–
Wszystkiego najlepszego skarbie!
– wykrzyknął Rafael gdy tylko rano otworzyłam oczy. Byliśmy w
Moskwie na turnieju WTA,w dniu dokładnie osiemnastym października.
Zgadza się. W moje urodziny.
Spojrzałam
na niego zaspana i pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to,że był
już ubrany,a w dłoni trzymał pakunek.
–
Dziękuję – powiedziałam
ospale gdy mi go wręczył.
Rozerwałam
ozdobny czerwony papier i moim oczom ukazała się duża buteleczka
perfum Reb'l Fleur Rihanny oraz...
–
Dostałeś Uncharted 3! –
wydusiłam zaskoczona – Jak?
–
Nie znasz moich możliwości –
uśmiechnął się. – Podoba się?
–
Bardzo! – odparłam ściskając
go szybko, po czym wzięłam do ręki flakon i psiknęłam się od
razu. Rafael zaśmiał się.
–
Wiesz jak uwielbiam ten zapach –
powiedziałam przepraszającym tonem rozsmarowując kilka kropel na
skórze.
–
Wiem. Ja też. – uśmiechnął
się szeroko – A zwłaszcza jak nie masz na sobie nic poza nim.
Jak
zdążyłam przewidzieć,telefony urywały się do mnie dziś bez
przerwy nie bacząc na koszty. Zaczęło się od rodziny Rafy(za
wyjątkiem Toniego,ale machnęłam na to ręką),potem zaś
zadzwonili moi rodzice.
–
Kinga przepraszam cię,że
wyrządziliśmy ci taką krzywdę tuż przed twoimi urodzinami –
powiedział mój ojciec z trudem panując nad emocjami.
Przełknęłam
ślinę i zamknęłam oczy.
–
W porządku – odparłam
ostrożnie – Już się z tym pogodziłam.
Gdyby
powtórzył jak bardzo jest mu przykro jeszcze z pięć
razy,rozkleiłabym się kompletnie. A mama dorzucając swoje
przeprosiny doprowadziłaby mnie do depresji. W urodziny.
Dowiedziałam
się od niego,że moja kuzynka Natalia,która również jest
tenisistką bardzo chciałaby poznać Rafę. Wszyscy zresztą by
chcieli,więc obiecałam,iż wpadniemy do Wrocławia najszybciej jak
się da. A bardzo prawdopodobne,że nastąpi to dopiero na święta.
Miałam...szczęście,że
odpadłam z turnieju wczoraj,bo dziś nie miałabym czasu na nic poza
meczem. Mimo miałam dziś bardzo dobry humor.
–
Sto lat dziewczyno! – rozległ
się w słuchawce głos Agnieszki,gdy odebrałam pięćdziesiąty
telefon tego dnia. – Dużo zdrowia,szczęścia i sukcesów,w
karierze oraz poza nią.
–
Dzięki – zaśmiałam się –
Słyszę to już dzisiaj setny raz.
–
Domyślam się,ale trzeba
pamiętać o przyjaciołach.
–
A niedawno myślałam,że jesteś
kochanką mojego faceta – odparłam przeciągle i obie
wybuchnęłyśmy śmiechem.
–
Racja. Ale,Kinga,mam do ciebie
pytanie... – zawahała się na moment.
Mam
napisane na czole „doradca”,że wszyscy dzwonią do mnie ostatnio
wyłącznie z pytaniami?
–
Pytaj – westchnęłam.
–
Wybieracie się gdzieś na
wakacje w grudniu?
Spodziewałam
się raczej pytania w stylu „Co powinnam z tym zrobić?” albo:
„Co powiesz na to i na to?”
–
Nie,raczej nie – odparłam z
łatwością odgadując jej intencję.
–
Bo...hmm...jakby to powiedzieć
– Nagle się pogubiła i zaczęła się jąkać. Zupełnie
niepotrzebnie,skoro się przyjaźnimy jak sama stwierdziła –
Pomyślałyśmy z Ulą,czy nie moglibyśmy wpaść do was na Majorkę.
–
Oczywiście,że
mogłybyście. Tylko
nie bierzcie ze sobą Karolinki. Chociaż nie,ona pewnie poleci do
jakiegoś Honolulu z tym swoim nowym ukochanym. – To
żaden problem. Przynajmniej będzie z kim pogadać w ojczystym
języku.
–
To świetnie – westchnęła –
Bo wiesz,nie byłam pewna,czy Rafa się zgodzi.
Parsknęłam.
–
Rafa?On nie ma tu nic do rzeczy.
Chociaż na pewno się zgodzi. Będziecie naszymi
gośćmi.-powiedziałam radośnie na myśl o przynajmniej tygodniu
spędzonym na plaży z siostrami Radwańskimi w babskim towarzystwie.
–
Cudownie. Odezwę się do ciebie
bliżej grudnia. Trzymaj się,miłych urodzin!
Ach tak. Słońce,plaża,szum
fal i babskie pogaduchy to jest to czego mi trzeba po ciężkim
sezonie na kortach. No i może przystojny i umięśniony brunet
smarujący mi plecy olejkiem do opalania...
*
–
Jak wypadło przyjęcia
zaręczynowe? – spytała Gisela,gdy odebrałam od niej telefon z
życzeniami.
–
W porządku – odparłam
beznamiętnie – Nawet Toni się postarał.
Mogłabym
przysiąc,że wytrzeszczyła oczy.
–
Naprawdę?
–
Tak. Powiedział,że dobrze
gotuję.
–
Wow,jak na niego to mega wysiłek
– odparła ironicznie
–
No. Ale najważniejsze,że
wszystko wypadło dobrze. Aha,w grudniu możecie oczekiwać
zaproszenia na ślub.
Pisnęła.
–
No to kiedy w końcu?
–
Jedenasty luty.
–
Dość szybko – Jej entuzjazm
nieco opadł
–
Nie da się inaczej. Styczeń
Australia,luty turnieje na Bliskim Wschodzie,marzec Indian Wells i
Miami...
–
Ok,wiem – przerwała mi – Mi
to wszystko jedno. Serio. Ale mediom...
Zmarszczyłam
brwi i wyprostowałam się.
–
Jakim mediom?Co mówią?
–
Hmm,twierdzą,że planujecie
ślub już na luty,bo jesteś w ciąży. – powiedziała
ostrożnie,wiedząc jak bardzo nie lubię plotek na swój temat.
Nie
mogłam się powstrzymać i wybuchnęłam śmiechem,co trochę
speszyło moją przyjaciółkę.
–Przecież
to niedorzeczne. Jak mogłabym do tej pory grać?Z wielkim brzuchem?
–
Wiem. Ale tak mówią.
–
No to się przekonają –
odparłam ze złością. – Moja suknia ślubna będzie obcisła do
granic możliwości. Już ja osobiście się o to postaram.
–
Kinga,uspokój się...
–
Jestem spokojna.
Na
razie.
–
Możesz to sobie wyobrazić? –
wyrzuciłam Marinie ze złością plotki.
–
Po pierwsze:Wszystkiego
najlepszego!Po drugie:Właściwie co cię to obchodzi?I po
trzecie:Mam dla ciebie prezent.
–
Dziękuję. Takie plotki mogą
wywołać u mnie jakieś dodatkowe kontrole czy coś. Jaki masz dla
mnie prezent?
–
Poczekaj – zganiła mnie za
dziecięcą niecierpliwość. – Myślisz,że ktoś miałby interes
w rozpuszczaniu takich plotek?Na przykład Woźniacka?
–
Cudownie zakochana Karolinka? –
prychnęłam – Mało prawdopodobne.
Jakby
się jednak nad tym głębiej zastanowić to fakt,że Caro jest
szczęśliwa w nowym związku nie zwalnia ją z chęci rewanżu za
wszystkie porażki na korcie. Ale czy zrobiłaby coś tak głupiego?
–
Nie wiesz tego – odparła
Marina – Parę razy udowodniła ci do czego jest zdolna.
–
Nieważne – machnęłam ręką.
– Chcę im udowodnić,że się mylą.
–
W jaki sposób? –
zainteresowała się.
–
Zaprojektuję tak obcisłą
kieckę,że im oczy z orbit wyjdą – oznajmiłam z dumą.
–
Dobrze się składa –
skwitowała – Twoja sukienka uszyje się pod moim okiem.
Zakryłam
usta dłonią tłumiąc okrzyk radości.
–
Poważnie?Nie żartujesz?
–
No w zasadzie u
projektantki,którą znam. Ale będę miała wpływ na wykonanie.
–
I będzie taka sama jak
zaprojektuję? – spytałam z nadzieją przyciskając mocniej
telefon do ucha.
–
Identyczna – obiecała – To
właśnie jest mój prezent dla ciebie kochanie. Wszystkiego
najlepszego!
–
Jej,kocham cię! – pisnęłam.
–
Bez przesady – zaśmiała się
Marina – Bo jak się Spencer dowie...
–
Nie dowie. Już ja się o to
postaram
Yupi,wyrobiłam się wreszcie na piątek xD
Chciałam zlać tutaj 2 rozdziały w jeden,ale wyszedłby za długi,więc zostawiłam tak jak jest.
Jeszcze tylko drugi blog i można iść na zajęcia ;)
Pozdrowienia!
Gatique
Słodko-gorzki tort urodzinowy, można by rzec, chociaż na sprawy między rodzicami Kinga nie ma przecież wpływu, a plotkami nie powinna się przejmować. Dostanie za to piękną suknię od Mariny :)
OdpowiedzUsuńŚciągnęłam telepatycznie pomysł z Twojego opowiadania :D Skoro chciałaś częściej Rafę u mnie, to pomyślałam, żeby Radwańską kiedy na Majorkę wysłać, a tu bach - obie siostrzyczki lecą do Kingi i Rafy!
Miłych wykładów i weekendu, pa paaa :*
Media rzeczywiście potrafią wymyślić takie bzdury... Przecież jakby wszystkie plotki o ciążach były prawdą to Szarapowa i Serena miałyby po sporej gromadce dzieci ;] Siostry Radwańskie na Majorce? Będzie ciekawie ;)
OdpowiedzUsuń