Wyjechałam
z Krakowa w piątek po kilku dniach nudy spowodowanej pogorszeniem
się pogody. Nie mogłam się doczekać szczerze mówiąc,bo nie
dość,że było zimno to jeszcze byłam sama. I tak na Manacor lecę
tylko na weekend,bo przyszły tydzień zamierzam poświęcić
treningom w Londynie. Weekend
zleciał bardzo szybko i nie mogłam się nadziwić,jak to się mogło
stać,że trzeba lecieć do tego Londynu na treningi. Szczerze mówiąc to
mi się nie chce. Jak już wracam do domu to znów trzeba gdzieś
lecieć. Oszaleć można. No ale nic. Tenis ma swoją cenę.
Poniedziałek rano i pobudka o piątej. Czy może być coś
gorszego?Samolot pełen ludzi,mało wolnej przestrzeni,a wszyscy
którzy cię rozpoznają rzucają jakże "cenne" uwagi
dotyczące gry i nie tylko. Są też mili,ale to naprawdę bywa
denerwujące. Zawsze stawiam się wtedy na ich miejscu i rozważam
ile razy niektórzy z nich mieli szansę spotkać kogoś słynnego.
Raz?Dwa razy?Nigdy dotąd?
I
gdy uświadamiam sobie,że najpewniej to ostatnie nakładam maskę
wymuszonego,ale uprzejmego uśmiechu i cierpliwie znoszę te słowne
baty.
Na
lotnisku czeka na mnie uśmiechnięty Spencer.
–
Cześć mała-powiedział i
objął mnie. Był wesoły,ale jego oczy zdradzały lekkie zmęczenie.
A była dopiero ósma rano.
– Hej
– odparłam z uśmiechem wtulając się w jego ramię. Uśmiechnęłam
się pod nosem czując drapanie charakterystycznego zarostu.
Widocznie to ogolenie się było jednorazowym pomysłem. – Gdzie
zgubiłeś Marinę?
Machnął
ręką i pokręcił głową.
– Daj
spokój. Ratujesz mi życie tym przyjazdem. Niekiedy mam jej już po
dziurki w nosie.
Roześmiałam
się. Biorąc pod uwagę zachowanie Mariny,gdy z nią ostatni raz
rozmawiałam,mógł mieć powody.
– Aż
tak źle?
– Nie
zawsze. Czasami jest tak potulna,że cały dzień spędziłaby na
czułościach,a następnego dnia wrzeszczy z byle powodu. Ja nie wiem
co mam robić.
Poprowadził
mnie do samochodu przez zatłoczony budynek londyńskiego lotniska.
– Nic
z nią nie zrobisz – oznajmiłam w końcu – Musisz się uzbroić
w cierpliwość.
Westchnął
przekręcając kluczyk w stacyjce.
–
Chciałbym...ale zresztą sama
zobaczysz.
Gdy
dojechaliśmy do ich apartamentu w centrum Londynu,niedaleko jego
Akademii, Marina momentalnie znalazła się przy wejściu.
– No
w końcu jesteś!-pisnęła obejmując mnie znienacka. Niemalże
upuściłam torebkę – Rok się z tobą nie widziałam!
– A
nie mówiłem? – mruknął cicho Spencer – Akurat dzisiaj jest
dzień dobrego humoru.
Odchrząknęłam
i w końcu mnie puściła.
–
Mnie też miło cię widzieć
Marino – powiedziałam niepewnie – Ale może mogłabym najpierw
się rozpakować i trochę odpocząć?
– Och
jasne-momentalnie spoważniała –Wskazała ręką kierunek – Idź
zostaw bagaże. Ja zrobię nam coś do picia. Spencer na co
czekasz,pomóż jej.
Po
chwili zniknęła w ogromnym apartamencie. Pokój,który mi wskazała
miał widok na mieszczący się niedaleko mały park i w
przeciwieństwie do reszty nie niósł za sobą echa klaksonów,szumu
opon i innej tego rodzaju ulicznej kakofonii. Był niewielki,ale za
to wysoki. Pośrodku stało skromne dwuosobowe łóżko,przy jednej
ścianie znajdowała się komoda na ubrania,a przy drugiej biurko.
Ściany pomalowane zostały na beżowo i w tymże stylu dobrana
została reszta mebli. Bardzo skromny gościnny pokój.
