Tekst

piątek, 7 sierpnia 2015

1.21 Żyjmy teraźniejszością

Jeśli Spencer się wściekł,gdy rozmawiałam prze telefon pół treningu,to mówiąc że natychmiast muszę wrócić do Nowego Jorku wpędziłam go w szał. Nie żartuję. Pierwszy raz od pięciu lat widzę go tak rozjuszonego.
Naprawdę nie rozumiem o co ci chodzi – dziwiłam się raz po raz – Przecież to moja decyzja. To ja opuszczam treningi.
Racja. Ale to ja później słyszę narzekania jak przegrasz mecz – odpowiadał – Wiesz doskonale,że wolę zrobić coś raz a dobrze.
Wiem o tym – jęknęłam – Ale to naprawdę poważna sytuacja. Po prostu muszę to zrobić...I czy ja kiedykolwiek nie nadrabiałam potem treningów?
Westchnął z braku dalszych argumentów.
Dobrze. Wygrałaś. Ale potem naprawdę trzeba się wziąć ostro do roboty!
Jasne. Tym razem nie zawiodę!
Marina miała mi załatwić bilety,jednak okazało się,że to nie takie proste załatwić bilet w dwie strony na niedzielę przy założeniu,że mamy piątek.
Kinga,przykro mi – powiedziała gdy po raz setny chyba sprawdzała wolne loty – To po prostu niemożliwe.
Jęknęłam i schowałam twarz w poduszkę.
Muszę się tam dostać!
Mówiłaś zdaje się,że Tomeu proponował ci bilety...
No tak. Ale wyszłabym na idiotkę gdybym zmieniła teraz zdanie.
Nie masz teraz innego wyjścia – powiedziała stanowczo.
Wiem – jęknęłam przeciągle – Ale zrozum,naprawdę nie mogę!
Więc przykro mi,ale nic nie mogę już poradzić – powiedziała zrezygnowana przytykając palce do skroni.
No to po mnie...
Siedziałyśmy w milczeniu dobrą chwilę,gdy Marina doznała nagłego olśnienia.
Wiem! Przecież możesz wykorzystać sponsorów!
Rozszerzyłam oczy ze zdumienia.
Naprawdę?
Serio. Zaraz tam dzwonię i każę przygotować samolot.
Jesteś cudowna! – pisnęłam i objęłam ją za szyję.
Tak,być może – wychrypiała – Ale proszę,zabierz ręce bo mnie udusisz!

*

Marina jest genialna. Załatwiła mi ten lot. Wprawdzie nie bez problemów,ale liczy się. Problem się rozwiązał,ale w dalszym ciągu nie wiem jak powinnam się zachować w stosunku do Rafaela. Chyba powinnam przeprosić...chociaż to właściwie on ponosi winę za większość. Ach,sama już nie wiem!
Kocham go. Wiem o tym. Ale mimo to nie jestem pewna czy chcę walczyć. Bo co jeśli przegram?
Wiem na pewno,że jeśli on mnie nie przeprosi nie będę miała do czego wracać. Tak. Jeśli mnie przeprosi,wtedy będę się martwić o swoje kwestie.
A jeśli nie..?
Dość do cholery!Czy ja zawsze muszę się tak przejmować wszystkim na czym mi zależy?Czemu nie umiem powiedzieć sobie stop,skoro przychodzi mi to tak łatwo z innymi rzeczami?
Dosyć myślenia o przyszłości. Żyjmy teraźniejszością.

Przepraszam,że taki króciutki, ale to już przedostatni w tej części, więc musiałam jakoś podzielić. 
Do następnego!
Gatique

1 komentarz:

  1. Kinga, nie ma się nad czym zastanawiać. Możesz go dalej kochać i jednocześnie być zła na niego. On zawinił, nie ty. To normalne, że nie chciałaś już dłużej ukrywać swojego związku i postąpiłaś tak, a nie inaczej. W zasadzie to wymsknęło Ci się przez przypadek, aby utrzeć nosa tej jędzy, ale mimo wszytko nie powinno być żadnego ukrywania związku! Powinnaś pojechać tam i czekać, aż on wykona pierwszy ruch. No tak, on. Jestem całkowicie pewna, że to zrobi, nie ma się o co martwić.
    Uwielbiam Spencera, no po prostu Go kocham! Jest taki stanowczy, ale uległy (?) jednocześnie, że inaczej się nie da. Wie, kiedy odpuścić, jak i również nie odpuszczać. Idealny trener! :D
    Tak samo Marina. Niezawodna menadżerka. Ją też kocham. Tylko nie ładnie tak wykorzystywać sponsorów, haha. Żartuję. W końcu po coś są! ;3
    Cieszę się, że jest tu ta dwójka. A jeszcze bardziej uszczęśliwia mnie to, że są parą! Najlepsi! ♥
    Koniec części? Ale to szybciutko zleciało, o jejciu.
    Ja już zmykam.
    Pozdrawiam, karmeeleq.:)

    OdpowiedzUsuń