Gdy godzinę później weszłam
na kort by rozegrać spotkanie,wciąż miałam ślady łez na
policzkach. Widmo tej kłótni i nieufności jaką w stosunku do mnie
okazał Rafael ciągle widniało mi przed oczami i nie umiałam
skutecznie skupić się na grze. Zazwyczaj adrenalina pomaga się
włączyć w rywalizację i przemienić ewentualny gniew w sportową
energię,ale nie tym razem. Ta sytuacja nijak nie mogła wyzwolić we
mnie żądzy zwycięstwa.
Dobrze,że w turniejach
Wielkiego Szlema trener nie może wejść na kort i udzielić
porady,bo gdyby Spencer to zrobił-a gwarantuję,że zrobiłby to
gdyby tylko mógł-porządnie by na mnie nawrzeszczał.
Drugi set był nieco
lepszy,doprowadzenie do tie-breaka po pierwszym secie przegranym do
dwóch było sukcesem samym w sobie. Jednak nie oszukując się to
była tylko i wyłącznie wina Kanepi,która znacząco obniżyła
poziom. W tie breaku nie miałam już nic do powiedzenia i przegrałam
go do jednego. Od początku meczu byłam z góry pogodzona z porażką.
Odwołałam obie konferencje
prasowe wykręcając się urazem barku. Byłam wrakiem samej
siebie,ten mecz,mimo że z góry skazałam go na porażkę dodatkowo
mnie dobił.
– Kinga do jasnej cholery,co
się z tobą działo?! – krzyczał Spencer w korytarzu prowadzącym
z szatni na zewnątrz.
– Przepraszam. Nie jestem
teraz w stanie o tym rozmawiać – wymruczałam pod nosem i jak
gdyby nigdy nic odeszłam.
W drodze powrotnej męczyły
mnie wyrzuty sumienia. Bo co jeśli Rafa naprawdę chciał dla nas
dobrze,a ja to zepsułam? Co jeśli byłam skończoną egoistką?
Postanowiłam porozmawiać z nim gdy tylko dotrę do hotelu. A jak
spotkam na korytarzu Woźniacką to łeb jej urwę!
Jednak Rafa nie był sam.
Rozmawiał z kimś. Przystanęłam na chwilę i nadsłuchiwałam
rozmowy między nim a-jeśli się nie myliłam-Tomeu Salvą.
– Bo ona uważa,że się jej
wstydziłem...
– A nie jest tak?
– Nie.
– Ale przecież do tej pory
uparcie twierdziłeś,że nie potrafisz sobie wyobrazić związku z
kobietą spoza Majorki,a co dopiero z innego kraju!
– Bo nie potrafię.
- A jednak... – nagle,sama nie
wiedząc jak wtargnęłam do pokoju – Kłamałeś. Przez cały ten
czas mnie okłamywałeś. Jak mogłeś mi wmawiać,że mnie kochasz?
Tomeu wyglądał na niezwykle
onieśmielonego,a Rafael na zaskoczonego.
– Kinga,to nie tak...
– A jak?! – ryknęłam ze
łzami w oczach – Byłam dla ciebie eksperymentem. Zabaweczką,którą
się bawisz będąc w trasie! Nie miałam pojęcia,że możesz być
tak bezduszny. Ty,taki dobry i wyrozumiały!
Próbował jeszcze coś
powiedzieć,ale nie dał rady. Przeczesał nerwowo palcami włosy i
odchylił głowę do tyłu. Tomeu się ulotnił,więc zaczęłam
pakować swoje rzeczy. Rafael milczał,aż w końcu bąknął tylko
„Przepraszam” i wybiegł z pokoju. Pakowałam swoje rzeczy
zalewając się łzami,po czym poszłam do Mariny. Objęła mnie
czule widząc w jakim stanie jestem i oznajmiła po prostu:
– Lecimy jutro o 7 rano.
*
Tej nocy spałam w pokoju
Mariny,zaś ona sama zgodziła się spać dziś razem ze Spencerem
(Wreszcie!),chociaż spałam to nie najlepsze określenie. Całą noc
przewracałam się z boku na bok nie mogąc powstrzymać myśli. Na
samolot wstałam już o trzeciej,zrobiłam sobie kawy i popijałam ją
pochlipując. Jakim cudem mężczyzna,którego uważałam za ideał
mógł się okazać takim rozczarowaniem?Faceci to jednak świnie.
To nawet było porównywalne z
moim poprzednim związkiem,tyle że tamten zakończył się zdradą z
kobietą,a ten-z egoizmem. Ukryłam twarz w dłoniach i policzyłam
do dziesięciu,a potem zaczęłam po cichu śpiewać.
– But
you put on quite a show,really had me going,but now it's time to
go,curtain's finally closing,that was quite a show,very
entertaining,but it's over now
Go on and take a bow. [...]And the award for The Best Lier goes to you-szepnęłam na koniec – Please,what else is on? *
Go on and take a bow. [...]And the award for The Best Lier goes to you-szepnęłam na koniec – Please,what else is on? *
*
Zdawałam
sobie oczywiście sprawę,że to było po prostu żałosne,że
powinnam być silna i zdecydowana,ale prawda była taka,że jeśli na
czymś mi zależało nie potrafiłam powiedzieć sobie :”dość”.Łatwo
mi przyszło spławienie Fernando,bo kompletnie mi na nim nie
zależało,ale pokochałam Rafaela i nie było to łatwe. Robię coś
dla zabawy-robię to bez napięć i stresu,robię coś na
poważnie-jestem spięta i zdenerwowana.
Taka
już moja skomplikowana kobieca natura.
Około
piątej do pokoju wkroczyła Marina. Miała na sobie zielony
szlafrok,a włosy niedbale związane w węzeł.
– Jak
się czujesz? – powiedziała i ziewnęła przeciągle. Wskazłam
jej ręką kubek z kawą.
– Dzięki
– mruknęła siadając na skraju łózka i upijając łyk z
drugiego kubka – Więc?
Westchnęłam
ciężko wpatrując się w okno.
– Okropnie
– odwróciłam się w jej stronę – Nie mogłam spać przez całą
noc.
Pokiwała
głową ze smutkiem.
– Powinnam
się z tym pogodzić – oznajmiłam po prostu – Nic innego nie
mogę zrobić.
– A
nie chcesz z nim porozmawiać?
– Nie
ma o czym. Doskonale już wszystko wiem
– Jak
chcesz. Nie będę ci na siłę dawać rad ani pocieszać –
skwitowała.
Samolot
wystartował z półgodzinnym opóźnieniem doprowadzając mnie przy
okazji do szału. Chciałam jak najszybciej opuścić to miasto,które
przysporzyło mi tak wielu problemów. Zdążyłam przynajmniej
opowiedzieć o wszystkim Marinie. Spencer,jak zwykle zresztą wracał
do siebie innym samolotem,a my dwie miałyśmy szansę na
przeprowadzenie poważnej rozmowy. Opowiedziałam jej więc o całej
sytuacji. Tym razem spojrzała na wszystko pod kątem zawodowym.
– Musisz
się jak najszybciej pozbierać,bo nie będziesz w stanie trenować w
przyszłym tygodniu!
W następną środę leciałam do Londynu,żeby potrenować ze Spencerem w ośrodku,w którym pracuje. Stwierdził,że ma ze mną dużo roboty,więc nie było czasu do stracenia.
W następną środę leciałam do Londynu,żeby potrenować ze Spencerem w ośrodku,w którym pracuje. Stwierdził,że ma ze mną dużo roboty,więc nie było czasu do stracenia.
– Wiem.
Dojdę do siebie – obiecałam – A tak z ciekawości,zamierzasz
się pojawić?
