Tekst

czwartek, 10 marca 2016

3.6 Rocznicowe szaleństwo

Australian Open zakończyło się...niespodziewanie. Obroniłam tytuł. Cud. Magia. Brak Sereny Williams po drodze. Wszystko to złożyło się na kolejny sukces.
Nie mam pojęcia jak,po prostu robiłam swoje,grałam na luzie wykorzystując szanse,bo liczyłam się z tym,że nie zagram tu w przyszłym roku. I po prostu się udało.
W finale dobrze znana mi z drugiej strony siatki Chinka. Trzy sety,w tym pierwszy stracony połączone z urazem tej drugiej stworzyły obraz pojedynku pełnego nerwów i zaciętości.
Apetyt rośnie,zdobyłam swój piąty Wielki Szlem. Mam nadzieję,że w pewnym momencie uda się odstawić talerz i powiedzieć „Dość. Czas zrobić coś dla siebie”.
Jest luty i zmiana warty. Teraz to Rafael mierzy swoje odzyskane siły w Brazylii,wcześniej w Chile,a na kursie jeszcze Meksyk.
W Vina del Mar przegrał dopiero w finale błyskając zadziwiająco przyzwoitą formą. Teraz gra w Sao Paulo i tym samym jesteśmy zmuszeni spędzić pierwszą rocznicę ślubu poza Majorką.
Najgorsze jest to,że nie mam pomysłu na prezent dla mojego męża. Bo jeśli chodzi o mnie dostałam prezent w postaci świętego spokoju. Emeline została na Majorce. Akurat tak się złożyło,że jest dużo papierów do uzupełniania,kontrakty,oferty kontraktów,propozycje reklam z Polski i takie tam. Niby mała rzecz,a jak potrafi ucieszyć.
Pomóż mi! – jęknęłam rozmawiając z Giselą przez Skype'a zaledwie kilka godzin po przylocie do Sao Paulo. – Nie mam bladego pojęcia co sprezentować Rafaelowi na rocznicę!
Gisela przewróciła oczami i poruszyła się. Poznałam,że jest w mieszkaniu Pico. Dziwiło mnie,że do tej pory się nie przeprowadziła,ale czasami rzeczy dzieją się wolniej niż byśmy chcieli.
Jeszcze nie masz pomysłu? – zdziwiła się – Przecież to już jutro.
Wiem,wiem – westchnęłam – Nie było czasu,a poza tym myślałam,że tym prezentem będzie test z dwoma kreskami...
Poczułam się zawiedziona. Nie dość,że mój plan się nie powiódł,to w dodatku zawiodę mojego męża nie dając mu tego czego by chciał. Jestem beznadziejna.
Przyłożyła sobie ręce do skroni.
Rychło w czas zorientowałaś się,że z tego nic nie wyjdzie. Nie jest łatwo wymyślić coś na szybko.
Zdaję sobie z tego sprawę,dlatego proszę cię o pomoc. To nie może być nic banalnego,chcę mu pokazać jak bardzo go kocham.
Wymamrotała coś pod nosem i odchrząknęła.
No dobrze,pomyślmy...
Wymieniała kolejne propozycje,a ja coraz bardziej się krzywiłam.
Nie mam czasu na wywołanie zdjęć! – odrzuciłam kolejny dobry,ale nierealny pomysł.
Westchnęła zrezygnowana.
No to już nie wiem. Wyczerpały mi się zasoby pomysłów. To musi być coś,co zapamięta do końca życia.
Coś czego nigdy wcześniej nie robiłam – odparłam beznamiętnie wpadając nagle na pomysł. Przez chwilę patrzyłam pusto w ekran.
Gisela zamachała.
Hej,jestem tu. Wpadłaś na coś?
Przygryzłam wargę. Czy powinna o tym wiedzieć?
Mam pewien pomysł – odetchnęłam w końcu – Ale...jest ona na swój sposób banalny,chociaż nigdy tego nie robiłam.
Zamieniam się w słuch – Pochyliła się bliżej ekranu.
Z zaróżowionymi policzkami wyznałam jej. Gisela nadęła policzki tłumiąc wybuch śmiechu.
Chcesz powiedzieć,że wy nie...
Nie-przerwałam czując,że moje policzki wręcz płoną.
Jak to możliwe? – spytała z rozbawieniem.
A jak myślisz?
Rozumiem,że nie jest ci łatwo się przełamać.
Bingo. Ale to dobry pomysł. I jedyny jaki przychodzi mi do głowy.
W obecnej sytuacji,kiedy nie masz czasu ani możliwości...owszem,dobry pomysł.
Westchnęłam i przygarbiłam się. Gisela podskoczyła nagle a oczy jej się zaświeciły. Klasnęła w dłonie z tryumfalnym uśmiechem.
A poza tym,jak już to zrobisz,Rafael nie będzie w stanie myśleć o nikim innym. Wtedy już zupełnie oszaleje na twoim punkcie i będziesz miała z głowy Emeline.
Musiałaś mi o niej mówić? – jęknęłam. – Mam od niej prawie miesiąc spokoju!
Wybacz,ale w tym wypadku to powinno ci się spodobać. Nie myśl o niej. Pomyśl o korzyściach dla ciebie.
W porządku – westchnęłam. W tym samym momencie usłyszałam chrzęst zamka w drzwiach – Zmykam. Rafa wrócił z treningu. Do zobaczenia!
Wszedł do pokoju zziajany i spocony. Włosy przylegały mu do czoła,a policzki miał zaróżowione.
Uniosłam brwi na jego widok.
Ciężki trening?
Daj spokój – uciął rzucając torby na podłogę i rozłożył się w fotelu. Przesunął ręką po twarzy i odchylił się powoli do tyłu. – Nie mam siły na nic.
Weź prysznic i zdrzemnij się trochę – zasugerowałam zatrzaskując laptopa. – Co prawda,dopiero południe,ale potrzeba ci odpoczynku.
A co z tobą?
Dam sobie radę. – oznajmiłam – Pójdę coś zjeść,może wypiję drinka w barze i pójdę na jakiś spacer.
Wykluczone – ocknął się gwałtownie – Nie możesz wyjść sama. Poproszę Titina żeby poszedł z tobą.
Ale ja chcę połazić po sklepach!-jęknęłam. W innych okolicznościach może i bym to zniosła,ale muszę kupić kilka rzeczy na jutro i ktoś obok byłby tylko ciężarem. – Co to za przyjemność,jeśli będę miała u boku marudzącego faceta?
Nie pójdziesz sama – Nie ustępował – Zgubisz się gdzieś,albo ktoś cię napadnie...
W biały dzień? – parsknęłam – To nie Nowy Jork. I nie zamierzam się włóczyć po jakichś slumsach. Jestem dorosła, poradzę sobie.
Skrzyżowałam ręce na piersi i posłałam mu wojownicze spojrzenie.
W końcu odpuścił.
No,dobrze – odparł powoli – Niech ci będzie. Ale masz być ostrożna. I miej cały czas komórkę pod ręką.
Tak,tak --mruknęłam schodząc z mosiężnego łoża. – Dam sobie radę. A ty idź pod prysznic i się połóż.
Wróciłam po dwóch godzinach z zaledwie dwoma torbami. Po cichu zakradłam się z powrotem do pokoju,uważając,by Rafael nie zauważył co niosę. Kiedy jednak otworzyłam drzwi na całą szerokość,spał na prawym boku z twarzą zwróconą w stronę tarasu. Odetchnęłam nieco i na paluszkach ukryłam torby w szafie między swoimi bagażami. Kupiłam jakieś świeczki zapachowe,butelkę dobrego szampana i czekoladki. Najważniejszą rzeczy,czyli bieliznę miałam schowaną od grudnia;delikatną satynową koszulkę z koronkowym stanikiem i paskiem pod biustem w kolorze śnieżnej bieli ze stringami do kompletu. Była tak urzekająco niewinna i jednocześnie tak myląca,że od razu zapragnęłam ją mieć. Bo w końcu ile razy można być diablicą?
Przysiadłam na łóżku i zdjęłam buty. Moje spojrzenie powędrowało w stronę śpiącego męża. Oddychał spokojnie,a z jego twarzy zniknął wyraz wszelkiego zmęczenia. Jego wrodzony urok sprawiał,że wyglądał jak duże dziecko. Uśmiechnęłam się po części do siebie,a po części do niego na tę myśl i pogłaskałam go po policzku,na którym było widać już ślady dwudniowego zarostu.
Położyłam się obok i podciągnęłam nogi. Przymknęłam oczy w nadziei,że i mnie uda się zdrzemnąć odrobinę. Wtedy jednak Rafael poruszył się i odwrócił w moją stronę. Wzdrygnął się,gdy uświadomił sobie,że leżę tuż obok.
Wróciłaś – stwierdził zaspanym głosem i przejechał dłonią po twarzy.
Tak. Kupiłam...kilka rzeczy. Dobrze spałeś?
Nawet nie pamiętam,kiedy zasnąłem.
To znaczy,że bardzo dobrze.
Podniósł się,popatrzył w przestrzeń,a potem odwrócił się do mnie z uśmiechem.
Mam co do ciebie plany odnośnie jutrzejszego dnia.
Doprawdy? – Również się podniosłam. – Jakie?
Dowiesz się w swoim czasie – odparł przygarniając mnie do siebie.
Tak się składa,że ja też mam pewien plan – powiedziałam spoglądając na jego usta gotowa do pocałunku. – Zatem wieczór przypada w udziale mnie.
Robi się ciekawie – zachichotał i dotknął palcem mojej dolnej wargi.
A żebyś wiedział...

