Jeśli
Spencer się wściekł,gdy rozmawiałam prze telefon pół
treningu,to mówiąc że natychmiast muszę wrócić do Nowego Jorku
wpędziłam go w szał. Nie żartuję. Pierwszy raz od pięciu lat
widzę go tak rozjuszonego.
– Naprawdę
nie rozumiem o co ci chodzi – dziwiłam się raz po raz –
Przecież to moja decyzja. To ja opuszczam treningi.
– Racja.
Ale to ja później słyszę narzekania jak przegrasz mecz –
odpowiadał – Wiesz doskonale,że wolę zrobić coś raz a dobrze.
– Wiem
o tym – jęknęłam – Ale to naprawdę poważna sytuacja. Po
prostu muszę to zrobić...I czy ja kiedykolwiek nie nadrabiałam
potem treningów?
Westchnął
z braku dalszych argumentów.
– Dobrze.
Wygrałaś. Ale potem naprawdę trzeba się wziąć ostro do roboty!
– Jasne.
Tym razem nie zawiodę!
Marina
miała mi załatwić bilety,jednak okazało się,że to nie takie
proste załatwić bilet w dwie strony na niedzielę przy założeniu,że
mamy piątek.
– Kinga,przykro
mi – powiedziała gdy po raz setny chyba sprawdzała wolne loty –
To po prostu niemożliwe.
Jęknęłam
i schowałam twarz w poduszkę.
– Muszę
się tam dostać!
– Mówiłaś
zdaje się,że Tomeu proponował ci bilety...
– No
tak. Ale wyszłabym na idiotkę gdybym zmieniła teraz zdanie.
– Nie
masz teraz innego wyjścia – powiedziała stanowczo.
– Wiem
– jęknęłam przeciągle – Ale zrozum,naprawdę nie mogę!
– Więc
przykro mi,ale nic nie mogę już poradzić – powiedziała
zrezygnowana przytykając palce do skroni.
– No
to po mnie...
Siedziałyśmy
w milczeniu dobrą chwilę,gdy Marina doznała nagłego olśnienia.
– Wiem!
Przecież możesz wykorzystać sponsorów!
Rozszerzyłam
oczy ze zdumienia.
– Naprawdę?
– Serio.
Zaraz tam dzwonię i każę przygotować samolot.
– Jesteś
cudowna! – pisnęłam i objęłam ją za szyję.
– Tak,być
może – wychrypiała – Ale proszę,zabierz ręce bo mnie udusisz!
*
Marina
jest genialna. Załatwiła mi ten lot. Wprawdzie nie bez
problemów,ale liczy się. Problem się rozwiązał,ale w dalszym
ciągu nie wiem jak powinnam się zachować w stosunku do Rafaela.
Chyba powinnam przeprosić...chociaż to właściwie on ponosi winę
za większość. Ach,sama już nie wiem!
Kocham
go. Wiem o tym. Ale mimo to nie jestem pewna czy chcę walczyć. Bo
co jeśli przegram?
Wiem
na pewno,że jeśli on mnie nie przeprosi nie będę miała do czego
wracać. Tak. Jeśli mnie przeprosi,wtedy będę się martwić o
swoje kwestie.
A
jeśli nie..?
Dość
do cholery!Czy ja zawsze muszę się tak przejmować wszystkim na
czym mi zależy?Czemu nie umiem powiedzieć sobie stop,skoro
przychodzi mi to tak łatwo z innymi rzeczami?
Dosyć
myślenia o przyszłości. Żyjmy teraźniejszością.
Przepraszam,że taki króciutki, ale to już przedostatni w tej części, więc musiałam jakoś podzielić.
Do następnego!
Gatique
Kinga, nie ma się nad czym zastanawiać. Możesz go dalej kochać i jednocześnie być zła na niego. On zawinił, nie ty. To normalne, że nie chciałaś już dłużej ukrywać swojego związku i postąpiłaś tak, a nie inaczej. W zasadzie to wymsknęło Ci się przez przypadek, aby utrzeć nosa tej jędzy, ale mimo wszytko nie powinno być żadnego ukrywania związku! Powinnaś pojechać tam i czekać, aż on wykona pierwszy ruch. No tak, on. Jestem całkowicie pewna, że to zrobi, nie ma się o co martwić.
OdpowiedzUsuńUwielbiam Spencera, no po prostu Go kocham! Jest taki stanowczy, ale uległy (?) jednocześnie, że inaczej się nie da. Wie, kiedy odpuścić, jak i również nie odpuszczać. Idealny trener! :D
Tak samo Marina. Niezawodna menadżerka. Ją też kocham. Tylko nie ładnie tak wykorzystywać sponsorów, haha. Żartuję. W końcu po coś są! ;3
Cieszę się, że jest tu ta dwójka. A jeszcze bardziej uszczęśliwia mnie to, że są parą! Najlepsi! ♥
Koniec części? Ale to szybciutko zleciało, o jejciu.
Ja już zmykam.
Pozdrawiam, karmeeleq.:)