Nazajutrz
odbyło się tradycyjne losowanie drabinki przez ubiegłorocznych
zwycięzców,więc ja i Rafa musieliśmy obowiązkowo się stawić.
Było dość przyjemnie,obyło się bez nadmiernej ilości
paparazzich,których najwyraźniej nudził już nasz związek i
postanowili znaleźć sobie inny cel. A nawet jeśli to kto by się
nimi przejmował?Już dawno nauczyłam się żyć ciągle "na
celowniku".
Tym
razem byłam w turnieju rozstawiona z numerem 3 po kończącym sezon
turnieju w Stambule(w którym zagrałam zresztą w ćwierćfinale) i
z pomocą rywalek,które nie spisały się dobrze nie broniąc tylu
punktów ile powinny. Nigdy w życiu nie spodziewałabym się tak
ogromnego awansu w przeciągu roku. Marzę teraz jedynie żeby
utrzymać tą pozycję,gdyż obrona tytułów to nie lada wyzwanie.
Zwłaszcza takich. Wywalczonych praktycznie tydzień po tygodniu.
Mission impossible.
Cóż,może
mój awans nie szokuje aż tak jak w przypadku Woźniackiej,która w
październiku została liderką rankingu. Nie,nie żartuję. To
prawda,ale nikt niech nie waży się mnie pytać:Jak?Sama się nad
tym zastanawiam. Na pocieszenie dodam jednak,że na tym stanowisku
nie jest mile widziana. Dostaję dużo maili i komentarzy na
portalach,z których jasno wynika że ludzie woleliby żebym to ja
zajmowała fotel liderki. To miłe z ich strony. Nawet nie wiedzą,jak
bardzo mnie to satysfakcjonuje. Nie mogę się doczekać aż się
spotkamy. Wciąż tak właściwie nie odpłaciłam jej się za to,że
wygadała mediom o naszym związku. Rzucenie paru zjadliwych uwag to
za mało by w pełni się zemścić. Ciekawe jak Caroline "jestem
numerem jeden na świecie zupełnie przez przypadek" Woźniacki
poradzi sobie w turnieju i jakie kiczowate wdzianko przywdzieje tym
razem(na Australian Open miała coś pomiędzy trykotem baletnicy i
abażurem od lampy).
Oficjalnie
turniej rozpoczyna się w niedzielę,jednak ani ja ani Rafael nie
gramy w pierwszy dzień. Zazwyczaj pierwszy dzień turnieju należy
do tych rozstawionych z numerami niższymi niż pierwsza dziesiątka.
Prawdziwa rywalizacja zaczyna się zatem dopiero od poniedziałku.
Nie
twierdzę tym samym,że oni są z góry skazani na porażkę. Nie.
Najlepszym tego przykładem jestem ja sama. Wielu z nich-nas-sprawia
niespodzianki eliminując tego albo tamtego i dochodząc nawet
nierozstawionym do ćwierćfinałów czy nawet dalej,ale nie czarujmy
się-zwłaszcza w męskim tenisie zbyt wielkich szans na zwycięstwo
nie mają. Szansa na to to dajmy 1:100.
A
jeden na milion wygrywa turniej...
*
O
pojedynkach rozstawionych z najwyższymi numerami zprzeciwko
kwalifikantom w pierwszych rundach Wielkiego Szlema można powiedzieć
wszystko,tylko nie to,że są wyrównane. Jest taki
stereotyp,twierdzący że pierwsze mecze są najgorsze i najcięższe.
Bo to wejście w turniej,przystosowanie się do
nawierzchni,temperatury,strefy czasu i innych takich których nie
chce mi się nawet wymieniać. Ale prawda jest taka,że tylko w tej
rundzie możesz przetestować swoje przygotowanie fizyczne i
psychiczne przed dwoma tygodniami walki. Bo gdzie indziej dostaniesz
taką okazję?
