O
siódmej trzydzieści byłam ubrana,uczesana i umalowana,jednym
słowem-w pełni gotowa do wyjścia. W ruch poszła lokówka i
zamiast niesfornych pojedynczych fal na mojej głowie pojawiła się
teraz burza seksownych,długich loków.
-
Zobaczymy,co powiesz jak mnie zobaczysz- mrużąc oczy
zadałam w myślach pytanie do Woźniackiej i Nadala
Czułam
się jak Kopciuszek,który idzie na bal i nie pominęłabym tu nawet
motywu z księciem.
Usłyszałam
stukot obcasów przed moimi drzwiami.
-
Powinniśmy już iść- oznajmiła Marina wchodząc do pokoju.
Jej.
Wyglądała naprawdę olśniewająco. Miała na sobie czarną,mini
sukienkę przed kolano. Górną część zdobiły koronkowe
kwiaty,zaś spódnica była zwiewna i podrygiwała przy najmniejszym
ruchu. Włosy spięła w kok,z którego wystawało celowo kilka
kosmyków.
-
Jasne. Już idę- odparłam biorąc wimbledońskie trofeum.
Odwróciła
się demonstrując mi głębokie rozcięcie na plecach wiązane na
szyi.
-
Spencer będzie zachwycony- rzuciłam gdy zamykałam pokój.
Niemal
widziałam jak pod różem na policzkach pojawia się rumieniec.
*
Punktualnie
o ósmej wkroczyłam do hotelu „InterContinental
London Park Lane” Przed wejściem jak zwykle czekała armia
reporterów,więc musiałam się trochę pouśmiechać i promienieć
szczęściem .Nie musiałam udawać,bo faktycznie byłam
szczęśliwa,ale i nieco nerwowa.
Marina
i Spencer mogli zająć miejsca przy stolikach w ogromnej sali
balowej,w której panował półmrok. Jedynym źródłem światła
były fioletowe lampki umieszczone na ścianach. Ja musiałam
zaczekać aż zostanę przedstawiona wszystkim obecnym. A była ich
cała sala.
Zauważyłam,że
Rafael się pojawił,chociaż i w przedsionku panował półmrok i
nie mogłam zobaczyć wyraźnie zarysu jego twarzy. Gdy spojrzał w
moją stronę,przez chwilę miałam wrażenie,że się uśmiechnął
i skinął mi głową.
Wychodził
jako pierwszy.
-
A teraz...zwyciężczyni Wimbledonu 2010...Kinga Kolat!-
wydobywający się nie wiadomo skąd głos spikera dał mi do
zrozumienia,że już czas.
Zeszłam
po schodach w dół trzymając sukienkę i modląc się,żeby nie
spaść. Przywitały mnie owacje i wiwaty.
U
dołu schodów czekał na mnie mistrz Wimbledonu. Gdy moje stopy
bezpiecznie dotknęły ziemi podsunął mi swoje ramię i spytał:
-
Czy pozwoli się pani odprowadzić na miejsce?
Serce
mi drgnęło na dźwięk jego głosu. Skinęłam nieco sztywno głową
i złapałam go pod rękę. Przeszedł mnie dreszcz. Zaprowadził
mnie do właściwego stolika i odsunął krzesło.
Gdy
siadał przyjrzałam mu się dokładnie. Miał na sobie elegancki
czarny smoking z muszką. Zauważyłam,że w pośpiechu nie zdążył
nałożyć żelu na włosy,przez co jego brązowe kędziory sterczały
nieco niesfornie.
-
Już więcej mi nie uciekniesz- powiedział z uśmiechem patrząc
mi w oczy.
Zatrzepotałam
wymalowanymi rzęsami z zakłopotania i przechyliłam głowę na bok
dając mu do zrozumienia,że nie wiem o co chodzi. Jakoś zaschło mi
w gardle i nie mogłam wydusić z siebie słowa.
-
Próbuję z tobą porozmawiać od miesiąca- wyjaśnił wciąż
patrząc mi głęboko w oczy.
-
Ach tak-odparłam głupio- A d-dlaczego?
Drżałam
teraz z podekscytowania na całym ciele.
-
Bo uważam,że jesteśmy do siebie podobni.
Uniosłam
brwi,a po chwili na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Stopniowo
się rozluźniałam.
-
Ja też tak sądzę- odparłam starając się by mój głos
brzmiał seksownie i powabnie.
-
Widziałem jak grasz...
-
Ja również widziałam jak grasz-pociągnęłam ten flirt i ponownie
przechyliłam głowę- I to nie jeden raz.
-
Naprawdę?Widziałem cię tylko raz.
– Mhm,bo
byłam tylko raz. Ale od czego jest telewizja?- wymruczałam.
Nie sądziłam, że tak będzie to przebiegać.
Zanim
zdążył coś odpowiedzieć kelnerzy przynieśli tace z kolacją.
