Tekst

czwartek, 10 września 2015

2.7 Niewdzięcznica

Następnego wieczora byłam już w Manacor. Tak,chyba sama bym w to nie uwierzyła,ale tak właśnie było. Rafa po wygraniu w finale stwierdził,że chce jak najszybciej wrócić do domu,więc wyruszyliśmy niemalże od razu po meczu. Niesamowite,jak niekiedy czas ma mało do powiedzenia...
Ach,Manacor. Stare dobre Manacor. Spokój,cisza,zero fotoreporterów,miejscowi zawsze skłonni do pomocy,błąkający się wszędzie niemieccy turyści...Tak,zdecydowanie kocham to miasto.
Myślałaś już gdzie ustawić kolejne trofeum? – spytał Rafael gdy kończyliśmy rozpakowywać nasze walizki.
No tam gdzie zawsze nie? Przy kominku...
Taaak,ale nie myślisz,że lepiej będzie ustawić je razem? Będą wyglądały lepiej.
Głupota,ale nie mogłam się oprzeć wrażeniu,że to dodatkowo ma mnie przygnębić. Nie dość,że wspólni trenerzy to jeszcze wspólne półki z trofeami.
Nie ma mowy – zaprzeczyłam – To są nasze indywidualne sukcesy i nie widzę powodu,żeby je łączyć.
Wzruszył ramionami wciskając pogniecione ubrania do kosza na pranie. Od tamtej pory relacje między nami były dosyć napięte. Niby już mnie nie bolała ta cała zamiana teamów i w ogóle,ale odnosiłam wrażenie,że Rafaelowi to pasuje. W zasadzie to nie wiem czemu tak się z tego cieszył,ale wyraźnie miał jakiś powód. Dobijała mnie ta sytuacja,czułam się nie kochana a nawet niekiedy porzucona.
Rafa wyszedł dziś do Tomeu na mecz. Chyba było to Gran Derbi,bo zazwyczaj oglądał je w domu razem z rodziną. Mniejsza. I tak nie lubię nożnej,a wolny wieczór zawsze się przyda. Postanowiłam więc zająć się domem. Robiłam pranie,myłam podłogi,prasowałam i wykonywałam inne obowiązki,których nie powstydziłaby się stereotypowa kura domowa. Kiedy w końcu skończyłam,postanowiłam się zrelaksować. Nie było jeszcze tak późno i akurat zdążyłam na zachód słońca. Nasz balkon w sypialni pozwalał akurat na bardzo komfortowe podziwianie tego zjawiska,toteż odpaliłam płytę Rihanny w odtwarzaczu,zrobiłam sobie gorącej czekolady i usiadłam na moim ulubionym ratanowym fotelu ciesząc się chwilą.
Słońce już prawie zaszło,gdy myślałam o wszystkich sprawach,które ciążyły mi na sercu. Marina,Spencer,rodzice,nawet Rafa,Toni...
Nie przeszkadzam? – usłyszałam nagle charakterystyczny zachrypnięty głos,zbyt łagodny jak dla osoby z takim temperamentem.
Gwałtownie się odwróciłam rozlewając przy tym resztki napoju.
Cholera-mruknęłam po polsku starając się zetrzeć plamy chusteczką.
Słucham?
Och,to nie do ciebie – odparłam pospiesznie patrząc na Toniego,który wyglądał na lekko podirytowanego. Zresztą,kiedy on tak nie wygląda... – Jak tu wszedłeś?
Ana – powiedział tylko nie ruszając się z miejsca – Nie przeszkadzam ci?
Musiał mieć naprawdę ważny powód,żeby chcieć rozmawiać ze mną sam na sam – przemknęło mi przez myśl – Trzeba zachować czujność.
Nie,skąd – odparłam wolno i spokojnie – Stało się coś?
Usiadł na drugim fotelu i zmusił do patrzenia mu w oczy tym przybijającym spojrzeniem.
Muszę z tobą poważnie porozmawiać.
Zdążyłam się domyślić...
Kinga,wiem że mnie nienawidzisz – wypalił nagle – I proszę,nie udawaj.
To nie tak,ja... – kajałam się zaskoczona jego bezpośredniością. Nie wiedziałam też co innego mam mu odpowiedzieć. Oczekiwał potwierdzenia czy jak?
Nie przerywaj mi. I prosiłem,nie udawaj.
Tym razem lepiej będzie jak zamilknę.
Wiem,że ta sytuacja cię przerasta i że nie jesteś zadowolona z nowego rozwiązania,ale uwierz mi,że ja też nie. Jest mi równie ciężko jak tobie a nawet i ciężej.
Tobie?Nie sądzę – prychnęłam.
A jednak. Niezbyt uśmiecha mi się praca z kobietą,która zachowuje się jak egoistyczna,rozpuszczona gówniara,ale nie mam wyboru. Mój bratanek jest w tobie szaleńczo zakochany i dobrze wiem,że w tej chwili zrobiłby dla ciebie wszystko,a ty nawet nie umiesz mu za to podziękować. Pomijam to,jak bardzo jest głupi pozwalając ci mieszkać ze sobą. To jego życie i jego problem. Gdyby to ode mnie zależało,nigdy nie doszłoby do tej rozmowy.
