Tekst

czwartek, 11 czerwca 2015

1.9 Więcej nie uciekniesz

O siódmej trzydzieści byłam ubrana,uczesana i umalowana,jednym słowem-w pełni gotowa do wyjścia. W ruch poszła lokówka i zamiast niesfornych pojedynczych fal na mojej głowie pojawiła się teraz burza seksownych,długich loków.
Zobaczymy,co powiesz jak mnie zobaczysz-­ mrużąc oczy zadałam w myślach pytanie do Woźniackiej i Nadala
Czułam się jak Kopciuszek,który idzie na bal i nie pominęłabym tu nawet motywu z księciem.
Usłyszałam stukot obcasów przed moimi drzwiami.
-­ Powinniśmy już iść-­ oznajmiła Marina wchodząc do pokoju.
Jej. Wyglądała naprawdę olśniewająco. Miała na sobie czarną,mini sukienkę przed kolano. Górną część zdobiły koronkowe kwiaty,zaś spódnica była zwiewna i podrygiwała przy najmniejszym ruchu. Włosy spięła w kok,z którego wystawało celowo kilka kosmyków.
-­ Jasne. Już idę-­ odparłam biorąc wimbledońskie trofeum.
Odwróciła się demonstrując mi głębokie rozcięcie na plecach wiązane na szyi.
-­ Spencer będzie zachwycony-­ rzuciłam gdy zamykałam pokój.
Niemal widziałam jak pod różem na policzkach pojawia się rumieniec.

*

Punktualnie o ósmej wkroczyłam do hotelu „InterContinental London Park Lane” Przed wejściem jak zwykle czekała armia reporterów,więc musiałam się trochę pouśmiechać i promienieć szczęściem .Nie musiałam udawać,bo faktycznie byłam szczęśliwa,ale i nieco nerwowa.
Marina i Spencer mogli zająć miejsca przy stolikach w ogromnej sali balowej,w której panował półmrok. Jedynym źródłem światła były fioletowe lampki umieszczone na ścianach. Ja musiałam zaczekać aż zostanę przedstawiona wszystkim obecnym. A była ich cała sala.
Zauważyłam,że Rafael się pojawił,chociaż i w przedsionku panował półmrok i nie mogłam zobaczyć wyraźnie zarysu jego twarzy. Gdy spojrzał w moją stronę,przez chwilę miałam wrażenie,że się uśmiechnął i skinął mi głową.
Wychodził jako pierwszy.
-­ A teraz...zwyciężczyni Wimbledonu 2010...Kinga Kolat!-­ wydobywający się nie wiadomo skąd głos spikera dał mi do zrozumienia,że już czas.
Zeszłam po schodach w dół trzymając sukienkę i modląc się,żeby nie spaść. Przywitały mnie owacje i wiwaty.
U dołu schodów czekał na mnie mistrz Wimbledonu. Gdy moje stopy bezpiecznie dotknęły ziemi podsunął mi swoje ramię i spytał:
-­ Czy pozwoli się pani odprowadzić na miejsce?
Serce mi drgnęło na dźwięk jego głosu. Skinęłam nieco sztywno głową i złapałam go pod rękę. Przeszedł mnie dreszcz. Zaprowadził mnie do właściwego stolika i odsunął krzesło.
Gdy siadał przyjrzałam mu się dokładnie. Miał na sobie elegancki czarny smoking z muszką. Zauważyłam,że w pośpiechu nie zdążył nałożyć żelu na włosy,przez co jego brązowe kędziory sterczały nieco niesfornie.
-­ Już więcej mi nie uciekniesz-­ powiedział z uśmiechem patrząc mi w oczy.
Zatrzepotałam wymalowanymi rzęsami z zakłopotania i przechyliłam głowę na bok dając mu do zrozumienia,że nie wiem o co chodzi. Jakoś zaschło mi w gardle i nie mogłam wydusić z siebie słowa.
-­ Próbuję z tobą porozmawiać od miesiąca-­ wyjaśnił wciąż patrząc mi głęboko w oczy.
-­ Ach tak-odparłam głupio-­ A d-dlaczego?
Drżałam teraz z podekscytowania na całym ciele.
-­ Bo uważam,że jesteśmy do siebie podobni.
Uniosłam brwi,a po chwili na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Stopniowo się rozluźniałam.
-­ Ja też tak sądzę-­ odparłam starając się by mój głos brzmiał seksownie i powabnie.
-­ Widziałem jak grasz...
-­ Ja również widziałam jak grasz-pociągnęłam ten flirt i ponownie przechyliłam głowę-­ I to nie jeden raz.
-­ Naprawdę?Widziałem cię tylko raz.
Mhm,bo byłam tylko raz. Ale od czego jest telewizja?-­ wymruczałam. Nie sądziłam, że tak będzie to przebiegać.
Zanim zdążył coś odpowiedzieć kelnerzy przynieśli tace z kolacją. Kiedy do moich nozdrzy doszedł zapach smakowitości na talerzu żołądek skręcił mi się z głodu. Natychmiast sobie przypomniałam,że nie jadłam obiadu a jedynie przekąsiłam coś w biegu między przymiarkami.
Popatrzyłam nieco sceptycznie na danie,ale w końcu odkroiłam kawałek łososia i nabrałam na widelec trochę warzyw.
-­ Mmm...pyszne-powiedziałam ochoczo biorąc się do następnego kawałka. Przez chwilę jedliśmy w milczeniu aż w końcu zapytałam:-­ Często bywasz na przyjęciach?
-­ Niezbyt-­ odparł niechętnie-­ Ale ty chyba też ich nie lubisz,skoro wypadłaś z ostatniego jak burza i mnie potrąciłaś?
Mało brakowało a zalałabym szampanem kolejną sukienkę. Kaszlnęłam dyskretnie parę razy krztusząc się.
-­ To byłeś ty?-­ wydusiłam w końcu.
-­ Owszem. Szedłem wtedy do ciebie,ale mi uciekłaś-­ odparł ze smutkiem.
-­ Ojej. Nie zdawałam sobie sprawy,że na ciebie wpadłam. Jeszcze raz przepraszam.
Wzruszył ramionami.
-­ Już mnie przepraszałaś. Co się takiego stało,że uciekałaś w takim popłochu?
-­ Och,to nic takiego-­ odparłam spuszczając wzrok i odgarniając kosmyk włosów za ucho-­ Drobny wypadek,to wszystko
Wykonał ruch ręką świadczący o chęci podniesienia mi głowy do góry,jednak w porę się zorientował,że w okolicy zaczynają błyskać flesze. Takie zdjęcia to ostatnie czego byśmy chcieli.
Nie powiedziałam mu o zemście Caroline,bo uznałam że sama się z nią rozprawię. Podczas kolacji rozmawialiśmy o naszych zwycięstwach i stylu gry. W końcu,gdy zamilkliśmy w oddali zaczęła grac muzyka. Rafael wstał,podszedł do mojego krzesła i wyciągnął rękę.
-­ Czy mistrzyni Wimbledonu pozwoli się poprosić do regulaminowego tańca?
Con placer!-­ odparłam i pozwoliłam poprowadzić się na parkiet
Piosenka była wolna,więc Rafael objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Właściwie dreptaliśmy tylko w miejscu i kołysaliśmy na boki,bo żadne z nas nie wiedziało jak ma w ogóle wyglądać ten regulaminowy taniec.
-­ Nie wiedziałem,że mówisz po hiszpańsku-­ szepnął mi do ucha podczas tańca.
-­ Jestem dziewczyną wielu talentów-­ szepnęłam w odpowiedzi.
