Zaciskałam
kurczowo kciuki siedząc na kanapie w naszym salonie,podczas gdy
Marina krzątała się jeszcze między apartamentami usiłując
chociaż trochę poukładać rzeczy na miejsce. Był koniec
pierwszego tygodnia Us Open,dokładnie sobota. Nazajutrz ja i Rafa
wychodziliśmy na kort by rozegrać mecze czwartej rundy,w moim
przypadku pierwszy raz w karierze,ale dziś zamiast trenować wszyscy
z napięciem oczekiwaliśmy na wynik badania USG Mariny. Ta zaś nie
zamierzała nam ułatwiać zadania i spokojnie rozpakowywała rzeczy.
W końcu Maribel nie wytrzymała:
–
Usiądź w końcu. –
powiedziała – Umieramy z ciekawości.
Byłyśmy
tam ja,Maribel i Ana Maria. Mężczyźni zaś z pewnością o
wszystkim wiedzieli i ze spokojem oglądali na górze jakiś mecz. Co
jakiś czas słychać było entuzjastyczne okrzyki albo niewyraźne
przekleństwa.
Rosjanka
uśmiechnęła się tryumfalnie jakby chciała powiedzieć „Nie ma
mowy. Cierpcie!” i wygładziła opiętą na dość wyraźnie
zarysowanym brzuszku bluzkę.
–
No,daj spokój,skończysz
później. – poparłam szwagierkę-Siadaj. Zrobiłyśmy ci gorącej
czekolady.
–
Och,naprawdę? – Oczy jej
rozbłysły i w końcu usiadła na fotelu przed nami biorąc do ręki
kubek. – Miło.
–
Fajnie. A teraz gadaj –
ponagliłam.
Spokojnie
upiła łyk i odstawiła kubek na stół.
–
No więc... – zaczęła
patrząc nas nas spode łba. – Zacznijmy od tego,że dziecko jest
zdrowe. Bo to chyba ważniejsze przy tym trybie życia,nie?
–
Owszem-przytaknęła Ana Maria
gdy Maribel przetłumaczyła słowa Mariny na hiszpański.
Marina
zaczerpnęła gwałtownie oddechu a potem gwałtownie go wypuściła
mówiąc:
–
A niech to,nie umiem przeciągać.
To dziewczynka!
Wszystkie
trzy wydałyśmy z siebie jęk zachwytu i szybko ją uściskałyśmy.
–
Cieszysz się,czy wolałabyś
mieć synka? – spytała Maribel gdy ponownie zajęłyśmy miejsca.
–
Oczywiście,że się cieszę –
odparła z uśmiechem gładząc brzuch – Chłopczyk z pewnością
też by mnie ucieszył,ale jeśli mam być szczera to cieszę się,że
to będzie ona.
–
A Spencer?Co na to,że będzie
miał córkę? – spytałam obserwując,jak szczupłe palce Mariny
zaciskają się się wokół mojego ukochanego kubka z motywem
różnokolorowych szpilek.
–
Och,ucieszył się. Wydaje mi
się,że też bardziej chciał,żeby to była dziewczynka.
–
Zawsze wydawało mi się,że
faceci bardziej chcą mieć synów. – zdziwiła się Maribel.
–
To stereotyp – skwitowała
moja przyszła teściowa – Wcale tak nie jest.
–
Czemu?
Wzruszyła
ramionami.
–
Nie wiem – zwróciła się do
Maribel – Twój ojciec cieszył się,że za drugim razem będzie
miał córkę.
–
Niech zgadnę – wtrąciła
Marina – Odechciało mu się kolejnego łobuza w domu?
Starsza
blondynka zaśmiała się,gdy córka wytłumaczyła jej o co chodzi.
–
Skąd. Rafael był bardzo
posłusznym dzieckiem. Nie było z nim problemów. Myślę,że kiedy
się zachodzi się w ciążę drugi raz,chce się aby to była inna
płeć niż u pierwszego dziecka. Dla urozmaicenia,że tak się
wyrażę.
-Opowie
mi pani coś więcej o dzieciństwie Rafaela?-poprosiłam biorąc w
ramiona poduszkę i wtulając w nią głowę.
