Siedzieliśmy
w naszym apartamencie do późna. Wypiliśmy chyba ze trzy butelki
szampana i dyskutowaliśmy o różnych szczegółach dotyczących
meczu albo po prostu o jakichś bzdurach. A było to naprawdę
ciekawe biorąc pod uwagę ilość alkoholu wypitego przez niektóre
osoby.
–
Masz chwilę? – spytała
Marina nieśmiało wychylając się zza drzwi do naszej sypialni gdy
wszyscy już wyszli
–
Jasne – odparłam i skinęłam
głową ustawiając puchar Suzanne Lenglen na szafce – Spójrz na
niego. Cudownie,że mogę go zatrzymać na kolejny rok. Jest piękny!
–
Taaak – odparła przeciągle
siadając na łóżku. Wydawała się nieco spięta. – Cudowny
–
No,więc opowiedz mi wszystko.
Od początku – powiedziałam podekscytowana przysuwając sobie
fotel.
Poruszyła
się niespokojnie.
–
Hmm,a co dokładnie chcesz
wiedzieć?
–
No...wszystko!Najlepiej powiedz
mi który to miesiąc?
–
Lekarz twierdzi,że początek
trzeciego – uśmiechnęła się blado,ale wciąż wydawała się
niespokojna.
–
Tyle czasu trzymałaś to przede
mną w tajemnicy? – udałam oburzenie i roześmiałam się
Zachichotała
nerwowo i spuściła wzrok.
–
Dowiedziałam się dopiero
tydzień temu. Sama byłam zaskoczona...
Przyjrzałam
jej się uważniej. Wcześniej promieniowała radością,ale teraz
wyglądała tak,jakby się czegoś bała.
–
Marino,czy wszystko w porządku?
– spytałam zaniepokojona – Powiedz...czy ciąża jest zagrożona?
Podniosła
gwałtownie głowę.
–
Co?Och nie. Wszystko jest w
porządku,naprawdę – posłała mi uspokajające
spojrzenie,chwyciła moją dłoń i odetchnęła głęboko –
Tylko,że...musimy odejść
–
My? – uniosłam brwi
–
Tak...ja i Spencer – oznajmiła
trzęsącym się głosem.
Otworzyłam
usta ,ale nawet gdybym chciała coś powiedzieć to nie mogłam.
Wiedziałam do czego ona zmierza. Moje oczy momentalnie napełniły
się łzami. Musiała to zauważyć mimo dość słabego
oświetlenia,bo dodała szybko:
–
Oczywiście nie od razu. Za
miesiąc,może dwa...
Pokiwałam
wolno głową przełykając jej słowa,jakby były octem. Powoli i z
bólem.
–
Jak? – wykrztusiłam jedynie
Marina
westchnęła i wstała,żeby mnie objąć. Jej chude ramiona oplotły
moją klatkę piersiową. Nic a nic mi to nie pomogło.
–
Kochanie,zrozum. Tak będzie
lepiej. A teraz przepraszam,muszę już iść. Wybacz,że zepsułam
ci wieczór
Oznajmiła
i zamknęła za sobą drzwi z cichym trzaskiem zostawiając mnie samą
z tą czarą goryczy. Nie byłam gotowa,żeby ją przełknąć. Po
prostu...jeszcze nie nadszedł na to czas.
Przymknęłam
oczy i pozwoliłam,by po moim policzku spłynęła samotna łza.
–
Och,cześć,już jesteś? –
spytał zdziwiony Rafael wchodząc do pokoju – Myślałem,że
jesteś jeszcze na dole.
Wszedł
do pokoju i dotknął mojego ramienia. Wzdrygnęłam się lekko i
przestałam wpatrywać w puchar.
–
Wszystko dobrze? – spytał
całując mnie w skroń.
Szybko
starłam łzę z policzka i odwróciłam się do niego. Chciałam się
uśmiechnąć,ale zamiast tego moją twarz wykrzywił grymas.
–
Oczywiście. Dlaczego?
Przyjrzał
mi się uważniej. Zdawało mi się,że wiedział co tak naprawdę
się stało,ale mimo to nie dał nic po sobie poznać. W końcu
wzruszył ramionami i pociągnął mnie do góry mówiąc:
–
No,to chodź tu. Musimy uczcić
twoje zwycięstwo.
Zaczął
mnie całować i obejmować,chociaż ja kompletnie nie miałam na to
ochoty. Z trudem znajdowałam siłę,żeby oddawać pocałunki.
Wreszcie,gdy jego dłonie znalazły się pod moją bluzką
odepchnęłam go.
–
Nie mogę – wykrztusiłam
połykając łzy – Nie chcę.
–
Co ci... – zaczął Rafael
wyciągając w moim kierunku dłoń,ja nagle wybuchnęłam płaczem i
rzuciłam się na łóżko.
–
Kinga... – powiedział
łagodnie – Uspokój się,to że odchodzą....
–
Wiedziałeś o tym?! –
krzyknęłam zrywając się nagle zaskoczona – Wszyscy
wiedzieli,tylko nie ja?!
Zaklął
pod nosem i ze złością uderzył w udo.
–
No? – syknęłam pociągając
nosem – Odpowiedz!Wszyscy wiedzieli oprócz mnie?
–
Tak – westchnął – A miałem
się nie wygadać...
Zaśmiałam
się nerwowo.
–
Czyli uważacie,że nie jestem
wystarczająco silna by sobie z tym poradzić i dlatego dowiedziałam
się ostatnia? – powiedziałam sarkastycznie.
–
Oczywiście,że nie – odparł
szybko i objął mnie ramieniem,na co tym razem mu pozwoliłam –
Nie chcieliśmy cię rozpraszać,to wszystko.
–
Więc lepiej było mi zepsuć
radość świętowania?
–
Gdybyśmy zrobili to wcześniej
to nie miałabyś czego świętować.
–
Mylisz się – powiedziałam
stanowczo – Przynajmniej miałabym chęć żeby zwyciężyć. A
teraz robi mi się niedobrze,gdy na niego patrzę mając
świadomość,że już nigdy więcej po niego nie sięgnę!
Wskazałam
głową na puchar,wielki i błyszczący stojący na
szafce,nieświadomy powagi sytuacji.
–
Skąd to wiesz?
–
W obecnej sytuacji na pewno nie
– pociągnęłam nosem i uroniłam łzę,gdy wyobraziłam sobie co
mnie czeka
Uniósł
brwi.
–
Przecież nie zostaniesz bez
trenera-oznajmił zdziwiony moja reakcją.
Wyrwałam
się z jego uścisku.
–
Dokładnie. O to właśnie
chodzi – warknęłam.
Pokiwał
głową ze zrozumieniem.
–
Ach,to o to ci chodzi!Ty się go
boisz. – stwierdził.
–
Nieprawda!
–
Nie kłam,przecież wiem o tym
doskonale – uciął.
Wciągnęłam
powietrze głęboko w płuca,po czym wypuściłam je z głośnym
świstem.
–
Dobra. Może masz rację...masz
rację – dodałam szybko widząc jego wzrok-Ale nawet pomimo to nie
sądzę,żebym była gotowa na nowego trenera w tak krótkim czasie.
–
Cóż,nie masz wyjścia –
stwierdził – Albo to albo...
–
Albo co?Koniec kariery? –
żachnęłam się.
–
Kinga,może lepiej to wszystko
przemyśl jutro na spokojnie. Idź wziąć prysznic i chodź spać.
Sen dobrze ci teraz zrobi – powiedział z troską.
–
No dobrze – westchnęłam
wstając i ocierając policzki mokre od łez i resztek tuszu
–
Dzielna dziewczynka – odparł
z uśmiechem gładząc mnie po ramieniu.
–
Dzielna? – spytałam zdziwiona
–
Wiem,że potrafisz być dzielna
– odparł chowając nogi pod zimną satynową kołdrę – Idź
już. Czekam tu na ciebie
Rafael
miał rację. Prysznic pomógł mi się opanować. Po kilku minutach
czułam się tak,jakby nic się nie wydarzyło. Gdy tylko wyszłam z
łazienki,spojrzałam na nieskazitelny dowód mojego sukcesu i
uśmiechnęłam się. Nie. Wszystko jest w porządku. Nic złego się
nie wydarzyło.
W
nocy nie spałam jednak tak dobrze. Co prawda zanim się położyłam
zdążyłam się uspokoić,ale to i tak nic nie dało. Podświadomie
wciąż pamiętałam co się wydarzyło. Obudził mnie sen,w którym
to Toni nie pozwolił mi grać. Płakałam,błagałam,ale wszystko na
nic. Skończyłam karierę zawodowej tenisistki w wieku dwudziestu
trzech lat. Niemalże jak Anna Kurnikova. Co za ironia.
Nie
mogłam zasnąć,więc po cichu wysunęłam się z łóżka,nie chcąc
budzić Rafaela,który powinien dobrze się wyspać przed meczem. A
poza tym spał tak słodko,że za nic w świecie nie chciałam mu
przeszkodzić.
Zeszłam
na dół do kuchni,bo nabrałam chęci na kakałko. Tylko czy mieli
coś takiego w tym wypasionym na maksa apartamencie?
Szperałam
po szafkach najciszej jak się dało,ale nic z tego. Żadnego
kakałka. Ani nawet bezkofeinowej kawy!
–
Maribel,jesteś moją bohaterką
– szepnęłam do siebie,bo gdy otworzyłam zamrażarkę
znalazłam
w niej pudełko lodów.
Usiadłam
na blacie,przygotowałam sobie wielką łyżkę i zaczęłam się
zajadać tą kremową rozkoszą. Lody zawsze bardzo dobrze robiły mi
na stres,ale jak wiadomo nie mogę ich jeść za wiele. Z tego też
tytułu na jakiś czas się z nimi rozstałam. Aż do teraz.
Uśmiechałam się do siebie jak głupia pakując sobie do ust
kolejne łyżeczki.
–
Spencer mnie zabije –
pomyślałam z satysfakcją,że robię coś zakazanego. Jednak
owa satysfakcja zniknęła równie szybko jak się pojawiła.
No
właśnie. Spencer.
Odłożyłam
łyżkę i schowałam pudełko z powrotem do lodówki. Nagle
straciłam cały apetyt. Spojrzałam na zegar.3:54.
Nie
mogę spędzić przecież całej nocy na zadręczaniu się. Wróciłam
więc do sypialni i postanowiłam zasnąć choćby nie wiem co. Gdy
już wsunęłam się pod kołdrę,Rafael objął mnie przez sen
ramieniem. Uśmiechnęłam się delikatnie i ułożyłam się do snu.
Rano
obudziłam się dość wcześnie,bo już o ósmej byłam na
nogach(wiadomo,że wielki dzień finału i tak dalej,ale wciąż nie
potrafiłam wyzbyć się uczucia ociężałego serca). Miałam
przecież na głowie rozmowę z Mariną i Spencerem,jak mogłabym
spać spokojnie?
Mecz
rozpocznie się dopiero o piętnastej,ale Rafa już poleciał na
trening. Toni był nieugięty,nie zapowiada się to szczególnie
dobrze.
Śniadanie
zjadłam sama,nie chciałam teraz widzieć nikogo,to byłoby
niezręczne,jestem przekonana że nie tylko dla mnie,ale dla samych
zainteresowanych też. Ubrałam dzisiaj białe spodnie i bladoróżowy
top w kropki bez ramiączek. Włosy rozpuściłam pozwalając by
opadały na moje ramiona łagodnymi falami. Od zeszłego roku urosły
kilka dobrych centymetrów i prezentowały się naprawdę
przyzwoicie. Usłyszałam pukanie do drzwi.
–
Proszę – rzuciłam
obojętnie,podczas gdy serce podskoczyło mi do gardła.
–
To ja – odparła blondynka z
nieśmiałym uśmiechem wchodząc do pokoju – Jak się czujesz?
Wzruszyłam
ramionami.
–
Dobrze – skłamałam.
–
Naprawdę? – spytała
podejrzliwie Marina
–
Nie. Oczywiście że nie. W nocy
obżerałam się lodami rozpaczając,że Spencer mnie za to
zabije,podczas gdy Toni zrobiłby to naprawdę – wyrzuciłam z
siebie na jednym oddechu
–
Och – powiedziała ze smutkiem
– Nie sądziłam,że to będzie dla ciebie aż takie
trudne...Myślałam,że będziesz się cieszyć....
–
Marino,ja się cieszę –
wzięłam ją za rękę i podniosłam głowę. Do tej pory nie
spojrzałam jej w oczy – I rozumiem to. Naprawdę.
Powtórzyłam
z naciskiem ostatnie słowo ściskając mocniej jej rękę.
–
Tylko,że prawda leży gdzie
indziej. Prawda jest taka,że po waszym odejściu zostanę porzucona
na pastwę Toniego i Benita. Nie jestem gotowa na taką zmianę tak
nagle. Pracowałam z wami tyle lat,że zwyczajnie was pokochałam.
Ciężko mi będzie się rozstać.
–
Och kochanie,to takie miłe –
objęła mnie – Ja również zdążyłam cię pokochać,jesteś
obecnie moją najlepszą przyjaciółką.
Poczułam
coś mokrego na moim nagim ramieniu i zdałam sobie sprawę,że
Marina płacze.
–
Ej – wysunęłam się z
uścisku i popatrzyłam na jej zaszklone błękitne oczy z trudem
ukrywając własne łzy – Nie płacz,jakoś sobie poradzę. Teraz
ty jesteś najważniejsza. Ty i twoja rodzina.
Pociągnęła
nosem spuszczając wzrok.
–
Ale będzie mi ciężko ze
świadomością,że jesteś nieszczęśliwa przez nas.
–
Nie będę nieszczęśliwa.
Będzie mi ciężko zaakceptować zmianę,ale poradzę sobie. Nie z
takimi rzeczami sobie radziłam...
Zabawne.
Im częściej to powtarzałam tym mocniej sama w to wierzyłam. Może
faktycznie nie będzie tak źle.
–
Jesteś pewna? – spytała
ocierając łzę i zmazując sobie tusz.
–
Jak najbardziej – uśmiechnęłam
się i przytuliłam ją po raz kolejny.
–
Można? – odezwał się męski
głos pukający w drzwi. Do pokoju wszedł Spencer. –
Kinga,wszystko w porządku?
Skinęłam
głową na Marinę,która wciąż płakała.
–
Ej kochanie,uspokój się.
Będzie dobrze – podszedł i uścisnął nas obie – Musi być
I
kiedy przytulałam się do jego klującego zarostu,który zdążył
odrosnąć w pełni wierzyłam,że tak właśnie będzie.
Uprzedzałam,że wątek Mariny i Spencera w tej części będzie słodko-gorzki :D No ale przecież o to chodzi. Chciałam oficjalnie poinformować,że od środy można mnie znaleźć też tutaj: http://supernatural-love-story.blogspot.com/ . Tematyka diametralnie inna,ale może komuś z czytających przypadnie do gustu ;)
Lecę zrobić zapasy kawy na nocne oglądanie. Dzisiaj organizatorzy się nie popisali.
Gatique
Ha, znowu przewidziałam, co się wydarzy! ;D
OdpowiedzUsuńAle nieee, nie cieszy mnie to. Kinga już się boi Toniego. Kurczę, mogłaby sobie znaleźć jakiegoś nowego trenera z zewnątrz. Albo trochę popracować ze sztabem Giseli. Jak ma się męczyć psychicznie, to dzięki bardzo.
Skoro mówisz o wątku Mariny i Spencera, to chyba będą się jeszcze pojawiać...? Te dwa, trzy miesiące to jeszcze dużo, zanim odejdą... Tak ich polubiłam :)
Zajrzę na nowego bloga z miłą chęcią. Jeśli supernatural, to nieźle, bo kiedyś oglądałam serial "Czarodziejki" ;) Jedynie wampiry mnie nie kręcą, no chyba że będzie naprawdę fajnie napisane.
Co do planu gier na dziś to muszę się dopiero zorientować. I jeszcze odpowiedzieć w tenisowych pogawędkach, bo dopiero zobaczyłam komentarz ;) Aha, i dodać rozdział na pierwszym blogu... Łomatko, pierwszy tydzień szkoły, a ja już się nie wyrabiam :D
No dobra, to spadam. Do następnego! :*
I mój humor pękł jak bańka mydlana. Puff i go nie ma. Ech, dziękuję. :'c
OdpowiedzUsuńJa nie chcę, aby Marina i Spencer odchodzili! Rozumiem, że mają swoje dziecko, ale halo, uwielbiam ich oraz nie wyobrażam sobie tego opowiadania, kiedy ich już nie będzie. Nie, ja nie chcę!:c Wycofaj to!:/
Rafa, idź sobie być Rafą gdzie indziej! Tak strasznie mnie irytuje, że nie mogę, no. ;c Wybacz mi, iż nie lubię głównego bohatera, ale taka jest prawda. ://
Ja już zmykam.
Dobranoc, xx
PS. Pojawił się pierwszy rozdział; kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com
Mam pewne pytanie... Nie wiem, gdzie powinnam je zadać, więc pod ostatnim wpisem.
OdpowiedzUsuńPrzeglądając przepastne zasoby Internetu, trafiłam na tenisistkę Natalię Kołat, ur. 1987, z Wrocławia. Czy ma to jakiś związek z główną bohaterką tego opowiadania, czy to czysty przypadek i aż tak duży zbieg okoliczności? :)
Czekam na rozdział i zapraszam do mnie na fan fiction ;)
Wiesz co? Kup sobie miotłę,bo wiedźma z Ciebie pełną parą xD
UsuńRzeczywiście,kreując bohaterkę przeglądałam sobie listę polskich tenisistek w rankingu WTA zastanawiając się jakby to ją nazwać. Natknęłam się na to nazwisko i spodobało mi się. Dodałam do tego swoje ulubione imię i voila-bohaterka gotowa :D
Ale jedno Ci przyznam-być może pisząc to opowiadanie to wiedziałam i po prostu teraz wyleciało mi z pamięci,ale Kinga pochodzi z Wrocławia z racji tego,że jest to metropolia,do której mam najbliżej i po prostu znam jego realia :)
A rozdziału nie dodałam dzisiaj z szacunku dla Waszego wolnego czasu :)