Tekst

wtorek, 25 sierpnia 2015

2.3 Jedna na milion.

Nazajutrz odbyło się tradycyjne losowanie drabinki przez ubiegłorocznych zwycięzców,więc ja i Rafa musieliśmy obowiązkowo się stawić. Było dość przyjemnie,obyło się bez nadmiernej ilości paparazzich,których najwyraźniej nudził już nasz związek i postanowili znaleźć sobie inny cel. A nawet jeśli to kto by się nimi przejmował?Już dawno nauczyłam się żyć ciągle "na celowniku".
Tym razem byłam w turnieju rozstawiona z numerem 3 po kończącym sezon turnieju w Stambule(w którym zagrałam zresztą w ćwierćfinale) i z pomocą rywalek,które nie spisały się dobrze nie broniąc tylu punktów ile powinny. Nigdy w życiu nie spodziewałabym się tak ogromnego awansu w przeciągu roku. Marzę teraz jedynie żeby utrzymać tą pozycję,gdyż obrona tytułów to nie lada wyzwanie. Zwłaszcza takich. Wywalczonych praktycznie tydzień po tygodniu. Mission impossible.
Cóż,może mój awans nie szokuje aż tak jak w przypadku Woźniackiej,która w październiku została liderką rankingu. Nie,nie żartuję. To prawda,ale nikt niech nie waży się mnie pytać:Jak?Sama się nad tym zastanawiam. Na pocieszenie dodam jednak,że na tym stanowisku nie jest mile widziana. Dostaję dużo maili i komentarzy na portalach,z których jasno wynika że ludzie woleliby żebym to ja zajmowała fotel liderki. To miłe z ich strony. Nawet nie wiedzą,jak bardzo mnie to satysfakcjonuje. Nie mogę się doczekać aż się spotkamy. Wciąż tak właściwie nie odpłaciłam jej się za to,że wygadała mediom o naszym związku. Rzucenie paru zjadliwych uwag to za mało by w pełni się zemścić. Ciekawe jak Caroline "jestem numerem jeden na świecie zupełnie przez przypadek" Woźniacki poradzi sobie w turnieju i jakie kiczowate wdzianko przywdzieje tym razem(na Australian Open miała coś pomiędzy trykotem baletnicy i abażurem od lampy).
Oficjalnie turniej rozpoczyna się w niedzielę,jednak ani ja ani Rafael nie gramy w pierwszy dzień. Zazwyczaj pierwszy dzień turnieju należy do tych rozstawionych z numerami niższymi niż pierwsza dziesiątka. Prawdziwa rywalizacja zaczyna się zatem dopiero od poniedziałku.
Nie twierdzę tym samym,że oni są z góry skazani na porażkę. Nie. Najlepszym tego przykładem jestem ja sama. Wielu z nich-nas-sprawia niespodzianki eliminując tego albo tamtego i dochodząc nawet nierozstawionym do ćwierćfinałów czy nawet dalej,ale nie czarujmy się-zwłaszcza w męskim tenisie zbyt wielkich szans na zwycięstwo nie mają. Szansa na to to dajmy 1:100.
A jeden na milion wygrywa turniej...

*

O pojedynkach rozstawionych z najwyższymi numerami zprzeciwko kwalifikantom w pierwszych rundach Wielkiego Szlema można powiedzieć wszystko,tylko nie to,że są wyrównane. Jest taki stereotyp,twierdzący że pierwsze mecze są najgorsze i najcięższe. Bo to wejście w turniej,przystosowanie się do nawierzchni,temperatury,strefy czasu i innych takich których nie chce mi się nawet wymieniać. Ale prawda jest taka,że tylko w tej rundzie możesz przetestować swoje przygotowanie fizyczne i psychiczne przed dwoma tygodniami walki. Bo gdzie indziej dostaniesz taką okazję?
W pierwszej rundzie zagrałam z Dominguez Lino i zbytnio się nie namęczyłam,bowiem ta była tak spięta,że przez cały mecz popełniała błędy a ja konsekwentnie je egzekwowałam,więc wygrałam 6:3,6:3.Tyle jeśli chodzi o ciężkie pierwsze rundy,przynajmniej w kobiecym tenisie.
Rafael potwierdza bowiem ten stereotyp. W pierwszej rundzie grał z mierzącym ponad dwa metry wzrostu i dysponującym potężnym serwisem Johnem Isnerem. Była to chyba najcięższa pierwsza runda w jego karierze.
Pierwszego seta wygrał po dość wyrównanej walce do 4,jednak przegrał dwa następne w tiebreakach (doprowadzając mnie przy okazji do stanu przedzawałowego).Ostatecznie zdołał jednak przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i zwyciężyć do dwóch i czterech w następnych. Martwiłam się o jego dyspozycję w późniejszych fazach,ale on stwierdził że jest do tego przyzwyczajony .Poza tym bardzo chciał bym to ja pomogła mu wrócić do formy.
Już to widzę.
Kolejne dni mijały nam w zasadzie tak samo jak pierwszy:jednego dnia graliśmy,w drugi odpoczywaliśmy,jeździliśmy między hotelem,kortami i centrum Paryża odwiedzając restauracje i oglądając zabytki. Dzień jak co dzień dla tenisisty. Mieliśmy jednak bardzo mało czasu dla siebie-mając na głowie całą rodzinę Rafaela ciężko było chociażby myśleć o intymności. Trochę mi to doskwierało,bo mając przy sobie tak idealnego mężczyznę nie sposób było nie ulegać pożądaniu. Z drugiej jednak strony zżyliśmy się ze sobą umacniając łączące nas wszystkich więzy i było to naprawdę bardzo fajne uczucie.
Czułam się jak członkini bardzo wyjątkowej i cennej elity-rodziny.

*

Dobrze szło mi w turnieju. Do czwartej rundy doszłam pokonując Sabinę Lisicką i Anastasię Rodionovą. Nie można tego niestety powiedzieć o cudownej liderce rankingu,która odpadła już w trzeciej rundzie i mogę stwierdzić,że(chlubnie lub tez nie) się do tego przyczyniłam.
Podczas codziennego porannego treningu korty są zajmowane przez wielu różnych tenisistów i przysługuje nam wyłącznie godzina lub dwie. Tak się niestety złożyło,że po moim treningu(Rafa trenuje osobno,wymóg Toniego) swój trening miała odbywać Caroline.
Gdy schodziłam z kortu mijała mnie z irytującym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy. Minęła mnie bez słowa,jednak kiedy znalazła się za mną rzuciła:
Co u ciebie słychać,Kinga?Jak tam twój perfekcyjny związek?
Przystanęłam,ale nie dałam się sprowokować,chociaż mogłam z łatwością zmieść jej ten uśmieszek z twarzy.
Czyli jednak nie jest tak perfekcyjny,co?
Jej kroki odbijały się echem w pustym korytarzu,gdy się zbliżała.
Czyżby Rafael już się tobą znudził?
Na jakiej podstawie tak sądzisz? – odparłam zimno.
Prychnęła.
Prosze cię. Obydwie dobrze wiemy,że wasz związek nie ma przyszłości. Za bardzo się różnicie.
Auć!
Stała teraz tuż obok mnie
Oczywiście zakładając,że puszczanie się z nim dla kasy podczas turnieju można nazwać związkiem...
Teraz to już przesadziła. Obróciłam się gwałtownie w jej stronę i cisnęłam w jej twarz wodą z odkręconej butelki. Zachłysnęła się zaskoczona.
Ty kłamliwa mała szmato!Myślisz,że jestem z nim dla jego pieniędzy?!Co ty o mnie wiesz,żeby tak mnie oceniać?!Myślisz,że jak mnie sprowokujesz to z nim zerwę?!Jesteś tylko pustą egoistyczną lalunią głodną sławy i bogactwa!On nigdy,zapamiętaj to sobie:NIGDY nie będzie chciał być z kimś takim jak ty!I chociażbyś nie wiem jak chciała to i tak ze mną nie wygrasz!
Zostawiłam ją oniemiałą i ociekającą wodą i ruszyłam przed siebie. Pędziłam z taką prędkością,że mogłabym z łatwością kogoś staranować. Nie zważałam nawet na to,że torba z rakietami boleśnie obijała się o moje biodro. Wpadłam do szatni i od razu poszłam pod prysznic rzucając wszystko na podłogę. Całe szczęście,że nikogo w niej nie było. Oblałam się zimną wodą krzywiąc się z zimna. Rafa zawsze bierze taki prysznic przed meczem i prawdopodobnie lepiej mu się wtedy myśli na korcie,więc dlaczego ze mną miałoby być inaczej?
Wiele razy już mnie zdenerwowała,zwłaszcza w Nowym Jorku w zeszłym roku,ale to był już szczyt wszystkiego. Nienawidzę jej. Po prostu jej nienawidzę. Dlaczego nie potrafi zrozumieć,że Rafael kocha mnie,a nie ją?Czyżby tak mocno go kochała,że nie potrafiła odpuścić?
Wątpię.
Niech sobie w końcu znajdzie kogoś innego. Na jej miejscu już bym to zrobiła. Chociaż nie,będąc nią byłoby trudno. Ale przynajmniej bym spróbowała. Nie jestem z tych co łatwo się poddają.
Traciłam powoli czucie w nogach a zęby szczękały mi z zimna,więc zdecydowałam się wyjść i zostawić wszelkie negatywne emocje w tej lodowatej wodzie.
Jak to mawia Toni,zachowaj una buena cara,dobrą minę i nie przejmuj się innymi. Właśnie to zmierzałam teraz zrobić.

