Tekst

środa, 29 lipca 2015

1.19 But you put on quite a show...

Gdy godzinę później weszłam na kort by rozegrać spotkanie,wciąż miałam ślady łez na policzkach. Widmo tej kłótni i nieufności jaką w stosunku do mnie okazał Rafael ciągle widniało mi przed oczami i nie umiałam skutecznie skupić się na grze. Zazwyczaj adrenalina pomaga się włączyć w rywalizację i przemienić ewentualny gniew w sportową energię,ale nie tym razem. Ta sytuacja nijak nie mogła wyzwolić we mnie żądzy zwycięstwa.
Dobrze,że w turniejach Wielkiego Szlema trener nie może wejść na kort i udzielić porady,bo gdyby Spencer to zrobił-a gwarantuję,że zrobiłby to gdyby tylko mógł-porządnie by na mnie nawrzeszczał.
Drugi set był nieco lepszy,doprowadzenie do tie-breaka po pierwszym secie przegranym do dwóch było sukcesem samym w sobie. Jednak nie oszukując się to była tylko i wyłącznie wina Kanepi,która znacząco obniżyła poziom. W tie breaku nie miałam już nic do powiedzenia i przegrałam go do jednego. Od początku meczu byłam z góry pogodzona z porażką.
Odwołałam obie konferencje prasowe wykręcając się urazem barku. Byłam wrakiem samej siebie,ten mecz,mimo że z góry skazałam go na porażkę dodatkowo mnie dobił.
Kinga do jasnej cholery,co się z tobą działo?! – krzyczał Spencer w korytarzu prowadzącym z szatni na zewnątrz.
Przepraszam. Nie jestem teraz w stanie o tym rozmawiać – wymruczałam pod nosem i jak gdyby nigdy nic odeszłam.
W drodze powrotnej męczyły mnie wyrzuty sumienia. Bo co jeśli Rafa naprawdę chciał dla nas dobrze,a ja to zepsułam? Co jeśli byłam skończoną egoistką? Postanowiłam porozmawiać z nim gdy tylko dotrę do hotelu. A jak spotkam na korytarzu Woźniacką to łeb jej urwę!
Jednak Rafa nie był sam. Rozmawiał z kimś. Przystanęłam na chwilę i nadsłuchiwałam rozmowy między nim a-jeśli się nie myliłam-Tomeu Salvą.
Bo ona uważa,że się jej wstydziłem...
A nie jest tak?
Nie.
Ale przecież do tej pory uparcie twierdziłeś,że nie potrafisz sobie wyobrazić związku z kobietą spoza Majorki,a co dopiero z innego kraju!
Bo nie potrafię.
- A jednak... – nagle,sama nie wiedząc jak wtargnęłam do pokoju – Kłamałeś. Przez cały ten czas mnie okłamywałeś. Jak mogłeś mi wmawiać,że mnie kochasz?
Tomeu wyglądał na niezwykle onieśmielonego,a Rafael na zaskoczonego.
Kinga,to nie tak...
A jak?! – ryknęłam ze łzami w oczach – Byłam dla ciebie eksperymentem. Zabaweczką,którą się bawisz będąc w trasie! Nie miałam pojęcia,że możesz być tak bezduszny. Ty,taki dobry i wyrozumiały!
Próbował jeszcze coś powiedzieć,ale nie dał rady. Przeczesał nerwowo palcami włosy i odchylił głowę do tyłu. Tomeu się ulotnił,więc zaczęłam pakować swoje rzeczy. Rafael milczał,aż w końcu bąknął tylko „Przepraszam” i wybiegł z pokoju. Pakowałam swoje rzeczy zalewając się łzami,po czym poszłam do Mariny. Objęła mnie czule widząc w jakim stanie jestem i oznajmiła po prostu:
Lecimy jutro o 7 rano.

*

Tej nocy spałam w pokoju Mariny,zaś ona sama zgodziła się spać dziś razem ze Spencerem (Wreszcie!),chociaż spałam to nie najlepsze określenie. Całą noc przewracałam się z boku na bok nie mogąc powstrzymać myśli. Na samolot wstałam już o trzeciej,zrobiłam sobie kawy i popijałam ją pochlipując. Jakim cudem mężczyzna,którego uważałam za ideał mógł się okazać takim rozczarowaniem?Faceci to jednak świnie.
To nawet było porównywalne z moim poprzednim związkiem,tyle że tamten zakończył się zdradą z kobietą,a ten-z egoizmem. Ukryłam twarz w dłoniach i policzyłam do dziesięciu,a potem zaczęłam po cichu śpiewać.
But you put on quite a show,really had me going,but now it's time to go,curtain's finally closing,that was quite a show,very entertaining,but it's over now
Go on and take a bow. [...]And the award for The Best Lier goes to you-szepnęłam na koniec – Please,what else is on? *

