Tekst

piątek, 18 września 2015

2.8 Siempre znaczy zawsze

Do Manacor ponownie wróciliśmy 4 lipca. Ja niechlubnie odpadłam w Wimbledonie już w drugiej rundzie okrywając się niebywałym wstydem. Rzadko się zdarza,żeby obrończyni tytułu odpadała tak wcześnie. Moją pogromczynią okazała się Sabine Lisicki,Niemka polskiego pochodzenia,i jak widać wschodząca gwiazda kortów.
Nie grała jakoś nadzwyczajnie. Wystarczająco dobrze jednak żeby wygrać,podczas gdy ja męczyłam się ze swoim tenisem. Miałam wrażenie,że rakieta nie chce mnie słuchać. Gdy ja chciałam po krosie,wychodziło na środek,gdy chciałam skróta,ona zagrała za mnie po prostu slajsa. Byłam tym sfrustrowana do tego stopnia,że ośmieliłam się nawet rzucić rakietą(nieważne,że dostałam później niezłe kazanie na temat odpowiedniego zachowania na korcie).Są takie dni i to był jeden z nich.
Cóż,nie zawsze da się wygrywać.
Rafael z kolei miał dobrą passę. Po wygranej we French Open pewnie zmierzał po trzecie zwycięstwo w Wimbledonie. Jedyną przeszkodą był niestety niemal niezwyciężony w tym sezonie Novak Djoković.
Nudziło mnie jednak przesiadywanie w wynajmowanym domu(Rafa i jego rodzina wynajmowali go co roku,tylko podczas Wimbledonu)i czekanie na powrót mojego ukochanego. Kiedy już wracał,jadaliśmy razem kolacje,najczęściej przyrządzane przez niego samego. Niektóre bywały nawet lepsze niż dania Any Marii. Po posiłkach spędzaliśmy czas podobnie jak w Manacor. Wszyscy razem. A kiedy wszyscy poszli spać,kochaliśmy się przy otwartym oknie,przy świecach. To było cudowne doświadczenie,bo właściwie nikt nie wiedział,że to akurat my tam mieszkamy. Manacor znało dom swojego rodzimego bohatera.
W międzyczasie zdążyłam polecieć na trzy dni do rodziców i pożałowałam tego. Byli jacyś dziwnie spięci,przez cały czas. Niby wszystko było w porządku,jednak odnosiłam wrażenie,że obydwoje mnie okłamują. Czułam się winna,bo gdy mieszkałam z nimi nie było takiego czegoś. Nie mogłam nic z tym zrobić,powrót do domu nie wchodził w grę. Moim domem było teraz Manacor. Nie zmuszą mnie do zmiany decyzji i kropka.
W dzień finału byłam nerwowa. Zawsze przeżywałam mecze,kiedy należałam do publiczności. Będąc tam,na dole nerwy są zupełnie inne. Wtedy mogę liczyć tylko na siebie,bo wiem co myślę. Kiedy jestem obserwatorem zawsze się zastanawiam,jakie myśli plączą się po głowie innym.
Jak zwykle w "naszym" domu obowiązywał zakaz rozmów o meczu. Miało to pomóc Rafaelowi skupić się na tym,co jest priorytetem w bieżącej chwili,na przykład odpowiednim posiłku,treningu lub po prostu odpoczynku psychicznym.
Nie umiem się nie denerwować,gdy przegrywa. Czasami nawet jestem na niego zła za to,że przegrał. Jak na mój gust,jego porażki są czasem bezsensowne. Z punktu widzenia tenisistki potrafię ocenić,czy mógł jakoś odwrócić wynik na swoją korzyść,ale moja ludzka strona okazuje słabość i wpada w złość. Taka już jestem i tyle. Wrażliwa i emocjonalna. Czasami nawet zbyt emocjonalna...
Postanowiłam jakoś zabić czas do piętnastej i wzięłam się za swoje włosy,paznokcie i cerę. Ana Maria i Maribel poszły na jakieś zakupy i w sumie to nie wiem,czemu nie poszłam z nimi. Chyba nawet kobiecie zakupy mają prawo się znudzić.
Umyłam włosy i czekałam aż wyschną,w międzyczasie nakładając na twarz maseczkę i wchodząc do kuchni z zamiarem napicia się czegoś.
