Tekst

piątek, 8 stycznia 2016

2.24 Gorączka przygotowań

Wow!
Agnieszka Radwańska powitała majorkański kurort Porto Cristo jednym króciutkim słowem,które zawierało w sobie tak wiele. Wczoraj wieczorem przyleciała na Majorkę sama. Niestety Urszula doznała jakiejś kontuzji i musi zostać w Krakowie na badaniach i poddać się leczeniu,ale w żadnym wypadku nie zgadzała się,by Aga została z nią,a jedynie poleciła jej dobrze się bawić.
Robi wrażenie,co? – spytałam patrząc jak zafascynowana rozgląda się dookoła podziwiając palmy,jachty i czystą,białą plażę. – Też nie mogłam się napatrzeć za pierwszym razem.
Tu jest po prostu obłędnie – skwitowała zdejmując sandałki i z westchnieniem witając ciepły piasek na skórze. – Jakim cudem znajdujesz siłę,żeby stąd wyjeżdżać?
Och,mam swoje sposoby – mrugnęłam do niej porozumiewawczo.
Rozłożyłyśmy się w zacisznym miejscu,które do tej pory nie zostało opanowane przez spragnionych słońca plażowiczów. Rafael stwierdził,że nie będzie nam przeszkadzał i po południu wyjdzie gdzieś z kumplami,więc miałyśmy cały dzień wyłącznie dla siebie.
Aga prędko pozbyła się krótkiej,białej spódniczki i topu kładąc się na leżaku w ślicznym bikini barwy nieba. Podążyłam za jej przykładem i po chwili i ja mogłam się cieszyć z ciepłych promieni majorkańskiego słońca wnikającymi w moją skórę zasłoniętą jedynie dwoma kawałkami skąpego białego bikini,które miałam od zeszłego roku.
Jak tak ma wyglądać życie między tenisem to ja się tu przeprowadzam – mruknęła opuszczając na oczy okulary.
Bo tak właśnie wygląda – zaśmiałam się.
Wspaniale. Nie wiesz,czy ktoś chce sprzedać tu dom? Nawet mieszkanie by mi wystarczyło.
Rafa i ja opuścimy to,w którym mieszkamy po ślubie. Ale wątpię,żeby pasowało ci mieszkanie z jego matką na dole.
Ej,ja żartowałam.
Ja też.
Obie zgodnie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Rafael miesiąc temu znalazł dla nas mały,jednopiętrowy,ale bardzo nowoczesny dom kilka ulic od naszego obecnego mieszkania. Postanowiliśmy jednogłośnie,że wprowadzimy się do niego tuż po ślubie,żeby ograniczyć trochę zamęt powstały w związku z całą ceremonią.
Nie mogę uwierzyć,że to już za dwa miesiące – westchnęłam wyciągając z torby mleczko do opalania. Podsunęłam je Adze – Weź moje. To słońce jest naprawdę bardzo zdradliwe.
Ja też nie – Pokręciła głową rozsmarowując krem na zgrabnym udzie – A w zeszłym roku byłaś jeszcze niewinną singielką.
Niewinną? – uniosłam brew.
Może ciut – zaśmiała się – Wszystko gotowe?
Prawie – pokiwałam głową – Jeszcze tylko takie drobne szczegóły jak dekoracje i...
Urwałam gdy zadzwoniła moja komórka. Aga zmarszczyła brwi słysząc strzępki rozmowy
Tak,na jedenastego....godzina czternasta...około dwustu osób...tak,dziękuję,nic się nie stało,do widzenia.
Przepraszam,dzwonili w sprawie rezerwacji restauracji na wesele. – zaklęłam pod nosem wycierając usmarowany olejkiem ekran telefonu.
Wszystko w porządku? – spytała nachylając się.
Tak,chcieli tylko potwierdzić – Wzruszyłam ramionami. W ostatnim czasie telefony tego typu nie były rzadkością. Ja albo Rafael odbieraliśmy je non stop. A to rezerwacja,a to jedzenie,rozrywki,stroje ślubne...
Zanim zdążyłam coś dodać zadzwonił kolejny. Przewróciłam oczami a Aga zachichotała.
Nie dadzą nam spokoju – mruknęłam podnosząc słuchawkę.
Czego chcieli tym razem? – spytała cierpliwie gdy dostrzegła lekkie zaniepokojenie w moich oczach.
Upewnić się,że moja ślubna bielizna jest zamówiona razem z sukienką.
Jej,poważnie traktują kwestie twojej nocy poślubnej – zakpiła wyciągając nogi.
Dobrze,bo jeśli zamiast tego kompleciku przysłaliby mi jakieś stringi w rozmiarze XXL to byłaby katastrofa. Tak czy siak,mam tego dość. Idę po drinka. Chcesz?
Pewnie – przytaknęła grzebiąc w torbie.
Nie – zaprotestowałam stanowczo – Ja stawiam.
Ale...
Jesteś moim gościem.
Westchnęła.
No dobrze. Ale następnym razem się odwdzięczę.

*

Gdy tylko Aga wyjechała nabywając piękną opaleniznę i nieopisane wrażenia,ja i Rafael udaliśmy się do moich rodziców. Nie były to przyjemne wizyty.
Moja mama kompletnie nie wiedziała jak się zachować wobec mnie,a tym bardziej mojego narzeczonego. Wprawdzie pozwoliła nam przenocować przez te kilka dni u siebie,ale gołym okiem było widać,że nie sprawia jej to przyjemności. Być może przez ten rozwód. Jednocześnie starała się zachować pozory uśmiechniętej,kochającej ponad wszystko swoją córkę i absolutnie nieingerującej w jej życie matki. Z marnym skutkiem zresztą,skoro nawet Rafa przyznał,że zachowuje się nienaturalnie.
To dla niej trudne – odpowiedziałam z westchnieniem sadowiąc się obok Rafy na sofie z miską popcornu. – Widziała cię pierwszy raz na oczy,w dodatku zupełnie nie wiedziała jak się z tobą dogadać. Nic dziwnego,że była spięta.
Pomimo jej oczywistych wad zawsze starałam się chronić moją mamę. Krytyka ze strony krewnych to jedno,ale uprzedzenia kompletnie obcych osób zawsze są bolesne. Uświadamiają bowiem,że tamci mają rację w najbardziej oczywisty sposób-szczerością.
To zabawne,ale odnoszę wrażenie,że się mnie bała – odparł Rafa chwytając kilka ziarenek w garść.
Nie – Pokręciłam głową – Z pewnością nie bała. Ona...po prostu ciężko nawiązuje nowe kontakty. Myślę jednak,że cię polubiła.
Bo nie miała wyboru i była boleśnie świadoma,że nie zmienię zdania. Zawsze lepsze to niż żyć w oczywistej wrogości
Tak sądzisz? – spytał z niedowierzaniem chrupiąc przekąskę.
Znam moją mamę zbyt dobrze by to przeoczyć.
A tata?
Następnego dnia udaliśmy się z wizytą do ojca,a właściwie do jego brata,u którego mieszkał. Ten jak zwykle wykazał więcej entuzjazmu kalecząc angielski podczas prób dogadania się z Rafą. Dla obojga było to jednak zabawne.
Najbardziej zadowolona z naszej wizyty zdawała się być Natalia,moja kuzynka,która mimo zapału i oczywistego talentu wciąż gra w challlengerach a w rankingu tuła się gdzieś w okolicach pięćsetki. Nie odstawiała scen zazdrości,ani nie próbowała flirtu. Postrzegała Rafaela raczej jako autorytet,okazję do spotkania z kimś,kto mógłby jej udzielić kilku lekcji. Ten zaś uprzejmie jej odmawiał,sprawiając,że wzdychała z rozczarowaniem. Mimo wszystko byłam jej wdzięczna za entuzjazm.
Masz u niego pełną akceptację – zapewniłam szczerze,wierząc w swoją intuicję.
Czyli pozostaje mi tylko przekonać do siebie twoją mamę – westchnął ciężko uruchamiając konsolę.
Kochanie,Polska to nie Manacor – powiedziałam łagodnie gładząc go po ramieniu. – Nikt u nas nie będzie równie rodzinny jak wy.
Przecież jesteś jedną z nas – zauważył.
W połowie – uśmiechnęłam się – Druga połowa zawsze będzie kobietą z wielkiego miasta.
I właśnie za to cię pokochałem – stwierdził posyłając mi szybkiego całusa.
I vice versa. Uzupełniamy się wzajemnie.
Zaśmiał się wsuwając rękę w moje rozpuszczone włosy.
Powiedz mi tylko jak przekonać do siebie twoją mamę.
Dać jej czas,żeby wszystko przemyślała – odparłam po zastanowieniu – Pozwolić jej oswoić się z sytuacją. Bardzo nie lubi gdy ktoś stawia ją przed faktem dokonanym. Lubi mieć wszystko pod kontrolą.
Zauważyłem – mruknął z uśmiechem.
W czasie naszego pobytu,moja mama z dziesięć razy zdołała się upewnić,że wszystko zaplanowaliśmy i nie potrzeba nam pomocy. Martwiłam się tylko,jak będzie zachowywała się na weselu,gdy spotka tatę.
Bez obaw kochanie – zapewniła któregoś wieczora – Nie będę psuła ci tak uroczystego dnia. Co do twojego ojca...
Rozmawiałam z nim. – przerwałam jej natychmiast – Odpowiedział dokładnie to samo.
Kiwnęła głową.
A zatem nie masz powodów do obaw.
Do obawy być może nie,ale nie podobała mi się myśl,że przez całe wesele będę się zastanawiała czy nie dochodzi do spięć między nimi. Dosłownie modliłam się,by wszystko było w porządku.
A znając siebie w całym tym stresie szybko zapomnę o problemach i skupię się na tym co przede mną. Otworzę swój umysł tak,jak robię to podczas meczów. Otoczę go murem,przez który nie przedrze się ani jedna zbędna myśl. Tak. To był plan by przetrwać ten dzień.
Będziesz ją widywał raz do roku – zwróciłam się do narzeczonego łagodnie – Nie musisz zaprzątać sobie nią głowy.
To nie takie proste – westchnął przeczesując palcami włosy – Twoja matka będzie nowym członkiem mojej rodziny. Jestem pewien,że gdy tylko lepiej ją poznam...
Zirytowana zamknęłam mu usta pocałunkiem. Zaskoczony odsunął się,gdy naparłam na niego ustami.
Dość tego – szepnęłam zarzucając mu ręce na szyję. – Nie będzie żadnego problemu,rozumiemy się?

*

Kilka dni przed świętami dopadła mnie nostalgia. Nikt i nic nie mogło mi poprawić humoru. Gdy tylko poczułam klimat świąt,zapach choinki(tylko w wyobraźni,gdyż Hiszpanie zamiast choinek trzymają szopki),aromatycznych potraw,a przed oczami ukazał mi się widok sypiącego śniegu,natychmiast pomyślałam o domu,który kiedyś był pełny śmiechu i czułości. Teraz stał się pusty beze mnie i taty. A nawet mamy,która te święta spędzała u swojej siostry.
Proszę.
Rafael wręczył mi kubek parującej gorącej czekolady z bitą śmietaną. Siedziałam w sypialni,gdzie panował mrok półmrok,opuściłam zasłony i zapaliłam małą lampkę na stoliku nocnym.
Może chociaż to poprawi ci humor?
Pokręciłam głową i odłożyłam napój na stolik.
Przejdzie mi...ja...po prostu nie mogę myśleć o tym,że oni są teraz sami.
Rozumiem – odparł poważnie siadając na łóżku obok mnie w stercie chusteczek. – Mnie też...robi się przykro,gdy mój ojciec zamiast być tu z nami załatwia jakieś interesy.
Pociągnęłam nosem i cisnęłam kolejną zużytą chusteczką. Rafael oparł się o poduszki i usiadł za mną obejmując ramionami.
Pachniał którymiś ze swoich drogich perfum i miał na sobie koszulę z długim rękawem oraz eleganckie,jasne spodnie.
Wychodzisz gdzieś? – spytałam z żalem wtulając się w jego szyję.
Miałem nadzieję,że wybierzesz się z nami na paradę – odparł nieśmiało i pogładził mnie po włosach.
Nie mam ochoty.
Przewidziałem to.
Spodziewałam się,że odsunie się i mnie zostawi bym mogła cierpieć w samotności,ale zamiast tego przycisnął moją głowę do piersi mocniej i jeszcze szczelniej objął ramionami.
I dlatego powiedziałem,żeby na mnie nie czekali.
Zmarszczyłam brwi i obróciłam głowę w jego stronę.
Nie idziesz?
Nie. Zostanę z tobą. – oznajmił i pocałował mnie w czubek głowy.
A-ale twoja mama...i Maribel... – wyjąkałam zaskoczona jego oświadczeniem.
Żaden problem. Mogą iść same. Nie zostawię cię tutaj.
Westchnęłam.
Jestem okropna. Od rana tylko się nad sobą użalam zamiast pomóc w przygotowaniach. Wieczorem pomogę na pewno,obiecuję.
Cii,siedź – szepnął i zaczął kołysać mnie w ramionach. – Moja mama powiedziała,żebyś odpoczywała. Zrobiła twoją ulubioną paellę.
Och. To takie kochane. Ale naprawdę czuję się okropnie,ze siedzę wam na głowie.
Jesteśmy rodziną. Wspieramy się nawzajem. Ty nie jesteś wyjątkiem.
Jego słowa dźwięczały mi w uszach jeszcze przez chwilę i zdałam sobie sprawę,że są jak najbardziej prawdziwe. Mimo iż straciłam jedną rodzinę,to zyskałam drugą,która poświęca się dla mnie i prawdopodobnie okazuje mi więcej troski niż tamta. Czemu zatem tak bardzo przeżywam jej rozpad,zamiast cieszyć się z nowej?
Zaszlochałam nagle nad beznadziejnością tej sytuacji.
Nie płacz – Rafael łagodnie przeczesywał palcami moje splątane włosy – Jesteśmy z tobą...wszyscy. Zawsze możesz na nas liczyć,pamiętaj o tym.
Dziękuję – wykrztusiłam przełykając łzy.
W odpowiedzi wolniej zakołysał mnie w ramionach. Czułam spokojne,miarowe bicie jego czystego,dobrego serca.
Wiesz...mam wrażenie,że ty i twoja rodzina kochacie mnie bardziej niż oni.
Nie mów tak – zaprotestował gniewnie. – Nic nie może się równać z prawdziwą rodziną.
Wy jesteście moją prawdziwą rodziną. – zacisnęłam kurczowo dłoń na jego ramieniu powstrzymując płacz.
Zawsze będziemy cię kochać – przytaknął – Ale ty masz swoją rodzinę,powinnaś się z niej cieszyć.
Z tego bólu,który mi zadali?Z tego mam się cieszyć? – spytałam gorzko.
Zrobili to,bo nie chcą,żebyś cierpiała...
Cierpię dużo bardziej teraz,niż ze świadomością,że było między nimi źle!
Westchnął ciężko wracając do głaskania moich włosów.
Prawda boli. – przyznał – Ale jest lepsza niż kłamstwo. Chciałabyś,żeby ukrywali przed tobą,że się rozwodzą jeszcze przez chociażby rok?
Pokręciłam gwałtownie głową.
Właśnie. Więc postaraj się cieszyć ich zaufaniem. Mogło być przecież znacznie gorzej.
Milczeliśmy przez dłuższy czas. W końcu oznajmiłam sennie:
To najdziwniejsze święta w moim życiu.
I słuchając miarowego rytmu serca mojego ukochanego pogrążyłam się w spokojnym śnie.







No,obiecałam szalonej podkradnięcie Agnieszki no i jest! :D Ale nie martwcie się,że tak mało,jeszcze się tu pojawi  :)

2 komentarze:

  1. A ja za to może kiedyś podkradnę Ci Rafę ;) W końcu pisałyśmy o tym jakiś czas temu :D
    Nie wyobrażam sobie uczucia, że rodzina własnego prawie-męża jest komuś bliższa niż jego własna, która została tak daleko. No nie! :( To znaczy na pewno dobrze mieć poprawne kontakty z teściami itd., ale dla mnie nigdy nie staliby się ważniejsi niż rodzeni rodzice.
    Kinga jest w zupełnie podobnej sytuacji do mojej Any, która też szykuje się do ślubu (u niej w dzisiejszym rozdziale to już naprawdę blisko ;), jej rodzice też się prztykają... Tylko u mnie to już bardziej zbliża się do końca, a tu czekamy jeszcze na trzecią część, prawda?
    No nic, oby wszystko się jakoś ułożyło.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż,sytuacja Kingi jest teraz trochę dramatyczna to prawda. Ale moim zdaniem może się zdarzyć,że obdarzysz kogoś większym zaufaniem niż rodzoną rodzinę ;) Przeznaczenie i te sprawy ;)

      Usuń