Tekst

piątek, 13 listopada 2015

2.16 Poznaj i zwyciężaj

Już prawie-myślałam popijając wodę z butelki podczas przerwy w meczu ćwierćfinałowym z Dominiką Cibulkovą. Było 6:1 i 5:1 dla mnie i serwowałam by mecz zakończyć. Nie powinno być to zbytnim problemem,to był dopiero mój drugi mecz w turnieju. Pierwszy,nieco zacięty z Mariną Erakovic wygrałam 6:4 6:4. Ogólnie moja forma była całkiem w porządku,jednakże turnieje typu Stanford nigdy nie są jakimś znaczącym wskaźnikiem. A sama Cibulkova...no cóż,jakąś specjalnie ciężką przeciwniczką nie jest,chyba że ma dobry dzień.
Jak my wszystkie zresztą.
Dzisiejszy dzień ewidentnie nie należał do Słowaczki i po chwili zeszłam z kortu uścisnąć jej dłoń po spokojnie wygranym do zera gemie. Chwila uśmiechu do kibiców i fotoreporterów,dwie konferencje i znów będę nudzić się cały wieczór. Na szczęście był już wczesny wieczór,więc oznaczało to,że będzie można szybko pójść spać. Nareszcie.
Kocham grać w tenisa,ale nie można mu poświęcać całego dnia. Czasem to dobrze,a czasem nie. Na przykład na takich turniejach. Zwyczajnie mi się nudzi między meczami. Kiedy jesteśmy z Rafą i jego-naszą-ekipą zawsze jest coś do roboty. A teraz...szkoda słów. A jak Marina ma gorszy dzień jest jeszcze gorzej. Cieszył fakt,że ma je coraz rzadziej,ale zarazem smucił fakt,że coraz bliżej do jej odejścia.
Ech życie...
Co dziś robimy? – spytałam Marinę gdy opuszczałam pokój konferencyjny.
Dziś już chyba nic – odparła ziewając – Jestem jakoś zmęczona. No i robi się coraz ciemniej.
Nie przesadzaj – machnęłam ręką – Poważnie żadnych drinków ani nawet kolacji na mieście?
Och,zdecydowanie – dodał twardo Spencer pojawiając się nagle obok. – Rano trening,pamiętasz?
Ale zanudzimy się w tym hotelu! – jęknęłam poprawiając torby na ramieniu.
Damy radę – ucięła Marina gdy wyszyliśmy na świeże powietrze. Wciągnęłam je głęboko w płuca. Przyjemnie było poczuć dla odmiany woń miasta zamiast śródziemnomorskiej niemal wioski. Urodziłam się jednak miastową i chociażbym nie wiem jak kochała Majorkę,zawsze będę tęskniła za spalinami i trąbieniem klaksonów. O dobrych sklepach nie wspominając.
Z westchnieniem rzuciłam swoje tenisowe torby na podłogę mojego malutkiego pokoiku i podeszłam do komody w poszukiwaniu czegoś na przebranie. Wygrzebałam tam jakąś sukienkę,zdjęłam więc zatem t-shirt i zamierzałam rozpiąć stanik,kiedy poczułam na swoich plecach czyjeś palce,które zrobiły to za mnie.
Odskoczyłam z piskiem i przerażonym wzrokiem zobaczyłam...śmiejącego się Rafaela.
Co ty tu robisz? – wykrztusiłam przytrzymując biustonosz. Oddech powoli wracał mi do normalności na jego widok.
Stęskniłem się za tobą więc przyjechałem – odparł wzruszając ramionami. Miał na sobie białe szorty i zieloną koszulkę polo.
Tak po prostu?Mogłeś mnie uprzedzić. Prawie umarłam ze strachu!
Przepraszam – powiedział skruszony obejmując mnie. Opuściłam stanik na dół. – Ale skoro tak chętnie zaczęłaś się rozbierać... – dałam mu kuksańca w ramię – Ał,dobra. Więcej tego nie zrobię.
Przycisnął mnie mocniej do piersi i pocałował w skroń.
A teraz mi powiedz,czego od ciebie chcieli.
Kto?Dziennikarze? – zmarszczyłam brwi odsuwając szuflady pamięci.
Nie. Ci z Nike.
Przełknęłam ślinę. Kontrakt może i był korzystny,ale Rafael z pewnością uzna,że zbytnio ingeruje w naszą prywatność. Prawdę mówiąc,ja sama nie do końca mam ochotę na takie zmiany. Już wystarczy zmiana sztabu. Nie chciałabym dodatkowo zatracić mojej tenisowej tożsamości na rzecz upodabniania się do mojego bardziej utytułowanego narzeczonego.
Postanowiłam grać na zwłokę.
Kochanie,czy naprawdę musimy teraz o tym rozmawiać? – spytałam łagodnie patrząc w jego spokojne brązowe oczy.-Tak dawno się nie widzieliśmy i...
Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie,że to była nasza noc poślubna. Tak bardzo chciałam już wyjść za niego za mąż,nosić złotą obrączkę i z uśmiechem na ustach spoglądać na suknię ślubną zawieszoną w garderobie dla przypomnienia,że ten cudowny dzień już minął.
Kinga,śpisz?
Nie. – Otworzyłam oczy – Ale jestem trochę zmęczona.
-Miałaś ciężki mecz?
Ponownie zaprzeczyłam,ale chyba nie dość przekonująco.
Jeśli chcesz możemy iść spać – zaproponował sięgając do nocnej lampki.
Nie chcę. Porozmawiajmy...
Dobrze – przytaknął ponownie obejmując mnie ramieniem. – O czym?
O ślubie – poprosiłam – Musimy zacząć poważnie o nim myśleć.
Zaczniemy wszystko załatwiać gdy wrócimy do Manacor. Muszę powiadomić moją rodzinę. Urządzimy jakąś zaręczynową kolację.
Przewróciłam oczami. Tylko rodzina i rodzina...
Ile osób chciałbyś na niej mieć?
No wiesz,tylko tą najbliższą. Rodziców,rodziców chrzestnych,Toniego...
Powstrzymałam się,żeby nie parsknąć śmiechem. Już widzę Toniego na takim przyjęciu. Siedziałby cały czas z założonymi rękoma i wychylał jeden kieliszek wina za drugim byle tylko jak najszybciej się wyrwać.
W porządku – przytaknęłam jednak – Zastanowimy się nad tym po powrocie.
Dziękuję – odetchnął i pocałował mnie w skroń.
Za co?
Wiem,że czasami irytuje cię to moje częste spędzanie czasu z rodziną....
Nie wiedziałam co powiedzieć. To było tak,jakby czytał mi w myślach.
A może to po prostu widać...
Nie chciałam jednak potwierdzać ani zaprzeczać.
Ale wiem też,że to rozumiesz i nie chcesz tego po sobie pokazywać – dokończył.
Kto ci to powiedział?
Nikt. – Przełknął ślinę. – Widać to po tobie.
Kłamiesz.
No dobra,Toni – westchnął kapitulacyjne.
Wiedziałam! – wykrzyknęłam tryumfalnie podnosząc się. – To nawet nie jest dziwne.
Kinga on nie chce źle...
Nie chce źle? – parsknęłam – On nie chce źle? On mnie nienawidzi i chce się mnie pozbyć. Czy ty tego nie widzisz?
Wiem,że Toni jest ciężki do życia,ale nie przesadzaj. Na pewno nie o to mu chodzi.
O naszej rozmowie to już zapomniałeś?
Nie.
I mimo to wciąż uważasz,że on nie chce źle? – upierałam się.
Tysiące razy ci to tłumaczyłem a do ciebie ciągle nie dociera? – zirytowany podniósł się i spojrzał mi prosto w oczy. – Toni nie jest mistrzem w okazywaniu uczuć. On tą swoją zgorzkniałością wyraża aprobatę. Znam go od dziecka,zaufaj mi,wiem o czym mówię.
Nie zawsze tak jest – zauważyłam.
Rafael skinął głową.
Owszem. Czasami to po prostu czysta złośliwość,ale on z reguły maskuje swoje prawdziwe emocje. Jeśli nauczysz się go czytać,to nie będzie dla ciebie problemem. Potraktuj jego charakter jako przeciwniczkę,której grę musisz poznać. Wiem,że to potrafisz. Po prostu poznaj i zwyciężaj.
Było w tym ziarno prawdy. Faktycznie Toni potrafił być czasem strasznie metaforyczny. Że też nie zauważyłam tego wcześniej. A podobno zawsze byłam dobra w interpretacjach...
Zacisnęłam usta w wąską kreskę.
Możesz mi obiecać,że spróbujesz to zrobić zanim znów zaczniesz go pochopnie osądzać?
Dobrze – odparłam wypuszczając powietrze ze świstem. Postanowiłam też trzymać język za zębami w kwestii nowego trenera.
Rafa uśmiechnął się i odgarnął włosy z mojego policzka. Zanim jednak pochylił się by mnie pocałować dodałam:
A jeśli chodzi o twoje relacje z rodziną...to nie jest tak,że mnie to irytuje,ale ja...jestem zwyczajnie trochę zazdrosna,że poświęcasz im czasem więcej uwagi niż mnie.
Uff,powiedziałam to!
Hiszpan zrobił przygnębioną minę.
Naprawdę kochanie? – spytał ze smutkiem – Myślisz,że jesteś dla mnie mniej ważna niż oni?Przecież też już należysz do mojej rodziny...
To co innego – zaprotestowałam – Czuję się z nimi niekiedy jak obca. Jak jakiś konkwistador,albo coś takiego...macie tyle tematów i rozumiecie się bez słów a ja...mam wrażenie,że to niszczę.
Nieprawda – zaprotestował gwałtownie Rafael – Posłuchaj,gdy powiedziałem wszystkim,że chcę się z tobą ożenić to byli bardzo szczęśliwi. Nikt nie traktuje cię jak obcą. Jesteś moją przyszłą żoną,a więc praktycznie członkiem naszego klanu. A w mojej-naszej-rodzinie wszyscy trzymamy się razem. Nikt tu nie jest sobie obcy.
- Ale ja mam wrażenie,że jestem obca...
Westchnął ciężko i pokręcił głową. W końcu stwierdził:
Wiesz,w pewnym stopniu to prawda. My mieszkamy razem od pokoleń,więc to logiczne,że nasza więź jest silniejsza. To,że nie jesteś stąd nie znaczy wcale,że nie możesz być członkiem naszej rodziny. Wręcz przeciwnie,wnosisz coś nowego. Jakiś element świata,innej kultury. Przynosisz...świeżość.
Świeżość? – roześmiałam się.
No,nie wiem jak to inaczej określić – zmieszał się – Ale dzięki tobie uczymy się czegoś nowego.
I ja wciąż uczę się od was – zapewniłam
No to jesteśmy kwita – uśmiechnął się i pogładził mnie po policzku.
Mhm – mruknęłam zbliżając jego twarz do swojej.
Rafa zrobił ruch świadczący o tym,że chce mnie pocałować,jednak nie zrobił tego i w ostatniej chwili przechylił mnie do tyłu tak,że opadłam z piskiem na poduszki. Dopiero wtedy jego usta spotkały moje.
Zapowiadała się długa i niespokojna noc...


No,macie w końcu trochę Rafy ;) No i nadchodzi masters panów,przed którym cała się trzęsę i to bynajmniej nie z radości. 
Powiem Wam,że los jest bezczelny xD Mamy robić prezentację o danym języku słowiańskim. Oczywiście co wylosowała Gatique? SERBSKI! 
Pozdrawiam!

1 komentarz:

  1. Gratuluję losowania! :D To przeznaczenie, buahahaha ;) Jak chcesz potrenować język to zapraszam na fb Novaka :D
    Ooo i tak całe szczęście, że nie mamy Rafy, Novaka i Feda w jednej grupie na masters, bo istniało takie prawdopodobieństwo i obawa... Ale naprawdę mocną grupę ma Rafa (oprócz Ferrera) :(
    Co do rozdziału... Kinga jako żona Rafy zawsze pozostanie poniekąd obca, ale właśnie wprowadzi do tej rodziny coś nowego od siebie... ;) Da radę :) Bardzo ciekawa jestem ślubu tej pary i przygotowań do niego...
    Niech moc będzie z Tobą, krzyż na drogę z prezentacją :) Zapraszam do mnie na rozdział, w którego końcówce rozbisurmaniłam się i pozwoliłam sobie na wiele... :D Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń