Zmęczone zakupami w
Palmie,razem z Giselą postanowiłyśmy odpocząć i napić się
czegoś w jednej z tamtejszych kawiarni.
– Pucharek lodów i lampkę
wina proszę.
Odłożyłam na krzesło obok
torbę z Victoria's Secret,w której spoczywał strój na przyszłą
rocznicę ślubu.
Gisela uniosła brew.
– Czyżby wino o tak
stosunkowo wczesnej porze miało związek z pojawieniem się pewnej
nowej członkini waszego zespołu?
– Nie. – zaprzeczyłam
gwałtownie. Widząc pogardliwe spojrzenie Argentynki zmieniłam
zdanie. – Dobra. Tak. Nie ufam jej.
– Nie ufasz żadnej
kobiecie,która kręci się wokół twojego męża – zauważyła
Gisela zamykając kartę.
– Bo nie ufam. Ufam tylko i
wyłącznie jemu. Tyle razy się na to nabierałam,że takie coś nie
robi już na mnie najmniejszego wrażenia.
– Poważnie? – spytała
żartobliwie. – Kogo ty chcesz oszukać?
– Wyluzuj trochę. Rafael i ja
staramy się o dziecko. Wątpię,żeby był w stanie teraz zboczyć z
tego toru. Wiesz jaki on jest. Jestem całkowicie spokojna o jego
intencje. A ona...jakoś nie mogę jej rozgryźć.
– Jest...uporządkowana –
stwierdziła Gisela.
– Bardzo. Chodząca
doskonałość. – odparłam z ironią.
– Och i zapewne jest równie
nudna jak ta jej ścięta co do centymetra grzywka. Naprawdę
sądzisz,że będzie z nią jakiś problem?
– Nie wiem. – wzruszyłam
ramionami – Mam jednak wrażenie,że nie jest do końca uczciwa.
Pozostaje się przekonać.
Kelnerka podała lody i moje
wino i natychmiast sięgnęłam po łyżeczkę i zatopiłam ją w
kremowym deserze.
– A tak właściwie,to skąd
ona się wzięła? – spytała Gisela przyglądając się kolorowi
swoich lodów.
– Nie mam pojęcia. Nie wiem o
niej właściwie nic,poza tym,że jest siostrzenicą Benita. A on
jakoś nigdy o niej nie wspominał. I to jest podejrzane.
– Może jest zbiegłą
kryminalistką? – zasugerowała – Albo złodziejką?
– Niemożliwe. Benito traktuje
nas jak rodzinę,nie podesłałby nam kogoś takiego.
– Może on wcale o tym nie
wie? – Gisela świetnie się bawiła wymyślając coraz to nowe
niechlubne zajęcia dla Emeline.
– Pracowała jako rzecznik
prasowy od dwudziestego roku życia i zapewnia,że jest w tym dobra.
Cokolwiek to znaczy –
dodałam w myślach
– Musi znać się na
rzeczy,skoro Benito wybrał ją a nie kogoś obcego – dodałam z
naciskiem.
– Nepotyzm – gwizdnęła.
– Przestań – westchnęłam
odkładając ze złością łyżeczkę. – I mówisz,że ja jestem
przewrażliwiona?
– Usiłuję ci pomóc ustalić
pewne fakty – odparła urażona.
– Uwierz mi,w ten sposób nie
pomagasz.
– Dobra – westchnęła
prostując się na krześle – Masz jakiś lepszy pomysł?
– Mam. Cierpliwość –
wycedziłam.
Kiedy wróciłyśmy do
domu,Emeline siedziała w salonie całkiem swobodnie i rozmawiała z
Rafaelem trzymając na kolanach notatnik. Wyglądali na bardzo
rozbawionych. Starałam się zachować obojętny wyraz twarzy i
weszłam do salonu. Gisela mruknęła coś o tym,że nie chce się
wtrącać i uciekła na gorę. Tyle jeśli chodzi o solidarność
jajników.
Wkroczyłam do salonu i rzuciłam przelotne spojrzenie na kobietę. Rafael natychmiast odwrócił głowę w moją stronę.
Wkroczyłam do salonu i rzuciłam przelotne spojrzenie na kobietę. Rafael natychmiast odwrócił głowę w moją stronę.
– Witaj kochanie. Jak tam
zakupy? – spytał gdy znienacka usiadłam mu na kolanach.
– Wspaniale. Kupiłam kwas
foliowy i jakieś tabletki dla ciebie. Mam nadzieję,że dadzą
wyraźny efekt – szepnęłam mu do ucha zerkając kątem oka na
Emeline. Odwróciła wzrok i niecierpliwie zastukała długopisem w
notatnik.
– Nie tego się
spodziewałem,ale w porządku – odparł z uśmiechem przyciągając
mnie bliżej. – Mamy zacząć od razu?
– Nie – pokręciłam głową
– Zaczniemy znów od lutego. Chcę mieć możliwość obrony tytułu
w Australii.
Na początku roku,właściwie
tuż przed ślubem wygrałam Australian Open dołączając do
kolekcji czwarty Wielki Szlem i wpłacając zaliczkę do fotela
liderki rankingu,którą jestem do tej pory. A skoro jeszcze nie
jestem przy nadziei,warto byłoby jeszcze trochę się tym wszystkim
pocieszyć.
– Och,przepraszam,przeszkadzam
wam? – spytałam niewinnie zwracając się w stronę Emeline.
– Troszeczkę – uśmiechnęła
się sztucznie i zgromiła mnie spojrzeniem.
– A o czym rozmawialiście?
– Ustalamy priorytety jeśli
chodzi o życie medialne. Mówię Emeline jakim mediom udzielamy
wywiadów,jakim nie i na ile pozwalamy niszczyć naszą prywatność.
– wyjaśnił Rafael.
– W takim razie mnie też to
dotyczy – stwierdziłam i zajęłam miejsce obok męża,po czym
skinęłam ręką na Emeline – Śmiało,kontynuuj.
Zacisnęła usta w wąską
kreskę i zerknęła do notatek.
– A więc nigdy nie
wypowiadacie się w plotkarskich magazynach...
– Owszem – skinęła głową
– Pamiętaj o tym.
– Ale za to jesteście otwarci
na wywiady w innych gazetach. – ciągnęła niestrudzenie
– To prawda – przytaknęłam
ze zdziwieniem.
– Więc Rafael chyba wyjaśnił
mi wszystko co powinnam wiedzieć,oui? – powiedziała Emeline
wypowiadając jego imię w wyjątkowo subtelny francuski sposób.
No pięknie.
– Pochodzisz z Francji? Masz
bardzo wyraźny akcent – stwierdziłam beznamiętnie.
– Moja mama była Francuzką a
tata pochodził z Katalonii – wyjaśniła uprzejmie – Chciałabyś
wiedzieć coś jeszcze?
Z czego tak się śmiałaś
wraz z moim mężem
– Nie. To wszystko.
– W takim razie już pójdę.
– wstała i wygładziła czarny obcisły top. Była szczupła,ale w
odpowiednich miejscach zaokrąglona. A przede wszystkim nie miała
tak szerokich bioder jak ja. – Przeniosę moje rzeczy do
mieszkania.
– Pomogę ci – zaoferował
natychmiast Rafa.
– Nie trzeba. To kilka kroków
stąd.
Odetchnęłam z ulgą.
Mieszkanie u matki Rafaela,Any Marii stało puste,ale my też
mieliśmy gościnny pokój. Dobrze,że Rafa zdecydował się na to
pierwsze rozwiązanie.
Wyszła i atmosfera w pokoju
nagle się rozrzedziła. Może nie myliłam się co do niej znacząco.
Ewidentnie trzeba ją mieć na oku. To już nie Aga albo Karolinka.
Kto wie,co jej chodzi po głowie?
Chyba udzielił mi się nastrój
Giseli. I chociaż ufałam mojemu mężowi,to nie zaszkodzi zaznaczyć
wyraźnie swojego terytorium.
I to grubą kreską.
*
Zanim przyszedł czas na
Australię,wybraliśmy się wraz z Rafą do Londynu,odwiedzić
Marinę,Spencera i oczywiście małą Melanie,która kończyła rok.
Byłam szczęśliwa,bo wreszcie mieliśmy trochę czasu tylko dla
siebie. Ostatnimi czasy cały nasz wolny czas poświęcamy
rodzinie;były święta,trzeba było lecieć do Polski i tak dalej.
Nie wspominając już o treningach,na które trzeba było uczęszczać
regularnie bez dnia odpoczynku. Poważnie. Toni nie uznaje czegoś
takiego jak urlop. Wprawdzie zmusza mnie tylko do jednego treningu
dziennie,ale w perspektywie dni to naprawdę dużo.
Cóż,taka cena bycia
sportowcem.
Nie kłócę się z nim zbyt
często. Staram się opanowywać wybuchy złości,a w konsekwencji i
tak robię po swojemu. Czasem wychodzi,a czasem nie,ale żyję w
zgodzie i z nim,i ze sobą.
Spencer i Marina wciąż
mieszkali w tym samym apartamencie niedaleko akademii,tyle,że
przeszedł on teraz drastyczne zmiany. A wszystko za sprawą
jednej,małej osóbki.
Melanie była ślicznym
dzieckiem,kiedy ostatni raz ją widziałam,miała ledwie miesiąc,a
teraz sporo urosła. Brązowe włoski stały się gęstsze,a z
niebieskich oczu biła ciekawość świata.
– Cześć Mel – powiedziałam
uśmiechając się do dziewczynki zaraz po przyjeździe i powitaniu –
Pamiętasz mnie?
Mała popatrzyła na mnie
przenikliwie i wymamrotała coś po swojemu, po czym wyciągnęła
rączki i wzięłam ją. Zaczęła przyglądać się moim wiszącym
kolczykom i złapała jeden.
– Widać bardziej interesują
ją twoje kolczyki niż osobowość kochanie – zachichotał Rafael
stając obok mnie.
– Och,jest wszędobylska –
zapewniła Marina ze śmiechem. Zauważyłam,że zostało jej nieco
zbędnych kilogramów po ciąży,ale nie wyglądała źle. Wciąż
miała kręcone włosy a na policzkach nieodstępny róż. Wyglądała
na szczęśliwą i zadowoloną z życia. – Chodź do mnie skarbie
zanim urwiesz cioci ucho.
– A gdzie Spencer? – spytał
Rafael
– W akademii. Przyjedzie
wieczorem – wyjaśniła. – Jesteście głodni? Właśnie zaczęłam
robić lunch.
– Pójdę z tobą –
zaoferowałam patrząc na nią porozumiewawczo. Wolno skinęła głową
i odwróciła się żeby odejść w głąb domu.
Rafael musiał zauważyć co się
święci,bo oznajmił:
– Dobra. Róbcie ten lunch a
ja pobawię się z małą.
– W porządku – Marina
wzruszyła ramionami – Mało mówi,ale możesz mieć problem ze
zrozumieniem jej. Czasem nawet ja sama nie wiem o co jej
chodzi,dopóki nie pokaże.
– Spokojnie – odparł Rafael
uśmiechając się do dziewczynki i wziął ją na ręce –
Poradzimy sobie,prawda?
Melanie wydała z siebie w
odpowiedzi radosny pisk i razem z Rafą zniknęła w niegdyś
gościnnym pokoju,który teraz był jej królestwem.
– Co robimy na lunch? –
spytałam gdy weszłyśmy do kuchni.
– Zaczęłam robić sandwich'e
i sałatkę więc możemy skończyć.
– Okej.
Wzięłam do ręki sałatę i
umyłam ją,po czym złapałam słoik z oliwkami i odkręciłam go.
Kątem oka dostrzegłam jak Marina trzasnęła lodówką i wzięła
się po boki.
– Możesz już przestać –
powiedziała – Mów o co chodzi.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Jak wszyscy ci ludzie dobrze mnie znają...
Westchnęłam i popatrzyłam w
jej błękitne oczy.
– Martwisz się,że do tej
pory nie zaszłaś w ciążę,prawda? – zgadywała.
Pokręciłam głową,chociaż w
głębi duszy to wciąż mnie męczyło.
– To nic,liczę się z tym,że
po odstawieniu tabletek potrzeba nieco więcej czasu. Poza tym
Australian Open i ta paskudna kontuzja Rafy... – zacisnęłam usta
W zeszłym roku podczas
Wimbledonu,Rafa odpadł już w drugiej rundzie a następstwem było
odnowienie się kontuzji kolana w efekcie czego nie gra do tej pory,a
jeśli dobrze pójdzie wystąpi dopiero w lutym. Pamiętam jak płakał
oglądając Us Open z hotelowego telewizora i nie mogąc w nim
zagrać. Był to ciężki okres dla nas wszystkich i być może też
dlatego mój organizm zareagował w inny sposób uniemożliwiając
poczęcie. Najważniejsze jest jednak to,żeby Rafael jak najszybciej
odzyskał zdrowie i wolę walki.
– Jak on się czuje? –
spytała cicho – Będzie mógł jeszcze grać?
Istniało nawet i takie ryzyko.
Pod koniec roku nie wiedzieliśmy czy nie będzie musiał wcześniej
skończyć kariery.
– Oczywiście – przytaknęłam
z ulgą na wspomnienie traumatycznych przeżyć – Tyle,że dopiero
w lutym jeśli dobrze pójdzie.
– Od czegoś trzeba zacząć –
skwitowała – To silny facet. Da sobie radę.
Skinęłam głową i wróciłam
do krojenia oliwek. Marina nie dała jednak za wygraną.
– To cię tak martwiło? –
upewniła się.
– W zasadzie to
nie...coś...się u nas ostatnio zmieniło.
Wskoczyłam na blat i splotłam
ręce na kolanach.
– Opowiadałam ci o chorobie
Benita,prawda?
Przytaknęła.
– Właśnie. Na początku
grudnia znalazł nam...zastępstwo. – spuściłam wzrok.
– Kogo?
– Swoją bratanicę Emeline –
odparłam gorzko.
Marina dotknęła ręką czoła
i westchnęła.
– Kinga,dałabyś spokój. To
się robi chore.
– Nie chodzi mi o zazdrość –
zaprotestowałam szybko. Poniekąd nie – Z nią ogólnie jest coś
nie tak. Jest strasznie tajemnicza. Do tej pory wiem tylko,że jest
pół Francuzką. A właściwie to pół-Hiszpanką,bo całe życie
mieszkała w Paryżu i pracowała jak rzecznik prasowy dla jakichś
małych francuskich gwiazdek,których nazwisk nie potrafię wymówić,a
co dopiero zapamiętać.
Odchrząknęła i popatrzyła na
mnie z ciekawością.
– Próbowałaś rozmawiać o
niej z Rafaelem?
Prychnęłam i zamachałam
gniewnie nogami.
– On?Zdaje się być nią
zachwycony. Często się konsultują w sprawie jakichś wywiadów i
Bóg wie czego i chwali ją za to. A jak do tej pory nie miała
zbytniej okazji się wykazać.
Wykrzywiła usta w cynicznym
uśmiechu i pokiwała głową.
– Jasne. Kogo ty próbujesz
oszukać? Ty po prostu jesteś zazdrosna i już. Wcale cię nie
obchodzi jakie ma intencje,chcesz tylko mieć Rafaela dla siebie.
Zmrużyłam oczy i wysyczałam:
– Dobra,może i jestem
zazdrosna. Nie ufam żadnej kobiecie,która się kręci wokół
niego,pasuje? A już zwłaszcza nie tej. Dziwi cię,że chcę go mieć
tylko dla siebie? Po tym jak ciężko walczyłam,żeby mieć
chociażby możliwość spotkania z nim?
– Fakt,może trochę za mocno
się wyraziłam... – przyznała z pokorą – Ale musisz przestać
się tak zachowywać. Nie możesz w każdej kobiecie na świecie
upatrywać rywalki. On jakoś ci ufa i nie dostaje szału kiedy
gadasz z innym facetem,nie?
– Prawda – przyznałam z
niechęcią.
– No,więc weź z niego
przykład i zluzuj trochę – ucięła – A teraz robimy lunch,bo
twój małżonek na pewno zgłodniał przez ten czas.
Moje panie. Znacie Kingę. Wiecie,że nie ma to tamto ;) Ale obiecuję Wam,że mimo iż wygląda to banalnie to nie będziecie się nudzić,a przynajmniej mam taką nadzieję :) Dodałam postać Emeline do zakładki "Bohaterowie"
xoxo
Jakoś te menedżerki vel rzeczniczki prasowe tenisistów to się zawsze wcinają... Tak zauważyłam, wspominając czytane chyba przez nas wszystkie "In the shadow...", coś tam jeszcze o Federerze, co kojarzę i to moje pierwsze dzieło, w którym podchwyciłam pomysł takiegoż motywu... :D Zaraz lecę obejrzeć tę tutejszą kobitę, to sobie lepiej ją wyobrażę. Grzywka przycięta co do centymetra już mi się nie podoba :D Ja tam wolę swoją roztrzepaną, no i bez grama lakieru ;) Na razie nadal zbyt tajemnicza mademoiselle Emeline, więc poczekamy, zobaczymy.
OdpowiedzUsuńDo następnego! ;*
Nie dziwię się obawom Kingi, to normalna reakcja, że jest nieufna wobec Emeline. Rzeczywiście ta dziewczyna to jedna wielka zagadka. Pozostaje tylko czekać, jak rozwniesz jej wątek :)
OdpowiedzUsuń