Tekst

piątek, 4 marca 2016

3.5 Plagiat

 – No nie – westchnęłam – Masz pecha.
Siedziałam z Giselą-tradycyjnie-na lunchu w Starbuck's w samym sercu Melbourne i popijałam sok z mango. Czasem źle się czułam będąc „tą lepszą”. Moje drabinki wydawały się proste,a ja grałam dobrze. Giseli brakowało jednak i tego o tego,więc w takie dni jak dziś była kompletnie załamana.
To nie pech – zaprotestowała ponuro upijając łyk waniliowego latte. – Mój tenis to sinusoida w dół.
Może potrzeba ci świeżości? – zasugerowałam – Kogoś nowego w teamie?
Nie – pokręciła głową – Mam wrażenie,że to przez Pico...
Zmarszczyłam brwi. Tak naprawdę to było do przewidzenia. Nie wszystkie tenisistki potrafią pogodzić życie osobiste z karierą. Ja miałam to szczęście,że się udało,ale co z biedną Gi?
Hmm...naprawdę tak sądzisz? – odparłam ostrożnie.
Właściwie to...jestem tego pewna – Nachyliła się nad stołem. W jej oczach zabłysły łzy. – Myślisz,że jak z nim skończę to będzie lepiej?
Parsknęłam śmiechem,a ona popatrzyła na mnie ze złością.
Przepraszam – wymamrotałam – Ale to głupie pytanie. Oczywiście,że nie będzie ci lepiej. Kochasz go. Jeśli go rzucisz,złamiesz serce wam obojgu. Chcesz tego?
Przygryzła wargę kręcąc głową.
Nie. Ale nie chcę żeby moja kariera dalej szła w tym kierunku.
Podtrzymuję:potrzeba ci świeżości. Zmień coś. Daj sobie więcej motywacji do gry.
Lubię grać – Kręciła w zamyśleniu szklanką między palcami. – I chcę to robić,ale...
- Ale? – uniosłam brwi.
Ale bardziej zależy mi na Juanie. – dokończyła ze smutkiem – A w obecnej sytuacji to wybór między młotem a kowadłem.
Ej,nieprawda. – Chwyciłam ją za dłoń. – Spójrz na mnie. Udało mi się pogodzić nowy związek,nowe miejsce i nowych ludzi z grą w tenisa. Może nie od razu... – zawahałam się – Ale jednak. Potrzebujesz trochę więcej czasu.
Zamilkła na chwilę przetwarzając moje słowa.
I sądzisz,że zmiana trenera może mi pomóc?
Och nie,nie to miałam na myśli – zaprotestowałam gorączkowo. – Ale na przykład kogoś dodatkowo? To daje bardzo dużo możliwości. Przemyśl to lepiej.
Wydęła usta.
Musze pogadać z Juanem. I to poważnie.
Witamy na pokładzie – uśmiechnęłam się i upiłam ostatni łyk soku. Gisela łypnęła na mnie.
Dlaczego tylko sok?
Muszę nieco zmienić swoją dietę pod kątem potencjalnej ciąży – wyjaśniłam – Jeść inaczej niż do tej pory. A to wszystko co tu mają nie spełnia wymagań.
Właśnie,co z tym? – Zabębniła paznokciami o blat wpatrując się we mnie przenikliwie.
Teraz nic – wzruszyłam ramionami – Nie mogę przecież zajść w ciążę podczas turnieju. Chcę żeby to się stało w odpowiednim czasie.
A jak...Rafa? – zawahała się przez moment.
Jak do tego podchodzi? To jego pomysł. Pilnuje,żebym była zdrowa i zażywała leki. On sam zresztą też o siebie dba. Czasem widzę,że bardzo mu zależy.
Czasem? – zdziwiła się.
Nie zawsze to po nim widać. Kiedy gadamy o tym w większym gronie robi się...nerwowy. Znasz go. Nie lubi takich tematów. A z drugiej strony cały czas dostaję od niego sygnały jasno świadczące,że mnie kocha i chce już zostać tatą.
To dobrze – odetchnęła – Ale wiesz o co mi chodzi,prawda?
Zmarszczyłam brwi. Niespokojny wyraz jej twarzy szybko rozjaśnił mi myśli.
