Tekst

piątek, 28 sierpnia 2015

2.4 Ufaj wyłącznie sobie,to się robi podejrzane...

Kinga!Wracaj na kort!W tej chwili! – krzyknął Toni gdy ledwo zdążyłam odstawić buteleczkę z napojem obok ławki. Jak co drugi dzień,ja Rafa i Toni trenowaliśmy razem. Było to coś w rodzaju próby przed ewentualnym zastąpieniem Spencera. Nie żebym go już nie chciała. Nigdy,ale to nigdy się go nie pozbędę. Po prostu sytuacja,w której jesteśmy od siebie oddaleni o paręset kilometrów wydaje się absurdalna, a skoro Toniego mam na miejscu,może warto by pomyśleć o nim jako oficjalnym dodatkowym trenerze?
Już idę – mruknęłam biorąc rakietę do ręki i z pochyloną głową ruszyłam zająć pozycję przy końcowej linii skąpanego w upale kortu treningowego. Zaczynał się już drugi tydzień turnieju i mecze stawały się coraz trudniejsze. Co prawda mecz z Rodionovą nie sprawił mi większych problemów,jednakże czwarta runda z niejaką Pavlyuchenkovą owszem. Wygrałam ten mecz,w trzech setach co prawda,ale nikt przecież nie obiecywał że będzie prosto. Mimo wszystko pozytywnie podchodziłam do tego turnieju. Czemu nie miałabym go wygrać i po raz drugi,z rozstawieniem skoro udało mi się to i bez niego?
Podkręć bardziej ten forhend!Oderwij łokieć od ciała!Więcej zdecydowania przy tym bekhendzie! – krzyczał raz po raz Toni
Zaczynałam mieć go dosyć. Czy on mi kiedykolwiek powie,że zrobiłam coś dobrze?Starałam się więc uderzać piłkę tak jak tego oczekiwał. Taa,tyle,że to nie takie proste.
Rotacja ma być awansująca,nie wsteczna!Pociągnij rękę bardziej za głowę! – ciągle się wydzierał odbijając piłki w moim kierunku.
Przecież się staram – warknęłam w odpowiedzi ustawiając się do serwisu.
To postaraj się bardziej – skwitował – Robisz to beznadziejnie.
Kątem oka dostrzegłam jak Rafael otwiera usta ze zdziwienia. Zgadywałam też,że brwi ma uniesione do samej linii włosów.
Zacisnęłam usta w wąską kreskę. Wiedziałam,że lepiej z nim nie zaczynać,tym bardziej że najwidoczniej nie był w humorze. Odbijałam więc mozolnie i cierpliwie kolejne piłki aż do końca treningu.
Musisz się wziąć w garść – oznajmił gdy usiadłam popijając wodę po czym odszedł jak gdyby nigdy nic – Jak tak dalej pójdzie,zatrzymasz się.
Popatrzyłam zdziwiona na Rafaela. Odpowiedział mi współczującym spojrzeniem. Musiałam mieć niesłychanie wystraszoną minę,gdyż objął mnie ramieniem i pocałował w policzek mówiąc:
Nie przejmuj się. Będzie dobrze. Po prostu nam zaufaj.
I zastanawiając się czy chodziło mu o niego samego i wuja sadystę czy o moją intuicję i niego oparłam głowę na jego ramieniu i zamknęłam oczy.
Niech ten koszmarny dzień już się skończy.