Przez chwilę wpatrywałam się w niego z otwartymi ustami. Zamurowało mnie. W ten sposób powiedział właściwie wszystko co myśli na mój temat.
Czyli uważasz,że to wszystko moja wina tak? – spytałam gdy umysł nieco mi się rozjaśnił – Że to przeze mnie jesteś zmuszony do spełniania poleceń Rafaela?
Uspokój się kobieto – warknął – Jeśli mam być szczery to tak właśnie uważam. Gdybyś chociaż była w stanie docenić to,jak bardzo się dla ciebie poświęca...Jesteś niewdzięcznicą. Moja współpraca z tobą jest najwyższą formą poświęcenia. Kiedy Rafael dowiedział się co cię czeka,błagał mnie niemal na kolanach żebym wziął cię pod opiekę. Nie chciał,żeby twoja kariera się skończyła. On dba o ciebie bardziej niż ty sama o siebie.
Otworzyłam usta. Nie miałam pojęcia na ile jego słowa były prawdziwe,ale jeśli tak,to bolały.
Więc jeśli naprawdę kochasz jego,a nie jego pieniądze to nie utrudniaj życia nam obojgu i po prostu weź się do roboty,bo przed nami dużo pracy – zakończył i wstał chcąc odejść,ale tego było mi już za wiele.
Jak śmiesz! – syknęłam zrywając się na równe nogi – Możesz nazywać mnie niewdzięcznicą,ale nie masz prawa twierdzić bezpodstawnie,że kocham tylko i wyłącznie pieniądze Rafaela!Po co miałabym to robić,skoro sama zarabiam równie dobrze?Nie powinieneś udzielać mi rad odnośnie związków nie mając żadnego doświadczenia w tym temacie.
Prychnął
Szukasz przepustki do wielkiego świata,to widać od razu. Wiesz doskonale,że nie zdołasz się utrzymać na takiej fali przez cały czas. Chcesz żeby się o tobie mówiło. Dla nas,majorkańczyków to niedopuszczalne.
Co ty pieprzysz do cholery? – wybuchnęłam w końcu nie dbając o to co pomyślą sąsiedzi – Dobrze wiesz,że szanuję wasze poczucie prywatności!
Paplając mediom na prawo i lewo o tym jak wspaniale żyje ci się tutaj i obnażając całą naszą rodzinę?
Faktycznie,raz czy dwa wypowiedziałam się na temat Majorki i był to pochlebny wywiad,jednak nie robiłam tego z własnej woli.
Robiłam to dla moich fanów. Chcą wiedzieć,czy jestem szczęśliwa i czy wszystko ze mną w porządku. Mam olewać ich uczucia ze względu na jakąś chorą zasadę?
Nie powinnaś tego mówić.
A ty nie powinieneś mi rozkazywać. Nie zrobiłam niczego złego. Jestem słynna podobnie jak i Rafael. To normalne,że ktoś interesuje się naszym życiem
Ale nie jest normalne to,że gadasz o nim na prawo i lewo! – nie ustępował Toni.
Nieprawda!Powinieneś się zastanowić lepiej nad argumentami zanim znów zaczniesz się ze mną kłócić.
Zamilkł i chwilę wpatrywał się w przestrzeń. W końcu wstał i oznajmił:
Tak jak myślałem. A zatem dobrze. Jeśli go kochasz tak bardzo jak twierdzisz,sama powinnaś wiedzieć co będzie dla ciebie najlepsze.
Wstał i odszedł nie odwracając się. Zostałam sama na skąpanym w promieniach zachodzącego słońca tarasie z kubkiem zimnej czekolady w ręce i z mętlikiem w głowie. O co mu mogło do cholery chodzić?
Posiedziałam jeszcze chwilę na tarasie,a gdy słońce zaczęło chylić się ku upadkowi w morze,które przybrało barwę krwistej czerwieni,podniosłam się i wróciłam do sypialni. Spojrzałam na czekoladę i zrobiło mi się niedobrze. Mój żołądek zawędrował do gardła,a serce zmieniło się w ołów. Tak się czułam przez te cholerne wyrzuty sumienia,które targały mną na lewo i prawo.
Może faktycznie byłam nieco zbyt wylewna,jeśli chodzi o nasze życie prywatne?Mam za długi jęzor i lubię plotkować,ale nigdy nie miałam z tego tytułu jakichś problemów. Aż do teraz. Usiłowałam sobie przypomnieć,co powiedziałam w tych wywiadach,ale było to dość dawno i pamiętałam jak przez mgłę. Cholera,dlaczego się na nie zgodziłam?
Czy faktycznie byłam żądna sławy i bogactwa?Przecież każda kobieta chciałaby mieć pieniądze,więc czy to takie niezwykłe?Nie ma siły o tym myśleć,ale jednak myślę. Nienawidzę tego stanu.
Rzuciłam się na łóżko i ukryłam twarz w dłoniach. Poczułam łzy pod powiekami. Toni ma rację. Nie zasługuję na to wszystko. Jestem okropna,próżna i egoistyczna. Nawet nie umiem cieszyć się szczęściem Mariny,bo wiąże się to z moim smutkiem.
Nienawidzę siebie.
Nienawidzę.
Nie-na-wi-dzę.
Wybuchnęłam płaczem. Dość już tłamszenia w sobie emocji. Ale do cholery,dlaczego w takim razie tylko Toni zwrócił mi na to uwagę?Ja sama przecież widzę,że on ma rację. Czyżby tolerowali nie tylko ze względu na Rafaela?A on?Co on o mnie myśli?Czemu dalej chce być ze mną,skoro niszczę jego rodzinę?Nie powinien mnie kochać. Nie powinnam być jego. Nie powinnam...
Jezu,Kinga co się stało? – usłyszałam głos Rafaela i po chwlii poczułam jego dotyk na swoim ramieniu. – No już,wstawaj.
Wziął mnie w ramiona,a ja nie protestowałam. Płakałam dalej mocząc mu rękaw. Czekał cierpliwie i nie zadawał pytań.
No,powiesz mi w końcu co się stało? – spytał gdy już nieco się uspokoiłam.
C-co ty tu robisz? – wyjąkałam – M-miałeś być przecież u...na meczu...
Mama do mnie zadzwoniła i powiedziała,że źle się czujesz. Podobno nie zjadłaś kolacji,bo było ci niedobrze,a potem usłyszała jak kłócisz się z Tonim.
Faktycznie,nie jadłam kolacji,bo Ana Maria serwowała dziś Gazpachho,którego nie cierpiałam,ale nie wypadało mi powiedzieć tego wprost.
Masz ostatnio dziwne wahania nastrojów.
Chyba mam PMS.
Westchnął tylko i pokręcił głową. Wiedział co to oznacza.
Ale proszę,powiedz mi co się naprawdę stało – nie ustępował
Westchnęłam i spuściłam głowę.
Toni...Był tutaj...
To wiem – skinął głową unosząc mój podbródek dwoma palcami – No i?
On... – nie bardzo wiedziałam,co mogę mu powiedzieć. I w ogóle jak to powiedzieć – Czy to prawda,że prosiłeś go by mnie trenował?
Tak – odparł spokojnie – Co w tym złego?
Przełknęłam ślinę.
Właściwie to nie jest z tego zbyt zadowolony – powiedziałam wymijająco.
To znaczy?
Do jasnej cholery,czy on musiał być tak dobry i kochany i aż tak się o mnie martwić?
Twierdzi,że jestem z tobą dla pieniędzy,że zależy mi tylko na sławie i że martwisz się o mnie bardziej niż ja o siebie – wyrzuciłam na jednym oddechu.
Zmarszczył brwi i pogładził mnie po włosach.
Naprawdę tak powiedział?
Tak
Toni gada różne rzeczy. Nie słuchaj go.
Wiem,ale...zastanawiam się czy to nie jest prawda.
Po co ja to powiedziałam? Teraz wyglądał na zdenerwowanego.
To znaczy...kocham cię,naprawdę. Po co mi twoje pieniądze,skoro sama zarabiam niewiele mniej?No i sławna tez już jestem. Raczej .Ale nie wiem,czy nie jestem nieco...
Egoistyczna? – wtrącił rozdrażniony.
Pokiwałam głową.
Bo jestem,prawda?Wiem,że tak.
Westchnął i odchylił do tyłu głowę.
Każdy jest egoistą w pewnym stopniu,ale nie zauważyłem,żebyś nią była bardziej niż przeciętnie.
Pocieszające – mruknęłam.
Nie przejmuj się Tonim – powtórzył gładząc mnie po ramieniu – Czasem jest bardzo ciężki do życia.
Co ty nie powiesz? – pomyślałam z goryczą. Zamiast tego odpowiedziałam:
Postaram się. I zmienię się. Na lepsze
Moja dziewczynka – uśmiechnął się tuląc mnie do siebie. – Więc mogę wracać na mecz?
Musisz? – jęknęłam – Myślałam,że skoro już wróciłeś to spędzimy ten wieczór we dwoje...
Uniósł brwi.
Egoistka – zażartował.
Roześmiałam się głośno. Znacznie poprawił mi humor.
No dobrze. Ale jedź ostrożnie. I baw się dobrze.
Dziękuję – cmoknął mnie w policzek – Kochana jesteś.
Ty też – dodałam w myślach. Ta rozmowa dużo mi dała. Praktycznie podjęłam już decyzję. Zacznę szukać nowego trenera. Nie ważne co wszyscy o tym sądzą.