–
Oczywiście kochanie. Ale
myślę,że lepiej zrobić to w domu. Mam zdjęcia i...
–
Teraz-przerwałam zdecydowanie –
Jesteśmy tu wszystkie a chłopaki są na górze. Kiedy będzie
lepsza okazja? Co wy na to dziewczyny?
–
Chętnie posłucham – zgodziła
się Marina.
–
A mnie obojętnie –
stwierdziła Maria Isabel. Z pewnością słuchała tego tyle razy,że
ma dość na całe życie,a chcąc nie chcąc w tym uczestniczyła.
–
No dobrze – westchnęła i
zaczęła opowiadać o zamiłowaniu małego Rafy do piłki nożnej i
tenisa. Słuchając,jak Toni rzucał w dziecko piłkami ledwo
powstrzymałam oburzenie.
–
O,a kiedy nie grał uwielbiał
jeść.
–
Wciąż uwielbia – skinęłam
głową – Tyle,że nie je wielu rzeczy.
–
Zapewniam cię,że oliwki kocha
pomimo tego,że kiedyś schował się w szafce i zjadł ich cały
słoik.
Wybuchnęłyśmy
zgodnie śmiechem. Otarłam łzy z policzków i usłyszałam kroki na
schodach,a potem strzelane popcornu w kuchni.
–
Z czego tak się śmieją
najważniejsze kobiety w moim życiu?I Marina?
Gdy
Rafael spojrzał na mnie pytająco,zignorowałam go.
–
Mama opowiada nam o twojej
przygodzie z oliwkami braciszku – mrugnęła do niego Maribel.
Rafael
poczerwieniał na twarzy.
–
Mamo proszę cię – wymamrotał
spuszczając wzrok – Musisz?
–
Nie muszę – zgodziła się i
wskazała ręką na pokój – Ale te panie wprost błagały
mnie,żebym opowiedziała o twoim dzieciństwie.
Odchrząknął
i zrobił się bardziej czerwony. Zrobiło mi się go strasznie
szkoda. Odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę kuchni po
gotowy popcorn.
–
Hej – zagadnęłam wesoło jak
gdyby nigdy nic. – Chcecie zobaczyć kieckę jaką kupiłam na
otwarcie Turnieju Mistrzyń?
Podniesione
głosy i westchnienia jednoznacznie wyraziły aprobatę,więc
ruszyłam na górę. Rafa stał przed drzwiami do pokoju Titina z
miską popcornu, Gdy mnie zobaczył,natychmiast ją odłożył i ujął
moją twarz w dłonie po czym pocałował szybko i głęboko.
–
Nie masz pojęcia jak bardzo cię
kocham – westchnął odsuwając usta.
–
Nie ma sprawy – odparłam po
prostu nieco zdziwiona jego zachowaniem. – Też nie cierpię
wspominek ze swojego dzieciństwa.
–
Więc czemu się zgodziłaś? –
jęknął błagalnie.
–
Wstydzisz się czegoś? –
cmoknęłam go w usta. – Znam cię doskonale,ale zawsze przecież
mogę się czegoś dowiedzieć,prawda?
–
Ale czemu moja matka musi to
robić jeszcze przy Marinie?
–
To ja ją poprosiłam –
odparłam przepraszającym tonem. – Nie wiedziałam,ze to będzie
dla ciebie aż tak krępujące.
Westchnął
odwracając wzrok po czym na jego twarz wypłynął powolny uśmiech.
–
W porządku. Nic się nie stało.
–
No to ulga – odparłam z
uśmiechem wyciągając ręce bym tym razem ja mogła ująć jego
twarz w dłonie podczas pocałunku.
–
Ale... – dodał odsuwając
moje ręce. – Wieczorem za to odpokutujesz.
–
Chcesz mnie zakuć w
kajdany,przełożyć przez kolano i dać klapsa? – spytałam
lubieżnie unosząc brwi.
Pokiwał
głową na boki co znaczyło „być może”.
–
Hmm...niech będzie –
mrugnęłam skubiąc go lekko w ucho. Odsunął się zdziwiony.
–
Żartowałem.
–
A ja nie. Nie bądź wiecznie
takim grzecznym chłopcem. Kobiety chcą mężczyzn,którzy potrafią
być niegrzeczni tylko dla nich – powiedziałam zręcznie
zmieniając głos w szept. Przygryzłam wargę i oznajmiłam
swobodnie,jakbym zmieniała wcielenie:
–
No to do wieczora.
I
jak gdyby nigdy nic zostawiłam go osłupiałego na korytarzu.
–
Jesteś w końcu – stwierdziła
nieco naburmuszona Marina – Ile można taszczyć na dół jedno
pudełko?
–
Przepraszam – mruknęłam
odgarniając włosy z oczu i uniosłam wieko. Trzy blondynki
wstrzymały oddech na widok krótkiej czarno-białej sukni z trenem.
Nie
miała ramiączek;gorset był wykonany z połyskujących w świetle
czarnych cekinów,zaś na resztę składał się cienki materiał
przypominający jedwab w biało-kremowym odcieniu. Cekiny,które
bywały niekiedy definicją kiczu,mogły w tym zestawieniu kompletnie
zniszczyć kreację,ale krój i kolory sprawiały,że suknia
wyglądała wyjątkowo wytwornie.
–
Ojej jest cudowna – wyszeptała
Marina.
–
Boska – dodała Maria Isabel.
Ana
Maria pokiwała jedynie głową z aprobatą.
–
I co najważniejsze:kupiłam ją
na wyprzedaży. Nigdzie nie mają takich okazji jak w Nowym
Jorku.-skwitowałam.
–
Cudna. Gdyby nie to,że mój
brzuch jeszcze długo nie zrobi się płaski jak twój ukradłabym ci
ją – zażartowała Marina – To co?Wracamy do dzieciństwa Rafy?
–
Dość już na dziś –
oznajmiła Ana Maria podnosząc się z kanapy. Kiedy wychodziła
zdążyła mi jednak rzucić po cichu:
–
Ale nie dla ciebie kochanie.
Będę musiała z tobą porozmawiać.
I
zostawiła mnie kompletnie osłupiałą,tak jak ja zostawiłam jej
syna na górze.
*
Później,kiedy
nasi goście się rozeszli,Rafael postanowił wcielić swoją
propozycję w życie. Kiedy tak leżeliśmy ciesząc się swoją
obecnością,odważyłam się w końcu poruszyć spędzający mi sen
z powiek od miesięcy,temat.
–
Rafael,chciałabym cię o coś
zapytać... – zaczęłam błądząc palcami po jego wyrzeźbionym
torsie.
–
Pytaj –zamrugał oczami.
Wzięłam
głęboki oddech.
–
Nie sądzisz,że twoje
mieszkanie jest trochę za małe dla naszej potencjalnej rodziny?
Poruszył
się niespokojnie.
–
No cóż...nie jest duże,ale
myślę,że nam wystarczy.
Mój
entuzjazm nieco przygasł. Namówić go do współpracy było
naprawdę ciężko.
–
A nie pomyślałeś o tym... –
przełknęłam ślinę – Że może pora się nieco
usamodzielnić?Wiesz,że lubię twoją mamę,ale uważam,że skoro
zamierzamy się pobrać przyda nam się dom. Tylko dla nas.
Już,powiedziałam
to. Dusiłam to w sobie tyle miesięcy i w końcu odważyłam się to
powiedzieć!
Otworzył
usta,zapewne żeby zacząć kazanie o zażyłości jego rodziny,więc
przerwałam mu:
–
Wiem,że to trudna decyzja,ale
przemyśl to. Naprawdę warto się nad tym zastanowić.
Zamknął
usta i zmarszczył brwi,a potem skinął tylko głową.
–
Świetnie
Zgasiłam
lampkę przy łóżku i przewróciłam się na drugi bok zapadając w
sen.
*
–
Niech go szlag! – krzyknęłam
uderzając gniewnie pięścią o siedzenie niżej mieszczące się w
boksie na stadionie Arthure'a Asha w trakcie meczu finałowego panów
w Us Open 2011. W owym meczy Novak Djokovic wygrał łatwo drugiego
seta z Rafą 6:2 i odskoczył na 2:0 w setach. Patrząc jak Serb
zaciska pięść i unosi ją w stronę swojego boksu,ogarnęła mnie
wściekłość.
–
Kinga,uspokój się –
powiedział łagodnie Tomeu Salva.
–
Jak mam być spokojna,gdy ten
gnojek ogrywa dziś Rafę jak chce? – odwarknęłam wspierając
podbródek na dłoniach.
–
Jest w dobrej formie –
przyznał – Dlatego nie powinno cię to tak złościć.
–
Czy to źle,że mi zależy?
–
Wszystkim nam zależy,ale jednak
potrafimy się opanować.
Aha,czyli
ja jestem obca,bo okazuję emocje. Dobrze wiedzieć.
Pokiwałam
sceptycznie głową i się zamknęłam.
Nie
muszę chyba dodawać,że to Rafaelowi poszło w tym turnieju lepiej
niż mnie. Zatrzymałam się na ćwierćfinale po ciężkiej walce z
Angelique Kerber. Dobry wynik,jeśli idzie o korty twarde. Teraz
wystarczy tylko,żeby Rafa wygrał(chociaż do tego jeszcze bardzo
długa droga)a można będzie zaksięgować ten turniej do kategorii
tych bezsprzecznie udanych.
I
jest do tego o kroczek bliżej,bo oto Rafa wygrał trzeciego seta w
tiebreaku. Wstałam z krzesła i zaczęłam klaskać jak szalona.
Nigdy nie przypuszczałam,że po drugiej stronie kortu emocje są
takie same,ba może nawet większe niż tam na dole aż do czasu,gdy
po raz pierwszy zasiadłam na trybunach by kibicować Rafie podczas
finału. Ale wtedy wygrywał. Dziś pierwszy raz mam szansę
sprawdzić swoje nerwy w sprzecznej sytuacji i jak na razie
przegrywam.
Novak
Djokovic irytował mnie swoim zachowaniem. Te jego gesty były po
prostu niesmaczne dla konesera tenisa. Owszem,Rafa i ja również
pozwalamy sobie na spontaniczne wybuchy radości,ale nigdy w takiej
ilości. Serb natomiast zachowywał się,jakby podbijał świat. I
poniekąd tak było,ale i tak nie zmienię mojej opinii.
Koniec
końców mu się udało i przyznałam Tomeu rację,że faktycznie
dziś był w formie. Patrząc na pojedyncze piłki zagrywane przez
obu,to Djokovic grał lepiej i odbijał mocniej. Jego przyspieszenie
z obu uderzeń było niewiarygodne i Rafa nie mógł z tym nic
zrobić. Kiedy leci jedna kończąca za drugą,możesz jedynie czekać
aż to bombardowanie się skończy. A jeśli nie,no cóż trzeba się
ratować czym popadnie i ryzykować. A kiedy i ryzyko się nie
opłaca,trzeba grać do końca,ale godzić się z porażką. A czasem
i mistrzowi noga się powinie wskrzeszając w myśli nadzieję.
–
Wiesz,że nie mogłeś nic z tym
zrobić? – spytałam usiłując pocieszyć Rafaela po
konferencjach.
–
Mogłem – spuścił głowę w
akcie skruchy.
–
Niewiele. Też mnie wkurzał,ale
po prostu był w formie. Sam mi mówiłeś jak z tym jest.
–
Ale kiedy jest tak blisko i
daleko zarazem...jest ciężej.
–
Rozumiem – Objęłam go i
cmoknęłam w policzek – Następnym razem będzie lepiej.
No nie. Nie wierzę,że zagapiłam się do tego stopnia,że zapomniałam,że był piątek! Tym bardziej,że edytowany już wcześniej rozdział leżał sobie i czekał. No nic. Przepraszam!
O kurczę, ciekawe co też mamusia Rafy chce powiedzieć Kindze...
OdpowiedzUsuńA akcję z oliwkami też pamiętam z biografii ;D
No i super, że Marina będzie miała dziewczynkę! :) I rzeczywiście coś w tym jest, że panowie czasem też woleliby mieć córkę. W końcu może będzie córeczka tatusia :D
I proszę mi tutaj nie obrażać Novaka :D
Pozdrawiam, adwokat
Sprzeciw oddalony :D To Kingi słowa,a to wszystko zmienia :P
Usuń