Tekst

piątek, 8 kwietnia 2016

3.10 Kryzys umysłu


Rękawem zielonej bluzy Nike otarłam łzy cicho spływające po moich policzkach. Szłam korytarzem pod kortami sama,trzymając w ręce paterę dla finalisty Rolanda Garrosa. Byłam zła i rozczarowana. Tak łatwo dałam się ograć Williams,chociaż mączka nigdy nie należała do jej ulubionych nawierzchni!Miałam tyle szans,tyle możliwości,a mimo to przegrałam dwa razy do czterech.
Trzeba przyznać,że Serena grała wspaniale. Czułam,że wraca do formy;aż kipiała pewnością siebie i ani trochę nie była zdenerwowana. Tamta Serena,z którą grałam w półfinale Wimbledonu 2010 zniknęła bez śladu ustępując miejsca mistrzyni nad mistrzyniami. Jeśli utrzyma formę,nie mam czego szukać.
Wyszłam na zalany słońcem plac przed kortem centralnym. Skrzywiłam się na widok słońca bezlitośnie rażącego w oczy. Wyraźnie widziałam jednak całą ekipę stojącą jak gdyby nigdy nic przed wyjściem. Umilkli natychmiast,kiedy mnie ujrzeli.
Rafa uśmiechnął się delikatnie gdy się zbliżyłam. Odwzajemniłam uśmiech czując ciepło na sercu. Zawsze potrafił mnie odpowiednio pocieszyć. Odważyłam się przenieść spojrzenie na Toniego. Na jego twarzy widoczne było rozczarowanie i cień złości. Pokręcił głową i powiedział tylko.
Mam nadzieję,że wiesz,co zrobiłaś źle. Porozmawiamy o tym wieczorem.
W zasadzie to zawsze tak mówił po przegranym meczu,więc nie przejęłam się tym zbytnio. Nasze relacje zawodnik-trener nieco się poprawiły;wciąż był zgorzkniały i arogancki,ale przynajmniej umiał docenić,że zrobiłam coś dobrze. Jeśli zaś chodzi o rodzinę,nic się nie zmieniło,chociaż mam wrażenie,że zaakceptował moją obecność jako żony Rafaela.
Jego niechęć przerzuciła się teraz na Emeline,co mnie osobiście satysfakcjonowało.
Niech nie myśli,że sympatię zaskarbiła sobie dzięki Benito.
Francuzka stała na uboczu z nogami skrzyżowanymi na czarnych obcasach. Kiedy na nią spojrzałam,powiedziała:
Przykro mi. Na pewno w przyszłym roku będzie lepiej.
Gdyby nie to,że chciałabym żeby tak było,na pewno odpadłabym już w pierwszej rundzie,żeby zrobić jej na złość.
Wróciliśmy do apartamentu i usiadłam ciężko na łóżku z głową spuszczoną w dół. Ciągle miałam przed oczyma stan 4:3 i swój serwis. Gdybym tylko mogła zagrać ten beckhend po linii,a nie po krosie prosto na nią...
Przy piłce meczowej trzęsły mi się ręce. Oczyma wyobraźni widziałam widmo porażki pędzące razem z żółtą piłeczką. Wiedziałam,że w głównej mierze przyczyniło się do przegrania ostatniego punktu. Rafa ma rację w swoich twierdzeniach. Nie można pozwolić,by wizja zwycięstwa przesłoniła ci rzeczywistość,ale nie może tego zrobić też wizja porażki.
Mimo to,że przedwcześnie pogodziłam się z porażką,ogarnęła mnie wściekłość,że zepsułam taką prostą piłkę. Wspomnienie tego punktu męczyło mnie przez całą ceremonię.
Drzwi do pokoju uchyliły się i stanął w nich Rafael z kubkiem w dłoni. Marszczył brwi spoglądając na mnie badawczo.
Kochanie? – zagaił podchodząc i siadając obok. Nie odpowiedziałam.
Podetknął mi kubek z parującym napojem.
Zaparzyłem ci melisę. Wypij,uspokoisz się trochę...
Pokręciłam głową dalej wpatrując się w zamglony obraz meczu w pustej przestrzeni.
Westchnął i odstawił kubek na stolik. Ignorowałam jego ruchy chcąc skupić się wyłącznie na swoich błędach.
Dotknął lekko mojego ramienia. Delikatnie,ale stanowczo odtrąciłam jego dłoń.
Wiem,że to boli – oznajmił po chwili milczenia. – Ale nie możesz zadręczać się myśleniem o niewykorzystanych sytuacjach,bo to cię wykończy.
Widziałeś – odezwałam się zwracając ku niemu wzrok – Widziałeś,co mogłam zrobić.
Skinął głową.
Tak,widziałem.
Jak w takim razie mam o tym zapomnieć? Miałam szansę i nie wykorzystałam jej. Mogłam zagrać lepiej. Wiem,że mogłam.
Zacisnęłam gniewnie usta chcąc powstrzymać dalszy potok zażaleń.
Może i mogłaś,pytanie tylko,czy Serena by ci na to pozwoliła? Doskonale wiesz w jakiej formie była. Żadna tenisistka nie dałaby jej rady.
Może i tak – przytaknęłam – Ale nie zrobiłam tyle,ile powinnam.
To teraz nie ma znaczenia. Mecz się skończył,zapomniałaś? Nie dasz rady cofnąć czasu. Pozostaje ci rewanż.
Nagle poczułam się zirytowana.
Łatwo ci mówić. Ty najgorsze masz już za sobą.
Skrzywił się tylko i pokręcił głową. Wiedziałam,że mam rację. Jeśli wygrał z Djokovicem po morderczym boju w półfinale,czym będzie pokonanie w finale Ferrera?
I tak uważam,że nie powinnaś aż tak się tym zadręczać. Grałaś dobrze,a Serena grała doskonale. Oboje wiemy,że nie mogłaś z tym nic zrobić.
Zastanowiłam się chwilę nad jego słowami i skinęłam głową.
Masz rację. Nie mogę nic zrobić z tym,że raz przegrałam...ale mogę robić wszystko by zapobiec porażkom na przyszłość!
Co chcesz zrobić? – zmarszczył brwi i popatrzył na mnie pytająco,gdy wydobyłam z torby laptopa.
Przyda mi się więcej treningów latem – odparłam uruchamiając sprzęt.
Ale Kinga...
Żadnych ale. Będę trenowała więcej i już.
Ujął mnie delikatnie za dłoń i pogłaskał kostki długimi palcami lewej ręki. W miejscach odcisków od rakiety zostały przyklejone świeże plastry. Jego spojrzenie było niepewne.
A co z naszym dzieckiem?
Och. – Przez chwilę o tym zapomniałam o tym i zrobiło mi się głupio. To było moje marzenie,a teraz widzę,że jego też. Nie cierpiałam sprawiać mu zawodu. Ogarnęło mnie poczucie winy,bo w tej chwili przełożyłam tenis ponad życie. Nie mogło tak być.
Jeśli nie czujesz się gotowa...
Czuję – przerwałam stanowczo – Przecież dobrze o tym wiesz. Ja tylko...jestem nakręcona.
To widzę – zaśmiał się i przeczesał palcami moje włosy. – Chyba nigdy cię takiej nie widziałem.
Bo chyba żadna porażka do tej pory nie zabolała mnie tak bardzo – odparłam przygryzając wargę.
Rafael westchnął i ponownie ujął moje dłonie.
Więc możemy zaczekać – powiedział łagodnie – Jeśli wciąż masz taki apetyt na grę...nie musimy się nigdzie spieszyć.
Machnęłam ręką zniecierpliwiona.
Mam apetyt czy też nie,dodatkowe treningi mi się przydadzą.
Jesteś niemożliwa – odparł Rafael z rezygnacją.
I o to właśnie chodzi – mrugnęłam.

*

Miesiąc później byłam już w Londynie. Niedawno zakończył się Wimbledon i większość tenisistów udawała się na odpoczynek przed sezonem na twardych kortach w Stanach,ale nie ja. Trzymając się swojego postanowienia wyruszyłam na treningi do swojego byłego trenera,który zgodził się mnie przygarnąć.
Poradzisz sobie beze mnie? – spytałam czule ujmując w dłonie twarz mojego męża po odprawie w Palmie.
Jakoś będę musiał – odparł siląc się na wesoły ton,ale jego oczy wyrażały przygnębienie.
Mój kochany – mruknęłam całując go czule w usta. – To tylko dwa tygodnie. Wrócę do ciebie najszybszym lotem jaki tylko jest możliwy.
A potem wybierzemy się gdzieś na wakacje. Gdzie chciałabyś w tym roku pojechać?
Na Majorce mamy wakacje całe życie – odparłam zdziwiona. – I podróżujemy po świecie przez cały rok. Po co mamy gdzieś wyjeżdżać?
Kiedy polecieliśmy do Krakowa nie miałaś nic przeciwko – zauważył – Chcesz znów wybrać się do Polski?
Nie – pokręciłam zdecydowanie głową. Kraków to jedno,ale nie miałam ochoty znów spędzać swoich wakacji w kraju,w którym we wszystkim panuje bałagan.
To gdzie?
Nie wiem – westchnęłam – Zastanowimy się jak wrócę,dobrze?
Mnie na razie daleko do wakacji.
Serce mi pęka i jednocześnie kurczy się ze smutku i zazdrości,że zostawiam Rafę samego w Manacor. Z Emeline. Suka postanowiła „wziąć sobie urlop” przed Wimbledonem zostawiając nas w sytuacji bez wyjścia. Najgorsze jest to,że nie możemy jej nic zrobić,bo taki urlop jako pracownikowi jej przysługuje. Że też nie mogła wyjechać akurat wtedy kiedy ja!
Już widzę jak się cieszy na myśl,że spędzi dwa tygodnie z dala ode mnie,a blisko mojego męża. Gdyby nie to ostatnie,ja też skakałabym z radości pod sufit,a nawet jeszcze wyżej.
Nie muszę wyjeżdżać a jednak to robię. Ryzykuję moje małżeństwo dla tenisa. Muszę być szalona,ale nie widzę innego wyjścia. Skoro i tak zamierzam przerwać karierę dla macierzyństwa,chcę być wtenczas jak najlepsza. Zastanawiały mnie słowa Emeline,wtedy gdy byłyśmy same w apartamencie. „Nie chcę być twoim wrogiem”. Czy mówiła szczerze,czy coś kombinowała?
Zauważyłam,że ostatnio zaczęła się spotykać z Verdasco i byłam w stu procentach pewna,że to do niego pojechała na ten swój „urlop”. Może zatem odpuści sobie Rafaela(w końcu!) i zajmie się zaspokajaniem największego kobieciarza jakiego znam. Ale ta dziewczyna to enigma. Niczego nie można się po niej spodziewać.
Marina oczywiście kręciła nosem na sytuację,jaką pozostawiłam na Majorce.
Wiesz,że uwielbiam z tobą przebywać,ale nie powinnaś przyjeżdżać sama – westchnęła gdy postawiłam swoje walizki na ziemi i usiadłam napić się herbaty z mlekiem. – Nie boisz się tego,co może się stać,podczas gdy ty będziesz z nami?
Ufam Rafaelowi-powtórzyłam zaciskając zęby. Chciałabym móc ufać również Emeline. – Poza tym nie zostaje sam,tylko z całą rodziną.
Marina tylko wzdychała i kręciła głową z mnóstwem małych loków. Biorąc pod uwagę to,jak bardzo Melanie urosła od swoich urodzin,Marina stała w miejscu. Nic się nie zmieniło. Mała z kolei była teraz bardzo ciekawska;stawiała kroki coraz pewniej i mówiła coraz więcej,a jej pucołowata buźka robiła się coraz śliczniejsza. Jej tatuś również był taki sam;ciemne włosy i nieodłączny zarost(co prawda utrzymywał,że go golił,ale ile razy mogło się to zdarzyć?). Zmienił natomiast miejsce pracy. Zamiast w małej akademii pracował teraz w London Tennis Academy. Dla trenera było to sporym prestiżem i oznaczało gwałtowny zastrzyki gotówki.
Od razu czułam się pewniej trzymając w dłoni rakietę i widząc po drugiej stronie siatki Spencera. Nie widzieliśmy się tak dawno,że zdążyłam się nawet stęsknić za jego marudzeniem. Co jak co,ale marudzenie jego a marudzenie Toniego to dwa zupełnie różne światy.
Widziałem twój finał – zawołał ni z tego ni z owego Spencer odbijając piłeczkę na moją stronę.
I co z tego? – odpowiadam forhendem po linii.
To,że wiem gdzie zawaliłaś. I ty też powinnaś to wiedzieć.
Wiem doskonale. Nie wykorzystałam swoich szans.
Odbijaliśmy przez chwilę w milczeniu,aż w końcu nie dobiegłam i składałam się do kolejnego serwisu.
Jak myślisz,dlaczego nie wykorzystałaś swoich szans?
Spencer odbił piłkę slajsem i zmusił mnie do zagrania krótkiego i słabego.
Bo zabrakło mi pewności siebie – odparłam ze zdumieniem. Miał rację. To nie moja gra tym razem zawaliła. To głowa.
Właśnie – pokiwał głową i skinął ręką na ławkę.
Usiadłam upijając łyk niebieskiego napoju dla zabicia czasu.
Analizowałaś ten mecz po kilka razy prawda?
Jasne – skinęłam głową. – I cały czas wychodzi na to samo.
W takim razie chyba wiesz,że skoro zawaliła twoja głowa,to ja ci nie pomogę. Nie odmówię ci oczywiście treningu uderzeń – dodał reflektując się szybko. – Ale ty sama musisz mieć porządek w głowie,żeby coś z niego wyciągnąć,jasne?
Przytaknęłam ochoczo. To właśnie cały Spencer. Jedna jego drobna rada warta więcej niż milion nakazów i zakazów Toniego.
Masz już dość,czy jednak chcesz jeszcze grać?
Oczywiście,że grać – zerwałam się na równe nogi z szerokim uśmiechem.

Spencer tylko pokręcił głową i wrócił na swoją połowę.


Tak sobie nazwałam ten rozdział,ale chyba bardziej pasuje do obecnej sytuacji Rafaela niestety. Uzmysłowiłam sobie,że za miesiąc Roland...No,chyba nic więcej nie trzeba dodawać.
Szalona,znowu mamy telepatię - Kinga zachowuje się trochę jak Agnieszka u Ciebie,ale daję słowo,już wcześniej miałam taki zamysł :D

1 komentarz:

  1. Ależ spokojnie. Uderzającego podobieństwa nie ma. Nie musisz się tłumaczyć :D
    Nie wiem, co napisać o rozdziale. Ciekawa jestem po prostu, co wydarzy się dalej i w jakim kierunku to wszystko pójdzie - czy Kinga skupi się na tenisie i co jej to da - czy zacznie grać lepiej?, czy może znowu zacznie nią rządzić pragnienie bycia matką...
    Nie tak znowu za miesiąc, weź nie strasz jak mnie w szkole egzaminami :D Za miesiąc to będzie Madryt, Rzym i inne jakieś tam po drodze. Ale w Paryżu będzie niewątpliwie interesująco. Bardzo liczę oczywiście na odrodzenie Rafy, ale gdyby niestety jednak odpadł gdzieś po drodze, to kurczę, wygra Novak tego Rolanda w końcu czy znowu mu ktoś przeszkodzi?
    Ale do tego jeszcze trochę.
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń