Zetnij
narożnik,teraz linia i w karo...
-
Gem Kolat!
-
Jednak dobrze jest wrócić na kort- pomyślałam
z ulga po wygraniu pierwszego gema w meczu drugiej rundy turnieju w
Cincinnati z Eleną Vesniną.
Zaraz
po przylocie do domu,pomimo szczerej radości po powrocie do
rodziców,nie potrafiłam się odnaleźć. Przez te kilkanaście dni
poczułam,że znalazłam swoje miejsce na ziemi i ciężko było
wmówić sobie,że moje miejsce jest tutaj. Oczywiście zaraz po
powrocie skontaktowałam się z Rafaelem i o mało co się nie
rozpłakałam. Już tak bardzo za nim tęskniłam!
Gdy
tylko wróciłam do treningów spadł na mnie kubeł zimnej wody.
Spencer był surowy i nieustępliwy jak zwykle(a myślałam że
Marina zdziała cuda!),wręcz okrzyczał mnie za tak długą
“absorbcję”,jak sam to określił i kazał ostro wziąć się do
roboty. Cóż więc robić,trzeba grać.
I
nie ukrywam,że mimo tej jego postawy jestem mu za to cholernie
wdzięczna,i choć tak właściwie zawsze,byłam to tym razem
otworzył mi szerzej oczy na świat,któremu poświęciłam całe
dzieciństwo i w którym trwam do tej pory.To trochę tak,jakbym na
nowo się narodziła tyle,że od razu ukształtowana.
Ale
nie tylko to dało mi impuls do działania.
Byłam
świadoma oczywiście tego,jakie obowiązki teraz spoczywają mi na
barkach,ale to moje uczucie do hiszpańskiego mistrza rozpaliło we
mnie żądzę zwycięstwa. Chciałam pokazać mu,że potrafię być
lepsza. Może to głupie i egoistyczne,ale tak właśnie traktowałam
w tej chwili swoje powołanie.
Hej,trochę
się zamyśliłam i nie koncentruję na rozgrywaniu punktów.Pora
wrócić więc na kort.
O
mało nie utraciłam własnego podania.przy stanie 3:3 w pierwszym
secie. Zdołałam jednak odwrócić dwa break pointy na swoją
stronę i wykorzystać je na 5:4,a potem serwując zakończyć całego
seta.
W
drugim dość łatwo wyszłam na 3:0 i wydawać by się mogło,że
mecz mam w kieszeni,ale znów powołałam się na sentymenty i
“przespałam” wszystkie obrony break pointów. Po chwili sytuacja
się wyrównała.
Pora
głęboko odetchnąć.
Zebrałam
w sobie resztki koncentracji i wygrałam gema na 4:3 serwując dwa
asy,jeden wygrywający i kończąc drive-volley'em. Potem,gdy Vesnina
broniła się przed porażką zdążyłam wykorzystać fakt,że
zadrżała jej ręka przy drugim podaniu i zrobić z returnu
piękny,kończący forhend po linii(który przy okazji zakończył
cały mecz).
Jeszcze
raz głęboko odetchnęłam i przy aplauzie publiczności zeszłam z
kortu z podniesioną głową wprost do pokoju konferencyjnego.
-
Grała Pani świetnie.Zdaje się,że wróciła Pani jeszcze lepsza
niż na początku sezonu?- padło jedno z pytań w sali
konferencyjnej.
-
Zdecydowanie.Teraz patrzę na swoją karierę z zupełnie innej
perspektywy. Zrozumiałam,że muszę utrzymać ten poziom by myśleć
o stałym pobycie w pierwszej dziesiątce. Siłą rzeczy jest to
motywacja do lepszej gry- odparłam zwieńczając wypowiedź
uśmiechem.
-
Czy to zasługa udanych wakacji?
-
Oho,zaczyna
się- pomyślałam
układając w głowie formułkę.
-
Na pewno.Odpoczynek jest podstawą w życiu każdego
sportowca,sprawia,że można przemyśleć wiele spraw,albo też o
nich zapomnieć. Zależy kto co woli,ja na przykład myślałam
podczas nich o tenisie i efekty można było przed chwilą podziwiać.
-
Czy pomogło pani spotkanie z samym Rafaelem Nadalem?
-
Jak najbardziej- odparłam spokojnie,usiłując zachować
kamienną twarz- Trenowaliśmy razem kilka razy i muszę
przyznać,że jestem pod wrażeniem. To naprawdę świetny zawodnik.
Na
szczęście więcej pytań o wakacje nie było i skupili się na
samym meczu,tak więc mogłam spokojnie mówić samą prawdę,bo
pomimo że umiałam dobrze kłamać nie lubiłam tego robić,zwłaszcza
jeśli chodzi o moje życie prywatne.
Gdy
skończyłam wykonywać swoje zawodowe obowiązki,mogłam w spokoju
udać się do hotelu.Albo i nie,jak się okazało.
W
samochodzie zadzwonił mój telefon.
-
Halo?- rzuciłam leniwie do słuchawki spoglądając na
wyświetlacz.
-
Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?!- krzyknęła rozżalona
Gisela.
Gwałtownie
się wyprostowałam.
-
O co ci chodzi?
-
Zaira Nara.Mówi ci to coś?
-
Hmm....nie.- zdziwiłam się.
-
Doprawdy?- prychnęła.
-
Przysięgam.Co z nią jest nie tak?
-
To,że jest to nowa dziewczyna Juana- warknęła.
O,nie,robi
się niebezpiecznie.
-
Że co takiego?Od kiedy on ma dziewczynę?
-
Od dwóch tygodni jak się okazuje- była rozzłoszczona do
granic możliwości,ale jednocześnie bliska płaczu
-
Hej,nie martw się.Na pewno...och.poczekaj,muszę wysiadać.Spotkamy
się na lunchu w Zip's Café za jakąś godzinę?Ja stawiam
-
W porządku.Na razie
-
Biedna Gi- pomyślałam-
Pewnie
jest załamana.Nie wróżę jej zbyt dobrego występu w tym turnieju.
O
czwartej,zgodnie z umową Gisela czekała przed Zip's Café.
Wyglądała okropnie.
-
Hej- podeszłam i uściskałam ją- Jak ja cię długo nie
widziałam!
-
Mnie też miło cię widzieć- przez jej twarz przemknął ledwo
widoczny cień uśmiechu- Wchodzimy?
W
środku panowała atmosfera z typowego amerykańskiego
baru.Tłoczno,głośno i jakoś tak...na luzie.Zupełnie jakby ci
ludzie nie mieli żadnych swoich problemów.
-
Co ci zamówić?- spytałam,gdy zajęłyśmy stolik i
przejrzałyśmy kartę.
-
Sałatkę z grillowanym kurczakiem-odparła nerwowo stukając
paznokciami o blat stolika
-
Ok.Niech będzie dla mnie też- odparłam gdy przyszedł kelner
złożyć zamówienie. Miał oliwkową cerę i krótkie,ciemne
włosy.Mrugnął do mnie oddalając się w stronę baru,na co ja
odpowiedziałam mu serdecznym uśmiechem.
Zapadła
cisza przerywana jedynie stukaniem Giseli o blat.
-
Więc...powiesz mi co się stało?- zaczęłam z wahaniem.
Przechyliła
głowę i spojrzała na mnie z pogardą.
-
Dobrze wiesz co się stało
-
Owszem,ale zachowujesz się jakby rzucił ciebie dla niej.
-
I to w tym wszystkim jest najgorsze- przyznała.
-
Nie rozumiem....
-
Spójrz na siebie. Jesteś piękna,wysoka,zgrabna...
-
Bez przesady,mam okropnie szeroki biodra- przerwałam jej
oburzona.
Spojrzała
na mnie z politowaniem.
-
I co najważniejsze masz Raf...
-
Cii!- syknęłam- Nikt nie może się o tym
dowiedzieć,rozumiesz?!
-
Dlaczego?Co w tym złego?
-
Bo jeśli to wyjdzie na jaw to koniec. On tego nie chce
Gwizdnęła
przeciągle.
-
No...to nieźle
-
Przestań.Nie spotkałyśmy się tu,żeby rozmawiać o mnie,tylko
wyjaśnić sprawę...
