Tekst

piątek, 12 lutego 2016

3.1 Nowa twarz

 – Och,znowu? – jęknęłam głośno po polsku. Siedziałam na krawędzi wanny i z rezygnacją spoglądałam na jedną kreskę dobitnie widoczną na teście ciążowym. Odkąd wyznałam Rafaelowi w noc poślubną,że jestem gotowa na założenie rodziny,zabraliśmy się do pracy w czerwcu,dokładnie po Roland Garros. Był grudzień i do tej pory nasze starania nie przyniosły zamierzonego efektu.
Co do cholery jest ze mną nie tak? – zastanawiałam się na głos.
I jak? – Usłyszałam zza drzwi podniecony głos Giseli. Ona i Juan przyjechali do nas na wakacje dwa dni temu. Nie widzieliśmy się od lutego,kiedy przyjechali na nasz ślub. Cały czas mijamy się między turniejami,ale to nie to samo co usiąść i swobodnie pogadać z dala od medialnego szumu i presji związanej z dobrym występem w turnieju.
Wejdź – westchnęłam. Na widok mojej nieszczęśliwej miny się zasępiła,a wokół jej oczu pojawiły się małe zmarszczki. Była piękną kobietą; ciemne blond włosy wyglądały zabójczo splecione w luźny warkocz,a brązowe oczy błyszczały inteligencją. Nic więc dziwnego,że po krótkim epizodzie ze sztuczną miss plastiku zwaną Zairą,Juan Monaco wybrał właśnie Giselę Benitez.
Bez słowa podałam jej test.
Och. – westchnęła – Przykro mi.
Wzruszyłam ramionami. Gisela przysiadła obok mnie i objęła jednym ramieniem.
Cierpliwości. Na pewno w końcu się uda. – powiedziała łagodnie.
Ale kiedy? – mruknęłam z rezygnacją.
Może to po prostu przez te tabletki? – zasugerowała – Wiesz,że musi minąć trochę czasu,żeby komórki jajowe znów zaczęły się rozwijać...
Tak,i dlatego zaczęliśmy w czerwcu – wyjaśniłam – Po pół roku.
Westchnęła ponownie przesuwając ręką po moim ramieniu.
Ale przynajmniej będziesz mogła dłużej cieszyć się tenisem – dodała wesoło. – Chcę w końcu z tobą zagrać,wiesz?
Zachichotałam mimowolnie. Pomimo tego,że obie jesteśmy na światowych kortach ponad dwa lata,nie rozegrałyśmy ze sobą ani jednego spotkania!
Ja z tobą też – Utkwiłam wzrok w czubkach moich lekkich balerinek. – Teraz jak już jestem numerem jeden może będzie okazja.
To prawda. W marcu,po wygraniu Indian Wells zostałam liderką rankingu detronizując samozwańczą Karolinę Woźniacką. Samozwańczą poprzez jej ciułanie punktów na mniejszych turniejach nie wygrywając wcześniej żadnego Wielkiego Szlema. W moim przypadku,mając już cztery szlemy,fotel liderki jest miłym dodatkiem do i tak już noszonej korony. Troszkę szkoda było mi to wszystko zostawić,ale z całego serca pragnęłam urodzić dziecko,a potem wrócić do sportu z jakimiś perspektywami.
No,masz teraz dobrze – odparła z nuta zazdrości – Teraz już kompletnie wszyscy szaleją na twoim punkcie.
Ach,nie przesadzaj – machnęłam ręką – Nie tacy znowu wszyscy.
Racja,Caroline na przykład – skrzywiła się odruchowo. – Widziałaś ten jej naszyjnik?
Prychnęłam.
Mam ładniejsze. Plus obrączkę a ona nie.
Karolinka znalazła sobie w zeszłym roku chłopaka,który obdarował ją naszyjnikiem w kształcie serca z motywem flagi Danii. Od tamtego czasu-a właściwie od kiedy z nim jest-ostentacyjnie demonstrują swoje uczucia.
Tak,to fakt – roześmiała się Gisela.
Ale to nie zmienia faktu,że bardziej niż tego chciałabym zajścia w ciążę – powiedziałam ponuro.
Gisela,jeśli nawet miała dość tych narzekań,nie pokazała tego po sobie. Zamiast tego uniosła brwi i radośnie spytała:
Hej,jest może jeszcze to pyszne ciasto cytrynowe?
W lodówce – przytaknęłam.
Pierwszy raz w życiu ośmieliłam się upiec coś samej,ale stwierdziłam też,że wypada mieć coś dla gości. Bałam się tylko,że spalę pół świeżutkiej,nowej kuchni,ale jak wszyscy zgodnie stwierdzili - ciasto było przepyszne.
Może zjemy sobie po kawałku zanim wrócą nasi mężczyźni i pochłoną wszystko?
Uśmiechnęłam się i z entuzjazmem ruszyłyśmy do kuchni połączonej z dużym salonem. Była podobna jak w poprzednim mieszkaniu,ale nieco większa i przytulniej urządzona. Wyjęłam ze srebrnej lodówki paterę i odkroiłam po sporym kawałku bladożółtego ciasta.
Jadłyśmy w salonie milcząc,każda pogrążona we własnych myślach. Skupiłam się na swoim problemie,ale natychmiast się zganiłam. Okazało się,że Benito Perez,nasz rzecznik prasowy choruje na jakąś ciężką chorobę,której nie umiem sobie przetłumaczyć na polski i żeby odpowiednio się wyleczyć potrzebuje badań i serii zabiegów. Tym samym nie może u nas dłużej pracować i trzeba szukać kogoś innego na to miejsce. Z biegu podałabym Marinę,moją dawną menadżerkę,ale rok temu urodziła dziecko i potrzebowała urlopu. Nie wątpię,że inaczej byłaby więcej niż zainteresowana.
Wracają – szepnęła Gisela wychylając się.
Przez okno w salonie mieliśmy widok na ulicę,którą wracali Juan i Rafael. Oboje wyglądali niezwykle przystojnie w koszulkach polo,krótkich spodenkach i kijami golfowymi na plecach. Uśmiechali się i co chwila wybuchali śmiechem wykonując różne gesty,zapewne parodie swoich ruchów na polu golfowym. Śmiali się aż do salonu.
Cześć dziewczyny! – rzucił Pico rozwalając się na sofie obok Gi. Nachylił się,żeby zgarnąć z łyżeczki kawałek ciasta,ale ta odsunęła talerzyk i zrobiła groźną minę w stylu „Moje,nie oddam!” Zrezygnowany opadł na poduszkę i spojrzał w moją stronę – Co tam?
Wzruszyłam ramionami zatykając usta ciastem. Gisela spuściła wzrok nie bardzo wiedząc co powiedzieć i czy w ogóle coś powiedzieć.
Kto wygrał? – spytałam luźno.
Rafa – Pico pokręcił głową z niedowierzaniem w stronę mojego męża wkraczającego do salonu. – Nie dość,że wszystkich bije na korcie to jeszcze i w golfie.
Po prostu uwielbiam wygrywać – uśmiechnął się i pocałował mnie w skroń,po czym usiadł obok i zdjął rękawice.
Juan przewrócił oczami.
Mógłbyś czasem dać komuś wygrać.
Mógłbym – przytaknął – Ale co to byłaby za wygrana?
Sprawiedliwa.
Dla mnie czy dla ciebie? – Uniósł pytająco brew.
Dobra,dość tych filozoficznych gadek o sposobie odnoszenia zwycięstw – ucięła Gisela z satysfakcją zjadając ostatni kęs ciasta. – Co dzisiaj robimy?
Porto Cristo? – zasugerował Rafael.
Palma i mały shopping? – podsunęłam ja.
A może dwa w jednym? – zaproponował Juan.
Stoi – skinęła głową Gisela – Potrzebuję nowego paero.
Pico złapał się za głowę i mruknął:
Ta kobieta mnie wykończy.
Nikt ci nie każe iść ze mną – obruszyła się jego dziewczyna – Możemy pojechać we dwie. A wy możecie zostać i iść na ryby albo coś. Kinga?
Okej. Wstąpimy do apteki po jakieś witaminy albo cokolwiek...
Urwałam uświadamiając sobie,że nie czuję się dobrze rozmawiając o czymś tak osobistym w większym gronie. Mimo iż byli to przyjaciele.
Rafael posłał mi zaniepokojone spojrzenie i błyskawicznie wyczuł mój nastrój. Trzeba przyznać,że miał do tego dar. Odczytywał moje intencje niemal za każdym razem.
Chcesz porozmawiać? – spytał łagodnie wstając. – Na osobności?
Tak – skinęłam głową i odczułam ulgę,że nie będę musiała tego w sobie dalej dusić. A zwłaszcza przed nim. Przed moim mężem,który zawsze musiał się o mnie troszczyć.
To takie słodkie i upierdliwe zarazem. Nawet kota można zagłaskać na śmierć.
Objęłam się ramionami i stanęłam przy małej toaletce w naszej sypialni. W lustrze dostrzegłam sylwetkę Rafaela,który schował ręce w kieszeniach.
Co się stało kochanie? – spytał podchodząc i obejmując mnie od tyłu. Podniosłam z toaletki test ciążowy i wręczyłam mu. Zmarszczył brwi o odłożył go z westchnieniem.
Nie martw się. Na pewno wkrótce nam się uda...
Wszyscy tak mówią – odparłam z goryczą – A co jeśli nie będą mieli racji? Co,jeśli nie możemy mieć dzieci?
Poczułam łzy pod powiekami i zamrugałam oczami chcąc je za wszelką cenę przepędzić. Jeszcze łez mi tu brakuje!
Nie mów tak – Przesunął dłonią po moich włosach i ujął w dłonie jedno falowane pasmo. – Nie wolno ci tak myśleć.
A jednak myślę. – odparłam ponuro – I jakoś niespecjalnie mam ochotę myśleć,że jest inaczej.
Jest – wymamrotał całując mnie w czubek głowy. Jego ramiona delikatnie mnie kołysały. Zawsze to robił gdy byłam zdołowana. – Zobaczysz,że w niedługo pokażesz mi ten test,tym razem z dwoma kreskami. Są pary,którym przez kilka lat nie udaje się zajść w ciążę i wcale nie oznacza to,że są bezpłodni.