Och,ona...Wydaje mi się,że stara się być uprzejmy,to wszystko. Jest nowa,zagubiona. Chociaż świetnie daje sobie radę-przyznałam z niechęcią na wspomnienie wczorajszego incydentu.
Kiwnęła głową.
A ona? Jak się zachowuje?
Poruszyłam się niespokojnie. Rozmowa zbaczała z kursu.
Hmm...
Gisela przewróciła oczami.
Daj spokój,przecież widzę,że cię to męczy. Miałam rację prawda?
Poniekąd – przyznałam – Emeline jest baaardzo uprzejma w kontaktach z moim mężem,że tak się wyrażę. Czego nie mogę powiedzieć o sobie.
Czyli jednak. Można się było tego spodziewać – stwierdziła z tryumfalnym uśmiechem. – Takie lalunie zwykle nie wróżą niczego dobrego.
Być może – przyznałam. – Ale na próżno się wysila. Cokolwiek sobie wymyśliła,nie uda jej się to. Najlepiej będzie sprowadzić ją do parteru,żeby mogła zająć się swoimi obowiązkami.
Mam nadzieję,że się nie mylisz-powiedziała-Ty i Rafael jesteście taką cudowną parą...szkoda byłoby gdyby coś się zmieniło.
Nie zmieni się – zapewniłam – Przynajmniej w tym sensie.
Szczerze w to wierzyłam. Przez dwa lata zdążyłam nabyć odporności psychicznej na podobne zagrywki. Mogłam jedynie zgrzytać zębami i zaciskać zęby,a i tak nie byłoby po co. Szkoda nerwów.
Kiedy wróciłam do hotelu,nie znalazłam nikogo w apartamencie. Wzruszyłam ramionami. Pewnie wybrali się na lunch do japońskiej knajpy. Weszłam do naszej sypialni i odczytałam karteczkę leżącą krzywo na nocnej szafce.
Najdroższa,
poszliśmy na lunch i krótki spacer. Mam nadzieję,że wrócimy przed Tobą,ale dla pewności zostawiam Ci tą kartkę. Będziemy o piątej.
Kocham cię!”
Uśmiechnęłam się pod nosem. Zawsze musiał się troszczyć o wszystko i wszystkich. Nie miałam do niego już żalu o te częste spotkania z rodziną. Nie mieszkaliśmy już z nimi,a on ich potrzebował,można powiedzieć,że ładował przy nich akumulatory. A i mnie przyda się trochę czasu samej ze sobą.
Spojrzałam na telefon,który dostałam od Rafy w zeszłym roku. Błękitna Nokia z hiszpańskim numerem. Znak,że w pełni należę do tego kraju.
Telefon wyświetlał dopiero kilka minut po piętnastej. Co robić do tego czasu?
Westchnęłam i z rezygnacją opadłam na zaścielone czerwoną narzutą małżeńskie łóżko. Te popołudnia bez gry były czasem takie nudne...
Może by tak wziąć dłuższą kąpiel bez ryzyka,że ktoś mi niespodziewanie przeszkodzi?Tak,dobry pomysł.
Odkręciłam kurek i z kranu buchnęła para,a strużka wody spływała do wanny w podłodze. Złapałam po drodze parę dżinsów i top w paski. Wanna błyskawicznie napełniła się wodą,w której natychmiast się pogrążyłam nie zważając na nieco zbyt wysoką temperaturę. Odciąć się od świata i zniknąć na maleńką chwilkę...
Spłukałam z włosów odżywkę i postawiłam krok na marmurowej posadzce. Wtedy moją uwagę przykuła prostownica do włosów. Pewnie Maribel ją tu zostawiła,gdy tamte łazienki były okupowane przez resztę.
A gdyby tak dla odmiany...rozprostować włosy?
Rozszerzyłam oczy przetwarzając nowy pomysł. Nie wydawał się zły,wręcz przeciwnie. Ciekawe co powie Rafael? – pomyślałam.
Tak. Dziś wieczorem czas trochę się zmienić.
Złapałam suszarkę ,a gdy osuszyłam włosy,zaczęłam przeciągać kolejne pasma pod prostownicą. Nie lubiłam tego robić. Za każdym razem mam wrażenie,jakby płonęły mi włosy.
Spojrzałam w lustro i przechyliłam głowę. Kobieta w lustrze w niczym nie przypominała Kingi,którą byłam. Ta była jakaś...obca,ale jednocześnie nieziemsko seksowna. Budziła wewnętrzny niepokój,ale nie wiedziałam dlaczego.
Wyszłam z łazienki próbując uporządkować refleksje o nowym wyglądzie,ale nie chciał mi dać spokoju. Czułam się jakbym weszła w czyjąś skórę.
Postanowiłam zabić resztę czasu czytaniem książki,ale gdy tylko wzięłam ją do ręki usłyszałam huk drzwi od tarasu w pokoju Maribel. Serce zabiło mi szybciej. Ktoś się włamał,czy po prostu przeciąg?
Z bijącym sercem ruszyłam do jej pokoju znajdującego się naprzeciwko naszego. Ostrożnie uchyliłam drzwi.
Emeline odwróciła się gwałtownie w moją stronę i rozszerzyła ze zdumienia oczy,po czym wstała i podeszła bliżej. Lustrowała mnie wzrokiem od stóp do głów.
Odruchowo zaczęłam się poprawiać i zesztywniałam,gdy zdałam sobie sprawę,dlaczego tak się na mnie gapi.
Gdybym miała jeszcze grzywkę...
Uśmiechnęła się wolno rozciągając różowe usta na całą szerokość.
Co ty tu robisz? – spytałam słabo zanim zdążyła się odezwać. Nagle poczułam się bezbronna.
Paliłam – wzruszyła beztrosko ramionami i ruszyła z powrotem do drzwi na taras postukując obcasami.
Paliłaś? – powtórzyłam ze zdziwieniem – To ty palisz?
Rafael ci nie powiedział? – spytała niewinnie,ale bez cienia ironii,czy chociażby satysfakcji. – Och.
Uniosłam podbródek. Nie dam się sprowokować.
Mamy dużo ważniejsze sprawy na głowie – odparłam pewniejszym głosem.
Nie wątpię – mruknęła przysiadając swobodnie na łóżku Maribel.
Nie powinno cię tu być – stwierdziłam.
Zaraz stąd pójdę. – skinęła głową – Mówiłam,że przyszłam tylko zapalić.
Dlaczego nie jesteś z resztą? – spytałam krzyżując ręce na piersi i natychmiast tego pożałowałam. Zabrzmiało to tak,jakbym chciała by była z nimi zamiast mnie.
Ponownie wzruszyła ramionami.
Jakoś nie miałam ochoty.
Uniosłam brwi. Czułam,że Emeline ma nade mną psychiczną przewagę,chociaż zazwyczaj to ja uchodzę za silną osobowość. Była tak pewna siebie,że aż to bolało. W niczym nie przypominała tej nieśmiałej dziewczyny z pierwszego dnia. Przeciwnie,zachowywała się jakby była tu przede mną.
Nie odnajdujesz się tu – Bardziej stwierdziłam niż zapytałam chcąc przekonać samą siebie.
Przechyliła głowę i rozszerzyła oczy.
Nie – przyznała ku mojemu zdumieniu przygryzając wargę.
Poczułam przypływ współczucia. Nie dziwię się,że czuje się odrzucona. Gdyby nie miłość jaką obdarzył mnie Rafael,czułabym się podobnie.
Przez pierwszych kilka dni wakacji. Potem sprawy zaczęły toczyć się swoim rytmem.
Ale ona niespecjalnie musiała znać ten patent.
Skinęłam głową.
Rozumiem. To musi być trudne.
Przymrużyła oczy i wstała.
Jak cholera. Zawsze kiedy zostawiasz za sobą przeszłość musisz liczyć się z powrotem wspomnień.
Co ona ukrywa?
Otworzyła drzwi na taras i wyszła. Usłyszałam odgłos zapalniczki i po chwili zobaczyłam jak wypuszcza strużkę dymu.
Nie wiedziałam za bardzo czy ją zostawić,czy podejść. Emeline odezwała się jednak pierwsza zmuszając do szybszego podjęcia decyzji.
Nie chcę być twoim wrogiem – wypaliła zaciągając się.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Stałam więc pośrodku pokoju i patrzyłam na nią zdezorientowana.
