Chciało mi się płakać.
Nie wiem czy ze smutku,czy ze
szczęścia.
Nadszedł marzec,czas tak
zwanego „piątego Wielkiego Szlema”,czyli turniejów w Indian
Wells i Miami. Mogłam w nich w pełni uczestniczyć i cieszyłam się
z tego powodu. Tamtejsze korty miały miłą atmosferę
rywalizacji,którą tak uwielbiałam,podobnie zresztą jak i samą
rywalizację. Ta myśl mnie ekscytowała,ale jednocześnie
niepokoiła.
Przed turniejami badałam się
kilka razy,zajął się mną nawet sam doktor Cotorro,lekarz Rafy jak
i całej rodziny. Powtórzył mi jednak to samo co mój ginekolog:Nie
jestem w ciąży.
Jeszcze.
Znowu.
Nawet myśl o rywalizacji nie
była tak słodka,jak myśl o małej istotce zrodzonej z naszej
miłości,rozwijającej się pod moim sercem.
– Nie mam pojęcia co może
być nie tak – przyznał Cotorro pewnego razu – Nie jestem
ginekologiem ani specjalistą w tych sprawach,ale jako lekarz nie
widzę żadnych przeszkód. Oboje prowadzicie zdrowy tryb życia,nie
macie nałogów,zażywacie suplementy...
– Dziękuję za dogłębna
analizę,doktorze – odparłam nieco zbyt szorstko.
Wzruszył ramionami,jednak na
jego twarzy było widać zakłopotanie.
– Wybacz,ale w tej kwestii
niewiele mogę dla ciebie zrobić,poza doradzeniem uzbrojenia się w
cierpliwość.
Westchnęłam więc ciężko
wspominając jego słowa.
Po wygranym przez Rafaela
turnieju w Indian Wells i moim zakończonym na półfinale
występie,przeszedł czas na Miami. Zauważyłam wtedy,że Rafael aż
ponadprzeciętnie okazuje mi uczucie. Emeline,towarzysząca nam
nieodłącznie starała się nie zwracać na to uwagi,ale kiepsko
wychodziło jej ukrywanie irytacji.
– Możecie w końcu przestać?
– spytała któregoś razu gdy omawialiśmy jakieś błahe służbowe
sprawy – Przeszkadzacie mi pracować.
– Wybacz-Rafael natychmiast
spokorniał i odsunął się ode mnie. – Nie powinniśmy...
Skinęła głową i wróciła do
swoich nudnych papierów.
Po wygranej pierwszej
rundzie,umówiłam się na trening z Giselą.
W końcu. Miałam też
nadzieję,że uda nam się swobodnie porozmawiać,bo zazwyczaj nie ma
ku temu okazji.
Po odbiciu kilkuset piłek pod
nieskończenie wieloma kątami,udałyśmy się do jadalni dla
zawodników.
– Poprawiłaś forhend –
stwierdziłam nakładając na talerz porcję sałatki ze świeżymi
warzywami. Ustaliłam sobie za punkt honoru zdrowe odżywianie bez
względu na to czy jestem na etapie gry,czy starania się o dziecko.
– A ty wolej – odparła z
uśmiechem moja przyjaciółka. Zarzuciła na ramię lekko wilgotny
od potu warkocz i również sięgnęła po jedzenie,ale dołączyła
do swojej porcji bezglutenowe ciasteczka.
– Brakowało mi tenisa –
westchnęłam tęsknie opadając na krzesło – Wbrew pozorom im
dłużej od niego odpoczywasz,tym bardziej zaczyna ci doskwierać
jego brak.
– To była króciutka przerwa
– Gisela polała sałatkę sosem vinegret – Pomyśl co będzie
jak...och,wybacz. Nie powinnam.
Uśmiechnęłam się blado.
– Nie szkodzi. Nic takiego nie
powiedziałaś.
– Ale pomyślałaś o tym –
Stuknęła się palcami w głowę chcąc się ukarać za nierozważne
słowa.
– Myślę o tym przez cały
czas,który spędzam poza kortem,Gi. Zaczynam się obawiać
najgorszego.
– Przecież to niemożliwe,żeby
któreś z was było bezpłodne!
– Wszystko jest możliwe –
westchnęłam z rezygnacją i przesunęłam widelcem po listkach
sałaty.
- Wiesz,że najpiękniejsze
rzeczy dostajemy zawsze,gdy najmniej ich oczekujemy? – Nachyliła
się nad stołem usiłując spojrzeć w moje spuszczone do dołu
oczy.
– Tak,jasne – mruknęłam.
– Naprawdę. Chociażby bal.
Spodziewałaś się,że spotkasz na nim przyszłego męża?
– Nigdy w życiu –
przyznałam.