*

Hej kochanie! – Gisela obdarzyła mnie promiennym uśmiechem i zamknęła w ciasnym uścisku gdy tylko zobaczyła że się zbliżam – Tyle czasu cię nie widziałam!
Prawda?Pierwszy tydzień French Open się kończy a my spotykamy się dopiero teraz – zaśmiałam się mimo woli.
Spotkałyśmy się w jadalni dla zawodników na lunchu. Każdy kompleks kortów,na którym odbywa się Wielki Szlem ma coś takiego. To dobra rzecz,bo nie musisz nieustannie kursować między kortami hotelem i restauracjami .A w dodatku jedzenie jest tam naprawdę smaczne i przystosowane ściśle do diety tenisisty.
Bywa – westchnęła – Ciężki w tym roku ten turniej
Nie narzekaj. Mogło być gorzej
Łatwo ci mówić. Jesteś rozstawiona z trójką...
A twoja trzydziestka to źle?
Dobra,masz mnie – skapitulowała – I tak zrobiłam znaczący postęp.
Uśmiechnęłam się jedynie tryumfująco. Zamówiłyśmy sobie na lunch po sałatce i zaczęłyśmy plotkować. Opowiedziałam jej o sytuacji z Woźniacki.
Suka – skomentowała – Tępa,złośliwa suka.
Cały czas to powtarzam. Ma niezły tupet. Myśli,że jest nie wiadomo kim...
Wielka mi liderka,takich jak ona to historia już nie pamięta – zrobiła parę wymownych gestów pokazujących jak sława uderzyła naszej Karolince do głowy. Za każdym razem chichotałam złośliwie,bo podobały mi się jej sugestie. Tego mi było potrzeba. Wyluzowania u boku przyjaciółki,ach cóż za świetna terapia.
Zauważyłam,że włosy nieco jej urosły. Uczesała się w grubego warkocza,którego koniec sięgał znacząco za jej ramię. Wyglądała naprawdę ładnie.
Dobra,nie gadajmy już o niej,bo szkoda mi powietrza – stwierdziłam – Powiedz lepiej co u ciebie?
Spuściła głowę i zaczęła bawić się widelcem. Po chwili na jej twarz wypłynął leniwy uśmiech.
Hej – zagadnęłam uśmiechając się szeroko – Co to za mina?Czy ja o czymś nie wiem?
Podniosła głowę i opuściła kąciki ust,ale mimo to uśmiech wciąż nie znikał z jej twarzy. Wyglądała teraz jakby przypomniała sobie coś zabawnego.
Właściwie... – zaczęła – To jeszcze nic się nie wydarzyło.
Jak to? – zdziwiłam się – To skąd ten dobry nastrój?
Przygryzła wargę i spojrzała w górę rozmarzonym wzrokiem a potem oznajmiła:
Juan chce żebyśmy pojechali razem na wakacje!
Och,to cudownie – szczerze się ucieszyłam – Gdzie?
Jeszcze nie wiemy. Zaraz po Wimbledonie. Pewnie gdzieś,gdzie jest ciepło.
W Argentynie chyba zawsze jest ciepło?
Oj,nie czepiaj się. Chodzi o sam fakt – obruszyła się.
Och,ok – skapitulowałam – Ale wy jeszcze oficjalnie nie chodzicie
Oficjalnie,owszem. Ale całowaliśmy się parę razy i było naprawdę cudownie,wierz mi
Uśmiechnęłam się do niej. Fajnie,że i jej się ułożyło.
No,to musisz to tylko pociągnąć w odpowiednim kierunku – stwierdziłam – Chyba dasz radę.
Jasne. Dziękuje ci za wszystko
Nachyliła się i uścisnęła mnie nad stołem.
To drobiazg – odparłam skromnie.
Wcale nie. Pomogłaś mi uwierzyć w siebie. To ważne
Nigdy bym tego nie zrobiła,gdybyś ty sama nie wierzyła we własne możliwości. A możesz i dobrze o tym wiesz.
Doskonale. A więc...co słychać u papużek-nierozłączek?Umieram z ciekawości. – powiedziała Gisela najwyraźniej odczuwając lekkie znudzenie tymi filozoficznymi tekstami.
Chodzi ci o mnie i o Rafę? – zaśmiałam się – Dlaczego sądzisz,że jesteśmy nierozłączni?
Cóż,mieszkacie razem,latacie razem,macie tą samą ekipę,tych samych sponsorów,dzielicie łóżko...mam wymieniać dalej?
Okej,zrozumiałam-przerwałam jej zaskoczona. Jakby się nad tym głębiej zastanowić to naprawdę tak jest. – Fakt,spędzamy ze sobą dużo czasu ale nie jesteśmy razem bez przerwy.
Gisela schyliła głowę i uniosła brwi w wymownym geście. Przewróciłam oczami.
No dobra. Jak tylko możemy spędzamy razem każdą minutę pasuje?
Wiedziałam! – klasnęła w dłonie tryumfalnie – Ale nie męczy cię to?
Skąd. Wystarczy,że rozdzielamy się na turniejach. Uwielbiam z nim przebywać,bo dobrze to na mnie działa.
Nie wątpię – wystawiła język i uśmiechnęła się przebiegle.
Zdzira – rzuciłam
Też cię kocham!

