Tekst

piątek, 16 października 2015

2.12 Ci faceci...

Wyjechałam z Krakowa w piątek po kilku dniach nudy spowodowanej pogorszeniem się pogody. Nie mogłam się doczekać szczerze mówiąc,bo nie dość,że było zimno to jeszcze byłam sama. I tak na Manacor lecę tylko na weekend,bo przyszły tydzień zamierzam poświęcić treningom w Londynie. Weekend zleciał bardzo szybko i nie mogłam się nadziwić,jak to się mogło stać,że trzeba lecieć do tego Londynu na treningi. Szczerze mówiąc to mi się nie chce. Jak już wracam do domu to znów trzeba gdzieś lecieć. Oszaleć można. No ale nic. Tenis ma swoją cenę. Poniedziałek rano i pobudka o piątej. Czy może być coś gorszego?Samolot pełen ludzi,mało wolnej przestrzeni,a wszyscy którzy cię rozpoznają rzucają jakże "cenne" uwagi dotyczące gry i nie tylko. Są też mili,ale to naprawdę bywa denerwujące. Zawsze stawiam się wtedy na ich miejscu i rozważam ile razy niektórzy z nich mieli szansę spotkać kogoś słynnego. Raz?Dwa razy?Nigdy dotąd?
I gdy uświadamiam sobie,że najpewniej to ostatnie nakładam maskę wymuszonego,ale uprzejmego uśmiechu i cierpliwie znoszę te słowne baty.
Na lotnisku czeka na mnie uśmiechnięty Spencer.
Cześć mała-powiedział i objął mnie. Był wesoły,ale jego oczy zdradzały lekkie zmęczenie. A była dopiero ósma rano.
Hej – odparłam z uśmiechem wtulając się w jego ramię. Uśmiechnęłam się pod nosem czując drapanie charakterystycznego zarostu. Widocznie to ogolenie się było jednorazowym pomysłem. – Gdzie zgubiłeś Marinę?
Machnął ręką i pokręcił głową.
Daj spokój. Ratujesz mi życie tym przyjazdem. Niekiedy mam jej już po dziurki w nosie.
Roześmiałam się. Biorąc pod uwagę zachowanie Mariny,gdy z nią ostatni raz rozmawiałam,mógł mieć powody.
Aż tak źle?
Nie zawsze. Czasami jest tak potulna,że cały dzień spędziłaby na czułościach,a następnego dnia wrzeszczy z byle powodu. Ja nie wiem co mam robić.
Poprowadził mnie do samochodu przez zatłoczony budynek londyńskiego lotniska.
Nic z nią nie zrobisz – oznajmiłam w końcu – Musisz się uzbroić w cierpliwość.
Westchnął przekręcając kluczyk w stacyjce.
Chciałbym...ale zresztą sama zobaczysz.
Gdy dojechaliśmy do ich apartamentu w centrum Londynu,niedaleko jego Akademii, Marina momentalnie znalazła się przy wejściu.
No w końcu jesteś!-pisnęła obejmując mnie znienacka. Niemalże upuściłam torebkę – Rok się z tobą nie widziałam!
A nie mówiłem? – mruknął cicho Spencer – Akurat dzisiaj jest dzień dobrego humoru.
Odchrząknęłam i w końcu mnie puściła.
Mnie też miło cię widzieć Marino – powiedziałam niepewnie – Ale może mogłabym najpierw się rozpakować i trochę odpocząć?
Och jasne-momentalnie spoważniała –Wskazała ręką kierunek – Idź zostaw bagaże. Ja zrobię nam coś do picia. Spencer na co czekasz,pomóż jej.
Po chwili zniknęła w ogromnym apartamencie. Pokój,który mi wskazała miał widok na mieszczący się niedaleko mały park i w przeciwieństwie do reszty nie niósł za sobą echa klaksonów,szumu opon i innej tego rodzaju ulicznej kakofonii. Był niewielki,ale za to wysoki. Pośrodku stało skromne dwuosobowe łóżko,przy jednej ścianie znajdowała się komoda na ubrania,a przy drugiej biurko. Ściany pomalowane zostały na beżowo i w tymże stylu dobrana została reszta mebli. Bardzo skromny gościnny pokój.
Ładny pokój – stwierdziłam kładąc torebkę na biurko.
Taa?Fajnie – sapnął Spencer gramoląc się z tyłu z moimi bagażami – Kobieto,ja rozumiem,że sprzęt tenisowy trochę waży,ale po co ci jeszcze trzy inne torby?
A chociażby po to,żebyś się pytał – odparłam – Jestem na wszystko przygotowana.
Na koniec świata też?
Zbyłam go machnięciem ręki. Po chwili w drzwiach stanęła uśmiechnięta Marina.
I jak?Podoba się – spytała ignorując Spencera wzdychającego ciężko nad waga moich bagaży.
Jasne. Jest taki...cichy – odparłam.
Wiem – kiwnęła głową – To jego największa zaleta. Tutaj będzie pokój dziecięcy.
Dobór idealny. Chyba nie ma lepszego miejsca na pokój dla dziecka niż te. Ta cisza i spokój w centrum Londynu są niespotykane.
Doskonale – przytaknęłam – Świetne miejsce.
Prawda?Tylko tak się składa,że mój niewydarzony facet jakoś niespecjalnie się do tego zabiera...
Marinko skarbie już ci mówiłem,że zabiorę się za to,kiedy będziemy wiedzieli czy to chłopiec czy dziewczynka – oznajmił spokojnie kładąc rękę na jej brzuchu i cmokając w policzek.
To lada moment skwitowałam – Za niecały miesiąc jak mniemam.
Też mu to powtarzam – westchnęła Rosjanka – No nic,mam nadzieję,że dotrzyma słowa. Chodź Kinga,napijemy się herbaty i opowiesz mi co u was.
Usiedliśmy na skórzanych sofach w sporym salonie. Potarłam ręce i ujęłam kubek ciepłego napoju,bo Londyn jak zwykle przywitał mnie deszczem i chmurami.
No Kinga? – zagadnął Spencer – Opowiadaj. Jak się mieszka na Majorce?
Bardzo dobrze – odparłam odstawiając kubek z herbatą na stolik. – Z dnia na dzień coraz lepiej.
Och,nie bądź taka skromna – przerwała Marina – Pokaż mi go.
Wyciągnęłam ku niej dłoń z pierścionkiem. Gwizdnęła z podziwem.
No no. Się chłopak postarał.
Jeszcze jak-westchnęłam tęsknie – Były płatki róż,szampan i kolacja w mega drogiej restauracji.
Ok,może nie wdawajmy się w szczegóły – spasował Spencer – Wiesz przecież po co tu przyjechałaś.
Kiwnęłam głową.
Wiem. Zamierzam naprawdę porządnie wziąć się do roboty.
To dobrze. Ostatnio nie poszło ci zbyt dobrze. Powiedziałbym nawet,że fatalnie.
Tym razem spuściłam głowę. Mógł mi chociaż tego nie wypominać.
Tak. Naprawdę nie wiem co się wtedy ze mną stało.
To już nie ważne – uciął Spencer – Ważne,żeby się nie powtórzyło. No,ale nad tym to popracujemy po południu.
Już po południu? – jęknęłam – Myślałam,że dziś dzień dasz mi jeszcze wolny...
Nie ma czasu do stracenia. Sama powiedziałaś,że zamierzasz wziąć się do roboty. No więc dziś,punkt piętnasta w Akademii. Wybaczcie,ja mam niedługo zajęcia.
Wstał z kanapy i założył skórzaną kurtkę,po czym pomachał mi na pożegnanie i wyszedł trzaskając lekko drzwiami. Z pewnością ulżyło mu,że się stąd urwał.
Marina westchnęła i pokręciła głową.
Cały czas tylko praca i praca. Dla mnie prawie nie ma czasu.
Jak to nie? – zdziwiłam się – Przecież mówiłaś,że niemal non stop gania do sklepu po coś dla ciebie.
To co innego – zaprotestowała – Chodzi mi o nasz związek. Ostatnio powiało chłodem.
Kłócicie się?
Coraz częściej. Wiem,że to po części wina hormonów,ale mam wrażenie,że on zwyczajnie ucieka od odpowiedzialności.
Ej,nie prawda. – upiłam łyk herbaty.
To co w takim razie jest prawdą?
Westchnęłam. Czy mogłam jej powiedzieć co on o niej myśli?
Cóż on... – przełknęłam ślinę – Jakby to powiedzieć...jest ciutkę zmęczony twoimi wahaniami nastrojów.
Rozszerzyła oczy ze zdumienia.
Nie tobą – dodałam szybko – Mam wrażenie,że to go trochę przerasta i nie umie sobie z tym poradzić. Nie ucieka od odpowiedzialności,tylko zwyczajnie nie może się jeszcze dostosować.
Może i masz rację?Nie pomyślałam o tym,jak on sobie radzi z tym wszystkim. Jakoś zwyczajnie nie zwróciłam na to uwagi. Jestem egoistką?
Roześmiałam się wspominając "wykład" Rafaela na temat egoistycznej natury człowieka.
Nie. Dla ciebie też to wszystko jest nowe i nie umiesz sobie z tym radzić. Widać to.
Na przykład?
Ciągle dotykasz brzucha – skinęłam głową na jej rękę,która i w tej chwili spoczywała na brzuchu. Pod obcisłym sweterkiem wyraźnie można było dostrzec lekkie uwypuklenie.
Tak? – odruchowo popatrzyła w jego stronę. – Nie zauważyłam
Bo ty tego nie zobaczysz. Ale to nic złego. Serce mi skacze do góry kiedy patrzę,jak bardzo jesteś szczęśliwa.
Och dziękuję skarbie – odparła tęsknie – Jesteś taka kochana. Jak to dobrze,że cię mam.
Objęła mnie serdecznie i obdarzyła promiennym uśmiechem.
To maleństwo będzie miało świetną ciocię.
A jeszcze lepszych rodziców-zaśmiałam się,po czym ponownie utonęłam w objęciach mojej menadżerki.


