Rękawem zielonej bluzy Nike
otarłam łzy cicho spływające po moich policzkach. Szłam
korytarzem pod kortami sama,trzymając w ręce paterę dla finalisty
Rolanda Garrosa. Byłam zła i rozczarowana. Tak łatwo dałam się
ograć Williams,chociaż mączka nigdy nie należała do jej
ulubionych nawierzchni!Miałam tyle szans,tyle możliwości,a mimo to
przegrałam dwa razy do czterech.
Trzeba przyznać,że Serena
grała wspaniale. Czułam,że wraca do formy;aż kipiała pewnością
siebie i ani trochę nie była zdenerwowana. Tamta Serena,z którą
grałam w półfinale Wimbledonu 2010 zniknęła bez śladu ustępując
miejsca mistrzyni nad mistrzyniami. Jeśli utrzyma formę,nie mam
czego szukać.
Wyszłam na zalany słońcem
plac przed kortem centralnym. Skrzywiłam się na widok słońca
bezlitośnie rażącego w oczy. Wyraźnie widziałam jednak całą
ekipę stojącą jak gdyby nigdy nic przed wyjściem. Umilkli
natychmiast,kiedy mnie ujrzeli.
Rafa uśmiechnął się
delikatnie gdy się zbliżyłam. Odwzajemniłam uśmiech czując
ciepło na sercu. Zawsze potrafił mnie odpowiednio pocieszyć.
Odważyłam się przenieść spojrzenie na Toniego. Na jego twarzy
widoczne było rozczarowanie i cień złości. Pokręcił głową i
powiedział tylko.
– Mam nadzieję,że wiesz,co
zrobiłaś źle. Porozmawiamy o tym wieczorem.
W zasadzie to zawsze tak mówił
po przegranym meczu,więc nie przejęłam się tym zbytnio. Nasze
relacje zawodnik-trener nieco się poprawiły;wciąż był
zgorzkniały i arogancki,ale przynajmniej umiał docenić,że
zrobiłam coś dobrze. Jeśli zaś chodzi o rodzinę,nic się nie
zmieniło,chociaż mam wrażenie,że zaakceptował moją obecność
jako żony Rafaela.
Jego niechęć przerzuciła się
teraz na Emeline,co mnie osobiście satysfakcjonowało.
Niech nie myśli,że sympatię
zaskarbiła sobie dzięki Benito.
Francuzka stała na uboczu z
nogami skrzyżowanymi na czarnych obcasach. Kiedy na nią
spojrzałam,powiedziała:
– Przykro mi. Na pewno w
przyszłym roku będzie lepiej.
Gdyby nie to,że chciałabym
żeby tak było,na pewno odpadłabym już w pierwszej rundzie,żeby
zrobić jej na złość.
Wróciliśmy do apartamentu i
usiadłam ciężko na łóżku z głową spuszczoną w dół. Ciągle
miałam przed oczyma stan 4:3 i swój serwis. Gdybym tylko mogła
zagrać ten beckhend po linii,a nie po krosie prosto na nią...
Przy piłce meczowej trzęsły
mi się ręce. Oczyma wyobraźni widziałam widmo porażki pędzące
razem z żółtą piłeczką. Wiedziałam,że w głównej mierze
przyczyniło się do przegrania ostatniego punktu. Rafa ma rację w
swoich twierdzeniach. Nie można pozwolić,by wizja zwycięstwa
przesłoniła ci rzeczywistość,ale nie może tego zrobić też
wizja porażki.
Mimo to,że przedwcześnie
pogodziłam się z porażką,ogarnęła mnie wściekłość,że
zepsułam taką prostą piłkę. Wspomnienie tego punktu męczyło
mnie przez całą ceremonię.
Drzwi do pokoju uchyliły się i
stanął w nich Rafael z kubkiem w dłoni. Marszczył brwi
spoglądając na mnie badawczo.
– Kochanie? – zagaił
podchodząc i siadając obok. Nie odpowiedziałam.
Podetknął mi kubek z parującym
napojem.
– Zaparzyłem ci melisę.
Wypij,uspokoisz się trochę...
Pokręciłam głową dalej
wpatrując się w zamglony obraz meczu w pustej przestrzeni.
Westchnął i odstawił kubek na
stolik. Ignorowałam jego ruchy chcąc skupić się wyłącznie na
swoich błędach.
Dotknął lekko mojego ramienia.
Delikatnie,ale stanowczo odtrąciłam jego dłoń.
– Wiem,że to boli –
oznajmił po chwili milczenia. – Ale nie możesz zadręczać się
myśleniem o niewykorzystanych sytuacjach,bo to cię wykończy.
– Widziałeś – odezwałam
się zwracając ku niemu wzrok – Widziałeś,co mogłam zrobić.
Skinął głową.
– Tak,widziałem.
– Jak w takim razie mam o tym
zapomnieć? Miałam szansę i nie wykorzystałam jej. Mogłam zagrać
lepiej. Wiem,że mogłam.
Zacisnęłam gniewnie usta chcąc
powstrzymać dalszy potok zażaleń.
– Może i mogłaś,pytanie
tylko,czy Serena by ci na to pozwoliła? Doskonale wiesz w jakiej
formie była. Żadna tenisistka nie dałaby jej rady.
– Może i tak – przytaknęłam
– Ale nie zrobiłam tyle,ile powinnam.
– To teraz nie ma znaczenia.
Mecz się skończył,zapomniałaś? Nie dasz rady cofnąć czasu.
Pozostaje ci rewanż.
Nagle poczułam się zirytowana.
– Łatwo ci mówić. Ty
najgorsze masz już za sobą.
Skrzywił się tylko i pokręcił
głową. Wiedziałam,że mam rację. Jeśli wygrał z Djokovicem po
morderczym boju w półfinale,czym będzie pokonanie w finale
Ferrera?
– I tak uważam,że nie
powinnaś aż tak się tym zadręczać. Grałaś dobrze,a Serena
grała doskonale. Oboje wiemy,że nie mogłaś z tym nic zrobić.
Zastanowiłam się chwilę nad
jego słowami i skinęłam głową.
– Masz rację. Nie mogę nic
zrobić z tym,że raz przegrałam...ale mogę robić wszystko by
zapobiec porażkom na przyszłość!
– Co chcesz zrobić? –
zmarszczył brwi i popatrzył na mnie pytająco,gdy wydobyłam z
torby laptopa.
– Przyda mi się więcej
treningów latem – odparłam uruchamiając sprzęt.
– Ale Kinga...
– Żadnych ale. Będę
trenowała więcej i już.
Ujął mnie delikatnie za dłoń
i pogłaskał kostki długimi palcami lewej ręki. W miejscach
odcisków od rakiety zostały przyklejone świeże plastry. Jego
spojrzenie było niepewne.
– A co z naszym dzieckiem?
– Och. – Przez chwilę o tym
zapomniałam o tym i zrobiło mi się głupio. To było moje
marzenie,a teraz widzę,że jego też. Nie cierpiałam sprawiać mu
zawodu. Ogarnęło mnie poczucie winy,bo w tej chwili przełożyłam
tenis ponad życie. Nie mogło tak być.
– Jeśli nie czujesz się
gotowa...
– Czuję – przerwałam
stanowczo – Przecież dobrze o tym wiesz. Ja tylko...jestem
nakręcona.
– To widzę – zaśmiał się
i przeczesał palcami moje włosy. – Chyba nigdy cię takiej nie
widziałem.
– Bo chyba żadna porażka do
tej pory nie zabolała mnie tak bardzo – odparłam przygryzając
wargę.
Rafael westchnął i ponownie
ujął moje dłonie.
– Więc możemy zaczekać –
powiedział łagodnie – Jeśli wciąż masz taki apetyt na
grę...nie musimy się nigdzie spieszyć.
Machnęłam ręką
zniecierpliwiona.
– Mam apetyt czy też
nie,dodatkowe treningi mi się przydadzą.
– Jesteś niemożliwa –
odparł Rafael z rezygnacją.
– I o to właśnie chodzi –
mrugnęłam.
*
Miesiąc później byłam już w
Londynie. Niedawno zakończył się Wimbledon i większość
tenisistów udawała się na odpoczynek przed sezonem na twardych
kortach w Stanach,ale nie ja. Trzymając się swojego postanowienia
wyruszyłam na treningi do swojego byłego trenera,który zgodził
się mnie przygarnąć.
– Poradzisz sobie beze mnie? –
spytałam czule ujmując w dłonie twarz mojego męża po odprawie w
Palmie.
– Jakoś będę musiał –
odparł siląc się na wesoły ton,ale jego oczy wyrażały
przygnębienie.
– Mój kochany – mruknęłam
całując go czule w usta. – To tylko dwa tygodnie. Wrócę do
ciebie najszybszym lotem jaki tylko jest możliwy.
– A potem wybierzemy się
gdzieś na wakacje. Gdzie chciałabyś w tym roku pojechać?
– Na Majorce mamy wakacje całe
życie – odparłam zdziwiona. – I podróżujemy po świecie przez
cały rok. Po co mamy gdzieś wyjeżdżać?
– Kiedy polecieliśmy do
Krakowa nie miałaś nic przeciwko – zauważył – Chcesz znów
wybrać się do Polski?
– Nie – pokręciłam
zdecydowanie głową. Kraków to jedno,ale nie miałam ochoty znów
spędzać swoich wakacji w kraju,w którym we wszystkim panuje
bałagan.
– To gdzie?
– Nie wiem – westchnęłam –
Zastanowimy się jak wrócę,dobrze?
Mnie na razie daleko do wakacji.
Serce mi pęka i jednocześnie
kurczy się ze smutku i zazdrości,że zostawiam Rafę samego w
Manacor. Z Emeline. Suka postanowiła „wziąć sobie urlop” przed
Wimbledonem zostawiając nas w sytuacji bez wyjścia. Najgorsze jest
to,że nie możemy jej nic zrobić,bo taki urlop jako pracownikowi
jej przysługuje. Że też nie mogła wyjechać akurat wtedy kiedy
ja!
Już widzę jak się cieszy na
myśl,że spędzi dwa tygodnie z dala ode mnie,a blisko mojego męża.
Gdyby nie to ostatnie,ja też skakałabym z radości pod sufit,a
nawet jeszcze wyżej.
Nie muszę wyjeżdżać a jednak
to robię. Ryzykuję moje małżeństwo dla tenisa. Muszę być
szalona,ale nie widzę innego wyjścia. Skoro i tak zamierzam
przerwać karierę dla macierzyństwa,chcę być wtenczas jak
najlepsza. Zastanawiały mnie słowa Emeline,wtedy gdy byłyśmy same
w apartamencie. „Nie chcę być twoim wrogiem”. Czy mówiła
szczerze,czy coś kombinowała?
Zauważyłam,że ostatnio
zaczęła się spotykać z Verdasco i byłam w stu procentach
pewna,że to do niego pojechała na ten swój „urlop”. Może
zatem odpuści sobie Rafaela(w końcu!) i zajmie się zaspokajaniem
największego kobieciarza jakiego znam. Ale ta dziewczyna to enigma.
Niczego nie można się po niej spodziewać.
Marina oczywiście kręciła
nosem na sytuację,jaką pozostawiłam na Majorce.
– Wiesz,że uwielbiam z tobą
przebywać,ale nie powinnaś przyjeżdżać sama – westchnęła gdy
postawiłam swoje walizki na ziemi i usiadłam napić się herbaty z
mlekiem. – Nie boisz się tego,co może się stać,podczas gdy ty
będziesz z nami?
– Ufam Rafaelowi-powtórzyłam
zaciskając zęby. Chciałabym móc ufać również Emeline. –
Poza tym nie zostaje sam,tylko z całą rodziną.
