2010 rok
- ...była liderka
światowego rankingu,finalistka Us Open 2009:Caroline Wozniacki!
Entuzjastyczne okrzyki rozległy
się na trybunach,gdy moja rywalka wychodziła na kort. Za chwilę i
moja kolej.
Stałam w przedsionku kortu
Manolo Santany w Madrycie gotowa by przystąpić do meczu pierwszej
rundy Muta Madrid Open z Karoliną Woźniacką .Cała się trzęsłam.
Pierwszy raz miałam możliwość zagrania i pokazania się w
turnieju głównym,co z tego,że tylko jako kwalifikantka. Cieszyłam
się z tego jak nigdy dotąd.
- ...Kinga Kolat!
Ech. Nigdy się nie nauczą, że
mam ł w nazwisku. Trudno.
Teraz. Wyszłam na kort powitana
przez gromkie oklaski,ale jednak mniejsze niż w przypadku
Woźniackiej. Pomachałam do kibiców po czym położyłam torbę na
krzesło,wyjęłam rakietę,zdjęłam bluzę i stanęłam obok siatki
gotowa do rozgrzewki.
Miałam na sobie czerwony top na
ramiączkach z Babolatu i spódniczkę tego samego koloru i firmy
oraz biały daszek na brązowych włosach upiętych w kok.
Trochę zeszło ze mnie
napięcie,gdy Caroline wybrała serwis,ponieważ bałam się
natychmiastowego przełamania.
Idąc na rozgrzewkę spojrzałam
w stronę mojego boksu. Mój trener Spencer Heat siedział w
okularach przeciwsłonecznych i białej czapce z daszkiem. Był
spokojny. Obok niego siedziała moja menadżerka i przyjaciółka
Marina Lavrikova. Marina miałam wystające kości policzkowe
przyprószone różem i blond włosy związane w węzeł. Wolno
przeżuwała miętową gumę opuszczając na oczy ciemne okulary.
Zgadza się,mój boks prezentował się trochę skromnie,ale w tych
dwóch osobach miałam wystarczające wsparcie.
Po rozgrzewce pora była zacząć
mecz. Ustawiłam się do pierwszej piłki. Pierwszy serwis na aut.
Można zaatakować drugie podanie. Przeliczyłam się jednak,drugi
serwis kierowany do zewnętrznej linii nie był wcale słabszy i tym
samym mój beckhend wylądował na aucie.
Ok,bez szaleństw-
pomyślałam- Nie atakuj na siłę,wykorzystuj rotację.
Druga wymiana poszła znacznie
lepiej. Zagrałam ją po swojemu zdobywając punkt forhendem po
krosie. Czułam jak uchodzi ze mnie zdenerwowanie. W sumie nie taki
diabeł straszny jak go malują.
Gdy dwadzieścia pięć minut
spojrzałam na tablicę wyników oniemiałam. Nie miałam pojęcia,że
prowadzę już pięć do jednego. Najlepsze jest to,że miałam teraz
szansę na zakończenie seta własnym serwisem. Nie możesz jej
stracić-pomyślałam-Pokaż na co cię stać.
Fakt,mecz układał mi
się dobrze,Wozniacki dużo psuła,a ja co raz notowałam
winnery,ale w tym podnieceniu jakoś straciłam rachubę.
No dobra,cztery punkty od
seta,dasz sobie radę.
Pierwszy punkt,pierwszy
serwis-as!
Drugi punkt-postanowiłam
zaserwować wyrzucający serwis do beckhendu. Ledwo go odebrała
odgrywając krótką piłkę na środek,którą bez problemu
skończyłam forhendem
Trzeci-troszkę bieganiny,ale
wpadłam na pomysł:Podczas gdy Karolina z trudem odebrała
piłkę,zagrałam skróta do jej forhendu. Nie dobiegła
40:00
Czwarty punkt:Odetchnęłam
głęboko. Ok,serwis na środek,potem dwa razy do jej beckhandu. A
potem coś wymyślę.
Postawiłam na drive-woleja po
krosie. Trafiony,zatopiony. Krzyknęłam entuzjastyczne i
podniosłam rakietę po czym z lekkim uśmiechem podążyłam na
krzesło. Widziałam wszystko w coraz jaśniejszych barwach.
*
Nie mogłam w to
uwierzyć!Wygrałam!!Pierwszy raz przeszłam do drugiej rundy
turnieju WTA!I to jakiego turnieju!I pokonując jaką zawodniczkę!
Przy siatce uścisnęłam lekko
jej dłoń i rzuciłam „dziękuję” a potem stanęłam na środku
kortu i klaskałam w rakietę. Słyszałam te wszystkie oklaski i
wiwaty po moim zwycięstwie ale nadal nie mogłam w to uwierzyć.
WY-GRA-ŁAM!.Po chwili tryumfu,gdy już miałam zbierać się do
wyjścia zostałam poproszona o krótki wywiad. Serce zabiło mi
szybciej.
- Gratulacje,ograć
Caroline Wozniacki to musi być dla Ciebie sukces.
- Dziękuję,faktycznie nie
spodziewałam się tego-odparłam słabo-Nie mogę uwierzyć że
jestem w drugie rundzie,nigdy nie byłam.
- Cieszę się. A co
powiesz o jej grze?
-Cóż,grała dzisiaj słabo-
zaczęłam- Popełniła dużo błędów,chociaż ja miałam w
tym swój udział- uśmiechnęłam się- Natomiast ja
grałam dobrze,starałam się na nią naciskać,atakować i nie
popełniać błędów. No i udało się!
- Gratulacje raz jeszcze i
powodzenia w drugiej rundzie
Po tych kilku słowach zeszłam
z uśmiechem z kortu by wziąć prysznic. Nareszcie zaczyna się
układać- pomyślałam.
*
- Kinga jesteś
cudowna!!-krzyknęłam Marina ściskając mnie w korytarzu
prowadzącym do szatni- Wiedziałam że Ci się uda!
-Jej,dziękuję- odparłam
wzruszona i również ją objęłam. Nic więcej nie byłam w stanie
powiedzieć
Spencer podszedł do mnie i
również mnie objął
- Świetna gra,oby tak
dalej. W końcu robisz krzywdę tym beckhendem,ale nad serwisem
musimy popracować. Cztery podwójne błędy to trochę za dużo.
- Ej,daj mi żyć!-
zaprotestowałam- Dopiero co z kortu zeszłam a ty już
zaczynasz. Może bym trochę odetchnęła?
- Kiedy?Jutro znowu grasz
.Z Barthel może nie być tak kolorowo- ostrzegł
- No dobra-
westchnęłam- Ale za chwilę ok?Daj mi się pocieszyć ze
zwycięstwa nad Woźniacką.
- Jesteś niemożliwa-
uśmiechnął się- Ale racja,należy Ci się
- Wiem- odsłoniłam
zęby- I wiesz co?Mógłbyś się ogolić-mrugnęłam do niego i
ruszyłam korytarzem do wyjścia.
Kiedy wróciłam do hotelu od
razu padłam na swoje wielkie łóżko zaścielone kremową narzutą
i zamknęłam oczy.
W końcu druga runda,trochę
punktów i kasy będzie- pomyślałam entuzjastycznie-
A może uda się załapać na trzecią?Kto wie?Teraz mogę góry
przenosić!
Przewróciłam
się na brzuch i usłyszałam,że moja Nokia E72 wibruje. Dostałam SMS-a od Agnieszki
Radwańskiej. Gratulowała mi awansu i proponowała trening.
Odpisałam natychmiast,
ignorując fakt, że najpierw musiałabym zapytać o zgodę trenera. Z Aga poznałyśmy się podczas
Fed Cup w zeszłym roku. Wtedy prawie nikt o mnie nie słyszał,bo
byłam gdzieś 200 na świecie. Nawet meczu wtedy nie
wygrałam,jedynie debla z Magdą Linette, ale to i tak nie dało nam
awansu. Szkoda,może w tym roku będzie inaczej.
Obecnie jestem na miejscu numer
165.Awans może niewielki,ale jednak. To dla mnie dużo. Wszyscy
wciąż mi powtarzają,że gram świetny tenis,że pięknie gram z
woleja czy krosa forhendowego itp. Ale tym samym dziwią się,dlaczego
jestem dopiero w drugiej setce rankingu .A ja odpowiedź na to
pytanie znam i nie boję się odpowiedzi. Problem leży w mojej
psychice. Nie znoszę przegrywać i często się złoszczę,jeśli
coś mi nie idzie. Co prawda rakiet masowo nie rozwalam(chociaż się
zdarza),ale często krzyczę i klnę. Wiem,kobiecie i tenisistce nie
przystoi(Tenis to sport z klasą!),ale tak moja natura .Jestem
buntowniczką i lubię pokrzyczeć. Poza tym,jeśli coś mi się nie
podoba,walę prosto z mostu. Taka jestem i już.
Problem w tym,że to przekłada
się na moją grę. A raczej przekładało,bo teraz jest lepiej .Miałam trochę zajęć z psychologiem sportowym(co nie oznacza, że
mam nierówno pod sufitem) i to mi pomogło. Potrafię lepiej
opanowywać emocje i lepiej grać,iść coraz wyżej i więcej
zarabiać. Ogólnie jestem lepsza i dzisiaj widać,że to procentuje.
Wzdrygnęłam się gdy dostałam
kolejnego SMS-a. Łukasz Kubot. Dobrze jest mieć kolegów z
reprezentacji. Trzeba pamiętać tylko żeby im też gratulować,taka
pozakortowa zasada fair play.
Hmm...ale może pora by stąd
wyjść i podyskutować o jutrzejszym meczu?
Taa. No to jest. Kto jeszcze nie zapoznał się z bohaterami, opisy dostępne są w zakładce. Turniej w Madrycie co prawda skończył się dziś (Rafa, zawiodłeś mnie ;_; ) no ale jesteśmy w klimacie europejskiej części sezonu, więc wszystko jest na właściwym miejscu.
Do napisania!
Gatique.
Zacznę od końca - Rafa, mnie też zawiodłeś :( Jak mogą go teraz wyprzedzać w rankingu jakieś Raonice i Keie? Nic do nich nie mam, ale martwię się o formę Nadala. Uważam, że mógłby w końcu dać Djokovicowi wygrać tego Rolanda Garrosa, ale niech w pozostałych turniejach się postara, no!
OdpowiedzUsuńA teraz do rzeczy, bo się rozgadałam :) Piszesz lekko, dobrze się czyta, dostrzegłam tylko nieliczne błędy interpunkcyjne i stylistyczne. To dopiero pierwszy wpis, i to niezbyt długi, ale mogę powiedzieć, że tenisowe określenia wrzucasz lekką ręką, jednak żeby zyskać większą liczbę czytelników, czasem nie warto się roztkliwiać nad naszym ukochanym sportem i zacząć traktować go tylko jako tło - nie wszyscy się znają i interesują, niektóre rzeczy mogą być dla nich niezrozumiałe i nudzić, wiem to po sobie :) Na razie jednak opis meczu nienachalny, ale kiedy przejdziesz już do rozwinięcia akcji, czasem warto pominąć szczegóły, żeby opowiadanie zainteresowało każdego.
W każdym razie czekam na next ;)
Dziękuję za komentarz :) Jeśli błędy są, to tylko dlatego, że pisałam to bodajże 3 lata temu, więc od tej pory mój styl się nieco rozwinął. Opisów meczy nie będzie zbyt wiele, spokojnie. Obawiam się nawet, że z biegiem czasu będzie ich za mało, ale...zobaczymy :D
UsuńPodoba mi się twój styl i chyba zyskałaś czytelniczkę ;] Pisałaś, że rozdziały będą regularnie. No i super, szkoda, że ja nie daję tak rady. Tak czy inaczej czekam na next ;]
OdpowiedzUsuń