Tekst

piątek, 15 maja 2015

1.3 Istna kompromitacja !

-­ Więc co robimy?-­ spytałam mojego trenera,kiedy wieczorem siedziałam w jego pokoju gotowa do omawiania taktyki na jutro.
Spencer opierał się o komodę w swoim pokoju i patrzył na mnie przenikliwie. Jego krótkie brązowe włosy sterczały na wszystkie strony. Chyba dopiero przed chwilą zdjął czapeczkę,ale zdążył już pokłócić się z grzebieniem.
-­ Jestem otwarty na twoje sugestie-­ oznajmił spokojnie krzyżując ramiona
-­ Moje?-­ zdziwiłam się szczerze-­ To ty jesteś moim trenerem!
-­ Ale to ty wychodzisz na kort i grasz. Musisz sama mieć jakiś pomysł.
W dalszym ciągu był spokojny,ale chłodny. Zastanawiałam się o co może mu chodzić. Przecież nie gram źle,przeciwnie gram tenis mojego życia i powinien być ze mnie zadowolony. Chyba że tu nie chodzi o tenis. Ale jeśli nie to o co?
Przedstawiłam mu swoje pomysły.
-­ Dobrze, ale jest jeden mankament .Musisz się nauczyć urozmaicać swoją grę. Dostosowywać do odpowiedniej rywalki i sytuacji.
-­ A jak?-­ spytałam przebiegle krzyżując ramiona
-­ Chociażby przez robienie czegoś czego ona się nie spodziewa. Ona myśli,że będziesz grała jej na beckhend, zagraj na forhend. Graj przeciw nogom. Graj skróty. Ale przede wszystkim łącz ze sobą elementy. Raz mocna rotacja,raz agresywna płaska piłka. Rozumiesz?
-­ A...ale to trochę za dużo-­ jąkałam się.
-­ Chcesz być dobra?-­ spytał stanowczo.
-­ Nie.
Uniósł brwi w zdziwieniu.
-­ Chcę być najlepsza-­ odparłam po prostu.
-­ I o to chodzi. A żeby to osiągnąć musisz umieć łączyć te wszystkie elementy i wykorzystywać je w odpowiednim momencie. Ja wiem,że to może jest ciężkie,ale przed tobą jeszcze kilkanaście ładnych lat kariery. Dasz radę to opanować. Ja w ciebie wierzę-­ uśmiechnął się lekko chcąc mnie pocieszyć
-­ Obiecuję,że cię nie zawiodę-­ oznajmiłam poważnie,podeszłam do niego i przybiliśmy piątkę.
-­ A teraz mi powiedz,czemu masz taki paskudny humor-­ powiedziałam stanowczo.
-­Wydaje ci się.
-­ Nieprawda. Oboje od popołudnia chodzicie wkurzeni-­ skrzyżowałam ręce na piersi i popatrzyłam głęboko w jego szare oczy-­ Gadaj
-­ Mariny się zapytaj.
-­ Nie zwalaj tego na nią
-­ Ale i ona ma w tym swój udział.
-­ O co wam poszło?-­ byłam nieugięta
-­ Powiedzmy,że oboje mamy co do ciebie inne plany-­ powiedział w końcu-­ A teraz wybacz,muszę załatwić jeszcze kilka rzeczy. Widzimy się rano
Wyszłam z jego pokoju i wróciłam prosto do swojego. Stwierdziłam,że nie będę o tym rozmawiała z Mariną. To ich życie,nie moje,ale mam tylko nadzieję,że szybko się pogodzą .W takiej atmosferze nie da się pracować.
Na ekranie komórki kolejny SMS od Fernando:
Super:)Będę czekał przy jedynce, kotku. Do zobaczenia”
Wydałam z siebie jęk obrzydzenia.”Kotku”? Czy on kpi? Zamienił ze mną ledwie dwa zdania!I myśli,że jestem głupia Oj,nawet nie wie, jak bardzo się myli.