Czy ja go kiedyś nauczę porządku? – pomyślałam wzdychając w duchu na widok rozrzuconych na kuchennym blacie sztućców zdjętych z suszarki. Schowałam je do szuflady,jednak przy jej zamykaniu poczułam lekki ból. Jęknęłam. Jak zwykle musiałam ułamać sobie paznokcia,gdy był długi i zadbany. A więc żegnaj mój kolorowy manicuirze,witaj klasyczny french...
Zorientowałam się,że pilniczek zostawiłam na górze i udałam się po niego. Pod drzwiami naszej sypialni usłyszałam głos Tomeu. I kiedy już miałam się obrócić na pięcie i odejść bez straszenia biednego Hiszpana,usłyszałam to:
Brzmi dobrze. Ale co później? – głos bez wątpienia należał do Tomeu.
Jak to co? – odezwał się Rafael – Zostawię ją i przylecę najszybciej jak się da.
Zrobiło mi się słabo,a grunt usuwał mi się spod nóg. A więc jednak Toni miał rację.
Myślisz,że będzie chciała zostać?
A czemu nie?To jej bardzo dobrze zrobi. Jeszcze tylko powiem Adze i załatwione.
Teraz to już byłam bliska omdlenia,a do oczu cisnęły mi się łzy. Że co?!Czyżby za moimi plecami spotykał się z Isią? Do diabła z Caroline. Ale Aga?Osoba,którą oprócz Giseli uważałam za przyjaciółkę?
Moje życie nie ma sensu...To wszystko nie ma sensu.
A rozmawiałeś z Kingą?
Jeszcze nie. Niedługo jej powiem.
No,to chyba koniec co? – zaśmiał się Tomeu.
Ciebie tez nienawidzę – pomyślałam – Myślałam,że jesteś też moim przyjacielem...
Żebyś wiedział – odparł Rafael również się śmiejąc.
Dość tego. Pobiegłam do łazienki na dole i zwymiotowałam. Mój żołądek ścisnął się do rozmiarów orzecha. Łzy popłynęły same,mieszając się z wodą,którą obmywałam twarz,zdejmując z siebie maseczkę.
Energicznie tarłam włosy ręcznikiem kołtuniąc je. Pociągnęłam parę razy grzebieniem,wyrywając kilka przy okazji,po czym zakładając ciemne okulary wyszłam z domu. Natknęłam się na Anę Marię i Maribel.
Dokąd idziesz? – spytała zdziwiona matka Rafaela.
Niedługo wrócę – mruknęłam i przecisnęłam się obok nich.
Potrzebowałam Giseli. W tej chwili. Natychmiast. Udałam się w kierunku hotelu gdzie tymczasowo zamieszkiwała Gisela. Całe szczęście,że razem z Pico postanowili zostać do końca turnieju. Gdy dotarłam na miejsce akurat wychodzili.
Gisela stój! – krzyknęłam do niej.
Co się stało? – spytała zatroskana widząc,w jakim jestem stanie.
Musimy pogadać – stwierdziłam biorąc ją pod rękę.
Ona i Juan popatrzyli po sobie zmieszani.
Zaraz wracam – rzuciła przez ramię potykając się – Ał,nie ciągnij mnie tak!
Tylko nie za długo Kinga – odparł Juan – O szesnastej mamy samolot!
Nie bój się,będzie szybko i bez ogródek – mruknęłam bardziej do siebie niż do niego.
Czemu mnie tak szarpiesz? – warknęła – Co się dzieje?Tylko się streszczaj!
Będę. Może nawet załapię się z wami na samolot.
Co?!
Rafael. Zdradza mnie. Z Agnieszką – powiedziałam po prostu krzyżując ręce na piersi.
Gisela wybuchnęła śmiechem. Zdawało mi się jednak,że był on nieco nerwowy.
Co ty wygadujesz?Jesteś pewna?
Słyszałam jak mówił do Tomeu,że mnie zostawi i się z nią umówi – głos mi się łamał.
Opadłam na jedną z hotelowych sof pocierając skronie i zdejmując okulary. Gisela westchnęła i usiadła obok.
Kinga spokojnie – powiedziała łagodnie dotykając mojego ramienia – To na pewno jakieś nieporozumienie
Akurat – pociągnęłam nosem – Wyraźnie słyszałam. Co ja mam robić?
