Tekst

piątek, 30 października 2015

2.14 Sztuka dyplomacji

Dobrze,ale powinno być trochę bardziej płasko – mruknął James,facet którego wynalazł mi Spencer,gdy następnego dnia rano odbywaliśmy kolejny trening. Tym razem rozpoczął się od siłowni i biegania,teraz zaś pracowaliśmy nad uderzeniami kończącymi.
Płasko? Czy ktoś mu wytłumaczył,że to nie mój styl?
Odeszłam kilka kroków i odbiłam piłkę od ścianki,a potem odsunęłam się i zagrałam mocno w przeciwną stronę.
Masz to swoje bardziej płasko – syknęłam
Ej ej,spokojnie – powiedział łagodnie James. – Powoli,muszę najpierw trochę cię poobserwować,żeby stwierdzić nad czym popracować.
Dobra,obserwuj,ale nie każ mi grać jak mnie nie nauczono!
Nie wspominam tego treningu miło. Owszem,nie był to „survival” Toniego,ale mimo zapewnień Spencera o kompetencji swojego podwładnego,jakoś nie byłam do końca przekonana.
Mam nadzieję,że byłaś u lekarza?-spytał Spencer od progu surowo,gdy tylko wróciliśmy do domu. Marina akurat krzątała się po kuchni.
Byłam,byłam – machnęła ręką i zajęła się dolewaniem oliwy do sałaty.
No i? – drążył.
Wzruszyła ramionami.
Wszystko w porządku.
Mów prawdę – Tym razem to ja nacisnęłam.
Podniosła wzrok znad blatu i spojrzała mi prosto w oczy.
Mówię. Wszystko jest w porządku,naprawdę.
Jakby na potwierdzenie przesunęła dłonią po swoim brzuchu i uśmiechnęła się lekko.
To czemu jesteś...
...wciąż na mnie zła za wczoraj? – skończyłam.
Westchnęła i uderzyła łyżką o brzeg miski.
To nie tak . Ja się po prostu o ciebie martwię. Kiedy my odejdziemy...nie chcę żebyś została w niepowołanych rękach.
Marino,przerabialiśmy to już tyle razy-westchnął Spencer-Znowu zaczynasz....
Ale tym razem to co innego – zaprotestowała zaczynając siekać pomidora. – Myślisz,że ja nie wiem jak się ma ostatnio współpraca między wami?Denerwuję się przez to...
Pod jej palcami przewalały się kolejne kawałki warzywa. Kroiła coraz szybciej wyładowując złość.
Przestań! – powiedział Spencer podchodząc i wyrywając jej nóż z ręki – Porozmawiajmy na spokojnie. Jeszcze się skaleczysz.
Wzięła się pod boki i zdmuchnęła z czoła kosmyk kręconych blond włosów.
Jestem spokojna.
Akurat – prychnęłam – Chodź,usiądź i możemy porozmawiać. Sądzę,że wam obojgu powinnam wyjaśnić kilka rzeczy.
Posłusznie poszli za mną do salonu i usiedli na swoich ukochanych sofach,które jak zdążyłam się zorientować były najodpowiedniejszym miejscem do rozmów w całym ogromnym apartamencie.
Po pierwsze – zaczęłam gdy usiedliśmy – Po raz milion pierwszy powtarzam,że nie mam do was żalu za te zmiany,które mnie czekają. To tak w kwestii wyjaśnienia.
Skinęli zgodnie głowami zachęcając mnie do kontynuowania.
Po drugie... – zwróciłam się do trenera – Marina wie,że moja współpraca z Tonim się nie układa i chcę znaleźć kogoś na to miejsce...ale ty nie wiesz,że z tobą również nie jest mi ostatnio łatwo.
Możesz winić wyłącznie siebie – mruknął.
Daj jej skończyć! – syknęła Marina.
A więc prawda jest taka,że ja kompletnie nie wiem w jaki sposób mam teraz trenować. James kazał mi dzisiaj grać płasko,ale przecież to nie w moim stylu. Zauważyłeś w mojej grze coś,o czym nie mam pojęcia?
Nie. Szczerze mówiąc,nie mam pojęcia dlaczego wybrał właśnie ten styl.
A widzisz? No i jak ja mam teraz trenować,skoro każdy trener ma inną wizję?
Słuchaj... obiecałem,że ci pomogę. I zamierzam się z tego wywiązać, dlatego rozmawialiśmy ostatnio z Mariną i wspólnie ustaliliśmy,że zostaniemy z tobą dłużej. Dopóki nie znajdziesz nowego trenra. Prawda?
Tak – Marina przytaknęła – Czuję się dobrze,więc nie widzę przeszkód.
Naprawdę? – oczy zaświeciły mi się z radości. – Jesteście wspaniali!
Objęłam ich oboje.
No. A teraz skoro mamy wszystkie nieprzyjemności za sobą to wracajmy na kort.
Teraz? – jęknęłam.
Obiecałaś – roześmiał się Spencer.
Obiecałaś czy nie,najpierw jecie obiad i toćka. Nie po to kaleczyłam sobie palce,żeby was cały dzień nie było w domu – obruszyła się Marina.
Zgoda. – przytaknęłam. – Co mój trener na to?
Wzruszył ramionami.
A co ja mogę w obliczu kobiety ogarniętej burzą hormonalną?
Ogarnięta burzą hormonalną” dała mu za to w nos.
Żywy dowód – mruknęłam zanosząc się śmiechem.
Burzę to ja ci mogę zrobić nawet zaraz – odcięła się – A teraz jazda do kuchni. Wyręczcie trochę kobietę w ciąży. Co za ludzie...

*

Podchodzimy do lądowania. Proszę zapiąć pasy – oznajmił krótko głos automatyczne stewardessy.
No w końcu – westchnęła Marina stosując się do polecenia – Myślałam,że już nie wytrzymam.
Znów cię mdli? – spytał zmartwiony Spencer – Bałem się,że podróżowanie samolotem ci zaszkodzi.
Nic mi nie będzie. Dziecku też się nic nie stanie. To tylko zwykłe mdłości.
Położyła jego dłoń na swoim brzuchu jakby chcąc go uspokoić.
Widzisz?Nie zamierza nigdzie iść – zażartowała.
Miejmy nadzieję – mruknął niezbyt uspokojony.
Tak właściwie to czujesz już jak kopie? – spytałam oglądając się na nich przez ramię.
Od przyszłego miesiąca mogę czuć – wyjaśniła – Tatuś będzie musiał iść na kanapę.
Uśmiechnęłam się do siebie. Cieszyło mnie ich szczęście. Bądź co bądź to ja ich połączyłam. Mogę czuć się dumna.
Wytrzymam – oznajmił poważnie.
Zobaczymy – zaśmiałam się. – Do tej pory jakoś niespecjalnie ci się udaje.
Ouuu,nie zdążyłam ugryźć się w język. Raczej nie powinnam tak twierdzić przy Marinie. Jeszcze mu rozbije walizkę na głowie albo coś.
Chyba jednak postanowiła to olać. Uff,i dobrze. Co jak co,ale chyba Toni mógł mieć rację z tym paplaniem nie o tym co trzeba...
No,to witaj Stanford – skwitowałam,gdy tylko poczułam jak samolot bezpiecznie,ale z lekkimi wstrząsami ląduje na amerykańskiej ziemi.
Stanford to pierwszy turniej,w którym jestem rozstawiona z jedynką. Wcześniej albo kwalifikacje,albo niższy numer. Ale ranga tego turnieju też pozostawia wiele do życzenia.
To też turniej nadziei. Jest pierwszym na szybkiej nawierzchni od marca. Chcę tu udowodnić,zwłaszcza Toniemu,jak wiele warte są rady mojego własnego trenera.
Marina,jak przystało na menedżerkę od razu wynalazła nam jakiś tani,ale wygodny hotel,bo nie ma sensu wydawać masę pieniędzy na pięć gwiazdek.
Jak za starych dobrych czasów co? – mruknął Spencer gdy weszliśmy razem przez przeszklone drzwi.
Co masz na myśli? – spytałam marszcząc brwi.
Tak jak dawniej. Ty,ja Marina i turniej. Skromny hotel,treningi rano,mecze po południu...
Sugerujesz,że teraz jest źle?
Dobry Boże nie!Ale było inaczej. Nie tęsknisz za swoją przeszłością?
Tęsknię – przytaknęłam – Ale tylko i wyłącznie za naszą wspólną.
Skinęłam głową.
Też tęsknię. Było nam dobrze przez te kilka lat tylko we trójkę. A kiedy moja kariera nabrała rozpędu...
Chciałaś powiedzieć:Moje życie uczuciowe nabrało rozpędu-poprawiła Marina meldując nas w recepcji.
Zgadza się – przyznałam niechętnie. Jej stwierdzenie brzmiało tak,jakby chowała urazę – Ale kariera też.
Gdyby nie twój związek z Rafaelem pracowalibyśmy tak po dziś dzień – dodał Spencer kierując się do windy.-Które piętro?
Piąte – odparła Marina dołączając do nas.
Aha,czyli to wszystko moja wina-skwitowałam ironicznie – To,że Marina zaszła w ciążę też?
To inna sprawa...
Doprawdy? – wcisnęłam ze złością guzik – A zdajesz sobie sprawę,że prędzej czy później musielibyśmy kogoś jeszcze zatrudnić?
Był przecież Vellotti
Machnęłam ręką z lekceważeniem.
Dobrze wiesz,że to nie było na poważnie. A tak przynajmniej mamy problem z głowy.
Szukasz wymówki...
Do czego?Nie mam się czego wstydzić. Tenis to nie jakiś zakon. Nie można wiecznie żyć w celibacie.
Po moim jakże dobitnym zdaniem Mariny komentarzu zamilkł i rozdzieliliśmy się. Tym razem w udziale dostał mi się skromny pokój jedynie z łazienką. Jakże inny od tych ogromnych apartamentów. Wygrzebałam z torebki telefon.
Kochanie wylądowaliście bezpiecznie? – odezwał się zamiast powitania Rafael.
Tak skarbie. Jesteśmy w hotelu. Wszystko w porządku.
