziłam- Możesz biegać
i biegać w nieskończoność!
-
To nic takiego- powiedział skromnie- Właściwy trening,to
wszystko.
-
No jak się ma takiego trenera to chyba tak musi być,co?-
spytałam ciszej na wypadek,gdyby Toni postanowił wrócić
-
Hm,no tak,Toni jest wymagający- przyznał równie cicho-
Ale gdyby nie on,nie byłby tym kim dzisiaj jestem.
-
Dobrym człowiekiem?-uniosłam brew w nawiązaniu do wczorajszej
rozmowy
-
Chodziło mi o tenis,ale masz rację,to też. Pilnuje,żeby woda
sodowa nie uderzyła mi do głowy
-
I przyznam,że mu się udaje. Chyba nigdy nie spotkałam bardziej
skromnego człowieka od ciebie- wyznałam
Nie
odpowiedział.
*
Wieczorem,przed
kąpielą obserwowałam niebo,które stawało się coraz ciemniejsze
i bardziej zachmurzone. Przez wielkie okna w apartamencie Rafaela
było widać je doskonale.
-
Będzie burza- nie wiadomo jakim cudem Rafa znalazł się tuż
za mną. Drgnęłam lekko,bo przestraszyłam się jego głosu,ale też
dlatego,że poczułam się jakby kopnął mnie prąd .Milimetry
dzieliły moje włosy od jego ramienia- Trzeba wyłączyć
wszystko z kontaktu
-
Przecież jeszcze nie grzmi- mój głos był słaby,paraliżowała
mnie jego tak bliska obecność.
-
Wolę być ostrożny- powiedział i odszedł.
Westchnęłam
cicho,bo moje serce przestało dziko łomotać,zamiast tego
poczułam...ulgę?Nie,chyba nie .Było mi dobrze z tamtym uczuciem.
Teraz z kolei odczuwałam pustkę,jakby moje serce działało tylko
wtedy,gdy on znajduje się w pobliżu. Tak jak dwa magnesy o
przeciwnych biegunach-gdy znajdują się blisko siebie,zaczynają się
przyciągać. Pytanie tylko czy to działa w obie strony...
Nadal
miał rację. Nadciągała burza. Przynajmniej magnetyczna.
*
W
nocy z piskiem obudziłam się,gdy błyskawica przecięła niebo tuż
obok mojego okna,rozświetlając cały pokój. Serce biło mi ze
strachu trzy razy szybciej niż zwykle. Huknęła kolejna. Schowałam
głowę pod kołdrę i policzyłam do dziesięciu. Odetchnęłam i
wyszłam do kuchni,w której o dziwo paliło się światło .Rafa
popijał wodę obok wysepki kuchennej. W samych bokserkach,pragnę
wyjaśnić. Poczułam się zawstydzona,chociaż ja sama miałam na
sobie tylko cieniutką koszulę nocną ozdobioną różową koronką.
Gdy mnie zobaczył wyjął z szafki szklankę,nalał wody i podał
mi. Wzięłam ją bez słowa.
-
Boisz się?- spytał gdy skończyłam pić.
-
Trochę- skłamałam. Byłam przerażona.
Obrócił
się do mnie twarzą i popatrzył głęboko w oczy. Z pewnością
szukał w nich kłamstwa. Delikatnie dotknął ręką mojego lewego
ramienia. Tego,na którym opieram całą pewność serwisu i uderzeń.
Potem z wahaniem pochylił się i lekko mnie pocałował. Kompletnie
zaskoczyła mnie jego reakcja,ale odwzajemniłam pocałunek.
Przestałam zwracać uwagę na serce,które lada moment mogło
wyskoczyć mi z piersi,bo oto Rafael Nadal,gwiazda światowych kortów
całował mnie. I to dobrze całował.
Gdy
wreszcie przestał odsunął się gwałtownie:
-
Przepraszam- powiedział spuszczając głowę- Poniosło
mnie.
Spojrzałam
na niego pytająco,ale wciąż wlepiał wzrok w swoje bose stopy.
-
Nie masz za co przepraszać-oznajmiłam cicho,a w tej samej chwili
kolejna błyskawica z hukiem rozświetliła pokój. Pisnęłam z
przerażenia,a Rafael otoczył mnie ramionami. Wtuliłam głowę w
jego nagi tors i pociągnęłam nosem. Nigdy w życiu nie czułam się
tak przestraszona i szczęśliwa jednocześnie.
-
Już dobrze- powiedział uspokajająco głaszcząc mnie po
włosach,chociaż widziałam że bał się tak samo jak ja.
Spojrzałam
mu w oczy.
-
Śpijmy dzisiaj razem- wypaliłam zanim zdążyłam się
zastanowić,ale on jedynie skinął głową i powiedział „Dobrze”.
Opanowując
mieszaninę emocji tkwiąca w głębi siebie poszłam do łazienki a
następnie do sypialni Rafaela.
Czekał
na mnie w łóżku,ale nie chodzi tu o erotyczny podtekst. Wsunęłam
się pod kołdrę posyłając mu nieśmiały uśmiech.
-
Dobranoc
- Dobranoc.- odparł.
- Dobranoc.- odparł.
Muszę powiedzieć, że bardzo lubię ten rozdział. Jako jeden z nielicznych z pierwszej części,moi rozdziałowi faworyci znajdują się niemal w całości w części trzeciej, no i może w drugiej też coś się znajdzie. No ale nie mnie oceniać ;)
Jakby ktoś nie wiedział o co chodzi ze stwierdzeniem Maribel odnośnie braku fanek Shakiry: https://www.youtube.com/watch?v=_3-GiVIE8gc Oj. Byłam wtedy zła....
Wimbledonie przybywaj, a tymczasem życzę pozostałym miłych wakacji :)
Do wtorku.
Gatique.
Rafa i te jego lęki, z burzą i ciemnościami na czele :D Aż się dziwię, że nie wymyśliłaś tu najgorszej burzy stulecia, przez którą nie byłoby prądu... ;D No ale wspólne spanko, żeby było raźniej mnie już kompletnie rozwaliło! Czekam z niecierpliwością na next :)
OdpowiedzUsuńPS. (Dla jednego zdania nie warto dodawać kolejnego komentarza w stosownej zakładce ;). Radwańska w finale w Eastbourne! Nareszcie jest sobą z tych dobrych czasów. Co prawda niepotrzebnie dała sobie urwać seta, ale cieszmy się, że wygrała. To dobry znak przed Wimbledonem, na który też już czekam! Oj, przez następne dwa tygodnie nie pooglądają sobie moi rodzice telewizji :D
Oj tak, te jego lęki są masakryczne :D Też się cieszę z sukcesu Agi, tylko mam nadzieję, że przez tyle meczy nie padnie nam za szybko na Wimbledonie.
Usuń