Po chwili nie mogłam już opanować szlochu i mamrotałam raz po raz:
Nie wierzę w to...z Agą?Z kim innym,ale akurat z Agą?
Musisz z nim pogadać – powiedziała zamyślona Gi.
I co mi powie? – prychnęłam – Stwierdzi,że mu nie ufam.
Bo tak jest,skoro myślisz,że mógł cię zdradzić.
Ja już sama nie wiem komu mam ufać – zaszlochałam – Jadę z wami.
Mnie możesz zaufać. – przygarnęła mnie do siebie i oparłam głowę o jej rękaw – Nigdzie nie jedziesz. Nie możesz dać po sobie poznać,że coś wiesz.
To mam tak siedzieć i patrzeć jak się uśmiecha do telefonu? – wykrztusiłam z niedowierzaniem
Jasne,że nie. Po prostu...poczekaj trochę,ok?Będzie lepiej zobaczysz. I wiesz co?Zabieram cię dzisiaj na zakupy.
Kiedy?Przecież wylatujecie niedługo...
Odwołam – stwierdziła lekceważąco – Jestem gwiazdą tenisa,wolno mi nie?
Musiałam się uśmiechnąć. Jak zwykle miała genialne poczucie humoru.
Dzięki...za wszystko – wymamrotałam uśmiechając się
Nie ma sprawy. A teraz wracaj,zanim się zorientują,że coś jest nie tak.
Przeprosiłam Pico za zaistniałą sytuację i wróciłam do hotelu. Zdziwili się,że tak szybko wyszłam. Powiedziałam zgodnie z prawdą,że jestem u Giseli. Rafael chciał mnie przytulić,ale mu nie pozwoliłam. Mruknęłam coś o koncentracji i jak gdyby nigdy nic poszłam pomalować paznokcie.
Dwie godziny później wszyscy siedzieli jak na szpilkach oczekując początku meczu finałowego. Nie mogłam się jednak na nim skupić. Cały czas usiłowałam sobie wyobrazić Rafaela i Agnieszkę. To było takie dziwne. Ale jak się okazuje prawdziwe...
Zanim zdążyłam się zorientować było już 6:4 i 6:1 dla Djokovicia. Zastanawiałam się,jak długo to może trwać. Tydzień?Miesiąc?Może dwa tygodnie lub miesiące?
Zacisnęłam pięści. Proszę,jeśli naprawdę mnie kochałeś,to wygraj tego seta.
Jak na zawołanie,wygrał i to do jednego. Nieco się uspokoiłam. Przynajmniej nie był gołosłowny.
Wszyscy chyba zauważyli mój podły nastrój,ale jakoś specjalnie się nim nie przejmowali,bo sami mieli niewiele lepszy. Rafael przegrał i czwartego seta. No cóż. Jakoś niespecjalnie było mi przykro. Po tych wszystkich ceregielach związanych z wręczeniem trofeów,wróciliśmy do domu.
Nie martw się. Na pewno jeszcze wygrasz – powiedziałam sztywno żeby go pocieszyć. Uśmiechnął się lekko i przytulił mnie. Jakie puste to było teraz...
Zmusiłam się,żeby być uprzejmą,chociaż najchętniej wyjechałabym stąd natychmiast. Czekałam tylko na wieczór,gdy Gisela zabierze mnie na zakupy.
Przyjechała taksówką pod sam dom.
I jak?Gotowa na małe szaleństwo? – spytała mrugając gdy usadowiłam się obok niej
Pokręciłam głową.
Nie sądzę,żeby miało mi to pomóc.
Oj,nie bądź taka – skarciła mnie – Komu zakupy nie poprawiają humoru?
Łaziłyśmy po różnych sklepach w Bicester Village właściwie bez celu. Tyle markowych sklepów na jednej ulicy jeszcze nie widziałam. Burberry,Gucci,Jimmy Choo,Dior...Wszystkie potrafią sprawić kobiecie więcej przyjemności niż tuzin facetów na raz,ale dzisiaj niestety nie mnie.
Jesteś absolutnie pewna,że on cię zdradza? – spytała po raz setny Gisela buszując między wieszakami
-Tak,jestem-wycedziłam przez zęby odkładając na miejsce jakąś sukienkę
Kątem oka widziałam jak przewraca oczami. Wzruszyłam ramionami. A niech sobie myśli co chce.
