Łączne
przygotowanie fryzury,makijażu,dobranie dodatków i znalezienie
pończoch samonośnych zajęło mi chyba z godzinę. Ale opłacało
się.
–
Wow,Kinga wyglądasz
prześlicznie – wyszeptał Rafael gdy w końcu wszedł do sypialni
i mnie zobaczył. Sam miał na sobie bladoniebieską koszulę
związaną dość luźnym czarnym krawatem,marynarkę i spodnie od
garnituru . Na włosy nałożył tylko trochę żelu pozostawiając
swoje śliczne loczki w lekkim nieładzie,tak jak lubiłam
najbardziej
–
Dziękuję – odparłam krótko
chwytając czarną kopertówkę – Ty też wyglądasz dobrze. A
więc...idziemy?
Szkoda
tylko,że to dla mnie ostatni raz-pomyślałam smutno.
–
Jasne – otrząsnął się z
zamyślenia i otworzył przede mną drzwi do pokoju.
Poszliśmy
na piechotę zważywszy na to,że miejsce docelowe znajdowało się
zaledwie kilka minut spacerem od naszego hotelu. W sercu Krakowa
wszystko było praktycznie w jednym miejscu,tak,że na spacer
wybierało się bez jasno określonego celu.
Ze
środka restauracji elegancja i wykwintność biły od bogato
zdobionego szyldu aż po drewniane belki. We wnętrzu dominowały
kolory biały i beż;obicia krzeseł były brązowe,a firanki w
oknach w obu wariantach kolorystycznych. Nawet wszechobecne na
ścianach obrazki miały dopasowane kolorystycznie ramy. Ponadto przy
każdym nakryciu stały kieliszki do wina. Nie ukrywam,że
restauracja robiła piorunujące wrażenie.
– I
jak ci się podoba? – spytał odsuwając mi krzesło
–
Wspaniale – odparłam zgodnie
z prawdą – Jak znalazłeś akurat to miejsce?
Machnął
ręką siadając naprzeciwko.
–
Jakoś się udało.
Kelner
odziany w elegancki strój przyniósł nam menu. Kiedy je
otworzyłam,wybałuszyłam oczy ze zdziwienia.
–
Rafael,czy ty wiesz jak tu jest
drogo? – spytałam cicho nachylając się nad stołem.
– No
to co? – wzruszył ramionami – Stać nas.
Że
co proszę?Ten,który uważa,że w złym guście jest kupowanie
drogiego samochodu,bo to zbyt dosłowny sposób na chwalenie się
majątkiem beztrosko mówi mi,że stać nas na dania po
siedemdziesiąt złotych za porcję?Ok,coś ewidentnie się tutaj
dzieje.
Zlustrowałam
wzrokiem kartę. Nie potrafiłam sobie wyobrazić jak wyglądają
niektóre dania. Ja,Polka z krwi i kości,a co dopiero Hiszpan,który
ledwo mówi po angielsku.
–
Eeee,Kinga mogłabyś jakoś
przetłumaczyć mi nazwy tych dań? – spytał speszony –
Kompletnie nic nie rozumiem.
– A
czy ja kiedykolwiek uczyłam cię mówić po polsku?Wybacz,ale ja też
nie wiem jak mam ci to najlepiej objaśnić.
–
Postaraj się – nalegał –
Co jeśli zamówię sobie coś z serem?Będzie wstyd przed całym
lokalem.
Zaśmiałam
się cicho. Rzeczywiście,Rafa Nadal,król mączki awanturujący się
o miligramy sera w jednej z polskich restauracji brzmiałby śmiesznie
nawet na okładce zwykłego szmatławca.
Na
tyle ile zdołałam objaśniłam mu więc skład poszczególnych dań.
– Czy
dokonali już państwo wyboru? – spytał z chłodną uprzejmością
kelner,który uprzednio podał nam karty.
– Och
tak – powiedziałam i wymieniłam nazwy wybranych przez nas potraw.
–
Mam nadzieję,że się nie
otrujemy – powiedział z uśmiechem Rafael biorąc do reki moją
dłoń.
–
Ja też. Ale nie rozumiem po co
musimy marnować pieniądze aż tutaj
–
Niedługo się dowiesz –
odparł tajemniczo głaszcząc moją dłoń.