– No właśnie. Zaufaj Matce
Naturze. Na pewno wybrała dla ciebie właściwy moment,tylko po
prostu jeszcze nie nadszedł.
– Musi mieć bardzo dużo
czasu – mruknęłam.
– A właśnie nie! –
klasnęła w dłonie. – Powiedz,jak się udała rocznica?
Uśmiechnęłam się szeroko na
wspomnienie zadowolenia na twarzy Rafaela.
– Było cudownie –
powiedziałam bez ogródek – Wszystko...się udało.
Gisela uniosła brwi i podparła
podbródek dłońmi.
– Opowiedz o tym.
-Teraz? – Rozejrzałam się
dokoła. Jadalnia zaczęła się wypełniać. – Przy jedzeniu?
– A czemu nie? – Wzruszyła
ramionami. – Jesteśmy dorosłe. A poza tym,aktualnie nie jemy.
Pokręciłam głową.
– Chciałabyś za dużo
wiedzieć. Wystarczy jeśli ci powiem,że mój mąż nie odstępuje
mnie teraz na krok,a jeśli już,to bardzo niechętnie.
– Nieźle – wytrzeszczyła
oczy – Musiałaś być...dobra.
– Z pewnością lepsza niż
niektóre Francuzki – Uniosłam podbródek i skrzyżowałam ręce
na piersi.
– Myślisz,że ona...
– Nawet nie chcę o niej
myśleć – wzdrygnęłam się. – Ważne,że Rafael nie widzi poza
mną świata.
– A jak on się czuje?Może i
poprawiłaś mu humor,ale co ze zdrowiem?
Opuściłam kąciki ust. Co
prawda wszystko z jego zdrowiem jest w porządku,ale wciąż musi się
oszczędzać i w związku z tym zrezygnował ze startu w Miami.
– Miejmy nadzieję,że do
końca roku zapomnimy o kontuzji...
Skubnęłam kilka liści sałaty
i pomidora z talerza,gdy Gisela zmarszczyła brwi na widok czegoś
znajdującego się za moimi plecami. Nie zdążyłam się
odwrócić,gdy podszedł do mnie obiekt jej wątpliwości.
– Cześć Kinga.
– Nando – odparłam miękko
i skinęłam głową. Jego akurat nie spodziewałam się ujrzeć,ale
mimo to jego widok nie wywołał we mnie zdziwienia.
Miał na sobie białą bluzę od
Adidasa i jednakowoż białe szorty. Sięgające niemal ramion włosy
były mokre i rozczochrane.
– Wiesz gdzie jest Rafael?
– Nie mam pojęcia –
wzruszyłam ramionami i skinęłam głową na torbę z rakietami –
Przed chwilą miałam trening. Od wyjścia z hotelu go nie widziałam.
Zmarszczył brwi w zamyśleniu.
– Jeśli coś
potrzebujesz,mogę mu przekazać – zaproponowałam widząc jego
minę.
–Nie,dzięki. Muszę z nim
porozmawiać...na osobności.
– W porządku – Wzruszyłam
ramionami i wróciłam do sałatki.
– Tyle,że to pilne...Nie
mogłabyś...pójść ze mną?
Omal się nie zakrztusiłam.
Pokazałam mu co o nim myślę trzy lata temu a on wciąż mimo
słownej ostrożności ma taki tupet?
– Słucham?
– Nie mam pojęcia gdzie mogę
go znaleźć – westchnął na usprawiedliwienie.
Posłałam Giseli szybkie
spojrzenie. Otworzyła szeroko oczy,ale wzruszyła ramionami.
– W porządku – odparłam z
niechęcią wstając od stołu – Widzimy się później.
Skinęła głową i odprowadziła
nas do wyjścia wzrokiem.
– Co to za ważna sprawa? –
spytałam obojętnie gdy wychodziliśmy z terenu kortów.
– Chodzi o Puchar Davisa. –
odparł krótko.
Potem nie odzywał się aż do
hotelu. W lobby spostrzegłam Emeline siedzącą na jednym z
puchowych foteli i robiącą notatki.
– Emeline! – zawołałam.
Kobieta podniosła głowę znad
papierów i zmarszczyła nos.
– Wiesz,gdzie jest Rafael? –
spytałam podchodząc do niej.
– Wyszedł gdzieś z Tonim,ale
powinni zaraz wrócić. – odparła i zwróciła wzrok na stojącego
obok mnie Fernando.
– Zaczekamy – odparł z
uśmiechem Hiszpan.
Uniosłam brwi i spojrzałam na
niego z politowaniem. No tak. Koneser miał przed sobą smakowity
kąsek i grzechem byłoby z niego nie skorzystać.
Nie widząc innego
wyjścia,opadłam na sofę nieopodal i oparłam ręce na kolanach.
– Nie widziałem cię
wcześniej w obozie Rafaela. Jesteś nowa? – zwrócił się w
stronę Francuzki.
– Tak – skinęła głową –
Pracuję dla niego od grudnia.
Pracujesz też dla
mnie-dodałam ze złością w myślach.
– Jestem Emeline.
– Fernando.
Niewiele myśląc,ucałował ją
w oba policzki. Zaskoczona dziewczyna zachichotała cicho.
– To taki nasz zwyczaj –
wyjaśnił Fernando widząc jej zakłopotanie – Jesteś...
– Pół-Hiszpanką. Pochodzę
z Francji – wtrąciła. – I znam ten zwyczaj.
Nando uniósł brwi.
– No proszę. Nigdy bym się
nie spodziewał,że idąc na spotkanie z przyjacielem poznam uroczą
Francuzkę.
Emeline uśmiechnęła się
szeroko i odgarnęła włosy na bok.
Litości.
Gadali tak jeszcze przez
chwilę,o wszystkim i o niczym,a ja siedziałam z boku cierpliwie
czekając na powrót męża.
Fernando spoglądał na Emeline
z błyskiem w oku. Nie było to u niego akurat nic dziwnego,natomiast
Emeline wcale nie sprawiała wrażenia zachwyconej rolą ofiary
podrywacza. Rozmawiała z nim uprzejmie,a jej słowa ocierały się o
flirt. Mimo to zachowywała wyraźny dystans. Verdasco zdawał się
jednak tego w ogóle nie zauważać.
– Rafa! – pisnęłam i
poderwałam się na równe nogi,gdy zobaczyłam jak wchodzi przez
oszklone drzwi. Para popatrzyła po sobie ze zdziwieniem. Dam
głowę,że Verdasco zdążył zapomnieć po co tu przyszedł.
Skinęłam ręką i westchnęłam
cicho wdzięczna za ratunek.
– Nando? – Rafael uniósł
brwi gdy go zobaczył. Potem przeniósł wzrok na uśmiechniętą
Emeline i uniósł kąciki ust.
– Szukałem cię – wyjaśnił
odskakując od Francuzki – Możemy porozmawiać?Na osobności?
– Dobra. – skinął głową
lekko zaskoczony.
Kiedy zniknęli,Emeline jak
gdyby nic wróciła do swoich papierów.
– I co zamierzasz z tym
zrobić? – spytałam siadając naprzeciwko niej ze skrzyżowanymi
nogami.
– Ale z czym? – podniosła
wzrok i zamrugała oczami.
– Z Fernando.
Wzruszyła obojętnie ramionami.
– Facet chciał pobawić się
w podryw,to proszę bardzo.
– Nie podda się łatwo...
– Martwisz się o mnie? –
parsknęła niespodziewanym śmiechem. – Nie wierzę.
– Ktoś ci powiedział,że się
martwię? – Podniosłam nieco głos – Nie wiem czy wiesz,ale
bawiłaś się w ten swój podryw podczas pracy.
– Och,i co,poprosisz Rafaela
żeby mnie zwolnił? – spytała ironicznie,doprowadzając mnie do
szału wymową imienia męża z tym paskudnym,francuskim akcentem.
– Nie. Mam do tego takie same
prawo jak i on. – spojrzałam na nią wyzywająco.
Zgasła. Wędrowała oczyma po
pomieszczeniu aż w końcu utkwiła niepewne spojrzenie na mnie.
– Nie zrobisz tego. –
powiedziała cicho.
– Daj mi jeszcze jeden powód,a
możesz być tego pewna.
Wbiłam wzrok w jej brunatne
oczy,a ona podtrzymała kontakt. Po paru sekundach miała jednak dość
i zebrała papiery ze stolika. Na odchodnym rzuciła mi zawistne
spojrzenie.
Musiało być coś,co przed nami
ukrywała.
Surprise! Wybaczcie,że tak późno,ale tylko o tej porze mogłam się wyrobić. No a w końcu to piątek więc rozdział dodać trzeba,prawda? ;)
Powrót Fernando :D A Kinga czepia się Emeline coraz bardziej. Jak będzie chodziło o coś większego, to polecą iskry i pewnie tyłek Emeline z posady u Nadalów. Tylko żeby się Rafa za nią nie wstawił, bo się jeszcze bardziej Kinga wścieknie...
OdpowiedzUsuńAga przegrała z Sereną, choć podobno po naprawdę wyrównanej walce. Tym razem nie wstawałam na mecz (jak podczas Australian, gdy ugrała 4 gemy) i mogę tylko żałować. A teraz dawaj Vika w tym finale! ;) O półfinale Djokovic - Nadal chyba nie muszę wspominać. "Spotykamy się" przed telewizorami pewnie :D
Pozdrawiam :*