Zdziwiłam się,że powiedział „zajdziemy”. Nie ja,lecz oboje. Dość jasno to pokazywało,że zależy mu na dziecku tak samo jak i mnie chociaż zdawał się zupełnie nie przejmować brakiem efektów.
Mam nadzieję,że się nie mylisz – mruknęłam wtulając głowę w jego ramię.
Zobaczysz. A na razie będziemy próbować i próbować...
Zaśmiałam się,gdy pocałował mnie w szyję.
Później. Mamy gości,zapomniałeś?
Nie widzę przeszkód by goście zajęli się tym samym – szepnął schodząc ustami do obojczyka. Wsunęłam jedną rękę w jego włosy i poddałam się pieszczocie,po czym obróciłam się twarzą do niego i pocałowałam w usta.
Zaczęło robić się bardzo przyjemnie,czułam ciepło stopniowo wypełniające moje ciało aż zadrżałam z podniecenia. Wtedy jednak usłyszałam niepewne wołanie Juana.
Rafael,moglibyście na chwilę zejść?
Westchnęliśmy oboje i z żalem ruszyliśmy na dół.
Gdy schodziłam ze schodów,nie miałam pojęcia co jest grane. W holu,obok Benita stała atrakcyjna,młoda kobieta. Miała proste włosy barwy czekolady i idealnie prostą grzywkę ściętą tuż przy linii brwi. Ubrana była w czarny top i długie białe spodnie. Gdy spojrzała na mnie,w jej ciemnych oczach dostrzegłam błysk strachu.
Benito – rzucił Rafa z uśmiechem – Jak się masz?
Objął przyjaciela i spojrzał na jego towarzyszkę.
A to jest...?
Właśnie o tym chciałem z wami porozmawiać – odparł Benito i zerknął w stronę salonu – Możemy wejść?
Och,jasne.
Kobieta uśmiechnęła się do Rafy odsłaniając rządek idealnie równych zębów. On zaś spuścił wzrok i przeszedł do salonu nieco speszony.
Zarządzam stan alarmowy – mruknęła przez zęby Gisela przemykając na górę. Nie mając innego wyjścia dołączyłam do nich i usiadłam naprzeciwko brunetki. Siedziała sztywno na samej krawędzi czarnej sofy zakładając nogę na nogę.
Jak zapewne wiecie,jestem zmuszony odejść – powiedział ponuro Benito splatając dłonie. Kąciki jego ust były opuszczone,a on sam sprawiał wrażenie,jakby zgasł. Przełknęłam ślinę. Lubiłam tego gościa. Nie chcę,żeby stało mu się coś złego.
Panowała idealna cisza przesycona nerwowym nastrojem oczekiwania. Wypuściłam powoli powietrze.
Ale nie chcę też zostawiać was w niezręcznej sytuacji,dlatego też przedstawiam wam moją bratanicę Emeline. Przejmie moje obowiązki na czas kiedy ja...dopóki nie będę mógł wrócić.
Niezręczna sytuacja? Jaja sobie robi? TO dopiero była niezręczna sytuacja. Z trudem stłumiłam parsknięcie i musiałam się zadowolić wytrzeszczeniem oczu z niedowierzania. Spojrzałam na Rafaela. W jego oczach błysnęła troska,a wyraz twarzy mówił,jak bardzo był przygnębiony. Nie wydawał się specjalnie zachwycony nowym faktem,ale to nie było nic dziwnego biorąc pod uwagę to,z jakim trudem się do kogoś przywiązuje. Kiedy Benito odejdzie,wraz z nim odejdzie jakaś cząstka jego duszy,którą wypełniał. Nie dało się tego tak po prostu zlekceważyć.
Widząc nasze miny,Benito szybko dodał:
Mam nadzieję,że nie macie nic przeciwko?
Z równą szybkością odpowiedział mu Rafael:
Nie. Po prostu...będzie nam ciebie brakować i tyle.
Och tak – przytaknęłam. Odezwałam się pierwszy raz odkąd zaczęliśmy rozmowę. – Zdecydowanie.
Emeline spojrzała na mnie z błyskiem w oku. Po części wyglądała na spiętą,a po części na złą na całą tą sytuację. Będę musiała jakoś rozgryźć tę dziewczynę.
Chociaż nie,dziewczyna to złe słowo. Była stuprocentową kobietą,w dodatku starszą ode mnie. Miała delikatne,kobiece rysy twarzy,pełne usta pomalowane na blady róż i oczy w kształcie migdałów podkreślone jasnym cieniem i eyelinerem,które wydobywały ich czekoladowy kolor. Wyglądała jak uosobienie precyzji.
Zapewniam,że jestem profesjonalistką. Pracowałam już jako rzecznik prasowy kilkanaście razy. – odezwała się miękko czystym hiszpańskim castellano,chociaż w jej głosie pobrzmiewał obcy akcent.
Nie wątpię – mruknęłam pod nosem po polsku.
A więc...witamy w ekipie! – powiedział z uśmiechem Rafael. Emeline odpowiedziała mu tym samym. Jej uśmiech,mimo iż olśniewający nie do końca zdawał się być szczery. Mój mąż posłał mi szybkie spojrzenie,sugerujące iż mam zrobić to samo.
Taaak. Witaj – powiedziałam chłodno krzyżując ręce na piersi.

Uniosła podbródek i skinęła głową. Początkowy lęk związany zapewne z obcym miejscem zniknął i teraz swobodnie mogłam zacząć czytać jej charakter,podobnie jak czytam grę na korcie. Te dwie rzeczy w gruncie są podobne;obydwie wynikają z siebie. Jeśli przeciwniczka gra na przykład jak Azarenka,jest pewna siebie i nigdy się nie poddaje. Zaś jeśli gra podobnie jak Isia,ma słaby charakter,ale wolą walki dorównuje najlepszym. Czuję,że właśnie tak będzie w przypadku Emeline.


No moje drogie,macie pełne pole do popisu dla swoich wiedźmińskich zdolności :D
xoxo

1 komentarz:

  1. Czuję się wywołana do tablicy :D
    Niczego odkrywczego nie powiem - Emeline będzie podrywać Rafę i Kinga się wścieknie, tyle. Już od początku jej się nie spodobała. Nie wyczerpała mi się żadna moc, ale skąd, tylko nie nazwałabym tego pełnym polem. Ja jednak nie wróżę z ręki ani z fusów, potrzebuję wydarzeń i faktów, bo po wyglądzie nie zamierzam babska sądzić :D
    Ode mnie tyle ;)
    Pa :*

    OdpowiedzUsuń