A jak Marina?
Też dobrze. Nie przejmuj się.
Wiesz,że tak nie umiem...
Wiem i między innym za to cię kocham,ale wyluzuj trochę.
Teraz kiedy wiem,że wszystko ok,zrobię to – zapewnił.
Świetnie. Co u ciebie?
Trenowaliśmy dzisiaj od rana do popołudnia. Jestem padnięty.
Czemu tak długo? – zdziwiłam się.
Otóż Toni uznał,że raz na jakiś czas dłuższa sesja treningowa nie zaszkodzi.
O masz...-mruknęłam – Całkiem go porąbało.
Ej,nie jest tak źle.
Właśnie słyszę. Idź się zrelaksować. Weź kąpiel albo coś.
W takich chwilach jak ta chciałbym żebyś była obok i wymasowała mi plecy – ęknął
Nie można mieć wszystkiego. Jesteś dużym chłopcem,dasz sobie radę beze mnie. Titin na pewno ci pomoże.
To nie to samo – Nie ustępował.
Trudno. Nie masz teraz innego wyjścia. Jak przylecę to się tobą zajmę. Muszę się skupić na turnieju.
Jasne. Jakoś przeżyję bez ciebie.
Jaki on potrafił być czasem nieporadny to głowa mała. Niby taki uporządkowany i pewny siebie na tym korcie,a w domu kompletny bałaganiarz.
Szału idzie dostać,no ale każdy ma jakieś wady. Zalety też,ale o nich raczej się nie wspomina,a szkoda. Na przykład to,że umie gotować. Który przeciętny facet potrafi?Jeden na dziesięciu?Ta jego opiekuńczość. Bywa upierdliwa,ale jest słodka. Świadczy o tym,że naprawdę mu zależy.
Mimo tych wszystkich wad naprawdę uważam,że jestem szczęściarą. Ile kobiet marzyłoby by być na moim miejscu...a ja po prostu na nim jestem. Tak sobie. Nawet nie musiałam się za bardzo starać,żeby na nie wejść. To po prostu się stało. Wtedy ta burza,pocałunek w kuchni...a kilka dni później pierwszy raz poszliśmy do łóżka. To było takie...magiczne.
Czasem mam wrażenie,że byłam za łatwa. Na tym balu rzeczy potoczyły się tak szybko,zaproszenie na wakacje i jego konsekwencje. To zbyt piękne,żeby było prawdziwe-myślałam wtedy
A jednak prawdziwe. Mimo wszystko,mimo różnych osobowości,różnych charakterów,różnego wychowania zmierzamy wolnym krokiem w stronę ołtarza. Dlaczego?
Bo tak działa przeznaczenie. Kiedy dwoje ludzi spotyka się i nie ma potrzeby udawania niedostępnego,bo wiadomo,że to jest właśnie to.
Miłość w najczystszej postaci. To takie smutne,że zdarza się tylko nielicznym. Rodzice Rafaela na przykład...
A co z moimi?Muszę im w końcu powiedzieć,że wychodzę za mąż. Tylko kiedy?I jak?
Moi rodzice zawsze się o mnie bali,przynajmniej mama. Jest chora ze strachu,gdy latam samolotem. No może teraz już nie,ale na początku...szkoda słów.
Tak samo przyjęła mój pomysł zamieszkania na Majorce,mimo iż tato przekonywał ją ,ona wciąż uważa mnie za małą dziewczynkę.
Za setnym umoralnieniem przestałam zwracać na nią uwagę. Było to trochę trudne,bo wiem,że bardzo mnie kocha i się martwi,ale dotarło do mnie że moja mama po prostu popada w hipokryzję. No bo ile w końcu można przeżywać latanie samolotem?Aż boję się pomyśleć,co będzie gdy im powiem....
O,jeszcze tu jesteś? – Marina pojawiła się znikąd w drzwiach. Przebrała się w wygodną wzorzystą sukienkę,która zakrywała jej brzuch.
A gdzie niby mam być?-zdziwiłam się.
Trzeba jechać do biura i wszystko załatwić. Zapomniałaś?
Ach tak...
Zawsze przed turniejem trzeba pojawić się w biurze dyrektora,zapoznać się z regulaminami i takimi tam. No i obejrzeć drabinkę oczywiście.
No to zbieraj się!
Muszę się przebrać! – jęknęłam.
Miałam na sobie stary top w paski i białe rybaczki. Już gdzieś wyskoczyłam w tym stroju...ach,chyba na pamiętny lunch z Mariną w "El casa de abuelo". Wtedy poznałam Fernando i w moim życiu uczuciowym rozpętał się huragan.
Nie zdążysz – zaprotestowała – Chodź już.
Nie widząc innego wyjścia ruszyłam za nią na dół. Spencer o dziwo nie komentował mojego ostatniego wyskoku. Widocznie również uznał,że niektórymi rzeczami nie należy się przejmować.
Masz dzisiaj spotkanie z Nike – oznajmiła Marina,gdy wsiadaliśmy do taksówki.
Kiedy?
Wieczorem. Można powiedzieć,że to taki mały biznesowy lunch.
Czego chcą?
Pewnie to co zwykle. Podtrzymywanie współpracy.
Zazwyczaj żeby podtrzymać współpracę nie idziemy na lunch – zauważyłam.
Skinęła głową.
Słusznie. Ale nie chcieli mi powiedzieć o co chodzi.
Czyli jednak nie współpraca...
Powiedzieli,że chcą dzisiaj się umówić na lunch. Właściwie to na kolację,ale nieważne. Nie powiedzieli po co.
Zatem trzeba uważać – skwitowałam.
Lepiej. Musisz się dobrze zaprezentować. Masz chyba jakieś eleganckie ciuchy?
Coś mam. Wystarczy. Ale chyba nie myślisz,że chcą rozwiązać z nami współpracę,nie?
W życiu! – zaprotestowała – Przecież nieźle na tobie zarabiają. Po co zabijać kurę,która znosi złote jajka?
A bo ja wiem? – wzruszyłam ramionami – Ty się na tym znasz.
I ja okiem rzeczoznawcy określam,że nie wiem o co chodzi i radzę zaczekać do wieczora – ucięła.
Co myślisz Spencer?-spytałam odwracając głowę w jego kierunku.
Skoro nie chcieli powiedzieć to musi być coś poważnego.
Czyli muszę czekać do wieczora. No super – westchnęłam.
Na szczęście w biurze dyrektora turnieju wszystko poszło szybko i sprawnie i po niecałej godzinie wybraliśmy się do Starbruck'sa.
Marino? – spytałam,gdy wysłałyśmy Spencera po zamówienie.
Tak? – spytała strząsając jakieś niewidzialne pyłki z sukienki.
Co powiedziała twoja mama,kiedy jej oznajmiłaś że jesteś w ciąży i przeprowadzasz się do Anglii?
Co powiedziała? – Marina zmarszczyła brwi. – Nie pamiętam...ale przyjęła to w miarę spokojnie. Można powiedzieć,że na swój sposób się ucieszyła. Stwierdziła,że menopauza zbliża się wielkimi krokami i już pora. A czemu pytasz?
Bo widzisz...ja nie wiem jak powiedzieć rodzicom. Wkurzą się.
Jesteś w ciąży?! – wytrzeszczyła oczy.
Per dios,nie! – zaprotestowałam głośno i poczułam na sobie spojrzenia innych klientów.
Wzruszyła ramionami.
A bo ja wiem?Mieszkasz z facetem od roku i to takie w sumie logiczne jest...
Logiczne to by było gdybym była z nim rok po ślubie – syknęłam – O sam ślub mi chodzi.
Aaaa – pokiwała głową ze zrozumieniem – No faktycznie,może być problem.
Marina znała moich rodziców. Z początku je nie ufali,ale z czasem się przyzwyczaili do jej zwariowanych pomysłów.
Wiem – jęknęłam łapiąc się za głowę – Jak ja mam im powiedzieć,że wychodzę za mąż?IM?
Najlepiej prosto z mostu – stwierdziła.
Żachnęłam się.
Masz lepszy pomysł?Przecież ich znam.
Wolałabym to zrobić bardziej...dyplomatycznie.
Dyplomatycznie? – prychnęła – Niby jak?
Delikatnie wprowadzić w temat,potem zacząć i znów zmienić.
Patrzyła na mnie jak na idiotkę.
Szczerze?Nie. Prosto z mostu będzie najlepiej.
Tak sądzisz?
Tak. Wiem bo sama tak zrobiłam. A twoi rodzice są jacy są,ale przecież nie mogą kwestionować każdej twojej decyzji. Mają być twoim oparciem,a nie dyktatorami.
Otwierałam usta,żeby jej podziękować,gdy pojawił się Spencer z zamówieniem.
No wreszcie! – powiedziała Marina biorąc swoją porcję. – Ile można czekać?
Też się wkurzyłem – przytaknął – Ale widzicie same ile jest ludzi. A jak odejdziesz jest szansa ,że o tobie zapomną. Trzeba więc czekać. A o czym rozmawiałyście?Słyszałem wykręty Kingi i z baru.
O niczym ważnym – uśmiechnęłyśmy się do siebie-Wszystko będzie dobrze.

I ignorując zdziwione spojrzenie Spencera,pociągnęłam łyk gorącej czekolady ze słomki.


Ale Was rozpieszczam ostatnio,tyle Mariny i Spencera to dawno nie było :D
Usiłuję dojść do tego,czy Serena W. faktycznie jest w ciąży. Każdy trop mile widziany.
Aha, i powiedzcie mi proszę,czy z moderacją komentarzy dodaje się lepiej czy gorzej. Napiszcie czy mam to zostawić,czy wrócić do poprzednich ustawień. Blogger umila życie tak bardzo <3
Długi weekend,jak ja to kocham. Odjąć 2 sprawdziany po nim i byłoby idealnie :D
Uciekam,
Gatique

1 komentarz:

  1. Kto długi weekend, ten długi weekend. Ja w Zaduszki muszę zachrzaniać do szkoły. Ciekawa jestem, jakim cudem odrobię wszystko i nauczę się w niecałą sobotę. Chyba nie zostanie mi ani wolna chwila :( A tu Agnieszka gra z Muguruzą o ósmej rano!...
    Co do Sereny W. nie mam konkretnych wieści; szerzej odpisałam Ci w moich pogawędkach ;)
    Jeszcze co do komentarzy, to ułatwieniem jest możliwość dodawania ich z telefonu, bo przy moderacji nie ma tej weryfikacji, której nie szło kliknąć. Ale jeśli nie masz czasu zaglądać i zatwierdzać, to możesz wrócić do poprzednich ustawień.
    No i już co do rozdziału, to jest jak za starych, dobrych czasów, i od razu lepiej! :) Jakże ciężko będzie się naprawdę rozstać z Mariną i Spencerem... Cieszmy się ich obecnością, skoro jeszcze polecieli tym razem! Bo James Kindze nie pasuje, z Tonim to lepiej nie mówić... więc co tu robić? No i ciekawa jestem, jak rodzice zareagują na wieść o ślubie ukochanej córeczki...
    Do za tydzień tutaj, a u mnie jeszcze w międzyczasie chyba "pogadamy" ;)

    OdpowiedzUsuń