Tekst

piątek, 18 marca 2016

3.7 Spotkanie po latach

Chciało mi się płakać.
Nie wiem czy ze smutku,czy ze szczęścia.
Nadszedł marzec,czas tak zwanego „piątego Wielkiego Szlema”,czyli turniejów w Indian Wells i Miami. Mogłam w nich w pełni uczestniczyć i cieszyłam się z tego powodu. Tamtejsze korty miały miłą atmosferę rywalizacji,którą tak uwielbiałam,podobnie zresztą jak i samą rywalizację. Ta myśl mnie ekscytowała,ale jednocześnie niepokoiła.
Przed turniejami badałam się kilka razy,zajął się mną nawet sam doktor Cotorro,lekarz Rafy jak i całej rodziny. Powtórzył mi jednak to samo co mój ginekolog:Nie jestem w ciąży.
Jeszcze.
Znowu.
Nawet myśl o rywalizacji nie była tak słodka,jak myśl o małej istotce zrodzonej z naszej miłości,rozwijającej się pod moim sercem.
Nie mam pojęcia co może być nie tak – przyznał Cotorro pewnego razu – Nie jestem ginekologiem ani specjalistą w tych sprawach,ale jako lekarz nie widzę żadnych przeszkód. Oboje prowadzicie zdrowy tryb życia,nie macie nałogów,zażywacie suplementy...
Dziękuję za dogłębna analizę,doktorze – odparłam nieco zbyt szorstko.
Wzruszył ramionami,jednak na jego twarzy było widać zakłopotanie.
Wybacz,ale w tej kwestii niewiele mogę dla ciebie zrobić,poza doradzeniem uzbrojenia się w cierpliwość.
Westchnęłam więc ciężko wspominając jego słowa.
Po wygranym przez Rafaela turnieju w Indian Wells i moim zakończonym na półfinale występie,przeszedł czas na Miami. Zauważyłam wtedy,że Rafael aż ponadprzeciętnie okazuje mi uczucie. Emeline,towarzysząca nam nieodłącznie starała się nie zwracać na to uwagi,ale kiepsko wychodziło jej ukrywanie irytacji.
Możecie w końcu przestać? – spytała któregoś razu gdy omawialiśmy jakieś błahe służbowe sprawy – Przeszkadzacie mi pracować.
Wybacz-Rafael natychmiast spokorniał i odsunął się ode mnie. – Nie powinniśmy...
Skinęła głową i wróciła do swoich nudnych papierów.
Po wygranej pierwszej rundzie,umówiłam się na trening z Giselą.
W końcu. Miałam też nadzieję,że uda nam się swobodnie porozmawiać,bo zazwyczaj nie ma ku temu okazji.
Po odbiciu kilkuset piłek pod nieskończenie wieloma kątami,udałyśmy się do jadalni dla zawodników.
Poprawiłaś forhend – stwierdziłam nakładając na talerz porcję sałatki ze świeżymi warzywami. Ustaliłam sobie za punkt honoru zdrowe odżywianie bez względu na to czy jestem na etapie gry,czy starania się o dziecko.
A ty wolej – odparła z uśmiechem moja przyjaciółka. Zarzuciła na ramię lekko wilgotny od potu warkocz i również sięgnęła po jedzenie,ale dołączyła do swojej porcji bezglutenowe ciasteczka.
Brakowało mi tenisa – westchnęłam tęsknie opadając na krzesło – Wbrew pozorom im dłużej od niego odpoczywasz,tym bardziej zaczyna ci doskwierać jego brak.
To była króciutka przerwa – Gisela polała sałatkę sosem vinegret – Pomyśl co będzie jak...och,wybacz. Nie powinnam.
Uśmiechnęłam się blado.
Nie szkodzi. Nic takiego nie powiedziałaś.
Ale pomyślałaś o tym – Stuknęła się palcami w głowę chcąc się ukarać za nierozważne słowa.
Myślę o tym przez cały czas,który spędzam poza kortem,Gi. Zaczynam się obawiać najgorszego.
Przecież to niemożliwe,żeby któreś z was było bezpłodne!
Wszystko jest możliwe – westchnęłam z rezygnacją i przesunęłam widelcem po listkach sałaty.
- Wiesz,że najpiękniejsze rzeczy dostajemy zawsze,gdy najmniej ich oczekujemy? – Nachyliła się nad stołem usiłując spojrzeć w moje spuszczone do dołu oczy.
Tak,jasne – mruknęłam.
Naprawdę. Chociażby bal. Spodziewałaś się,że spotkasz na nim przyszłego męża?
Nigdy w życiu – przyznałam.
No właśnie. Zaufaj Matce Naturze. Na pewno wybrała dla ciebie właściwy moment,tylko po prostu jeszcze nie nadszedł.
Musi mieć bardzo dużo czasu – mruknęłam.
A właśnie nie! – klasnęła w dłonie. – Powiedz,jak się udała rocznica?
Uśmiechnęłam się szeroko na wspomnienie zadowolenia na twarzy Rafaela.
Było cudownie – powiedziałam bez ogródek – Wszystko...się udało.
Gisela uniosła brwi i podparła podbródek dłońmi.
Opowiedz o tym.
-Teraz? – Rozejrzałam się dokoła. Jadalnia zaczęła się wypełniać. – Przy jedzeniu?
A czemu nie? – Wzruszyła ramionami. – Jesteśmy dorosłe. A poza tym,aktualnie nie jemy.
Pokręciłam głową.
Chciałabyś za dużo wiedzieć. Wystarczy jeśli ci powiem,że mój mąż nie odstępuje mnie teraz na krok,a jeśli już,to bardzo niechętnie.
Nieźle – wytrzeszczyła oczy – Musiałaś być...dobra.
Z pewnością lepsza niż niektóre Francuzki – Uniosłam podbródek i skrzyżowałam ręce na piersi.
Myślisz,że ona...
Nawet nie chcę o niej myśleć – wzdrygnęłam się. – Ważne,że Rafael nie widzi poza mną świata.
A jak on się czuje?Może i poprawiłaś mu humor,ale co ze zdrowiem?
Opuściłam kąciki ust. Co prawda wszystko z jego zdrowiem jest w porządku,ale wciąż musi się oszczędzać i w związku z tym zrezygnował ze startu w Miami.
Miejmy nadzieję,że do końca roku zapomnimy o kontuzji...
Skubnęłam kilka liści sałaty i pomidora z talerza,gdy Gisela zmarszczyła brwi na widok czegoś znajdującego się za moimi plecami. Nie zdążyłam się odwrócić,gdy podszedł do mnie obiekt jej wątpliwości.
Cześć Kinga.
Nando – odparłam miękko i skinęłam głową. Jego akurat nie spodziewałam się ujrzeć,ale mimo to jego widok nie wywołał we mnie zdziwienia.
Miał na sobie białą bluzę od Adidasa i jednakowoż białe szorty. Sięgające niemal ramion włosy były mokre i rozczochrane.
Wiesz gdzie jest Rafael?
Nie mam pojęcia – wzruszyłam ramionami i skinęłam głową na torbę z rakietami – Przed chwilą miałam trening. Od wyjścia z hotelu go nie widziałam.
Zmarszczył brwi w zamyśleniu.
Jeśli coś potrzebujesz,mogę mu przekazać – zaproponowałam widząc jego minę.
Nie,dzięki. Muszę z nim porozmawiać...na osobności.
W porządku – Wzruszyłam ramionami i wróciłam do sałatki.
Tyle,że to pilne...Nie mogłabyś...pójść ze mną?
Omal się nie zakrztusiłam. Pokazałam mu co o nim myślę trzy lata temu a on wciąż mimo słownej ostrożności ma taki tupet?
Słucham?
Nie mam pojęcia gdzie mogę go znaleźć – westchnął na usprawiedliwienie.
Posłałam Giseli szybkie spojrzenie. Otworzyła szeroko oczy,ale wzruszyła ramionami.
W porządku – odparłam z niechęcią wstając od stołu – Widzimy się później.
Skinęła głową i odprowadziła nas do wyjścia wzrokiem.
Co to za ważna sprawa? – spytałam obojętnie gdy wychodziliśmy z terenu kortów.
Chodzi o Puchar Davisa. – odparł krótko.
Potem nie odzywał się aż do hotelu. W lobby spostrzegłam Emeline siedzącą na jednym z puchowych foteli i robiącą notatki.
Emeline! – zawołałam.
Kobieta podniosła głowę znad papierów i zmarszczyła nos.
Wiesz,gdzie jest Rafael? – spytałam podchodząc do niej.
Wyszedł gdzieś z Tonim,ale powinni zaraz wrócić. – odparła i zwróciła wzrok na stojącego obok mnie Fernando.
Zaczekamy – odparł z uśmiechem Hiszpan.
Uniosłam brwi i spojrzałam na niego z politowaniem. No tak. Koneser miał przed sobą smakowity kąsek i grzechem byłoby z niego nie skorzystać.
Nie widząc innego wyjścia,opadłam na sofę nieopodal i oparłam ręce na kolanach.
Nie widziałem cię wcześniej w obozie Rafaela. Jesteś nowa? – zwrócił się w stronę Francuzki.
Tak – skinęła głową – Pracuję dla niego od grudnia.
Pracujesz też dla mnie-dodałam ze złością w myślach.
Jestem Emeline.
Fernando.
Niewiele myśląc,ucałował ją w oba policzki. Zaskoczona dziewczyna zachichotała cicho.
To taki nasz zwyczaj – wyjaśnił Fernando widząc jej zakłopotanie – Jesteś...
Pół-Hiszpanką. Pochodzę z Francji – wtrąciła. – I znam ten zwyczaj.
Nando uniósł brwi.
No proszę. Nigdy bym się nie spodziewał,że idąc na spotkanie z przyjacielem poznam uroczą Francuzkę.
Emeline uśmiechnęła się szeroko i odgarnęła włosy na bok.
Litości.
Gadali tak jeszcze przez chwilę,o wszystkim i o niczym,a ja siedziałam z boku cierpliwie czekając na powrót męża.
Fernando spoglądał na Emeline z błyskiem w oku. Nie było to u niego akurat nic dziwnego,natomiast Emeline wcale nie sprawiała wrażenia zachwyconej rolą ofiary podrywacza. Rozmawiała z nim uprzejmie,a jej słowa ocierały się o flirt. Mimo to zachowywała wyraźny dystans. Verdasco zdawał się jednak tego w ogóle nie zauważać.
Rafa! – pisnęłam i poderwałam się na równe nogi,gdy zobaczyłam jak wchodzi przez oszklone drzwi. Para popatrzyła po sobie ze zdziwieniem. Dam głowę,że Verdasco zdążył zapomnieć po co tu przyszedł.
Skinęłam ręką i westchnęłam cicho wdzięczna za ratunek.
Nando? – Rafael uniósł brwi gdy go zobaczył. Potem przeniósł wzrok na uśmiechniętą Emeline i uniósł kąciki ust.
Szukałem cię – wyjaśnił odskakując od Francuzki – Możemy porozmawiać?Na osobności?
Dobra. – skinął głową lekko zaskoczony.
Kiedy zniknęli,Emeline jak gdyby nic wróciła do swoich papierów.
I co zamierzasz z tym zrobić? – spytałam siadając naprzeciwko niej ze skrzyżowanymi nogami.
Ale z czym? – podniosła wzrok i zamrugała oczami.
Z Fernando.
Wzruszyła obojętnie ramionami.
Facet chciał pobawić się w podryw,to proszę bardzo.
Nie podda się łatwo...
Martwisz się o mnie? – parsknęła niespodziewanym śmiechem. – Nie wierzę.
Ktoś ci powiedział,że się martwię? – Podniosłam nieco głos – Nie wiem czy wiesz,ale bawiłaś się w ten swój podryw podczas pracy.
Och,i co,poprosisz Rafaela żeby mnie zwolnił? – spytała ironicznie,doprowadzając mnie do szału wymową imienia męża z tym paskudnym,francuskim akcentem.
Nie. Mam do tego takie same prawo jak i on. – spojrzałam na nią wyzywająco.
Zgasła. Wędrowała oczyma po pomieszczeniu aż w końcu utkwiła niepewne spojrzenie na mnie.
Nie zrobisz tego. – powiedziała cicho.
Daj mi jeszcze jeden powód,a możesz być tego pewna.
Wbiłam wzrok w jej brunatne oczy,a ona podtrzymała kontakt. Po paru sekundach miała jednak dość i zebrała papiery ze stolika. Na odchodnym rzuciła mi zawistne spojrzenie.

Musiało być coś,co przed nami ukrywała.


Surprise! Wybaczcie,że tak późno,ale tylko o tej porze mogłam się wyrobić. No a w końcu to piątek więc rozdział dodać trzeba,prawda? ;)

1 komentarz:

  1. Powrót Fernando :D A Kinga czepia się Emeline coraz bardziej. Jak będzie chodziło o coś większego, to polecą iskry i pewnie tyłek Emeline z posady u Nadalów. Tylko żeby się Rafa za nią nie wstawił, bo się jeszcze bardziej Kinga wścieknie...
    Aga przegrała z Sereną, choć podobno po naprawdę wyrównanej walce. Tym razem nie wstawałam na mecz (jak podczas Australian, gdy ugrała 4 gemy) i mogę tylko żałować. A teraz dawaj Vika w tym finale! ;) O półfinale Djokovic - Nadal chyba nie muszę wspominać. "Spotykamy się" przed telewizorami pewnie :D
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń