-
Jestem oficjalnie gotowa do rozpoczęcia turnieju- oświadczyłam
z promiennym uśmiechem na konferencji tego samego wieczora- I
przysięgam,że zrobię wszystko żeby znów przynieść dumę
Polsce.
Dziennikarzy
było mnóstwo. Wszyscy mają wielkie oczekiwania,które staram się
spełniać. Oczywiście w miarę możliwości,bo jak tylko zaczynają
się pytania o życie prywatne opowiadam mi bajeczki o tym,jak to
dobrze żyje mi się z rodzicami we Wrocławiu i że “w moim życiu
nie ma mężczyzny”.Robiłam to z uśmiechem na ustach,bo chwilę
przed konferencją miała miejsce bardzo satysfakcjonująca,chociaż
napawająca równocześnie niepokojem,sytuacja.
Wychodziłam
z pokoju i udawałam się na hol,gdy z pokoju naprzeciw wyszedł nie
kto inny jak Caroline Wozniacki.
-
Co ty tu robisz do cholery?!- warknęłam.
-
A nie widać?- skrzyżowała ręce na piersi- Obecnie
mieszkam.
-
No to raczej długo tu nie zabawisz- odparłam.
-
Słucham?!
-
Nie rób z siebie większej idiotki. Przecież obie wiemy,że nie
masz tu właściwie nic do szukania. No,może poza niknącą
popularnością- odparłam zjadliwie po polsku.
W
sekundę zrobiła się czerwona.
-
Ach tak?- warknęła- To się jeszcze okaże!
-
Powodzenia- prychnęłam i weszłam do windy. Podążyła za
mną.
-
Dokąd to się wybieramy?- zagadnęłam niewinnie- Bo w
takim stroju możesz co najwyżej zostać hostessą w Tesco.
Miała
na sobie wąską różową sukienkę opinającą ciało z dużą
kokardą w pasie.
-
Tak się składa- syknęła- Że umówiłam się Rafą
Nadalem tam na dole.
Zdrętwiałam.
Mówiła poważnie czy blefowała dla popisu?
-
Doprawdy?- mruknęłam obojętnie,starając się opanować
drżenie w głosie.
-
Owszem. Pomoże mi wybrać nowy naciąg i rakietę. Czy to nie
cudownie?- powiedziała słodko.
Jej
twarz znów odzyskała swój dawny kolor. Teraz cała aż pękała z
dumy. Zanim zdążyłam coś odwarknąć winda zatrzymała się i
Caroline wyszła z niej pewnym krokiem rzucając mi ostatnie pełne
pogardy spojrzenie.
Rafa
stał przy wyjściu z Tonim. Najwyraźniej szykował się do wyjścia.
-
Hej Rafaelu- zagadnęła słodko Caroline podchodząc do niego i
chwytając za ramię- Jesteś gotów?
Rafa
miał zmieszaną minę. Stał sztywno patrząc na nią jakby pierwszy
raz widział ją na oczy.
-
Gotów na co?- spytał uprzejmie.
-
Jak to na co?- puściła go momentalnie- Miałeś mi pomóc
wybrać nowy sprzęt!
-
Ach,racja- westchnął- Przepraszam,zapomniałem.
Znów
zrobiła się czerwona. Była jak jakiś blond kameleon. Jej twarz
wyrażała niedowierzanie i gniew. Obróciła się na pięcie i
odeszła.
Rzuciłam
jej pogardliwe spojrzenie,gdy mnie mijała nie zważając na to,że
mogłaby mnie rozszarpać. Zdawała się jednak go nie zauważyć i
po prostu minęła mnie z impetem. W tej samej chwili Rafa mnie
zauważył.
-
Co to miało być?- spytałam krzyżując ręce na piersi gdy
już znaleźliśmy się sam na sam w naszym pokoju.
-
O co ci chodzi?- spytał cicho.
– O
Caroline.
– Ach
to-mruknął- Zapomniałem o niej
– A
nie pomyślałeś żeby mi o tym powiedzieć?!- wybuchnęłam.