– Prawdopodobnie
tak. Sama rozumiesz,nie mamy za dużo czasu żeby pobyć ze sobą sam
na sam – powiedziała z lekkim zawstydzeniem – No i nie mam nic
do roboty.
– Robi
się ciekawie – uśmiechnęłam się lekko i założyłam na uszy
słuchawki pogrążając się w „Take a bow”,piosence przy której
pogrążałam się w rozpaczy tego samego ranka.
Lot
przebiegł bez większych komplikacji,mimo że potwornie się dłużył.
W końcu,kiedy dotknęłam polskiej ziemi byłam najszczęśliwszą
osobą na świecie,wolną od zgiełku i chaosu Nowego Jorku i mojego
własnego życia.
*Odwaliłeś niezłą szopkę,naprawdę się przejęłam. Ale czas już iść. Kurtyna się opuszcza. To było kompletne przedstawienie. Bardzo zabawne, ale nadszedł koniec. Idź i ukłoń się. […] Nagroda dla Najlepszego Kłamcy wędruje do Ciebie,proszę,coś jeszcze?
Dorwało się dziecko do Internetu i jest rozdział hahaha :D
Karmelku nie wiem jakim cudem w komentarzach do poprzednich rozdziałów rozszyfrowałaś wszystko jak będzie. Wiedźmy same tu są !
Piosenka "Take a bow" oczywiście jest Rihanny. Pobawiłam się dzisiaj w szaloną z tytułami piosenek w rodziałach :D
Nie wiem kiedy następny, bo ciągle jestem za granicą, ale wszystko wróci do normy od 6 sierpnia.
Jeszcze troszkę i koniec 1 części.
Do następnego !
Gatique
Ja też nie wiem. To się samo stało. Po prostu wystukałam. :D
OdpowiedzUsuńJestem załamana, bo nie wygrałam audycji, a się starałam. Taa, płyta jednego z moich ulubionych zespołów przeszła mi koło nosa. I pomyśleć, że wygrała dziewczyna, która miała już jedną płytę i dodatek, a organizator dał to jej, aby miała komplet. Ugh, sprawiedliwe, nie ma co. W każdym razie ja nie o tym chciałam.
Nastrój Kingi idealnie wpasowuje się w mój. Tylko ja w sumie nie mam o co być przygnębiona, ale mimo wszystko.
Od początku nie miałam zaufania, co do Rafy. Jakieś dziwne mi się to wszystko wydawało. :c
Przegrała? Tak sądziłam. Nikt, ale to nikt, nie dałby rady tak szybko się pozbierać. No, przynajmniej nie znam tak silnej osoby. :c
Pozdrawiam, karmeeleq.
PS. Udanych wakacji! :)
Biedna Kinga ;[ Nosz kurde, Rafa, ty mnie nie wkurzaj! Oby wszystko się ułożyło ;]
OdpowiedzUsuńNo i jestem z powrotem :) Dużo mnie nie ominęło, bo też widzę, że wybrałaś się gdzieś odpocząć ;) Ja wytrwałam w postanowieniu i dwa tygodnie nie otwierałam Internetu w komórce. W końcu w roamingu trochę to kosztuje, a i za hotelowe Wi-Fi chcieli jak za zboże.
OdpowiedzUsuńNo dobra, do rzeczy!
Ehh, ten Rafa, co za facet z niego! Tak się obrazić, że się ludzie dowiedzieli! Tak, to prawda, że była umowa, że to na razie tajemnica i Kinga niepotrzebnie wygadała to Caroline, temu informatorowi, który chce zostać anonimowy! No i proste - załamka, przegrana... i co dalej??? Czekam z niecierpliwością! Dobrze, że niedługo wracasz, bo nie zniosłabym tego, gdybyś w tym momencie zrobiła dłuższą przerwę ;)
U mnie kolejny rozdział będzie we wtorek, więc zapraszam, jeśli złamałaś hasło do Wi-Fi, hakerko jedna! ;D