To dlaczego w takim razie wciąż zachowuje się jak zakochany idiota?Mówiłaś zdaje się,że dla ciebie gotuje no i że kochacie się przy świeczkach? – rzuciła wyzywająco
Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym,że mógł to samo robić z Isią.
Dlatego,że mimo wszystko ma klasę i powie mi we właściwej chwili. Znaczy się niedługo
Uniosła brew.
Taaaa?A co z wakacjami po Wimbledonie?Wybierasz się?
Oczywiście – odparłam dumnie – Jeśli tym chce zakończyć nasz związek to proszę bardzo. Przynajmniej będzie to miłe rozstanie
Serio tak myślisz?
Przestań ciągle pytać czy tak myślę! – krzyknęłam i skuliłam się,gdy ludzie popatrzyli na mnie pytająco – To się robi nie do zniesienia!
Nie do zniesienia jest ta twoja paranoja! – syknęła – On nie jest głupi,nie latałby za pierwszą lepszą. Mieszkasz z nim i z jego rodziną i chyba wiesz jak został wychowany co?Nawet ja wiem!
Popatrzyłam na nią zdezorientowana. Faktycznie,to do niego niepodobne. Ale z drugiej strony kto wie na jakie głupoty stać faceta?
Masz rację,przepraszam. Ostro przesadziłam. Zaufanie to podstawa związku. To chyba ja jestem winna,nie on.
Nie szukaj teraz winnych. Może winni jesteście oboje?
Co masz na myśli?
Może wam się po prostu w związku nudzi?Może jakieś...urozmaicenie?
Prychnęłam.
No nie,jeśli myślisz o jakichś biczach i kajdankach to ja pasuję
Kajdanki nie są złe,pamiętasz zakład?-zachichotała
Pamiętam – przyznałam ponuro. Narobiłam sobie wstydu przy Verdasco,Feliciano i Marcu do tego stopnia,że od pewnego czasu dziwnie na mnie patrzą. Zboczeńcy.
Właściwie to nie chodziło mi o to – wyjaśniła – Myślałam raczej o czymś takim...
Podsunęła mi wieszak z długą suknią na ramiączkach ozdobioną brylancikami.
No ładna,ale jak ona się ma do moich problemów? – spytałam głupio nie łapiąc do czego zmierzała. Jej hiszpański akcent był czasami strasznie dziwaczny.
No spójrz,jest seksowna i elegancka. Odstawisz się w nią i już. A jeśli naprawdę zamierza cię zostawić,to niech chociaż wie co stracił. Oooo,albo nie,zapomnij. Ta jest jeszcze lepsza!
Wcisnęła mi wieszak,a sama pognała do naręcza obok i wyciągnęła piękną bordową sukienkę sięgającą połowy uda z postrzępionym trenem. Pod biustem i przy spódnicy miała paseczki z brylancików.
No,co myślisz? – ponaglała przykładając ją do siebie
Jest piękna – przyznałam odkładając tamtą i biorąc od niej szyfonowe cudo.
Na co czekasz?Przymierzaj!
Niemal siłą wciągnęła mnie do przymierzalni,ale było warto. Sukienka leżała idealnie.
A nie mówiłam?Jest cudowna. I jak wspaniale pasuje do twoich włosów! – emocjonowała się gdy tylko ją założyłam.
Rzeczywiście było mi w niej dobrze. Przypominała tamtą,którą kupiłam sobie w Rzymie. Tą którą Caroline tak okrutnie potraktowała winem...
No weź ją,co ci zależy? – jęczała Gisela – Zaszalej za kasę swojego faceta!
No dobrze – odparłam wolno – Niech będzie.
Wychodząc z przymierzalni,Gisela zauważyła coś jeszcze.
Popatrz,są różne kolory!
Skrzywiłam się.
Niee,myślę,że ten będzie dobry
Też tak uważam. Myślałam o sobie
Wzruszyłam ramionami.
Czemu nie?Zaszalej!
Przymierzyła identyczną w odcieniu pudrowego różu. Pięknie podkreślał jej oczy i pasował do ciemnych blond włosów.
No i?Co myślisz? – spytała z rękoma na biodrach przeglądając się w lustrze.
Sądzę – odparłam powoli unosząc brwi do góry. Na moją twarz stopniowo powracał uśmiech – Że musimy jeszcze wpaść do Jimmy'ego Choo po szpilki.

*

Następne kilka dni po przyjeździe minęło w miarę normalnie. Wciąż czułam się zraniona i oszukana,ale nijak nie dawałam tego po sobie poznać. Jak gdyby nigdy nic spaliśmy w jednym łóżku,wymienialiśmy pocałunki,przytulaliśmy się. A jednak w głowie wciąż brzęczała mi podsłuchana rozmowa. Skąd brałam siłę,żeby udawać?To proste.
Kochałam go.
Tak bardzo go kochałam.
Mimo tego...wszystkiego. Ledwo żyję,ze świadomością,że tak piękny rozdział mojego życia wkrótce bezpowrotnie się zamknie. Właściwie to dobrze,że dowiedziałam się teraz. Może kiedy nadejdzie czas moje serce będzie złamane tylko w jednej czwartej zamiast w całości. Mam na to cichą nadzieję.
Duszę się w tym domu. Jak tylko mam okazję,wychodzę i spaceruję,byle nie być tam,byle nie myśleć o niczym poza pięknym krajobrazem i ludziach mijanych na ulicy,chociaż mam niekiedy wrażenie,że wiedzą doskonale co się ze mną dzieje. miała wypisane na twarzy „zdradzona”.No i tenis. Och tak,tenis to najlepsze lekarstwo,wtedy w ogóle przestaję myśleć o niczym poza grą. Ale ile można się ukrywać za rakietą?
Na szczęście jeszcze kilka dni i ten cały ból się skończy. I zacznie na nowo,gdy zdam sobie sprawę,co tak naprawdę się stało. I będzie trwał dalej,gdy matka i ojciec powtórzą „A nie mówiłam?”.
Jestem martwa. Jestem tylko pustą skorupą zaprogramowaną by wstać na treningi i nie myśleć. Moja dusza została zamordowana,a jej katem jest miłość. Głupia,naiwna miłość...
No i pozostają jeszcze te nieszczęsne wakacje.
Kochanie,chodź tu na chwilę – zawołał Rafael z salonu dwa dni po powrocie z Anglii.
Co się stało? – spytałam swobodnie wkraczając do salonu ze szklanką soku.
Chyba nadszedł czas na wakacje prawda? – uniósł brwi i uśmiechnął się.
Upiłam łyk ze szklanki.
No i?Gdzie pojedziemy?
To niespodzianka. Wszystko już załatwiłem. Wyjeżdżamy pojutrze. – odparł podniecony.
Co?!Tak szybko? – zachłysnęłam się napojem i kaszlnęłam kilka razy.
No,też się zdziwiłem. Ale spodoba ci się,jestem pewien.
Super – mruknęłam.
Coś nie tak? – spytał zaniepokojony.
Postawiłam szklankę na blacie i uśmiechnęłam się cierpko.
Nie,wszystko jest dobrze...w sumie to dobrze,że wyjeżdżamy,bo jestem ostatnio trochę przemęczona.
Oj tak,ja też-westchnął-Serio kocham grać w tenisa,ale te ciągłe zmiany czasu mnie wykańczają. Niby odbywasz je co roku,ale jednak.
Mhm – odparłam bez entuzjazmu.
Złapał mnie za rękę. Wzdrygnęłam się jakby lekko kopnął mnie prąd.
Kinga jesteś pewna,że dobrze się czujesz? – spytał po raz kolejny tym razem poważniej.
Nie,wiesz,chyba pójdę się położyć. Jestem jakaś senna – wyrwałam dłoń z jego uścisku i pomknęłam na górę. W sypialni przykryłam się kocem i odetchnęłam głęboko.
A więc tak miał zamiar to rozegrać – pomyślałam smutno – Niszcząc mi wakacje?Dobrze chociaż,że powie mi to wprost. Oszczędzi mi chociaż kilka łez.
Jak na zawołanie moje oczy napełniły się łzami,które swobodnie kapały na poduszkę. Przymknęłam oczy.
Chyba jednak trochę się prześpię.

