Tekst

piątek, 29 stycznia 2016

2.27 Epilog

Z uśmiechem wpatrywałam się w wieszak zawieszony w garderobie nowego domu,na którym wisiała świeżo uszyta i dostarczona niecały tydzień temu suknia ślubna. Marina naprawdę miała świetne znajomości,a jej umiejętności organizacyjne zasługiwały na złoty medal.
Suknia była dokładnie taka,jak sobie wymarzyłam:Z wąską talią i dołem składającym się w całości z falbanek. Tren był niezbyt długi,ale niezwykle szykowny. Była tak elegancka i seksowna w swojej prostocie,a przy tym tak niewinna,że aż zapierało dech w piersi.
Dotknęłam miękkich,przezroczystych falbanek po raz ostatni i z westchnieniem odwiesiłam ją do szafy,obok garnituru Rafaela.
Nasz nowy dom był właściwie w pełni urządzony;część mebli zabierzemy z dawnego mieszkania,a część była już zamówiona. Uznaliśmy jednak,że przed weselem zamieszkamy tutaj,a mieszkanie posłuży jako część pokoi gościnnych,które i tak trzeba było wynająć w hotelu. Mimo wszelkich wygód i komfortu tego przybytku,brakowało tu jednak elementów wskazujących na właścicieli. Innymi słowy,dom nie miał jeszcze duszy;nie było to miejsce,o którym myślało się z tęsknotą,lecz pusta skorupa zapewniająca schronienie. Byłam jednak przekonana,że z biegiem czasu zdołamy wypełnić tę pustkę zarówno sobą,jak i naszymi rzeczami.
Ułożyłam się na ogromnym łóżku z piękną,metalową ramą w kształcie wijących się pnączy i odetchnęłam. Natychmiast zadrżałam,gdy poczułam na skórze wiatr wiejący wprost z otwartego okna oraz całkiem wyraźny jeszcze zapach farby. Poprzedni właściciel był całkiem dobrze prosperującym francuskim biznesmenem. Budował ten dom przez trzy lata,ale nieoczekiwanie piętno hiszpańskiego kryzysu odcisnęło się i na nim. Sprzedał ten dom Rafaelowi bez żalu i nie dziwiłam się. Nie zdążył pokochać i posiąść tego miejsca nawet na kilka tygodni.
Zamknęłam oczy i z trudem opanowałam rosnące podniecenie i niepokój na myśl o ceremonii mającej odbyć się już za tydzień. Nawet wygrywając Australian Open kilka tygodni temu nie czułam takiej tremy. W porównaniu ze zdobywaniem Szlemów,ślub jest wydarzeniem,które wymaga więcej spokoju i chłodnej głowy. Rozegranie kilku meczów z czołowymi zawodniczkami świata wydawało mi się łatwiejsze niż dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. Pocieszałam się myślą,że będzie to najpiękniejszy dzień w moim życiu.
Na dole zamknęły się drzwi. Otworzyłam oczy i podniosłam się.
Mój Boże,Kinga,siedzisz tu od godziny! – powiedział od progu Rafael z uśmiechem klasycznego rozbawienia połączonego z wyrazem zdumienia na jego twarzy. Miał na sobie nieskazitelnie białą koszulę z krótkim rękawem i jasne dżinsy. Wyglądał jak model wcielający się w rolę amanta głównej bohaterki na okładkach powieści dla kobiet.
Przepraszam,zamyśliłam się – przygryzłam wargę gdy podszedł do mnie i usiadł.
Znowu? – spytał miękko i pogładził mnie po odkrytym ramieniu. – Nad czym tak rozmyślasz? Mam nadzieję,że nie załamiesz się tak jak na święta...
Pokręciłam głową,ale gdy mi o tym przypomniał poczułam bolesne ukłucie w sercu. Wciąż bowiem bałam się zachowania moich rodziców na siebie nawzajem. Tyle razy ile mi coś obiecywali,tyle razy mogłam być jedynie częściowo pewna,że dotrzymają słowa. Na szczęście w najważniejszych kwestiach zazwyczaj nie zawodzili.
Nie. Myślę o tym wszystkim co się dzieje...O nas. Przede wszystkim o nas.
