Tekst

piątek, 19 lutego 2016

3.2 Francuska zagadka

Zmęczone zakupami w Palmie,razem z Giselą postanowiłyśmy odpocząć i napić się czegoś w jednej z tamtejszych kawiarni.
Pucharek lodów i lampkę wina proszę.
Odłożyłam na krzesło obok torbę z Victoria's Secret,w której spoczywał strój na przyszłą rocznicę ślubu.
Gisela uniosła brew.
Czyżby wino o tak stosunkowo wczesnej porze miało związek z pojawieniem się pewnej nowej członkini waszego zespołu?
Nie. – zaprzeczyłam gwałtownie. Widząc pogardliwe spojrzenie Argentynki zmieniłam zdanie. – Dobra. Tak. Nie ufam jej.
Nie ufasz żadnej kobiecie,która kręci się wokół twojego męża – zauważyła Gisela zamykając kartę.
Bo nie ufam. Ufam tylko i wyłącznie jemu. Tyle razy się na to nabierałam,że takie coś nie robi już na mnie najmniejszego wrażenia.
Poważnie? – spytała żartobliwie. – Kogo ty chcesz oszukać?
Wyluzuj trochę. Rafael i ja staramy się o dziecko. Wątpię,żeby był w stanie teraz zboczyć z tego toru. Wiesz jaki on jest. Jestem całkowicie spokojna o jego intencje. A ona...jakoś nie mogę jej rozgryźć.
Jest...uporządkowana – stwierdziła Gisela.
Bardzo. Chodząca doskonałość. – odparłam z ironią.
Och i zapewne jest równie nudna jak ta jej ścięta co do centymetra grzywka. Naprawdę sądzisz,że będzie z nią jakiś problem?
Nie wiem. – wzruszyłam ramionami – Mam jednak wrażenie,że nie jest do końca uczciwa. Pozostaje się przekonać.
Kelnerka podała lody i moje wino i natychmiast sięgnęłam po łyżeczkę i zatopiłam ją w kremowym deserze.
A tak właściwie,to skąd ona się wzięła? – spytała Gisela przyglądając się kolorowi swoich lodów.
Nie mam pojęcia. Nie wiem o niej właściwie nic,poza tym,że jest siostrzenicą Benita. A on jakoś nigdy o niej nie wspominał. I to jest podejrzane.
Może jest zbiegłą kryminalistką? – zasugerowała – Albo złodziejką?
Niemożliwe. Benito traktuje nas jak rodzinę,nie podesłałby nam kogoś takiego.
Może on wcale o tym nie wie? – Gisela świetnie się bawiła wymyślając coraz to nowe niechlubne zajęcia dla Emeline.
Pracowała jako rzecznik prasowy od dwudziestego roku życia i zapewnia,że jest w tym dobra.
Cokolwiek to znaczy – dodałam w myślach
Musi znać się na rzeczy,skoro Benito wybrał ją a nie kogoś obcego – dodałam z naciskiem.
Nepotyzm – gwizdnęła.
Przestań – westchnęłam odkładając ze złością łyżeczkę. – I mówisz,że ja jestem przewrażliwiona?
Usiłuję ci pomóc ustalić pewne fakty – odparła urażona.
Uwierz mi,w ten sposób nie pomagasz.
Dobra – westchnęła prostując się na krześle – Masz jakiś lepszy pomysł?
Mam. Cierpliwość – wycedziłam.
Kiedy wróciłyśmy do domu,Emeline siedziała w salonie całkiem swobodnie i rozmawiała z Rafaelem trzymając na kolanach notatnik. Wyglądali na bardzo rozbawionych. Starałam się zachować obojętny wyraz twarzy i weszłam do salonu. Gisela mruknęła coś o tym,że nie chce się wtrącać i uciekła na gorę. Tyle jeśli chodzi o solidarność jajników.
Wkroczyłam do salonu i rzuciłam przelotne spojrzenie na kobietę. Rafael natychmiast odwrócił głowę w moją stronę.
Witaj kochanie. Jak tam zakupy? – spytał gdy znienacka usiadłam mu na kolanach.
Wspaniale. Kupiłam kwas foliowy i jakieś tabletki dla ciebie. Mam nadzieję,że dadzą wyraźny efekt – szepnęłam mu do ucha zerkając kątem oka na Emeline. Odwróciła wzrok i niecierpliwie zastukała długopisem w notatnik.
Nie tego się spodziewałem,ale w porządku – odparł z uśmiechem przyciągając mnie bliżej. – Mamy zacząć od razu?
Nie – pokręciłam głową – Zaczniemy znów od lutego. Chcę mieć możliwość obrony tytułu w Australii.
Na początku roku,właściwie tuż przed ślubem wygrałam Australian Open dołączając do kolekcji czwarty Wielki Szlem i wpłacając zaliczkę do fotela liderki rankingu,którą jestem do tej pory. A skoro jeszcze nie jestem przy nadziei,warto byłoby jeszcze trochę się tym wszystkim pocieszyć.
Och,przepraszam,przeszkadzam wam? – spytałam niewinnie zwracając się w stronę Emeline.
Troszeczkę – uśmiechnęła się sztucznie i zgromiła mnie spojrzeniem.
A o czym rozmawialiście?
Ustalamy priorytety jeśli chodzi o życie medialne. Mówię Emeline jakim mediom udzielamy wywiadów,jakim nie i na ile pozwalamy niszczyć naszą prywatność. – wyjaśnił Rafael.
W takim razie mnie też to dotyczy – stwierdziłam i zajęłam miejsce obok męża,po czym skinęłam ręką na Emeline – Śmiało,kontynuuj.
Zacisnęła usta w wąską kreskę i zerknęła do notatek.
A więc nigdy nie wypowiadacie się w plotkarskich magazynach...
Owszem – skinęła głową – Pamiętaj o tym.
Ale za to jesteście otwarci na wywiady w innych gazetach. – ciągnęła niestrudzenie
To prawda – przytaknęłam ze zdziwieniem.
Więc Rafael chyba wyjaśnił mi wszystko co powinnam wiedzieć,oui? – powiedziała Emeline wypowiadając jego imię w wyjątkowo subtelny francuski sposób.
No pięknie.
Pochodzisz z Francji? Masz bardzo wyraźny akcent – stwierdziłam beznamiętnie.
Moja mama była Francuzką a tata pochodził z Katalonii – wyjaśniła uprzejmie – Chciałabyś wiedzieć coś jeszcze?
Z czego tak się śmiałaś wraz z moim mężem
Nie. To wszystko.
W takim razie już pójdę. – wstała i wygładziła czarny obcisły top. Była szczupła,ale w odpowiednich miejscach zaokrąglona. A przede wszystkim nie miała tak szerokich bioder jak ja. – Przeniosę moje rzeczy do mieszkania.
Pomogę ci – zaoferował natychmiast Rafa.
Nie trzeba. To kilka kroków stąd.
Odetchnęłam z ulgą. Mieszkanie u matki Rafaela,Any Marii stało puste,ale my też mieliśmy gościnny pokój. Dobrze,że Rafa zdecydował się na to pierwsze rozwiązanie.
Wyszła i atmosfera w pokoju nagle się rozrzedziła. Może nie myliłam się co do niej znacząco. Ewidentnie trzeba ją mieć na oku. To już nie Aga albo Karolinka. Kto wie,co jej chodzi po głowie?
Chyba udzielił mi się nastrój Giseli. I chociaż ufałam mojemu mężowi,to nie zaszkodzi zaznaczyć wyraźnie swojego terytorium.
I to grubą kreską.

*

Zanim przyszedł czas na Australię,wybraliśmy się wraz z Rafą do Londynu,odwiedzić Marinę,Spencera i oczywiście małą Melanie,która kończyła rok. Byłam szczęśliwa,bo wreszcie mieliśmy trochę czasu tylko dla siebie. Ostatnimi czasy cały nasz wolny czas poświęcamy rodzinie;były święta,trzeba było lecieć do Polski i tak dalej. Nie wspominając już o treningach,na które trzeba było uczęszczać regularnie bez dnia odpoczynku. Poważnie. Toni nie uznaje czegoś takiego jak urlop. Wprawdzie zmusza mnie tylko do jednego treningu dziennie,ale w perspektywie dni to naprawdę dużo.
Cóż,taka cena bycia sportowcem.
Nie kłócę się z nim zbyt często. Staram się opanowywać wybuchy złości,a w konsekwencji i tak robię po swojemu. Czasem wychodzi,a czasem nie,ale żyję w zgodzie i z nim,i ze sobą.
Spencer i Marina wciąż mieszkali w tym samym apartamencie niedaleko akademii,tyle,że przeszedł on teraz drastyczne zmiany. A wszystko za sprawą jednej,małej osóbki.
Melanie była ślicznym dzieckiem,kiedy ostatni raz ją widziałam,miała ledwie miesiąc,a teraz sporo urosła. Brązowe włoski stały się gęstsze,a z niebieskich oczu biła ciekawość świata.
Cześć Mel – powiedziałam uśmiechając się do dziewczynki zaraz po przyjeździe i powitaniu – Pamiętasz mnie?
Mała popatrzyła na mnie przenikliwie i wymamrotała coś po swojemu, po czym wyciągnęła rączki i wzięłam ją. Zaczęła przyglądać się moim wiszącym kolczykom i złapała jeden.
Widać bardziej interesują ją twoje kolczyki niż osobowość kochanie – zachichotał Rafael stając obok mnie.
Och,jest wszędobylska – zapewniła Marina ze śmiechem. Zauważyłam,że zostało jej nieco zbędnych kilogramów po ciąży,ale nie wyglądała źle. Wciąż miała kręcone włosy a na policzkach nieodstępny róż. Wyglądała na szczęśliwą i zadowoloną z życia. – Chodź do mnie skarbie zanim urwiesz cioci ucho.
A gdzie Spencer? – spytał Rafael
W akademii. Przyjedzie wieczorem – wyjaśniła. – Jesteście głodni? Właśnie zaczęłam robić lunch.
Pójdę z tobą – zaoferowałam patrząc na nią porozumiewawczo. Wolno skinęła głową i odwróciła się żeby odejść w głąb domu.
Rafael musiał zauważyć co się święci,bo oznajmił:
Dobra. Róbcie ten lunch a ja pobawię się z małą.
W porządku – Marina wzruszyła ramionami – Mało mówi,ale możesz mieć problem ze zrozumieniem jej. Czasem nawet ja sama nie wiem o co jej chodzi,dopóki nie pokaże.
Spokojnie – odparł Rafael uśmiechając się do dziewczynki i wziął ją na ręce – Poradzimy sobie,prawda?
Melanie wydała z siebie w odpowiedzi radosny pisk i razem z Rafą zniknęła w niegdyś gościnnym pokoju,który teraz był jej królestwem.
Co robimy na lunch? – spytałam gdy weszłyśmy do kuchni.
Zaczęłam robić sandwich'e i sałatkę więc możemy skończyć.
Okej.
Wzięłam do ręki sałatę i umyłam ją,po czym złapałam słoik z oliwkami i odkręciłam go. Kątem oka dostrzegłam jak Marina trzasnęła lodówką i wzięła się po boki.
Możesz już przestać – powiedziała – Mów o co chodzi.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Jak wszyscy ci ludzie dobrze mnie znają...
Westchnęłam i popatrzyłam w jej błękitne oczy.
Martwisz się,że do tej pory nie zaszłaś w ciążę,prawda? – zgadywała.
Pokręciłam głową,chociaż w głębi duszy to wciąż mnie męczyło.
To nic,liczę się z tym,że po odstawieniu tabletek potrzeba nieco więcej czasu. Poza tym Australian Open i ta paskudna kontuzja Rafy... – zacisnęłam usta
W zeszłym roku podczas Wimbledonu,Rafa odpadł już w drugiej rundzie a następstwem było odnowienie się kontuzji kolana w efekcie czego nie gra do tej pory,a jeśli dobrze pójdzie wystąpi dopiero w lutym. Pamiętam jak płakał oglądając Us Open z hotelowego telewizora i nie mogąc w nim zagrać. Był to ciężki okres dla nas wszystkich i być może też dlatego mój organizm zareagował w inny sposób uniemożliwiając poczęcie. Najważniejsze jest jednak to,żeby Rafael jak najszybciej odzyskał zdrowie i wolę walki.
Jak on się czuje? – spytała cicho – Będzie mógł jeszcze grać?
Istniało nawet i takie ryzyko. Pod koniec roku nie wiedzieliśmy czy nie będzie musiał wcześniej skończyć kariery.
Oczywiście – przytaknęłam z ulgą na wspomnienie traumatycznych przeżyć – Tyle,że dopiero w lutym jeśli dobrze pójdzie.
Od czegoś trzeba zacząć – skwitowała – To silny facet. Da sobie radę.
Skinęłam głową i wróciłam do krojenia oliwek. Marina nie dała jednak za wygraną.
To cię tak martwiło? – upewniła się.
W zasadzie to nie...coś...się u nas ostatnio zmieniło.
Wskoczyłam na blat i splotłam ręce na kolanach.
Opowiadałam ci o chorobie Benita,prawda?
Przytaknęła.
Właśnie. Na początku grudnia znalazł nam...zastępstwo. – spuściłam wzrok.
Kogo?
Swoją bratanicę Emeline – odparłam gorzko.
Marina dotknęła ręką czoła i westchnęła.
Kinga,dałabyś spokój. To się robi chore.
Nie chodzi mi o zazdrość – zaprotestowałam szybko. Poniekąd nie – Z nią ogólnie jest coś nie tak. Jest strasznie tajemnicza. Do tej pory wiem tylko,że jest pół Francuzką. A właściwie to pół-Hiszpanką,bo całe życie mieszkała w Paryżu i pracowała jak rzecznik prasowy dla jakichś małych francuskich gwiazdek,których nazwisk nie potrafię wymówić,a co dopiero zapamiętać.
Odchrząknęła i popatrzyła na mnie z ciekawością.
Próbowałaś rozmawiać o niej z Rafaelem?
Prychnęłam i zamachałam gniewnie nogami.
On?Zdaje się być nią zachwycony. Często się konsultują w sprawie jakichś wywiadów i Bóg wie czego i chwali ją za to. A jak do tej pory nie miała zbytniej okazji się wykazać.
Wykrzywiła usta w cynicznym uśmiechu i pokiwała głową.
Jasne. Kogo ty próbujesz oszukać? Ty po prostu jesteś zazdrosna i już. Wcale cię nie obchodzi jakie ma intencje,chcesz tylko mieć Rafaela dla siebie.
Zmrużyłam oczy i wysyczałam:
Dobra,może i jestem zazdrosna. Nie ufam żadnej kobiecie,która się kręci wokół niego,pasuje? A już zwłaszcza nie tej. Dziwi cię,że chcę go mieć tylko dla siebie? Po tym jak ciężko walczyłam,żeby mieć chociażby możliwość spotkania z nim?
Fakt,może trochę za mocno się wyraziłam... – przyznała z pokorą – Ale musisz przestać się tak zachowywać. Nie możesz w każdej kobiecie na świecie upatrywać rywalki. On jakoś ci ufa i nie dostaje szału kiedy gadasz z innym facetem,nie?
Prawda – przyznałam z niechęcią.

No,więc weź z niego przykład i zluzuj trochę – ucięła – A teraz robimy lunch,bo twój małżonek na pewno zgłodniał przez ten czas.


Moje panie. Znacie Kingę. Wiecie,że nie ma to tamto ;) Ale obiecuję Wam,że mimo iż wygląda to banalnie to nie będziecie się nudzić,a przynajmniej mam taką nadzieję :) Dodałam postać Emeline do zakładki "Bohaterowie"
xoxo


2 komentarze:

  1. Jakoś te menedżerki vel rzeczniczki prasowe tenisistów to się zawsze wcinają... Tak zauważyłam, wspominając czytane chyba przez nas wszystkie "In the shadow...", coś tam jeszcze o Federerze, co kojarzę i to moje pierwsze dzieło, w którym podchwyciłam pomysł takiegoż motywu... :D Zaraz lecę obejrzeć tę tutejszą kobitę, to sobie lepiej ją wyobrażę. Grzywka przycięta co do centymetra już mi się nie podoba :D Ja tam wolę swoją roztrzepaną, no i bez grama lakieru ;) Na razie nadal zbyt tajemnicza mademoiselle Emeline, więc poczekamy, zobaczymy.
    Do następnego! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dziwię się obawom Kingi, to normalna reakcja, że jest nieufna wobec Emeline. Rzeczywiście ta dziewczyna to jedna wielka zagadka. Pozostaje tylko czekać, jak rozwniesz jej wątek :)

    OdpowiedzUsuń