Tekst

wtorek, 4 sierpnia 2015

1.20 To może być szok...

Starałam się udawać przed rodzicami,że wszystko jest w porządku,jednak i do nich dotarła feralna wiadomość,więc dłużej już nie mogłam. Rozpłakałam się na nowo. Mama bardzo się tym przejęła i szalenie się o mnie niepokoiła jednocześnie starając się okazywać mi wsparcie. Tata zniósł to trochę gorzej. Wściekł się,ale zdołałam go uspokoić mówiąc,że jest mi lepiej. I po części naprawdę tak było. Spotkanie z rodziną i powrót do domu po tygodniu tułaczki okazał się najlepszym lekarstwem na problemy,a sam dom-oazą spokoju. Nawet Wrocław wydawał się być wsią przy Nowym Jorku!
Pozwoliłam sobie na odrobinę szaleństwa i rzuciłam sportową dietę. Bez przerwy jadłam czekoladę,żelki(moja kolejna słabość) i ciastka. Tym bardziej,że całymi dniami leniuchowałam.
Spencer powinien przygotować się na szok,ale mam to gdzieś .Najważniejsze,że odzyskałam dobre samopoczucie. Nawet gdy zdarzyło mi się oglądać mecz Rafy w telewizji byłam całkowicie odprężona. A grał naprawdę dobrze,serwował jak nigdy,a poruszał się niemal tak dobrze jak na mączce .Bez najmniejszych problemów przeskakiwał kolejnych przeciwników.
Prawdę mówiąc,ma szansę wygrać cały turniej. Marzenie. Skompletowałby swoją kolekcję jako najmłodszy gracz w Erze Open. Popatrzyłam na swoje dwa największe trofea.
Ja też kiedyś to zrobię. Przysięgam całemu światu – pomyślałam z rozmarzeniem

*

Dobrze,zagraj teraz mocniej,o tak. Ale nie po krosie! – pokrzykiwał Spencer raz po raz
w następny piątek na treningu w jego ośrodku.
A dlaczego nie? – spytałam zadziornie podchodząc do siatki – Zagranie dobre jak każde inne.
Dlatego – odparł przeciągle – Że czasami zbyt ryzykowne. A ty z reguły masz grać ostrożnie.
Przewróciłam oczami. Ostrożnym to trzeba być jak się przechodzi przez ulicę albo uprawia seks bez zabezpieczenia. W tenisie jedno takie uderzenie może zmienić przebieg meczu.
Widzę,że ci się humor polepszył! – krzyknęła z trybun Marina.
Żebyś wiedziała! – odkrzyknęłam i roześmiałam się – Dobra,wróćmy do tego krosa..
Spencer już otwierał usta żeby coś powiedzieć,lecz nie pozwoliłam mu na to,bo zadzwoniła moja komórka.
Tyle razy cię prosiłem żebyś wyłączała na korcie – skarcił mnie trener – Masz być skupiona do granic możliwości!
Wiem,przepraszam – mruknęłam grzebiąc w torbie – Ostatni raz.
Gdy w końcu chwyciłam swoją ukochaną Nokię zmarszczyłam brwi widząc nieznany numer na wyświetlaczu.
Halo? – odebrałam niepewnie.
Cześć Kinga – odezwał się męski głos po drugiej stronie. Miałam wrażenie,że skądś go znam – To ja,Tomeu. Pamiętasz mnie chyba?
Przełknęłam ślinę rozglądając się na boki.
Tak. Tak,pamiętam. Po co do mnie dzwonisz? I skąd masz mój numer?
To akurat bez znaczenia. A dzwonię do ciebie,bo jesteś naszą ostatnią nadzieją.
Dlaczego? – zdziwiłam się. Spencer zaczynał się niecierpliwić i kręcił się niespokojnie
Cóż,od rozstania z tobą Rafael nie może się pozbierać...
Przecież gra świetnie,doszedł do finału! – odparłam z przekonaniem,ale tak naprawdę nie byłam zaskoczona. Ja sama ledwo sobie z tym poradziłam.
Tak,ale chyba sama wiesz,że na korcie działa to inaczej – Tomeu odchrząknął. Nadstawiłam ucha na dalsza część – Gdybyś zobaczyła go na treningu,albo chociaż w hotelu...To nie ten sam Rafa.
No dobrze,ale co ja mam z tym zrobić? – przerwałam mu prosząc gestem Spencera o trochę wyrozumiałości.
Chcę...chcemy żebyś przyjechała na finał – wypalił.
Otworzyłam usta ze zdziwienia. Że co?!
Co proszę? Wszyscy? Nawet Rafael?
Nie...chodziło mi o naszą ekipę. Proszę,nie łap mnie za słowa tylko zgódź się. Nawet sobie nie wyobrażasz co my tu przeżywamy!
I mam lecieć przez pół świata żeby uspokoić grupkę ludzi,których pracodawca zapomniał o Bożym świecie? – powiedziałam z ironią.
Poniekąd. Zapłacę ci za wszystko. Ale zrób to. Nie dla nas. Dla niego,jeśli mimo wszystko wciąż go kochasz.
Wydałam z siebie pomruk,ale sam nie wiem co to ma znaczyć.
Nie zaprzeczaj,że tak nie było. Wiem,że go kochałaś...Więc jak będzie?
Zapadło ciężkie milczenie,ale Tomeu nie rozłączał się. Spuściłam głowę. Nie przejmowałam się już narzekaniami Spencera.
Zgoda – odparłam w końcu – Przyjadę.
Świetnie – odetchnął z ulgą Tomeu – I naprawdę,nie przejmuj się kosztami...
Nie – przerwałam – Potrzebuję tylko biletu na finał. Sama się wszystkim zajmę.
Ok,masz to jak w banku..Ale nie mów mu,co?
Jasne.
Niby jak miałabym to zrobić,skoro nie utrzymywał ze mną kontaktu od owego wieczora?
To...do zobaczenia w niedzielę.
Taaak,na razie.
Odetchnęłam i zamknęłam oczy. W co ja się właściwie wpakowałam? Jak ja się zachowam?
KINGO KOLAT DO JASNEJ CHOLERY,JEŚLI JUŻ SKOŃCZYŁAŚ TE POGADUSZKI OCZEKUJĘ CIĘ NA TYM KORCIE ZA PIĘĆ SEKUND!!!!

Ups. Chyba sobie nagrabiłam. Mam tylko nadzieję,że warto.

Ostatni rozdział na obczyźnie. Potem już wszystko wróci do normy :)
Tymczasem zapraszam na pogaduchy dziewczynki :D
Do następnego !
Gatique

3 komentarze:

  1. No proszę, team Rafy prosi niezastąpioną Kingę o wsparcie psychiczne dla niego, a on ma o tym nic nie wiedzieć. Ciekawa jestem, czy taka niespodzianka wyjdzie mu na dobre. Nie zdziwię się, jak przeczytam w następnym rozdziale z ust Rafy, że mają się nie wtrącać, on się wcale nie załamał i w ogóle, i w szczególe. Czekam z niecierpliwością, co nam tutaj wymyślisz... :)
    Odpowiedziałam już na Twój komentarz u mnie, a teraz lecę do pogaduszek, skoro zachęcasz :)
    Miłego wypoczynku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że nie tylko ja mam słabość do żelek, czekolady i ogólnie słodyczy. One rozumieją, jak nikt inny. Szkoda tylko, że nie zostają całkowicie zużyte, albo tłuszczyk nie wchodzi w wybrane miejsce. ;_; No, nie ważne. Nie widzisz tego, haha.:D
    A co jeśli Rafa nie będzie chciał jej widzieć? Będzie na nią zły, że go zostawiła bez dania wyjaśnień? Szczerze w to wątpię, bo to on zawinił, nie ona. Więc to Kinga powinna być na niego zła, stroić fochy i wszystko. Uważam, że on nie jest jej wart. ;]
    Uhu, powodzenia ze Spencera!
    Pozdrawiam, karmeeleq.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj tak! Zgadzam się z koleżanką wyżej! Kinga powinna odmówić! Nich sobie Rafa o nią zawalczy, sam se naważył piwa, to niech je teraz pije. ;]

    OdpowiedzUsuń