Nieco rozbawiona postanowiłam wziąć relaksującą kąpiel. Zanurzyłam się po samą szyję w białej pianie. Podobał mi się ten hotel,w końcu trzy gwiazdki do czegoś zobowiązują .Pomyślałam o pięciu. Wow!To dopiero musi być odlot!W takich hotelach zatrzymuje się na pewno Serena Williams. Albo Rafa Nadal.
Westchnęłam.
Ach,Rafa!Jakże chciałabym się z tobą spotkać i zamienić chociaż dwa słowa!O wspólnym treningu już nie wspomnę...To byłoby cudowne doświadczenie.
No tak,ale Rafa z pewnością nigdy o mnie nie słyszał. Mój Boże,jak bym tego chciała!Co ja w sobie mam,że przyciągam samych kobieciarzy?
Mruknęłam i zaczęłam namydlać się gąbką.
Mój były chłopak też był kobieciarzem. I to okropnym. Byłam jednak tak w nim zakochana,że tego nie zauważyłam. Dopiero gdy zaczęłam wyjeżdżać traciłam z nim kontakt. Nie wiedziałam co robi ani z kim. Ślepo wierzyłam,że mnie kocha. A tymczasem on,podczas gdy ja pociłam się na korcie zabawiał się z jakąś blond szmatą z tłustymi włosami i pryszczata twarzą. Urgh. To okropne. Do dziś gdy sobie ją przypomnę,zbiera mi się na wymioty. Dam głowę,że już dawno z nią zerwał.
Od tej pory z nikim nie byłam ,ale nie miałam zresztą na to czasu. Ciągłe turnieje,wyjazdy,kwalifikacje i tak w kółko. Chociaż w sumie nie brakuje mi tego. Mogłabym żyć sama, chyba że poznałabym wyjątkowego faceta. I znów przez myśl przemknął mi Rafael...
Dość tego. Wychodzę. Nie zamierzam rozczulać się nad sobą.
Gdy tylko wyszłam,przebrałam się i poszłam spać.
Zapowiada się pracowity dzień-pomyślałam
Na szczęście nie musiałam za bardzo nad tym rozmyślać,bo równie szybko usnęłam.
*
Mój budzik zadzwonił punktualnie o ósmej trzydzieści rano. Jęknęłam gdy przypomniałam sobie co mnie dzisiaj czeka. Najpierw ten cholerny trening. Potem mecz z Williams,ale na szczęście to dopiero około szesnastej.
Z niechęcią wstałam z łóżka i pomknęłam do łazienki. Postanowiłam ubrać krótkie czarne spodenki i top z Babolatu. Włosy związałam w kucyk i upięłam pod czarnym daszkiem. Gotowa do treningu zarzuciłam na plecy torbę z bluzą i torbę z rakietami i wyszłam na korytarz. Czekał na mnie tylko Spencer.
-­ A gdzie Marina?-spytałam zdziwiona. Zawsze szła z nami na trening
-­ Powiedziała,że ma coś do załatwienia. Może przyjdzie później-odparł obojętnie,a ja od razu stwierdziłam,że atmosfera wciąż się nie oczyściła.
Przyszliśmy na hotelową „stołówkę” na śniadanie. Jako sportowiec mogłam zjeść tylko coś lekkiego,jak na przykład owoce i rogalik. Podczas gdy ja zajadałam się kiwi,Spencer w milczeniu patrzył na mnie.
-­ Coś nie tak?-­ spytałam w końcu. To spojrzenie było okropne
-­ Nie,wszystko w porządku-­ otrząsnął się z zamyślenia-­ Jedz spokojnie,mamy trochę czasu.
-­ A ty nic nie jesz?
-­ Nie,jadłem wcześniej
Kiedy w końcu zjadłam,wsiedliśmy w turniejową taksówkę i udaliśmy się na korty, dochodziła za pięć dziesiąta.
Gdy przekroczyłam próg obiektu,obok treningowej „jedynki” beztrosko uśmiechnięty,gdy tylko mnie zobaczył stał Verdasco.
-­ Witaj-­ powiedział seksownym niskim głosem po hiszpańsku-­ Jak się masz?
-­ Dobrze,dziękuję a ty?-­ odparłam niewzruszona.
