Australian Open zakończyło
się...niespodziewanie. Obroniłam tytuł. Cud. Magia. Brak Sereny
Williams po drodze. Wszystko to złożyło się na kolejny sukces.
Nie mam pojęcia jak,po prostu
robiłam swoje,grałam na luzie wykorzystując szanse,bo liczyłam
się z tym,że nie zagram tu w przyszłym roku. I po prostu się
udało.
W finale dobrze znana mi z
drugiej strony siatki Chinka. Trzy sety,w tym pierwszy stracony
połączone z urazem tej drugiej stworzyły obraz pojedynku pełnego
nerwów i zaciętości.
Apetyt rośnie,zdobyłam swój
piąty Wielki Szlem. Mam nadzieję,że w pewnym momencie uda się
odstawić talerz i powiedzieć „Dość. Czas zrobić coś dla
siebie”.
Jest luty i zmiana warty. Teraz
to Rafael mierzy swoje odzyskane siły w Brazylii,wcześniej w
Chile,a na kursie jeszcze Meksyk.
W Vina del Mar przegrał dopiero
w finale błyskając zadziwiająco przyzwoitą formą. Teraz gra w
Sao Paulo i tym samym jesteśmy zmuszeni spędzić pierwszą rocznicę
ślubu poza Majorką.
Najgorsze jest to,że nie mam
pomysłu na prezent dla mojego męża. Bo jeśli chodzi o mnie
dostałam prezent w postaci świętego spokoju. Emeline została na
Majorce. Akurat tak się złożyło,że jest dużo papierów do
uzupełniania,kontrakty,oferty kontraktów,propozycje reklam z Polski
i takie tam. Niby mała rzecz,a jak potrafi ucieszyć.
– Pomóż mi! – jęknęłam
rozmawiając z Giselą przez Skype'a zaledwie kilka godzin po
przylocie do Sao Paulo. – Nie mam bladego pojęcia co sprezentować
Rafaelowi na rocznicę!
Gisela przewróciła oczami i
poruszyła się. Poznałam,że jest w mieszkaniu Pico. Dziwiło
mnie,że do tej pory się nie przeprowadziła,ale czasami rzeczy
dzieją się wolniej niż byśmy chcieli.
– Jeszcze nie masz pomysłu? –
zdziwiła się – Przecież to już jutro.
– Wiem,wiem – westchnęłam
– Nie było czasu,a poza tym myślałam,że tym prezentem będzie
test z dwoma kreskami...
Poczułam się zawiedziona. Nie
dość,że mój plan się nie powiódł,to w dodatku zawiodę mojego
męża nie dając mu tego czego by chciał. Jestem beznadziejna.
Przyłożyła sobie ręce do
skroni.
– Rychło w czas zorientowałaś
się,że z tego nic nie wyjdzie. Nie jest łatwo wymyślić coś na
szybko.
– Zdaję sobie z tego
sprawę,dlatego proszę cię o pomoc. To nie może być nic
banalnego,chcę mu pokazać jak bardzo go kocham.
Wymamrotała coś pod nosem i
odchrząknęła.
– No dobrze,pomyślmy...
Wymieniała kolejne propozycje,a
ja coraz bardziej się krzywiłam.
– Nie mam czasu na wywołanie
zdjęć! – odrzuciłam kolejny dobry,ale nierealny pomysł.
Westchnęła zrezygnowana.
– No to już nie wiem.
Wyczerpały mi się zasoby pomysłów. To musi być coś,co zapamięta
do końca życia.
– Coś czego nigdy wcześniej
nie robiłam – odparłam beznamiętnie wpadając nagle na pomysł.
Przez chwilę patrzyłam pusto w ekran.
Gisela zamachała.
– Hej,jestem tu. Wpadłaś na
coś?
Przygryzłam wargę. Czy powinna
o tym wiedzieć?
– Mam pewien pomysł –
odetchnęłam w końcu – Ale...jest ona na swój sposób
banalny,chociaż nigdy tego nie robiłam.
– Zamieniam się w słuch –
Pochyliła się bliżej ekranu.
