Tekst

sobota, 18 lipca 2015

1.17 Ups...



Powiedziałam Rafie o całej mistyfikacji. Śmiał się i zastanawiał,”jak mógł wcześniej tego nie zauważyć?” Postanowiliśmy się umówić trzy dni później na „niby-podwójną randkę”.

Ale przedtem zdążyłam wygrać pierwszą rundę z Halep 6:4 7:5 i drugą z Mirjaną Lucic również,tym razem 6:4 6:2.Muszę się pochwalić,że w całkiem niezłym stylu jak na moją dyspozycję na hard-courcie (Spencer jak zwykle szukał dziury w całym przyczepiając się dajmy na to do serwisu,ale wybaczam mu to. Przynajmniej znów jest sobą) Kolejną gram z Kanepi i trochę się obawiam po ostatnim pojedynku,bo mimo że na mączce,był ciężki. Co dopiero mówić o korcie twardym. Ale to na szczęście dopiero pojutrze.

Dziś,owego trzeciego dnia przypadał dzień podwójnej randki. Gisela od rana siedziała jak na szpilkach,dało się to zauważyć po tym nerwowym meczu z Martinez Sanchez. Wygrała,ale nie bez problemów. Możemy się spotkać w 4 rundzie i przyznam,że nie mogę się doczekać. Zawsze ciekawiło mnie,jak to jest rywalizować z przyjaciółką. Póki co,wybieramy się razem na miasto.

Stwierdziliśmy,że najlepiej będzie pójść wieczorem. Rafael znał multum miejsc na Manhattanie,ale zdecydowaliśmy się pójść do Starbucks. Nigdy tam nie byłam,więc podobnie jak moja przyjaciółka byłam nieziemsko podniecona.

– Świetnie wyglądasz Gi – rzucił niby od niechcenia Rafa gdy zajmowaliśmy stolik – Nowa fryzura?

Gisela zaśmiała się krótko odrzucając do tyłu ciemnoblond włosy upięte po boku.

– Skąd – odparła – Po prostu chciałam spróbować wyglądać dziś inaczej.

Juan nieznacznie zmierzył ją wzrokiem. W jego brązowych oczach dało się zauważyć iskierkę rozbawienia.

– Co zamawiamy...kochanie – -spytał Rafael ostrożnie i cicho wymawiając ostatnie słowo

– Hm...nie mam pojęcia – odparłam przeglądając kartę – Może mi coś polecisz?

– Waniliowa latte jest świetna – wtrącił Juan.

– Być może,ale raczej nie pijam kawy wieczorami.

– A ja się chętnie napiję – odparła Gisela z promiennym uśmiechem – Najwyżej nie będę mogła w nocy zasnąć.

Mrugnęła niezauważalnie okiem w jego stronę,zaś on roześmiał się krótko.

Milczeliśmy przeglądając kartę.

– Więc...Juan...zaczęłam gdy w końcu uporaliśmy się z zamawianiem – Dlaczego nie zabrałeś Zairy?Byłaby zachwycona

– Zerwaliśmy – odparł spokojnie patrząc mi prosto w oczy.

– Naprawdę? – udawałam zaskoczoną – Przykro mi.

– A mnie nie. Szczerze mówiąc miałem jej dość. Cieszę się,że w końcu miałem powód

Rzuciłam Giseli szybkie porozumiewawcze spojrzenie.

– Cóż...Tak bywa – uciął – Ale nie gadajmy już o mnie. Mówcie co u was!

Wymieniliśmy z Rafaelem nieśmiałe spojrzenia.

– U nas?Hm...chyba po staremu – powiedział niepewnie Rafa spoglądając w moją stronę.

– Taaak...nic nowego – mruknęłam.

– Nie bądźcie tacy skromni – wtrąciła Gisela – Przecież na pierwszy rzut oka widać,że bardzo się kochacie.

– Giselo,proszę cię,mów trochę ciszej – upomniałam ją.

– Ach,racja – machnęła ręką – Sorry,zapomniałam.

Gdy przynieśli nam nasze zamówienie zajęliśmy się jedzeniem,popijaniem napojów i rozmową o błahostkach. Zauważyłam,że Gisela coraz śmielej flirtowała z Juanem,a ich relację śmiało można było określić jako zalążek przyjaźni. Cieszyłam się jej szczęściem,bo sama byłam nieludzko szczęśliwa. Moja kariera nabrała takiego rozpędu,że ciężko będzie ją zatrzymać,miałam wspaniałego ukochanego,mój sztab trenerski też był wspaniały więc nie miałam powodów do przygnębienia.

– Co myślicie o turnieju dziewczyny? – rzucił Juan upijając łyk swojego soku – Podoba wam się Flushing Meadows?

– Jest wspaniały – zachwyciła się Gisela – W życiu nie widziałam takiego kompleksu kortów!A Artur Ash Stadium jest nieziemski!Marzę,żeby tam zagrać!

Rafael się roześmiał

– Oj,uwierz mi,nie jest wcale tak wspaniale. Jest wielki i bardzo głośny.

– Kochanie,ubrudziłeś się – powiedziałam cicho gdy odwrócił się w moją stronę – Na policzku

Potarł ręką prawy policzek

– Już?

– Nie – zaśmiałam się – Lewy

– Teraz?

– Nie głuptasie – zaśmiałam się po raz kolejny – Daj,pomogę ci.

Wytarłam serwetką plamę z bitej śmietany zanosząc się śmiechem. On również się zaśmiał patrząc mi z czułością w oczy.

I wtem zdawało mi się,że coś błysnęło. I jeszcze raz. Szybko cofnęłam rękę i odwróciłam się twarzą do Giseli.

– Zignoruj – mruknął Rafael czytając mi w myślach.

– Co się stało? – szepnęła Gisela. Juan miał zmieszaną minę.

– Paparazii – mruknął – Rafa ma rację,po prostu zignoruj.

Skinęłam niepewnie głową i dopiłam swoje frappucino.

– Może lepiej już chodźmy-zaproponowała Gisela-I tak zrobiło się już późno

Pożegnaliśmy się przed kawiarnią,bo tylko my zatrzymaliśmy się na Upper East Side,zarówno Gisela jak i Juan zamieszkali po drugiej stronie Central Parku,chociaż w różnych hotelach. Gdy jechaliśmy taksówką,ciągle byłam niespokojna.

– Coś nie tak? – Rafa spytał z troską delikatnie ściskając moją dłoń

– Nie,wszystko w porządku – odparłam automatycznie – Wszystko dobrze.

Obdarzył mnie delikatnym uśmiechem i przez resztę drogi albo milczeliśmy wyglądając przez okno albo rozmawiając półsłówkami.

– Nareszcie! – Marina wstała od swojego stolika i ruszyła w naszym kierunku,gdy tylko pojawiliśmy się w holu – Spencer chce koniecznie z tobą porozmawiać!

I nie czekając na moją odpowiedź złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą.

– Zobaczymy się później – rzuciłam tylko do zaskoczonego Rafy zanim zdążył zniknąć mi z oczu.

Zauważyłam,że siedzi z nią jakiś facet. Czyżby ktoś z Nike? I dlaczego powołała się na Spencera?

Dopiero gdy podeszłam bliżej zobaczyłam,że to nie był nikt z Nike'a,ale mój trener we własnej osobie. Chociaż nie wiem czy to najlepsze określenie,bo...zgolił brodę!

Otworzyłam usta ze zdziwienia

– Mój Boże,Spencer nie poznałam cię!Co ci odbiło?

– Tyle razy mu powtarzałaś,żeby się ogolił no i masz – oznajmiła Marina-Ale tak naprawdę to ja sama miałam dość – dodała szeptem – To było...strasznie niewygodne.

Zachichotałam mimowolnie.

– I tylko dlatego chciałeś mnie widzieć w trybie natychmiastowym?

– Oczywiście że nie. Powiedz mi,jak zamierzasz jutro wygrać?

– No...zamierzam tradycyjnie grać mocny topspin,dobrze serwować i nie dać jej przejąć inicjatywy – odparłam wciąż nie wiedząc do czego zmierza.

– Całe szczęście – stwierdził – Tylko sprawdzałem czy to randkowanie nie wpłynęło negatywnie na twoją koncentrację.

– Ha ha,bardzo śmieszne. To raczej ja powinnam kontrolować ciebie.

Skrzyżowałam ramiona i uniosłam prowokacyjnie brew.

– Zgoda.Ale to nie ja później myślę o niebieskich migdałach gdy trzeba się skupić na timingu

– A ja nie flirtuję na boku,gdy trzeba wytłumaczyć jak najlepiej ścinać narożnik! – byłam w coraz bardziej bojowym nastroju.

– Spokój,oboje! – krzyknęła Marina tonem przedszkolanki uspokajającej kłócące się dzieciaki – Kinga,przepraszamy cię,ale po prostu chcieliśmy sprawdzić,czy wciąż myślisz poważnie o turnieju.

– Co takiego? – żachnęłam się – Przecież po to tu przyjechałam. Żeby wygrać!

– Rozumiem,ale...cóż,po prostu zdawałaś się ostatnio taka zdekoncentrowana że nabraliśmy wątpliwości – wyjaśnił Spencer.

– Nie musicie mnie trzymać za rękę – obruszyłam się – Wiem czego chcę. A teraz wybaczcie,idę wziąć gorącą kąpiel

– Dobrze. Widzimy się jutro punkt dziewiąta na treningowej piątce.

– Jasne – mruknęłam – Dobranoc.

Idąc do windy wciąż byłam lekko oburzona. Za kogo oni mnie uważali?Jakby tego było mało,w korytarzu natknęłam się na Woźniacką.

– Och nie znowu ty? – jęknęłam.

– Czytasz mi w myślach. Właśnie miałam powiedzieć to samo – syknęła mierząc mnie wzrokiem – Dokąd się wybierasz?

– Nie twoja sprawa.

– A może jednak? Czy to nie czasem pokój Rafaela?-- spytała niewinnie.

– To mój pokój.

– Nie byłabym tego taka pewna. Doskonale widziałam jak się w nim kręcił. Lubimy szybkie numerki,co?

Przesadziła. Grubo przesadziła. Nikt nie będzie mnie nazywać dziwką!

– Posłuchaj mnie wredna suko,bo więcej nie powtórzę – warknęłam celując w nią palcem – To jest też mój pokój,bo tak się składa,że ja i Rafael jesteśmy razem

Jej mina była niesamowita. Była to mieszanka irytacji,zaskoczenia i złości. Warto było to zobaczyć,ale dopiero teraz zdałam sobie sprawę,że wygadałam się przed swoją największą rywalką. Zrobiłam jednak dobrą minę do złej gry.

– Dobranoc Karolinko – powiedziałam po polsku i zniknęłam za rogiem.

– Co tak długo skarbie? – spytał Rafa gdy się zjawiłam – Tęskniłem...

Podszedł bliżej i pocałował w usta.

– Kochanie,nie było mnie niecałe pół godziny – odparłam z rozbawieniem – Przepraszam,mała kłótnia ze Spencerem. Nic wielkiego

– Ok,skoro tak twierdzisz. Obejrzymy jakiś film?

– Pewnie. Tylko najpierw wezmę kąpiel.

Nie było nic na DVD więc pozostała nam telewizja. Był to jakiś film sensacyjny,a jako że za nimi nie przepadam dość szybko usnęłam wtulona w ramię Rafaela i wolna od wyrzutów sumienia i niepewności.

Przepraszam,że rozdział nie ukazał się wczoraj,ale kompletnie na nic nie miałam wczoraj czasu i też tego nie planowałam, inaczej bym uprzedziła. No i za tytuł, ale nie znajduję innego, który skutecznie oddałby wydarzenia. Czasem proste rozwiązania są najlepsze :D
Co do Karoliny:Każde opowiadanie musi mieć czarny charakter, ale bez obaw, nie będzie jedyna ;)
Widzę,że statystyka rośnie z dnia na dzień i jestem dumna z tego powodu, dlatego też poprosiłabym o więcej komentarzy :) 
Standardowo, do wtorku !
Gatique







2 komentarze:

  1. Ale ty się pastwisz nad naszą kochaną Karolinką ;* Ja też chciałam tak robić z Szarapową, ale od pewnego czasu zaczęłam ją TOLEROWAĆ. Ale poświęcenie Spencera! Brodę zgolić! To z Mariną to musi być naprawdę poważne !

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje zmęczenie sięga zenitu, ale i tak muszę skomentować. Wybacz, jeśli będzie bez ładu i składu, ale oczy same mi się kleją..
    Podejrzewam, że Rafa będzie zły za to, że wygadała informację. W końcu on sam ją prosił, aby tego nie robiła. A wydaje mi się, że Karolina wygada wszystko mediom, a Ci dodadzą do tego zdjęcia z kawiarni i sensacja gotowa! :/ Ciekawa jestem, jak to się zakończy.
    Spencer zgolił brodę! O jejciu! Nie wiem, co o tym sądzić. Przecież hodował ją tyle czasu i nagle jej nie ma? Marina, jesteś okropna! :D
    Okej, lecę czytać dalej. ;)

    OdpowiedzUsuń