Tekst

niedziela, 6 grudnia 2015

2.19 Nie na sprzedaż

Zaciskałam kurczowo kciuki siedząc na kanapie w naszym salonie,podczas gdy Marina krzątała się jeszcze między apartamentami usiłując chociaż trochę poukładać rzeczy na miejsce. Był koniec pierwszego tygodnia Us Open,dokładnie sobota. Nazajutrz ja i Rafa wychodziliśmy na kort by rozegrać mecze czwartej rundy,w moim przypadku pierwszy raz w karierze,ale dziś zamiast trenować wszyscy z napięciem oczekiwaliśmy na wynik badania USG Mariny. Ta zaś nie zamierzała nam ułatwiać zadania i spokojnie rozpakowywała rzeczy. W końcu Maribel nie wytrzymała:
Usiądź w końcu. – powiedziała – Umieramy z ciekawości.
Byłyśmy tam ja,Maribel i Ana Maria. Mężczyźni zaś z pewnością o wszystkim wiedzieli i ze spokojem oglądali na górze jakiś mecz. Co jakiś czas słychać było entuzjastyczne okrzyki albo niewyraźne przekleństwa.
Rosjanka uśmiechnęła się tryumfalnie jakby chciała powiedzieć „Nie ma mowy. Cierpcie!” i wygładziła opiętą na dość wyraźnie zarysowanym brzuszku bluzkę.
No,daj spokój,skończysz później. – poparłam szwagierkę-Siadaj. Zrobiłyśmy ci gorącej czekolady.
Och,naprawdę? – Oczy jej rozbłysły i w końcu usiadła na fotelu przed nami biorąc do ręki kubek. – Miło.
Fajnie. A teraz gadaj – ponagliłam.
Spokojnie upiła łyk i odstawiła kubek na stół.
No więc... – zaczęła patrząc nas nas spode łba. – Zacznijmy od tego,że dziecko jest zdrowe. Bo to chyba ważniejsze przy tym trybie życia,nie?
Owszem-przytaknęła Ana Maria gdy Maribel przetłumaczyła słowa Mariny na hiszpański.
Marina zaczerpnęła gwałtownie oddechu a potem gwałtownie go wypuściła mówiąc:
A niech to,nie umiem przeciągać. To dziewczynka!
Wszystkie trzy wydałyśmy z siebie jęk zachwytu i szybko ją uściskałyśmy.
Cieszysz się,czy wolałabyś mieć synka? – spytała Maribel gdy ponownie zajęłyśmy miejsca.
Oczywiście,że się cieszę – odparła z uśmiechem gładząc brzuch – Chłopczyk z pewnością też by mnie ucieszył,ale jeśli mam być szczera to cieszę się,że to będzie ona.
A Spencer?Co na to,że będzie miał córkę? – spytałam obserwując,jak szczupłe palce Mariny zaciskają się się wokół mojego ukochanego kubka z motywem różnokolorowych szpilek.
Och,ucieszył się. Wydaje mi się,że też bardziej chciał,żeby to była dziewczynka.
Zawsze wydawało mi się,że faceci bardziej chcą mieć synów. – zdziwiła się Maribel.
To stereotyp – skwitowała moja przyszła teściowa – Wcale tak nie jest.
Czemu?
Wzruszyła ramionami.
Nie wiem – zwróciła się do Maribel – Twój ojciec cieszył się,że za drugim razem będzie miał córkę.
Niech zgadnę – wtrąciła Marina – Odechciało mu się kolejnego łobuza w domu?
Starsza blondynka zaśmiała się,gdy córka wytłumaczyła jej o co chodzi.
Skąd. Rafael był bardzo posłusznym dzieckiem. Nie było z nim problemów. Myślę,że kiedy się zachodzi się w ciążę drugi raz,chce się aby to była inna płeć niż u pierwszego dziecka. Dla urozmaicenia,że tak się wyrażę.
-Opowie mi pani coś więcej o dzieciństwie Rafaela?-poprosiłam biorąc w ramiona poduszkę i wtulając w nią głowę.
Oczywiście kochanie. Ale myślę,że lepiej zrobić to w domu. Mam zdjęcia i...
Teraz-przerwałam zdecydowanie – Jesteśmy tu wszystkie a chłopaki są na górze. Kiedy będzie lepsza okazja? Co wy na to dziewczyny?
Chętnie posłucham – zgodziła się Marina.
A mnie obojętnie – stwierdziła Maria Isabel. Z pewnością słuchała tego tyle razy,że ma dość na całe życie,a chcąc nie chcąc w tym uczestniczyła.
No dobrze – westchnęła i zaczęła opowiadać o zamiłowaniu małego Rafy do piłki nożnej i tenisa. Słuchając,jak Toni rzucał w dziecko piłkami ledwo powstrzymałam oburzenie.
O,a kiedy nie grał uwielbiał jeść.
Wciąż uwielbia – skinęłam głową – Tyle,że nie je wielu rzeczy.
Zapewniam cię,że oliwki kocha pomimo tego,że kiedyś schował się w szafce i zjadł ich cały słoik.
