Tekst

wtorek, 7 lipca 2015

1.14 Pani Silikon i czarno-białe ciacho.

Zetnij narożnik,teraz linia i w karo...
-­ Gem Kolat!
Jednak dobrze jest wrócić na kort-­ pomyślałam z ulga po wygraniu pierwszego gema w meczu drugiej rundy turnieju w Cincinnati z Eleną Vesniną.
Zaraz po przylocie do domu,pomimo szczerej radości po powrocie do rodziców,nie potrafiłam się odnaleźć. Przez te kilkanaście dni poczułam,że znalazłam swoje miejsce na ziemi i ciężko było wmówić sobie,że moje miejsce jest tutaj. Oczywiście zaraz po powrocie skontaktowałam się z Rafaelem i o mało co się nie rozpłakałam. Już tak bardzo za nim tęskniłam!
Gdy tylko wróciłam do treningów spadł na mnie kubeł zimnej wody. Spencer był surowy i nieustępliwy jak zwykle(a myślałam że Marina zdziała cuda!),wręcz okrzyczał mnie za tak długą “absorbcję”,jak sam to określił i kazał ostro wziąć się do roboty. Cóż więc robić,trzeba grać.
I nie ukrywam,że mimo tej jego postawy jestem mu za to cholernie wdzięczna,i choć tak właściwie zawsze,byłam to tym razem otworzył mi szerzej oczy na świat,któremu poświęciłam całe dzieciństwo i w którym trwam do tej pory.To trochę tak,jakbym na nowo się narodziła tyle,że od razu ukształtowana.
Ale nie tylko to dało mi impuls do działania.
Byłam świadoma oczywiście tego,jakie obowiązki teraz spoczywają mi na barkach,ale to moje uczucie do hiszpańskiego mistrza rozpaliło we mnie żądzę zwycięstwa. Chciałam pokazać mu,że potrafię być lepsza. Może to głupie i egoistyczne,ale tak właśnie traktowałam w tej chwili swoje powołanie.
Hej,trochę się zamyśliłam i nie koncentruję na rozgrywaniu punktów.Pora wrócić więc na kort.
O mało nie utraciłam własnego podania.przy stanie 3:3 w pierwszym secie. Zdołałam jednak odwrócić dwa break pointy na swoją stronę i wykorzystać je na 5:4,a potem serwując zakończyć całego seta.
W drugim dość łatwo wyszłam na 3:0 i wydawać by się mogło,że mecz mam w kieszeni,ale znów powołałam się na sentymenty i “przespałam” wszystkie obrony break pointów. Po chwili sytuacja się wyrównała.
Pora głęboko odetchnąć.
Zebrałam w sobie resztki koncentracji i wygrałam gema na 4:3 serwując dwa asy,jeden wygrywający i kończąc drive-volley'em. Potem,gdy Vesnina broniła się przed porażką zdążyłam wykorzystać fakt,że zadrżała jej ręka przy drugim podaniu i zrobić z returnu piękny,kończący forhend po linii(który przy okazji zakończył cały mecz).
Jeszcze raz głęboko odetchnęłam i przy aplauzie publiczności zeszłam z kortu z podniesioną głową wprost do pokoju konferencyjnego.
-­ Grała Pani świetnie.Zdaje się,że wróciła Pani jeszcze lepsza niż na początku sezonu?-­ padło jedno z pytań w sali konferencyjnej.
-­ Zdecydowanie.Teraz patrzę na swoją karierę z zupełnie innej perspektywy. Zrozumiałam,że muszę utrzymać ten poziom by myśleć o stałym pobycie w pierwszej dziesiątce. Siłą rzeczy jest to motywacja do lepszej gry-­ odparłam zwieńczając wypowiedź uśmiechem.
-­ Czy to zasługa udanych wakacji?
Oho,zaczyna się-­ pomyślałam układając w głowie formułkę.
-­ Na pewno.Odpoczynek jest podstawą w życiu każdego sportowca,sprawia,że można przemyśleć wiele spraw,albo też o nich zapomnieć. Zależy kto co woli,ja na przykład myślałam podczas nich o tenisie i efekty można było przed chwilą podziwiać.
-­ Czy pomogło pani spotkanie z samym Rafaelem Nadalem?
-­ Jak najbardziej-­ odparłam spokojnie,usiłując zachować kamienną twarz-­ Trenowaliśmy razem kilka razy i muszę przyznać,że jestem pod wrażeniem. To naprawdę świetny zawodnik.
Na szczęście więcej pytań o wakacje nie było i skupili się na samym meczu,tak więc mogłam spokojnie mówić samą prawdę,bo pomimo że umiałam dobrze kłamać nie lubiłam tego robić,zwłaszcza jeśli chodzi o moje życie prywatne.
Gdy skończyłam wykonywać swoje zawodowe obowiązki,mogłam w spokoju udać się do hotelu.Albo i nie,jak się okazało.
W samochodzie zadzwonił mój telefon.
-­ Halo?-­ rzuciłam leniwie do słuchawki spoglądając na wyświetlacz.
-­ Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?!-­ krzyknęła rozżalona Gisela.
Gwałtownie się wyprostowałam.
-­ O co ci chodzi?
-­ Zaira Nara.Mówi ci to coś?
-­ Hmm....nie.-­ zdziwiłam się.
-­ Doprawdy?-­ prychnęła.
-­ Przysięgam.Co z nią jest nie tak?
-­ To,że jest to nowa dziewczyna Juana-­ warknęła.
O,nie,robi się niebezpiecznie.
-­ Że co takiego?Od kiedy on ma dziewczynę?
-­ Od dwóch tygodni jak się okazuje-­ była rozzłoszczona do granic możliwości,ale jednocześnie bliska płaczu
-­ Hej,nie martw się.Na pewno...och.poczekaj,muszę wysiadać.Spotkamy się na lunchu w Zip's Café za jakąś godzinę?Ja stawiam
-­ W porządku.Na razie
Biedna Gi-­ pomyślałam-­ Pewnie jest załamana.Nie wróżę jej zbyt dobrego występu w tym turnieju.
O czwartej,zgodnie z umową Gisela czekała przed Zip's Café. Wyglądała okropnie.
-­ Hej-­ podeszłam i uściskałam ją-­ Jak ja cię długo nie widziałam!
-­ Mnie też miło cię widzieć-­ przez jej twarz przemknął ledwo widoczny cień uśmiechu-­ Wchodzimy?
W środku panowała atmosfera z typowego amerykańskiego baru.Tłoczno,głośno i jakoś tak...na luzie.Zupełnie jakby ci ludzie nie mieli żadnych swoich problemów.
-­ Co ci zamówić?-­ spytałam,gdy zajęłyśmy stolik i przejrzałyśmy kartę.
-­ Sałatkę z grillowanym kurczakiem-odparła nerwowo stukając paznokciami o blat stolika
-­ Ok.Niech będzie dla mnie też-­ odparłam gdy przyszedł kelner złożyć zamówienie. Miał oliwkową cerę i krótkie,ciemne włosy.Mrugnął do mnie oddalając się w stronę baru,na co ja odpowiedziałam mu serdecznym uśmiechem.
Zapadła cisza przerywana jedynie stukaniem Giseli o blat.
-­ Więc...powiesz mi co się stało?-­ zaczęłam z wahaniem.
Przechyliła głowę i spojrzała na mnie z pogardą.
-­ Dobrze wiesz co się stało
-­ Owszem,ale zachowujesz się jakby rzucił ciebie dla niej.
-­ I to w tym wszystkim jest najgorsze-­ przyznała.
-­ Nie rozumiem....
-­ Spójrz na siebie. Jesteś piękna,wysoka,zgrabna...
-­ Bez przesady,mam okropnie szeroki biodra-­ przerwałam jej oburzona.
Spojrzała na mnie z politowaniem.
-­ I co najważniejsze masz Raf...
-­ Cii!-­ syknęłam-­ Nikt nie może się o tym dowiedzieć,rozumiesz?!
-­ Dlaczego?Co w tym złego?
-­ Bo jeśli to wyjdzie na jaw to koniec. On tego nie chce
Gwizdnęła przeciągle.
-­ No...to nieźle
-­ Przestań.Nie spotkałyśmy się tu,żeby rozmawiać o mnie,tylko wyjaśnić sprawę...
W tym momencie rozdzwoniła się moja komórka.Trochę trwało zanim wygrzebałam ją z torebki i nie zdążyłam zerknąć na wyświetlacz. Dzwonił Rafa. Dla pewności rozmawiałam z nim po angielsku.
-­ Przepraszam,nie wiedziałam,że zadzwoni-­ uśmiechnęłam się pocieszająco.
Poruszyła widelcem w sałatce i pokiwała głową
-­ Jasne,rozumiem.
-­ Ej,przestań się zadręczać!-­ dotknęłam lekko jej dłoni-­ Ty też jesteś piękna,zgrabna i w ogóle mega atrakcyjna!
-­ Jak widać nie tak jak Zaira-­ mruknęła unosząc widelec do ust.
Przewróciłam oczami.
-­ Ty przynajmniej jesteś naturalna.A ona to jakaś miss operacji plastycznych i gwiazda porno
Uśmiechnęła się lekko,więc kontynuowałam
-­ A jeśli on woli jakąś sztuczną Panią Silikon to znaczy,że jest idiotą i nie warto się starać,tak?
Odetchnęła głęboko i popatrzyła na mnie błyskotliwym ciemnoniebieskimi oczami.
-­Masz rację.Nie warto
-­ No to w takim razie zapolujesz na to czarno-białe ciacho?-­ spytałam zerkając na przystojnego kelnera w koszuli i fartuchu.
Po chwili obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-­ A wiesz,że to nie jest zły pomysł?-­ powiedziała po namyśle.
-­ Wiem. Ale najpierw zjedzmy. Umieram z głodu!


*

-­ Tęsknię za tobą.Jakby nie mogli rozgrywać tych turniejów jednocześnie!
-­ Turniej zaczyna się czternastego,co znaczy,że przylecę trochę wcześniej-­ uspokoił mnie Rafael kiedy wieczorem rozmawiałam z nim siedząc w wannie.
-­ Czyli jednak się nie rozminiemy?-­ spytałam pełna nadziei.
-­ Nie.Chociaż będziemy mieli dla siebie tylko niecały dzień
-­ Trudno.Dobre i to-­ westchnęłam.
Zapadła chwila milczenia.
-­ Słyszałaś,że Pico ma nową dziewczynę?-­ spytał ni stąd ni zowąd Rafael.
-­ Tak-­ odparłam zaskoczona-­ A co?
-­ Tak pytam.
-­ Poznałeś ją?
-­ No....-­ zaczął z wahaniem Rafael-­ W sumie to tak.
Och nie.Robi się nieprzyjemnie.
Serce zaczęło mi bić szybciej z niepokoju.
Czy on ma zamiar mnie tak jakby rzucić?I,halo,odebrać kumplowi dziewczynę?!
-­ I?-­ spytałam z ciężkim sercem.
Prychnął.
-­ Może i jest ładna,ale charakter ma okropny.Nie wiem jak on z nią wytrzymuje.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę,aż woda w wannie mi wystygła i musiałam wyjść. Byłam okropnie zmęczona i niemal od razu położyłam się spać. Ale najpierw pora napisać do Gi i przekazać jej bardzo ciekawe informacje.

*

Kolejny mecz rozgrywam z Aną Ivanovic,a to powinno mówić samo za siebie.Sto procent normy.A nawet sto pięćdziesiąt.Jak stachanowiec.
Ana to niewygodna przeciwniczka.Ma nieprawdopodobnie szybką rękę,a forhend nie z tej ziemi.No i bałkański temperament.Oczywiście,przy założeniu,że ma dobry dzień.Miejmy nadzieję,że jednak nie dziś.
Oczywiście,chciałam wygrać,ale z drugiej strony było mi wszystko jedno,bo Rafael przylatywał już jutro!Byłam tak niezmiernie szczęśliwa,że nawet ewentualna porażka nie będzie w stanie zepsuć mi humoru.
Mecz grałam dopiero wieczorem o 19,więc miałam mnóstwo wolnego czasu.Tym razem zjadłam lunchu wspólnie z Mariną i Spencerem.Gadaliśmy o jakichś bzdurach,żadne z nas nie poruszało tematu meczu,mimo że Spencer zrobiłby to już z dobre pięć razy.Jednak ten romans nieco go zmienił.Mam tylko nadzieję,że nie zapomni po co tu przylecieliśmy.
Popołudniowy trening odbyliśmy wraz z Giselą i Sebastianem,bo Spencer uznał,że moja sprawność fizyczna na hardzie musi ulec znaczącej poprawie(jednak ma głowę na karku!).Czułam się kompletnie wypruta z sił witalnych,gdy siedziałam na ławeczce sącząc wodę mineralną.Po chwili usiadła obok mnie Gisela.
-­ Więc Rafael twierdzi,że jest okropna,tak?-­ spytała chyba po raz setny żeby się upewnić
-­ Tak twierdził.
-­ Wiedziałam-­ kiwnęła głową z satysfakcją a na jej twarz wypłynął szeroki uśmiech-­ Na pewno wkrótce z nią zerwie.
Wtedy przyszło mi coś do głowy.
-­ Gisela...-­ zaczęłam ostrożnie.
-­ Hm?
-­ Czy ty właściwie próbowałaś jakoś go poderwać?
Pokręciła smutno głową.
-­ To beznadziejne,co?
-­ Wcale...-­ chciałam zaprotestować,ale urwałam bo nie widziałam sensu kłamać-­ Chciałam powiedzieć,że w takim razie nigdy nie osiągniesz celu.
-­ Wiem,wiem-­ westchnęła poruszając stopą w eleganckim bucie Adidasa
-­ Więc?-­ nachyliłam się do niej tak,żeby nie mogła uniknąć mojego wzroku-­ Czemu nie spróbowałaś?
-­ Sama nie wiem Kinga.Może i jestem odważna w życiu,ale na pewno nie,jeśli chodzi o facetów. Poza tym...
-­ Hej,dziewczyny!-­ zawołał Sebastian-­ Nie macie już dość na dziś?Zaraz wchodzą następni
Poderwałam się z ławki i szybko powiedziałam.
-­ Ok,słuchaj. Jutro przyjeżdża Rafael. Dam głowę,że będzie z nim też Juan. Zrobię cię na bóstwo i rzucisz go na kolana,rozumiesz?
-­ Doskonale-­ uśmiechnęła się-­ Jesteś genialna!

Zmieniam zdanie. Bardzo chętnie podyskutuję o kobiecej części Wimbledonu. Odsyłam do zakładki :D
Skoro nasi bohaterowie mają sielsko i anielsko to wypadałoby się zająć pobocznymi czyż nie? ;)
Do piątku !
Gatique

2 komentarze:

  1. Bardzo dobrze, Kinga dopinguje Giselę do zawalczenia o Juana. Czemu nie! ;)
    No, z kobiecej części Wimbledonu można być zadowolonym (choć Syrena właśnie przeszła do finału, a już tak liczyłam na Azarenkę, że ją jednak wywali po tym wygranym pierwszym secie...), to Radwańską mamy w półfinale!!! Co prawda kolejny mecz z Muguruzą, która ją ograła już dwa razy w tym sezonie, ale jednak bilans 2-2, inna nawierzchnia, inna Aga, lepsza, niż z początku roku... Nie ma się co martwić na zapas, nie ma nic do stracenia, niech daje z siebie wszystko :) Odczytałam dziś z ruchu ust Wiktorowskiego po meczu: "Tak jest, k**wa, tak jest!!!" :D Bezcenne :D
    Sorry, chciałam skomentować jednocześnie rozdział i bieżące wydarzenia... ;)
    Do piątku :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak Rafa coś mówi to znaczy, że tak jest. Dobra rada dla Giseli. A Kinga już obyta w podrywaniu tenisistów i na pewno jej w tym pomoże ;]

    OdpowiedzUsuń