–
Wow!
Agnieszka
Radwańska powitała majorkański kurort Porto Cristo jednym
króciutkim słowem,które zawierało w sobie tak wiele. Wczoraj
wieczorem przyleciała na Majorkę sama. Niestety Urszula doznała
jakiejś kontuzji i musi zostać w Krakowie na badaniach i poddać
się leczeniu,ale w żadnym wypadku nie zgadzała się,by Aga została
z nią,a jedynie poleciła jej dobrze się bawić.
–
Robi wrażenie,co? – spytałam
patrząc jak zafascynowana rozgląda się dookoła podziwiając
palmy,jachty i czystą,białą plażę. – Też nie mogłam się
napatrzeć za pierwszym razem.
–
Tu jest po prostu obłędnie –
skwitowała zdejmując sandałki i z westchnieniem witając ciepły
piasek na skórze. – Jakim cudem znajdujesz siłę,żeby stąd
wyjeżdżać?
–
Och,mam swoje sposoby –
mrugnęłam do niej porozumiewawczo.
Rozłożyłyśmy
się w zacisznym miejscu,które do tej pory nie zostało opanowane
przez spragnionych słońca plażowiczów. Rafael stwierdził,że nie
będzie nam przeszkadzał i po południu wyjdzie gdzieś z
kumplami,więc miałyśmy cały dzień wyłącznie dla siebie.
Aga
prędko pozbyła się krótkiej,białej spódniczki i topu kładąc
się na leżaku w ślicznym bikini barwy nieba. Podążyłam za jej
przykładem i po chwili i ja mogłam się cieszyć z ciepłych
promieni majorkańskiego słońca wnikającymi w moją skórę
zasłoniętą jedynie dwoma kawałkami skąpego białego bikini,które
miałam od zeszłego roku.
–
Jak tak ma wyglądać życie
między tenisem to ja się tu przeprowadzam – mruknęła
opuszczając na oczy okulary.
–
Bo tak właśnie wygląda –
zaśmiałam się.
–
Wspaniale. Nie wiesz,czy ktoś
chce sprzedać tu dom? Nawet mieszkanie by mi wystarczyło.
–
Rafa i ja opuścimy to,w którym
mieszkamy po ślubie. Ale wątpię,żeby pasowało ci mieszkanie z
jego matką na dole.
–
Ej,ja żartowałam.
–
Ja też.
Obie
zgodnie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Rafael
miesiąc temu znalazł dla nas mały,jednopiętrowy,ale bardzo
nowoczesny dom kilka ulic od naszego obecnego mieszkania.
Postanowiliśmy jednogłośnie,że wprowadzimy się do niego tuż po
ślubie,żeby ograniczyć trochę zamęt powstały w związku z całą
ceremonią.
–
Nie mogę uwierzyć,że to już
za dwa miesiące – westchnęłam wyciągając z torby mleczko do
opalania. Podsunęłam je Adze – Weź moje. To słońce jest
naprawdę bardzo zdradliwe.
–
Ja też nie – Pokręciła
głową rozsmarowując krem na zgrabnym udzie – A w zeszłym roku
byłaś jeszcze niewinną singielką.
–
Niewinną? – uniosłam brew.
–
Może ciut – zaśmiała się –
Wszystko gotowe?
–
Prawie – pokiwałam głową –
Jeszcze tylko takie drobne szczegóły jak dekoracje i...
Urwałam
gdy zadzwoniła moja komórka. Aga zmarszczyła brwi słysząc
strzępki rozmowy
–
Tak,na jedenastego....godzina
czternasta...około dwustu osób...tak,dziękuję,nic się nie
stało,do widzenia.
–
Przepraszam,dzwonili w sprawie
rezerwacji restauracji na wesele. – zaklęłam pod nosem
wycierając usmarowany olejkiem ekran telefonu.
–
Wszystko w porządku? –
spytała nachylając się.
–
Tak,chcieli tylko potwierdzić –
Wzruszyłam ramionami. W ostatnim czasie telefony tego typu nie były
rzadkością. Ja albo Rafael odbieraliśmy je non stop. A to
rezerwacja,a to jedzenie,rozrywki,stroje ślubne...
Zanim
zdążyłam coś dodać zadzwonił kolejny. Przewróciłam oczami a
Aga zachichotała.
–
Nie dadzą nam spokoju –
mruknęłam podnosząc słuchawkę.
–
Czego chcieli tym razem? –
spytała cierpliwie gdy dostrzegła lekkie zaniepokojenie w moich
oczach.