*

Zdawałam sobie oczywiście sprawę,że to było po prostu żałosne,że powinnam być silna i zdecydowana,ale prawda była taka,że jeśli na czymś mi zależało nie potrafiłam powiedzieć sobie :”dość”.Łatwo mi przyszło spławienie Fernando,bo kompletnie mi na nim nie zależało,ale pokochałam Rafaela i nie było to łatwe. Robię coś dla zabawy-robię to bez napięć i stresu,robię coś na poważnie-jestem spięta i zdenerwowana.
Taka już moja skomplikowana kobieca natura.
Około piątej do pokoju wkroczyła Marina. Miała na sobie zielony szlafrok,a włosy niedbale związane w węzeł.
Jak się czujesz? – powiedziała i ziewnęła przeciągle. Wskazłam jej ręką kubek z kawą.
Dzięki – mruknęła siadając na skraju łózka i upijając łyk z drugiego kubka – Więc?
Westchnęłam ciężko wpatrując się w okno.
Okropnie – odwróciłam się w jej stronę – Nie mogłam spać przez całą noc.
Pokiwała głową ze smutkiem.
Powinnam się z tym pogodzić – oznajmiłam po prostu – Nic innego nie mogę zrobić.
A nie chcesz z nim porozmawiać?
Nie ma o czym. Doskonale już wszystko wiem
Jak chcesz. Nie będę ci na siłę dawać rad ani pocieszać – skwitowała.
Samolot wystartował z półgodzinnym opóźnieniem doprowadzając mnie przy okazji do szału. Chciałam jak najszybciej opuścić to miasto,które przysporzyło mi tak wielu problemów. Zdążyłam przynajmniej opowiedzieć o wszystkim Marinie. Spencer,jak zwykle zresztą wracał do siebie innym samolotem,a my dwie miałyśmy szansę na przeprowadzenie poważnej rozmowy. Opowiedziałam jej więc o całej sytuacji. Tym razem spojrzała na wszystko pod kątem zawodowym.
Musisz się jak najszybciej pozbierać,bo nie będziesz w stanie trenować w przyszłym tygodniu!
W następną środę leciałam do Londynu,żeby potrenować ze Spencerem w ośrodku,w którym pracuje. Stwierdził,że ma ze mną dużo roboty,więc nie było czasu do stracenia.
Wiem. Dojdę do siebie – obiecałam – A tak z ciekawości,zamierzasz się pojawić?
Prawdopodobnie tak. Sama rozumiesz,nie mamy za dużo czasu żeby pobyć ze sobą sam na sam – powiedziała z lekkim zawstydzeniem – No i nie mam nic do roboty.
Robi się ciekawie – uśmiechnęłam się lekko i założyłam na uszy słuchawki pogrążając się w „Take a bow”,piosence przy której pogrążałam się w rozpaczy tego samego ranka.

Lot przebiegł bez większych komplikacji,mimo że potwornie się dłużył. W końcu,kiedy dotknęłam polskiej ziemi byłam najszczęśliwszą osobą na świecie,wolną od zgiełku i chaosu Nowego Jorku i mojego własnego życia.

*Odwaliłeś niezłą szopkę,naprawdę się przejęłam. Ale czas już iść. Kurtyna się opuszcza. To było kompletne przedstawienie. Bardzo zabawne, ale nadszedł koniec. Idź i ukłoń się. […] Nagroda dla Najlepszego Kłamcy wędruje do Ciebie,proszę,coś jeszcze?

Dorwało się dziecko do Internetu i jest rozdział hahaha :D
Karmelku nie wiem jakim cudem w komentarzach do poprzednich rozdziałów rozszyfrowałaś wszystko jak będzie. Wiedźmy same tu są !
Piosenka "Take a bow" oczywiście jest Rihanny. Pobawiłam się dzisiaj w szaloną z tytułami piosenek w rodziałach :D
Nie wiem kiedy następny, bo ciągle jestem za granicą, ale wszystko wróci do normy od 6 sierpnia.
Jeszcze troszkę i koniec 1 części. 
Do następnego !
Gatique

3 komentarze:

  1. Ja też nie wiem. To się samo stało. Po prostu wystukałam. :D
    Jestem załamana, bo nie wygrałam audycji, a się starałam. Taa, płyta jednego z moich ulubionych zespołów przeszła mi koło nosa. I pomyśleć, że wygrała dziewczyna, która miała już jedną płytę i dodatek, a organizator dał to jej, aby miała komplet. Ugh, sprawiedliwe, nie ma co. W każdym razie ja nie o tym chciałam.
    Nastrój Kingi idealnie wpasowuje się w mój. Tylko ja w sumie nie mam o co być przygnębiona, ale mimo wszystko.
    Od początku nie miałam zaufania, co do Rafy. Jakieś dziwne mi się to wszystko wydawało. :c
    Przegrała? Tak sądziłam. Nikt, ale to nikt, nie dałby rady tak szybko się pozbierać. No, przynajmniej nie znam tak silnej osoby. :c
    Pozdrawiam, karmeeleq.
    PS. Udanych wakacji! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna Kinga ;[ Nosz kurde, Rafa, ty mnie nie wkurzaj! Oby wszystko się ułożyło ;]

    OdpowiedzUsuń
  3. No i jestem z powrotem :) Dużo mnie nie ominęło, bo też widzę, że wybrałaś się gdzieś odpocząć ;) Ja wytrwałam w postanowieniu i dwa tygodnie nie otwierałam Internetu w komórce. W końcu w roamingu trochę to kosztuje, a i za hotelowe Wi-Fi chcieli jak za zboże.
    No dobra, do rzeczy!
    Ehh, ten Rafa, co za facet z niego! Tak się obrazić, że się ludzie dowiedzieli! Tak, to prawda, że była umowa, że to na razie tajemnica i Kinga niepotrzebnie wygadała to Caroline, temu informatorowi, który chce zostać anonimowy! No i proste - załamka, przegrana... i co dalej??? Czekam z niecierpliwością! Dobrze, że niedługo wracasz, bo nie zniosłabym tego, gdybyś w tym momencie zrobiła dłuższą przerwę ;)
    U mnie kolejny rozdział będzie we wtorek, więc zapraszam, jeśli złamałaś hasło do Wi-Fi, hakerko jedna! ;D

    OdpowiedzUsuń