Tekst

piątek, 11 grudnia 2015

2.20 Rozłam i akceptacja

Zgodnie z obietnicą złożoną Rafaelowi w spokojniejszym okresie,który zawsze następuje po Wielkim Szlemie,urządzamy przyjęcie zaręczynowe w pierwszą sobotę po powrocie,podczas którego mieliśmy wszystkim wyjawić datę ślubu ustaloną kilka dni wcześniej,a ja stwierdziłam,że najwyższy czas powiedzieć rodzicom,że wychodzę za mąż.
Tak? – rozległ się w słuchawce głos mojej matki,a ja przełknęłam ślinę,bo w głębi duszy miałam nadzieję,że nie odbierze.
Hmm,cześć mamo.
Cześć skarbie – odparła jakby ze zdziwieniem i strachem – Co u ciebie?
Wszystko dobrze – odparłam ostrożnie – A u was?
Kaszlnęła,co najwyraźniej miałam uznać za odpowiedź.
Mamo... – zaczęłam zamykając oczy i przywołując wszystkie przećwiczone słowa,które miały wypłynąć z moich ust – Musze ci coś powiedzieć. Wychodzę za mąż.
Parsknęła i zaśmiała się nerwowo.
I mówisz mi o tym wprost dopiero po miesiącu od zaręczyn?
Czyli wiedziała. No jasne.
Tak,wiem,że powinnam powiedzieć wam od razu,ale uwierz mi:Nie było kiedy – odpowiedziałam jedną z wielu regułek.
Czyli to takie trudne wykręcić jeden numer i powiedzieć trzy słowa?
Ach,i dostać kazanie na następne pięćdziesiąt?Wybacz,ale wolałam tego uniknąć-- odparłam zjadliwie i natychmiast zganiłam się w duchu za zbytnią nerwowość.
W takim razie chciałaś,żeby media powiedziały mi za ciebie?
Nie,oczywiście,że nie – odparłam łagodniejszym tonem – Chciałam po prostu oswoić cię z tym faktem.
No to ci się nie udało.
Wiem. Ale co innego miałam powiedzieć?Że zaczęłaby panikować jak to ma w zwyczaju?Że zrobiłaby wszystko,żeby dać mi do zrozumienia,jak bardzo tego nie popiera?
Odetchnęłam głęboko.
Mamo,przepraszam. Być może to nie było zbyt rozsądne z mojej strony,ale...
Uważam,że to kompletnie nieodpowiedzialne.
Zatkało mnie.
Słucham?!
Znasz tego mężczyznę zaledwie rok i już chcesz za niego wyjść?Kinga,masz dopiero dwadzieścia trzy lata. Zdążysz jeszcze wziąć ślub.
Po co mam czekać?Kocham go a on kocha mnie.
Bo co?Bo ci tak powiedział? – prychnęła z pogardą.
I udowodnił. Wiele razy – zacisnęłam usta.
Ach,no jasne. Nigdy bym nie przypuszczała,że moja córka wyjdzie za mąż dla świetnego seksu. Ile razy w dzieciństwie powtarzałaś,że chcesz mieć dom i dzieci?
Wiele – przytaknęłam – I dla ścisłości:Nie wychodzę za Rafaela tylko dlatego,że jest świetny w łóżku.
To tylko bardzo korzystny dodatek.
Tyle dlatego,że jest dobry i się o mnie troszczy. Jestem pewna,że tata to zrozumie. Daj mi go do telefonu.
Moja mama sapnęła cicho.
On jest... – przełknęła ślinę – Nie ma go.
Gdzie jest?
W...pracy.
Jest sobota – serce zabiło mi szybciej z niepokoju.
Westchnęła i jęknęła żałośnie.
W porządku. Rozstaliśmy się.
Co?!
Usiadłam na małym fotelu w salonie i dotknęłam skroni. Zamrugałam szybko chcąc przegonić cisnące się do oczu łzy.
Tak. To dłużej nie miało sensu. Nie odzywaliśmy się do siebie przez tydzień,a gdy zarzucił mi,że zabieram ci pieniądze,nie wytrzymałam.
Przecież to ja wysyłam wam pieniądze – powiedziałam ze zdziwieniem wymieszanym z rozpaczą.
Jemu to powiedz-mruknęła pociągając nosem.
Gdzie teraz mieszka?
-U swojego brata.
Przestałam powstrzymywać łzy.
Od jak dawna to trwa?
Wyprowadził się tydzień temu.
Pokiwałam głową. Łzy kapały na materiałowe obicie.
Dlaczego nie zadzwoniłaś?
Mogłabym ci zadać to samo pytanie-odparła ponuro.
Trafiony,zatopiony.
Zdusiłam szloch na tyle,by oznajmić:
Zadzwonię jutro. Trzymaj się mamo.
A potem tama puściła i rozszlochałam się na dobre wtulając twarz w poduszkę.
Wiedziałam,że tak będzie. Jakąś cząstką duszy to przewidywałam. Moi rodzice prawie się nie kłócili przed moją przeprowadzką. Więc to była tylko i wyłącznie moja wina.
Kinga jesteś tu? – rozległo się wołanie Any Marii w parze z ciężkimi krokami na schodach do naszego mieszkania.
W salonie – pociągnęłam nosem i otarłam oczy rękawem.
Twarz jej się rozjaśniła gdy weszła.
Och skarbie dobrze,że jesteś. Rafael dzwonił do mnie i mówił,że twój telefon był zajęty. Nie ma w sklepie buraków i... – zmarszczyła brwi – Ojej,co się stało?
Nic takiego – skłamał mój głos,ale zapuchnięte oczy zdradzały prawdę.
Daj spokój,widzę,że coś się dzieje.-usiadła na brzegu białej materiałowej sofy i wzięła mnie za rękę. – Powiedz o co chodzi.
Co chciał Rafael? – Puściłam jej słowa mimo uszu.
Nigdzie nie mają świeżych buraków,więc ten twój barszcz chyba odpada.
Och,trudno. Ale jeśli ma pani pomidory to mogę zrobić zwykłą pomidorową zupę.
Dobrze – skinęła głową – Ale teraz powiedz mi dlaczego płaczesz.
Odetchnęłam głęboko i zamknęłam oczy. Jeszcze raz uścisnęła pocieszająco moją dłoń.
Zadzwoniłam do mamy,żeby jej powiedzieć o weselu. Oczywiście zganiła mnie za to,że nie powiedziałam jej do tej pory...a potem powiedziała,że rozstała się z ojcem. Przeze mnie.
Oczy Any Marii rozszerzyły się i błysnął w nich żal.
Biedactwo,przecież to nie twoja wina. Nie możesz siebie winić za to,że twoi rodzice przestali się kochać – powiedziała łagodnie.
Ale zanim się wyprowadziłam wszystko było w porządku...
Pokręciła głową wprawiając w ruch delikatne perłowe kolczyki.
Równie dobrze mogli się kłócić,gdy ty wyjeżdżałaś. Wiesz mi,Sebastian i ja kłóciliśmy się dużo wcześniej zanim postanowiliśmy się rozstać. A gdy podjęliśmy już tą decyzję,Rafaela przy nas nie było. A wolałabyś gdyby ciągle się kłócili?
Nie. Ale gdybym się nie wyprowadziła wciąż byliby razem.
Powiedziałam to i wybuchnęłam płaczem po raz kolejny. Może i bezpośrednio rozstanie rodziców nie było moją winą,ale pośrednio dzięki wyprowadzce na pewno.
Co ty opowiadasz?Nie płacz,proszę cii...
Na dole trzasnęły drzwi a po chwili słychać było kroki na schodach i kolejny trzask.
Uspokój się już! – syknęła Ana Maria nerwowo spoglądając na łuk prowadzący do salonu. Ukazał się w nim Rafael obładowany różnymi torbami. Mięśnie jego opalonych ramion apetycznie napinały się pod ciężarem produktów. I to właśnie był powód,dla którego mnie zganiła. Rafael i jego obsesyjna troska.
Sapnął stawiając torby na podłogę.
Mam tu wszystko o co prosiłyście. Jestem pewien,że...o Boże,Kinga,co ci się stało?
W ułamku sekundy znalazł się przy mnie i ścisnął moje ramię po czym spojrzał na matkę. Ta z kolei pokręciła głową.
Otarłam ręką ostatnie łzy i zniosłam jego pytające spojrzenie.
Moi...rodzice...rozstają się – wydusiłam po raz kolejny z żalem.
Otworzył usta,a potem je zamknął. W końcu wymamrotał tylko:
Mamo,możesz nas zostawić?
Była pani Nadal skinęła głową i wyszła. Na myśl o tym,że moja mama będzie byłą panią Kolat znów poczułam łzy w kącikach oczu.
Kochanie chodź tutaj – ujął moje dłonie zmuszając do wstania i przejścia na kanapę,po czym otoczył mnie ramionami i pogłaskał po włosach.
Chcesz pić?
Skinęłam głową. Wyjął małą wodę mineralną. Wypiłam pół za jednym razem wypłukując smutek i ból blokujące gardło.
Lepiej?Dobrze. To teraz opowiedz mi wszystko po kolei.
Powtórzyłam więc to samo,co jego matce. Gdy skończyłam,pokręcił głową i spuścił wzrok.
Doskonale cię rozumiem. Przechodziłem przez to samo co ty.
Ale twoi rodzice nie rozstali się przez ciebie.
Uwierz mi,twoi też.
A jak inaczej to wytłumaczysz?
Rafael westchnął i ponownie wsunął palce w moje włosy łagodnie je przeczesując.
Być może było źle od jakiegoś czasu – przełknął ślinę,a ja zdałam sobie sprawę,że rozdrapałam starą ranę. – Mówiłaś mi o tym.
Bo było – westchnęłam – Ale nie do tego stopnia,żeby pokłócili się na śmierć i życie.
Rafael zacisnął usta i spuścił wzrok.
To trudne,wiem o ty. Wyobraź sobie co było z moją rodziną. Był to szok,ale minęło trochę czasu i uporaliśmy się z tym. Ty też sobie poradzisz. Jesteś silną kobietą. Jedną z najsilniejszych jakie znam.
Zaśmiałam się krótko. Właśnie dałam doskonały przykład tego,jak bardzo jestem silna.
Silna? Ja? Doceniam,że chcesz mnie pocieszyć,ale...
Ale jesteś też kobietą. A kobiety bardzo wylewnie wyrażają swoje emocje. – dokończył za mnie.
Zamilkłam. Co do tego miał rację. Niestety.
Nie takie rzeczy znosiłaś. Chociażby odejście Mariny i Spencera – ciągnął.
To akurat dało się rozwiązać – przypomniałam mu. – A w tej kwestii,no cóż,raczej zbyt wiele nie da się zrobić.
Do czasu. Wiesz,że ten układ się skończy kiedy Marina będzie przed samym porodem. A może i wcześniej.
A potem będzie tylko płacz,zgrzytanie zębów i spadek w rankingu...
Łatwo ci mówić – Nie wytrzymałam – Bo ty już nie musisz przez to przechodzić.
Strząsnęłam jego rękę i wyszłam. Rafa ruszył za mną do łuku wyjściowego,ale go powstrzymałam.
Nie. Chcę być teraz sama. Rozpakuj zakupy.
Możemy odwołać przyjęcie,jeśli chcesz.
Pokręciłam głową,chociaż chętnie bym się zgodziła. Nie było jednak sensu sprawiać zawodu całej jego rodzinie.
Po prostu...daj mi chwilę,dobrze?
Kątem oka dostrzegłam jego zatroskane spojrzenie. Drzwi do sypialni zamknęły się z trzaskiem,gdy otworzyłam taras oddając moje skołatane nerwy w opiekę morskiej bryzie.

*

Na wieczór postanowiłam założyć tą samą sukienkę,którą miałam na sobie podczas oświadczyn w Krakowie. W końcu to oficjalne zaręczyny. Czułam się jak księżna Kate,której zaręczynowa sukienka stała się słynna na cały świat. O sukni ślubnej nie wspominając.
A co do tego,nie miałam jeszcze szczegółowego planu. Chcę połączyć tradycyjne hiszpańskie koronki na welonie i sukni z nowoczesnymi krojami. Być może Marinie uda się zdziałać cuda i załatwić wykonanie projektu,ale na razie nie liczyłabym na to. Stwierdziła ostatnio,że gdy urodzi,wróci do projektowania i postara się o odnowienie kontaktów ze szwalnią. Ten pomysł podobałby mi się o wiele bardziej,gdyby została ze mną. Już teraz czuję ucisk w sercu na myśl,że nadejdzie pora rozstania.
Cóż,nie można mieć wszystkiego.
Nałożyłam na twarz odrobinę podkładu i już miałam go rozetrzeć,gdy rozdzwoniła się moja komórka. Uśmiechnęłam się widząc na wyświetlaczu numer osoby,o której przed chwilą myślałam.
Halo? – wymamrotałam usiłując równocześnie trzymać telefon i wytrzeć ręce.
Cześć. Nie przeszkadzam ci? – spytała niepewnie – Albo raczej...wam?
Co?Nie! – Policzki zaróżowiły mi się pod plamami pudru na jej sugestię. – Właśnie maluję się przed zaręczynową kolacją.
Robicie zaręczynową kolację? – zdziwiła się Marina.
To tradycja w całej Hiszpanii – wyjaśniłam – Dodaj do tego więzy rodzinne Nadalów a wyjdzie ci obowiązek.
Gwizdnęła.
Poważna sprawa. Czemu nic nie gadałaś?
Wzruszyłam ramionami usiłując rozmazać podkład,który zdążył zacząć wysychać.
Nie? Moja wina. A co u was? Jak się czujesz?
Cóż,Spencer obiecał,że jutro przedłuży sobie przerwę i zabierze mnie na zakupy do pokoju dla małej. Zobaczymy co z tego wyjdzie. – zachichotała. Spencer był zdystansowany i obowiązkowy,ale jego ojcostwo zdecydowanie nie mieściło się pod żadną a tych kategorii.
Zamierzasz postawić na klasyczny róż?
Skąd! – zaprotestowała oburzona – Może tylko dekoracje. Myślałam o żółto-zielonym.
Fajnie – ucieszyłam się szczerze – Kolorowo i przytulnie. A tak właściwie to myśleliście już nad imieniem?
Hmm,poniekąd w tej sprawie do ciebie dzwonię – zasępiła się.
Do mnie? – parsknęłam – A co ja jestem,urząd?To wy powinniście wybrać imię.
Tak,ale nie chcę wyrządzić mojej córce krzywdy przed urodzeniem,więc muszę się z kimś skonsultować.
No,dawaj
Co sądzisz o Cheryl?
Postukałam palcami w podbródek.
Jak ta piosenkarka? Cheryl Cole?
Poniekąd – przytaknęła. – A zdrobniale Cherry?
Parsknęłam śmiechem.
Wiesz,nie sądzę,żeby była dumna z tego,że nosi imię wzięte od owocu.
- Zatem Amanda?
-Kategorycznie nie-skrzywiłam się
A Jade?
Też.
Westchnęła cicho.
W porządku. Dzięki za uratowanie mojej córki przed zepsuciem życia. Odezwij się jutro po kolacji. Pa!
I tak będę musiała to zrobić,by poinformować ich o terminie ślubu. Ale na razie to może być niespodzianka.
Machnęłam ręką na zaschnięte plamy podkładu na twarzy i zaczęłam robić makijaż od początku,po czym wskoczyłam w kieckę i zeszłam na dół pomóc w przygotowaniach.
Na wielkim stole nakrytym białym obrusem, wypożyczonym od matki chrzestnej Rafaela,Marilen zostało postawionych dziesięć nakryć. Pośrodku stały dwie sałatki na przemian ze świecami,z brzegu zaś Ana Maria umieściła zupę. Na główne danie zdecydowałyśmy się zrobić pierogi,jako że rodzina powinna zasmakować polskiej kuchni,a na dokładkę makaron z krewetkami,ulubione danie Rafaela. Wszystko było dopięte na ostatni guzik i pozostało czekać na gości. Zamiast nich pierwszy po schodach zszedł Rafa. Uśmiechał się zapinając drugi guzik nieskazitelnie białej koszuli. Wtedy wiedziałam co czuł,gdy zobaczył mnie po raz pierwszy schodzącą po schodach na balu zwycięzców. Podniecenie i skrępowanie.
Gotowa? – szepnął mi do ucha i cmoknął w policzek. Pachniał prawdziwie męskimi perfumami,które uwielbiałam.
Jasne – odparłam,ale mimo to czułam się spięta,a serce biło mi szybciej pobudzając krew do szybszego ruchu.
Pierwszy zjawił się ojciec Rafaela. Poczułam żal i ukłucie zazdrości patrząc,jak dobrze dogaduje się z byłą żoną. Całą siłą woli zmusiłam się,by znów się nie rozpłakać. Przeczesałam nerwowo kręcone kosmyki brązowych włosów starając się opanować drżenie.
Po Sebastianie zjawił się Juan Parera,ojciec chrzestny Rafy wraz z ciotką Marilen,a potem-o zgrozo!-Toni. Zmarszczył brwi widząc jak oboje z Rafą sztucznie uśmiechamy się do gości,ale powstrzymał się od komentarza i skinął uprzejmie głową,co było dla mnie szokiem. Albo dostał reprymendę od Rafy(co mało prawdopodobne)albo sam zmądrzał(co jest nieprawdopodobne jeszcze bardziej). Tak czy siak,zapowiadał się wieczór bez ścięć.
Gdy zjawili się wszyscy i usiedliśmy przy stole,zapadła niezręczna cisza. Nadalowie i państwo Parera rzucali mi ukradkowe spojrzenia. Nie wszyscy bowiem do tej pory mieli okazję bliżej mi się przyjrzeć a tu proszę-ta obca dziewczyna z Polski to przyszła żona ich krewniaka.
Nerwowość przytłaczała mnie do tego stopnia,że nie byłam w stanie jeść. Skubnęłam dwie łyżki zupy pomidorowej i może trzy pierogi i odpowiedziałam z uśmiechem na pytania. O dziwo,Toni prawie w ogóle się nie odzywał, jeśli już to były to krótkie odpowiedzi. Zerknęłam ukradkiem na jego talerz i ze zdumieniem spostrzegłam,że pierogi mu posmakowały. Zamrugałam gwałtownie łapiąc jego wzrok.
Dobrze gotujesz – powiedział cicho,ale i tak wszyscy zdążyli usłyszeć.
Dz-dziękuję – wyjąkałam zaskoczona. Żeby uniknąć dalszych niezręcznych sytuacji z Tonim i mną w roli głównej,Ana Maria,dumna gospodyni wzięła do ręki kieliszek z winem i oznajmiła:
No więc,może najwyższy czas,żebyście przestali trzymać nas w niepewności i zdradzili datę ślubu?
Oczywiście – uśmiechnął się Rafael i spojrzał na mnie – To będzie...
Jedenastego lutego. – dokończyłam na jednym oddechu.
Toni wydął usta i zmarszczył brwi, po czym skinął lekko głową. Najprawdopodobniej szukał w pamięci,czy ta data pokrywa się z turniejami. Cóż,w moim wypadku pokrywa się z Dubajem,ale tego jeszcze nie wiedział. Ustaliliśmy z Rafą,że lepszego terminu nie będzie i lepiej zaplanować ceremonię na owy dzień.

Rozległy się oklaski kobiet i pomruki mężczyzn,a ja w końcu rozluźniłam się,bo wiedziałam,że znalazłam akceptację.


No moi drodzy,czas na małe smuteczki,ale spokojnie,to i tak tylko wierzchołek góry lodowej :) Ale do tego dojdziemy za parę tygodni.
Lecę skomentować zaległości i na wykłady.
Buziaki!
Gatique

2 komentarze:

  1. Aż się boję, co to za góra lodowa...
    Wiadomo, że rozstanie rodziców to nie Kingi wina, ale ona to będzie przeżywać. Podobny wątek u mnie (znów telepatia), praktycznie w jednym i w drugim, bo nie tylko w "dzisiejszym" blogu, ale i u Radwańskich i jest to zjawisko popularne akurat u najbliższych tenisistów, bo u Rafy też.
    Kinga przeżyła kolację, to już postęp ;) Nie ogarniam tylko jak termin ślubu może się pokrywać z planami startowymi - jak to sobie wyobraża :D
    Z chęcią udzielę Ci bliższych informacji na temat ligi, zapraszam :)
    Do napisania! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty nas tutaj nie strasz górą lodową, ty!
    No dobra, do rzeczy. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała przechodzić przez to co Kinga. Rozwód rodziców to zawsze tragedia, bez względu na wiek. Faktycznie klan Nadalów to wyzwanie, u nich rodzina to rzecz święta ;]

    OdpowiedzUsuń