Ja tylko...staram się odnaleźć – dodała widząc moje wahanie.
Nie uda ci się to,jeśli będziesz mnie traktować tak jak teraz.
Niby jak? – zamrugała oczyma pod firanką pociągniętych maskarą gęstych rzęs.
Pogardliwie. Bez szacunku. Nie zapominaj,że pracujesz też dla mnie i że ja też jestem członkiem tej rodziny. Jeśli chcesz do niej wejść musisz zaakceptować pewne reguły. Szacunek to pierwsza z nich. – powiedziałam chłodno.
W porządku – odparła strzepując popiół do małej popielniczki. – Ale wierz mi:inaczej traktuję ludzi,których nie darzę szacunkiem.
Świetnie – stwierdziłam z ironią.
Świetnie – przytaknęła.
Wtedy byłam pewna;nie pozwolę jej wejść do mojej rodziny chociażbym sama miała z niej odejść. Ta kobieta była jak huragan:lekki wietrzyk szarpiący powietrze,którym oddycham,z czasem przybierający na sile próbując odebrać mi dech Jednakże ewidentnie niepewnie stąpała po kruchym lodzie. Nawet się nie zorientuje kiedy tafla zacznie pękać ściągając ją do lodowatej wody. Właściwie to już zaczęła biorąc pod uwagę to,że odsłoniła przede mną kawałek duszy. Bez wątpienia jej życiorys nie rysował się zbyt kolorowo.
Na dole trzasnęły drzwi.
Wynoś się stąd! – syknęłam w jej stronę.
Spokojnie zgasiła papierosa i zeszła z tarasu.
Kinga? – usłyszałam na dole głos Rafy.
Jestem na górze! – odkrzyknęłam.
Doszłam do wniosku,że lepiej będzie zejść na dół. W razie czego Emeline odpowiada sama za siebie.
Kiedy mnie zobaczył,zamrugał szybko oczyma. Uśmiechnęłam się niepewnie.
Cześć. Jak tam lunch?
W porządku – skinął głową nie spuszczając ze mnie wzroku. – Zmieniłaś fryzurę.
Owszem – przytaknęłam.
Na zawsze? – spytał ze smutkiem.
Nie głuptasie – zaśmiałam się – Tylko je wyprostowałam.
To dobrze – odetchnął – Bo uwielbiam twoje fale,a w tych wyglądasz całkiem jak...
Ja.
Spojrzałam w górę. Emeline stała na szczycie schodów z ręką na biodrze i uśmiechem modelki. Wolnym krokiem ruszyła na dół.
Właśnie. Poślubiłem ciebie,nie Emeline – mrugnął do mnie,a ja stanęłam jak wryta. Wprawdzie to był żart,ale nie spodobało mi się porównanie.
Emeline przykleiła do twarzy uśmiech i stanęła obok mnie. Zmierzyłam ją chłodnym spojrzeniem.
Hej. Jak tam lunch? – spytała ignorując mnie.
I kto tu kogo udaje – pomyślałam ze złością.
Dobrze. Jestem trochę zmęczony. Emeline,pościgasz się z nami na konsoli?
Avec plaisir.* – odparła z uśmiechem.
Fajnie. Kinga idziesz?
Za chwilę. – odparłam odwracając się na pięcie i ruszyłam pędem do łazienki by zmyć z głowy nieudany eksperyment


* (franc.) Z przyjemnością.

Zerknijcie na tą liczbę w prawym górnym rogu. Tak,wiele mówi. Dziękuję. Bardzo dziękuję <3
Cóż,nie wiem co jeszcze dodać,więc miłego weekendu życzę :*
xoxo

1 komentarz:

  1. Można zauważyć w tej trzeciej części, że zmienił Ci się (na lepsze) styl w trakcie pisania jednego opowiadania :)
    Na razie ta wojenka na linii Kinga - Emeline to tylko takie podchody i uszczypliwości. Potem pewnie będzie gorzej, jak Cię znam, wiedźmo :D
    Jak miło mieć wolny dzień otrzymany z góry od miłosiernego dyrektora szkoły... :D Również miłego weekendu życzę, który dla mnie się już szczęśliwie zaczął wczoraj po południu ;) Do następnego! :*

    OdpowiedzUsuń