Starałam
się udawać przed rodzicami,że wszystko jest w porządku,jednak i
do nich dotarła feralna wiadomość,więc dłużej już nie mogłam.
Rozpłakałam się na nowo. Mama bardzo się tym przejęła i
szalenie się o mnie niepokoiła jednocześnie starając się
okazywać mi wsparcie. Tata zniósł to trochę gorzej. Wściekł
się,ale zdołałam go uspokoić mówiąc,że jest mi lepiej. I po
części naprawdę tak było. Spotkanie z rodziną i powrót do domu
po tygodniu tułaczki okazał się najlepszym lekarstwem na
problemy,a sam dom-oazą spokoju. Nawet Wrocław wydawał się być
wsią przy Nowym Jorku!
Pozwoliłam
sobie na odrobinę szaleństwa i rzuciłam sportową dietę. Bez
przerwy jadłam czekoladę,żelki(moja kolejna słabość) i ciastka.
Tym bardziej,że całymi dniami leniuchowałam.
Spencer
powinien przygotować się na szok,ale mam to gdzieś
.Najważniejsze,że odzyskałam dobre samopoczucie. Nawet gdy
zdarzyło mi się oglądać mecz Rafy w telewizji byłam całkowicie
odprężona. A grał naprawdę dobrze,serwował jak nigdy,a poruszał
się niemal tak dobrze jak na mączce .Bez najmniejszych problemów
przeskakiwał kolejnych przeciwników.
Prawdę
mówiąc,ma szansę wygrać cały turniej. Marzenie. Skompletowałby
swoją kolekcję jako najmłodszy gracz w Erze Open. Popatrzyłam na
swoje dwa największe trofea.
– Ja
też kiedyś to zrobię. Przysięgam całemu światu – pomyślałam
z rozmarzeniem
*
– Dobrze,zagraj
teraz mocniej,o tak. Ale nie po krosie! – pokrzykiwał Spencer raz
po raz
w
następny piątek na treningu w jego ośrodku.
– A
dlaczego nie? – spytałam zadziornie podchodząc do siatki –
Zagranie dobre jak każde inne.
– Dlatego
– odparł przeciągle – Że czasami zbyt ryzykowne. A ty z reguły
masz grać ostrożnie.
Przewróciłam
oczami. Ostrożnym to trzeba być jak się przechodzi przez ulicę
albo uprawia seks bez zabezpieczenia. W tenisie jedno takie uderzenie
może zmienić przebieg meczu.
– Widzę,że
ci się humor polepszył! – krzyknęła z trybun Marina.
– Żebyś
wiedziała! – odkrzyknęłam i roześmiałam się – Dobra,wróćmy
do tego krosa..
Spencer
już otwierał usta żeby coś powiedzieć,lecz nie pozwoliłam mu na
to,bo zadzwoniła moja komórka.
– Tyle
razy cię prosiłem żebyś wyłączała na korcie – skarcił mnie
trener – Masz być skupiona do granic możliwości!
– Wiem,przepraszam
– mruknęłam grzebiąc w torbie – Ostatni raz.
Gdy
w końcu chwyciłam swoją ukochaną Nokię zmarszczyłam brwi widząc
nieznany numer na wyświetlaczu.
– Halo?
– odebrałam niepewnie.
– Cześć
Kinga – odezwał się męski głos po drugiej stronie. Miałam
wrażenie,że skądś go znam – To ja,Tomeu. Pamiętasz mnie chyba?
Przełknęłam
ślinę rozglądając się na boki.
– Tak.
Tak,pamiętam. Po co do mnie dzwonisz? I skąd masz mój numer?
– To
akurat bez znaczenia. A dzwonię do ciebie,bo jesteś naszą ostatnią
nadzieją.
– Dlaczego?
– zdziwiłam się. Spencer zaczynał się niecierpliwić i kręcił
się niespokojnie
– Cóż,od
rozstania z tobą Rafael nie może się pozbierać...
– Przecież
gra świetnie,doszedł do finału! – odparłam z przekonaniem,ale
tak naprawdę nie byłam zaskoczona. Ja sama ledwo sobie z tym
poradziłam.
– Tak,ale
chyba sama wiesz,że na korcie działa to inaczej – Tomeu
odchrząknął. Nadstawiłam ucha na dalsza część – Gdybyś
zobaczyła go na treningu,albo chociaż w hotelu...To nie ten sam
Rafa.