Miałam w planach dłuższy rozdział,ale stwierdziłam,że nie będę Was torturować no i muszę w nim poprawić parę rzeczy,a jak wspomniałam na drugim blogu,mam teraz bardzo mało czasu. Macie tych,których tygryski lubią najbardziej,więc myślę,że jest dobrze ;) Obiecuję wkrótce nadrobić blogowe zaległości w komentowaniu,ale na razie lecę na literaturoznawstwo xD
Pozdrowienia!
Gatique

3 komentarze:

  1. A dziś spróbuję komentarz z telefonu, z którym choruszek leży pod kołderką ;)
    Mam nadzieję, że niczego tu nie zepsujesz parze naszych ulubieńców i u Mariny to tylko hormony, a Spencer musi się przyzwyczaić... W każdym razie miło ich widzieć ;) Za to bez Rafy tak pusto... :( ;D Rafa ma teraz dość łatwo w półfinale w Szanghaju (Tsonga), po tym jak dziś rozbił kiepskiego Staśka. Poproszę powtórkę finału z Pekinu, bo oczywiście Polsat nie raczył tego meczu z Novakiem pokazać, a obejrzałoby się tych panów w akcji... Chociaż ostatnio niezłe pogromy Djokovicia, ale jednak.
    Miłego weekendu, zalatana studentko! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. O jeju, jakie to kochane! Nie ma nic lepszego, niż ,,rodzinne'' czułości. :D
    Swoją drogą jestem ciekawa, czy to będzie chłopiec czy dziewczynka. Fajnie by było, gdyby to był chłopiec, a później dziewczynka, o! On by się opiekował siostrzyczką i to by było takie meega! <33
    Spencer i jego broda! Może przez latanie do sklepów, pracy nie ma czasu na ogolenie się, hm? XD Albo Marinie się to podoba. D:
    Wybacz, że tak krótko, ale jestem mega zmęczona. :c
    Pozdrawiam, karmeeleq

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak nareszcie Marina i Spencer! Myślę, że tego trzeba i Kindze i naszym przyszłym rodzicom. Wszystko wydaje się iść dobrze.
    Przy okazji zaspamuję ci nowość u mnie. ;]
    Mam nadzięję, że studia idą dobrze? ;]

    OdpowiedzUsuń