Z zaróżowionymi policzkami
wyznałam jej. Gisela nadęła policzki tłumiąc wybuch śmiechu.
– Chcesz powiedzieć,że wy
nie...
– Nie-przerwałam czując,że
moje policzki wręcz płoną.
– Jak to możliwe? – spytała
z rozbawieniem.
– A jak myślisz?
– Rozumiem,że nie jest ci
łatwo się przełamać.
– Bingo. Ale to dobry pomysł.
I jedyny jaki przychodzi mi do głowy.
– W obecnej sytuacji,kiedy nie
masz czasu ani możliwości...owszem,dobry pomysł.
Westchnęłam i przygarbiłam
się. Gisela podskoczyła nagle a oczy jej się zaświeciły.
Klasnęła w dłonie z tryumfalnym uśmiechem.
– A poza tym,jak już to
zrobisz,Rafael nie będzie w stanie myśleć o nikim innym. Wtedy już
zupełnie oszaleje na twoim punkcie i będziesz miała z głowy
Emeline.
– Musiałaś mi o niej mówić?
– jęknęłam. – Mam od niej prawie miesiąc spokoju!
– Wybacz,ale w tym wypadku to
powinno ci się spodobać. Nie myśl o niej. Pomyśl o korzyściach
dla ciebie.
– W porządku – westchnęłam.
W tym samym momencie usłyszałam chrzęst zamka w drzwiach –
Zmykam. Rafa wrócił z treningu. Do zobaczenia!
Wszedł do pokoju zziajany i
spocony. Włosy przylegały mu do czoła,a policzki miał
zaróżowione.
Uniosłam brwi na jego widok.
– Ciężki trening?
– Daj spokój – uciął
rzucając torby na podłogę i rozłożył się w fotelu. Przesunął
ręką po twarzy i odchylił się powoli do tyłu. – Nie mam siły
na nic.
– Weź prysznic i zdrzemnij
się trochę – zasugerowałam zatrzaskując laptopa. – Co
prawda,dopiero południe,ale potrzeba ci odpoczynku.
– A co z tobą?
– Dam sobie radę. –
oznajmiłam – Pójdę coś zjeść,może wypiję drinka w barze i
pójdę na jakiś spacer.
– Wykluczone – ocknął się
gwałtownie – Nie możesz wyjść sama. Poproszę Titina żeby
poszedł z tobą.
– Ale ja chcę połazić po
sklepach!-jęknęłam. W innych okolicznościach może i bym to
zniosła,ale muszę kupić kilka rzeczy na jutro i ktoś obok byłby
tylko ciężarem. – Co to za przyjemność,jeśli będę miała u
boku marudzącego faceta?
– Nie pójdziesz sama – Nie
ustępował – Zgubisz się gdzieś,albo ktoś cię napadnie...
– W biały dzień? –
parsknęłam – To nie Nowy Jork. I nie zamierzam się włóczyć po
jakichś slumsach. Jestem dorosła, poradzę sobie.
Skrzyżowałam ręce na piersi i
posłałam mu wojownicze spojrzenie.
W końcu odpuścił.
– No,dobrze – odparł powoli
– Niech ci będzie. Ale masz być ostrożna. I miej cały czas
komórkę pod ręką.
– Tak,tak --mruknęłam
schodząc z mosiężnego łoża. – Dam sobie radę. A ty idź pod
prysznic i się połóż.
Wróciłam po dwóch godzinach z
zaledwie dwoma torbami. Po cichu zakradłam się z powrotem do
pokoju,uważając,by Rafael nie zauważył co niosę. Kiedy jednak
otworzyłam drzwi na całą szerokość,spał na prawym boku z twarzą
zwróconą w stronę tarasu. Odetchnęłam nieco i na paluszkach
ukryłam torby w szafie między swoimi bagażami. Kupiłam jakieś
świeczki zapachowe,butelkę dobrego szampana i czekoladki.
