–
Rafael,jesteś pewien że
wszystko spakowałeś? – spytałam gdy ładowaliśmy swoje walizki
do bagażnika srebrnego Astona Martina. Wylatywaliśmy bowiem dziś
do Paryża na Roland Garros.
–
Tak skarbie,jestem pewien –
odparł uśmiechając się z lekkim zniecierpliwieniem. Chyba
zapytałam o to już dziś piąty raz.
Od
kiedy dowiedziałam się,że na turnieje zawsze pakuje go mama
myślałam,że wybuchnę. Nie mam nic przeciwko jego relacjom z
matką,ale to już lekka przesada i kazałam mu zrobić to
samodzielnie,od czasu do czasu nadzorując. Faceta to jednak trzeba
wychować.
–
Dobrze. Tylko żeby potem nie
było marudzenia.
–
Nie będzie – cmoknął mnie
lekko w policzek – Wsiadaj już.
W
samochodzie było trochę ciasno,bo jechał z nami prawie cały team.
Reszta stwierdziła,że dojedzie w drugim tygodniu(nie czarujmy
się,Rafael na pewno dotrwa do drugiego tygodnia,ale mnie może się
to nie udać).
Jego
ekipa była teraz też moją ekipą. W pewnym sensie,bo moim trenerem
wciąż był i pozostanie Spencer a menadżerką Marina. Sęk w
tym,że tak było prościej pracować nam obojgu. Nie ukrywam,że
czuję się z tym lepiej;mam świadomość,że jestem lepszą
zawodniczką. A poza tym,pomaga mi wejść do rodziny,bowiem ekipa
również jest tu traktowana jak własna rodzina. Spędzają ze sobą
tyle czasu,że wiedzą o sobie więcej niż mogłoby się wydawać.
Cały czas jestem zdumiona tą bliskością między mieszkańcami
Majorki. Mogłaby im pozazdrościć niejedna żyjąca bardzo blisko
familia.
Właściwie
to cieszyłam się,że nadszedł czas wyjechać,bo nawet rodzinna
atmosfera może czasem zanudzić na amen,a tak tez się stało w moim
przypadku. Lubię czasem się oderwać od rzeczywistości i zaszaleć.
Poza tym,Paryż to naprawdę piękne miasto a sama Francja to bądź
co bądź ojczyzna mojego największego sukcesu. No i miasto miłości
oczywiście. Gdy tylko pomyślę o tych romantycznych spacerach pod
wieżą Eiffla,wokół Łuku Tryumfalnego i obok Luwru robi mi się
ciepło na sercu i mam ochotę krzyczeć ile sił w płucach "Niech
ten samolot już wyląduje!".To wszystko jednak na razie przede
mną. Wypadałoby jakoś dobrze wejść w turniej.
Po
około godzinie jazdy z Manacor do Palmy wsiedliśmy w samolot do
Paryża. Podróż trwała dzięki Bogu tylko dwie godziny,ostatnio
jak lecieliśmy do Australii trzeba było męczyć się trzydzieści
godzin. Tenisowe męki mają różne oblicza.
W
końcu można było wysiąść z samolotu. Odetchnęłam głęboko i
przeciągnęłam się.
–
Ach,Paryż – westchnęłam z
zachwytem – W końcu.
Wynajęliśmy
apartamenty w hotelu
oddalonym zaledwie o kilka minut drogi od kortów Rolanda Garrosa.
Ten w którym zatrzymałam się w zeszłym roku może i był
przystępny,ale za to strasznie daleko od kortów. A poza tym,miał
trzy gwiazdki,a tegoroczny aż pięć!Mogę sobie wciskać,że nie to
było najważniejsze,ale nie ukryję jak bardzo byłam tym faktem
podekscytowana.
Gdy
dojechaliśmy do hotelu i wypełnione zostały karty pobytu i inne
nudne formalności,poszliśmy obejrzeć apartament. Gdy go
zobaczyłam,zaparło mi dech w piersiach. Był dwupiętrowy;miał
kuchnię,dwie łazienki,salon i był bardzo bardzo przestronny i
jasny. Cudo.
–
Nie mówcie,że mieszkacie tak
co turniej – szepnęłam nieustannie rozglądając się na boki
–
Witaj wśród elity –
zachichotała Maribel pojawiając się obok mnie nie wiadomo skąd.
–
Maribel! – zganił ja Rafael –
Dobrze wiesz,że wynajmujemy takie olbrzymy tylko ze względu na
naszą rodzinę,a nie na wygody!
–
Tak wiem – mruknęła
przewracając oczami – Ale to nie zmienia faktu,że jest cudowne.
Rafael
jedynie westchnął i przewrócił oczami...
Po
uporaniu się w końcu z bagażami i ich rozmieszczeniem postanowiłam
trochę się przewietrzyć. Hotel miał przepiękny mały ogródek i
koniecznie chciałam go zobaczyć. Ledwo otworzyłam tylne drzwi
gdy...
–
Helooouu,Kinga tutaj! –
zawołała rozpromieniona Marina z jednego ze stolików w stylu
bistra znajdujących się nieopodal.
–
Hej! – powiedziałam z
uśmiechem przytulając ją.
–
Och,tyle czasu cię nie
widziałam! – oznajmiła Marina lustrując mnie wzrokiem – Jak
mogłaś przez cały ten czas mnie nie odwiedzić?
–
Przepraszam cię. Cała ta akcja
z mieszaniem ekip i w ogóle...hej,ale co zrobiłaś z włosami?