*

Wieczorem,po owym feralnym treningu wszystko powoli wracało do normy. Toni nie był w stosunku do mnie opryskliwy tak jak na korcie. Nigdy zresztą nie był. Ale z całą pewnością jego zachowania nie dało zaszufladkować w dziale z napisem "uprzejmość".
Po powrocie z kolacji wpadłam na Spencera.
O,Kinga. Dobrze,że cię widzę – powiedział – Jak tam dzisiejszy trening z Tonim?Wciąż tak samo ostry jak zazwyczaj?
Przyglądałam się jego nieodłącznemu zarostowi,który jest niewątpliwie jego znakiem rozpoznawczym wahając się przed udzieleniem jakiejkolwiek odpowiedzi. W zeszłym roku,gdy go zgolił wyglądał jak zupełnie inny facet. Teraz na szczęście wciąż był moim kochanym trenerem,który mimo że często go denerwuję potrafi mnie dowartościować. Co ja bym bez niego zrobiła?
Czy ja wiem? – odparłam wymijająco – Chyba tak samo jak zawsze.
Musiał zauważyć tak skrycie maskowane drżenie mojego głosu bo spytał:
Na pewno?Nie wygląda,żeby było jak zwykle...
Westchnęłam i popatrzyłam mu prostu w oczy nie mając zamiaru kłamać.
-Bo nie jest. Jest po prostu okropny,nic nigdy nie wychodzi mi dobrze,zawsze jest coś nad czym trzeba pracować.
Nikt nie jest idealny Kinga. Więcej pracy zawsze się przyda.
Ale bez przesady. Gdyby powiedział mi choć jeden maleńki komplement,nawet gdyby chodziło o postawę serwisową byłabym spokojniejsza. A tak....no cóż,czuję się jak kompletne beztalencie.
Roześmiał się krótko.
Dobrze wiesz,że to nieprawda. Dlaczego nie możesz po prostu uwierzyć w siebie?
Wzruszyłam ramionami.
Nie wiem. Jakoś łatwiej jest,gdy inni cię chwalą.
Na pewno. Ale musisz nauczyć się chwalić sama siebie,skoro od niego pochwały nie usłyszysz.
Pokiwałam głową
Dzięki. Dobrze,że jesteś.
Och,bez przesady – machnął ręką,ale lekko się zarumienił.
Uścisnęłam go krótko i jak gdyby nic poszłam dalej przed siebie,a konkretniej wziąć szybki prysznic. Akurat w apartamencie nie było nikogo,więc chciałam skorzystać z okazji.
Och tak. Od razu lepiej. Od teraz,gdy tylko ktoś mnie zdenerwuje idę pod prysznic. A co tam. Niech to będzie nowa terapia.
Wyszłam w samym ręczniku,bo wieczór był dość ciepły,a i nie było jeszcze zupełnie ciemno by ubierać pidżamę.
Przydałoby się znaleźć ten genialny balsam do ciała pachnący kokosem,tylko gdzie ja go przesiałam?Zaczęłam szperać po torbach i niektórych szufladach w jego poszukiwaniu. Oczywiście musiałam natrafić na bieliznę i skarpetki mojego mężczyny. No tak. On nie umie zachować porządku nigdzie oprócz swojej głowy.
Zaraz zaraz. Co to jest?
Pomiędzy bokserkami i pojedynczymi skarpetkami zauważyłam jakiś kolorowy magazyn. Ogarnęła mnie złość. Czyżby jakiś świerszczyk?
Ale nie. To były oferty różnych biur podróży. Odetchnęłam z ulga. Tylko dlaczego je chował,skoro i tak co chwilę podróżujemy i mamy takich pełno?Ot ciekawostka.
A jeśli on naprawdę zdradza mnie z Caroline i planuje gdzieś ją zabrać?Przełknęłam ślinę. Nie,to niemożliwe. Czemu wciąż byłam taka podejrzliwa?
Na dole trzasnęły drzwi i ktoś ruszył po schodach. Szybko zebrałam gazety i odłożyłam je na miejsce. W samą porę prawdę mówiąc,bo ledwo zatrzasnęłam szufladę otworzyły się drzwi do naszej sypialni.
-O,hej skarbie-powiedział nieco zdziwiony Rafael-Myślałem że jesteś jeszcze u Mariny
-Wróciłam niedawno-odparłam nie całkiem zgodnie z prawdą-Co słychać?
-W porządku. Pójdę się teraz wykąpać-oznajmił patrząc na mnie badawczo.i nie wiem czy to dlatego,że miałam na sobie jedynie ręcznik,czy dlatego że nieco sztywno opierałam się o komodę.
Prawdopodobnie jedno i drugie.
Upewniłam się,że na dobre wszedł do łazienki i odetchnęłam z ulgą. Jak by zareagował,gdyby się dowiedział,że to znalazłam?
Ach,do cholery!Czy ja zawsze muszę widzieć takie rzeczy w samych czarnych barwach?
No tak .Ale gdzie jest ten cholerny balsam? Znalazłam go po jakichś pięciu minutach między stanikami. Co on tam robił? Tak czy siak,gdy wtarłam go w ciało poczułam się seksowna i dowartościowana.
Pierwszy raz tego dnia.
Nagle poczułam czyjeś ręce na swojej talii. Nie usłyszałam nawet jak Rafa wszedł do sypialni.
Uśmiechnęłam się,chociaż on nie mógł tego zobaczyć.
Rozluźnij się kochanie-wymruczał w moja szyję po czym okręcił twarzą do siebie – Nie myśl już o tym.
Nie zamierzam – odparłam zarzucając mu ręce na szyję.
Szkoda. A chciałem sprawić żebyś zapomniała...
Już to zrobiłeś – mruknęłam i wpiłam się namiętnie w jego usta

