Tekst

piątek, 3 lipca 2015

1.13 Żegnaj, wspaniały świecie...

Gdy chłopcy pojechali każdy w swoją stronę,my z Rafą postanowiliśmy spędzić kolejny piękny dzień na plaży w Porto Cristo,tym razem tylko we dwoje. Podczas tych kilku dni opaliłam się bardziej niż przez całe życie,więc moja skóra w połączeniu z białym bikini robiła imponujące wrażenie. Zdaje się,że i Rafael to docenił mówiąc,że pięknie wyglądam w tym kostiumie.
Prędzej czy później to coś,co wisi między nami musi wybuchnąć,bo tak dalej być nie może. Dziś wieczorem postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Jak się okazało,Maribel szła dziś na randkę,a Ana Maria pojechała na imieniny przyjaciółki w Petrze i zostawała u niej na noc. W zasadzie to niedaleko,ale Rafael sam poprosił matkę żeby nie wracała po ciemku. Nadarzała się więc idealna okazja...
Po powrocie z plaży wzięłam dłuższą kąpiel w łazience Rafaela. Zajęło mi to dobre pół godziny i zaczynał się niecierpliwić. W końcu oznajmił,że weźmie szybki prysznic w drugiej łazience.
Gdy wysuszyłam włosy założyłam na siebie owy mały gratis,który zabrałam ze sobą na wszelki wypadek. Była to koronkowa,czarna halka z długim rękawem opiętym na ramionach. Trochę krępowała mi ruchy,ale przecież i tak się jej później pozbędę.
Wyszłam z łazienki odziana w aksamitny szlafrok i stanęłam przed ogromnymi oknami obserwując zachodzące słońce. Odbijające się od wody światło słoneczne rysowało na chmurach całą paletę barw dając niesamowity widok.
Usłyszałam kroki zmierzające w stronę salonu.
-­ Postanowiłaś wreszcie wyjść?-­ zażartował stając w progu. Miał na sobie krótkie,szare spodenki i rozpiętą koszulę.
-­ I tak spędziłam tam za dużo czasu-­ odparłam i zamknęłam oczy,gdy powoli ruszył w moją stronę.
-­ Piękny zachód-­ mruknęłam,żeby wytłumaczyć dlaczego sterczę przy tym oknie od piętnastu minut,ale też dlatego żeby przerwać wiszącą między nami ciszę.
-­ Faktycznie. Ale jest coś piękniejszego od najpiękniejszego nawet zachodu.
Objął mnie rękoma w talii i położył głowę na moim ramieniu. Zaczęliśmy łagodnie się kołysać, jak w tańcu. Przełknęłam nerwowo ślinę w oczekiwaniu na ciąg dalszy.
Po chwili odwrócił mnie twarzą do siebie i delikatnie pogłaskał po policzku. Oparłam swoje dłonie na jego piersi.
-­ Rafael...­-zaczęłam niepewnie.
Tak?-­ mruknął przyciągając mnie do siebie.
-­ Czy...ciebie coś łączy z Caroline Woznacki?-­ wykrztusiłam z trudem. Gardło miałam ściśnięte.
-­ Znajomość-­ odparł spokojnie.
-­ Ale...czy między wami coś jest?
Odsunął się zaskoczony.
-­ Skąd ci to przyszło do głowy?
-­ No wiesz...wtedy,na przyjęciu przed Wimbledonem...chwaliła się że rozmawialiście dość długo. No i te różne pozakortowe układy...
-­ Naprawdę tak powiedziała?-­ zdziwił się-Ja po prostu zapytałem o ciebie. Siedziałaś wtedy z nią. Myślałem,że dzięki temu cię poznam,ale ty wypadłaś tak nagle.
-­ Naprawdę nic między wami nie ma?-­ upewniłam się.
-­ Nic. Znamy się, bo często widujemy na turniejach,to wszystko.
Odetchnęłam z ulgą.
-­ Czy gdyby coś mnie z nią łączyło tak bardzo chciałbym cię poznać?
-­ Nie wiem-­ przyznałam szczerze-­ Wy faceci...jesteście czasem nie do zrozumienia.
-­ A czy zrozumiesz to?-­ spytał i pocałował mnie czule w usta. Z chęcią odwzajemniłam pocałunek dotykając jego policzków i włosów. To nie było delikatne cmoknięcie jak wtedy w nocy. To był prawdziwy,romantyczny pocałunek.
-­ Tak,to rozumiem doskonale-­ szepnęłam gdy nasze usta na chwilę się oddzieliły, a następnie pocałowałam go jeszcze raz i odsunęłam się.
-­ Chodź!-­ powiedziałam łapiąc go za rękę-­ Odejdźmy od tego okna.
-­ Chyba wiem gdzie będzie nam dobrze­- stwierdził z przebiegłym uśmiechem i podniósł mnie. Pisnęłam zaskoczona gdy wziął mnie na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Całe szczęście, że byliśmy w tym wielkim apartamentowcu sami...