-­ Coraz bardziej mnie zadziwiasz-skwitował z uśmiechem.
Odwróciłam głowę na bok i moje spojrzenie zatrzymało się na Marinie i Spencerze. Mimo,że siedzieli z trenerem Rafy,Tonim Nadalem i jeszcze dwoma facetami,też niewątpliwie z jego boksu zdawali się zwracać uwagę wyłącznie na siebie. Pochylali się nad sobą i uśmiechali się. Chyba kompletnie zapomnieli co się dzieje.
Piosenka dobiegła końca i Rafael w końcu wypuścił mnie ze swoich objęć. A szkoda,było mi tak dobrze. Mimo,że zaczynał się następny kawałek,wróciliśmy do stolika.
-­ Dobrze tańczysz-pochwaliłam mojego partnera-­ Pewnie jak się mieszka na Majorce to nie sposób nie umieć co?
-­ Faktycznie,Majorka nigdy nie śpi,nawet jeśli ulice pogrążają się w nocnej ciszy-­ przytaknął-­ I między innymi za to ją kocham.
-­ We Wrocławiu jest tak samo. Tyle,że tam panuje nieustanny szum bez względu na okoliczności. Nie jest to dobre miejsce na odpoczynek,ale przynajmniej mogę się cieszyć byciem z rodziną-­ uśmiechnęłam się dopijając końcówkę szampana przysięgając sobie,że to ostatni kieliszek.
-­ Chciałabyś porządnie odpocząć?
-­ No w sumie to tak. Gdzieś gdzie jest cicho i spokojnie i mogę zapomnieć o tenisie.
-­ Więc przyleć do mnie-­ zaproponował niespodziewanie.
Rozszerzyłam oczy ze zdumienia
-­ Mówisz serio?
-­ Jasne. Nie chciałabyś się całymi dniami opalać a nocami tańczyć do białego rana?
-­ Pewnie,że bym chciała,ale nie wiem czy to dobry pomysł-oznajmiłam niepewnie strzepując niewidzialny pyłek z sukienki
-­ Boisz się?-­ uniósł zadziornie brew do góry.
-­ Ja? Skąd. Po prostu nie wiem,czy moja rodzina będzie zadowolona z takiego pomysłu-­ skłamałam,bo w rzeczywistości naprawdę się troszkę tego bałam. Owszem,bywałam porywcza i spontaniczna,ale nie do tego stopnia.
-­ W porządku,rozumiem-­ wzruszył ramionami,ale wyczuwałam w jego głosie nutę zawodu. Nie spodziewałam się takiej reakcji. Sądziłam,że każe mi wyluzować i się zgodzić
-­ Ale dziękuję za propozycję-dodałam szybko nie chcąc go bardziej urazić. Bo co do tego,że był urażony nie miałam najmniejszych wątpliwości
Po chwili mieliśmy się stawić na sesji zdjęciowej z trofeami. Robili nam zdjęcia wspólnie i każdemu z osobna. Trochę trwało zanim wszystko wyszło jak trzeba.
-­ Może jeszcze zatańczymy?-­ zaproponował nieśmiało Rafael odrywając wzrok od parkietu pełnego ludzi.
-­ Czemu nie?W końcu to bal-­ przytaknęłam i z ochotą dałam się ponownie objąć jego silnym ramionom.
To był nieco szybszy kawałek,więc musiałam zadzierać nieco sukienkę,ale dawałam sobie radę. Rafa nieustannie śmiał się ze mnie,ukazując co chwilę na swojej twarzy swoje urocze dołki w policzkach. Na parkiecie zauważyłam też moją szalejącą ekipę i ze zdumieniem uświadomiłam sobie,że pierwszy raz widzę takiego rozradowanego Spencera. A może to przez alkohol? Nie zmienia to jednak faktu,że między nim i Mariną wyraźnie dzieje się coś dobrego. Aż mnie korci na myśl o jutrzejszej rozmowie!
Po północy bal dobiegł końca i z żalem uświadomiłam sobie,że teraz każde z nas pójdzie w swoją stronę. Rafael widocznie myślał o tym samym. Wymieniliśmy się więc numerami i przez chwilę staliśmy w milczeniu naprzeciwko siebie.
-­ Tak właściwie to pięknie wyglądasz-­ powiedział nieśmiało a po chwili jak na komendę wybuchnęliśmy śmiechem zdając sobie sprawę,że takie rzeczy mówi się zazwyczaj na początku spotkania.
-­ Ty też nie kiepsko-zrewanżowałam się i na nowo wybuchnęliśmy salwą śmiechu
Marina i Spencer minęli nas i stanęli w oczekiwaniu na zewnątrz.
-­ Muszę już iść-­ oznajmiłam ze smutkiem a on...pochylił się i pocałował mnie w policzek!
Czułam,że serce zaraz wyskoczy mi z piersi,mimo że w Hiszpanii takim gestem zazwyczaj wita i żegna się kobiety i nie powinno to robić na mnie najmniejszego wrażenia,ale gdy robi to ktoś taki...naprawdę można dostać zawału
-­ Do widzenia-oznajmił z uśmiechem. 

Ou, nawet nie wiedziałam, że taki krótki rozdział wyszedł. Postaram się, żeby następne były dłuższe. Miałam wstawić dopiero jutro, ale będę zajęta i nie wiem, czy znalazłabym czas, tak więc jest dzisiaj :) Już i tak miałam dostateczną radochę z takiego trzymania w niepewności :D
Na dniach zmienię szablon. To hasło w nagłówku trochę nie będzie już pasowało do tematyki :D Utworzyłam specjalną zakładkę na tenisowe pogaduchy, tak więc dzielcie się swoimi przemyśleniami do woli, a wiem, że jest komu ;)
Do napisania...jakoś w tygodniu.
Gatique.

1 komentarz:

  1. No to nareszcie solidna dawka flirtów, Marina ze Spencerem, że o Kindze i Rafie nawet nie wspomnę ! Chemia, jak diabli ! Ja na miejscu bohaterki, to pewnie do hotelu pofrunęłabym na wielkich, anielskich skrzydłach. Teraz to jej Wożniacka może nahukać. ;]

    OdpowiedzUsuń