Marina tylko wzdychała i
kręciła głową z mnóstwem małych loków. Biorąc pod uwagę
to,jak bardzo Melanie urosła od swoich urodzin,Marina stała w
miejscu. Nic się nie zmieniło. Mała z kolei była teraz bardzo
ciekawska;stawiała kroki coraz pewniej i mówiła coraz więcej,a
jej pucołowata buźka robiła się coraz śliczniejsza. Jej tatuś
również był taki sam;ciemne włosy i nieodłączny zarost(co
prawda utrzymywał,że go golił,ale ile razy mogło się to
zdarzyć?). Zmienił natomiast miejsce pracy. Zamiast w małej
akademii pracował teraz w London Tennis Academy. Dla trenera było
to sporym prestiżem i oznaczało gwałtowny zastrzyki gotówki.
Od razu czułam się pewniej
trzymając w dłoni rakietę i widząc po drugiej stronie siatki
Spencera. Nie widzieliśmy się tak dawno,że zdążyłam się nawet
stęsknić za jego marudzeniem. Co jak co,ale marudzenie jego a
marudzenie Toniego to dwa zupełnie różne światy.
– Widziałem twój finał –
zawołał ni z tego ni z owego Spencer odbijając piłeczkę na moją
stronę.
– I co z tego? – odpowiadam
forhendem po linii.
– To,że wiem gdzie zawaliłaś.
I ty też powinnaś to wiedzieć.
– Wiem doskonale. Nie
wykorzystałam swoich szans.
Odbijaliśmy przez chwilę w
milczeniu,aż w końcu nie dobiegłam i składałam się do kolejnego
serwisu.
– Jak myślisz,dlaczego nie
wykorzystałaś swoich szans?
Spencer odbił piłkę slajsem i
zmusił mnie do zagrania krótkiego i słabego.
– Bo zabrakło mi pewności
siebie – odparłam ze zdumieniem. Miał rację. To nie moja gra tym
razem zawaliła. To głowa.
– Właśnie – pokiwał głową
i skinął ręką na ławkę.
Usiadłam upijając łyk
niebieskiego napoju dla zabicia czasu.
– Analizowałaś ten mecz po
kilka razy prawda?
– Jasne – skinęłam głową.
– I cały czas wychodzi na to samo.
– W takim razie chyba wiesz,że
skoro zawaliła twoja głowa,to ja ci nie pomogę. Nie odmówię ci
oczywiście treningu uderzeń – dodał reflektując się szybko. –
Ale ty sama musisz mieć porządek w głowie,żeby coś z niego
wyciągnąć,jasne?
Przytaknęłam ochoczo. To
właśnie cały Spencer. Jedna jego drobna rada warta więcej niż
milion nakazów i zakazów Toniego.
– Masz już dość,czy jednak
chcesz jeszcze grać?
– Oczywiście,że grać –
zerwałam się na równe nogi z szerokim uśmiechem.
Spencer tylko pokręcił głową
i wrócił na swoją połowę.
Tak sobie nazwałam ten rozdział,ale chyba bardziej pasuje do obecnej sytuacji Rafaela niestety. Uzmysłowiłam sobie,że za miesiąc Roland...No,chyba nic więcej nie trzeba dodawać.
Szalona,znowu mamy telepatię - Kinga zachowuje się trochę jak Agnieszka u Ciebie,ale daję słowo,już wcześniej miałam taki zamysł :D
Ależ spokojnie. Uderzającego podobieństwa nie ma. Nie musisz się tłumaczyć :D
OdpowiedzUsuńNie wiem, co napisać o rozdziale. Ciekawa jestem po prostu, co wydarzy się dalej i w jakim kierunku to wszystko pójdzie - czy Kinga skupi się na tenisie i co jej to da - czy zacznie grać lepiej?, czy może znowu zacznie nią rządzić pragnienie bycia matką...
Nie tak znowu za miesiąc, weź nie strasz jak mnie w szkole egzaminami :D Za miesiąc to będzie Madryt, Rzym i inne jakieś tam po drodze. Ale w Paryżu będzie niewątpliwie interesująco. Bardzo liczę oczywiście na odrodzenie Rafy, ale gdyby niestety jednak odpadł gdzieś po drodze, to kurczę, wygra Novak tego Rolanda w końcu czy znowu mu ktoś przeszkodzi?
Ale do tego jeszcze trochę.
Ściskam :*