W
tym momencie rozdzwoniła się moja komórka.Trochę trwało zanim
wygrzebałam ją z torebki i nie zdążyłam zerknąć na
wyświetlacz. Dzwonił Rafa. Dla pewności rozmawiałam z nim po
angielsku.
-
Przepraszam,nie wiedziałam,że zadzwoni- uśmiechnęłam się
pocieszająco.
Poruszyła
widelcem w sałatce i pokiwała głową
-
Jasne,rozumiem.
-
Ej,przestań się zadręczać!- dotknęłam lekko jej dłoni-
Ty też jesteś piękna,zgrabna i w ogóle mega atrakcyjna!
-
Jak widać nie tak jak Zaira- mruknęła unosząc widelec do
ust.
Przewróciłam
oczami.
-
Ty przynajmniej jesteś naturalna.A ona to jakaś miss operacji
plastycznych i gwiazda porno
Uśmiechnęła
się lekko,więc kontynuowałam
-
A jeśli on woli jakąś sztuczną Panią Silikon to znaczy,że jest
idiotą i nie warto się starać,tak?
Odetchnęła
głęboko i popatrzyła na mnie błyskotliwym ciemnoniebieskimi
oczami.
-Masz
rację.Nie warto
-
No to w takim razie zapolujesz na to czarno-białe ciacho?-
spytałam zerkając na przystojnego kelnera w koszuli i fartuchu.
Po
chwili obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-
A wiesz,że to nie jest zły pomysł?- powiedziała po namyśle.
-
Wiem. Ale najpierw zjedzmy. Umieram z głodu!
*
-
Tęsknię za tobą.Jakby nie mogli rozgrywać tych turniejów
jednocześnie!
-
Turniej zaczyna się czternastego,co znaczy,że przylecę trochę
wcześniej- uspokoił mnie Rafael kiedy wieczorem rozmawiałam z
nim siedząc w wannie.
-
Czyli jednak się nie rozminiemy?- spytałam pełna nadziei.
-
Nie.Chociaż będziemy mieli dla siebie tylko niecały dzień
-
Trudno.Dobre i to- westchnęłam.
Zapadła
chwila milczenia.
-
Słyszałaś,że Pico ma nową dziewczynę?- spytał ni stąd ni zowąd Rafael.
-
Tak- odparłam zaskoczona- A co?
-
Tak pytam.
-
Poznałeś ją?
-
No....- zaczął z wahaniem Rafael- W sumie to tak.
Och
nie.Robi się nieprzyjemnie.
Serce
zaczęło mi bić szybciej z niepokoju.
Czy
on ma zamiar mnie tak jakby rzucić?I,halo,odebrać kumplowi dziewczynę?!
-
I?- spytałam z ciężkim sercem.
Prychnął.
-
Może i jest ładna,ale charakter ma okropny.Nie wiem jak on z nią
wytrzymuje.
Rozmawialiśmy
jeszcze przez chwilę,aż woda w wannie mi wystygła i musiałam
wyjść. Byłam okropnie zmęczona i niemal od razu położyłam się
spać. Ale najpierw pora napisać do Gi i przekazać jej bardzo
ciekawe informacje.
*
Kolejny
mecz rozgrywam z Aną Ivanovic,a to powinno mówić samo za
siebie.Sto procent normy.A nawet sto pięćdziesiąt.Jak
stachanowiec.
Ana
to niewygodna przeciwniczka.Ma nieprawdopodobnie szybką rękę,a
forhend nie z tej ziemi.No i bałkański temperament.Oczywiście,przy
założeniu,że ma dobry dzień.Miejmy nadzieję,że jednak nie dziś.
Oczywiście,chciałam
wygrać,ale z drugiej strony było mi wszystko jedno,bo Rafael
przylatywał już jutro!Byłam tak niezmiernie szczęśliwa,że nawet
ewentualna porażka nie będzie w stanie zepsuć mi humoru.
Mecz
grałam dopiero wieczorem o 19,więc miałam mnóstwo wolnego
czasu.Tym razem zjadłam lunchu wspólnie z Mariną i
Spencerem.Gadaliśmy o jakichś bzdurach,żadne z nas nie poruszało
tematu meczu,mimo że Spencer zrobiłby to już z dobre pięć
razy.Jednak ten romans nieco go zmienił.Mam tylko nadzieję,że nie
zapomni po co tu przylecieliśmy.
Popołudniowy
trening odbyliśmy wraz z Giselą i Sebastianem,bo Spencer uznał,że
moja sprawność fizyczna na hardzie musi ulec znaczącej
poprawie(jednak ma głowę na karku!).Czułam się kompletnie
wypruta z sił witalnych,gdy siedziałam na ławeczce sącząc wodę
mineralną.Po chwili usiadła obok mnie Gisela.
-
Więc Rafael twierdzi,że jest okropna,tak?- spytała chyba po
raz setny żeby się upewnić
-
Tak twierdził.
-
Wiedziałam- kiwnęła głową z satysfakcją a na jej twarz
wypłynął szeroki uśmiech- Na pewno wkrótce z nią zerwie.
Wtedy
przyszło mi coś do głowy.
-
Gisela...- zaczęłam ostrożnie.
-
Hm?
-
Czy ty właściwie próbowałaś jakoś go poderwać?
Pokręciła
smutno głową.
-
To beznadziejne,co?
-
Wcale...- chciałam zaprotestować,ale urwałam bo nie
widziałam sensu kłamać- Chciałam powiedzieć,że w takim
razie nigdy nie osiągniesz celu.
-
Wiem,wiem- westchnęła poruszając stopą w eleganckim bucie
Adidasa
-
Więc?- nachyliłam się do niej tak,żeby nie mogła uniknąć
mojego wzroku- Czemu nie spróbowałaś?
-
Sama nie wiem Kinga.Może i jestem odważna w życiu,ale na pewno
nie,jeśli chodzi o facetów. Poza tym...
-
Hej,dziewczyny!- zawołał Sebastian- Nie macie już dość
na dziś?Zaraz wchodzą następni
Poderwałam
się z ławki i szybko powiedziałam.
-
Ok,słuchaj. Jutro przyjeżdża Rafael. Dam głowę,że będzie z nim
też Juan. Zrobię cię na bóstwo i rzucisz go na kolana,rozumiesz?
- Doskonale- uśmiechnęła się- Jesteś genialna!
Zmieniam zdanie. Bardzo chętnie podyskutuję o kobiecej części Wimbledonu. Odsyłam do zakładki :D
Skoro nasi bohaterowie mają sielsko i anielsko to wypadałoby się zająć pobocznymi czyż nie? ;)
Do piątku !
Gatique
- Doskonale- uśmiechnęła się- Jesteś genialna!
Zmieniam zdanie. Bardzo chętnie podyskutuję o kobiecej części Wimbledonu. Odsyłam do zakładki :D
Skoro nasi bohaterowie mają sielsko i anielsko to wypadałoby się zająć pobocznymi czyż nie? ;)
Do piątku !
Gatique
Bardzo dobrze, Kinga dopinguje Giselę do zawalczenia o Juana. Czemu nie! ;)
OdpowiedzUsuńNo, z kobiecej części Wimbledonu można być zadowolonym (choć Syrena właśnie przeszła do finału, a już tak liczyłam na Azarenkę, że ją jednak wywali po tym wygranym pierwszym secie...), to Radwańską mamy w półfinale!!! Co prawda kolejny mecz z Muguruzą, która ją ograła już dwa razy w tym sezonie, ale jednak bilans 2-2, inna nawierzchnia, inna Aga, lepsza, niż z początku roku... Nie ma się co martwić na zapas, nie ma nic do stracenia, niech daje z siebie wszystko :) Odczytałam dziś z ruchu ust Wiktorowskiego po meczu: "Tak jest, k**wa, tak jest!!!" :D Bezcenne :D
Sorry, chciałam skomentować jednocześnie rozdział i bieżące wydarzenia... ;)
Do piątku :*
Jak Rafa coś mówi to znaczy, że tak jest. Dobra rada dla Giseli. A Kinga już obyta w podrywaniu tenisistów i na pewno jej w tym pomoże ;]
OdpowiedzUsuń