*

Następnego dnia spakowałam walizki. Najchętniej wzięłabym ze sobą wszystko co mam,ale nie mogłam tego zrobić. Rafael uprzedził mnie jedynie,że tam gdzie jedziemy jest obecnie ciepło,ale wieczory bywają chłodne,no i zdarzają się chłodniejsze dni. Za namową Giseli spakowałam swój nowy zakup razem z butami do kompletu(„Przecież po to ją kupiłaś,bla bla bla”).Nie miałam najmniejszej ochoty na ten wyjazd. Zwyczajnie się denerwowałam. Wszak niedługo zostanę odstawiona do kąta jak jakaś stara zużyta miotła...A już niech się dzieje co chce,gorzej być nie może.
Gotowa do drogi? – spytał z uśmiechem Rafa zaglądając do pokoju.
Bardziej się nie da-odparłam – Byłabym pewniejsza,gdybym wiedziała dokąd się wybieram.
Zobaczysz na miejscu-odparł tajemniczo. – A tymczasem...
Objął mnie ciasno w talii i pocałował w usta. Jego ręce zabłądziły w okolicach moich piersi,lecz odepchnęłam go.
Mam okres – skłamałam.
Oj daj spokój no – jęknął.
Nie – warknęłam – A teraz pozwól mi skończyć. A tobie radzę zacząć.
To ty mnie nie spakujesz? – spytał rozczarowany.
Prychnęłam.
W żadnym wypadku. Dorośnij w końcu i zrób to sam. – oznajmiłam stanowczo wciskając mu do ręki koszulkę.
Miał zmieszaną minę. Być może nieco za ostro go potraktowałam. No ale żeby w wieku dwudziestu pięciu lat nie pakować się samodzielnie?Kpina.
Potulnie zabrał się za pakowanie toreb. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie ma to jak być dyktatorką we własnym domu.
Taaaak,własnym domu – przypomniałam sobie gorzko i natychmiast pokręciłam głową chcąc wyrzucić tą myśl z głowy.
Chyba jednak to samodzielnie pakowanie się to ni był najlepszy pomysł. Człowiek nie może w spokoju zjeść miski lodów,bo ciągle słyszy:”Kinga,gdzie jest moje to albo tamto?”.Skąd mam wiedzieć gdzie on chowa swoje skarpetki do cholery?A nie przepraszam,gdzie ja chowam jego skarpetki. No,to już zupełnie inna historia.
Skończyłem – usłyszałam po jakichś dwóch godzinach gdy stanął w drzwiach salonu.
Brawo – mruknęłam – I co,bolało?
Skąd. Ja po prostu...nie jestem w tym zbyt dobry to wszystko. – przyznał wzruszając ramionami i usadowiwszy się obok mnie otoczył ramieniem. – Co dzisiaj robimy?
Dzisiaj już raczej nic takiego. Jest siódma – uświadomiłam mu delikatnie się odsuwając.
-Zajęło nam to cały dzień?-zdziwił się
Owszem. Bynajmniej tobie.
A tam. Będzie warto,zobaczysz.
Jak dla kogo – poprawiłam go w myślach – Dla ciebie na pewno,w końcu się ode mnie uwolnisz.
Westchnęłam.
Na pewno. Schodzimy na kolację?Dzisiaj krewetki czy...
Wcale nie masz ochoty nigdzie jechać prawda? – przerwał mi nagle
Zacisnęłam pięści. Żebym nie wiem jak się starała to i tak jakaś część mnie musi się zbuntować i zachowywać się naturalnie.
Nie – przyznałam krótko
Wiedziałem – odparł tryumfalnie – Jesteś ostatnio strasznie dziwna,jakaś taka chłodna i niedostępna. Kinga ja dłużej tak nie mogę. Powiedz mi wreszcie o co chodzi.
Przełknęłam ślinę. Ryzykować,czy udawać głupią?
Czasami lepsze są te niekoniecznie mądre rozwiązania.
Przepraszam cię,wiesz,że jak mam okres to potrafię być nieznośna. – powiedziałam łagodnym tonem.
Pokręcił głową.
Nigdy nie było tak źle.
Oj wiesz,to przez Marinę,martwię się o nią,a teraz jeszcze to ścięcie z Tonim...Kobiecy organizm bywa czasem bardziej skomplikowany niż ci się wydaje.
Tym bardziej przyda ci się odpoczynek. Dlaczego nie chcesz jechać?
Chcę tylko... – Tylko co?Wiem,że mnie zdradzasz?I że chcesz ze mną w ten sposób skończyć? – Ja...martwię się o rodziców.
Zaśmiał się krótko.
Kinga,są dorośli. Dadzą sobie radę bez ciebie.
Łatwo ci mówić – odparłam – Ty masz ich pod nosem a ja...zwyczajnie tęsknię za nimi. Zwłaszcza teraz. Jest między nimi coraz gorzej. Głupio mi ze świadomością,ze pozwalam sobie na beztroskie wakacje podczas gdy oni żyją jak pies z kotem.
Oczywiście tylko w części to była prawda. Naprawdę martwiłam się o rodziców,lecz w tej chwili miałam na głowie nieco większy problem. Nie mogłam przecież powiedzieć mu wprost. Jeszcze nie teraz,nie tutaj.
Oj skarbie,nie wiedziałem – powiedział czule i przytulił mnie. – Tak mi przykro
Wtuliłam się w jego ramię a on cmoknął mnie w czoło. Ładnie pachniał. Dios,dlaczego miłość musi być tak trudna?
A właściwie czemu jest mu przykro?Ze zwyczajnej litości?Nie umie kłamać,więc musi mówić szczerze. Może ma wyrzuty sumienia?Może te wakacje mają mi wynagrodzić ten przelotny romans,kiedykolwiek on się nie zaczął?Może ten koniec tyczył się Agnieszki,nie mnie?No i przede wszystkim chciał być ze mną szczery...
Per dios,por que?Dlaczego tak łatwo osądzam ludzi?Zawsze myślałam,że w tej kwestii się nie mylę,a tu proszę,taka niespodzianka. I to mojego własnego faceta...
-Wiem kochany-wymamrotałam czując łzy pod powiekami.-Jesteś dla mnie taki dobry a ja...
-Przestań-zaprotestował stanowczo-Przechodzisz ciężkie chwile i ja to rozumiem.Nie musisz się niczym martwić. Jestem przy tobie i zawsze będę,słyszysz?Zawsze.
Siempre.
W tej chwili było to dla mnie najpiękniejsze słowo na świecie. Tyle w sobie zawierało. Łzy szczęścia,łzy rozpaczy,obietnice i rozczarowania. Ale jednak oznaczało jedno-stałość.
Dziękuję – wykrztusiłam tylko i pociągnęłam nosem – Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
Być może nie. Ale wiem,że dla mnie bardzo dużo.
Pierwszy raz od dwóch dni uśmiechnęłam się szczerze.
No to skoro masz lepszy humor,to co powiesz na owoce morza?

Powiem,że nie mogę się doczekać – odparłam ze śmiechem całując mojego ukochanego w usta. Szczerze. Bez przymusu. Bez żadnych trosk.


Tak,wiem. Namieszałam tutaj i nie wiecie o co właściwie chodzi :D Ale cierpliwości,za tydzień wszystko się wyjaśni. Tymczasem pozwólcie Kindze trochę polamentować ;)
Uściski!
Gatique

2 komentarze:

  1. Ależ długi ten rozdział!
    Namieszałaś porządnie, ale żeby Agnieszka?!!! Ale coś sobie wymyśliłaś... Jeśli to prawda to strach się bać, ale mam nadzieję, że Kinga wyciągnęła złe wnioski, a Rafa jest w porządku wobec niej. Ochch, nie mogę się doczekać tego wyjaśnienia! :D
    A słyszałaś, jak dobrze w tym tygodniu idzie Polkom? Magda Linette już w półfinale w Tokio (wyobraź sobie, że mówię o singlu), a Paula Kania gra dzisiaj o półfinał w Quebec :) W deblu już tam jest :D No idą jak burza nasze babki, Magda ograła już w międzyczasie Diyas, a Paula też kogoś tam wyżej w rankingu... Jak szaleć, to szaleć, moim zdaniem po tytuł, kobitki! ;)
    Do napisania :*

    OdpowiedzUsuń
  2. To teraz będziesz nad Kingą się znęcać? Niedobra ty! :) Ale ja wiem, że się wyjaśni. Mam nawet pewne podejrzenia, ale nie będę ich zdradzać. To nie może byc Agnieszka. Nie i już. Ja to po prostu wiem. Rozdział długi, ale bardzo przyjemny do czytania, mimo stamu Kingi. Zapraszam też do siebie, wreszcie udało mi się skończyć rozdział. ;]
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń