Następnego
wieczora byłam już w Manacor. Tak,chyba sama bym w to nie
uwierzyła,ale tak właśnie było. Rafa po wygraniu w finale
stwierdził,że chce jak najszybciej wrócić do domu,więc
wyruszyliśmy niemalże od razu po meczu. Niesamowite,jak niekiedy
czas ma mało do powiedzenia...
Ach,Manacor.
Stare dobre Manacor. Spokój,cisza,zero fotoreporterów,miejscowi
zawsze skłonni do pomocy,błąkający się wszędzie niemieccy
turyści...Tak,zdecydowanie kocham to miasto.
–
Myślałaś już gdzie ustawić
kolejne trofeum? – spytał Rafael gdy kończyliśmy rozpakowywać
nasze walizki.
–
No tam gdzie zawsze nie? Przy
kominku...
–
Taaak,ale nie myślisz,że
lepiej będzie ustawić je razem? Będą wyglądały lepiej.
Głupota,ale
nie mogłam się oprzeć wrażeniu,że to dodatkowo ma mnie
przygnębić. Nie dość,że wspólni trenerzy to jeszcze wspólne
półki z trofeami.
–
Nie ma mowy – zaprzeczyłam –
To są nasze indywidualne sukcesy i nie widzę powodu,żeby je
łączyć.
Wzruszył
ramionami wciskając pogniecione ubrania do kosza na pranie. Od
tamtej pory relacje między nami były dosyć napięte. Niby już
mnie nie bolała ta cała zamiana teamów i w ogóle,ale odnosiłam
wrażenie,że Rafaelowi to pasuje. W zasadzie to nie wiem czemu tak
się z tego cieszył,ale wyraźnie miał jakiś powód. Dobijała
mnie ta sytuacja,czułam się nie kochana a nawet niekiedy porzucona.
Rafa
wyszedł dziś do Tomeu na mecz. Chyba było to Gran Derbi,bo
zazwyczaj oglądał je w domu razem z rodziną. Mniejsza. I tak nie
lubię nożnej,a wolny wieczór zawsze się przyda. Postanowiłam
więc zająć się domem. Robiłam pranie,myłam podłogi,prasowałam
i wykonywałam inne obowiązki,których nie powstydziłaby się
stereotypowa kura domowa. Kiedy w końcu skończyłam,postanowiłam
się zrelaksować. Nie było jeszcze tak późno i akurat zdążyłam
na zachód słońca. Nasz balkon w sypialni pozwalał akurat na
bardzo komfortowe podziwianie tego zjawiska,toteż odpaliłam płytę
Rihanny w odtwarzaczu,zrobiłam sobie gorącej czekolady i usiadłam
na moim ulubionym ratanowym fotelu ciesząc się chwilą.
Słońce
już prawie zaszło,gdy myślałam o wszystkich sprawach,które
ciążyły mi na sercu. Marina,Spencer,rodzice,nawet Rafa,Toni...
–
Nie przeszkadzam? – usłyszałam
nagle charakterystyczny zachrypnięty głos,zbyt łagodny jak dla
osoby z takim temperamentem.
Gwałtownie
się odwróciłam rozlewając przy tym resztki napoju.
–
Cholera-mruknęłam po polsku
starając się zetrzeć plamy chusteczką.
–
Słucham?
–
Och,to nie do ciebie –
odparłam pospiesznie patrząc na Toniego,który wyglądał na lekko
podirytowanego. Zresztą,kiedy on tak nie wygląda... – Jak tu
wszedłeś?
–
Ana – powiedział tylko nie
ruszając się z miejsca – Nie przeszkadzam ci?
Musiał
mieć naprawdę ważny powód,żeby chcieć rozmawiać ze mną sam na
sam – przemknęło mi przez myśl – Trzeba zachować
czujność.
–
Nie,skąd – odparłam wolno i
spokojnie – Stało się coś?
Usiadł
na drugim fotelu i zmusił do patrzenia mu w oczy tym przybijającym
spojrzeniem.
–
Muszę z tobą poważnie
porozmawiać.
–
Zdążyłam się domyślić...
–
Kinga,wiem że mnie nienawidzisz
– wypalił nagle – I proszę,nie udawaj.
–
To nie tak,ja... – kajałam
się zaskoczona jego bezpośredniością. Nie wiedziałam też co
innego mam mu odpowiedzieć. Oczekiwał potwierdzenia czy jak?
