- Cudownie!-- I tym razem byłyśmy zgodne,co zaraz skwitowałyśmy wybuchem śmiechu.
Usiadłam na najbliższym fotelu i założyłam nogę na nogę.
- No,ty pierwsza- zachęciłam blondynkę do zwierzeń.
- To nie był mój bal. Ty zacznij- odparła zajmując fotel naprzeciwko i opierając łokcie na stole. Wpatrywała się we mnie z oczekiwaniem.
Opowiedziałam więc jak przebiegał cały wieczór,z propozycją wakacji na Majorce włącznie. Kiwała głową z niedowierzaniem.
- Wow!- skomentowała gdy skończyłam- W życiu bym się czegoś takiego nie spodziewała!
- Ja tym bardziej .I co mam z tym zrobić?
- Przecież odmówiłaś- zauważyła i popatrzyła na mnie spode łba- Chyba,że jest coś o czym nie wiem?
Odetchnęłam głęboko i przymknęłam na sekundę oczy.
- Chciałabym pojechać. Chcę się do niego zbliżyć. Od zeszłego roku się w nim podkochuję- wyznałam czerwieniąc się.
- No coś ty?- powiedziała z oburzeniem- I ja o tym nie wiem?
- No wiem,przepraszam- odparłam zniecierpliwiona- Ale jakoś wstyd było się przyznać
Marina machnęła ręką i dodała:
- Ach,to po to był ci ten bilet!A ja myślałam,że chodzi ci o inspirację w grze!
Spuściłam głowę a moja twarz płonęła żywą czerwienią. Marina milczała chwilę stukając paznokciami o blat stolika.
- Więc pojedź- oznajmiła w końcu.
- Że jak?!- z niedowierzania podniosłam głowę.
- Po prostu tam pojedź. Skoro od dłuższego czasu go obserwujesz,to chyba troszkę go znasz co?
Podobał mi się jej tok myślenia i od razu się rozpromieniłam.
- Tak sądzisz?
- Jasne. Przynajmniej zobaczysz coś więcej niż utarte od lat szlaki.
Skinęłam głową i nachyliłam się nad stolikiem żeby pocałować ją w policzek.
- Dziękuję. No,teraz twoja kolej!-pogoniłam ją. Chcę w końcu usłyszeć prawdę!
Spuściła wzrok a po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech. Popatrzyłam na nią przenikliwie.
- Ej,chyba nie chcesz mi powiedzieć,że...
- Prawie-przerwała mi zanim zdążyłam wypowiedzieć odpowiednie słowa.
Gwizdnęłam z podziwem. Ale się porobiło!
- Co wam przeszkodziło?
- Alkohol- podniosła w końcu wzrok i utkwiła go we mnie- Byliśmy trochę wstawieni.
- Nie zauważyłam- stwierdziłam ze zdumieniem.
- Bo później było trochę lepiej- wyjaśniła- Nie wypiliśmy wcale tak dużo,a poza tym tańczyliśmy i w ogóle...
- Co w ogóle?- przerwałam pochylając się nad nią.
- Całowaliśmy się.
- Kiedy?- rozszerzyłam oczy ze zdumieniem i skrzywiłam się na myśl o kującym zaroście mojego trenera
- Wtedy,jak tańczyliście. Zrobiło się trochę ciemniej. Akurat siedzieliśmy sami. Nie zauważyłaś,bo wy też byliście sobą zajęci!
- No,no- skwitowałam- Widzę,że mieliśmy wszyscy udany wieczór!
W pokoju czekała na mnie wiadomość od Rafy. Ucieszyłam się,że napisał pierwszy. Ma facet klasę. Po krótkiej wymianie zdań zaczerpnęłam tchu i wystukałam:
„Szykuj się!Wybieram się na Majorkę!”
*
Godzinę przed odlotem do domu zadzwoniłam do mojej dawno nie słyszanej przyjaciółki.
W wieczór przed wyjazdem moja walizka pękała w szwach i liczyłam się z dodatkową opłatą za bagaż. Zaopatrzyłam się także w pewien mały gratis...Co prawda nie liczyłam się z przegraną,ale Gisela ma rację co do tego,że wakacyjny klimat potrafi namącić w głowie.
Podczas gdy samolot podchodził do lądowania,wybudziłam się z drzemki. Niespokojna i nieprzespana noc dała o sobie znać.
- Cześć,Gi!- przywitałam się entuzjastycznie gdy podniosła słuchawkę- Strasznie dawno cię nie słyszałam.
- Kinga!- pisnęła- Ja ciebie też!Oglądałam cały twój turniej,byłaś niesamowita!To w jakim stylu pokonałaś Williams robi wrażenie. Jej,to było cudowne!Gratuluję ci!
Dopiero po minucie zrozumiałam sens jej trajkotania.
- Dzięki- odparłam w końcu- Jak się czujesz?
- Trochę mnie jeszcze pobolewa,ale już lepiej!- Gisela tuż przed Wimbledonem nabawiła się kontuzji nadgarstka,co wyeliminowało ją z występu- A ty?Nic sobie nie zrobiłaś?
- Nie,wszystko ok. Jestem zdrowa jak ryba!- zapewniłam- Chciałam ci powiedzieć,że za tydzień wylatuję na Majorkę.
- No proszę. Sama?
- Tak,ale...hmm...właściwie to sama nie będę- wyjaśniłam z lekkim zakłopotaniem.
- Poznałaś jakiegoś przystojnego Anglika i z nim uciekasz?- zażartowała.
- Nie,ale blisko. To Rafa Nadal zaprosił mnie do siebie.
Wydała z siebie zduszony okrzyk.
- Niemożliwe!- wydusiła w końcu.
- A jednak- uśmiechnęłam się do siebie na wspomnienie własnej reakcji.
- Super!Szczęściara z ciebie- powiedziała z zazdrością.
- Spokojnie. I na ciebie przyjdzie czas- uspokoiłam przyjaciółkę.
- Tylko nie zapomnij się zabezpieczyć- zachichotała- Na wakacjach łatwo o tym zapomnieć.
- Przestań- zaczerwieniłam się lekko- My się ledwo znamy.
- I już zaprasza cię do siebie co?- zadrwiła- Kinga,musisz czytać między wierszami. Idę o zakład,że prędzej czy później wylądujecie w łóżku
- Ok- oznajmiłam pogodnie- O co się założymy?
Zaskoczyło ją to pytanie. Nie sądziła,że wezmę je na serio.
- Hm...jak wygram to coś mi kupisz- stwierdziła Gisela.
- Ale...
- Albo nie!- przerwała mi raptownie. Pobladłam, gdy przedstawiła mi pomysł. Gisela zaczęła głośno chichotać. Najwyraźniej zaczęła się rozkręcać.
- Ty wariatko!- pomyślałam z zawiścią.
- Niech będzie-powiedziałam spokojnie. Niech wie że nie zrobiło to na mnie wrażenia- Za to jeśli ja wygram zrobisz to samo z Juanem!
Zamilkła na moment. Wiedziałam,że się waha.
- W porządku- powiedziała w końcu- Stoi.
- Fajnie. To na razie,niedługo mam samolot.
- Pa. Nie zapomnij kupić gumek!
*
Myślałam,że jak w końcu przyjadę do domu będę miała chwilę spokoju,ale gdzie tam!Na lotnisku we Wrocławiu powitał mnie tłum fanów i odśpiewał „Dziękujemy!,mama z tatą też są ciągle zalatani,bo planują pojechać razem nad morze,a ja jestem non stop zamęczana telefonami od Mariny.A to wywiad,a to sesja zdjęciowa,a to jeszcze coś innego. W końcu zgodziłam się na wywiad w popularnym programie w nadziei, że zobaczy mnie cała Polska i dadzą mi spokój. Do tego dołożyłam jedną sesję zdjęciową. Tak zleciał mi tydzień .
14 lipca,w środę wylatywałam na Majorkę. Dziś,w poniedziałek robiłam listę potrzebnych mi rzeczy. Rodzice wczoraj wyjechali do Sopotu,chociaż nie kryli żalu,że postanowiłam zostać. Wiedzieli o moich planach,ale mimo to czułam że ich zawiodłam. No trudno.- Co powinnam zabrać?- myślałam otwierając i zamykając szafę- Na pewno jakieś bikini...
Postanowiłam wziąć jedno białe,bez ramiączek i z wiązanymi figami oraz wiązane na szyi i na bokach majtek w kolorze limonkowym. Ale na ciuchy za nic nie mogłam się zdecydować. Przerzucałam zawartość szafy raz po raz,ale to i tak na nic. W końcu zdecydowałam się zadzwonić do Rafaela.
- Cześć!- przywitał się gdy tylko podniósł słuchawkę. Sądząc po brzmieniu jego głosu musiał się bardzo ucieszyć- Spodziewałem się,że usłyszymy się dopiero w środę
Ktoś w tle zachichotał i był to niewątpliwie kobiecy głos. Poczułam ukłucie zazdrości.
- Hej,eee ktoś jest obok ciebie?- spytałam najpierw niepewnie.
Głos w tle ponownie dał o sobie znać.
- Tak,moja cudowna siostrzyczka Maribel uważa,że to bardzo zabawne- odparł znudzonym głosem- A czemu pytasz?
- Nic,tak tylko- mruknęłam- Słuchaj,bo wiesz...ja właściwie nie wiem co mam ze sobą zabrać i chcę zapytać na jaką pogodę mam się pakować
Powiedział coś do siostry i słychać było,że zmienia miejsce.
- No jest dosyć ciepło. I pewnie będzie tak przez cały czas- powiedział w końcu gdy ustały szmery- Ale musisz sobie wziąć też coś cieplejszego,bo zapowiadają w najbliższym czasie burze.
- Ok,dziękuję
- Drobiazg. To o której masz samolot?
- O dwudziestej
- Tak późno?
-Cóż, nie było innego wyjścia.
-Skoro tak...Zatem do zobaczenia !
Gdy się rozłączyłam,ponownie stanęłam przed szafą i ponownie zadałam sobie pytanie:Co mam ze sobą zabrać?
*
W nocy z kolei nie mogłam zasnąć. Dręczył mnie jakiś dziwny niepokój związany z podróżą. Oby to nie był zły znak!
Rano z kolei nie mogłam znaleźć sobie miejsca,chodziłam z kąta w kąt,sprawdzałam raz po raz czy wszystko mam. Dzwoniłam nawet do Mariny i opowiedziałam jej o niepokoju.
- Przestań się przejmować- zganiła mnie- Jedziesz na wakacje,wyluzuj trochę!
Jak mi później zdążyła wyznać,również spędzała wakacje poza domem,a mianowicie u Spencera w Anglii. Zdaje się,że romans kwitnie i bardzo dobrze,byle tylko potrafili oddzielić życie zawodowe od prywatnego.
Siedziałam więc przed telewizorem oglądając głupawe seriale i wcinając pospiesznie ugotowany ryż z musem truskawkowym. W końcu nadeszła pora żeby udać się na lotnisko. Z trudem zniosłam swoje dwie ciężkie walizki na dół po czym taksówką pojechałam na lotnisko. Kierowca był tak miły,że pomógł mi zanieść bagaże do odprawy,za co dałam mu większy napiwek..Od teraz muszę radzić sobie sama!
*
Wyjrzałam przez okno w nadziei na zobaczenie lotniska,ale jako że było już po dwudziestej pierwszej,ciężko było cokolwiek zobaczyć. Jedyne co rzucało się w oczy to połyskujące lustro wody Morza Śródziemnego. Im bliżej było do lądowania,tym bardziej wyczekiwałam momentu,w którym stanę na lądzie,bo biorąc pod uwagę mój tryb życia miałam serdecznie dość latania.
Udałam się na odprawę,po czym zaczęłam się rozglądać po lotnisku w poszukiwaniu Rafaela,ale go nie widziałam. Zauważyłam za to,jak piękne otoczenie ma lotnisko. Mnóstwo palm dookoła,proste drogi i morze oddalone o jakieś dwa kilometry. Wszystko piękne,ale co z tego skoro jestem sama pośród tego?
I wtedy przez głowę przeszła mi myśl:Co jeśli on mnie wystawił?Jeśli przez cały ten czas tylko sprawdzał do jakiego stopnia jestem naiwna?Pewnie teraz śmieje się ze mnie w swoje wilii w towarzystwie jakiejś pół nagiej blondynki.
Wlokłam się zrezygnowana do głównego wejścia sprawdzić o której jest jakiś samolot powrotny,albo w najgorszym wypadku poszukać jakiegoś hotelu. Czytałam plan lotów,gdy na gablocie mignęły światła reflektorów. Odwróciłam się w stronę parkingu i zobaczyłam parkujący naprzeciwko mnie samochód. Z niego wyłonił się nie kto inny,tylko Rafael.
Serce radośnie mi podskoczyło. Więc jednak mnie nie wystawił!
- Witaj-powiedział cmokając mnie w oba policzki,a pode mną ugięły się nogi i to wcale nie miało nic wspólnego z walizkami. Musiałam mieć niewyraźną minę,bo dodał- Wybacz,jeśli cię tym uraziłem,zawsze się tak witam z kobietami
- Nie,spokojnie. Wiem,że to taki gest powitalny- uspokoiłam go
Uśmiechnął się w odpowiedzi patrząc mi prosto w oczy. Przez chwilę staliśmy uśmiechając się jak idioci aż w końcu powiedział zmieszany:
- Och,przepraszam,zapomniałem że masz bagaże. Daj,spakuję je do bagażnika.
Podałam mu obie,a na ich widok stwierdził żartobliwie:
- Nie mówiłaś,że przyjeżdżasz na miesiąc.
- Gdybym się tu wybierała na miesiąc walizek byłoby sześć- odparłam trzymając fason.
- Kobiety-jęknął teatralnie- Po co wam aż tyle?
- To wszystko co niezbędne- powiedziałam niewinnie i objęłam się ramionami,bo miałam na sobie top z krótkim rękawem,a wieczór był chłodny.
- Jedźmy już,bo widzę,że ci zimno .Żebyś się tylko nie przeziębiła- zaczął się martwić.
Podczas jazdy podziwiałam krajobraz obrzeży Palmy(na tyle ile pozwalały ciemności) i omawiałam zaobserwowane szczegóły z moim kierowcą. W mniej więcej połowie drogi,w miejscowości Algaida traciłam zapał do rozmowy i stawałam się senna. Coraz częściej ziewałam i opierałam głowę o poduszkę.
- Jeszcze pół godzinki- powiedział uspokajająco Rafa widząc z jaką łatwością przechodzę w stan uśpienia
- Mhm- mruknęłam tylko sennie i odwróciłam głowę do szyby. Nic więcej nie pamiętam z trasy.
*
- Hej,obudź się śpiąca królewno,jesteśmy na miejscu- usłyszałam czyjś łagodny głos przemawiający do mnie i dotyk zimnej skóry na ramieniu. Drgnęłam czując zimno i oprzytomniałam.
- Co?Już?Jak?Gdzie?-mamrotałam bez sensu wybudzając się.
- Jesteśmy w Manacor- Rafael cofnął swoją zimną dłoń i pomógł mi wysiąść- A to jest mój dom.
Zobaczyłam pokryty szkłem budynek. W oknach na dole paliło się światło,zaś na górze było ciemno.
- Mieszkasz z mamą?- domyśliłam się.
- Tak- przyznał bez wstydu wyciągając z bagażnika moje rzeczy.
Pokiwałam wolno głową oglądając apartamentowiec.
- Nie,ja to wezmę-stanowczo oznajmił Rafael gdy chciałam wziąć jedną z walizek- Chodź za mną
Weszłam do przedpokoju pomalowanego na jasny pomarańcz z kinkietami na ścianach. Chciałam zdjąć buty,ale Rafael powstrzymał mnie:
- Zdejmiesz je u mnie.
Wzruszyłam więc ramionami i podążyłam za nim do pokoju dziennego połączonego z kuchnią i jadalnią. Przed miniaturową plazmą,na beżowej sofie pasującej do ścian siedziała kobieta,niewątpliwie matka Rafaela.
- Mamo- powiedział Rafael gdy kobieta wstała i podeszła do nas-To moja przyjaciółka Kinga
Ana Maria Parera(bo tak się nazywała) miała około sześćdziesięciu lat, proste blond włosy sięgające ramion i wesołe niebieskie oczy,wokół których dało się dostrzec drobne kurze łapki.