I jaki wysnułaś wniosek? – mruknął zataczając kciukiem kółka niebezpiecznie blisko wiązania mojej bluzki.
Że to nie dzieje się naprawdę. Że to zbyt idealne. Że...
Wszystko jest w sam raz-dokończył ujmując mój podbródek dwoma palcami. Jego usta zatopiły się w moich w rozkosznym pocałunku. Bawił się moimi wargami,całował je,ssał,dotykał niemal niewyczuwalnie. Przyciągnął mnie do siebie. Oparłam ręce na jego torsie i mimowolnie zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli.
Odsunął usta na kilka milimetrów i zaśmiał się cicho.
Chyba nie zapomniałaś kochanie o naszej umowie? – wyszeptał nawiązując do ostatniego razu,gdy to ja mu odmówiłam.
Och. – westchnęłam z rozczarowaniem próbując zignorować ciepło ogarniające stopniowo moje ciało. – Mścisz się na mnie...
Nie miałem tego na myśli! – zachichotał – Ale drobną satysfakcję z tego mam,przyznaję. Prawda jest taka,że musimy iść. Mamy pierwszych weselnych gości.
Prawie bym zapomniała! – złapałam się za głowę – Jak długo tu są?
Od jakichś pół godziny.
Dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś? – Uderzyłam go ze złością w pierś.
Hej,spokojnie – przycisnął moje nadgarstki do piersi – Powiedziałaś,że idziesz tylko na chwilę,więc chciałem zaczekać. Nie miałem pojęcia,że tutaj medytujesz.
Nie medytuję. Myślę – poprawiłam go zadzierając do góry podbródek.
Wszystko jedno. Chodź już.
W progu usłyszałam płacz dziecka i na moją twarz momentalnie wypłynął uśmiech. W końcu zobaczę Melanie!
Szybko wspięłam się na górę i wkroczyłam do salonu.
Bardzo was przepraszam,ja... – wydusiłam i urwałam przyglądając się zgromadzonym.
Spencer chodził po pokoju pomrukując. Trzymał w rękach małą istotkę z ciemnymi włoskami owiniętą w kocyk. Marina częściowo siedziała,a częściowo leżała na kanapie wpatrując się we mnie badawczo. Obok niej siedziała kobieta ze skrzyżowanymi nogami. Jak gdyby nic czytała jakieś kolorowe pisemko. Zmarszczyłam brwi i wypaliłam:
A to kto?
Kobieta podniosła wzrok. Miała ostre rysy twarzy i długie,proste blond włosy. Na jej blade policzki wstąpił rumieniec.
Moja siostra Katja – wyjaśniła Marina przepraszającym tonem.
Katja wstała i uścisnęła mi dłoń łamanym angielskim mówiąc:
Przepraszam za kłopot,ale Marina zadzwoniła do mnie w ostatniej chwili i...
Katja zajmie się Melanie podczas wesela – wtrąciła jej siostra.
To świetnie – skinęłam nieco sztywno głową. Rafael chrząknął znacząco za moimi plecami. Posłałam mu szybkie spojrzenie i skinęłam głową na Marinę.
Czemu mi nie powiedziałaś,że przyjedzie z wami twoja siostra? I właściwie czemu nie gadałaś,że w ogóle masz siostrę? – syknęłam gdy znalazłyśmy się w gościnnej sypialni.
Przepraszam,przepraszam – odparła składając ręce – Mieliśmy zostawić małą u mojej mamy,ale okazało się,że jest chora,więc musimy ją wziąć ze sobą. No i musiałam znaleźć kogoś kto by z nią został chociaż kilka godzin. Nie wynajmę przecież pierwszej lepszej opiekunki.
Westchnęłam łapiąc się za czoło.
W porządku.
Blondynka przekrzywiła głowę i spojrzała na mnie przenikliwie.
Jeśli to jakiś problem to...
Nie,żaden problem – zapewniłam – Tylko...muszę zmienić nieco koncepcję odnośnie zakwaterowania. Miała z wami zamieszkać moja mama,a tak muszę ją umieścić w tym samym hotelu co mój ojciec...
Marina zaklęła po rosyjsku i objęła mnie ramieniem.
Wybacz kochanie. Ale sama rozumiesz....
Tak,nie ma sprawy – mruknęłam. – Rozumiem. A właściwie opowiedz mi wszystko!Jak przebiegł poród?
Nie przypominaj mi nawet! – wzdrygnęła się – Nie dość,że się nie wyspałam,to jeszcze męczyłam się z cztery godziny. Lekarz mówi,że to i tak było krótko,więc nie wyobrażam sobie męczyć się jeszcze dłużej. Koszmar.
Usiadła na małym fotelu i ukryła twarz w dłoniach.
Spencer był z tobą?
Wykrzywiła usta w ironicznym uśmiechu.
-Przez pierwszą godzinę. Potem zrobiło mu się słabo.
Zachichotałam.
Ale było warto?-uniosłam brew.
-Oczywiście – Tym razem uśmiechnęła się ze szczerą czułością. – Wiesz,kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam to się przestraszyłam. A nawet czułam coś na kształt odrazy. Ale kiedy ją umyli i ją przytuliłam,to od razu ją pokochałam. Momentalnie zapomniałam o tym co przeszłam. Liczyła się tylko Melanie.
Zmieniła ją ta ciąża – pomyślałam ze zdziwieniem – Ma trzydzieści jeden lat i dopiero teraz dojrzała.
A jak Spencer sprawdza się w roli tatusia?
Wspaniale – odparła bez wahania – Lepiej niż się spodziewałam. Czasami wstaje w nocy żeby ja przewinąć. A kiedy wraca z pracy zawsze ją usypia. I muszę przyznać,że wychodzi mu to lepiej niż mnie.
I chyba tym razem też mu się udało – zauważyłam nie słysząc dziecięcego kwilenia.
Rzeczywiście. Muszę sprawdzić,czy wszystko dobrze. – poderwała się z fotela i z impetem wypadła przez drzwi
W salonie Katja wróciła do przeglądania magazynów,a Spencer cicho dyskutował z Rafą na kanapie.
Usnęła? – spytała Marina szeptem. Spencer skinął głową i wskazał na wózek stojący przy oknie. Podeszłam tam wraz z nią i westchnęłam cicho.
Nigdy nie wiedziałam co ludzie widzą takiego cudownego w małych dzieciach. Realistycznie patrząc,niektóre były zwyczajnie brzydkie. Jednak Melanie wyglądała po prostu uroczo w różowych śpioszkach i ze smoczkiem w buzi. Oddychała miarowo i spokojnie.
Cześć maleńka – wyszeptałam z uśmiechem i dotknęłam lekko zaciśniętej w pięść malutkiej rączki. – Jak ci się podoba Majorka?
Najwyraźniej bardzo,skoro tak ochoczo usnęła – odszepnęła Marina.
Uśmiechnęłam się z czułością i pogłaskałam ją po gęstych brązowych włosach.
Jakiego koloru ma oczy? – spytałam.
Niebieskie. Ale włoski też jej się rozjaśnią.
Albo i nie,skoro wdała się w ojca – zachichotałam.
Pierwszy raz odczułam coś w rodzaju instynktu macierzyńskiego. Może przez to,że praktycznie całą ciążę Marina była blisko mnie i zaczęłam się przyzwyczajać?Było mi jednak dobrze z tym uczuciem,miałam wrażenie,że jestem częścią czegoś niezwykłego i w istocie tak było. Ta maleńka istotka była poniekąd moją siostrzenicą.
Kinga,czy mogłabym wziąć prysznic? – spytała po rosyjsku Katja. Kiedy popatrzyła mi prosto w oczy stwierdziłam,że nie może być dużo starsza ode mnie. Co najwyżej rok.
Oczywiście – odparłam zaskoczona. Bardzo dawno nie miałam okazji mówić w tym języku. Tak długo,że prawie zapomniałam o okaniu.
Wstała,zlustrowała wzrokiem salon i wyszła. Odetchnęłam z ulgą. Ta dziewczyna ewidentnie nie czuła się tu dobrze. Wprowadzała nam ograniczenia.
Praktycznie nie zna angielskiego – odpowiedziała na pytające spojrzenie Rafy Marina,po czym usiadła obok Spencera.
Zauważyłem – odparł z przekąsem.
A ty znasz lepiej? – wtrąciłam z parsknięciem. W ostatniej chwili powstrzymałam się od śmiechu.
No,od niej z pewnością – odparł z dumą. – Nie jest ze mną tak źle,prawda? – Zwrócił się do Spencera.
Twój angielski jest dobry. – przytaknął – Ale musisz jeszcze pracować nad akcentem. Mylisz niekiedy sposób odczytywania liter.
Machnął ręką. Ten facet stanowczo nie miał daru języków.
Co z twoimi kolanami? – spytała Marina.
Po moim tryumfie w Australian Open Rafa zmierzył się w finale z Djokovicem w niesamowitym prawie sześciogodzinnym boju. Przegrał to spotkanie,mimo prowadzenia w piątym secie dostarczając widzom prawdziwego dreszczyku emocji. Oboje zresztą po tym meczu ledwie mogli stać i słuchać nudnych mówek sponsorów,aż w końcu ktoś zaproponował przyniesienie im krzesełek i butelek z wodą. Nie wiem kto to był,ale stał się moim bohaterem.
Tak czy siak,taki mecz kosztuje naprawdę słono jeśli chodzi o zdrowie i Titin,Toni oraz doktor Cotorro,osobisty lekarz Rafy(jak i zresztą mój)stawali na głowie,żeby załagodzić jakoś nieuniknione skutki,które nadejdą prędzej czy później.
Dobrze – odparł Rafa – Nic mi już nie dolega.
Po takim meczu ciężko wrócić do pełni zdrowia – stwierdził Spencer tonem znawcy. – Mam nadzieję,że się nie mylisz.
Coś nagle huknęło i wszyscy się wzdrygnęli. Marina spojrzała błagalnie na wózek i wymamrotała po rosyjsku coś mniej więcej w takim stylu:
Jeśli ta kobieta wciąż będzie coś upuszczać,to czarno widzę jej spokojną opiekę nad tym dzieckiem.
Po czym wstała i wyszła. Katja przez drzwi tłumaczyła co się stało,ale sądząc po tonie Marny nie było to nic poważnego.
Na niewiele zdały się bezgłośne modlitwy Mariny,bo oto Melanie obudziła się i zaczęła płakać.
Och nie – westchnął Spencer i wziął płaczące niemowlę na ręce. Ukołysał ją lekko,ale tylko rozpłakała się bardziej.
Marino możesz tu przyjść? – zawołał bezradnie.
Nie mogę! – odkrzyknęła – Tu jest pełno szkła i...
Jakiego szkła?! – jęknęłam
Katja stłukła jakiś wazon czy coś....
Przewróciłam oczami i przyłożyłam ręce do skroni. Policzyłam do dziesięciu i wyszłam z pokoju.
Nie wchodź! – syknęła Marina,albo jej siostra. Ciężko było rozróżnić głosy.
Co się stało? – spytałam przez drzwi.
Wazon upadł na krawędź wanny i wszędzie jest pełno szkła.
Przyniosę miotłę albo coś...
Na razie nie. Masz tu apteczkę?
W górnej szafce. Coś się stało?
Drobne skaleczenie,nieważne.
Wzruszyłam ramionami i wróciłam z powrotem do salonu,gdzie Spencer bezskutecznie próbował uspokoić córkę.
W końcu Rafael wstał i zapytał:
Mogę?
Heath popatrzył na niego zdziwiony,ale podał mu dziecko. Zamrugałam oczami,gdy ujrzałam go z maleństwem w ramionach. Jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się i przemówił do niej łagodnie.
Cześć królewno. Śliczna jesteś,wiesz? Nie płacz już,proszę,cii...
Jak na komendę Melanie zamilkła. Rafa wymruczał coś jeszcze pod nosem i zakołysał lekko zawiniątkiem. Melanie pisnęła radośnie w odpowiedzi.
Śpij malutka-wyszeptał i przytulił ją do piersi,po czym zaczął z nią spacerować po pokoju. Cisza był niemal namacalna. Jak zahipnotyzowana patrzyłam na mojego narzeczonego,który kołysał łagodnie niemowlę. Po chwili mała usnęła ponownie.
Spencer sapnął z podziwem,gdy Rafael włożył ją z powrotem do wózka.
I nagle poczułam coś w rodzaju kopnięcia prądem. Myśl uderzyła we mnie gwałtownie jak grom z jasnego nieba. Już wiedziałam czego chcę. Do diabła z karierą. W tej chwili nie była warta ani jednego dolara na nią przeznaczonego.
Chcę po prostu wyjść za tego faceta i urodzić mu dziecko.