Wybuchnęłyśmy tak gwałtownym śmiechem,że wszyscy obecnie zaczęli się nam przyglądać. Jeśli ich to dziwiło,to chyba jeszcze nigdy nie mieli przyjaciela.

W sumie wyszło,że tytuł rozdziału ma podwójne znaczenie xD Chodzi o tenis,ale podciąga się też pod przyjaźń. Nie planowałam tego,ale wyszło dobrze :D
Rogerio mój Ty cudowny! <3 Kocham Cię,wiesz? Zawsze kochałam,bo tak naprawdę zanim przeszłam do #teamrafa to trzymałam z Federerem. To były czasy,gdy to ich mecze były szlagierami ;_; Nie to co teraz. Jeszcze Murray niech się wepchnie ze Rafę i wkroczymy w nowy etap,epokę Djokovic-Murray. A fe,chyba katar rzucił mi się na mózg,że gadam takie bzdury.
Uciekam pod kołderkę ^^
Gatique

3 komentarze:

  1. Oj, moja biedna, zakatarzona! Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie pogoda sprzyjająca takim dolegliwościom - pada od samego rana :(
    A ja się za to nabijałam, że Murray się wścieknie na kolegę, że nie ograł tego Federera i Andy znowu na trójkę spadł, tuż przed US :D Długo się wiceliderstwem ponownym nie nacieszył ;) Ale muszę przyznać, że Roger naprawdę ładnie zagrał w tym finale, przede wszystkim bardzo dobrze serwował, toteż nie szło go przełamać. Ale niech się mój Novak nie przejmuje, jemu akurat jedynki nikt nie odbierze na razie, więc może się spokojnie kurować na US Open (coś tam miał z mięśniami brzucha).
    No dobra, jak zwykle się rozgadałam i zaczęłam od końca i nie tam gdzie trzeba.
    Dobrze mieć taką przyjaciółkę jak Gisela. To chyba trochę typ przyjaciółek moich bohaterek (Any i Izki :) Ale nad "Łozniaki" to się znęcasz namiętnie :D No dobra, czasem trzeba się wyżyć ;)
    Kuruj się :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też Rogera kocham! Chyba dawno nie cieszyłam się z końcowego rezultatu jakiegoś turnieju ;] Och, cały czas znęcasz się nad Karolinką... ja też nie mam pojęcia, w jaki sposób została liderką rankingu i jakim cudem utrzymała się tam tyle czasu. Póki co, wydaje się, że wszystko w życiu Kingi idzie dobrze ;)
    A tak na marginesie, ta sukienka Woźniackiej z AO 2011 strasznie mi się podobała, jak duża część projektów Stelli McCartney, tyle że Karolinka po prostu nie umie ich nosić. To są sukienki na Kirilenko albo Ivanović, nie na nią. Jedyna sukienka, której chyba nikt by nie urarował to właśnie ta z FO 2011. Fuj, naprawdę okropna. No dobra, rozgadałam się, ale gdzieś wspominałam, że bardzo interesuje mnie ta strona tenisa ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć!
    Wybacz za opóźnienie, ale byłam nad jeziorkiem, a tam nie miałam internetu, więc nie mogłam przeczytać rozdziału. Na szczęście już jestem, więc na spokojnie. :D
    No, może zacznę od tego, że ta cała Woźniacka dostała to, na co zasłużyła. Nie wiem, dlaczego ona tak się zachowuje w stosunku do Kingi, ale to jest niesprawiedliwe. Ba, za takie coś trzeba się odpłacić! Znaczy nie powinno się, ale cii xD
    Kwestie meczów omijam, bo i tak niewiele z tego rozumiem. W zasadzie tylko to, że wygrali, ale cii.. XD
    Za mało Spencera i Mariny! :D
    Okej, ja zmykam.
    Pozdrawiam, karmeeleq

    OdpowiedzUsuń