Przyjrzałam
się jej uważniej. Pomimo zbliżającego się już wieczora miała
na sobie króciutkie czarne szorty i luźny niebieski top. Jej włosy
natomiast,zamiast tradycyjnego węzła lub prostych pasm były
ułożone w piękne złociste loki. Być może dlatego nie zauważyłam
jej od razu.
–
Podobają ci się? – odruchowo
wyciągnęła rękę w kierunku włosów – To trwała. Zrobiłam
sobie tydzień temu
Wybałuszyłam
oczy ze zdumienia
–
Co cię naszło?
Wzruszyła
ramionami.
–
Sama nie wiem. Tak po prostu
–
Wyglądasz...młodziej –
stwierdziłam po dogłębnej analizie.
–
Dzięki – odparła rumieniąc
się lekko. Kończyła w tym roku 31 lat a mimo to wciąż wyglądała
jak przed trzydziestką. Zmiana fryzury idealnie to podkreśliła.
–
Więc...może usiądziesz ze
mną? – spytała w końcu
–
Och,jasne. Spencera jeszcze nie
ma?-
–
Jest,poszedł zadzwonić
–
Nie widziałam go w recepcji...
–
Bo najpierw poszedł rozejrzeć
się za kartą do telefonu.
–
Aha. Ok,więc co słychać?
–
Widziałaś swoje ciuchy na
turniej?
–
Tak.Są super.
W
tym roku mam do dyspozycji kanarkowo żółtą sukienkę podobną
trochę do kreacji Marii Sharapovej z tym,że mniej wyrafinowaną.
Widać aż tak elitarna jeszcze nie jestem,ale pieprzyć to. Podoba
mi się
Marina
skrzywiła się.
–
Poważnie? Jak dla mnie są
komiczne
–
Przesadzasz. Będzie dobrze
kontrastował z moją karnacją.
–
Skoro tak mówisz – mruknęła.
Rozmawiałyśmy
jeszcze chwilę o turnieju,oczekiwaniach,o spędzeniu przerwy między
Madrytem a Paryżem i o życiu uczuciowym(sądząc po wielkości
rumieńca na policzku mojej menadżerki musi być baaardzo dobrze).
–
Tu jesteś! – powiedział
Rafael idąc w naszą stronę – Wracaj kochanie,robi się ciemno.
Och,witaj Marino
–
Cześć. Pocałował ją w oba
policzki i zwrócił się do mnie:
–
To co,idziesz?Mamy zamiar
urządzić sobie z Maribel mały pojedynek na PS3
–
Czy ty to wszędzie bierzesz ze
sobą? – roześmiałam się – Jasne,że idę!
–
Ja też będę uciekać. Spencer
pewnie zaraz wróci – oznajmiła Marina przechodząc obok nas –
Do jutra!
–
Pa – rzuciliśmy jednocześnie.
Rafael
odczekał chwilę i spytał cicho:
–
Co ona zrobiła z
włosami?Wygląda o jakieś pięć lat młodziej!
–
Wiem – odparłam – Nieźle
co?
–
Może – wzruszył ramionami –
Ale i tak nie pobije ciebie
Cmoknął
mnie w policzek a ja poczułam się jak prawdziwa członkini elity.
Moje drogie. Kingę macie przedstawioną w zakładce bohaterowie. Ta dziewczyna z szablonu to nie ona xD Złożyłam zamówienie na szablon,ale poczekamy,zobaczymy. Po prostu z nową częścią pobrałam nowy i tyle :)
Macie Marinę. Bez Spencera,ale zawsze :D Jeśli o nich chodzi,to "cierpliwi będą wynagrodzeni" czy jakoś tak xD
Rozpaczam. Deliciano,jak mogłeś? :c
Gatique.
Deliciano przesadził, i tyle. Oni wszyscy w ogóle doprowadzą nas do rozstroju nerwowego. Już myślałam, że dziś będę Wam pisać: cieszcie się, Novak znowu wyleciał, bo z Goffinem nie było ciekawie, ale oczywiście się z problemów wykaraskał, tak samo jak jakiś niewyraźny Murray. Kurde no, jeszcze świętowali razem, najlepsi koledzy, czy jak? :D A Stachu walił kolejną trzysetówkę, więc zastanawiam się, czy się do nich dołączył w jakimś barze, ale w ramach zapominania o aferze z Kyrgiosem...?! (Pozdrawiam, CBŚ :)
OdpowiedzUsuńRafciu to taki synuś mamusi. I facetów trzeba wychowywać, to święta prawda. Mojej mamusi udaje się świetnie z tatusiem :D
I nie rób z Mariny jakiejś starowinki, no błagam Cię! Dla nas trzydziestka znaczy coś innego niż już dla naszych rodziców, którzy za takim wiekiem tęsknią :D
Do wtorku :*
Marina! Tak się za Tobą stęskniłam!
OdpowiedzUsuńCzy tylko mi się wydaje, że ona zrobiła sobie trwałą ze względu na Spencer'a? Może wydaje jej się, że skoro Paryż, to on kogoś pozna i chciała jakoś, no nie wiem, po prostu coś zmienić. Skoro on dla niej zgolił brodę, to dlaczego ona nie może pokręcić włosów? Hahha:D
Kinga, wygrasz! Coś na pewno! *u*
W takim apartamentowcu to ja bym mieszkała. Pięć gwiazdek! Mało jakoś... xD
Ale jak to mama go pakuje?! To ile on ma lat? :O
Okej, ja zmykam.
Pozdrawiam, karmeeleq
PS. Nie wiem, czy widziałaś, ale pojawił się prolog; kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com
No Rafa, czas wyfrunąć spod skrzydeł mamy! No i takie relacje Rafy i Kingi mi pasują ;] Marina jest, czekam na Spencera!
OdpowiedzUsuń