*

Rankiem zbudziłam się z głową wspartą na brzuchu mojego kochanka. Podniosłam ją i spojrzałam na niego. Wciąż był pogrążony w głębokim śnie. Uśmiechnęłam się do siebie i pochylając się nad nim ,delikatnie pogładziłam jego policzek. Mruknął coś niezrozumiale i przewrócił się na drugi bok. Stłumiłam chichot i narzucając szlafrok po cichu przemknęłam do kuchni. Czułam się tu już na tyle swobodnie,że mogłam przyrządzić dla nas śniadanie. Wyjęłam z lodówki mleko i jajka,z których postanowiłam zrobić omlety.
Gdy przewracałam kolejnego na patelni,Rafael niesłyszalnie zaszedł mnie od tyłu i objął w talii całując w policzek.Przestraszona pisnęłam i prawie upuściłabym patelnię,gdyby nie jego refleks.
-­ Och,przepraszam-­ powiedział odsuwając się-­ Nie sądziłem,że aż tak cię wystraszę
-­ Aż tak?-spytałam odstawiając patelnię i odwracając się do niego
­- No,aż tak.Bo trochę chciałem cię przestraszyć­- wyszczerzył się chytrze za co dostał ode mnie ścierką
-­ Nigdy....więcej...mnie...tak...nie strasz-­ powiedziałam zanosząc się śmiechem pomiędzy kolejnymi uderzeniami ścierki.
-­ Ok,ok,przepraszam-powiedział osłaniając się przed “ciosami”-­ Co robisz dobrego?
Teraz dla odmiany był przymilny zaglądając mi przez ramię na zawartość patelni.
-­ Omlety.Miało być śniadanie do łóżka,ale nie będzie na twoje własne życzenie.
-­ Nic się nie stało. Do łóżka można iść jeszcze raz-­ po raz kolejny wyszczerzył się w uśmiechu.I po raz kolejny dostał za to po łbie ścierką.
-­ Ej,a to za co?-­ jęknął.
-­ Tylko jedno ci w głowie-­ stwierdziłam.
-­ Nieprawda-­ obruszył się-­ No,przynajmniej nie w tej chwili
Westchnęłam przekładając omlety na talerze.Chociaż w sumie byłam szczęśliwa,że tak mu się humor polepszył.I to dzięki mnie.
Gdy zmywałam talerze po śniadaniu podszedł do mnie i zaczął całować w kark odgarniając włosy.
-­ Hej,opanuj się-­ powiedziałam.
-­ Nie potrafię-mruknął skubiąc płatek mojego ucha
-­ A trening?
-­ Później...
-­ Nie-oznajmiłam stanowczo odwracając się do niego twarzą-­ Musisz iść. Możemy zabawić się jak wrócisz
-­ No dobra-jęknął i wyszedł w kierunku łazienki
Uśmiechnęłam się do siebie dumna,że zrobił to co mu kazałam.
-­ Ale obiecujesz?-­ znów stanął w progu celując we mnie palcem.
-­ Słowo królowej Paryża-­ uśmiechnęłam się szeroko.

*

Pozostałe dni płynęły w sumie tak jak wszystkie poprzednie. No,z wyjątkiem tego,że noc w noc spaliśmy(chociaż “spaliśmy” to nie jest dobre słowo)razem. Nie chciałam dopuszczać do siebie tej myśli,ale w końcu trzeba było wrócić do rzeczywistości i zostawić za sobą tą Wyspę Cudów. Rano,w dzień wylotu byłam ponura i przygaszona.
-­ Naprawdę musisz już wyjeżdżać?-­ pytał co jakiś czas Rafael patrząc na mnie ze smutkiem-­ Przecież widzę jak bardzo nie chcesz.
Na co ja kręciłam ze smutkiem głową i odpowiadałam:
Nie.Kiedyś i tak będę musiała wrócić.A chcę jeszcze potrenować w domu przed wylotem do Cincinnati.
Samolot miałam dopiero o dwudziestej pierwszej. Mimo,że był dopiero ranek ciągle żyłam perspektywą powrotu do rzeczywistości. I wcale mi się ona nie podobała. Nie miałam też bladego pojęcia jak odzyskać swój rytm treningowy,skoro tak długo nie trenowałam(z wyjątkiem tego jednego na Majorce,ale tego nie można było raczej nazwać normalnym treningiem)
Spencer mnie zabije.
Chociaż...patrząc na ostatnie wydarzenia może nie będzie tak źle.
Nie. On nie odpuszcza,choćby nie wiem do jakiego stopnia zawróciła mu w głowie Marina.
Jednak mnie zabije. Żegnaj,wspaniały,chociaż okrutny świecie...
-­ Kinga?-­ Rafael patrzył na mnie podejrzliwie znad stołu-­ Wszystko w porządku?
-­ Tak?-­ mrugnęłam szybko kilka razy i uświadomiłam sobie,że zastygłam z widelcem podniesionym nad talerzem
-­ Nie słuchałaś mnie prawda?-­ zasmucił się.
-­ Och,przepraszam cię-uśmiechnęłam się najpiękniej jak potrafiłam-­ Możesz powtórzyć?
Spuścił wzrok i poruszył się niespokojnie.
-­ Ach,nieważne-­ mruknął.
Powiedz-­ poprosiłam być może nieco za ostro.
Odetchnął i odgarnął włosy z twarzy po czym powiedział:
-­ Pomyślałem sobie,że teraz skoro jesteśmy parą...-­ zawahał się chyba sądząc,że zacznę protestować.
Musiałabym chyba mieć nie pokolei w głowie.
-­ ...zaczniemy wynajmować razem pokoje na tourach.Oczywiście w miarę możliwości-­ dodał szybko.
-­ Wspaniały pomysł-­ uśmiechnęłam się szeroko.
-­ Naprawdę?
-­ Jasne-­ podniosłam się z krzesła i zebrałam naczynia do zlewu-­ Ale...co z tym trzymaniem się z daleka od mediów?Myślisz,że się nie dowiedzą?
-­ Kiedyś na pewno,ale wątpię,żeby akurat w ten sposób. Mam swoje zaufane miejsca. A na razie...-­ dodał łapiąc mnie w talii-Może nacieszymy się w pełni sobą póki możemy?

*

-­ Zanim wyjdziemy chciałbym ci to dać-powiedział Rafael wyjmując z szuflady w swoim pokoju pudełko
-­ Ojej,dziękuję-­ odparłam zmieszana i zajrzałam do środka.Był tam naszyjnik i małe kolczyki z pereł.
-­ Nie są prawdziwe-­ wyjaśnił ze smutkiem-­ Ale mam nadzieję,że ci się podobają.
Spojrzałam na niego niemal szklanymi oczami,a on uśmiechnął się niepewnie. Potem,jakby pchnięta niewidzialną siłą zarzuciłam mu ręce na szyję i namiętnie pocałowałam.
-­ Są cudowne-­ wyszeptałam odsuwając się-­ To najpiękniejszy prezent jaki dostałam
-­ Nie przesadzaj,to tylko...-­ zaczął,ale zamknęłam mu usta kolejnym pocałunkiem-­ Chyba jednak się podobają.
Roześmialiśmy się oboje,ale po dwóch minutach znów mieliśmy przed oczami wizję pożegnania.
Rafael odchrząknął.
-­ Tak,więc,powinniśmy chyba już jechać
Skinęłam głową patrząc na niego,chociaż spuścił wzrok
Przez całą drogę próbowaliśmy rozluźnić atmosferę,ale na próżno.Upiorna wizja wciąż nam towarzyszyła i nie dawała o sobie zapomnieć.Gdy w końcu dojechaliśmy na lotnisko,a ja musiałam udać się na odprawę, nie mogłam już utrzymać nerwów na wodzy i oczy rozbłysły mi łzami.
-­ Hej,spokojnie,nie płacz-­ powiedział cicho Rafael powstrzymując się od wyciągnięcia ręki w moją stronę-­ Zachowuj się naturalnie
Nie potrafiłam.Łzy ciekły mi po policzkach. Bogu dzięki za wodoodporny tusz. Spuściłam wzrok i szybko przetarłam policzki.
-­ Już w porządku-­ uśmiechnęłam się słabo,jednak oboje dobrze wiedzieliśmy,że nie była to prawda.
-­ Zatem...zaczął Rafael słusznie zauważając,że czas wymyka nam się z rąk-­ Mam nadzieję,że dobrze się bawiłaś.
-­ Tak,było świetnie-błyskawicznie przerzuciłam się na promienny uśmiech odgrywając swoją część roli pożegnalnego przedstawienia dla paparazzich-­ Dziękuję.
-­ Cała przyjemność po mojej stronie.Życzę ci powodzenia. I....żegnaj.
Uścisnął moją dłoń i delikatnie objął,żeby wyglądało to jak zwyczajne,przyjacielskie pożegnanie.
-­ Żegnaj-­ szepnęłam unikając jego spojrzenia,po czym odwróciłam się i odeszłam w stronę samolotu. Na schodkach jeszcze raz odwróciłam się i pomachałam mu. Zajęłam swoje miejsce i odetchnęłam głęboko.

Gdy samolot przygotowywał się do startu,ja patrzyłam na stopniowo oddalającego się w stronę Manacor srebrnego Astona Martina.

Komentujcie tylko ten rozdział.  Absolutnie nie będę więcej dyskutować o Wimbledonie, nawet jeśli Radwańska jakimś cudem wygra. Tak. RADWAŃSKA. Ona przynajmniej ma szansę. 
Gatique

3 komentarze:

  1. Na to, co się wczoraj wydarzyło w Wimbledonie brak mi słów. Skoro nie masz na to nerwów, nie będę się wysilać i komentować sytuacji.
    Sytuacja w rozdziale natomiast nam się bardzo szybko rozwija, para gołąbeczków już żyć bez siebie nie może, rozkręcają się w zaskakującym tempie! Już mamy śniadaneczka (prawie że do łóżka) i jeszcze propozycja wspólnego pokoju w trasie... Ciekawe, co na to powiedzą inni tenisiści... No i czy długo potrwa ta sielanka? Bo miłość jak z bajki nie zdarza się często, a jeśli nawet, to chyba nie byłoby sensu pisać o tym opowiadania... :D I jeśli planujesz tu więcej niż jedną część, to coś się będzie działo... Już się boję! ;)
    Standardowego "pozdrawiam" nie użyję, to za mało. Trzymaj się, kochana! To jeszcze nie koniec świata... CHYBA. Uściski :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj kochana...zapamiętaj swój komentarz w tym momencie :D Jeśli wytrzymasz(a mam nadzieję) do części trzeciej to będziesz błagać o taką sielankę :D
      Inni tenisiści co powiedzą....noooo, tu jest haczyk xD
      Trzymam się. Chociaż optymistycznie to nie myślę.

      Usuń
  2. Oj, tak! Na to czekałam. Tylko, no właśnie, sielanki nie może być zawsze, więc jestem ciekawa, co nam wkrótce zaserwujesz.
    A porażki Rafy nawet nie będę komentować. Dobrze, że jeszcze jest Roger. ;]

    OdpowiedzUsuń