–
Nie przerywaj mi. I prosiłem,nie
udawaj.
Tym
razem lepiej będzie jak zamilknę.
–
Wiem,że ta sytuacja cię
przerasta i że nie jesteś zadowolona z nowego rozwiązania,ale
uwierz mi,że ja też nie. Jest mi równie ciężko jak tobie a nawet
i ciężej.
–
Tobie?Nie sądzę –
prychnęłam.
–
A jednak. Niezbyt uśmiecha mi
się praca z kobietą,która zachowuje się jak
egoistyczna,rozpuszczona gówniara,ale nie mam wyboru. Mój bratanek
jest w tobie szaleńczo zakochany i dobrze wiem,że w tej chwili
zrobiłby dla ciebie wszystko,a ty nawet nie umiesz mu za to
podziękować. Pomijam to,jak bardzo jest głupi pozwalając ci
mieszkać ze sobą. To jego życie i jego problem. Gdyby to ode mnie
zależało,nigdy nie doszłoby do tej rozmowy.
Przez
chwilę wpatrywałam się w niego z otwartymi ustami. Zamurowało
mnie. W ten sposób powiedział właściwie wszystko co myśli na mój
temat.
–
Czyli uważasz,że to wszystko
moja wina tak? – spytałam gdy umysł nieco mi się rozjaśnił –
Że to przeze mnie jesteś zmuszony do spełniania poleceń Rafaela?
–
Uspokój się kobieto –
warknął – Jeśli mam być szczery to tak właśnie uważam.
Gdybyś chociaż była w stanie docenić to,jak bardzo się dla
ciebie poświęca...Jesteś niewdzięcznicą. Moja współpraca z
tobą jest najwyższą formą poświęcenia. Kiedy Rafael dowiedział
się co cię czeka,błagał mnie niemal na kolanach żebym wziął
cię pod opiekę. Nie chciał,żeby twoja kariera się skończyła.
On dba o ciebie bardziej niż ty sama o siebie.
Otworzyłam
usta. Nie miałam pojęcia na ile jego słowa były prawdziwe,ale
jeśli tak,to bolały.
–
Więc jeśli naprawdę kochasz
jego,a nie jego pieniądze to nie utrudniaj życia nam obojgu i po
prostu weź się do roboty,bo przed nami dużo pracy – zakończył
i wstał chcąc odejść,ale tego było mi już za wiele.
–
Jak śmiesz! – syknęłam
zrywając się na równe nogi – Możesz nazywać mnie
niewdzięcznicą,ale nie masz prawa twierdzić bezpodstawnie,że
kocham tylko i wyłącznie pieniądze Rafaela!Po co miałabym to
robić,skoro sama zarabiam równie dobrze?Nie powinieneś udzielać
mi rad odnośnie związków nie mając żadnego doświadczenia w tym
temacie.
Prychnął
–
Szukasz przepustki do wielkiego
świata,to widać od razu. Wiesz doskonale,że nie zdołasz się
utrzymać na takiej fali przez cały czas. Chcesz żeby się o tobie
mówiło. Dla nas,majorkańczyków to niedopuszczalne.
–
Co ty pieprzysz do cholery? –
wybuchnęłam w końcu nie dbając o to co pomyślą sąsiedzi –
Dobrze wiesz,że szanuję wasze poczucie prywatności!
–
Paplając mediom na prawo i lewo
o tym jak wspaniale żyje ci się tutaj i obnażając całą naszą
rodzinę?
Faktycznie,raz
czy dwa wypowiedziałam się na temat Majorki i był to pochlebny
wywiad,jednak nie robiłam tego z własnej woli.
–
Robiłam to dla moich fanów.
Chcą wiedzieć,czy jestem szczęśliwa i czy wszystko ze mną w
porządku. Mam olewać ich uczucia ze względu na jakąś chorą
zasadę?
–
Nie powinnaś tego mówić.
–
A ty nie powinieneś mi
rozkazywać. Nie zrobiłam niczego złego. Jestem słynna podobnie
jak i Rafael. To normalne,że ktoś interesuje się naszym życiem
–
Ale nie jest normalne to,że
gadasz o nim na prawo i lewo! – nie ustępował Toni.
–
Nieprawda!Powinieneś się
zastanowić lepiej nad argumentami zanim znów zaczniesz się ze mną
kłócić.
Zamilkł
i chwilę wpatrywał się w przestrzeń. W końcu wstał i oznajmił:
–
Tak jak myślałem. A zatem
dobrze. Jeśli go kochasz tak bardzo jak twierdzisz,sama powinnaś
wiedzieć co będzie dla ciebie najlepsze.
Wstał
i odszedł nie odwracając się. Zostałam sama na skąpanym w
promieniach zachodzącego słońca tarasie z kubkiem zimnej czekolady
w ręce i z mętlikiem w głowie. O co mu mogło do cholery chodzić?
Posiedziałam
jeszcze chwilę na tarasie,a gdy słońce zaczęło chylić się ku
upadkowi w morze,które przybrało barwę krwistej
czerwieni,podniosłam się i wróciłam do sypialni. Spojrzałam na
czekoladę i zrobiło mi się niedobrze. Mój żołądek zawędrował
do gardła,a serce zmieniło się w ołów. Tak się czułam przez te
cholerne wyrzuty sumienia,które targały mną na lewo i prawo.
Może
faktycznie byłam nieco zbyt wylewna,jeśli chodzi o nasze życie
prywatne?Mam za długi jęzor i lubię plotkować,ale nigdy nie
miałam z tego tytułu jakichś problemów. Aż do teraz. Usiłowałam
sobie przypomnieć,co powiedziałam w tych wywiadach,ale było to
dość dawno i pamiętałam jak przez mgłę. Cholera,dlaczego się
na nie zgodziłam?
Czy
faktycznie byłam żądna sławy i bogactwa?Przecież każda kobieta
chciałaby mieć pieniądze,więc czy to takie niezwykłe?Nie ma siły
o tym myśleć,ale jednak myślę. Nienawidzę tego stanu.
Rzuciłam
się na łóżko i ukryłam twarz w dłoniach. Poczułam łzy pod
powiekami. Toni ma rację. Nie zasługuję na to wszystko. Jestem
okropna,próżna i egoistyczna. Nawet nie umiem cieszyć się
szczęściem Mariny,bo wiąże się to z moim smutkiem.
Nienawidzę
siebie.
Nienawidzę.
Nie-na-wi-dzę.
Wybuchnęłam
płaczem. Dość już tłamszenia w sobie emocji. Ale do
cholery,dlaczego w takim razie tylko Toni zwrócił mi na to uwagę?Ja
sama przecież widzę,że on ma rację. Czyżby tolerowali nie tylko
ze względu na Rafaela?A on?Co on o mnie myśli?Czemu dalej chce być
ze mną,skoro niszczę jego rodzinę?Nie powinien mnie kochać. Nie
powinnam być jego. Nie powinnam...
–
Jezu,Kinga co się stało? –
usłyszałam głos Rafaela i po chwlii poczułam jego dotyk na swoim
ramieniu. – No już,wstawaj.
Wziął
mnie w ramiona,a ja nie protestowałam. Płakałam dalej mocząc mu
rękaw. Czekał cierpliwie i nie zadawał pytań.
–
No,powiesz mi w końcu co się
stało? – spytał gdy już nieco się uspokoiłam.
–
C-co ty tu robisz? – wyjąkałam
– M-miałeś być przecież u...na meczu...
–
Mama do mnie zadzwoniła i
powiedziała,że źle się czujesz. Podobno nie zjadłaś kolacji,bo
było ci niedobrze,a potem usłyszała jak kłócisz się z Tonim.
Faktycznie,nie
jadłam kolacji,bo Ana Maria serwowała dziś Gazpachho,którego nie
cierpiałam,ale nie wypadało mi powiedzieć tego wprost.
–
Masz ostatnio dziwne wahania
nastrojów.
–
Chyba mam PMS.
Westchnął
tylko i pokręcił głową. Wiedział co to oznacza.
–
Ale proszę,powiedz mi co się
naprawdę stało – nie ustępował
Westchnęłam
i spuściłam głowę.
–
Toni...Był tutaj...
–
To wiem – skinął głową
unosząc mój podbródek dwoma palcami – No i?
–
On... – nie bardzo
wiedziałam,co mogę mu powiedzieć. I w ogóle jak to powiedzieć –
Czy to prawda,że prosiłeś go by mnie trenował?
–
Tak – odparł spokojnie – Co
w tym złego?
Przełknęłam
ślinę.
–
Właściwie to nie jest z tego
zbyt zadowolony – powiedziałam wymijająco.
–
To znaczy?
Do
jasnej cholery,czy on musiał być tak dobry i kochany i aż tak się
o mnie martwić?