–
Kochanie,przepraszam-powiedział
skruszony łapiąc mnie za ręce- Ale sama widzisz,jestem teraz
taki zapracowany,że zapomniałem o niej a co dopiero żeby ci
powiedzieć. Jeszcze ta akcja z Benito...
– Co
się stało?
– Ach,nic
takiego-machnął ręką- Zwykłe nieporozumienie to wszystko.
– W
porządku- powiedziałam uspokojona- Ale,następnym razem
mów mi o tym. Wiesz,że jej nie ufam
– Jej
czy mnie?- spytał z żalem w głębokich,brązowych oczach
Zamilkłam
na chwilę.
– Przecież
wiesz,że ci ufam- odparłam w końcu.
– To
dlaczego prawie robisz awanturę o taką błahostkę?
– Bo
ona jest zdolna do wszystkiego.
– Czy
ty myślisz,że jestem głupi i dam się jej omotać? Wiesz co...
Odwrócił
się i wyszedł trzaskając drzwiami. Zamknęłam oczy i policzyłam
w myślach do dziesięciu.
Wrócił
dopiero kiedy leżałam w łóżku i zasypiałam. Po krokach
wyczułam,że nie był pijany i chociaż to nie w jego stylu,byłoby
to prawdopodobne. Zamknęłam oczy udając,że śpię. Usłyszałam
szelest. Wziął narzutę z brzegu łóżka i poduszkę z małej
kanapy po czym położył się na podłodze.
Serce
mi się ścisnęło. Walczyłam chwilę sama ze sobą a potem
podniosłam się.
– Rafael?-
wyszeptałam
– Co,chcesz
mnie oskarżyć o coś jeszcze? Dalej,śmiało
Chciało
mi się płakać. Dlaczego był taki niesprawiedliwy?
Położyłam
się więc obok niego.
– Przepraszam
misiaczku- wyszeptałam wtulając się w jego plecy. Nie odsunął
się.- Nie chciałam żeby to tak zabrzmiało.
Westchnął
a potem obrócił się w moja stronę. Nawet w ciemności widziałam
zarys jego twarzy,chociaż oczy były wtopione w ciemność. Musiał
się wykąpać,bo wyczułam zapach jego ulubionego żelu pod
prysznic.
– Dlaczego?
Dlaczego mi nie ufasz?- spytał.
– Bo
wciąż nie wierzę,że nasz związek jest możliwy- odparłam
niepewnie.
W
tej chwili pewnie zmarszczył brwi.
– Jak
to?
– No
po prostu- szepnęłam- Wciąż nie wierzę,że ktoś taki
jak ty może być z kimś takim jak ja
– Kinga
co ty wygadujesz? Przecież nie różnimy się niczym od innych par-
zdziwił się.
– Nieprawda.
Ty jesteś sławny,bogaty a ja...dopiero do tego dochodzę. Jestem
zwyczajna.
– I
właśnie dlatego. Nie potrzebuję jakiejś gwiazdki pokroju Caroline
za wszelką cenę szukającą poklasku. Potrzebuję ciebie. Taką
jaką jesteś
Słabo
widziałam jak się uśmiechnął i pogładził mnie po policzku. Łza
zakręciła mi się w oku.
Pocałowałam
go namiętnie w odpowiedzi. Odrzucił na bok narzutę i przyciągnął
mnie do siebie,a ja usiadłam okrakiem i coraz żarliwiej oddawałam
pocałunki. W końcu delikatnie wziął mnie na ręce i położył na
łóżku całując po szyi,dekolcie,piersiach.
– Nie-
powiedziałam w końcu stanowczo odsuwając się- Nie dzisiaj.
Dziś chcę zasnąć w twoich ramionach i o niczym nie pamiętać.
Po
chwili leżałam więc bezpiecznie wtulona w jego tors przepełniona
szczęściem.
Tym
razem byłam pewna swoich uczuć.
– Rafael?-
szepnęłam.
– Tak?
– Kocham
cię- powiedziałam z bijącym sercem.
– Ja
ciebie też- odparł bez chwili wahania ujmując mój podbródek
i składając na moich ustach ostatni tej nocy pocałunek.
*
Rano
wstałam w świetnym humorze. Był początek turnieju,pogodziłam się
z Rafą,wyznałam mu miłość,a Spencer ogłosił,że dziś trening
odbywa się o jedenastej,bo wcześniejsza rezerwacja kortów jest
niemożliwa. Czego chcieć więcej?
Gdy
tylko się przebudziłam na etażerce zauważyłam tacę ze
śniadaniem. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Był taki kochany!
Ale
w pokoju go nie było.
– Przestań
– zganiłam się w myślach za złośliwe podejrzenia – Wczoraj
tego żałowałaś,możesz pożałować po raz kolejny
Wzięłam
więc do ręki tosta francuskiego i ugryzłam kawałek. Przez chwilę
jadłam w milczeniu,do momentu gdy do pokoju wszedł Rafa.
– Hej
skarbie – powiedział z uśmiechem.
Miał
na sobie szorty i bluzę od dresu. Najwyraźniej wybierał się na
trening.
– Hej
– odparłam i dałam mu buziaka na powitanie – Czy ty masz
trening o innej godzinie niż o dziewiątej?
–
Nie. Toni jest bardzo
konsekwentny. A czemu pytasz?
– Z
ciekawości – odparłam szczerze – Jest bardzo...
–
Stanowczy? – dokończył –
Tak. A nawet bezwzględny.
– Aż tak? – przestraszyłam
się nieco.
– No...w sumie.... –
zmieszał się trochę przeczesując palcami włosy.
– Ej mnie możesz powiedzieć
– powiedziałam czule głaszcząc go po dłoni.
– To nic wielkiego,naprawdę –
kajał się coraz bardziej – Po prostu....nigdy nie miałem u niego
taryfy ulgowej. Wręcz przeciwnie. Traktował mnie jak kompletne
beztalencie. Nie pozwalał nikomu świętować gdy cokolwiek
wygrałem,bo twierdził,że mam jeszcze dużo do zrobienia w tym
kierunku. Nie chcę się skarżyć,bo dużo mu zawdzięczam,ale
czasami mnie to dobija.
Otworzyłam usta ze zdziwienia.
– Jej. Nie wiedziałam. Zawsze
myślałam,że to Spencer jest wcieleniem surowości. Mój biedaku –
dodałam obejmując go.
Jakby się nad tym głębiej
zastanowić,to było to najlepsze co mogło go spotkać. Poważnie.
Może i mnie przydałby się ktoś taki? Ktoś kto wydobyłby ze mnie
cały drzemiący we mnie potencjał?
Chociaż kiedy sobie pomyślę
co by to oznaczało...
Niech będzie na razie tak jak
jest.
– No,muszę lecieć –
oznajmił Rafael wstając – Nie chcę się spóźnić. Pa,kochanie!
Uśmiechnęłam się smutno gdy
wziął torbę i wyszedł. Nie chciałam tu zostać sama.
Położyłam się na wznak na
łóżku i zamknęłam oczy. W takich momentach czułam się
bezwartościowa i niewdzięczna losowi za to,co mi dał. Bo gdy mój
mężczyzna w pocie czoła trenował odbijanie żółtej piłeczki
pod okiem wujka despoty,ja-będąc w czołówce zawodowych
tenisistek-jak gdyby nigdy nic wylegiwałam się na olbrzymim
hotelowym łożu.
Życie jest...dziwne.
Gdy w końcu podniosłam tyłek
z pościeli i ubrałam się jak należy,zadzwonił mój telefon.
– Halo? – rzuciłam nie
zerkając na wyświetlacz.
– RZUCIŁA GO!!!! – w
słuchawce rozległ się przeraźliwy pisk.
Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia
–
Naprawdę?
– Czy gdybym żartowała
dzwoniłabym do ciebie z samego rana? – spytała lekko poirytowana
Gisela.
– No w sumie...
– Dobra,może i tak – ucięła
tłumiąc chichot – Ale przysięgam,że to prawda.
– O kurczę – zachichotałam
– Niech tylko Rafa wróci z treningu!
Przez chwilę chichotałyśmy do
słuchawek jak małe dziewczynki aż w końcu otrzeźwiałam i
zapytałam:
– A tak właściwie z jakiego
powodu?
– Podobno „nie miał dla
niej wystarczająco dużo czasu” – powiedziała przedrzeźniając
ton Zairy
– Jaaasne – mruknęłam
przeciągle – Wszyscy wiemy że wpadłaś mu w oko.
– Tak myślisz? – spytała
piskliwym głosem.
– Pewnie. Widziałam jak na
ciebie patrzył wtedy w Cincinatti! Kuj żelazo póki gorące!
– Postaram się...ale jak?
– Hm...pogniewałabyś
się,gdybym wtajemniczyła Rafę?
– Sama nie wiem...
– Halo,oni się przyjaźnią –
przewróciłam oczami.
– No właśnie – podchwyciła
– Rafa mu powie.
– Gwarantuję ci,że nie.
Jakoś go przekonam. To co?
Przez chwilę milczała a potem
westchnęła ciężko i powiedziała:
– Niech będzie. Zadzwoń do
mnie jak czegoś się dowiesz. To pa!
Jasne. Na pewno się czegoś
dowiem
Trouble in paradise.
Wimbledon się zakończył słodko-gorzko. Ale to temat do pogawędek. Jeśli chodzi o poprzednią część to bez obaw. Nie będzie tu żadnego Greya,nic z tych rzeczy :D Po prostu wyjaśniłam o co chodziło w zakładzie z Giselą a resztę dopowiedzcie sobie sami :D
Do piątku !
Gatique
Trouble in paradise.
Wimbledon się zakończył słodko-gorzko. Ale to temat do pogawędek. Jeśli chodzi o poprzednią część to bez obaw. Nie będzie tu żadnego Greya,nic z tych rzeczy :D Po prostu wyjaśniłam o co chodziło w zakładzie z Giselą a resztę dopowiedzcie sobie sami :D
Do piątku !
Gatique
Ależ Ty nie lubisz tej Woźniackiej, no! ;D Każdy ma swoje upodobania i uprzedzenia, więc nie mówię, że to źle, chociaż znęcasz się nad biedaczką coraz bardziej, ale nie martw się, widziałam inne opowiadania, gdzie autorki regularnie maltretowały dziewczyny i żony tenisistów, nawet akurat te, które wydają się spoko ;)
OdpowiedzUsuńNo i widzę inspirację biografią Rafy (też czytałam i doskonale pamiętam cytat typu: Toni znęcał się psychicznie nad dzieckiem :D). Teraz Rafa to już takie duże dziecko (za to też go lubię ;), ale wujek nadal czuwa, żeby bratankowi nie uderzyła sława do głowy. Na to się wcale nie zanosi. I za to też go lubię :D
Kolejny raz odnajduję telepatię - wcześniej między mną a Sorciere, a teraz ponownie między mną a Tobą, tym razem w kwestii śniadanka do łóżka w rozdziale :D Te same pomysły... No ale to przecież takie romantyczne... Stały niemalże element tego typu opowiadań. Po prostu musi być.
O Wimbledonie ja już powiedziałam, co chciałam, więc do... hm, nie do piątku tym razem, do napisania za jakiś czas, bo za parę dni rozpoczynam urlop :)
Strasznie przepraszam za opóźnienie. Byłam za granicą na obozie młodzieżowym. Miał być w hotelu darmowy internet, ale okazało się, że hotel postanowił zrobić płatne wi-fi. Żeby chociaż tanie było.. :/
OdpowiedzUsuńNo, okej, teraz przejdę do rozdziału. Najbardziej dziwi mnie to, że Rafa poszedł spać na podłogę. Okej, pokłócili się, ale żeby aż tak? To troszkę smutne, ale i szlachetne. Cieszę się jednak, iż się pogodzili.
A kiedy Kinga powiedziała NIE, taki uśmiech wskoczył mi na usta.. Poważnie, musiałabyś to zobaczyć. Rozśmieszyła mnie ta sytuacja. Hah.
Właśnie, zapomniałabym! Skoro ta cała Zaira go rzuciła to może Gisela zajmie jej miejsce? Ciekawe tylko kiedy. :D
Ja już lecę, bo straszne zaległości mi się porobiły.
Pozdrawiam, karmeeleq.:*