Taaak,zaczynam powoli pastwić się nad Kingą. Hasztag- #IAmEvil xD
Przepraszam,że nie dodałam rozdziału we wtorek,ale to z szacunku dla Waszego wolnego czasu. Jaki ma sens dodawanie tego skoro mało kto znajdzie czas na czytanie? :) No chyba,że bardzo,bardzo chcecie,to może będę łaskawa :P
Lecę na egzamin na prawo jazdy :X
Boję się! :O
Gatique

3 komentarze:

  1. Ou, no to powodzenia, szerokiej drogi i łaskawego egzaminatora ;D
    Pastwisz się nad Kingą coraz bardziej, z Toniego robisz potwora... Podtrzymuję swoją opinię, że Kinga powinna zatrudnić sobie trenera z zewnątrz. Przecież nie jest aż tak uwiązana z Tonim, może sama zdecydować, jeśli ta współpraca ma ich oboje męczyć. Nie tylko Spencer i Toni istnieją na świecie. I tyle w temacie ;) Aha, i dobrze mieć kochanego Rafę :)
    Zapraszam na nowy rozdział na pierwszym blogu i do następnego :* (Chociaż pewnie jutro obgadamy wyniki dzisiejszych półfinałów, i to wszystkich razem, bo panie przesunęli z dzisiejszej nocy, bo padało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Esgoawrtzerhh! Toni! Jak ja cię nie cierpię! Rafa jest taki cudowny, słodki, wyrozumiały... Anioł nie człowiek. No i nareszcie właściwa decyzja Kingi, że zacytuję "Tak dalej być nie bedzie" ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. Spóźniona, ale jestem!
    A ja tam uważam, że Tony ma troszkę racji. Znaczy może go i ,,kocha'', ale ja w to nie wierzę. Jakoś nie wiem. Ona jego, albo on jej. Po prostu nie powinni być razem. Koniec. Kropka.
    Marina, Spencer... Dlaczego chcesz mi zabrać jedne z moich ulubionych osób, hm? :c
    Okej, ja zmykam.
    Pozdrawiam, karmeeleq

    OdpowiedzUsuń