-
Więc co robimy?- spytałam mojego trenera,kiedy wieczorem
siedziałam w jego pokoju gotowa do omawiania taktyki na jutro.
Spencer
opierał się o komodę w swoim pokoju i patrzył na mnie
przenikliwie. Jego krótkie brązowe włosy sterczały na wszystkie
strony. Chyba dopiero przed chwilą zdjął czapeczkę,ale zdążył już pokłócić się z grzebieniem.
-
Jestem otwarty na twoje sugestie- oznajmił spokojnie krzyżując
ramiona
-
Moje?- zdziwiłam się szczerze- To ty jesteś moim
trenerem!
-
Ale to ty wychodzisz na kort i grasz. Musisz sama mieć jakiś
pomysł.
W
dalszym ciągu był spokojny,ale chłodny. Zastanawiałam się o co
może mu chodzić. Przecież nie gram źle,przeciwnie gram tenis
mojego życia i powinien być ze mnie zadowolony. Chyba że tu nie
chodzi o tenis. Ale jeśli nie to o co?
Przedstawiłam
mu swoje pomysły.
-
Dobrze, ale jest jeden mankament .Musisz się nauczyć urozmaicać
swoją grę. Dostosowywać do odpowiedniej rywalki i sytuacji.
-
A jak?- spytałam przebiegle krzyżując ramiona
-
Chociażby przez robienie czegoś czego ona się nie spodziewa. Ona
myśli,że będziesz grała jej na beckhend, zagraj na forhend. Graj
przeciw nogom. Graj skróty. Ale przede wszystkim łącz ze sobą
elementy. Raz mocna rotacja,raz agresywna płaska piłka. Rozumiesz?
-
A...ale to trochę za dużo- jąkałam się.
-
Chcesz być dobra?- spytał stanowczo.
-
Nie.
Uniósł
brwi w zdziwieniu.
-
Chcę być najlepsza- odparłam po prostu.
-
I o to chodzi. A żeby to osiągnąć musisz umieć łączyć te
wszystkie elementy i wykorzystywać je w odpowiednim momencie. Ja
wiem,że to może jest ciężkie,ale przed tobą jeszcze kilkanaście
ładnych lat kariery. Dasz radę to opanować. Ja w ciebie wierzę-
uśmiechnął się lekko chcąc mnie pocieszyć
-
Obiecuję,że cię nie zawiodę- oznajmiłam poważnie,podeszłam
do niego i przybiliśmy piątkę.
-
A teraz mi powiedz,czemu masz taki paskudny humor- powiedziałam
stanowczo.
-Wydaje
ci się.
-
Nieprawda. Oboje od popołudnia chodzicie wkurzeni- skrzyżowałam
ręce na piersi i popatrzyłam głęboko w jego szare oczy-
Gadaj
-
Mariny się zapytaj.
-
Nie zwalaj tego na nią
-
Ale i ona ma w tym swój udział.
-
O co wam poszło?- byłam nieugięta
-
Powiedzmy,że oboje mamy co do ciebie inne plany- powiedział w
końcu- A teraz wybacz,muszę załatwić jeszcze kilka rzeczy.
Widzimy się rano
Wyszłam
z jego pokoju i wróciłam prosto do swojego. Stwierdziłam,że nie
będę o tym rozmawiała z Mariną. To ich życie,nie moje,ale mam
tylko nadzieję,że szybko się pogodzą .W takiej atmosferze nie da
się pracować.
Na
ekranie komórki kolejny SMS od Fernando:
„Super:)Będę
czekał przy jedynce, kotku. Do zobaczenia”
Wydałam
z siebie jęk obrzydzenia.”Kotku”? Czy on kpi? Zamienił ze mną
ledwie dwa zdania!I myśli,że jestem głupia Oj,nawet nie wie, jak
bardzo się myli.
Nieco
rozbawiona postanowiłam wziąć relaksującą kąpiel. Zanurzyłam
się po samą szyję w białej pianie. Podobał mi się ten hotel,w
końcu trzy gwiazdki do czegoś zobowiązują .Pomyślałam o
pięciu. Wow!To dopiero musi być odlot!W takich hotelach zatrzymuje
się na pewno Serena Williams. Albo Rafa Nadal.
Westchnęłam.
Ach,Rafa!Jakże
chciałabym się z tobą spotkać i zamienić chociaż dwa słowa!O
wspólnym treningu już nie wspomnę...To byłoby cudowne
doświadczenie.
No
tak,ale Rafa z pewnością nigdy o mnie nie słyszał. Mój Boże,jak
bym tego chciała!Co ja w sobie mam,że przyciągam samych
kobieciarzy?
Mruknęłam
i zaczęłam namydlać się gąbką.
Mój
były chłopak też był kobieciarzem. I to okropnym. Byłam jednak
tak w nim zakochana,że tego nie zauważyłam. Dopiero gdy zaczęłam
wyjeżdżać traciłam z nim kontakt. Nie wiedziałam co robi ani z
kim. Ślepo wierzyłam,że mnie kocha. A tymczasem on,podczas gdy ja
pociłam się na korcie zabawiał się z jakąś blond szmatą z
tłustymi włosami i pryszczata twarzą. Urgh. To okropne. Do dziś
gdy sobie ją przypomnę,zbiera mi się na wymioty. Dam głowę,że
już dawno z nią zerwał.
Od
tej pory z nikim nie byłam ,ale nie miałam zresztą na
to czasu. Ciągłe turnieje,wyjazdy,kwalifikacje i tak w kółko.
Chociaż w sumie nie brakuje mi tego. Mogłabym żyć sama, chyba
że poznałabym wyjątkowego faceta. I znów przez myśl przemknął
mi Rafael...
Dość
tego. Wychodzę. Nie zamierzam rozczulać się nad sobą.
Gdy
tylko wyszłam,przebrałam się i poszłam spać.
Zapowiada
się pracowity dzień-pomyślałam
Na
szczęście nie musiałam za bardzo nad tym rozmyślać,bo równie
szybko usnęłam.
*
Mój budzik zadzwonił
punktualnie o ósmej trzydzieści rano. Jęknęłam gdy przypomniałam sobie co mnie dzisiaj czeka. Najpierw ten cholerny trening. Potem
mecz z Williams,ale na szczęście to dopiero około szesnastej.
Z niechęcią wstałam z łóżka
i pomknęłam do łazienki. Postanowiłam ubrać krótkie czarne
spodenki i top z Babolatu. Włosy związałam w kucyk i upięłam pod
czarnym daszkiem. Gotowa do treningu zarzuciłam na plecy torbę z
bluzą i torbę z rakietami i wyszłam na korytarz. Czekał na mnie
tylko Spencer.
- A gdzie Marina?-spytałam
zdziwiona. Zawsze szła z nami na trening
- Powiedziała,że ma coś
do załatwienia. Może przyjdzie później-odparł obojętnie,a ja od
razu stwierdziłam,że atmosfera wciąż się nie oczyściła.
Przyszliśmy na hotelową
„stołówkę” na śniadanie. Jako sportowiec mogłam zjeść
tylko coś lekkiego,jak na przykład owoce i rogalik. Podczas gdy ja
zajadałam się kiwi,Spencer w milczeniu patrzył na mnie.
- Coś nie tak?-
spytałam w końcu. To spojrzenie było okropne
- Nie,wszystko w porządku-
otrząsnął się z zamyślenia- Jedz spokojnie,mamy trochę
czasu.
- A ty nic nie jesz?
- Nie,jadłem wcześniej
Kiedy w końcu
zjadłam,wsiedliśmy w turniejową taksówkę i udaliśmy się na
korty, dochodziła za pięć dziesiąta.
Gdy przekroczyłam próg
obiektu,obok treningowej „jedynki” beztrosko uśmiechnięty,gdy
tylko mnie zobaczył stał Verdasco.
- Witaj- powiedział
seksownym niskim głosem po hiszpańsku- Jak się masz?
- Dobrze,dziękuję a ty?-
odparłam niewzruszona.
- Ja również. Chodźmy
już- dodał po chwili milczenia.
Położyłam swoją torbę na
ławeczce i wyjęłam jedną rakietę. Fernando po drugiej stronie
zrobił to samo. Spencer zaś usiadł wyżej w trybunach.
- Będę ci podpowiadał
jakby co!- krzyknął- Na razie graj sama i pamiętaj co
ci powiedziałem!
Kiwnęłam głową w jego stronę
i podeszłam do Fernando. Zamierzałam postawić mu moje warunki,a
jeśli ich nie przyjmie to lepiej żeby jak najszybciej zszedł z
tego kortu.
- Posłuchaj-
zaczęłam- Zamierzam poćwiczyć dzisiaj grę przeciwko
atakującym zawodnikom,żeby wiedzieć jak z takimi grać i się
bronić,więc oczekuję od ciebie takiej właśnie postawy,jasne?
- To się dobrze składa-
stwierdził- Ja potrzebuję przeciwnika,który będzie się
dobrze bronił.
- Z kim dzisiaj grasz?
- Z Nadalem. Macie bardzo
podobny styl gry.
Że co proszę?Ja i Rafa grający
podobnie?Coś mu nie wychodzi ten podryw. Musiał zauważyć moje
zdziwienie,bo dodał:
- Wielu ludzi tak twierdzi.
Nie słyszałaś?
Pokręciłam głową
- Cóż,widocznie jesteś
jeszcze mało obyta- stwierdził i machnął rakietą- To
co?Gramy?
*
- Serwuj mocniej!Przyłóż
się!Więcej rotacji przy forhendzie!Pracuj nadgarstkiem przy tym
woleju!- krzyczał raz po raz z trybun Spencer zachęcając mnie
do lepszej gry. Kompletnie nie mogłam się skupić kiedy po drugiej
stronie siatki stał Fernando. Znaczy może i bym mogła,gdyby tylko
nie zachowywał się tak jak się zachowuje. A mam na myśli:”Źle
to robisz. Pomogę ci z tym uchwytem”,”Nie ślizgasz się
dobrze,daj pokażę ci” albo przy siatce”Hej,opanuj się,prawie
byś mnie staranowała”. To ostatnie szczególnie działało mi na
nerwy .Nic dziwnego,że trener tak na mnie wrzeszczał .Byłam
dzisiaj do niczego.
Po półtorej godziny zeszłam w
końcu z kortu.
- Dziękuję ci za
trening- powiedział na zakończenie Fernando- Było
cudownie. Wiele rzeczy mogłem dzięki temu poprawić.
- Nie ma za
co..Było...ciekawie- odparłam z wahaniem,bo nie wiedziałam
jak to określić. To była istna kompromitacja!Taki trening był do
bani,skoro praktycznie nic mi nie wychodziło. Nie chciałam być
jednak niegrzeczna,więc powiedziałam co powiedziałam.
- Poćwiczymy jutro?-
spytał z nadzieją
- Eh,wiesz,nie wiem czy to
dobry pomysł. Być może jutro będę wracała do Polski.
- Oj,daj spokój,wygrasz
bez problemu- wyszczerzył zęby w uśmiechu- To jak?
- Dam ci znać,ok?-
powiedziałam zniecierpliwiona i ruszyłam pod prysznic zamykając
szybko drzwi od szatni.
Co za porażka!Już chyba gorzej
być nie mogło!
Ale zaciekawiło mnie to
stwierdzenie o moim i Rafy stylu gry. Naprawdę gramy
podobnie?Owszem,wiem że gram z dużą rotacją,ale żeby aż tak?
Chyba,że był to jeden z jego sposobów żeby poderwać dziewczynę.
Jeśli tak to beznadziejny.
Kiedy spotkałam Spencera przed
taksówką od razu zapytał:
- Co się z tobą
działo?Nie mogłaś sobie zupełnie poradzić!
- Mówiłam że trening z
NIM to nie jest najlepszy pomysł.
- I dlatego robiłaś mi na
złość?Wiesz co...
- W życiu!On zwyczajnie
mnie dekoncentrował swoimi tekstami
- Na przykład?
- Oj,nie ważne-
mruknęłam- Powiedzmy,że oboje mieliśmy co do siebie inne
plany- dodałam ironicznie pamiętając,że coś podobnego
powiedział do mnie gdy spytałam go o kłótnię z Mariną. O wilku
mowa, w hotelu natknęliśmy się właśnie na nią.
- Cześć- powiedziała
do nas z uśmiechem wstając z sofy.
- Cześć- burknął
mój trener w odpowiedzi i bez słowa udał się do windy.
Westchnęłam. Jak stare
małżeństwo.
- Ciągle się traktujecie
jak powietrze?- spytałam przysiadając na skraju sofy.
- Ja nie. Myślałam,że
już mu przeszło
- A o co w ogóle wam
poszło?- spytałam patrząc prosto w jej ciemnoniebieskie oczy.
Zasępiła się.
- Ma do mnie pretensje,że
staram się załatwić ci sponsora odzieżowego- odparła ze
złością,odrzucając włosy do tyłu.
- Coś mi tu nie gra-
stwierdziłam patrząc na nią przenikliwie- Przecież to chyba
dobrze no nie?
- No...tak. Chyba.-
zawahała się na moment- No bo on uważa,że najpierw powinnam
ci znaleźć dodatkowego trenera- przyznała.
- A po co?- zdziwiłam
się- Czyżby chciał odejść?
- Nie,na pewno nie-
zaprotestowała od razu- Chodzi o twoje poruszanie się po
korcie
- Ach,czyli o trenera od
przygotowania fizycznego!- pstryknęłam palcami
- No tak,dokładnie.
- A nie lepiej na razie
żeby to on mnie trenował?Będzie zamęt.
- On wie lepiej-
odparła z przekąsem.
- Hm...idę mu powiedzieć
że to bez sensu- oznajmiłam- W końcu ja też mam coś w
tej kwestii do powiedzenia.
I nie czekając na odpowiedź
złapałam torbę i ruszyłam windą na górę prosto do jego pokoju.
Zapukałam i weszłam
- Słuchaj,Heat, jeśli
myślisz,że inny trener nie zrobi mi wody z mózgu...- zaczęłam
prosto z mostu, ale urwałam,gdyż dał mi znak ręką żebym była
cicho. Rozmawiał przez telefon.
-
Tak...tak...świetnie...jasne,dam ci znać kiedy będziemy gotowi.
Nie,nie wiem po prostu ile jeszcze będziemy w Madrycie. Ok,dziękuję.
Na razie.
- Z kim rozmawiałeś?-
spytałam zapominając na chwilę o powodach mojej wizyty.
- Ze starym przyjacielem-
odparł spokojnie- Będzie cię trenował w poruszaniu się
- Spencer!- jęknęłam-
To bez sensu!Ja nie chcę na razie kogoś innego!Będzie chaos jak
cholera!Nie będę wiedziała kogo mam słuchać!
- Oczywiście,że będziesz.
On ma cię tylko przygotowywać fizycznie.
- A-ale- zająkałam
się.
- Mam go odwołać?-
spytał surowo.
- Nie wiem- odparłam
lekko przestraszona.
- No i widzisz!Ja jako twój
trener wiem czego jeszcze ci potrzeba. Co musisz poprawić i nad czym
bardziej pracować. Nie mam doświadczenia we wszystkim dlatego
potrzebuję kogoś do pomocy,jasne?
- Tak- odparłam
ponuro w myślach podważając słuszność tej decyzji.
- Jak ci coś nie będzie
pasowało,obiecuję ci że go zwolnimy,dobrze?- dodał potulnym
nagle tonem
- Ok,niech będzie-
westchnęłam- Ale dlaczego to ty musisz mi załatwić trenera?
- Bo twoja niekompetentna
menedżerka woli żebyś ładnie na korcie wyglądała niż grała-
odparł znowu jadowitym tonem
- Nieprawda!Ona po prostu
szuka sposobu,żebym zaczęła być rozpoznawalna!- stanęłam w
obronie Mariny
- Ale na to jeszcze czas
.Staniesz się rozpoznawalna jak zaczniesz dobrze grać.
- Mimo wszystko uważam,że
powinieneś ją przeprosić- powiedziałam stanowczo
Wahał się przez chwilę i
krążył po pokoju zanim powiedział:
- Masz rację. Trochę
niepotrzebnie na nią nakrzyczałem- Gdzie ona teraz jest?
- Na dole.
- Chodź ze mną-
poprosił- Chcę mieć świadka,że chociaż próbowałem.
Czy on próbował być zabawny
czy mi się wydawało?
Zamrugałam zaskoczona,ale się
zgodziłam. Na dole Marina siedziała z laptopem na kolanach i pisała
e-maila.
Spencer odchrząknął
- Marino- zaczął
oficjalnie .Popatrzyła na niego lekceważąco
- Słucham?- odparła
obrażonym tonem. To go trochę zbiło z tropu.
- Ja...ee...chciałem
cię...przeprosić- jąkał się jakby słowo przepraszam z
trudem przeszło mu przez gardło- Tak,właśnie przeprosić za
moje ostatnie zachowanie wobec ciebie- zakończył
Zmierzyła go wzrokiem od stóp
do głów,ale po chwili uniosła kąciki ust do góry w czymś co
miało przypominać uśmiech.
- No dobrze,wybaczam ci-
odparła w końcu- Ale zrozum,ja chciałam dla niej dobrze
- Tak,teraz już to wiem.
Zgoda?
- Zgoda
Przybili sobie piątkę,ale
widać było,że Marinie nie do końca to odpowiadało. Postanowiłam że ich
zostawię i udam się do siebie pomedytować i zebrać się przed
meczem.Trening z Verdasco. You're doing it wrong. Postanowiłam, że na początek będę dodawać rozdziały 2 razy w tygodniu,później zaś tylko w piątki. Także jeśli komuś się spodobało, to niech często zagląda i skomentuje :)
Gatique :)
Oj, Verdasco, Verdasco... Coś w tym jest, że Ferdziu nie jest stały w uczuciach. Taką by ładną parę (moim zdaniem) tworzył z Aną Ivanovic, a się rozstali. Za to Rafa pozostaje wierny swojej Xisce, tylko coś o ślubie nic nie słychać. Koledzy żonaci, na czele z Djokovicem, Murrayem i nie mówiąc o Federerze, rodziny powiększają... a tu nic! Może jeszcze niezdecydowany, bo czeka na którąś z nas mimo różnicy wieku? :D :D
OdpowiedzUsuńWracając do rozdziału (jak zawsze muszę na początek wrzucić swoje zdanie o obecnym stanie tenisowego świata, ciesząc się, że mam się z kim tymi przemyśleniami podzielić :)), interesuje mnie ta relacja Mariny z trenerem. Kto się czubi ten się lubi plus ciche dni jak w starym dobrym małżeństwie... - oby tak dalej, bo od razu mi przypadli do gustu :) No i ciekawa jestem, co tam dobrego główna bohaterka zdziała w meczu z Syreną, za którą nie przepadam.
Do następnego!
A wrzucaj ile wlezie, ja też się ciesze, że ktoś się wreszcie w tym orientuje :) Też lubiłam Verdasco z Ivanovic. Ale temu jak zwykle było mało. Oj tak, Rafa powinien wreszcie się ożenić. Może pomogłoby mu to odbudować formę jak Murray'owi? Poza tym takie Nadalowe dzieciątko byłoby dla mnie takim małym, osobistym szczęściem <3 Ze też musiałam się z nim minąć. Cholerny turniej w Pekinie, akurat wtedy byłam w Manacor :/ Tyle przegrać.
UsuńAa jest boskie :) czekam na next :*
OdpowiedzUsuń