*

Chcesz bardziej podkręconego forhendu?Proszę,oto i on! – myślałam podczas rozgrywania ćwierćfinału z Francescą Schiavone następnego dnia około osiemnastej. Może nie był to dobry tok rozumowania na korcie,w prawdziwym meczu,ale za wszelką cenę chciałam udowodnić Toniemu że potrafię wziąć się za siebie. Wiedziałam,że siedzi na trybunach z tym swoim nieodłącznym białym daszkiem opuszczonym nisko na czoło. Niech więc patrzy i podziwia,bo oto wygrałam seta 6:1.
Ciągle też czułam w sobie ogień z poprzedniego wieczora,który dodawał mi energii. A może po prostu wyładowałam negatywne emocje i teraz gram z czystym kontem? Chyba wolę jednak to pierwsze.
Bardziej zdecydowany beckhend?Co powiesz na to? – w dalszym ciągu wyładowywałam swoją frustrację z wczorajszego treningu odbijając piłki takie,jakimi Toni chciałby je widzieć. Chciałam za wszelką cenę utrzeć mu nosa gdy już zejdę z kortu. Spencer pewnie będzie miał mi to za złe,ale pieprzyć to. Chcę mieć jakąś satysfakcję.
Okej,ale czas przystopować. Cały czas gram pod dyktando swoich emocji,a to nie najlepiej biorąc pod uwagę fakt,że Włoszka najwyraźniej się rozkręciła.
Świetnie,na własne życzenie zburzyłam mury własnej psychiki. Tym oto sposobem nie mogę zebrać myśli i przegrywam seta do 5.
O nie. Nie dam Toniemu kolejnego powodu do krzyku. Pora zagrać po swojemu. Oczywiście to nie takie proste,powiedzieć i zrobić. Gdyby tak było,już dawno zdobyłabym karierowego Wielkiego Szlema.
Okej,koniec. Od teraz graj każdy punkt tak jakby miał być twoim ostatnim....
Po niecałych dwóch godzinach dołączyłam do wąskiego grona półfinalistek zwyciężając w ostatnim secie do 5. Po raz drugi w ciągu roku. Po raz drugi tak wysoko. I po raz drugi przepełniona bezgranicznym szczęściem wylewającym się ze mnie jak hektolitry potu poświęcone,by znaleźć się tu gdzie teraz jestem. Wśród najlepszych.
Już nigdy więcej nie będę się przejmować Tonim. Kim on jest,żeby tak mnie traktować?Ma swojego trenera i tylko jego zdanie coś dla mnie znaczy. Toni już nigdy więcej nie będzie w stanie udowodnić mi,że nie umiem grać. Oczywiście po meczu nie miałam co liczyć na uprzejmości.
To było... – zaczął Spencer gdy tylko skończyłam konferencje i mogłam udać się na odpoczynek.
....żałosne – dokończył Toni ku zdziwieniu zarówno jego jak i Mariny,która otworzyła usta za zdziwienia.
Uśmiechnęłam się do niego krzywo.
Doprawdy? – zaczęłam po hiszpańsku – To,że zdołałam powrócić w tym meczu i wygrać go,wchodząc po raz drugi w fazę półfinałową Szlema będąc kompletną nowicjuszką jest według ciebie żałosnym wyczynem?
Jeśli zdziwiły go moje słowa,to nie dał tego po sobie poznać. W każdym razie niezupełnie. Kąciki ust zadrżały mu nerwowo,ale tylko przez moment.
Żałosny był twój popis przed tym całym powrotem. Gdybyś się trzymała planu gry jak należy a nie podlegała swoim fanaberiom mogłabyś już dawno leżeć na kanapie i oglądać jak męczą się inni zamiast sama to robić!
Ty tak uważasz – rzuciłam luźno na jego ripostę,która przyznam,zrobiła na mnie dość duże wrażenie – Ja ufam sama sobie.
Po czym z podniesioną głową ruszyłam przed siebie korytarzem tonącym w bladym świetle zachodzącego słońca mijając obojętnie wszystkich zgromadzonych.

*

Słyszałem,że nieźle postawiłaś się Toniemu – zagaił Rafael gdy ruszyliśmy w drogę powrotną za spaceru po obrzeżach Paryża. Miałam szczęście,że nie był świadkiem tej całej sytuacji. Byłoby niewesoło.
Taaak...znaczy...tak jakby – odparłam niepewnie. Czułam się niezręcznie przyznając się do czegoś takiego na jego własnym wuju. Jakikolwiek by nie był,jest członkiem jego rodziny,a rodzina to dla Nadalów najwyższa ze świętości.
Co znaczy tak jakby?
Zwolniłam kroku i zaczerpnęłam trochę powietrza.
Miałam go już naprawdę serdecznie dość. Robił mi wyrzuty po tym meczu. Widziałeś jak grałam prawda?Wiesz,że niełatwo jest się odbudować i wrócić.
Skinął głową.
Fakt. Niełatwo,trzeba mieć naprawdę nerwy ze stali,czy coś w tym rodzaju. Co dalej?
Walnęłam prosto z mostu co myślę na ten temat. Że może sobie mówić co chce a ja i tak będę wiedziała swoje.
Roześmiał się i otoczył mnie ramieniem przyspieszając kroku.
I o to tyle szumu?Dobrze zrobiłaś,Toniemu trzeba czasem przemówić do rozsądku.
Przewróciłam oczami.
A to w ogóle jest możliwe? – spytałam ironicznie.
Teoretycznie tak. W praktyce może być nieco gorzej,zobaczymy na ile głęboko wziął sobie to do serca.
I czy w ogóle – mruknęłam.
Zapewniam cię,że tak. Myślisz,że ja zawsze jestem wobec niego taki potulny?Pamiętasz to spięcie w zeszłym roku na Us Open?Myślałem,że to będzie już koniec naszej współpracy,ale nie. Taka kłótnia czasem dość skutecznie poprawia relacje.
Wszystko to prawda Rafaelu,ale nie rozumiem dlaczego on tak się na mnie uwziął. Mam własnego trenera,więc niech on mi mówi co mam robić a jemu nic do tego.
Nie do końca kochanie. Połączyliśmy teamy,zapomniałaś?
Oczywiście że nie. Ale myślałam,że to się tyczy fizjoterapeutów,menadżerów i rzecznika prasowego a nie trenerów – czułam się zdezorientowana
-No cóż,nie tylko. Toni jest właściwie teraz twoim drugim trenerem,więc nie do końca jest tak jak sądzisz.
Jęknęłam. Miał rację,a ja głupia po prostu o tym zapomniałam. No tak. W ten sposób było wygodniej. I nici z „domniemanego” dodatkowego trenera...
Miejmy tylko nadzieję,że pozostanie na tym drugim miejscu przez długi,długi czas. Już teraz ledwo go znoszę – skwitowałam.
Rafael chrząknął,a jego ręka delikatnie zadrżała.
Coś nie tak skarbie? – spytałam podejrzliwie.
Nie,wszystko ok. Zobacz,dotarliśmy już do hotelu. Niesamowite jak ten czas szybko minął – uśmiechnął się,ale ten uśmiech był nerwowy i wymuszony.
Taaak,strasznie szybko – mruknęłam przyglądając mu się uważnie i idąc za nim do głównego holu.
To było dziwne. Jakby było coś o czym nie powinnam wiedzieć. Może poczuł się dotknięty tym,że obraziłam Toniego?(bo w sumie trochę to zrobiłam,prawda?).Być może,ale nie zachowywałby się w ten sposób. I jeszcze te gazety z biur podróży...
On coś kombinuje. Pytanie tylko co i po co? Nieważne. I tak się dowiem. On nie umie dobrze kłamać,zdążyłam się zorientować niemalże rok temu. Prędzej czy później się wygada.