- Miło mi panią poznać- przywitałam się starając się by mój hiszpański brzmiał najlepiej jak tylko się da
- Mnie też miło- odpowiedziała uprzejmie,bez cienia chłodu podając mi dłoń- Widziałam jak grasz,jesteś świetną tenisistką
- Och,niech pani nie przesadza- zaczerwieniłam się- To pani syn jest prawdziwym mistrzem
Spojrzałam na Rafaela,który akurat spuścił wzrok.
- Mamo,zobaczymy się rano- oznajmił kierując mnie z powrotem do przedpokoju- Powinnaś już się położyć.
- Dobranoc- powiedziałam i ruszyłam po schodach do przedpokoju na górę. Weszliśmy przez drewniane drzwi do kolejnego przedpokoju!
- Teraz możesz zdjąć buty- oznajmił mój gospodarz.
- A dlaczego nie na dole?- odparłam pochylając się i odwiązując sznurówki.
- Bo na dole mieszka moja mama,teraz jesteśmy tylko i wyłącznie w moim mieszkaniu- odparł kładąc moje bagaże na ziemi i również siłując się ze sznurówkami.
- Jej,fajnie-odparłam rozglądając się. Korytarz,podobnie jak ten na dole rozświetlały kinkiety,ale ściany pomalowane były w kolorze burgunda. Poza tym ten był niewątpliwie większy i szerszy od tego w części Any Marii.
- Tu jest twoja sypialnia- oznajmił Rafael niosąc bagaże do pokoju tonącego w barwach wesołej zieleni.- Rozgość się. Mi casa es su casa.
- Dzięki.- wyszeptałam tylko z podziwem rozglądając się po kątach.
- Łazienkę masz zaraz obok- wyjaśnił.- Także swoją.
Szybko więc wyjęłam z walizki bokserkę i króciutkie szorty oraz ręcznik i poszłam wziąć prysznic w luksusowej łazience.
Majorka...Raj na ziemi. Chciałabym tam wrócić, bo co to za wakacje, skoro pogoda na razie nie rozpieszcza? Cóż, czekamy na Wimbledon.
Do następnego.
Gatique.
Co to za nowy szablon! Na początku pomyślałam, że jednak mój komputer ponownie nie ożył do końca i wyświetla jakieś błędy (pierwszy raz od chyba dwóch tygodni chodzi, więc mogę napisać komentarz ;). Poprzedni wygląd bloga chyba był lepszy, mogłaś zostawić, to nic, że tekst by dalej nie pasował...
OdpowiedzUsuńCo do tego rozdziału i poprzedniego (nadrabiam tylko komentowanie, bo czytałam na bieżąco w wersji mobilnej ;) - znajomość nam się wyraźnie rozkręca, zarówno głównych bohaterów, jak i Mariny ze Spencerem, którzy jako bohaterowie jakoś od razu przypadli mi do gustu i będę im kibicować równie mocno jak Kindze i Rafie :) Ciekawa jestem, co też wykombinowałaś w kwestii pobytu naszej tenisistki na Majorce. Skoro piszesz, że chciałabyś tam wrócić, to znaczy, że wiesz, o czym mówisz i już byłaś ;) Zazdroszczę, ale wszystko jeszcze przede mną. Na razie marzę o wylocie na tę uroczą wysepkę, której liczne opisy znalazłam w powieściach Anny Klary Majewskiej "Rok na Majorce" i "Powrót na Majorkę", które czytałam w poprzednie wakacje i wyobrażam sobie, jak tam jest pięknie :D
Do następnego :*
Miałam w planach inny szablon, ale szabloniarka wyjechała i nie może mi poradzić nic na problem. Ten też w sumie nie działa tak jak trzeba,ale nie mam pojęcia co jest grane :/ Jakoś to rozkminię. Tak,byłam na Majorce. Także w samym Manacor :) Mam zatem sporo radochy przy opisywaniu, zresztą zobaczysz :D Czytałam "Rok na Majorce", ale muszę przyznać, że opisy Majorki nie zgadzają się z moimi spostrzeżeniami. Inne miejsca co prawda, ale jakoś...no nie wiem. Taka typowa polska powiastka,wszystko w zbyt krzywym zwierciadle. Tak czy siak, dzięki i cieszę się, że komputer żyje :)
UsuńMoże zależy, kiedy Ty byłaś, a jaką Majorkę opisywała autorka - ze swoich wspomnień czy wówczas aktualną? Krajobraz może nie zmienia się z miesiąca na miesiąc, ale jeśli w grę mogą wchodzić lata...?
UsuńKomputer znów żyje, oby ten stan zdatności do użytku trwał teraz dłużej niż ostatnio...! ;D
Ściskam, kolorowych snuffff :*
Zupełnie nie wiem, dlaczego w zakładce "tenisowe pogawędki" nie mogę dodać komentarza... Po prostu nie idzie kliknąć niczego po lewej stronie pola komentarza, np. wybrać komentarz jako kto, kursor pojawia się dopiero bardziej po prawej stronie. A bardzo chciałam tę zakładkę po raz pierwszy wykorzystać, no ale cóż. Zgłaszam usterkę, sprawdź, co się tam dzieje. I ubiegnę Twoje pytanie, od pewnego czasu mój komputer jest zdrowy i działa jak powinien :D Więc może to jakiś kłopot systemu.
OdpowiedzUsuńDzisiaj wyjątkowo nie chciałam narzekać i nad niczym ubolewać, jak typowa Polka. Dzisiaj chciałam się dzielić radością! :D
Zacznę od pochwalenia wyglądu bloga. Piękne są te szablony, i ten, który był jako pierwszy, i obecny!
Teraz czas na skomplementowanie polskich tenisistów (Nadal i Djokovic odpoczywają przed Wimblem, to kimś się trzeba zająć). Na początek faceci: brawo dla Jurka i jego przełamanie się w Halle. Ograł Fallę, który był w ubiegłym roku tam w finale i urwał seta Nishikoriemu. Może Samuraj nie był po prostu w formie, ale cieszyć się należy. Matka z Zimonjiciem dotarli do finału w Londynie, a Kowalczyk, póki co, wygrywa w kwalifikacjach Wimbledonu, oby tak dalej! Przysiężny też wygrywa, natomiast Kubot wcale się do eliminacji singlowych nie dostał (dziś tylko z tego powodu będę się wyżalać) :( Mimo że był nie tak dawno temu ćwierćfinalistą Wimbla, to dzikiej karty mu nie chcą dać, a jak nie zagra, to słyszałam, że wyleci na około 700. miejsce w pojedynczym rankingu. Podobno chciał zakończyć karierę singlową właśnie na Wimbledonie (nie dziwię się, to taki prestiżowy turniej)... Szkoda. Ale niech daje czadu w deblu. Naszym paniom także nieźle idzie - Magda Linette wskoczyła na najwyższe miejsce w rankingu w karierze po finale jakiegoś ITF-u, no i ma pewny występ w głównej drabince Wimbledonu. Szkoda, że Kania już przegrała w kwalifikacjach... Meczu nie widziałam, ale się biedaczki namęczyły ponad trzy godziny i w ostatnim secie 9:11. A było tak blisko :( Pamiętam, jak w ubiegłym roku oglądałam mecz Kani na Wimblu z Na Li, i jak realizator bardzo się uparł na Paulę, ciągle ją pokazywał :D Śliczna dziewczyna, i nieźle wtedy z Li grała. Czas przejść do chyba najważniejszego, a na pewno najświeższego, mianowicie zaskakującej(przynajmniej dla mnie) wygranej (i to gładka!) Radwańskiej z Pliskovą. Widać, że wraca stara dobra Agnieszka, i to naprawdę odpowiedni moment. Nie wiem, czy Navratilova pomogła czy nie, na pewno teraz Aga gra bez niej lepiej. Dzisiaj dobrze serwowała i piłka miała nareszcie jakąś logiczną długość, nie grała w pół kortu. Oby to zwycięstwo dodało jej skrzydeł. Niech się zbiera po tych porażkach z Beck, Niculescu i innymi ciulami i postara się na Wimbledonie!
To tyle. Chyba lepiej dzielić się radością z sukcesów, niż ciągle jęczeć z powodu porażek.
No i vamos Rafa. Dziesiąte miejsce w rankingu jest nie dla ciebie, weź się w garść!
Aha, kiedy coś nowego? Czekam z niecierpliwością, i jednocześnie zapraszam na nowość u mnie :)
Za szablony dziękuj dziewczynom z Szablonownicy :) Ale miło mi, że wygląd bloga się podoba.
UsuńProblem z zakładką postaram się rozwiązać, dam ci znać, jeśli się rozwiąże.
Co do tenisa to się trochę ostatnio opuściłam. Cieszy mnie więc fakt, że u Jurka coś zatrybiło no i moja babcia nie mogła się nachwalić piękna tenisa Agnieszki(wierz mi, ciężko ją zadowolić byle czym ;). No Kubota szkoda. A to ciule jedni. Polakom zawsze wiatr w oczy. Kilka lat temu myślałam, że Magda Linnette ma potencjał i widzę, że sie nie myliłam :D Trzeba było po prostu poczekać. A co do Kani, też pamiętam mecz z Li Na(której córeczka urodziła sie tego samego dnia co Rafa!). Pozostawiła dobre wrażenie, ale kluczowe jest doświadczenie. Ogra się to niech sie trzęsą Szarapowe i Azarenki!
A co do nowości to w piątek, ale pójdę Twoim systemem i też zacznę dodawać także we wtorki :) No i komentarz u Ciebie też już jest :)
Ja też chcę do Rafy na Majorkę !!! Kinga nie może przepuścić takiej okazji, wakacje u Rafy MUSZĄ się zakończyć czymś fantastycznym. Czekam na next ;)
OdpowiedzUsuńWitaj.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam Twojego bloga całkiem niedawno (dwa dni temu, skomentowałabym wcześniej, ale moja leniwa strona wygrała) i powiem szczerze, że mi się strasznie podoba.
Co prawda nie interesuję się tenisem, zupełnie nie moja bajka, to i tak historia Kingi mnie urzekła. Wspaniale się czyta o tym, jak jej się udaje dojść na sam szczyt! Mimo iż zupełnie nie wiem o czym mówisz, kiedy ona gra to i tak jest dobrze. Kompletnie się na tym nie znam, ale nie przeszkadza mi to. Ważne jest to, iż potrafisz przelać jej emocje na czytelnika. :D
Na Majorkę poleciała! Tak strasznie Ci zazdroszczę. Kiedyś też tam pojadę, muszę!
Tylko nie wiem, czy dobrze zrobiła lecąc do jego mieszkania. Tak troszkę, hm, dziwnie. Praktycznie się nie znają, ani nic.. :o
No i ten zakład! To takie niesprawiedliwe, że nie powiedziałaś nam o co chodzi... :((((
Ja już lecę, bo głodna się robię, a to źle. :v
Jeśli chcesz, to zapraszam do siebie. Blog dopiero startuje, szablon się robi, więc myślę, że nie jest aż tak źle..
http://kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com/
Dla mnie każda opinia się liczy, dlatego Cię zapraszam.
Pozdrawiam, karmeeleq. :*
Zapomniałam! Kim jest osoba na szablonie? Bo na Kingę to ona nie wygląda. Dziwi mnie to strasznie, bo jakby nie patrzeć, to ona jest główną bohaterką! ;o
UsuńPS. Nie wiem, czy ten błąd jest tylko u mnie, ale nie masz obserwatorów. Jak dla mnie to by strasznie ułatwiło sprawę, ponieważ kiedy dodasz nowy rozdział, od razu mi się to pokaże.
UsuńJeżeli byś mogła (i chciała) dorobić obserwatorów, byłabym wdzięczna.
Teraz już naprawdę koniec.
Przepraszam, że musiałam napisać to w aż trzech komentarzach, ale zapominam co chwilę o czymś.:c
Jeju dziękuję, niezmiernie mi miło :) Cóż, z tymi wakacjami to potraktuj trochę jak fikcję literacką ;) Musi jej być odrobinę w każdej powieści. Poza tym, ona go zna ze swojego otoczenia, więc(jak stwierdziła Marina) zna go na tyle,żeby się odważyć. A on...no cóż, poszedł na całość :)
UsuńPolecam wyspę z całego serca. Majorka jest cudowna <3
Co do szablonu:Ta osoba nie ma nic wspólnego z blogiem, szablon jak i motto na nim mi się podobało, więc go zamieściłam. Ot cała historia. W wolnej chwili z chęcią zajrzę na Twojego bloga.
Pozdrawiam ! ;)