Wybuchnęłyśmy zgodnie śmiechem. Otarłam łzy z policzków i usłyszałam kroki na schodach,a potem strzelane popcornu w kuchni.
Z czego tak się śmieją najważniejsze kobiety w moim życiu?I Marina?
Gdy Rafael spojrzał na mnie pytająco,zignorowałam go.
Mama opowiada nam o twojej przygodzie z oliwkami braciszku – mrugnęła do niego Maribel.
Rafael poczerwieniał na twarzy.
Mamo proszę cię – wymamrotał spuszczając wzrok – Musisz?
Nie muszę – zgodziła się i wskazała ręką na pokój – Ale te panie wprost błagały mnie,żebym opowiedziała o twoim dzieciństwie.
Odchrząknął i zrobił się bardziej czerwony. Zrobiło mi się go strasznie szkoda. Odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę kuchni po gotowy popcorn.
Hej – zagadnęłam wesoło jak gdyby nigdy nic. – Chcecie zobaczyć kieckę jaką kupiłam na otwarcie Turnieju Mistrzyń?
Podniesione głosy i westchnienia jednoznacznie wyraziły aprobatę,więc ruszyłam na górę. Rafa stał przed drzwiami do pokoju Titina z miską popcornu, Gdy mnie zobaczył,natychmiast ją odłożył i ujął moją twarz w dłonie po czym pocałował szybko i głęboko.
Nie masz pojęcia jak bardzo cię kocham – westchnął odsuwając usta.
Nie ma sprawy – odparłam po prostu nieco zdziwiona jego zachowaniem. – Też nie cierpię wspominek ze swojego dzieciństwa.
Więc czemu się zgodziłaś? – jęknął błagalnie.
Wstydzisz się czegoś? – cmoknęłam go w usta. – Znam cię doskonale,ale zawsze przecież mogę się czegoś dowiedzieć,prawda?
Ale czemu moja matka musi to robić jeszcze przy Marinie?
To ja ją poprosiłam – odparłam przepraszającym tonem. – Nie wiedziałam,ze to będzie dla ciebie aż tak krępujące.
Westchnął odwracając wzrok po czym na jego twarz wypłynął powolny uśmiech.
W porządku. Nic się nie stało.
No to ulga – odparłam z uśmiechem wyciągając ręce bym tym razem ja mogła ująć jego twarz w dłonie podczas pocałunku.
Ale... – dodał odsuwając moje ręce. – Wieczorem za to odpokutujesz.
Chcesz mnie zakuć w kajdany,przełożyć przez kolano i dać klapsa? – spytałam lubieżnie unosząc brwi.
Pokiwał głową na boki co znaczyło „być może”.
Hmm...niech będzie – mrugnęłam skubiąc go lekko w ucho. Odsunął się zdziwiony.
Żartowałem.
A ja nie. Nie bądź wiecznie takim grzecznym chłopcem. Kobiety chcą mężczyzn,którzy potrafią być niegrzeczni tylko dla nich – powiedziałam zręcznie zmieniając głos w szept. Przygryzłam wargę i oznajmiłam swobodnie,jakbym zmieniała wcielenie:
No to do wieczora.
I jak gdyby nigdy nic zostawiłam go osłupiałego na korytarzu.
Jesteś w końcu – stwierdziła nieco naburmuszona Marina – Ile można taszczyć na dół jedno pudełko?
Przepraszam – mruknęłam odgarniając włosy z oczu i uniosłam wieko. Trzy blondynki wstrzymały oddech na widok krótkiej czarno-białej sukni z trenem.
Nie miała ramiączek;gorset był wykonany z połyskujących w świetle czarnych cekinów,zaś na resztę składał się cienki materiał przypominający jedwab w biało-kremowym odcieniu. Cekiny,które bywały niekiedy definicją kiczu,mogły w tym zestawieniu kompletnie zniszczyć kreację,ale krój i kolory sprawiały,że suknia wyglądała wyjątkowo wytwornie.
Ojej jest cudowna – wyszeptała Marina.
Boska – dodała Maria Isabel.
Ana Maria pokiwała jedynie głową z aprobatą.
I co najważniejsze:kupiłam ją na wyprzedaży. Nigdzie nie mają takich okazji jak w Nowym Jorku.-skwitowałam.
Cudna. Gdyby nie to,że mój brzuch jeszcze długo nie zrobi się płaski jak twój ukradłabym ci ją – zażartowała Marina – To co?Wracamy do dzieciństwa Rafy?
Dość już na dziś – oznajmiła Ana Maria podnosząc się z kanapy. Kiedy wychodziła zdążyła mi jednak rzucić po cichu:
Ale nie dla ciebie kochanie. Będę musiała z tobą porozmawiać.
I zostawiła mnie kompletnie osłupiałą,tak jak ja zostawiłam jej syna na górze.


*

Później,kiedy nasi goście się rozeszli,Rafael postanowił wcielić swoją propozycję w życie. Kiedy tak leżeliśmy ciesząc się swoją obecnością,odważyłam się w końcu poruszyć spędzający mi sen z powiek od miesięcy,temat.
Rafael,chciałabym cię o coś zapytać... – zaczęłam błądząc palcami po jego wyrzeźbionym torsie.
Pytaj –zamrugał oczami.
Wzięłam głęboki oddech.
Nie sądzisz,że twoje mieszkanie jest trochę za małe dla naszej potencjalnej rodziny?
Poruszył się niespokojnie.
No cóż...nie jest duże,ale myślę,że nam wystarczy.
Mój entuzjazm nieco przygasł. Namówić go do współpracy było naprawdę ciężko.
A nie pomyślałeś o tym... – przełknęłam ślinę – Że może pora się nieco usamodzielnić?Wiesz,że lubię twoją mamę,ale uważam,że skoro zamierzamy się pobrać przyda nam się dom. Tylko dla nas.
Już,powiedziałam to. Dusiłam to w sobie tyle miesięcy i w końcu odważyłam się to powiedzieć!
Otworzył usta,zapewne żeby zacząć kazanie o zażyłości jego rodziny,więc przerwałam mu:
Wiem,że to trudna decyzja,ale przemyśl to. Naprawdę warto się nad tym zastanowić.
Zamknął usta i zmarszczył brwi,a potem skinął tylko głową.
Świetnie
Zgasiłam lampkę przy łóżku i przewróciłam się na drugi bok zapadając w sen.