–
Upewnić się,że moja ślubna
bielizna jest zamówiona razem z sukienką.
–
Jej,poważnie traktują kwestie
twojej nocy poślubnej – zakpiła wyciągając nogi.
–
Dobrze,bo jeśli zamiast tego
kompleciku przysłaliby mi jakieś stringi w rozmiarze XXL to byłaby
katastrofa. Tak czy siak,mam tego dość. Idę po drinka. Chcesz?
–
Pewnie – przytaknęła
grzebiąc w torbie.
–
Nie – zaprotestowałam
stanowczo – Ja stawiam.
–
Ale...
–
Jesteś moim gościem.
Westchnęła.
–
No dobrze. Ale następnym razem
się odwdzięczę.
*
Gdy
tylko Aga wyjechała nabywając piękną opaleniznę i nieopisane
wrażenia,ja i Rafael udaliśmy się do moich rodziców. Nie były
to przyjemne wizyty.
Moja
mama kompletnie nie wiedziała jak się zachować wobec mnie,a tym
bardziej mojego narzeczonego. Wprawdzie pozwoliła nam przenocować
przez te kilka dni u siebie,ale gołym okiem było widać,że nie
sprawia jej to przyjemności. Być może przez ten rozwód.
Jednocześnie starała się zachować pozory uśmiechniętej,kochającej
ponad wszystko swoją córkę i absolutnie nieingerującej w jej
życie matki. Z marnym skutkiem zresztą,skoro nawet Rafa przyznał,że
zachowuje się nienaturalnie.
–
To dla niej trudne –
odpowiedziałam z westchnieniem sadowiąc się obok Rafy na sofie z
miską popcornu. – Widziała cię pierwszy raz na oczy,w dodatku
zupełnie nie wiedziała jak się z tobą dogadać. Nic dziwnego,że
była spięta.
Pomimo
jej oczywistych wad zawsze starałam się chronić moją mamę.
Krytyka ze strony krewnych to jedno,ale uprzedzenia kompletnie obcych
osób zawsze są bolesne. Uświadamiają bowiem,że tamci mają rację
w najbardziej oczywisty sposób-szczerością.
–
To zabawne,ale odnoszę
wrażenie,że się mnie bała – odparł Rafa chwytając kilka
ziarenek w garść.
–
Nie – Pokręciłam głową –
Z pewnością nie bała. Ona...po prostu ciężko nawiązuje nowe
kontakty. Myślę jednak,że cię polubiła.
Bo
nie miała wyboru i była boleśnie świadoma,że nie zmienię
zdania. Zawsze lepsze to niż żyć w oczywistej wrogości
–
Tak sądzisz? – spytał z
niedowierzaniem chrupiąc przekąskę.
–
Znam moją mamę zbyt dobrze by
to przeoczyć.
–
A tata?
Następnego
dnia udaliśmy się z wizytą do ojca,a właściwie do jego brata,u
którego mieszkał. Ten jak zwykle wykazał więcej entuzjazmu
kalecząc angielski podczas prób dogadania się z Rafą. Dla obojga
było to jednak zabawne.
Najbardziej
zadowolona z naszej wizyty zdawała się być Natalia,moja
kuzynka,która mimo zapału i oczywistego talentu wciąż gra w
challlengerach a w rankingu tuła się gdzieś w okolicach pięćsetki.
Nie odstawiała scen zazdrości,ani nie próbowała flirtu.
Postrzegała Rafaela raczej jako autorytet,okazję do spotkania z
kimś,kto mógłby jej udzielić kilku lekcji. Ten zaś uprzejmie
jej odmawiał,sprawiając,że wzdychała z rozczarowaniem. Mimo
wszystko byłam jej wdzięczna za entuzjazm.
–
Masz u niego pełną akceptację
– zapewniłam szczerze,wierząc w swoją intuicję.
–
Czyli pozostaje mi tylko
przekonać do siebie twoją mamę – westchnął ciężko
uruchamiając konsolę.
–
Kochanie,Polska to nie Manacor –
powiedziałam łagodnie gładząc go po ramieniu. – Nikt u nas nie
będzie równie rodzinny jak wy.
–
Przecież jesteś jedną z nas –
zauważył.
–
W połowie – uśmiechnęłam
się – Druga połowa zawsze będzie kobietą z wielkiego miasta.
–
I właśnie za to cię
pokochałem – stwierdził posyłając mi szybkiego całusa.
–
I vice versa. Uzupełniamy się
wzajemnie.
Zaśmiał
się wsuwając rękę w moje rozpuszczone włosy.
–
Powiedz mi tylko jak przekonać
do siebie twoją mamę.
–
Dać jej czas,żeby wszystko
przemyślała – odparłam po zastanowieniu – Pozwolić jej oswoić
się z sytuacją. Bardzo nie lubi gdy ktoś stawia ją przed faktem
dokonanym. Lubi mieć wszystko pod kontrolą.
–
Zauważyłem – mruknął z
uśmiechem.
W
czasie naszego pobytu,moja mama z dziesięć razy zdołała się
upewnić,że wszystko zaplanowaliśmy i nie potrzeba nam pomocy.
Martwiłam się tylko,jak będzie zachowywała się na weselu,gdy
spotka tatę.
–
Bez obaw kochanie – zapewniła
któregoś wieczora – Nie będę psuła ci tak uroczystego dnia. Co
do twojego ojca...
–
Rozmawiałam z nim. –
przerwałam jej natychmiast – Odpowiedział dokładnie to samo.
Kiwnęła
głową.
–
A zatem nie masz powodów do
obaw.
Do
obawy być może nie,ale nie podobała mi się myśl,że przez całe
wesele będę się zastanawiała czy nie dochodzi do spięć między
nimi. Dosłownie modliłam się,by wszystko było w porządku.
A
znając siebie w całym tym stresie szybko zapomnę o problemach i
skupię się na tym co przede mną. Otworzę swój umysł tak,jak
robię to podczas meczów. Otoczę go murem,przez który nie przedrze
się ani jedna zbędna myśl. Tak. To był plan by przetrwać ten
dzień.
–
Będziesz ją widywał raz do
roku – zwróciłam się do narzeczonego łagodnie – Nie musisz
zaprzątać sobie nią głowy.
–
To nie takie proste –
westchnął przeczesując palcami włosy – Twoja matka będzie
nowym członkiem mojej rodziny. Jestem pewien,że gdy tylko lepiej ją
poznam...
Zirytowana
zamknęłam mu usta pocałunkiem. Zaskoczony odsunął się,gdy
naparłam na niego ustami.
–
Dość tego – szepnęłam
zarzucając mu ręce na szyję. – Nie będzie żadnego
problemu,rozumiemy się?
*
Kilka
dni przed świętami dopadła mnie nostalgia. Nikt i nic nie mogło
mi poprawić humoru. Gdy tylko poczułam klimat świąt,zapach
choinki(tylko w wyobraźni,gdyż Hiszpanie zamiast choinek trzymają
szopki),aromatycznych potraw,a przed oczami ukazał mi się widok
sypiącego śniegu,natychmiast pomyślałam o domu,który kiedyś był
pełny śmiechu i czułości. Teraz stał się pusty beze mnie i
taty. A nawet mamy,która te święta spędzała u swojej siostry.
–
Proszę.
Rafael
wręczył mi kubek parującej gorącej czekolady z bitą śmietaną.
Siedziałam w sypialni,gdzie panował mrok półmrok,opuściłam
zasłony i zapaliłam małą lampkę na stoliku nocnym.
–
Może chociaż to poprawi ci
humor?
Pokręciłam
głową i odłożyłam napój na stolik.
–
Przejdzie mi...ja...po prostu
nie mogę myśleć o tym,że oni są teraz sami.
–
Rozumiem – odparł poważnie
siadając na łóżku obok mnie w stercie chusteczek. – Mnie
też...robi się przykro,gdy mój ojciec zamiast być tu z nami
załatwia jakieś interesy.
Pociągnęłam
nosem i cisnęłam kolejną zużytą chusteczką. Rafael oparł się
o poduszki i usiadł za mną obejmując ramionami.
Pachniał
którymiś ze swoich drogich perfum i miał na sobie koszulę z
długim rękawem oraz eleganckie,jasne spodnie.
–
Wychodzisz gdzieś? – spytałam
z żalem wtulając się w jego szyję.
–
Miałem nadzieję,że wybierzesz
się z nami na paradę – odparł nieśmiało i pogładził mnie po
włosach.
–
Nie mam ochoty.
–
Przewidziałem to.
Spodziewałam
się,że odsunie się i mnie zostawi bym mogła cierpieć w
samotności,ale zamiast tego przycisnął moją głowę do piersi
mocniej i jeszcze szczelniej objął ramionami.
–
I dlatego powiedziałem,żeby na
mnie nie czekali.
Zmarszczyłam
brwi i obróciłam głowę w jego stronę.
–
Nie idziesz?
–
Nie. Zostanę z tobą. –
oznajmił i pocałował mnie w czubek głowy.
–
A-ale twoja mama...i Maribel...
– wyjąkałam zaskoczona jego oświadczeniem.
–
Żaden problem. Mogą iść
same. Nie zostawię cię tutaj.
Westchnęłam.
–
Jestem okropna. Od rana tylko
się nad sobą użalam zamiast pomóc w przygotowaniach. Wieczorem
pomogę na pewno,obiecuję.
–
Cii,siedź – szepnął i
zaczął kołysać mnie w ramionach. – Moja mama powiedziała,żebyś
odpoczywała. Zrobiła twoją ulubioną paellę.
–
Och. To takie kochane. Ale
naprawdę czuję się okropnie,ze siedzę wam na głowie.
–
Jesteśmy rodziną. Wspieramy
się nawzajem. Ty nie jesteś wyjątkiem.
Jego
słowa dźwięczały mi w uszach jeszcze przez chwilę i zdałam
sobie sprawę,że są jak najbardziej prawdziwe. Mimo iż straciłam
jedną rodzinę,to zyskałam drugą,która poświęca się dla mnie
i prawdopodobnie okazuje mi więcej troski niż tamta. Czemu zatem
tak bardzo przeżywam jej rozpad,zamiast cieszyć się z nowej?
Zaszlochałam
nagle nad beznadziejnością tej sytuacji.
–
Nie płacz – Rafael łagodnie
przeczesywał palcami moje splątane włosy – Jesteśmy z
tobą...wszyscy. Zawsze możesz na nas liczyć,pamiętaj o tym.
–
Dziękuję – wykrztusiłam
przełykając łzy.
W
odpowiedzi wolniej zakołysał mnie w ramionach. Czułam
spokojne,miarowe bicie jego czystego,dobrego serca.
–
Wiesz...mam wrażenie,że ty i
twoja rodzina kochacie mnie bardziej niż oni.
–
Nie mów tak – zaprotestował
gniewnie. – Nic nie może się równać z prawdziwą rodziną.
–
Wy jesteście moją prawdziwą
rodziną. – zacisnęłam kurczowo dłoń na jego ramieniu
powstrzymując płacz.
–
Zawsze będziemy cię kochać –
przytaknął – Ale ty masz swoją rodzinę,powinnaś się z niej
cieszyć.
–
Z tego bólu,który mi zadali?Z
tego mam się cieszyć? – spytałam gorzko.
–
Zrobili to,bo nie chcą,żebyś
cierpiała...
–
Cierpię dużo bardziej
teraz,niż ze świadomością,że było między nimi źle!
Westchnął
ciężko wracając do głaskania moich włosów.
–
Prawda boli. – przyznał –
Ale jest lepsza niż kłamstwo. Chciałabyś,żeby ukrywali przed
tobą,że się rozwodzą jeszcze przez chociażby rok?
Pokręciłam
gwałtownie głową.
–
Właśnie. Więc postaraj się
cieszyć ich zaufaniem. Mogło być przecież znacznie gorzej.
Milczeliśmy
przez dłuższy czas. W końcu oznajmiłam sennie:
–
To najdziwniejsze święta w
moim życiu.
I
słuchając miarowego rytmu serca mojego ukochanego pogrążyłam się
w spokojnym śnie.
A ja za to może kiedyś podkradnę Ci Rafę ;) W końcu pisałyśmy o tym jakiś czas temu :D
OdpowiedzUsuńNie wyobrażam sobie uczucia, że rodzina własnego prawie-męża jest komuś bliższa niż jego własna, która została tak daleko. No nie! :( To znaczy na pewno dobrze mieć poprawne kontakty z teściami itd., ale dla mnie nigdy nie staliby się ważniejsi niż rodzeni rodzice.
Kinga jest w zupełnie podobnej sytuacji do mojej Any, która też szykuje się do ślubu (u niej w dzisiejszym rozdziale to już naprawdę blisko ;), jej rodzice też się prztykają... Tylko u mnie to już bardziej zbliża się do końca, a tu czekamy jeszcze na trzecią część, prawda?
No nic, oby wszystko się jakoś ułożyło.
Pozdrawiam
Cóż,sytuacja Kingi jest teraz trochę dramatyczna to prawda. Ale moim zdaniem może się zdarzyć,że obdarzysz kogoś większym zaufaniem niż rodzoną rodzinę ;) Przeznaczenie i te sprawy ;)
Usuń