*

Gorset zrobił się nagle luźniejszy,gdy wciągnęłam powietrze,a potem wypuściłam je powoli uspokajając serce bijące w zabójczym tempie. Podeszłam powoli do lustra. Zobaczyłam w nim pannę młodą,która za chwilę uda się na najważniejszą uroczystość w swoim życiu. Ostrożnie poprawiłam związane w wysoki kok włosy i opuściłam na twarz welon z hiszpańskiej koronki. Uśmiechnęłam się do siebie zza zasłony woalu,gdyż kobieta w lustrze w najmniejszym stopniu nie przypominała mnie samej. Była zestresowana i niespokojna,ale wyglądała pięknie w obcisłej sukni podkreślającej zgrabną talię i ozdobionej falbankami tuż pod linią bioder. Pokręciłam z niedowierzaniem głową. Tyle razy widziałam siebie w tej sukni oczami wyobraźni,a z trudem potrafiłam się ujrzeć w tym momencie,w rzeczywistości,która teraz zdawała się odpływać dając szansę najśmielszym snom. Czasem granica między tymi dwoma zjawiskami jest niewielka i z trudem dostrzegalna dla obserwatora z zewnątrz,lecz ja wiedziałam,że teraz właśnie wkraczam w fazę snu,z którego nie chcę się obudzić już nigdy.
Westchnęłam cicho,gdy ujrzałam przy ołtarzu pana młodego. Wyglądał olśniewająco w kruczoczarnym garniturze od Armaniego i śnieżnobiałej koszuli. Krawat był ciasno zawiązany pod szyją,a jednak nie sprawiał wrażenia uciążliwego. Minę miał poważną;był skupiony na mnie,swojej przyszłej żonie kroczącej do ołtarza u boku ojca,który szczerze się uśmiechał. Nie sprawiał wrażenia sfrustrowanego ani złego. Po prostu potrafił zaakceptować moje szczęście.
Rafael,zgodnie z hiszpańską tradycją został odprowadzony do ołtarza przez matkę wcześniej. Kątem oka dostrzegłam,jak Ana Maria próbuje zachować spokój w obliczu tak poważnego wydarzenia w życiu jej syna.
Zacisnęłam kurczowo palce na bukiecie w pięciu kolorach róż oznaczających miłość,niewinność,pożądanie,wierność i miłość od pierwszego wejrzenia i stanęłam obok przyszłego męża. Spojrzał na mnie z powagą po raz ostatni i kiwnął głową,jakby zapewniał sam siebie,że dokonał słusznego wyboru.
Z drżeniem w głosie wypowiadałam słowa przysięgi przesypując monety do ręki Rafaela i odwrotnie,zgodnie z kolejną hiszpańską tradycją.
A kiedy założył mi na palec obrączkę i niskim,stanowczym głosem przysiągł mi wierność,nie wytrzymałam i z moich oczu popłynęły łzy. Na swoje szczęście ja składałam przysięgę pierwsza i nie musiałam mówić nic więcej. Rafael natomiast pewnym ruchem odsunął mi welon z twarzy i pocałował ku radości zgromadzonych.
Wesele zaś rozpoczęło się o godzinie czternastej po naszej sesji zdjęciowej i przebiegło w-Bogu dzięki-spokojnej i miłej atmosferze. Nie było zbyt wielu niezręczności spowodowanych różnicą narodowości,być może dlatego,że moja rodzina przybyła na ślub w nielicznym gronie. Nie musiałam też martwić się o rodziców-jeśli na siebie natrafiali,mijali się bez żadnych zbędnych dyskusji. Mogłam w spokoju cieszyć się swoim własnym szczęściem w gronie najbliższych.
Najbardziej krępującym momentem wesela był bezsprzecznie pierwszy taniec. Wszyscy patrzyli w oczekiwaniu,a ja nie wiedziałam co mam robić. Na korcie,gdzie wszyscy są anonimowi w oczach zawodników nie ma takiego napięcia. Ci ludzie wiedzą,że to co robisz,robisz dobrze i za to cię podziwiają. Tutaj zadziałało to trochę inaczej.
Uśmiechnij się – wyszeptał Rafael nieco nerwowo wtulając głowę w moje ramię. Nie był wiele bardziej pewny siebie niż ja.
Nie mogę – odszepnęłam – Oni wszyscy patrzą.
Zatem postaraj się,żeby mieli na co patrzeć – odparł i okręcił mną kilka razy. Cały ten taniec był czystą improwizacją.
Zupełnie inaczej wyglądało to kilka godzin później. Kołysaliśmy się w rytm spokojnie,wokół nas tańczyli ludzie i nie było miejsca na nerwy. Zarzuciłam ręce na szyję mojemu mężowi i uśmiechnęłam się błogo,gdy na niego popatrzyłam. Był po prostu pięknym mężczyzną;był przystojny,troskliwy,miał klasę. No i był bogaty. Wymarzony kobiecy ideał. Poczułam przypływ nagłego podniecenia.
Wiesz o czym teraz myślę? – spytałam przechylając głowę. Welonu pozbyłam się wcześniej,a przypadł on w udziale Giseli,która oczywiście była nieświadoma całej mistyfikacji i polskiej tradycji. Marina miała mi to za złe,gdyż to ona pragnęła wypełnić wróżbę z nadzieją,że przemówi Spencerowi do rozumu. Rafa natomiast nie miał już krawata i z łatwością wsunęłam ręce pod jego koszulę z westchnieniem dotykając jego rozgrzanego temperaturą i alkoholem torsu.
Nie mam pojęcia. – odparł z udawanym zdziwieniem.
Przesunęłam rękę niżej.
Co byś powiedział,gdybyśmy już się wymknęli?
Ale jeszcze jest przecież pełno ludzi! – zaprotestował gwałtownie – Nie wypada wychodzić z własnego wesela.
Zaśmiałam się cicho.
Uwierz mi,w Polsce po piątej butelce wódki mało kto zwraca na to uwagę. – przygryzłam wargę i spojrzałam nań błagalnie. Wysunęłam ręce z jego koszuli i pogłaskałam kciukiem gładko ogolony policzek.
Cierpliwości – mruknął zakłopotany. Zachichotałam,kiedy poczułam w okolicy bioder co było powodem jego niepokoju – Niedługo będzie koniec.
Jak się okazało,miał rację. Wesele rozpoczęło się już o czternastej,więc nie zakończyło się nad ranem i o trzeciej w nocy byliśmy już w domu.
W sypialni natknęliśmy się na płatki róż usypane na podłodze i świece zapalone na każdej możliwej powierzchni. O dziwo wyglądały na dopiero co zapalone.
Juan i Gisela się postarali-skwitował Rafael wchodząc do pokoju. Podszedł do łóżka,na którym leżały prezenty z mojego wieczoru panieńskiego i zachichotał biorąc do ręki królicze uszy.
Miałaś zamiar się w to ubrać? – spytał.
Może kiedyś – uśmiechnęłam się lubieżnie. Mimo iż nie byłam pijana,to jednak większa dawka alkoholu zrobiła swoje.
A teraz nie?
Jeszcze jedna sprawa mąciła mi umysł zanim mogłabym w spokoju poddać się magii chwili nocy poślubnej.
Przełknęłam ślinę.
Poczekaj.... Ja...czuję,że jestem gotowa.
Widzę-odparł z rozbawieniem. Jego policzki przybrały jasnoczerwony kolor,który był niemal niedostrzegalny w nikłym świetle świec.
Nie...znaczy to też... – zająknęłam się. Czy powinnam mu o tym mówić teraz?
No to w czym problem? – Jego głos nie zdradzał niepewności ani troski. Prawdopodobnie dzięki alkoholowi.

Jestem gotowa,żeby mieć z tobą dziecko...


I żyli długo i szczęśliwie? Oj,jeszcze nie :D Tyle jeszcze turniejów do wygrania i wydarzeń tenisowych w trakcie ;)
Nie chciałam już rozwlekać tego na dwa rozdziały i postanowiłam zrobić cały epilog. Darujcie,że tak długo,ale mam nadzieję,że obecność ulubionych bohaterów Wam to wynagrodziła ;)
Mam nadzieję,że w przyszłym tygodniu na inaugurację części trzeciej będę już wolna od egzaminów. 
Do napisania!

3 komentarze:

  1. A jednak ślub przebiegł niezakłócony. Czyli będziesz mieszać później...
    Kurczę, boję się, co Ty tam im namieszasz, wiedźmo, bo są tacy szczęśliwi, planują dziecko... Matko jedyna, naprawdę!... :(
    Ale Rafa musiał słodko wyglądać z małą *.* Na jakichś zdjęciach, co krążą w necie, z różnymi dziećmi znajomych wygląda świetnie. Ciekawe, kiedy sam się w końcu dorobi (w rzeczywistości!) :D Niektórym to sprzyja w osiąganiu lepszych wyników w tenisie ;D
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muahahahaha :D
      Tak,też uwielbiam Rafę z dziećmi(on sam jest dziecko w sumie xD). Czekam na jego dzieciątko już co najmniej 3 lata i w dalszym ciągu nic :c

      Usuń
  2. Ja chcę Kingi i Rafy w roli rodziców! Rafa musiał wyglądać tak uroczo ;] Jak czytałam roział, to było mi szkoda tej Katji. Prawdopodobnie na jej miejscu nie zachowywałabym się inaczej.
    Jak będziesz miała chwilę, wpadnij do mnie, bo wymęczyłam 25 :)

    OdpowiedzUsuń