*

Niech go szlag! – krzyknęłam uderzając gniewnie pięścią o siedzenie niżej mieszczące się w boksie na stadionie Arthure'a Asha w trakcie meczu finałowego panów w Us Open 2011. W owym meczy Novak Djokovic wygrał łatwo drugiego seta z Rafą 6:2 i odskoczył na 2:0 w setach. Patrząc jak Serb zaciska pięść i unosi ją w stronę swojego boksu,ogarnęła mnie wściekłość.
Kinga,uspokój się – powiedział łagodnie Tomeu Salva.
Jak mam być spokojna,gdy ten gnojek ogrywa dziś Rafę jak chce? – odwarknęłam wspierając podbródek na dłoniach.
Jest w dobrej formie – przyznał – Dlatego nie powinno cię to tak złościć.
Czy to źle,że mi zależy?
Wszystkim nam zależy,ale jednak potrafimy się opanować.
Aha,czyli ja jestem obca,bo okazuję emocje. Dobrze wiedzieć.
Pokiwałam sceptycznie głową i się zamknęłam.
Nie muszę chyba dodawać,że to Rafaelowi poszło w tym turnieju lepiej niż mnie. Zatrzymałam się na ćwierćfinale po ciężkiej walce z Angelique Kerber. Dobry wynik,jeśli idzie o korty twarde. Teraz wystarczy tylko,żeby Rafa wygrał(chociaż do tego jeszcze bardzo długa droga)a można będzie zaksięgować ten turniej do kategorii tych bezsprzecznie udanych.
I jest do tego o kroczek bliżej,bo oto Rafa wygrał trzeciego seta w tiebreaku. Wstałam z krzesła i zaczęłam klaskać jak szalona. Nigdy nie przypuszczałam,że po drugiej stronie kortu emocje są takie same,ba może nawet większe niż tam na dole aż do czasu,gdy po raz pierwszy zasiadłam na trybunach by kibicować Rafie podczas finału. Ale wtedy wygrywał. Dziś pierwszy raz mam szansę sprawdzić swoje nerwy w sprzecznej sytuacji i jak na razie przegrywam.
Novak Djokovic irytował mnie swoim zachowaniem. Te jego gesty były po prostu niesmaczne dla konesera tenisa. Owszem,Rafa i ja również pozwalamy sobie na spontaniczne wybuchy radości,ale nigdy w takiej ilości. Serb natomiast zachowywał się,jakby podbijał świat. I poniekąd tak było,ale i tak nie zmienię mojej opinii.
Koniec końców mu się udało i przyznałam Tomeu rację,że faktycznie dziś był w formie. Patrząc na pojedyncze piłki zagrywane przez obu,to Djokovic grał lepiej i odbijał mocniej. Jego przyspieszenie z obu uderzeń było niewiarygodne i Rafa nie mógł z tym nic zrobić. Kiedy leci jedna kończąca za drugą,możesz jedynie czekać aż to bombardowanie się skończy. A jeśli nie,no cóż trzeba się ratować czym popadnie i ryzykować. A kiedy i ryzyko się nie opłaca,trzeba grać do końca,ale godzić się z porażką. A czasem i mistrzowi noga się powinie wskrzeszając w myśli nadzieję.
Wiesz,że nie mogłeś nic z tym zrobić? – spytałam usiłując pocieszyć Rafaela po konferencjach.
Mogłem – spuścił głowę w akcie skruchy.
Niewiele. Też mnie wkurzał,ale po prostu był w formie. Sam mi mówiłeś jak z tym jest.
Ale kiedy jest tak blisko i daleko zarazem...jest ciężej.
Rozumiem – Objęłam go i cmoknęłam w policzek – Następnym razem będzie lepiej.


No nie. Nie wierzę,że zagapiłam się do tego stopnia,że zapomniałam,że był piątek! Tym bardziej,że edytowany już wcześniej rozdział leżał sobie i czekał. No nic. Przepraszam!

2 komentarze:

  1. O kurczę, ciekawe co też mamusia Rafy chce powiedzieć Kindze...
    A akcję z oliwkami też pamiętam z biografii ;D
    No i super, że Marina będzie miała dziewczynkę! :) I rzeczywiście coś w tym jest, że panowie czasem też woleliby mieć córkę. W końcu może będzie córeczka tatusia :D
    I proszę mi tutaj nie obrażać Novaka :D
    Pozdrawiam, adwokat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprzeciw oddalony :D To Kingi słowa,a to wszystko zmienia :P

      Usuń