Tekst

piątek, 21 sierpnia 2015

2.2 Witaj wśród elity!

Rafael,jesteś pewien że wszystko spakowałeś? – spytałam gdy ładowaliśmy swoje walizki do bagażnika srebrnego Astona Martina. Wylatywaliśmy bowiem dziś do Paryża na Roland Garros.
Tak skarbie,jestem pewien – odparł uśmiechając się z lekkim zniecierpliwieniem. Chyba zapytałam o to już dziś piąty raz.
Od kiedy dowiedziałam się,że na turnieje zawsze pakuje go mama myślałam,że wybuchnę. Nie mam nic przeciwko jego relacjom z matką,ale to już lekka przesada i kazałam mu zrobić to samodzielnie,od czasu do czasu nadzorując. Faceta to jednak trzeba wychować.
Dobrze. Tylko żeby potem nie było marudzenia.
Nie będzie – cmoknął mnie lekko w policzek – Wsiadaj już.
W samochodzie było trochę ciasno,bo jechał z nami prawie cały team. Reszta stwierdziła,że dojedzie w drugim tygodniu(nie czarujmy się,Rafael na pewno dotrwa do drugiego tygodnia,ale mnie może się to nie udać).
Jego ekipa była teraz też moją ekipą. W pewnym sensie,bo moim trenerem wciąż był i pozostanie Spencer a menadżerką Marina. Sęk w tym,że tak było prościej pracować nam obojgu. Nie ukrywam,że czuję się z tym lepiej;mam świadomość,że jestem lepszą zawodniczką. A poza tym,pomaga mi wejść do rodziny,bowiem ekipa również jest tu traktowana jak własna rodzina. Spędzają ze sobą tyle czasu,że wiedzą o sobie więcej niż mogłoby się wydawać. Cały czas jestem zdumiona tą bliskością między mieszkańcami Majorki. Mogłaby im pozazdrościć niejedna żyjąca bardzo blisko familia.
Właściwie to cieszyłam się,że nadszedł czas wyjechać,bo nawet rodzinna atmosfera może czasem zanudzić na amen,a tak tez się stało w moim przypadku. Lubię czasem się oderwać od rzeczywistości i zaszaleć. Poza tym,Paryż to naprawdę piękne miasto a sama Francja to bądź co bądź ojczyzna mojego największego sukcesu. No i miasto miłości oczywiście. Gdy tylko pomyślę o tych romantycznych spacerach pod wieżą Eiffla,wokół Łuku Tryumfalnego i obok Luwru robi mi się ciepło na sercu i mam ochotę krzyczeć ile sił w płucach "Niech ten samolot już wyląduje!".To wszystko jednak na razie przede mną. Wypadałoby jakoś dobrze wejść w turniej.
Po około godzinie jazdy z Manacor do Palmy wsiedliśmy w samolot do Paryża. Podróż trwała dzięki Bogu tylko dwie godziny,ostatnio jak lecieliśmy do Australii trzeba było męczyć się trzydzieści godzin. Tenisowe męki mają różne oblicza.
W końcu można było wysiąść z samolotu. Odetchnęłam głęboko i przeciągnęłam się.
Ach,Paryż – westchnęłam z zachwytem – W końcu.
Wynajęliśmy apartamenty w hotelu oddalonym zaledwie o kilka minut drogi od kortów Rolanda Garrosa. Ten w którym zatrzymałam się w zeszłym roku może i był przystępny,ale za to strasznie daleko od kortów. A poza tym,miał trzy gwiazdki,a tegoroczny aż pięć!Mogę sobie wciskać,że nie to było najważniejsze,ale nie ukryję jak bardzo byłam tym faktem podekscytowana.
Gdy dojechaliśmy do hotelu i wypełnione zostały karty pobytu i inne nudne formalności,poszliśmy obejrzeć apartament. Gdy go zobaczyłam,zaparło mi dech w piersiach. Był dwupiętrowy;miał kuchnię,dwie łazienki,salon i był bardzo bardzo przestronny i jasny. Cudo.
Nie mówcie,że mieszkacie tak co turniej – szepnęłam nieustannie rozglądając się na boki
Witaj wśród elity – zachichotała Maribel pojawiając się obok mnie nie wiadomo skąd.
Maribel! – zganił ja Rafael – Dobrze wiesz,że wynajmujemy takie olbrzymy tylko ze względu na naszą rodzinę,a nie na wygody!
Tak wiem – mruknęła przewracając oczami – Ale to nie zmienia faktu,że jest cudowne.
Rafael jedynie westchnął i przewrócił oczami...
Po uporaniu się w końcu z bagażami i ich rozmieszczeniem postanowiłam trochę się przewietrzyć. Hotel miał przepiękny mały ogródek i koniecznie chciałam go zobaczyć. Ledwo otworzyłam tylne drzwi gdy...
Helooouu,Kinga tutaj! – zawołała rozpromieniona Marina z jednego ze stolików w stylu bistra znajdujących się nieopodal.
Hej! – powiedziałam z uśmiechem przytulając ją.
Och,tyle czasu cię nie widziałam! – oznajmiła Marina lustrując mnie wzrokiem – Jak mogłaś przez cały ten czas mnie nie odwiedzić?
Przepraszam cię. Cała ta akcja z mieszaniem ekip i w ogóle...hej,ale co zrobiłaś z włosami?
Przyjrzałam się jej uważniej. Pomimo zbliżającego się już wieczora miała na sobie króciutkie czarne szorty i luźny niebieski top. Jej włosy natomiast,zamiast tradycyjnego węzła lub prostych pasm były ułożone w piękne złociste loki. Być może dlatego nie zauważyłam jej od razu.
Podobają ci się? – odruchowo wyciągnęła rękę w kierunku włosów – To trwała. Zrobiłam sobie tydzień temu
Wybałuszyłam oczy ze zdumienia
Co cię naszło?
Wzruszyła ramionami.
Sama nie wiem. Tak po prostu
Wyglądasz...młodziej – stwierdziłam po dogłębnej analizie.
Dzięki – odparła rumieniąc się lekko. Kończyła w tym roku 31 lat a mimo to wciąż wyglądała jak przed trzydziestką. Zmiana fryzury idealnie to podkreśliła.
Więc...może usiądziesz ze mną? – spytała w końcu
Och,jasne. Spencera jeszcze nie ma?-
Jest,poszedł zadzwonić
Nie widziałam go w recepcji...
Bo najpierw poszedł rozejrzeć się za kartą do telefonu.
Aha. Ok,więc co słychać?
Widziałaś swoje ciuchy na turniej?
Tak.Są super.
W tym roku mam do dyspozycji kanarkowo żółtą sukienkę podobną trochę do kreacji Marii Sharapovej z tym,że mniej wyrafinowaną. Widać aż tak elitarna jeszcze nie jestem,ale pieprzyć to. Podoba mi się
Marina skrzywiła się.
Poważnie? Jak dla mnie są komiczne
Przesadzasz. Będzie dobrze kontrastował z moją karnacją.
Skoro tak mówisz – mruknęła.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę o turnieju,oczekiwaniach,o spędzeniu przerwy między Madrytem a Paryżem i o życiu uczuciowym(sądząc po wielkości rumieńca na policzku mojej menadżerki musi być baaardzo dobrze).
Tu jesteś! – powiedział Rafael idąc w naszą stronę – Wracaj kochanie,robi się ciemno. Och,witaj Marino
Cześć. Pocałował ją w oba policzki i zwrócił się do mnie:
To co,idziesz?Mamy zamiar urządzić sobie z Maribel mały pojedynek na PS3
Czy ty to wszędzie bierzesz ze sobą? – roześmiałam się – Jasne,że idę!
Ja też będę uciekać. Spencer pewnie zaraz wróci – oznajmiła Marina przechodząc obok nas – Do jutra!
Pa – rzuciliśmy jednocześnie.
Rafael odczekał chwilę i spytał cicho:
Co ona zrobiła z włosami?Wygląda o jakieś pięć lat młodziej!
Wiem – odparłam – Nieźle co?
Może – wzruszył ramionami – Ale i tak nie pobije ciebie

Cmoknął mnie w policzek a ja poczułam się jak prawdziwa członkini elity.


Moje drogie. Kingę macie przedstawioną w zakładce bohaterowie. Ta dziewczyna z szablonu to nie ona xD Złożyłam zamówienie na szablon,ale poczekamy,zobaczymy. Po prostu z nową częścią pobrałam nowy i tyle :)
Macie Marinę. Bez Spencera,ale zawsze :D Jeśli o nich chodzi,to "cierpliwi będą wynagrodzeni" czy jakoś tak xD
Rozpaczam. Deliciano,jak mogłeś? :c
Gatique.

3 komentarze:

  1. Deliciano przesadził, i tyle. Oni wszyscy w ogóle doprowadzą nas do rozstroju nerwowego. Już myślałam, że dziś będę Wam pisać: cieszcie się, Novak znowu wyleciał, bo z Goffinem nie było ciekawie, ale oczywiście się z problemów wykaraskał, tak samo jak jakiś niewyraźny Murray. Kurde no, jeszcze świętowali razem, najlepsi koledzy, czy jak? :D A Stachu walił kolejną trzysetówkę, więc zastanawiam się, czy się do nich dołączył w jakimś barze, ale w ramach zapominania o aferze z Kyrgiosem...?! (Pozdrawiam, CBŚ :)
    Rafciu to taki synuś mamusi. I facetów trzeba wychowywać, to święta prawda. Mojej mamusi udaje się świetnie z tatusiem :D
    I nie rób z Mariny jakiejś starowinki, no błagam Cię! Dla nas trzydziestka znaczy coś innego niż już dla naszych rodziców, którzy za takim wiekiem tęsknią :D
    Do wtorku :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Marina! Tak się za Tobą stęskniłam!
    Czy tylko mi się wydaje, że ona zrobiła sobie trwałą ze względu na Spencer'a? Może wydaje jej się, że skoro Paryż, to on kogoś pozna i chciała jakoś, no nie wiem, po prostu coś zmienić. Skoro on dla niej zgolił brodę, to dlaczego ona nie może pokręcić włosów? Hahha:D
    Kinga, wygrasz! Coś na pewno! *u*
    W takim apartamentowcu to ja bym mieszkała. Pięć gwiazdek! Mało jakoś... xD
    Ale jak to mama go pakuje?! To ile on ma lat? :O
    Okej, ja zmykam.
    Pozdrawiam, karmeeleq
    PS. Nie wiem, czy widziałaś, ale pojawił się prolog; kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. No Rafa, czas wyfrunąć spod skrzydeł mamy! No i takie relacje Rafy i Kingi mi pasują ;] Marina jest, czekam na Spencera!

    OdpowiedzUsuń