– No
dobrze,ale co ja mam z tym zrobić? – przerwałam mu prosząc
gestem Spencera o trochę wyrozumiałości.
– Chcę...chcemy
żebyś przyjechała na finał – wypalił.
Otworzyłam
usta ze zdziwienia. Że co?!
– Co
proszę? Wszyscy? Nawet Rafael?
– Nie...chodziło
mi o naszą ekipę. Proszę,nie łap mnie za słowa tylko zgódź
się. Nawet sobie nie wyobrażasz co my tu przeżywamy!
– I
mam lecieć przez pół świata żeby uspokoić grupkę ludzi,których
pracodawca zapomniał o Bożym świecie? – powiedziałam z ironią.
– Poniekąd.
Zapłacę ci za wszystko. Ale zrób to. Nie dla nas. Dla niego,jeśli
mimo wszystko wciąż go kochasz.
Wydałam
z siebie pomruk,ale sam nie wiem co to ma znaczyć.
– Nie
zaprzeczaj,że tak nie było. Wiem,że go kochałaś...Więc jak
będzie?
Zapadło
ciężkie milczenie,ale Tomeu nie rozłączał się. Spuściłam
głowę. Nie przejmowałam się już narzekaniami Spencera.
– Zgoda
– odparłam w końcu – Przyjadę.
– Świetnie
– odetchnął z ulgą Tomeu – I naprawdę,nie przejmuj się
kosztami...
– Nie
– przerwałam – Potrzebuję tylko biletu na finał. Sama się
wszystkim zajmę.
– Ok,masz
to jak w banku..Ale nie mów mu,co?
– Jasne.
Niby
jak miałabym to zrobić,skoro nie utrzymywał ze mną kontaktu od
owego wieczora?
– To...do
zobaczenia w niedzielę.
– Taaak,na
razie.
Odetchnęłam
i zamknęłam oczy. W co ja się właściwie wpakowałam? Jak ja się
zachowam?
– KINGO
KOLAT DO JASNEJ CHOLERY,JEŚLI JUŻ SKOŃCZYŁAŚ TE POGADUSZKI
OCZEKUJĘ CIĘ NA TYM KORCIE ZA PIĘĆ SEKUND!!!!
Ups.
Chyba sobie nagrabiłam. Mam tylko nadzieję,że warto.
Ostatni rozdział na obczyźnie. Potem już wszystko wróci do normy :)
Tymczasem zapraszam na pogaduchy dziewczynki :D
Do następnego !
Gatique
No proszę, team Rafy prosi niezastąpioną Kingę o wsparcie psychiczne dla niego, a on ma o tym nic nie wiedzieć. Ciekawa jestem, czy taka niespodzianka wyjdzie mu na dobre. Nie zdziwię się, jak przeczytam w następnym rozdziale z ust Rafy, że mają się nie wtrącać, on się wcale nie załamał i w ogóle, i w szczególe. Czekam z niecierpliwością, co nam tutaj wymyślisz... :)
OdpowiedzUsuńOdpowiedziałam już na Twój komentarz u mnie, a teraz lecę do pogaduszek, skoro zachęcasz :)
Miłego wypoczynku!
Widzę, że nie tylko ja mam słabość do żelek, czekolady i ogólnie słodyczy. One rozumieją, jak nikt inny. Szkoda tylko, że nie zostają całkowicie zużyte, albo tłuszczyk nie wchodzi w wybrane miejsce. ;_; No, nie ważne. Nie widzisz tego, haha.:D
OdpowiedzUsuńA co jeśli Rafa nie będzie chciał jej widzieć? Będzie na nią zły, że go zostawiła bez dania wyjaśnień? Szczerze w to wątpię, bo to on zawinił, nie ona. Więc to Kinga powinna być na niego zła, stroić fochy i wszystko. Uważam, że on nie jest jej wart. ;]
Uhu, powodzenia ze Spencera!
Pozdrawiam, karmeeleq.
Oj tak! Zgadzam się z koleżanką wyżej! Kinga powinna odmówić! Nich sobie Rafa o nią zawalczy, sam se naważył piwa, to niech je teraz pije. ;]
OdpowiedzUsuń