*

Następnego ranka obudziłam się z uczuciem ogromnej pustki,którą potęgowało wielkie łoże,bowiem byłam w nim sama.
Zmarszczyłam brwi i rozejrzałam się. Wyglądało na to,że jestem sama w wielkim apartamencie. Opadłam więc z powrotem na poduszki i patrzyłam w zdobiony jakimiś artystycznymi wzorami sufit. Niektóre z hotelowych pokojów były pełne takiego przepychu,że Rafael często się z tego śmiał. Na przykład ten sufit. Po co komu jakieś bazgroły na suficie?
Poczułam burczenie w brzuchu i podniosłam się by chwycić za telefon i zamówić posiłek prosto do pokoju. Na stoliku zauważyłam czerwoną kopertę. Otworzyłam ją z ciekawością i momentalnie się roześmiałam. W środku znajdowało się zaproszenie na „rocznicowy”obiad w jednej z tutejszych restauracji. Dziś o godzinie czternastej. Obok stolika stał zaś przepiękny bukiet kwiatów. Nie były to klasyczne róże,fiołki czy lilie. Właściwie sama nie wiedziałam,co to jest,bo...były zrobione z papieru.
Ponownie się roześmiałam. No tak. Wszak pierwsza rocznica,to rocznica papierowa.
Wtedy też zdałam sobie sprawę,że Rafael dziś nie gra,ale teraz jest na treningu. Miałam zatem trochę czasu dla siebie,by wszystko przygotować,ale najpierw-śniadanie!
Zaczęłam tradycyjnie od tego,w co powinnam się ubrać. A raczej-zaczęłabym,gdybym miała przed sobą ogromną garderobę,którą dysponuję w domu. Z myślą o tej okazji,zabrałam ze sobą krótką sukienkę z białym koronkowym gorsecikiem i klasyczną, czarną spódnicą a do tego czarne szpilki i perłowe kolczyki z fabryki sztucznych pereł.
Idealny zestaw na uroczystą okazję.
Niecierpliwie krzątałam się po pokoju w oczekiwaniu na popołudnie. Zeszłam nawet na dół do baru na małego drinka. W końcu nadszedł czas i udałam się wraz z Rafą do malowniczej restauracji. Znajdowała się ona w starej kamienicy położonej na czymś,co przypominało nasze Place Major. W środku panował intymny,pełen ciepła klimat. Ściany pokrywała brunatnoszara cegła,a nad drewnianymi stołami roztaczała się aureola świateł punktowych,zgaszonych w dzień,a rozświetlających klimatyczne miejsce wieczorami.
Podyskutowaliśmy trochę o treningu i wymieniliśmy kilka plotek(zaledwie kilka,bo praktycznie znamy wszystkie wspólnie). Uznałam,że na miłosne wyznania przyjdzie czas później,zwłaszcza gdy dookoła pełno było gości;lokal był aktualnie w porze sjesty. Rafael najwyraźniej celowo wybrał akurat tę porę chcąc stworzyć pozory normalności i luzu,podczas gdy tak naprawdę było zupełnie odwrotnie. Chcieliśmy pobyć sami,jednak dzień jest zbyt długi by tracić go w tak egoistyczny sposób.
Po obiedzie wybraliśmy się jeszcze na dłuższy spacer po mieście i wybrzeżu. Uwielbiałam podziwiać uroki miast,które zwiedzałam i nie mogłam sobie darować opuszczenia chociażby jednej takiej okazji. Nawet jeśli byłam w tym samym mieście po raz piąty czy szósty. Zawsze jest do odkrycia więcej uroku w coraz to innym zakamarku miasta.
Przed wejściem do pokoju pocałowałam zdziwionego Rafaela w usta i oznajmiłam:
Wieczór miał być mój,pamiętasz? Przygotuję teraz wszystko a ty wróć kiedy uznasz,że nadszedł czas.
Skinął głową i oddalił się lekko zamroczony.
Zacznijmy może od stworzenia nastroju. Wyciągnęłam z torby świeczki i ustawiłam je w różnych miejscach pokoju,a następnie zapaliłam. Przyjemny zapach wanilii rozpłynął się po pomieszczeniu. Chciałam odsunąć suwak,ale w ostatniej chwili przypomniałam sobie o zasłonach. Niby trzecie piętro,ale paparazzi lubią być wszędzie.
Uwolniłam się z kiecki i wsunęłam przez głowę delikatną koszule nocną. Poczułam się lekka,gdy chłodna satyna owiała moje ciało i gdy rozpuściłam spięte,pofalowane pasma włosów.
Ciekawiło mnie jedynie,czy Rafa wykaże się intuicją i przyjdzie w porę,czy też będę musiała się o niego dopraszać. A to by było. Kinga Kolat,tfu Nadal, robi mężowi awanturę w hotelowym lobby ubrana w sam szlafrok i nocną koszulę!
Zanim zdążyłam jednak pomyśleć drugi raz,rozległo się pukanie do drzwi. Szybko wskoczyłam na łóżko w wyćwiczonej pozie kusicielki.
Wejdź – wydusiłam przez ściśnięte gardło.
Wszedł do pokoju,rozejrzał się,po czym utkwił wzrok we mnie. Przechylił głowę na bok i podszedł bliżej do łóżka.
Przygryzłam wargę gdy kucnął by mieć mnie na wysokości twarzy.
Wiedziałem,że tak naprawdę to zstąpiłaś do mojego życia prosto z nieba. – szepnął i pogłaskał mnie po udzie aż przeszedł mnie dreszcz. Z trudem zdusiłam ochotę by wciągnąć go na siebie i całować do utraty tchu.
Byłam twoim aniołem stróżem przez cały czas – odparłam cicho powstrzymując jego rękę. Podniosłam się z drżeniem nóg i spojrzałam mu prosto w oczy. Nie odrywając wzroku od jego twarzy przesunęłam dłonie na jego pierś,a potem na ramiona zsuwając ciemną marynarkę. W oczach Rafaela błysnęło zaciekawienie.
Odpięłam pierwszy guzik jego białej koszuli.
Ty... – klik,drugi guzik – Nie wiedziałeś.... – klik – O moim istnieniu... – klik – A ja... – mimo to... – klik – Kochałam cię...czy to nie szalone?
Ze złością szarpnął pozostałe guziki,odrzucił koszulę i ujął moje dłonie.
Zdecydowanie szalone – zgodził się – Ale to nieważne. Liczy się to,że teraz jestem twoim mężem. To dopiero szalone.
Przycisnął usta do moich dłoni i pogładził lekko po włosach.

To co zaraz zrobię będzie jeszcze bardziej szalone.

*

 – Wciąż uważasz,że twoja skryta miłość do mnie była szalona? – spytał z ledwie dostrzegalnym uśmiechem. W pokoju zaczęło robić się ciemno;większość świeczek wypaliła się i zgasła a ich waniliowy aromat był już ledwie wyczuwalny.
Zamrugałam oczami nie wiedząc o czym do mnie mówi.
Słucham?
Czy wciąż uważasz,że twoja skryta miłość była szalona w obliczu tego,co dziś zrobiliśmy? – powtórzył ze spokojem.
Przesunęłam ręką po jego torsie. Był zroszony malutkimi kropelkami potu.
Tak – odparłam po namyśle.
Tak? – powtórzył z niedowierzaniem. – Niby dlaczego?
Łatwo jest robić takie rzeczy gdy się kocha i jest się kochanym,chociaż wymaga to odrobiny szaleństwa i odwagi. Prawdziwą odwagą i szaleństwem jest jednak kochanie kogoś bez wzajemności,bo narażasz się na gorycz rozczarowania. To dopiero szalone,co?Godzić się na ból,którego nic nie będzie w stanie załagodzić.
Milczał przez chwilę gładząc mnie po włosach. W końcu stwierdził:
Ty jednak się zgodziłaś. I wygrałaś.
Ostatecznie – przytaknęłam – Ale swoje przeżyłam.
Znowu kontemplacyjne milczenie.
Co mogę zrobić,żebyś zmieniła zdanie do definicji szaleństwa?
Hm...powtórzyć to co zrobiłeś mi półtorej godziny temu...czekaj,żartowałam! – powiedziałam gdy nurkował pod kołdrę – Nie dzisiaj.
Więc jak mogę ci wynagrodzić cierpienie dzisiaj? – Nie ustępował przytulając mnie ciaśniej.
Nie wiem – szepnęłam – Możesz mieć nadzieję,że poczęliśmy w końcu dziecko.
I bez tego mam – odparł cicho trącając mnie nosem.
Uśmiechnęłam się na tę myśl po czym usnęłam otulona ramionami męża.


No dobra,anielskie klimaty to raczej na drugim blogu,ale pocieszcie się trochę :)
Ech,że też wiosna w progach,a ja zakatarzona i pokasłująca :( No nic,do następnego!
xoxo

4 komentarze:

  1. Nooo, urocza rocznica :) A jak Rafa się o Kingę martwi (nie wychodź sama! itd.) :D Kochane, duże dziecko ;)
    A Ty się tam nie rozchoruj na dobre! Miłego weekendu :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie rozdział bez Emeline! Udało Ci się nastawić mnie przeciwko tej bohaterce, o tak. ;] Pierwsza rocznica ślubu. A tak niedawno Kinga wzdychała po cichu do Rafy i spławiała Verdasco. Czas leci :)
    Trzymaj się kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha,znaczy że osiągnęłam sukces skoro masz takie o niej zdanie :D Trzymam się!

      Usuń