W
pierwszej rundzie zagrałam z Dominguez Lino i zbytnio się nie
namęczyłam,bowiem ta była tak spięta,że przez cały mecz
popełniała błędy a ja konsekwentnie je egzekwowałam,więc
wygrałam 6:3,6:3.Tyle jeśli chodzi o ciężkie pierwsze
rundy,przynajmniej w kobiecym tenisie.
Rafael
potwierdza bowiem ten stereotyp. W pierwszej rundzie grał z
mierzącym ponad dwa metry wzrostu i dysponującym potężnym
serwisem Johnem Isnerem. Była to chyba najcięższa pierwsza runda w
jego karierze.
Pierwszego
seta wygrał po dość wyrównanej walce do 4,jednak przegrał dwa
następne w tiebreakach (doprowadzając mnie przy okazji do stanu
przedzawałowego).Ostatecznie zdołał jednak przechylić szalę
zwycięstwa na swoją korzyść i zwyciężyć do dwóch i czterech w
następnych. Martwiłam się o jego dyspozycję w późniejszych
fazach,ale on stwierdził że jest do tego przyzwyczajony .Poza tym
bardzo chciał bym to ja pomogła mu wrócić do formy.
Już
to widzę.
Kolejne
dni mijały nam w zasadzie tak samo jak pierwszy:jednego dnia
graliśmy,w drugi odpoczywaliśmy,jeździliśmy między
hotelem,kortami i centrum Paryża odwiedzając restauracje i
oglądając zabytki. Dzień jak co dzień dla tenisisty. Mieliśmy
jednak bardzo mało czasu dla siebie-mając na głowie całą rodzinę
Rafaela ciężko było chociażby myśleć o intymności. Trochę mi
to doskwierało,bo mając przy sobie tak idealnego mężczyznę nie
sposób było nie ulegać pożądaniu. Z drugiej jednak strony
zżyliśmy się ze sobą umacniając łączące nas wszystkich więzy
i było to naprawdę bardzo fajne uczucie.
Czułam
się jak członkini bardzo wyjątkowej i cennej elity-rodziny.
*
Dobrze
szło mi w turnieju. Do czwartej rundy doszłam pokonując Sabinę
Lisicką i Anastasię Rodionovą. Nie można tego niestety powiedzieć
o cudownej liderce rankingu,która odpadła już w trzeciej rundzie i
mogę stwierdzić,że(chlubnie lub tez nie) się do tego
przyczyniłam.
Podczas
codziennego porannego treningu korty są zajmowane przez wielu
różnych tenisistów i przysługuje nam wyłącznie godzina lub
dwie. Tak się niestety złożyło,że po moim treningu(Rafa trenuje
osobno,wymóg Toniego) swój trening miała odbywać Caroline.
Gdy
schodziłam z kortu mijała mnie z irytującym uśmieszkiem
przyklejonym do twarzy. Minęła mnie bez słowa,jednak kiedy
znalazła się za mną rzuciła:
–
Co u ciebie słychać,Kinga?Jak
tam twój perfekcyjny związek?
Przystanęłam,ale
nie dałam się sprowokować,chociaż mogłam z łatwością zmieść
jej ten uśmieszek z twarzy.
–
Czyli jednak nie jest tak
perfekcyjny,co?
Jej
kroki odbijały się echem w pustym korytarzu,gdy się zbliżała.
–
Czyżby Rafael już się tobą
znudził?
–
Na jakiej podstawie tak sądzisz?
– odparłam zimno.
Prychnęła.
–
Prosze cię. Obydwie dobrze
wiemy,że wasz związek nie ma przyszłości. Za bardzo się
różnicie.
Auć!
Stała
teraz tuż obok mnie
–
Oczywiście zakładając,że
puszczanie się z nim dla kasy podczas turnieju można nazwać
związkiem...
Teraz
to już przesadziła. Obróciłam się gwałtownie w jej stronę i
cisnęłam w jej twarz wodą z odkręconej butelki. Zachłysnęła
się zaskoczona.
–
Ty kłamliwa
mała szmato!Myślisz,że jestem z nim dla jego pieniędzy?!Co ty o
mnie wiesz,żeby tak mnie oceniać?!Myślisz,że jak mnie
sprowokujesz to z nim zerwę?!Jesteś tylko pustą egoistyczną
lalunią głodną sławy i bogactwa!On nigdy,zapamiętaj to
sobie:NIGDY nie będzie chciał być z kimś takim jak ty!I
chociażbyś nie wiem jak chciała to i tak ze mną nie wygrasz!
Zostawiłam
ją oniemiałą i ociekającą wodą i ruszyłam przed siebie.
Pędziłam z taką prędkością,że mogłabym z łatwością kogoś
staranować. Nie zważałam nawet na to,że torba z rakietami
boleśnie obijała się o moje biodro. Wpadłam do szatni i od razu
poszłam pod prysznic rzucając wszystko na podłogę. Całe
szczęście,że nikogo w niej nie było. Oblałam się zimną wodą
krzywiąc się z zimna. Rafa zawsze bierze taki prysznic przed meczem
i prawdopodobnie lepiej mu się wtedy myśli na korcie,więc dlaczego
ze mną miałoby być inaczej?
Wiele
razy już mnie zdenerwowała,zwłaszcza w Nowym Jorku w zeszłym
roku,ale to był już szczyt wszystkiego. Nienawidzę jej. Po prostu
jej nienawidzę. Dlaczego nie potrafi zrozumieć,że Rafael kocha
mnie,a nie ją?Czyżby tak mocno go kochała,że nie potrafiła
odpuścić?
Wątpię.
Niech
sobie w końcu znajdzie kogoś innego. Na jej miejscu już bym to
zrobiła. Chociaż nie,będąc nią byłoby trudno. Ale przynajmniej
bym spróbowała. Nie jestem z tych co łatwo się poddają.
Traciłam
powoli czucie w nogach a zęby szczękały mi z zimna,więc
zdecydowałam się wyjść i zostawić wszelkie negatywne emocje w
tej lodowatej wodzie.
Jak
to mawia Toni,zachowaj una
buena cara,dobrą
minę i nie przejmuj się innymi. Właśnie to zmierzałam teraz
zrobić.
*
– Hej kochanie! – Gisela
obdarzyła mnie promiennym uśmiechem i zamknęła w ciasnym uścisku
gdy tylko zobaczyła że się zbliżam – Tyle czasu cię nie
widziałam!
–
Prawda?Pierwszy tydzień French
Open się kończy a my spotykamy się dopiero teraz – zaśmiałam
się mimo woli.
Spotkałyśmy
się w jadalni dla zawodników na lunchu. Każdy kompleks kortów,na
którym odbywa się Wielki Szlem ma coś takiego. To dobra rzecz,bo
nie musisz nieustannie kursować między kortami hotelem i
restauracjami .A w dodatku jedzenie jest tam naprawdę smaczne i
przystosowane ściśle do diety tenisisty.
–
Bywa – westchnęła – Ciężki
w tym roku ten turniej
–
Nie narzekaj. Mogło być gorzej
–
Łatwo ci mówić. Jesteś
rozstawiona z trójką...
–
A twoja trzydziestka to źle?
–
Dobra,masz mnie –
skapitulowała – I tak zrobiłam znaczący postęp.
Uśmiechnęłam
się jedynie tryumfująco. Zamówiłyśmy sobie na lunch po sałatce
i zaczęłyśmy plotkować. Opowiedziałam jej o sytuacji z
Woźniacki.
–
Suka – skomentowała –
Tępa,złośliwa suka.
–
Cały czas to powtarzam. Ma
niezły tupet. Myśli,że jest nie wiadomo kim...
–
Wielka mi liderka,takich jak ona
to historia już nie pamięta – zrobiła parę wymownych gestów
pokazujących jak sława uderzyła naszej Karolince do głowy. Za
każdym razem chichotałam złośliwie,bo podobały mi się jej
sugestie. Tego mi było potrzeba. Wyluzowania u boku przyjaciółki,ach
cóż za świetna terapia.
Zauważyłam,że
włosy nieco jej urosły. Uczesała się w grubego warkocza,którego
koniec sięgał znacząco za jej ramię. Wyglądała naprawdę
ładnie.
–
Dobra,nie gadajmy już o niej,bo
szkoda mi powietrza – stwierdziłam – Powiedz lepiej co u ciebie?
Spuściła
głowę i zaczęła bawić się widelcem. Po chwili na jej twarz
wypłynął leniwy uśmiech.
–
Hej – zagadnęłam uśmiechając
się szeroko – Co to za mina?Czy ja o czymś nie wiem?
Podniosła
głowę i opuściła kąciki ust,ale mimo to uśmiech wciąż nie
znikał z jej twarzy. Wyglądała teraz jakby przypomniała sobie coś
zabawnego.
–
Właściwie... – zaczęła –
To jeszcze nic się nie wydarzyło.
–
Jak to? – zdziwiłam się –
To skąd ten dobry nastrój?
Przygryzła
wargę i spojrzała w górę rozmarzonym wzrokiem a potem oznajmiła:
–
Juan chce żebyśmy pojechali
razem na wakacje!
–
Och,to cudownie – szczerze się
ucieszyłam – Gdzie?
–
Jeszcze nie wiemy. Zaraz po
Wimbledonie. Pewnie gdzieś,gdzie jest ciepło.
–
W Argentynie chyba zawsze jest
ciepło?
–
Oj,nie czepiaj się. Chodzi o
sam fakt – obruszyła się.
–
Och,ok – skapitulowałam –
Ale wy jeszcze oficjalnie nie chodzicie
–
Oficjalnie,owszem. Ale
całowaliśmy się parę razy i było naprawdę cudownie,wierz mi
Uśmiechnęłam
się do niej. Fajnie,że i jej się ułożyło.
–
No,to musisz to tylko pociągnąć
w odpowiednim kierunku – stwierdziłam – Chyba dasz radę.
–
Jasne. Dziękuje ci za wszystko
Nachyliła
się i uścisnęła mnie nad stołem.
–
To drobiazg – odparłam
skromnie.
–
Wcale nie. Pomogłaś mi
uwierzyć w siebie. To ważne
–
Nigdy bym tego nie
zrobiła,gdybyś ty sama nie wierzyła we własne możliwości. A
możesz i dobrze o tym wiesz.
–
Doskonale. A więc...co słychać
u papużek-nierozłączek?Umieram z ciekawości. – powiedziała
Gisela najwyraźniej odczuwając lekkie znudzenie tymi filozoficznymi
tekstami.
–
Chodzi ci o mnie i o Rafę? –
zaśmiałam się – Dlaczego sądzisz,że jesteśmy nierozłączni?
–
Cóż,mieszkacie razem,latacie
razem,macie tą samą ekipę,tych samych sponsorów,dzielicie
łóżko...mam wymieniać dalej?
–
Okej,zrozumiałam-przerwałam
jej zaskoczona. Jakby się nad tym głębiej zastanowić to naprawdę
tak jest. – Fakt,spędzamy ze sobą dużo czasu ale nie jesteśmy
razem bez przerwy.
Gisela
schyliła głowę i uniosła brwi w wymownym geście. Przewróciłam
oczami.
–
No dobra. Jak tylko możemy
spędzamy razem każdą minutę pasuje?
–
Wiedziałam! – klasnęła w
dłonie tryumfalnie – Ale nie męczy cię to?
–
Skąd. Wystarczy,że rozdzielamy
się na turniejach. Uwielbiam z nim przebywać,bo dobrze to na mnie
działa.
–
Nie wątpię – wystawiła
język i uśmiechnęła się przebiegle.
–
Zdzira – rzuciłam
–
Też cię kocham!
Wybuchnęłyśmy
tak gwałtownym śmiechem,że wszyscy obecnie zaczęli się nam
przyglądać. Jeśli ich to dziwiło,to chyba jeszcze nigdy nie mieli
przyjaciela.
W sumie wyszło,że tytuł rozdziału ma podwójne znaczenie xD Chodzi o tenis,ale podciąga się też pod przyjaźń. Nie planowałam tego,ale wyszło dobrze :D
Rogerio mój Ty cudowny! <3 Kocham Cię,wiesz? Zawsze kochałam,bo tak naprawdę zanim przeszłam do #teamrafa to trzymałam z Federerem. To były czasy,gdy to ich mecze były szlagierami ;_; Nie to co teraz. Jeszcze Murray niech się wepchnie ze Rafę i wkroczymy w nowy etap,epokę Djokovic-Murray. A fe,chyba katar rzucił mi się na mózg,że gadam takie bzdury.
Uciekam pod kołderkę ^^
Gatique
Uciekam pod kołderkę ^^
Gatique
Oj, moja biedna, zakatarzona! Nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie pogoda sprzyjająca takim dolegliwościom - pada od samego rana :(
OdpowiedzUsuńA ja się za to nabijałam, że Murray się wścieknie na kolegę, że nie ograł tego Federera i Andy znowu na trójkę spadł, tuż przed US :D Długo się wiceliderstwem ponownym nie nacieszył ;) Ale muszę przyznać, że Roger naprawdę ładnie zagrał w tym finale, przede wszystkim bardzo dobrze serwował, toteż nie szło go przełamać. Ale niech się mój Novak nie przejmuje, jemu akurat jedynki nikt nie odbierze na razie, więc może się spokojnie kurować na US Open (coś tam miał z mięśniami brzucha).
No dobra, jak zwykle się rozgadałam i zaczęłam od końca i nie tam gdzie trzeba.
Dobrze mieć taką przyjaciółkę jak Gisela. To chyba trochę typ przyjaciółek moich bohaterek (Any i Izki :) Ale nad "Łozniaki" to się znęcasz namiętnie :D No dobra, czasem trzeba się wyżyć ;)
Kuruj się :*
Ja też Rogera kocham! Chyba dawno nie cieszyłam się z końcowego rezultatu jakiegoś turnieju ;] Och, cały czas znęcasz się nad Karolinką... ja też nie mam pojęcia, w jaki sposób została liderką rankingu i jakim cudem utrzymała się tam tyle czasu. Póki co, wydaje się, że wszystko w życiu Kingi idzie dobrze ;)
OdpowiedzUsuńA tak na marginesie, ta sukienka Woźniackiej z AO 2011 strasznie mi się podobała, jak duża część projektów Stelli McCartney, tyle że Karolinka po prostu nie umie ich nosić. To są sukienki na Kirilenko albo Ivanović, nie na nią. Jedyna sukienka, której chyba nikt by nie urarował to właśnie ta z FO 2011. Fuj, naprawdę okropna. No dobra, rozgadałam się, ale gdzieś wspominałam, że bardzo interesuje mnie ta strona tenisa ;p
Cześć!
OdpowiedzUsuńWybacz za opóźnienie, ale byłam nad jeziorkiem, a tam nie miałam internetu, więc nie mogłam przeczytać rozdziału. Na szczęście już jestem, więc na spokojnie. :D
No, może zacznę od tego, że ta cała Woźniacka dostała to, na co zasłużyła. Nie wiem, dlaczego ona tak się zachowuje w stosunku do Kingi, ale to jest niesprawiedliwe. Ba, za takie coś trzeba się odpłacić! Znaczy nie powinno się, ale cii xD
Kwestie meczów omijam, bo i tak niewiele z tego rozumiem. W zasadzie tylko to, że wygrali, ale cii.. XD
Za mało Spencera i Mariny! :D
Okej, ja zmykam.
Pozdrawiam, karmeeleq