-­ Ja również. Chodźmy już-­ dodał po chwili milczenia.
Położyłam swoją torbę na ławeczce i wyjęłam jedną rakietę. Fernando po drugiej stronie zrobił to samo. Spencer zaś usiadł wyżej w trybunach.
-­ Będę ci podpowiadał jakby co!-­ krzyknął-­ Na razie graj sama i pamiętaj co ci powiedziałem!
Kiwnęłam głową w jego stronę i podeszłam do Fernando. Zamierzałam postawić mu moje warunki,a jeśli ich nie przyjmie to lepiej żeby jak najszybciej zszedł z tego kortu.
-­ Posłuchaj-­ zaczęłam-­ Zamierzam poćwiczyć dzisiaj grę przeciwko atakującym zawodnikom,żeby wiedzieć jak z takimi grać i się bronić,więc oczekuję od ciebie takiej właśnie postawy,jasne?
-­ To się dobrze składa-­ stwierdził-­ Ja potrzebuję przeciwnika,który będzie się dobrze bronił.
-­ Z kim dzisiaj grasz?
-­ Z Nadalem. Macie bardzo podobny styl gry.
Że co proszę?Ja i Rafa grający podobnie?Coś mu nie wychodzi ten podryw. Musiał zauważyć moje zdziwienie,bo dodał:
-­ Wielu ludzi tak twierdzi. Nie słyszałaś?
Pokręciłam głową
-­ Cóż,widocznie jesteś jeszcze mało obyta-­ stwierdził i machnął rakietą-­ To co?Gramy?
*
-­ Serwuj mocniej!Przyłóż się!Więcej rotacji przy forhendzie!Pracuj nadgarstkiem przy tym woleju!-­ krzyczał raz po raz z trybun Spencer zachęcając mnie do lepszej gry. Kompletnie nie mogłam się skupić kiedy po drugiej stronie siatki stał Fernando. Znaczy może i bym mogła,gdyby tylko nie zachowywał się tak jak się zachowuje. A mam na myśli:”Źle to robisz. Pomogę ci z tym uchwytem”,”Nie ślizgasz się dobrze,daj pokażę ci” albo przy siatce”Hej,opanuj się,prawie byś mnie staranowała”. To ostatnie szczególnie działało mi na nerwy .Nic dziwnego,że trener tak na mnie wrzeszczał .Byłam dzisiaj do niczego.
Po półtorej godziny zeszłam w końcu z kortu.
-­ Dziękuję ci za trening-­ powiedział na zakończenie Fernando-­ Było cudownie. Wiele rzeczy mogłem dzięki temu poprawić.
-­ Nie ma za co..Było...ciekawie-­ odparłam z wahaniem,bo nie wiedziałam jak to określić. To była istna kompromitacja!Taki trening był do bani,skoro praktycznie nic mi nie wychodziło. Nie chciałam być jednak niegrzeczna,więc powiedziałam co powiedziałam.
-­ Poćwiczymy jutro?-­ spytał z nadzieją
-­ Eh,wiesz,nie wiem czy to dobry pomysł. Być może jutro będę wracała do Polski.
-­ Oj,daj spokój,wygrasz bez problemu-­ wyszczerzył zęby w uśmiechu-­ To jak?
-­ Dam ci znać,ok?-­ powiedziałam zniecierpliwiona i ruszyłam pod prysznic zamykając szybko drzwi od szatni.
Co za porażka!Już chyba gorzej być nie mogło!
Ale zaciekawiło mnie to stwierdzenie o moim i Rafy stylu gry. Naprawdę gramy podobnie?Owszem,wiem że gram z dużą rotacją,ale żeby aż tak? Chyba,że był to jeden z jego sposobów żeby poderwać dziewczynę. Jeśli tak to beznadziejny.
Kiedy spotkałam Spencera przed taksówką od razu zapytał:
-­ Co się z tobą działo?Nie mogłaś sobie zupełnie poradzić!
-­ Mówiłam że trening z NIM to nie jest najlepszy pomysł.
-­ I dlatego robiłaś mi na złość?Wiesz co...
-­ W życiu!On zwyczajnie mnie dekoncentrował swoimi tekstami
-­ Na przykład?
-­ Oj,nie ważne-­ mruknęłam-­ Powiedzmy,że oboje mieliśmy co do siebie inne plany-­ dodałam ironicznie pamiętając,że coś podobnego powiedział do mnie gdy spytałam go o kłótnię z Mariną. O wilku mowa, w hotelu natknęliśmy się właśnie na nią.
-­ Cześć-­ powiedziała do nas z uśmiechem wstając z sofy.
-­ Cześć-­ burknął mój trener w odpowiedzi i bez słowa udał się do windy.
Westchnęłam. Jak stare małżeństwo.
-­ Ciągle się traktujecie jak powietrze?-­ spytałam przysiadając na skraju sofy.
-­ Ja nie. Myślałam,że już mu przeszło
-­ A o co w ogóle wam poszło?-­ spytałam patrząc prosto w jej ciemnoniebieskie oczy.
Zasępiła się.
-­ Ma do mnie pretensje,że staram się załatwić ci sponsora odzieżowego-­ odparła ze złością,odrzucając włosy do tyłu.
-­ Coś mi tu nie gra-­ stwierdziłam patrząc na nią przenikliwie-­ Przecież to chyba dobrze no nie?
-­ No...tak. Chyba.-­ zawahała się na moment-­ No bo on uważa,że najpierw powinnam ci znaleźć dodatkowego trenera-­ przyznała.
-­ A po co?-­ zdziwiłam się-­ Czyżby chciał odejść?
-­ Nie,na pewno nie-­ zaprotestowała od razu-­ Chodzi o twoje poruszanie się po korcie
-­ Ach,czyli o trenera od przygotowania fizycznego!-­ pstryknęłam palcami
-­ No tak,dokładnie.
-­ A nie lepiej na razie żeby to on mnie trenował?Będzie zamęt.
-­ On wie lepiej-­ odparła z przekąsem.
-­ Hm...idę mu powiedzieć że to bez sensu-­ oznajmiłam-­ W końcu ja też mam coś w tej kwestii do powiedzenia.
I nie czekając na odpowiedź złapałam torbę i ruszyłam windą na górę prosto do jego pokoju.
Zapukałam i weszłam
-­ Słuchaj,Heat, jeśli myślisz,że inny trener nie zrobi mi wody z mózgu...-­ zaczęłam prosto z mostu, ale urwałam,gdyż dał mi znak ręką żebym była cicho. Rozmawiał przez telefon.
-­ Tak...tak...świetnie...jasne,dam ci znać kiedy będziemy gotowi. Nie,nie wiem po prostu ile jeszcze będziemy w Madrycie. Ok,dziękuję. Na razie.
-­ Z kim rozmawiałeś?-­ spytałam zapominając na chwilę o powodach mojej wizyty.
-­ Ze starym przyjacielem-­ odparł spokojnie-­ Będzie cię trenował w poruszaniu się
-­ Spencer!-­ jęknęłam-­ To bez sensu!Ja nie chcę na razie kogoś innego!Będzie chaos jak cholera!Nie będę wiedziała kogo mam słuchać!
-­ Oczywiście,że będziesz. On ma cię tylko przygotowywać fizycznie.
-­ A-ale-­ zająkałam się.
-­ Mam go odwołać?-­ spytał surowo.
-­ Nie wiem-­ odparłam lekko przestraszona.
-­ No i widzisz!Ja jako twój trener wiem czego jeszcze ci potrzeba. Co musisz poprawić i nad czym bardziej pracować. Nie mam doświadczenia we wszystkim dlatego potrzebuję kogoś do pomocy,jasne?
-­ Tak-­ odparłam ponuro w myślach podważając słuszność tej decyzji.
-­ Jak ci coś nie będzie pasowało,obiecuję ci że go zwolnimy,dobrze?-­ dodał potulnym nagle tonem
-­ Ok,niech będzie-­ westchnęłam-­ Ale dlaczego to ty musisz mi załatwić trenera?
-­ Bo twoja niekompetentna menedżerka woli żebyś ładnie na korcie wyglądała niż grała-­ odparł znowu jadowitym tonem
-­ Nieprawda!Ona po prostu szuka sposobu,żebym zaczęła być rozpoznawalna!-­ stanęłam w obronie Mariny
-­ Ale na to jeszcze czas .Staniesz się rozpoznawalna jak zaczniesz dobrze grać.
-­ Mimo wszystko uważam,że powinieneś ją przeprosić-­ powiedziałam stanowczo
Wahał się przez chwilę i krążył po pokoju zanim powiedział:
-­ Masz rację. Trochę niepotrzebnie na nią nakrzyczałem-­ Gdzie ona teraz jest?
-­ Na dole.
-­ Chodź ze mną-­ poprosił-­ Chcę mieć świadka,że chociaż próbowałem.
Czy on próbował być zabawny czy mi się wydawało?
Zamrugałam zaskoczona,ale się zgodziłam. Na dole Marina siedziała z laptopem na kolanach i pisała e-maila.
Spencer odchrząknął
-­ Marino-­ zaczął oficjalnie .Popatrzyła na niego lekceważąco
-­ Słucham?-­ odparła obrażonym tonem. To go trochę zbiło z tropu.
-­ Ja...ee...chciałem cię...przeprosić-­ jąkał się jakby słowo przepraszam z trudem przeszło mu przez gardło-­ Tak,właśnie przeprosić za moje ostatnie zachowanie wobec ciebie-­ zakończył
Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów,ale po chwili uniosła kąciki ust do góry w czymś co miało przypominać uśmiech.
-­ No dobrze,wybaczam ci-­ odparła w końcu-­ Ale zrozum,ja chciałam dla niej dobrze
-­ Tak,teraz już to wiem. Zgoda?
-­ Zgoda
Przybili sobie piątkę,ale widać było,że Marinie nie do końca to odpowiadało. Postanowiłam że ich zostawię i udam się do siebie pomedytować i zebrać się przed meczem.


Trening z Verdasco. You're doing it wrong. Postanowiłam, że na początek będę dodawać rozdziały 2 razy w tygodniu,później zaś tylko w piątki. Także jeśli komuś się spodobało, to niech często zagląda i skomentuje :) 
Gatique :)


3 komentarze:

  1. Oj, Verdasco, Verdasco... Coś w tym jest, że Ferdziu nie jest stały w uczuciach. Taką by ładną parę (moim zdaniem) tworzył z Aną Ivanovic, a się rozstali. Za to Rafa pozostaje wierny swojej Xisce, tylko coś o ślubie nic nie słychać. Koledzy żonaci, na czele z Djokovicem, Murrayem i nie mówiąc o Federerze, rodziny powiększają... a tu nic! Może jeszcze niezdecydowany, bo czeka na którąś z nas mimo różnicy wieku? :D :D
    Wracając do rozdziału (jak zawsze muszę na początek wrzucić swoje zdanie o obecnym stanie tenisowego świata, ciesząc się, że mam się z kim tymi przemyśleniami podzielić :)), interesuje mnie ta relacja Mariny z trenerem. Kto się czubi ten się lubi plus ciche dni jak w starym dobrym małżeństwie... - oby tak dalej, bo od razu mi przypadli do gustu :) No i ciekawa jestem, co tam dobrego główna bohaterka zdziała w meczu z Syreną, za którą nie przepadam.
    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wrzucaj ile wlezie, ja też się ciesze, że ktoś się wreszcie w tym orientuje :) Też lubiłam Verdasco z Ivanovic. Ale temu jak zwykle było mało. Oj tak, Rafa powinien wreszcie się ożenić. Może pomogłoby mu to odbudować formę jak Murray'owi? Poza tym takie Nadalowe dzieciątko byłoby dla mnie takim małym, osobistym szczęściem <3 Ze też musiałam się z nim minąć. Cholerny turniej w Pekinie, akurat wtedy byłam w Manacor :/ Tyle przegrać.

      Usuń
  2. Aa jest boskie :) czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń