Tekst

wtorek, 14 lipca 2015

1.16 Blond kameleon doznaje upokorzenia.

-­ Jestem oficjalnie gotowa do rozpoczęcia turnieju-­ oświadczyłam z promiennym uśmiechem na konferencji tego samego wieczora-­ I przysięgam,że zrobię wszystko żeby znów przynieść dumę Polsce.
Dziennikarzy było mnóstwo. Wszyscy mają wielkie oczekiwania,które staram się spełniać. Oczywiście w miarę możliwości,bo jak tylko zaczynają się pytania o życie prywatne opowiadam mi bajeczki o tym,jak to dobrze żyje mi się z rodzicami we Wrocławiu i że “w moim życiu nie ma mężczyzny”.Robiłam to z uśmiechem na ustach,bo chwilę przed konferencją miała miejsce bardzo satysfakcjonująca,chociaż napawająca równocześnie niepokojem,sytuacja.
Wychodziłam z pokoju i udawałam się na hol,gdy z pokoju naprzeciw wyszedł nie kto inny jak Caroline Wozniacki.
-­ Co ty tu robisz do cholery?!-­ warknęłam.
-­ A nie widać?-­ skrzyżowała ręce na piersi-­ Obecnie mieszkam.
-­ No to raczej długo tu nie zabawisz-­ odparłam.
-­ Słucham?!
-­ Nie rób z siebie większej idiotki. Przecież obie wiemy,że nie masz tu właściwie nic do szukania. No,może poza niknącą popularnością-­ odparłam zjadliwie po polsku.
W sekundę zrobiła się czerwona.
-­ Ach tak?-­ warknęła-­ To się jeszcze okaże!
-­ Powodzenia-­ prychnęłam i weszłam do windy. Podążyła za mną.
-­ Dokąd to się wybieramy?-­ zagadnęłam niewinnie-­ Bo w takim stroju możesz co najwyżej zostać hostessą w Tesco.
Miała na sobie wąską różową sukienkę opinającą ciało z dużą kokardą w pasie.
-­ Tak się składa-­ syknęła-­ Że umówiłam się Rafą Nadalem tam na dole.
Zdrętwiałam. Mówiła poważnie czy blefowała dla popisu?
-­ Doprawdy?-­ mruknęłam obojętnie,starając się opanować drżenie w głosie.
-­ Owszem. Pomoże mi wybrać nowy naciąg i rakietę. Czy to nie cudownie?-­ powiedziała słodko.
Jej twarz znów odzyskała swój dawny kolor. Teraz cała aż pękała z dumy. Zanim zdążyłam coś odwarknąć winda zatrzymała się i Caroline wyszła z niej pewnym krokiem rzucając mi ostatnie pełne pogardy spojrzenie.
Rafa stał przy wyjściu z Tonim. Najwyraźniej szykował się do wyjścia.
-­ Hej Rafaelu-­ zagadnęła słodko Caroline podchodząc do niego i chwytając za ramię-­ Jesteś gotów?
Rafa miał zmieszaną minę. Stał sztywno patrząc na nią jakby pierwszy raz widział ją na oczy.
-­ Gotów na co?-­ spytał uprzejmie.
-­ Jak to na co?-­ puściła go momentalnie-­ Miałeś mi pomóc wybrać nowy sprzęt!
-­ Ach,racja-­ westchnął-­ Przepraszam,zapomniałem.
Znów zrobiła się czerwona. Była jak jakiś blond kameleon. Jej twarz wyrażała niedowierzanie i gniew. Obróciła się na pięcie i odeszła.
Rzuciłam jej pogardliwe spojrzenie,gdy mnie mijała nie zważając na to,że mogłaby mnie rozszarpać. Zdawała się jednak go nie zauważyć i po prostu minęła mnie z impetem. W tej samej chwili Rafa mnie zauważył.
-­ Co to miało być?-­ spytałam krzyżując ręce na piersi gdy już znaleźliśmy się sam na sam w naszym pokoju.
-­ O co ci chodzi?-­ spytał cicho.
O Caroline.
Ach to-mruknął-­ Zapomniałem o niej
A nie pomyślałeś żeby mi o tym powiedzieć?!-­ wybuchnęłam.
Kochanie,przepraszam-powiedział skruszony łapiąc mnie za ręce-­ Ale sama widzisz,jestem teraz taki zapracowany,że zapomniałem o niej a co dopiero żeby ci powiedzieć. Jeszcze ta akcja z Benito...
Co się stało?
Ach,nic takiego-machnął ręką-­ Zwykłe nieporozumienie to wszystko.
W porządku-­ powiedziałam uspokojona-­ Ale,następnym razem mów mi o tym. Wiesz,że jej nie ufam
Jej czy mnie?-­ spytał z żalem w głębokich,brązowych oczach
Zamilkłam na chwilę.
Przecież wiesz,że ci ufam-­ odparłam w końcu.
To dlaczego prawie robisz awanturę o taką błahostkę?
Bo ona jest zdolna do wszystkiego.
Czy ty myślisz,że jestem głupi i dam się jej omotać? Wiesz co...
Odwrócił się i wyszedł trzaskając drzwiami. Zamknęłam oczy i policzyłam w myślach do dziesięciu.
Wrócił dopiero kiedy leżałam w łóżku i zasypiałam. Po krokach wyczułam,że nie był pijany i chociaż to nie w jego stylu,byłoby to prawdopodobne. Zamknęłam oczy udając,że śpię. Usłyszałam szelest. Wziął narzutę z brzegu łóżka i poduszkę z małej kanapy po czym położył się na podłodze.
Serce mi się ścisnęło. Walczyłam chwilę sama ze sobą a potem podniosłam się.
Rafael?-­ wyszeptałam
Co,chcesz mnie oskarżyć o coś jeszcze? Dalej,śmiało
Chciało mi się płakać. Dlaczego był taki niesprawiedliwy?
Położyłam się więc obok niego.
Przepraszam misiaczku-­ wyszeptałam wtulając się w jego plecy. Nie odsunął się.-­ Nie chciałam żeby to tak zabrzmiało.
Westchnął a potem obrócił się w moja stronę. Nawet w ciemności widziałam zarys jego twarzy,chociaż oczy były wtopione w ciemność. Musiał się wykąpać,bo wyczułam zapach jego ulubionego żelu pod prysznic.
Dlaczego? Dlaczego mi nie ufasz?-­ spytał.
Bo wciąż nie wierzę,że nasz związek jest możliwy-­ odparłam niepewnie.
W tej chwili pewnie zmarszczył brwi.
Jak to?
No po prostu-­ szepnęłam-­ Wciąż nie wierzę,że ktoś taki jak ty może być z kimś takim jak ja
Kinga co ty wygadujesz? Przecież nie różnimy się niczym od innych par-­ zdziwił się.
Nieprawda. Ty jesteś sławny,bogaty a ja...dopiero do tego dochodzę. Jestem zwyczajna.
I właśnie dlatego. Nie potrzebuję jakiejś gwiazdki pokroju Caroline za wszelką cenę szukającą poklasku. Potrzebuję ciebie. Taką jaką jesteś
Słabo widziałam jak się uśmiechnął i pogładził mnie po policzku. Łza zakręciła mi się w oku.
Pocałowałam go namiętnie w odpowiedzi. Odrzucił na bok narzutę i przyciągnął mnie do siebie,a ja usiadłam okrakiem i coraz żarliwiej oddawałam pocałunki. W końcu delikatnie wziął mnie na ręce i położył na łóżku całując po szyi,dekolcie,piersiach.
Nie-­ powiedziałam w końcu stanowczo odsuwając się-­ Nie dzisiaj. Dziś chcę zasnąć w twoich ramionach i o niczym nie pamiętać.
Po chwili leżałam więc bezpiecznie wtulona w jego tors przepełniona szczęściem.
Tym razem byłam pewna swoich uczuć.
Rafael?-­ szepnęłam.
Tak?
Kocham cię-­ powiedziałam z bijącym sercem.
Ja ciebie też-­ odparł bez chwili wahania ujmując mój podbródek i składając na moich ustach ostatni tej nocy pocałunek.


*

Rano wstałam w świetnym humorze. Był początek turnieju,pogodziłam się z Rafą,wyznałam mu miłość,a Spencer ogłosił,że dziś trening odbywa się o jedenastej,bo wcześniejsza rezerwacja kortów jest niemożliwa. Czego chcieć więcej?
Gdy tylko się przebudziłam na etażerce zauważyłam tacę ze śniadaniem. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Był taki kochany!
Ale w pokoju go nie było.
Przestań – zganiłam się w myślach za złośliwe podejrzenia – Wczoraj tego żałowałaś,możesz pożałować po raz kolejny
Wzięłam więc do ręki tosta francuskiego i ugryzłam kawałek. Przez chwilę jadłam w milczeniu,do momentu gdy do pokoju wszedł Rafa.
Hej skarbie – powiedział z uśmiechem.
Miał na sobie szorty i bluzę od dresu. Najwyraźniej wybierał się na trening.
Hej – odparłam i dałam mu buziaka na powitanie – Czy ty masz trening o innej godzinie niż o dziewiątej?
Nie. Toni jest bardzo konsekwentny. A czemu pytasz?
Z ciekawości – odparłam szczerze – Jest bardzo...
Stanowczy? – dokończył – Tak. A nawet bezwzględny.
Aż tak? – przestraszyłam się nieco.
No...w sumie.... – zmieszał się trochę przeczesując palcami włosy.
Ej mnie możesz powiedzieć – powiedziałam czule głaszcząc go po dłoni.
To nic wielkiego,naprawdę – kajał się coraz bardziej – Po prostu....nigdy nie miałem u niego taryfy ulgowej. Wręcz przeciwnie. Traktował mnie jak kompletne beztalencie. Nie pozwalał nikomu świętować gdy cokolwiek wygrałem,bo twierdził,że mam jeszcze dużo do zrobienia w tym kierunku. Nie chcę się skarżyć,bo dużo mu zawdzięczam,ale czasami mnie to dobija.
Otworzyłam usta ze zdziwienia.
Jej. Nie wiedziałam. Zawsze myślałam,że to Spencer jest wcieleniem surowości. Mój biedaku – dodałam obejmując go.
Jakby się nad tym głębiej zastanowić,to było to najlepsze co mogło go spotkać. Poważnie. Może i mnie przydałby się ktoś taki? Ktoś kto wydobyłby ze mnie cały drzemiący we mnie potencjał?
Chociaż kiedy sobie pomyślę co by to oznaczało...
Niech będzie na razie tak jak jest.
No,muszę lecieć – oznajmił Rafael wstając – Nie chcę się spóźnić. Pa,kochanie!
Uśmiechnęłam się smutno gdy wziął torbę i wyszedł. Nie chciałam tu zostać sama.
Położyłam się na wznak na łóżku i zamknęłam oczy. W takich momentach czułam się bezwartościowa i niewdzięczna losowi za to,co mi dał. Bo gdy mój mężczyzna w pocie czoła trenował odbijanie żółtej piłeczki pod okiem wujka despoty,ja-będąc w czołówce zawodowych tenisistek-jak gdyby nigdy nic wylegiwałam się na olbrzymim hotelowym łożu.
Życie jest...dziwne.
Gdy w końcu podniosłam tyłek z pościeli i ubrałam się jak należy,zadzwonił mój telefon.
Halo? – rzuciłam nie zerkając na wyświetlacz.
RZUCIŁA GO!!!! – w słuchawce rozległ się przeraźliwy pisk.
Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia
Naprawdę?
Czy gdybym żartowała dzwoniłabym do ciebie z samego rana? – spytała lekko poirytowana Gisela.
No w sumie...
Dobra,może i tak – ucięła tłumiąc chichot – Ale przysięgam,że to prawda.
O kurczę – zachichotałam – Niech tylko Rafa wróci z treningu!
Przez chwilę chichotałyśmy do słuchawek jak małe dziewczynki aż w końcu otrzeźwiałam i zapytałam:
A tak właściwie z jakiego powodu?
Podobno „nie miał dla niej wystarczająco dużo czasu” – powiedziała przedrzeźniając ton Zairy
Jaaasne – mruknęłam przeciągle – Wszyscy wiemy że wpadłaś mu w oko.
Tak myślisz? – spytała piskliwym głosem.
Pewnie. Widziałam jak na ciebie patrzył wtedy w Cincinatti! Kuj żelazo póki gorące!
Postaram się...ale jak?
Hm...pogniewałabyś się,gdybym wtajemniczyła Rafę?
Sama nie wiem...
Halo,oni się przyjaźnią – przewróciłam oczami.
No właśnie – podchwyciła – Rafa mu powie.
Gwarantuję ci,że nie. Jakoś go przekonam. To co?
Przez chwilę milczała a potem westchnęła ciężko i powiedziała:
Niech będzie. Zadzwoń do mnie jak czegoś się dowiesz. To pa!
Jasne. Na pewno się czegoś dowiem

Trouble in paradise.
Wimbledon się zakończył słodko-gorzko. Ale to temat do pogawędek. Jeśli chodzi o poprzednią część to bez obaw. Nie będzie tu żadnego Greya,nic z tych rzeczy :D Po prostu wyjaśniłam o co chodziło w zakładzie z Giselą a resztę dopowiedzcie sobie sami :D
Do piątku !
Gatique

2 komentarze:

  1. Ależ Ty nie lubisz tej Woźniackiej, no! ;D Każdy ma swoje upodobania i uprzedzenia, więc nie mówię, że to źle, chociaż znęcasz się nad biedaczką coraz bardziej, ale nie martw się, widziałam inne opowiadania, gdzie autorki regularnie maltretowały dziewczyny i żony tenisistów, nawet akurat te, które wydają się spoko ;)
    No i widzę inspirację biografią Rafy (też czytałam i doskonale pamiętam cytat typu: Toni znęcał się psychicznie nad dzieckiem :D). Teraz Rafa to już takie duże dziecko (za to też go lubię ;), ale wujek nadal czuwa, żeby bratankowi nie uderzyła sława do głowy. Na to się wcale nie zanosi. I za to też go lubię :D
    Kolejny raz odnajduję telepatię - wcześniej między mną a Sorciere, a teraz ponownie między mną a Tobą, tym razem w kwestii śniadanka do łóżka w rozdziale :D Te same pomysły... No ale to przecież takie romantyczne... Stały niemalże element tego typu opowiadań. Po prostu musi być.
    O Wimbledonie ja już powiedziałam, co chciałam, więc do... hm, nie do piątku tym razem, do napisania za jakiś czas, bo za parę dni rozpoczynam urlop :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie przepraszam za opóźnienie. Byłam za granicą na obozie młodzieżowym. Miał być w hotelu darmowy internet, ale okazało się, że hotel postanowił zrobić płatne wi-fi. Żeby chociaż tanie było.. :/
    No, okej, teraz przejdę do rozdziału. Najbardziej dziwi mnie to, że Rafa poszedł spać na podłogę. Okej, pokłócili się, ale żeby aż tak? To troszkę smutne, ale i szlachetne. Cieszę się jednak, iż się pogodzili.
    A kiedy Kinga powiedziała NIE, taki uśmiech wskoczył mi na usta.. Poważnie, musiałabyś to zobaczyć. Rozśmieszyła mnie ta sytuacja. Hah.
    Właśnie, zapomniałabym! Skoro ta cała Zaira go rzuciła to może Gisela zajmie jej miejsce? Ciekawe tylko kiedy. :D
    Ja już lecę, bo straszne zaległości mi się porobiły.
    Pozdrawiam, karmeeleq.:*

    OdpowiedzUsuń