–
Ładny pokój – stwierdziłam
kładąc torebkę na biurko.
–
Taa?Fajnie – sapnął Spencer
gramoląc się z tyłu z moimi bagażami – Kobieto,ja rozumiem,że
sprzęt tenisowy trochę waży,ale po co ci jeszcze trzy inne torby?
– A
chociażby po to,żebyś się pytał – odparłam – Jestem na
wszystko przygotowana.
– Na
koniec świata też?
Zbyłam
go machnięciem ręki. Po chwili w drzwiach stanęła uśmiechnięta
Marina.
– I
jak?Podoba się – spytała ignorując Spencera wzdychającego
ciężko nad waga moich bagaży.
–
Jasne. Jest taki...cichy –
odparłam.
–
Wiem – kiwnęła głową –
To jego największa zaleta. Tutaj będzie pokój dziecięcy.
Dobór
idealny. Chyba nie ma lepszego miejsca na pokój dla dziecka niż te.
Ta cisza i spokój w centrum Londynu są niespotykane.
–
Doskonale – przytaknęłam –
Świetne miejsce.
–
Prawda?Tylko tak się składa,że
mój niewydarzony facet jakoś niespecjalnie się do tego zabiera...
–
Marinko skarbie już ci
mówiłem,że zabiorę się za to,kiedy będziemy wiedzieli czy to
chłopiec czy dziewczynka – oznajmił spokojnie kładąc rękę na
jej brzuchu i cmokając w policzek.
– To
lada moment skwitowałam – Za niecały miesiąc jak mniemam.
– Też
mu to powtarzam – westchnęła Rosjanka – No nic,mam nadzieję,że
dotrzyma słowa. Chodź Kinga,napijemy się herbaty i opowiesz mi co
u was.
Usiedliśmy
na skórzanych sofach w sporym salonie. Potarłam ręce i ujęłam
kubek ciepłego napoju,bo Londyn jak zwykle przywitał mnie deszczem
i chmurami.
– No
Kinga? – zagadnął Spencer – Opowiadaj. Jak się mieszka na
Majorce?
–
Bardzo dobrze – odparłam
odstawiając kubek z herbatą na stolik. – Z dnia na dzień coraz
lepiej.
–
Och,nie bądź taka skromna –
przerwała Marina – Pokaż mi go.
Wyciągnęłam
ku niej dłoń z pierścionkiem. Gwizdnęła z podziwem.
– No
no. Się chłopak postarał.
–
Jeszcze jak-westchnęłam
tęsknie – Były płatki róż,szampan i kolacja w mega drogiej
restauracji.
–
Ok,może nie wdawajmy się w
szczegóły – spasował Spencer – Wiesz przecież po co tu
przyjechałaś.
Kiwnęłam
głową.
–
Wiem. Zamierzam naprawdę
porządnie wziąć się do roboty.
– To
dobrze. Ostatnio nie poszło ci zbyt dobrze. Powiedziałbym nawet,że
fatalnie.
Tym
razem spuściłam głowę. Mógł mi chociaż tego nie wypominać.
–
Tak. Naprawdę nie wiem co się
wtedy ze mną stało.
– To
już nie ważne – uciął Spencer – Ważne,żeby się nie
powtórzyło. No,ale nad tym to popracujemy po południu.
– Już
po południu? – jęknęłam – Myślałam,że dziś dzień dasz mi
jeszcze wolny...
– Nie
ma czasu do stracenia. Sama powiedziałaś,że zamierzasz wziąć się
do roboty. No więc dziś,punkt piętnasta w Akademii. Wybaczcie,ja
mam niedługo zajęcia.
Wstał
z kanapy i założył skórzaną kurtkę,po czym pomachał mi na
pożegnanie i wyszedł trzaskając lekko drzwiami. Z pewnością
ulżyło mu,że się stąd urwał.
Marina
westchnęła i pokręciła głową.
–
Cały czas tylko praca i praca.
Dla mnie prawie nie ma czasu.
– Jak
to nie? – zdziwiłam się – Przecież mówiłaś,że niemal non
stop gania do sklepu po coś dla ciebie.
– To
co innego – zaprotestowała – Chodzi mi o nasz związek. Ostatnio
powiało chłodem.
–
Kłócicie się?
–
Coraz częściej. Wiem,że to po
części wina hormonów,ale mam wrażenie,że on zwyczajnie ucieka od
odpowiedzialności.
–
Ej,nie prawda. – upiłam łyk
herbaty.
– To
co w takim razie jest prawdą?
Westchnęłam.
Czy mogłam jej powiedzieć co on o niej myśli?
– Cóż
on... – przełknęłam ślinę – Jakby to powiedzieć...jest
ciutkę zmęczony twoimi wahaniami nastrojów.
Rozszerzyła
oczy ze zdumienia.
– Nie
tobą – dodałam szybko – Mam wrażenie,że to go trochę
przerasta i nie umie sobie z tym poradzić. Nie ucieka od
odpowiedzialności,tylko zwyczajnie nie może się jeszcze
dostosować.
–
Może i masz rację?Nie
pomyślałam o tym,jak on sobie radzi z tym wszystkim. Jakoś
zwyczajnie nie zwróciłam na to uwagi. Jestem egoistką?
Roześmiałam
się wspominając "wykład" Rafaela na temat egoistycznej
natury człowieka.
–
Nie. Dla ciebie też to wszystko
jest nowe i nie umiesz sobie z tym radzić. Widać to.
– Na
przykład?
–
Ciągle dotykasz brzucha –
skinęłam głową na jej rękę,która i w tej chwili spoczywała na
brzuchu. Pod obcisłym sweterkiem wyraźnie można było dostrzec
lekkie uwypuklenie.
–
Tak? – odruchowo popatrzyła w
jego stronę. – Nie zauważyłam
– Bo
ty tego nie zobaczysz. Ale to nic złego. Serce mi skacze do góry
kiedy patrzę,jak bardzo jesteś szczęśliwa.
– Och
dziękuję skarbie – odparła tęsknie – Jesteś taka kochana.
Jak to dobrze,że cię mam.
Objęła
mnie serdecznie i obdarzyła promiennym uśmiechem.
– To
maleństwo będzie miało świetną ciocię.
– A
jeszcze lepszych rodziców-zaśmiałam się,po czym ponownie utonęłam
w objęciach mojej menadżerki.
Miałam w planach dłuższy rozdział,ale stwierdziłam,że nie będę Was torturować no i muszę w nim poprawić parę rzeczy,a jak wspomniałam na drugim blogu,mam teraz bardzo mało czasu. Macie tych,których tygryski lubią najbardziej,więc myślę,że jest dobrze ;) Obiecuję wkrótce nadrobić blogowe zaległości w komentowaniu,ale na razie lecę na literaturoznawstwo xD
Pozdrowienia!
Gatique
A dziś spróbuję komentarz z telefonu, z którym choruszek leży pod kołderką ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że niczego tu nie zepsujesz parze naszych ulubieńców i u Mariny to tylko hormony, a Spencer musi się przyzwyczaić... W każdym razie miło ich widzieć ;) Za to bez Rafy tak pusto... :( ;D Rafa ma teraz dość łatwo w półfinale w Szanghaju (Tsonga), po tym jak dziś rozbił kiepskiego Staśka. Poproszę powtórkę finału z Pekinu, bo oczywiście Polsat nie raczył tego meczu z Novakiem pokazać, a obejrzałoby się tych panów w akcji... Chociaż ostatnio niezłe pogromy Djokovicia, ale jednak.
Miłego weekendu, zalatana studentko! :*
O jeju, jakie to kochane! Nie ma nic lepszego, niż ,,rodzinne'' czułości. :D
OdpowiedzUsuńSwoją drogą jestem ciekawa, czy to będzie chłopiec czy dziewczynka. Fajnie by było, gdyby to był chłopiec, a później dziewczynka, o! On by się opiekował siostrzyczką i to by było takie meega! <33
Spencer i jego broda! Może przez latanie do sklepów, pracy nie ma czasu na ogolenie się, hm? XD Albo Marinie się to podoba. D:
Wybacz, że tak krótko, ale jestem mega zmęczona. :c
Pozdrawiam, karmeeleq
Tak nareszcie Marina i Spencer! Myślę, że tego trzeba i Kindze i naszym przyszłym rodzicom. Wszystko wydaje się iść dobrze.
OdpowiedzUsuńPrzy okazji zaspamuję ci nowość u mnie. ;]
Mam nadzięję, że studia idą dobrze? ;]