Najważniejszą rzeczy,czyli bieliznę miałam schowaną od
grudnia;delikatną satynową koszulkę z koronkowym stanikiem i
paskiem pod biustem w kolorze śnieżnej bieli ze stringami do
kompletu. Była tak urzekająco niewinna i jednocześnie tak
myląca,że od razu zapragnęłam ją mieć. Bo w końcu ile razy
można być diablicą?
Przysiadłam na łóżku i
zdjęłam buty. Moje spojrzenie powędrowało w stronę śpiącego
męża. Oddychał spokojnie,a z jego twarzy zniknął wyraz
wszelkiego zmęczenia. Jego wrodzony urok sprawiał,że wyglądał
jak duże dziecko. Uśmiechnęłam się po części do siebie,a po
części do niego na tę myśl i pogłaskałam go po policzku,na
którym było widać już ślady dwudniowego zarostu.
Położyłam się obok i
podciągnęłam nogi. Przymknęłam oczy w nadziei,że i mnie uda się
zdrzemnąć odrobinę. Wtedy jednak Rafael poruszył się i odwrócił
w moją stronę. Wzdrygnął się,gdy uświadomił sobie,że leżę
tuż obok.
– Wróciłaś – stwierdził
zaspanym głosem i przejechał dłonią po twarzy.
– Tak. Kupiłam...kilka
rzeczy. Dobrze spałeś?
– Nawet nie pamiętam,kiedy
zasnąłem.
– To znaczy,że bardzo dobrze.
Podniósł się,popatrzył w
przestrzeń,a potem odwrócił się do mnie z uśmiechem.
– Mam co do ciebie plany
odnośnie jutrzejszego dnia.
– Doprawdy? – Również się
podniosłam. – Jakie?
– Dowiesz się w swoim czasie
– odparł przygarniając mnie do siebie.
– Tak się składa,że ja też
mam pewien plan – powiedziałam spoglądając na jego usta gotowa
do pocałunku. – Zatem wieczór przypada w udziale mnie.
– Robi się ciekawie –
zachichotał i dotknął palcem mojej dolnej wargi.
– A żebyś wiedział...
*
Następnego ranka obudziłam się
z uczuciem ogromnej pustki,którą potęgowało wielkie łoże,bowiem
byłam w nim sama.
Zmarszczyłam brwi i rozejrzałam
się. Wyglądało na to,że jestem sama w wielkim apartamencie.
Opadłam więc z powrotem na poduszki i patrzyłam w zdobiony jakimiś
artystycznymi wzorami sufit. Niektóre z hotelowych pokojów były
pełne takiego przepychu,że Rafael często się z tego śmiał. Na
przykład ten sufit. Po co komu jakieś bazgroły na suficie?
Poczułam burczenie w brzuchu i
podniosłam się by chwycić za telefon i zamówić posiłek prosto
do pokoju. Na stoliku zauważyłam czerwoną kopertę. Otworzyłam ją
z ciekawością i momentalnie się roześmiałam. W środku
znajdowało się zaproszenie na „rocznicowy”obiad w jednej z
tutejszych restauracji. Dziś o godzinie czternastej. Obok stolika
stał zaś przepiękny bukiet kwiatów. Nie były to klasyczne
róże,fiołki czy lilie. Właściwie sama nie wiedziałam,co to
jest,bo...były zrobione z papieru.
Ponownie się roześmiałam. No
tak. Wszak pierwsza rocznica,to rocznica papierowa.
Wtedy też zdałam sobie
sprawę,że Rafael dziś nie gra,ale teraz jest na treningu. Miałam
zatem trochę czasu dla siebie,by wszystko przygotować,ale
najpierw-śniadanie!
Zaczęłam tradycyjnie od tego,w
co powinnam się ubrać. A raczej-zaczęłabym,gdybym miała przed
sobą ogromną garderobę,którą dysponuję w domu. Z myślą o tej
okazji,zabrałam ze sobą krótką sukienkę z białym koronkowym
gorsecikiem i klasyczną, czarną spódnicą a do tego czarne szpilki
i perłowe kolczyki z fabryki sztucznych pereł.
Idealny zestaw na uroczystą
okazję.
Niecierpliwie krzątałam się
po pokoju w oczekiwaniu na popołudnie. Zeszłam nawet na dół do
baru na małego drinka. W końcu nadszedł czas i udałam się wraz z
Rafą do malowniczej restauracji. Znajdowała się ona w starej
kamienicy położonej na czymś,co przypominało nasze Place Major. W
środku panował intymny,pełen ciepła klimat. Ściany pokrywała
brunatnoszara cegła,a nad drewnianymi stołami roztaczała się
aureola świateł punktowych,zgaszonych w dzień,a rozświetlających
klimatyczne miejsce wieczorami.
Podyskutowaliśmy trochę o
treningu i wymieniliśmy kilka plotek(zaledwie kilka,bo praktycznie
znamy wszystkie wspólnie). Uznałam,że na miłosne wyznania
przyjdzie czas później,zwłaszcza gdy dookoła pełno było
gości;lokal był aktualnie w porze sjesty. Rafael najwyraźniej
celowo wybrał akurat tę porę chcąc stworzyć pozory normalności
i luzu,podczas gdy tak naprawdę było zupełnie odwrotnie.
Chcieliśmy pobyć sami,jednak dzień jest zbyt długi by tracić go
w tak egoistyczny sposób.
Po obiedzie wybraliśmy się
jeszcze na dłuższy spacer po mieście i wybrzeżu. Uwielbiałam
podziwiać uroki miast,które zwiedzałam i nie mogłam sobie darować
opuszczenia chociażby jednej takiej okazji. Nawet jeśli byłam w
tym samym mieście po raz piąty czy szósty. Zawsze jest do odkrycia
więcej uroku w coraz to innym zakamarku miasta.
Przed wejściem do pokoju
pocałowałam zdziwionego Rafaela w usta i oznajmiłam:
– Wieczór miał być
mój,pamiętasz? Przygotuję teraz wszystko a ty wróć kiedy
uznasz,że nadszedł czas.
Skinął głową i oddalił się
lekko zamroczony.
Zacznijmy może od stworzenia
nastroju. Wyciągnęłam z torby świeczki i ustawiłam je w różnych
miejscach pokoju,a następnie zapaliłam. Przyjemny zapach wanilii
rozpłynął się po pomieszczeniu. Chciałam odsunąć suwak,ale w
ostatniej chwili przypomniałam sobie o zasłonach. Niby trzecie
piętro,ale paparazzi lubią być wszędzie.
Uwolniłam się z kiecki i
wsunęłam przez głowę delikatną koszule nocną. Poczułam się
lekka,gdy chłodna satyna owiała moje ciało i gdy rozpuściłam
spięte,pofalowane pasma włosów.
Ciekawiło mnie jedynie,czy Rafa
wykaże się intuicją i przyjdzie w porę,czy też będę musiała
się o niego dopraszać. A to by było. Kinga Kolat,tfu Nadal, robi
mężowi awanturę w hotelowym lobby ubrana w sam szlafrok i nocną
koszulę!
Zanim zdążyłam jednak
pomyśleć drugi raz,rozległo się pukanie do drzwi. Szybko
wskoczyłam na łóżko w wyćwiczonej pozie kusicielki.
– Wejdź – wydusiłam przez
ściśnięte gardło.
Wszedł do pokoju,rozejrzał
się,po czym utkwił wzrok we mnie. Przechylił głowę na bok i
podszedł bliżej do łóżka.
Przygryzłam wargę gdy kucnął
by mieć mnie na wysokości twarzy.
– Wiedziałem,że tak naprawdę
to zstąpiłaś do mojego życia prosto z nieba. – szepnął i
pogłaskał mnie po udzie aż przeszedł mnie dreszcz. Z trudem
zdusiłam ochotę by wciągnąć go na siebie i całować do utraty
tchu.
– Byłam twoim aniołem
stróżem przez cały czas – odparłam cicho powstrzymując jego
rękę. Podniosłam się z drżeniem nóg i spojrzałam mu prosto w
oczy. Nie odrywając wzroku od jego twarzy przesunęłam dłonie na
jego pierś,a potem na ramiona zsuwając ciemną marynarkę. W oczach
Rafaela błysnęło zaciekawienie.
Odpięłam pierwszy guzik jego
białej koszuli.
– Ty... – klik,drugi guzik –
Nie wiedziałeś.... – klik – O moim istnieniu... – klik – A
ja... – mimo to... – klik – Kochałam cię...czy to nie
szalone?
Ze złością szarpnął
pozostałe guziki,odrzucił koszulę i ujął moje dłonie.
– Zdecydowanie szalone –
zgodził się – Ale to nieważne. Liczy się to,że teraz jestem
twoim mężem. To dopiero szalone.
Przycisnął usta do moich dłoni
i pogładził lekko po włosach.
– To co zaraz zrobię będzie
jeszcze bardziej szalone.
*
– Wciąż uważasz,że twoja
skryta miłość do mnie była szalona? – spytał z ledwie
dostrzegalnym uśmiechem. W pokoju zaczęło robić się
ciemno;większość świeczek wypaliła się i zgasła a ich
waniliowy aromat był już ledwie wyczuwalny.
Zamrugałam oczami nie wiedząc
o czym do mnie mówi.
– Słucham?
– Czy wciąż uważasz,że
twoja skryta miłość była szalona w obliczu tego,co dziś
zrobiliśmy? – powtórzył ze spokojem.
Przesunęłam ręką po jego
torsie. Był zroszony malutkimi kropelkami potu.
– Tak – odparłam po
namyśle.
– Tak? – powtórzył z
niedowierzaniem. – Niby dlaczego?
– Łatwo jest robić takie
rzeczy gdy się kocha i jest się kochanym,chociaż wymaga to
odrobiny szaleństwa i odwagi. Prawdziwą odwagą i szaleństwem jest
jednak kochanie kogoś bez wzajemności,bo narażasz się na gorycz
rozczarowania. To dopiero szalone,co?Godzić się na ból,którego
nic nie będzie w stanie załagodzić.
Milczał przez chwilę gładząc
mnie po włosach. W końcu stwierdził:
– Ty jednak się zgodziłaś.
I wygrałaś.
– Ostatecznie – przytaknęłam
– Ale swoje przeżyłam.
Znowu kontemplacyjne milczenie.
– Co mogę zrobić,żebyś
zmieniła zdanie do definicji szaleństwa?
– Hm...powtórzyć to co
zrobiłeś mi półtorej godziny temu...czekaj,żartowałam! –
powiedziałam gdy nurkował pod kołdrę – Nie dzisiaj.
– Więc jak mogę ci
wynagrodzić cierpienie dzisiaj? – Nie ustępował przytulając
mnie ciaśniej.
– Nie wiem – szepnęłam –
Możesz mieć nadzieję,że poczęliśmy w końcu dziecko.
– I bez tego mam – odparł
cicho trącając mnie nosem.
Uśmiechnęłam się na tę myśl
po czym usnęłam otulona ramionami męża.
No dobra,anielskie klimaty to raczej na drugim blogu,ale pocieszcie się trochę :)
Ech,że też wiosna w progach,a ja zakatarzona i pokasłująca :( No nic,do następnego!
xoxo
Nooo, urocza rocznica :) A jak Rafa się o Kingę martwi (nie wychodź sama! itd.) :D Kochane, duże dziecko ;)
OdpowiedzUsuńA Ty się tam nie rozchoruj na dobre! Miłego weekendu :*
Zdrowieję powolutku,dziękuję :)
UsuńNareszcie rozdział bez Emeline! Udało Ci się nastawić mnie przeciwko tej bohaterce, o tak. ;] Pierwsza rocznica ślubu. A tak niedawno Kinga wzdychała po cichu do Rafy i spławiała Verdasco. Czas leci :)
OdpowiedzUsuńTrzymaj się kochana :*
Haha,znaczy że osiągnęłam sukces skoro masz takie o niej zdanie :D Trzymam się!
Usuń