Znowu tutaj.
Znowu sama w tłumie ludzi.
Ucieczka od przeszłości
rozpoczyna się w tym samym punkcie.
Wiedziałam,że będę musiała
wrócić do Paryża,jeśli chcę podjąć tę pracę. Myślałam
jednak,że jakoś sobie z ty poradzę. Zawsze umiałam sobie
poradzić. Tym razem jednak oczekiwania mnie przerosły.
Cienie przeszłości migotały
mi za każdym razem gdy zamykałam powieki i codziennie gdy budziłam
się rano uświadamiałam sobie,że jestem tu znów.
Na Majorce było mi dobrze i
sądziłam,że zdążę zapomnieć o koszmarach.
Zapomniałam.
Przed planowanym wylotem
obudziły się jednak,karmiąc się moim strachem i świadomością,że
będę musiała wrócić tam skąd pochodziły.
Wzięłam głęboki oddech i
upiłam łyk ze stojącej obok mojego łóżka szklanki wody.
Słyszałam,jak za ścianą Rafael i Kinga śmieją się i rozmawiają
podniesionymi głosami. Wynajęli apartament dla rodziny i bliskich
współpracowników,ja jednak wylądowałam na jego szarym końcu.
Mogę się założyć,że to pomysł Kingi.
Uśmiechnęłam się do siebie
na wspomnienie jej grymasów,ilekroć jestem blisko Rafaela. Nie
widziałam jeszcze u kobiety tak chorobliwej zazdrości.
Od kiedy tylko ją
zobaczyłam,wiedziałam,że nie będzie między nami miłości.
Wystarczył jeden rzut oka na wyraz jej twarzy. Zdawało się,że
Rafael był kompletnie ślepy na jej humorki.
A sam Rafa...
Wiedziałam jak wygląda. Kto na
tym świecie tego nie wie?Zobaczyć go i być blisko niego cały czas
było dla mnie wystarczającym wynagrodzeniem za lata wycierpiane we
Francji. Był przystojny,uprzejmy i miał poczucie humoru.
Ale miał też żonę...
Czasem myślę,co by było gdyby
wujek Benito zachorował w zeszłym roku,kiedy byli jeszcze
narzeczeństwem. Czy miałabym wtedy jakąś szansę? On ją bardzo
kocha i widzę to wyraźnie.
Zazdroszczę jej miłości.
Zazdroszczę jego.
Rodziny.
Czy ja właściwie wiem co to
znaczy rodzina?
Zacisnęłam dłonie w pięści
i westchnęłam prostując się gwałtownie.
Patrzyłam z boku,z jaką
swobodą Kinga odnajduje się w ich rodzinie. Majorkanie,a zwłaszcza
rodzina Rafy żyją ze sobą blisko jak nigdzie indziej w
Europie,może nawet i na świecie,a ona weszła do tego zamkniętego
kręgu przez otwarte drzwi. Owinęła ich sobie wokół
palca,wszystkich po kolei,a oni zaakceptowali to bez mrugnięcia
okiem. Do tej pory nie potrafię tego pojąć.
Wuj Benito zawsze był dla nich
obcy,a pochodzi z Katalonii,nic więc dziwnego,że i mnie traktują
tu jak obcą. Ale ona? Przybysz z innego kraju tak skutecznie mącący
ich uporządkowane życie...
Niebo zabarwiło się na
atramentowy kolor i ziewnęłam. Czułam się znużona,a mimo to nie
chciałam iść spać. Wiedziałam,że gdy tylko zamknę
oczy,koszmary powrócą.
Rozmowy za ścianą ucichły i
spojrzałam na stertę papierów. Na Wielkich Szlemach zawsze jest
dużo roboty,bo rośnie zainteresowanie tenisem i samymi
tenisistami. Muszę wtedy reagować szybko i tak jak chcą tego Oni.
Zabrałam papiery na łóżko i
przejrzałam je. Były to w większości moje notatki dotyczące
tego,jaki medialny wizerunek o moich pracodawcach przedstawić.
Nie zdążyłam nawet przeczytać
jednej do końca,gdy usłyszałam kliknięcie telefonu. Wzięłam go
do ręki i uśmiechnęłam się przelotnie. Była to propozycja
spotkania z Fernando Verdasco,jutro na lunchu.
Od naszego pierwszego spotkania
w Miami proponował mi wyjścia niemal za każdym razem,gdy
znajdowaliśmy się na tym samym turnieju. Za każdym razem mu
odmawiałam i był wielce niezadowolony z tego powodu. Pewnie
myślał,że i tym razem odmówię,ale zaskoczę go. Jest
przystojny,szarmancki i dobrze mi się z nim rozmawia. Przynajmniej
oderwę się trochę od rzeczywistości. A poza tym jest kumplem
Rafy. Jeśli nie mogę obalić murów tej twierdzy,zacznę od fosy.
Może dzięki niemu zapomnę w
końcu o Laurencie.
Poczułam skurcz w żołądku na
samo wspomnienie jego imienia,a na moją twarz wypłynął grymas.
Jednym z powodów,dla których
tak bardzo nie chcę znów być w Paryżu jest możliwość spotkania
z nim. Co prawda miasto jest ogromne,ale przeszłość nie daje tak
łatwo o sobie zapomnieć...
Wystukałam szybką aprobatę na
propozycję Nando i położyłam się na miękkich poduszkach. Tak
bardzo chciałabym uwolnić się od koszmarów i zasnąć
spokojnym,zdrowym snem...
Pod wpływem impulsu podeszłam
do lustra i zdjęłam koszulę nocną. Byłam naga i
bezbronna;delikatny materiał zakrywał to,co napawało mnie grozą
za każdym razem gdy popatrzyłam w lustro,teraz zaś osłona opadła.
Dotknęłam pionowej kreski pod bladą piersią. Blizna,którą
zostawił mi „na pamiątkę” wciąż tkwiła w swym
położeniu,niezmiennie od trzech lat. Czułam obrzydzenie na myśl o
tym,że byłam tak głupia i pozwoliłam Laurentowi tak się
traktować.
Stałam przez chwilę wpatrzona
w siebie,po czym szybko wciągnęłam przez głowę piżamę i
potrząsnęłam głową. Nie. Nie mogę o tym myśleć,jeśli
jeszcze kiedyś chcę mieć szansę otulić się ramionami snu.
Z tą myślą wróciłam do
łóżka i zgasiłam lampkę. Zacisnąwszy powieki odliczyłam do
dziesięciu stopniowo oddając moje ciało demonom przeszłości.
*
Fernando czekał przed
restauracją ubrany na luzie;koszulka polo,dżinsy i sportowe buty.
Poczułam się niezręcznie i wygładziłam niepewnie rękawy
czerwonej koszuli. Uśmiechnął się na mój widok.
– Witaj – powiedział
całując mnie w oba policzki. – Nie spodziewałem się,że się
zgodzisz.
– Jednak to zrobiłam –
odparłam z uśmiechem i skinęłam głową na wejście. –
Wchodzimy?
Była to
chińska,pół-samoobsługowa restauracja. Wystrój był typowo
azjatycki;ściany pomalowane na ciemno-wiśniowy kolor ,subtelne
bibeloty na stolikach oraz pejzaże chińskich pagód na ścianach.
– Wspaniale – skinęłam
głową siadając przy barze i rozglądając się dookoła.
– Dobrze,że ci się podoba.
Lubię tę knajpkę więc uznałem,że będzie idealna.
Uniosłam brew i poprawiłam
grzywkę odruchowo chcąc dotknąć włosów z tyłu głowy,ale
dzisiaj wyjątkowo upięłam je w koński ogon.
– Więc...jak tam praca? –
spytał Fernando wyjmując portfel. Obserwowałam uważnie,ile
pieniędzy wyjął zastanawiając się czy zapłaci też za mnie.
Zrobił to z uśmiechem,a ja nawet nie próbowałam go powstrzymywać.
– Całkiem dobrze,dziękuję –
odparłam uprzejmie kiwając głową. Nachyliłam się nad barem i
nałożyłam na talerz kilka sajgonek i słodko-ostry sos.
– Bardziej podoba ci się
Majorka,czy Francja mimo wszystko?
Ścisnęło mnie w dołku.
Przełknęłam nerwowo ślinę i wymamrotałam.
– Hm,Majorka.
Nando zaśmiał się i również
sięgnął po jedzenie.
– Zatem powinnaś przyjechać
do Madrytu – oznajmił.
– Mam pracę – przypomniałam
mu. Nagle jednak uświadomiłam sobie,że małe wakacje to byłby
dobry pomysł. Może udałoby mi się tym rozwścieczyć Kingę? –
Ale jeśli mnie zaprosisz...
Spojrzałam na niego
uwodzicielsko i przygryzłam wargę w oczekiwaniu. Ten zamrugał
oczami.
– Tak,jasne – wymamrotał
zaskoczony bezczelną propozycją. – Skoro chcesz.
– Bardzo. – Popatrzyłam
prosto w jego ciemne oczy.
– Zabiorę cię tam –
obiecał – Zaraz pod French Open. Może być?
– Zdecydowanie.
– Masz wtedy urlop?
– Nie – odparłam wesoło –
Ale nie martw się. Jakoś to załatwię.
Nie mogli mi nic zrobić. Jako
pracownik potrzebowałam standardowego urlopu. A jeśli ona będzie
miała coś przeciwko...
Zajęłam się jedzeniem,które
stygło na moim talerzu,a ja dopiero teraz poczułam głód. Plan
Fernando był dobry. Chciałam odpocząć trochę od tej irytującej
kobiety. Problem polegał na tym,że zostawię ją sam na sam z
Rafaelem i powinno ją to cieszyć. A ja z kolei będę musiała
pójść z Verdasco do łóżka.
– Jak się dogadujesz z
rodziną Rafy? – spytał nagle przerywając dyskusję o francuskich
modelkach.
– Jest ok – Upiłam łyk
wody mineralnej chcąc uniknąć dalszych wyjaśnień.
– A...Kinga?
Przechyliłam głowę i
zmrużyłam oczy. On coś wiedział...
– Do czego zmierzasz?
Wzruszył ramionami.
- Do niczego. Po prostu pytam.
Doskonale wiem jaka potrafi być uparta.
– Och,naprawdę? – Udałam
zdziwienie. Może wyciągnę z niego coś użytecznego.
- Tak – skrzywił się –
Powiedzmy,że kiedyś obsadziła mnie w głównej roli swojego
spektaklu.
Poruszyłam się niespokojnie na
wysokim barowym krześle tłumiąc drżenie podekscytowania.
– Dała ci kosza –
domyśliłam się.
– W bardzo wyraźny sposób.
Cmoknęłam kilka razy kręcąc
głową, po czym dotknęłam jego dłoni. Popatrzył na to
zaskoczony,a ja zacisnęłam palce.
– Biedactwo. Ja nie jestem
taka.
Odsłonił dołeczki w policzku
uśmiechając się. Trafiony...
Hop hop,niespodzianka :D Zaczynam bawić się w wiedźmę pełną parą.
Zastanawiałam się czy nie skleić tego z następnym rozdziałem,żeby był dłuższy,ale uznałam,że zepsuje mi to kompozycję także przepraszam za objętość,ale mam nadzieję,że jesteście zadowolone :P
Przekrój duszy - nic dodać, nic ująć. Uchyliłaś nam rąbek tajemnicy dotyczącej Emeline oraz pokazałaś, co o kim myśli i jak ta sytuacja wygląda z jej perspektywy. Na bank się już z Kingą nie polubią, ale co planuje Francuzka, to rzeczywiście ciekawe.
OdpowiedzUsuńPozostaje nam tylko czekać kolejny tydzień na dalszy ciąg...
Miłego weekendu! :)