Kiedy do moich nozdrzy doszedł zapach smakowitości na talerzu
żołądek skręcił mi się z głodu. Natychmiast sobie
przypomniałam,że nie jadłam obiadu a jedynie przekąsiłam coś w
biegu między przymiarkami.
Popatrzyłam
nieco sceptycznie na danie,ale w końcu odkroiłam kawałek łososia
i nabrałam na widelec trochę warzyw.
-
Mmm...pyszne-powiedziałam ochoczo biorąc się do następnego
kawałka. Przez chwilę jedliśmy w milczeniu aż w końcu
zapytałam:- Często bywasz na przyjęciach?
-
Niezbyt- odparł niechętnie- Ale ty chyba też ich nie
lubisz,skoro wypadłaś z ostatniego jak burza i mnie potrąciłaś?
Mało
brakowało a zalałabym szampanem kolejną sukienkę. Kaszlnęłam
dyskretnie parę razy krztusząc się.
-
To byłeś ty?- wydusiłam w końcu.
-
Owszem. Szedłem wtedy do ciebie,ale mi uciekłaś- odparł ze
smutkiem.
-
Ojej. Nie zdawałam sobie sprawy,że na ciebie wpadłam. Jeszcze raz
przepraszam.
Wzruszył
ramionami.
-
Już mnie przepraszałaś. Co się takiego stało,że uciekałaś w
takim popłochu?
-
Och,to nic takiego- odparłam spuszczając wzrok i odgarniając
kosmyk włosów za ucho- Drobny wypadek,to wszystko
Wykonał
ruch ręką świadczący o chęci podniesienia mi głowy do
góry,jednak w porę się zorientował,że w okolicy zaczynają
błyskać flesze. Takie zdjęcia to ostatnie czego byśmy chcieli.
Nie
powiedziałam mu o zemście Caroline,bo uznałam że sama się z nią
rozprawię. Podczas kolacji rozmawialiśmy o naszych zwycięstwach i
stylu gry. W końcu,gdy zamilkliśmy w oddali zaczęła grac muzyka.
Rafael wstał,podszedł do mojego krzesła i wyciągnął rękę.
-
Czy mistrzyni Wimbledonu pozwoli się poprosić do regulaminowego
tańca?
-
Con placer!- odparłam i pozwoliłam poprowadzić się na
parkiet
Piosenka
była wolna,więc Rafael objął mnie w talii i przyciągnął do
siebie. Właściwie dreptaliśmy tylko w miejscu i kołysaliśmy na
boki,bo żadne z nas nie wiedziało jak ma w ogóle wyglądać ten
regulaminowy taniec.
-
Nie wiedziałem,że mówisz po hiszpańsku- szepnął mi do ucha
podczas tańca.
-
Jestem dziewczyną wielu talentów- szepnęłam w odpowiedzi.
-
Coraz bardziej mnie zadziwiasz-skwitował z uśmiechem.
Odwróciłam
głowę na bok i moje spojrzenie zatrzymało się na Marinie i
Spencerze. Mimo,że siedzieli z trenerem Rafy,Tonim Nadalem i jeszcze
dwoma facetami,też niewątpliwie z jego boksu zdawali się zwracać
uwagę wyłącznie na siebie. Pochylali się nad sobą i uśmiechali
się. Chyba kompletnie zapomnieli co się dzieje.
Piosenka
dobiegła końca i Rafael w końcu wypuścił mnie ze swoich objęć.
A szkoda,było mi tak dobrze. Mimo,że zaczynał się następny
kawałek,wróciliśmy do stolika.
-
Dobrze tańczysz-pochwaliłam mojego partnera- Pewnie jak się
mieszka na Majorce to nie sposób nie umieć co?
-
Faktycznie,Majorka nigdy nie śpi,nawet jeśli ulice pogrążają się
w nocnej ciszy- przytaknął- I między innymi za to ją
kocham.
-
We Wrocławiu jest tak samo. Tyle,że tam panuje nieustanny szum bez
względu na okoliczności. Nie jest to dobre miejsce na
odpoczynek,ale przynajmniej mogę się cieszyć byciem z rodziną-
uśmiechnęłam się dopijając końcówkę szampana przysięgając
sobie,że to ostatni kieliszek.
-
Chciałabyś porządnie odpocząć?
-
No w sumie to tak. Gdzieś gdzie jest cicho i spokojnie i mogę
zapomnieć o tenisie.
-
Więc przyleć do mnie- zaproponował niespodziewanie.
Rozszerzyłam
oczy ze zdumienia
-
Mówisz serio?
-
Jasne. Nie chciałabyś się całymi dniami opalać a nocami tańczyć
do białego rana?
-
Pewnie,że bym chciała,ale nie wiem czy to dobry pomysł-oznajmiłam
niepewnie strzepując niewidzialny pyłek z sukienki
-
Boisz się?- uniósł zadziornie brew do góry.
-
Ja? Skąd. Po prostu nie wiem,czy moja rodzina będzie zadowolona z
takiego pomysłu- skłamałam,bo w rzeczywistości naprawdę się
troszkę tego bałam. Owszem,bywałam porywcza i spontaniczna,ale nie
do tego stopnia.
-
W porządku,rozumiem- wzruszył ramionami,ale wyczuwałam w jego
głosie nutę zawodu. Nie spodziewałam się takiej reakcji.
Sądziłam,że każe mi wyluzować i się zgodzić
-
Ale dziękuję za propozycję-dodałam szybko nie chcąc go bardziej
urazić. Bo co do tego,że był urażony nie miałam najmniejszych
wątpliwości
Po
chwili mieliśmy się stawić na sesji zdjęciowej z trofeami. Robili
nam zdjęcia wspólnie i każdemu z osobna. Trochę trwało zanim
wszystko wyszło jak trzeba.
-
Może jeszcze zatańczymy?- zaproponował nieśmiało Rafael
odrywając wzrok od parkietu pełnego ludzi.
-
Czemu nie?W końcu to bal- przytaknęłam i z ochotą dałam się
ponownie objąć jego silnym ramionom.
To
był nieco szybszy kawałek,więc musiałam zadzierać nieco
sukienkę,ale dawałam sobie radę. Rafa nieustannie śmiał się ze
mnie,ukazując co chwilę na swojej twarzy swoje urocze dołki w
policzkach. Na parkiecie zauważyłam też moją szalejącą ekipę i
ze zdumieniem uświadomiłam sobie,że pierwszy raz widzę takiego
rozradowanego Spencera. A może to przez alkohol? Nie zmienia to
jednak faktu,że między nim i Mariną wyraźnie dzieje się coś
dobrego. Aż mnie korci na myśl o jutrzejszej rozmowie!
Po
północy bal dobiegł końca i z żalem uświadomiłam sobie,że
teraz każde z nas pójdzie w swoją stronę. Rafael widocznie myślał
o tym samym. Wymieniliśmy się więc numerami i przez chwilę
staliśmy w milczeniu naprzeciwko siebie.
-
Tak właściwie to pięknie wyglądasz- powiedział nieśmiało
a po chwili jak na komendę wybuchnęliśmy śmiechem zdając sobie
sprawę,że takie rzeczy mówi się zazwyczaj na początku spotkania.
-
Ty też nie kiepsko-zrewanżowałam się i na nowo wybuchnęliśmy
salwą śmiechu
Marina
i Spencer minęli nas i stanęli w oczekiwaniu na zewnątrz.
-
Muszę już iść- oznajmiłam ze smutkiem a on...pochylił się
i pocałował mnie w policzek!
Czułam,że
serce zaraz wyskoczy mi z piersi,mimo że w Hiszpanii takim gestem
zazwyczaj wita i żegna się kobiety i nie powinno to robić na mnie
najmniejszego wrażenia,ale gdy robi to ktoś taki...naprawdę można
dostać zawału
-
Do widzenia-oznajmił z uśmiechem.
Ou, nawet nie wiedziałam, że taki krótki rozdział wyszedł. Postaram się, żeby następne były dłuższe. Miałam wstawić dopiero jutro, ale będę zajęta i nie wiem, czy znalazłabym czas, tak więc jest dzisiaj :) Już i tak miałam dostateczną radochę z takiego trzymania w niepewności :D
Na dniach zmienię szablon. To hasło w nagłówku trochę nie będzie już pasowało do tematyki :D Utworzyłam specjalną zakładkę na tenisowe pogaduchy, tak więc dzielcie się swoimi przemyśleniami do woli, a wiem, że jest komu ;)
Do napisania...jakoś w tygodniu.
Gatique.
Ou, nawet nie wiedziałam, że taki krótki rozdział wyszedł. Postaram się, żeby następne były dłuższe. Miałam wstawić dopiero jutro, ale będę zajęta i nie wiem, czy znalazłabym czas, tak więc jest dzisiaj :) Już i tak miałam dostateczną radochę z takiego trzymania w niepewności :D
Na dniach zmienię szablon. To hasło w nagłówku trochę nie będzie już pasowało do tematyki :D Utworzyłam specjalną zakładkę na tenisowe pogaduchy, tak więc dzielcie się swoimi przemyśleniami do woli, a wiem, że jest komu ;)
Do napisania...jakoś w tygodniu.
Gatique.
No to nareszcie solidna dawka flirtów, Marina ze Spencerem, że o Kindze i Rafie nawet nie wspomnę ! Chemia, jak diabli ! Ja na miejscu bohaterki, to pewnie do hotelu pofrunęłabym na wielkich, anielskich skrzydłach. Teraz to jej Wożniacka może nahukać. ;]
OdpowiedzUsuń