Oficjalnie oświadczam,że na 99% nie będzie więcej przemocy słownej nad "Łozniacki". Po prostu nie pamiętam czy zaplanowałam o niej coś więcej. Ale na razie możecie odetchnąć :D
Melduję także,że wyzdrowiałam :)
Dopóki będę mogła,będę dodawać rozdziały 2x w tygodniu,ale najpóźniej na początku października się to zredukuje. 
Następny rozdział powinien Wam przypaść do gustu :D
No to... do wtorku!
Gatique

3 komentarze:

  1. Najważniejsze pytanie: co kombinuje Rafa? To zapewne spowoduje kolejne zawirowania... Już nie mogę się doczekać :) Mam nadzieję, że będę miała czas spoglądać na rozdziały też we wtorki... Aż się boję, jaki plan będę miała, to od wszystkiego zależy. Szkoła rządzi moim życiem, niestety.
    Dobra, bez dołowania się. Mam jeszcze dwa i pół dnia wakacji.
    Do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na miejscu Kingi chyba bym się rozpłakała, jakbym ciągle słyszała takie komentarze ze strony Toniego. Ale Kinga jest silna i odważna, dobrze mu powiedziała! Co tu mówić, Spencer to skarb ;]
    No właśnie, co chodzi Rafie po głowie? Zapewne dowiemy się wkrótce. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć!
    Dotarłam do tego rozdziału, więc będzie obszerniejszy komentarz. Znaczy no, chyba. Zrobię wszyściutko, co w mojej mocy, ale nic nie obiecuję, bo jest czwarta rano. :/
    Rafa, ty tam nic nie kombinuj. Jesteś paskudny, no, jeśli chodzi o tajemnicę. Jestem ciekawa, czy ona będzie pozytywna, czy może negatywna. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że raczej ta druga. Może będzie chciał gdzieś uciec? XD Jakoś go nie umiem przetrawić, coś mi w nim nie pasuje. Poważnie! :/
    O jejciu, ale te komentarze drugiego trenera były paskudne. Tak się nie powinno traktować ludzi, co to, to nie. Możesz krytykować, owszem, ale musisz mieć jakieś argumenty, a jemu ich zabrakło. Po prostu powiedział, że grała źle i tyle. TO ma być motywacja? Tak ją chce zdopingować, aby wygrała mecze? A może wręcz przeciwnie, chce, aby zwątpiła w swoje siły? Nie wiem, co o tym sądzić.
    No i pojawił się mój kochany Spencer! Znowu ma brodę? Och nie! Szczerze mówiąc, to nie wiem, jak wygląda bez niej, więc na razie mi nie przeszkadza.:D
    Jejku, jakie on dziś porady dawał! Niczym jakiś doradca, który się tym na co dzień zajmuje, a przynajmniej takie miałam wrażenie.
    No nic, ja już zmykam.
    Pozdrawiam, karmeeleq

    OdpowiedzUsuń