Zaczynałam
coraz bardziej się denerwować. Po co ta cała szopka?Nie prościej
powiedzieć prosto w oczy "Wybacz kochanie,zdradziłem cię,nie
możemy być już razem"?Czy on musi być aż tak idealny,że
serce mnie boli na myśl o rozstaniu?
W
międzyczasie zamówiliśmy jeszcze wino i rozmawialiśmy o jakichś
bzdurach. Przypomniała mi się randka z Verdasco rok temu. Byłam
podobnie zdenerwowana jak i teraz. Z tą różnica,że wiedziałam o
planach Verdasco wobec mnie. Wobec każdej ma ten sam. Łóżko. A
Rafael jest niekiedy prawdziwą zagadką w kwestii swoich planów.
Sączyliśmy
znakomite czerwone wino dopóki nie przynieśli naszych dań. Po raz
kolejny niemal doznałam szoku.
–
Robi wrażenie – skwitowałam.
–
Absolutnie – przytaknął
Rafael biorąc do ręki widelec.
Spróbowałam
swojego indyka. Nie cierpiałam oscypków,jednak ten był tak
znakomicie wkomponowany w całe danie,że nie było prawie go czuć.
–
To jest najlepsza rzecz jaką w
życiu jadłam – oznajmiłam po przełknięciu kilku kęsów.
–
Hej,a co z moim makaronem z
krewetkami? – zasmucił się na żarty Rafael
Musiałam
się roześmiać na widok jego przygnębionej miny.
–
Wiesz,że go uwielbiam,ale to
jest...
–
Nieziemskie? – podsunął?
–
Tak!
–
Ten łosoś też. – zgodził
się.
Jedliśmy
w milczeniu co jakiś czas wtrącając jakieś uwagi. Gdy już
mieliśmy dość,Rafael ponownie napełnił nam kieliszki krwiście
czerwonym winem.
–
I jak?Zadowolona? – spytał
upijając łyk.
–
Bardzo – przyznałam
niechętnie. Jak na kogoś kto planuje rozstać się z dziewczyną
zorganizował to zbyt elokwentnie. – Jestem pod wrażeniem twojej
organizacji.
–
Nie zrobiłem tego sam –
przyznał spuszczając wzrok.
Oho,zaczęło
się. Wyprostowałam się na krześle.
–
Tak naprawdę to muszę ci się
do czegoś przyznać...
Dość.
Nie mam siły tego słuchać.
–
Rafael przestań – nakazałam
wyciągając dłoń – Ja o wszystkim wiem.
Momentalnie
zbladł i przygarbił się na krześle.
–
A-ale j-jak to? – wyjąkał
zaskoczony.
–
Normalnie – skrzyżowałam
ręce na piersi. – Podsłuchałam twoją rozmowę z Tomeu. I
widziałam tego smsa.
–
Nie powinnaś czytać czyichś
wiadomości – warknął.
–
Tym jednym razem się odważyłam.
I proszę,co z tego mam?
Rozłożyłam
ręce w bezradnym geście.
–
Także proszę,powiedz mi to
prosto w oczy. Tu i teraz. – skończyłam wyginając się do tyłu.
–
Nie mogę .Nie tutaj – mruknął
speszony rozglądając się dookoła. Niektórzy ludzie zdawali się
nas rozpoznawać,jednak mieli na tyle przyzwoitości,że nie
podchodzili.
–
Dobrze. A więc wracajmy.
Zagrałam
w otwarte karty i teraz widzę,że się opłacało. Ta niepewność
duszona w sobie chybaby mnie w końcu zabiła. A może to przez to
wino.
Milczeliśmy
przez całą drogę powrotną. Rafael wyglądał na szczerze
zaskoczonego i zawstydzonego. Miał ku temu powód. Nie widziałam
sensu zaprzeczać.
W
drzwiach jak zwykle przepuścił mnie przodem. Zdjęłam z ramion
kurtkę,a Rafael ujął mnie za rękę i poprowadził do sypialni.
Nie
wiedzieć jakim cudem na podłodze leżały płatki róż,na stoliku
paliły się słodko pachnące świeczki,a na etażerce stał kubełek
z szampanem w lodzie.
–
Co to ma znaczyć? – spytałam
ciut za ostro.
–
Powiedziałaś,że wiesz –
wzruszył bezradnie ramionami – Więc się domyśl.
Czyżbyśmy
mieli w planach mały trójkącik?Oj,nieładnie.
Stałam
pośrodku sypialni(o ile można było tak powiedzieć ze względu na
ogromne łoże)i patrzyłam zdezorientowana. Nawet nie zauważyłam
kiedy Rafael pojawił się z ogromnym bukietem róż.
–
Zgodnie z waszym zwyczajem jest
ich nieparzysta liczba a więc...
Zaraz,co
on robi do cholery?Tak się nie wyznaje zdrady,tylko...
Ujął
moją dłoń i przyklęknął na jedno kolano.
–
Chociaż straciłem element
zaskoczenia to nie zmieniło moich uczuć do ciebie – jego głos
lekko drżał. Domyślałam się jak bardzo musiał się stresować
.Podał mi bukiet a ja wzięłam go bez słowa. – Kinga,Bóg mi
świadkiem,że podejmowanie trudnych decyzji jest ostatnią rzeczą,w
której przoduję,ale tę podjąłem bez problemu. Odkąd cię
poznałem i pokochałem moje życie tak bardzo się
zmieniło...Kingo,czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją
żoną?
Zatkałam
usta dłonią,a z moich oczu popłynęły łzy zbierające się w
kącikach podczas jego przemowy. Zaszlochałam histerycznie. Jak
mogłam zrobić z siebie taką idiotkę?Jak mogłam być tak
zaślepiona nieufnością? No jak,jak,jak?
Mimo
półmroku panującego w pokoju wyraźnie widziałam jak jego twarz
pochmurnieje. Zdawało mi się,że za chwilę i on zapłacze.
–
Czy to znaczy nie? – spytał
jeszcze bardziej drżącym głosem.
Pokręciłam
głową,a potem znów pokiwałam nie bardzo wiedząc jak
zinterpretuje moje gesty. Podniósł się z kolan i rzuciłam mu się
na szyję.
–
Nie straciłeś elementu
zaskoczenia – wykrztusiłam – A wręcz przeciwnie,jestem w szoku.
–
Dlaczego?Mówiłaś,że wiesz.
Popatrzyłam
w jego smutnie oczy.
–
Jestem taka głupia...jak ja
mogłam ci nie wierzyć...
–
W co? – dopytywał się coraz
bardziej spięty.
Pociągnęłam
nosem.
–
Jak rozmawiałeś z
Tomeu...mówiłeś coś o Adze...i że niedługo mi powiesz...i że
to koniec – wyjąkałam z trudem łykając powietrze. Zrobiłam się
też czerwona. Nadmiar wina zrobił swoje.
–
Co?Ja?
–
Tak. No i ten sms później...ja
myślałam,że ty mnie zdradzasz z Agnieszką.
–
Że co?! – krzyknął –
Kinga,rozmawialiśmy kiedyś o zaufaniu,pamiętasz?
–
Pamiętam – zacisnęłam
pięści i przełknęłam łzy – Tylko,że to było takie w sumie
jednoznaczne i...co miał znaczyć ten koniec?
–
Tomeu chodziło o życie
kawalera – wyjaśnił łagodnie dotykając moich włosów.
–
A to żebyś mnie zostawił i
przyjechał do Agi?
–
Mieliśmy ustalić szczegóły
dotyczące tej niespodzianki...
–
Ale jestem
głupia...pusta...gorsza niż ta zołza Caroline... – mamrotałam
–
Ej ej,nie przesadzaj –
przerwał – Powinienem był bardziej się kryć.
Pokręciłam
głową.
–
Nie obwiniaj się. To moja wina.
Ja sobie to wszystko ubzdurałam.
–
Miałaś powód...
–
Nie. Powinnam była ci ufać.
Pochylił
głowę.
–
Wiesz,chyba jednak nie zawsze
możesz komuś ufać na sto procent. To nieludzkie. Wiesz,że ja też
byłe o ciebie zazdrosny kiedy widziałem cię z Fernando?
–
Wtedy się nawet nie znaliśmy...
–
Nieważne. Nie ufałem własnemu
rozsądkowi.
–
A teraz mu ufasz?
–
Jak najbardziej – odparł
poważnie i ponownie uklęknął przede mną. – Kingo Kolat,zapytam
cię jeszcze raz: Czy wyjdziesz za mnie?
–
Tak – odparłam nie czekając
nawet na pół uderzenia serca. Po policzku płynęła mi samotna
łza.
Rafael
wyjął z kieszeni marynarki małe pudełeczko i otworzył je. W
środku był najpiękniejszy pierścionek jaki kiedykolwiek
widziałam. Był srebrny z jasnym,okrągłym brylantem pośrodku.
Wokół niego niczym rycerze wokół króla błyszczały dwa mniejsze
w kształcie trójkątów.
–
Jaki piękny – wyszeptałam
gdy mój świeżo ogłoszony narzeczony wsunął mi błyskotkę na
serdeczny palec lewej ręki po czym wstał z kolan i otarł łzę z
mojego policzka.
–
No już – mruknął –
Uśmiechnij się. Bo chyba jesteś szczęśliwa prawda?
–
Najbardziej na świecie –
przyznałam wciąż drżącym głosem wtulając głowę w jego klatkę
piersiową. – Nigdy nie byłam bardziej.
–
Ja chyba też. Tak strasznie się
denerwowałem czy wszystko się uda.
–
A ja wszystko zepsułam...
–
Przestań już – uciął
stanowczo – Niczego nie zepsułaś. A wręcz przeciwnie...
–
Jak to? – odsunęłam się
zdziwiona
–
Normalnie. Nie uważasz,że to
było całkiem romantyczne? Łzy i tak dalej?Zmusiłaś mnie do
improwizacji. Wiesz doskonale jak bardzo niezorganizowany jestem.
Przydało mi się to.
Machnęłam
tylko ręką.
–
Wciąż uważam,że nie
powinnam...a zresztą,poczekaj zaraz wrócę.
Poszłam
do łazienki doprowadzić się odrobinę do porządku. Skorzystałam
z toalety i obmyłam twarz z resztek tuszu do rzęs spływającego mi
po policzkach w czarnych smugach. Nie było czasu malować się od
nowa. Popatrzyłam jeszcze z dumą na pierścionek lśniący na moim
palcu.
Gdy
wyszłam Rafaela nie było w sypialni.
–
Rafa? – zawołałam
zdezorientowana rozglądając się na boki.
Nagle
zrobiło mi się ciemno przed oczami.
–
Tu jestem – mruknął muskając
delikatnie ustami moją szyję.
Zachichotałam,bo
łaskotało.
–
Hej,gdzie byłeś? – spytałam
zdejmując jego ręce z oczu i odwracając się przodem –
Przestraszyłam się
–
Spokojnie. Przecież nie ucieknę
– odparł niskim seksownym głosem kładąc ręce na moich biodrach
– Też musiałem się przygotować,a nie wiedziałem jak długo
zamierzasz okupować jedną łazienkę.
–
Haha,śmieszne
Zauważyłam,że
miał na sobie samą koszulę,rozpiętą pod szyją,bez marynarki.
Pachniał perfumami Playboy'a które sprezentowałam mu na urodziny.
Mądrze zresztą. Doskonale wiedział,jak ten zapach mnie nakręcał.
Straciłam
nad sobą panowanie i łapczywie wpiłam się w jego usta. Nasze
języki przeplatały się nawzajem jak dwie wstęgi wikliny
składające się na całość. Zaczął błądzić rękoma po moim
ciele,ale ja się odsunęłam. Spojrzał na mnie pytająco i chciał
się odezwać,lecz ja położyłam mu palec na ustach uśmiechając
się lubieżnie. Zmusiłam go by usiadł na brzegu łóżka. W jego
oczach malowało się pożądanie.
–
Och mój Boże,chyba nigdy do
tej pory nie doświadczyłam czegoś równie cudownego. –
westchnęłam opierając głowę na torsie Rafy kilka godzin później.
–
Seks to seks – mruknął –
Albo lepszy albo gorszy.
–
Nie chodzi mi o sam seks –
odparłam zniecierpliwiona – Chociaż oczywiście był cudowny.
Cmoknęłam go w policzek dla potwierdzenia. – Mam na myśli to
nieziemskie szczęście. Nigdy nie czułam się lepiej.
–
Dobrze,że tak sądzisz –
skwitował Rafael
–
Ty nie?
Wzruszył
ramionami.
–
Nie wiem,może? Skąd mam
wiedzieć co będzie dalej? Może wydarzy się coś,co przyćmi i tak
cudowny dzień.
–
Na przykład nasz ślub? –
spytałam patrząc uważnie na jego reakcję.
Poruszył
się niespokojnie.
–
Na przykład – zgodził się
po chwili.
–
Dobra,daj sobie spokój z tymi
filozoficznymi gadkami. O co chodzi?
–
Odrobinę się
zmęczyłem-powiedział uśmiechając się.
Pacnęłam
go ręką.
–
Ej,żartowałem – odparł ze
śmiechem całując mnie w skroń-Wiesz przecież,że to uwielbiam.
–
Czuję to – zamruczałam
odstawiając kieliszek i całując jego usta. Przyciągnął mnie do
siebie wsuwając język głębiej do moich ust. Przerwał na chwilę
i nagle poczułam wilgoć.
Rafael
wyjął kostkę lodu z kubła z szampanem i powoli przesuwał ją w
dół między moimi piersiami. Na moim rozpalonym ciele momentalnie
zmieniała się w wodę.
Zaczynamy
drugą rundę...
Copodenieve,zagraj w totolotka :D Chyba,że to było do przewidzenia. No ale jeśli tak to już niedługo skończycie cokolwiek przewidywać xD
Tak moje panie,znacie przecież Rafę. To się nijak kupy nie trzymało,a Radwańska to prędzej z Djokovicem u szalonej ;)
Przepraszam za nutkę erotyzmu,to bardziej wprowadzę na drugim blogu,ale tutaj chociaż subtelnie pasowała. Romantyzm i w ogóle ;)
Zaczynam nie mieć czasu na nic,a studia dopiero się zaczynają. Ech.
Gatique
Zaczynam nie mieć czasu na nic,a studia dopiero się zaczynają. Ech.
Gatique
Jak zobaczyłam ten komentarz Copodenieve, to dało mi do myślenia. A Aga od początku nie pasowała mi do Rafy :D Ja i tak muszę sporo namieszać, żeby ją z Djokoviciem tam ten-tego... ;D
OdpowiedzUsuńJak oświadczyny, to musiało być romantycznie! ;) No i teraz mamy narzeczeństwo, a więc ciekawa jestem, co jeszcze wymyślisz i u nich namieszasz, skoro tu ma być jeszcze trzecia część, a my w sumie dopiero drugą chyba zaczynamy... Mam nadzieję, że znajdziesz jakoś czas na wstawianie rozdziałów.
Ja tymczasem zapraszam na kolejny rozdział na blogu nr 1 ;)
Ściskam :*
PS. Serena nie zagra do końca sezonu! To się dopiero zrobiło ciekawie. I jedno więcej miejsce w Singapurze, może dla Agi? Ale byłoby miło! A może Serena jest w ciąży??? W tym wieku to by się wypadało zabrać za te sprawy :D
Pozdrawiam,
CBŚ & Sherlock Holmes w jednym ;)
Wciąż nie dogaduję się z komentowaniem na tym blogu. Tak więc piszę komentarz po raz trzeci.
OdpowiedzUsuńJa tam uwielbiam oscypki ;p Kinga nie wie, co dobre xD
Jak czytałam ten rozdział to przypomniał mi się serial "To nie koniec świata" jak Darek chciał się Ulce oświadczyć. Podobna sytuacja. Dobrze, że się wszystko wyjaśniło. Po prostu musiało. Rafa nie mógłby tego zrobić Kindze. A opist pod koniec baardzo ciekawe ;]
O nie!
OdpowiedzUsuńJaki ślub? Ja się nie zgadzam, no! :c Ta zdrada byłaby idealna, no. :') Dobra, dobra, już przestaję. Już nie marudzę, przysięgam.
Też nie lubię oscypków! Kinga, przybij pionę! :D Na sam ich zapach mnie mdli. Fu, fu, fu.
Podobała mi się końcówka, huh. XD
Pozdrawiam, karmeeleq
kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com
Przez premierę nowego sezonu Kiraz Mevsimi (nie ma to jak oglądać serial w języku, którego prawie w ogóle nie rozumiesz 😂) zupełnie zapomniałam, żeby sprawdzić czy moje przypuszczenia się sprawdziły. I miałam rację! :D Też chcę takie oświadczyny.. *-* Niestety, wątpię czy wygrałabym w totolotka. XD
OdpowiedzUsuń