–
Twierdzi,że jestem z tobą dla
pieniędzy,że zależy mi tylko na sławie i że martwisz się o mnie
bardziej niż ja o siebie – wyrzuciłam na jednym oddechu.
Zmarszczył
brwi i pogładził mnie po włosach.
–
Naprawdę tak powiedział?
–
Tak
–
Toni gada różne rzeczy. Nie
słuchaj go.
–
Wiem,ale...zastanawiam się czy
to nie jest prawda.
Po
co ja to powiedziałam? Teraz wyglądał na zdenerwowanego.
–
To znaczy...kocham cię,naprawdę.
Po co mi twoje pieniądze,skoro sama zarabiam niewiele mniej?No i
sławna tez już jestem. Raczej .Ale nie wiem,czy nie jestem nieco...
–
Egoistyczna? – wtrącił
rozdrażniony.
Pokiwałam
głową.
–
Bo jestem,prawda?Wiem,że tak.
Westchnął
i odchylił do tyłu głowę.
–
Każdy jest egoistą w pewnym
stopniu,ale nie zauważyłem,żebyś nią była bardziej niż
przeciętnie.
–
Pocieszające – mruknęłam.
–
Nie przejmuj się Tonim –
powtórzył gładząc mnie po ramieniu – Czasem jest bardzo ciężki
do życia.
Co
ty nie powiesz? – pomyślałam z goryczą. Zamiast tego
odpowiedziałam:
–
Postaram się. I zmienię się.
Na lepsze
–
Moja dziewczynka – uśmiechnął
się tuląc mnie do siebie. – Więc mogę wracać na mecz?
–
Musisz? – jęknęłam –
Myślałam,że skoro już wróciłeś to spędzimy ten wieczór we
dwoje...
Uniósł
brwi.
–
Egoistka – zażartował.
Roześmiałam
się głośno. Znacznie poprawił mi humor.
–
No dobrze. Ale jedź ostrożnie.
I baw się dobrze.
–
Dziękuję – cmoknął mnie w
policzek – Kochana jesteś.
Ty
też – dodałam w myślach. Ta rozmowa dużo mi dała.
Praktycznie podjęłam już decyzję. Zacznę szukać nowego trenera.
Nie ważne co wszyscy o tym sądzą.
Taaak,zaczynam powoli pastwić się nad Kingą. Hasztag- #IAmEvil xD
Przepraszam,że nie dodałam rozdziału we wtorek,ale to z szacunku dla Waszego wolnego czasu. Jaki ma sens dodawanie tego skoro mało kto znajdzie czas na czytanie? :) No chyba,że bardzo,bardzo chcecie,to może będę łaskawa :P
Lecę na egzamin na prawo jazdy :X
Boję się! :O
Gatique
Ou, no to powodzenia, szerokiej drogi i łaskawego egzaminatora ;D
OdpowiedzUsuńPastwisz się nad Kingą coraz bardziej, z Toniego robisz potwora... Podtrzymuję swoją opinię, że Kinga powinna zatrudnić sobie trenera z zewnątrz. Przecież nie jest aż tak uwiązana z Tonim, może sama zdecydować, jeśli ta współpraca ma ich oboje męczyć. Nie tylko Spencer i Toni istnieją na świecie. I tyle w temacie ;) Aha, i dobrze mieć kochanego Rafę :)
Zapraszam na nowy rozdział na pierwszym blogu i do następnego :* (Chociaż pewnie jutro obgadamy wyniki dzisiejszych półfinałów, i to wszystkich razem, bo panie przesunęli z dzisiejszej nocy, bo padało :)
Esgoawrtzerhh! Toni! Jak ja cię nie cierpię! Rafa jest taki cudowny, słodki, wyrozumiały... Anioł nie człowiek. No i nareszcie właściwa decyzja Kingi, że zacytuję "Tak dalej być nie bedzie" ;]
OdpowiedzUsuńSpóźniona, ale jestem!
OdpowiedzUsuńA ja tam uważam, że Tony ma troszkę racji. Znaczy może go i ,,kocha'', ale ja w to nie wierzę. Jakoś nie wiem. Ona jego, albo on jej. Po prostu nie powinni być razem. Koniec. Kropka.
Marina, Spencer... Dlaczego chcesz mi zabrać jedne z moich ulubionych osób, hm? :c
Okej, ja zmykam.
Pozdrawiam, karmeeleq